Rachunek prawdopodobieństwa sercem oszukany, czyli Madrygał probabilistyczny Stanisława Barańczaka.

Autor: Sabina Strózik
Okładka publicystyki dla Rachunek prawdopodobieństwa sercem oszukany, czyli Madrygał probabilistyczny Stanisława Barańczaka. z kategorii Brak kategorii


„Przeznaczenie znajdzie drogę”

Wergiliusz Eneida

 

 

 

 

 

            Miłość. Ilu twórców starało się zdefiniować to uczucie? Czy kiedykolwiek tworzył poeta, który choć raz nie próbował wyrazić niewyrażalnego? Wydaje się, że nie. Każdy z nich robił to trochę inaczej, malując swój własny, niepowtarzalny obraz uczucia, które każdemu pokazuje inne oblicze. Historia poezji jest w dużej mierze historią poezji miłosnej, a może i samej miłości, postrzeganej różnie, w zależności od epoki, kiedy była wyznawana, naznaczona piętnem ówczesnych wartości, charakterystycznym sposobem odczuwania.

            Stanisław Barańczak już w Korekcie twarzy postuluje, żeby mówić o miłości innym językiem, „Znaleźć dla niej nową mowę”: 

„Znaleźć dla niej nową mowę; tyle
lekkich, wielkich słów dniało! A dla niej
językami wyślizgany kamień,
ciągle jeden: byle jaśniej, byle

jawniej brzmiała mi swoim nazwaniem
jeszcze nowym.”[1]

W ostatniej części tomiku Chirurgiczna precyzja, specjalnie zadedykowanej żonie poety - Ani, jakby „zbiera” doświadczenia poetów tworzących wieki przed nim, aby ich, a także niewątpliwie swoim głosem, wyznać miłość.

Sięga między innymi po tradycję madrygałową, do której odsyła nas już sam tytuł wiersza, wykorzystując ją jednak wybiórczo, bowiem „za wyznaczniki literackiej formy madrygału przyjmuje się zazwyczaj następujące kryteria: język włoski, tematykę erotyczną bądź arkadyjską oraz specyficzny układ wersyfikacyjny, konstytuowany przez następstwo wersów o różnej długości.”[2]

Barańczak skalpelem swego poetyckiego języka wycina regularne wersy i strofy- często siedmio zgłoskowe, co zbliża go znacząco do klasycznej formy madrygału, w najdoskonalszej formie uprawianego przez Tassa. Autor Jerozolimy wyzwolonej był wzorem dla Jana Kochanowskiego[3], więc nie sposób stwierdzić, z kogo czerpał Barańczak, jednak wydaje się, że skoro poeta czarnoleski stosował odmienną wersyfikację, a upodabniał treść, to twórcy Chirurgicznej precyzji bliżej było do włoskiego pierwowzoru.

Warto zwrócić także uwagę na podobieństwa w dźwięczności typowego madrygału i barańczakowego naśladownictwa. Świadome zabiegi poetyckie, jak określona i regularna ilość sylab w wersie oraz zasada syntektyczno - ekspresyjna[4] mają na celu podkreślenie brzmieniowych i nastrojowych walorów wiersza. Przy recytacji utworów w języku włoskim można wysłyszeć tą swoistą śpiewność, u Barańczaka gra słowna polegająca na dobraniu słów o podobnym brzmieniu, wprowadza niepowtarzalny nastrój utworu:

”w tym jednym miejscu
i w tym momencie
        zarazem,
 a wirus sensu
już siał w bezsensie
        zarazę.”[5]

            Osobnym zagadnieniem jest typowa treść wywodzącej się z Włoch pieśni miłosnej. Madrygał to także ”z reguły monolog liryczny, utrzymany w tonie prośby, emfatycznej eksklamacji lub wyznania. Monolog madrygałowy czerpał (…) treści asocjacyjne z topiki arkadyjskiej lub mitologicznej (…) Istotną jego cechą była retoryczność.”[6] Elementy zawarte w tym fragmencie bez trudu odnajdujemy w Madrygale probablisytycznym, więcej- możemy niejako uważać go za jego definicję. Zrównanie ich jednak ze sobą byłoby rażącym uproszczeniem, bowiem wydźwięk typowych pieśni jest zupełnie inny niż proponuje nam Barańczak. Aby to zauważyć wystarczy porównać jeden z utworów wcześniej już przywołanego Jana Kochanowskiego:

”Kto mi wiary dać nie chce, daj ją oku swemu,
A przypatrz się stworzeniu pilnie tak pięknemu:
Taka jeszcze nie była za dawnego wieku,
Aniołowi podobna bardziej niż człowieku.

 

Raj tam, gdzie ona siedzi, a którędy mija,
Za jej stopami róża wstawa i leluja;
Jej g’woli piękne drzewa dają cień sowity
Nie chcąc, aby ją letni legł ogień obfity.
A ona, myśl wspaniałą znosząc z układnością,
I niedobyte serce zwycięża miłością,
A człowiekiem tak władnie jako słońcem wonnym
Nawrotem albo magnes żelazem nieskłonnym”[7]

Próżno szukać treściowych podobieństw- podmiot liryczny u czarnoleskiego poety opisuje wdzięki ukochanej, twórca Chirurgicznej precyzji nie wspomina o jej wyglądzie, więcej- przyjmuje ton prawie oskarżycielski, opisuje ją przez zaprzeczenia:

”- och ty niewybaczalna- (…)

- och ty nieobliczalna- „[8].

Jedyną wspólną cechą jest zakochanie, które ogarnia wygłaszającego monolog mężczyznę. Lecz znowu- postawa wobec uczucia jest zgoła odmienna. Pierwszy jest bezwolny, obezwładniony emocją, ogranicza się do podziwiania. W gładkich słówkach opisuje dziewczęcy urok, powab, przyznaje, że jej anielskie piękno go pokonało, jest w jego panowaniu, to kobieta ma moc zakrawającą o sacrum („Aniołowi podobna bardziej niż człowieku”[9], „Raj tam, gdzie ona siedzi, a którędy mija”[10]). Drugi jest człowiekiem czynu, pokonuje odległości, nie liczy się z czasem, chciałoby się powiedzieć- wyznaje zasadę, że cel uświęca środki. Nie boi się przeciwieństw losu, nie ogranicza swej miłości do cnych uwielbień, ale wyrusza w podróż aby odnaleźć ukochaną. Co ciekawe, Barańczak i w tym dokonuje zmian w tradycyjnej formie madrygału. Klasyczne formy włoskich pieśni miłosnych wyrażały smutek ogarniający kochanka w związku ze zbliżającym się odjazdem, jak na przykład w erotyku melicznym Już ja stąd odejść muszę:

”Już ja stąd odejść muszę,
Lecz tu zostawiam z sercem smutną duszę.
Nie umrę, nie, bo miłość mi zabrania,
Zabrania dla dalszego kochania.

Ja odchodzę, wzdychając,
Nadzieję pewną twej pociechy mając.
Nie umrę, nie, boleść tylko czuję,
Uczuję, bo cię z serca miłuję.

Idąc w dalekie kraje
Nie zapomnę cię, poki ducha staje
Nie umrę, nie, pomniąc na się w kłopocie,
W kłopocie, najmilszy mój żywocie.
Ja odchodzę, żegnając,
Bogu cię, miła, w opiekę oddając.
Nie umrę, nie, aż cię- da Bóg- skwapliwie,
Skwapliwie ujrzę, zdrowo, szczęśliwie.[11]

U autora Chirurgicznej precyzji odnajdujemy tylko nadzieję zbliżenia się do obiektu uczuć, podmiot liryczny właśnie dlatego pokonuje „szanse jak kwadrylion”, żeby już nigdy nie być sam, żeby już zawsze być ze swą niewybaczalną. „Miłość wydaje się (…) znamieniem wolności, czy raczej niepodległości od wszystkich zewnętrznych uwarunkowań. Ona jedna potrafi nadać życiu treść, o jakiej bohater Barańczaka marzy, do jakiej chce się wyzwolić spośród lęków i obsesji.”[12] Nie analizuje, w żadnym momencie nie wspomina o swych uczuciach - „tak jak innych wielkich słów, tak trzeba unikać słowa „miłość”(…) jest dramatem, gdy słowo „miłość” staje się puste(…) dlatego trzeba (…) bronić, nie można go nadużywać.”[13] Podmiot liryczny po prostu wie, że nie może się poddać, skoro ich miłość już podważa ład świata, „bohater Barańczaka potrafi się zdobyć na czyn, potrafi przełamać rozpacz, w jaką wpędza atmosfera otaczającego go świata. Skoro jest zdolny do buntu, musi posiadać jakąś nadzieję, musi gdzieś dostrzegać sens przeciwstawny wszechogarniającej szarości”[14], innymi słowy- zwalczyć „pustkowie serc”.

Po porównaniu tych dwóch utworów, w skrócie można stwierdzić, że Barańczak zbliża się do madrygału formą, w treści ukazuje główne motywy, swoiście je zmieniając, ubogacając niepowtarzalną grą słowną i odzierając z, przypisanego madrygałowi, rozczulenia.

Poeta w swych poszukiwaniach „nowego języka miłości” sięga znacznie dalej, przekraczając granice renesansu, chociaż inspiruje się tym, z czego odrodzenie czerpało najczęściej-  starożytnością. Nie czyni tego jednak w całkowitym oderwaniu od tradycji madrygałowej, bowiem madrygał „Nie mieścił się (…), jak inne formy, w granicach kilku inwariantów gatunkowych. Rozwijając się przez trzy tysiąclecia, odzwierciedlał ewolucję liryki włoskiej (…) wchłaniał inspiracje platońskie (…), reminiscencje antyczne.”[15]

Całą koncepcję przeznaczenia opiera na dziele antycznym, Uczcie Platona.

Koncepcja ta jest ciągle obecna w kulturze masowej, nazywana „teorią dwóch połówek pomarańczy”, ale jej rodowód sięga antyku, i jest mocno umotywowana filozoficznie i historiozoficznie. Jeden z uczestników tytułowej uczty tłumaczy współtowarzyszom jak sam rozumie początki bytności ludzi na świecie:

”Albowiem dawniej natura nasza nie była taka, jak teraz, lecz inna. Bo naprzód trzy były płcie u ludzi, a nie, jak teraz, dwie: męska i żeńska. Była jeszcze i trzecia prócz tego: pewien zlepek z jednej i drugiej, po którym dziś tylko nazwa jeszcze pozostała, a on sam znikł z widowni. Otóż cała postać człowieka każdego była krągła, piersi i plecy miała naokoło, miała też cztery ręce i nogi w tej samej ilości, i dwie twarze na krągłej, walcowatej szyi, twarze zgoła do siebie podobne. Obie patrzyły w strony przeciwne z powierzchni jednej głowy. Czworo było uszu, dwie okolice wstydliwe i tam dalej, jak sobie to każdy łatwo podług tego sam wyobrazić potrafi. (…) a to dlatego istniały trzy rodzaje ludzi, i to takie trzy, że męski pochodził od słońca, żeński od ziemi, a zlepek z nich obu od księżyca, bo i księżyc ma w sobie coś z ziemi i coś ze słońca. (…) strasznie to były silne istoty i okropnie wolnomyślne, tak że się zaczęły zabierać do bogów (…) już zaczęli robić schody do nieba, żeby potem bogów napastować.

            Otóż Zeus i innie bogowie zaczęli się naradzać (…) Dopiero Zeus po namyśle niejakim, a ciężko mu to przychodziło, powiada: „Zdaje mi się, że mam sposób na to: ludzie zostaną przy życiu, a przestaną broić, skoro tylko będą słabsi. Ja ich teraz, powiada, poprzecinam, każdego na dwie połowy; zaraz się ich tym osłabi, a równocześnie będziemy z nich mieli większy pożytek, bo ich będzie więcej na ilość. Niech chodzą prosto, na dwóch nogach (…)” Rzekł i porozcinał ludzi na dwoje, tak jak owoce na kompot. (…) Po takim rozcięciu naturalnych całości tęsknić zaczęło każde za swoją drugą połową (…) Więc już od tak dawnych czasów tkwi Eros w naszej naturze i do dawnej chce nas sprowadzić postaci; chce z dwojga ludzi dawną jedność stwarzać i tak leczyć naturę człowieka. (…) Miłość jest na imię temu popędowi i dążeniu do uzupełnienia siebie, do całości. (…) Musimy być w przyjaźni, w dobrych stosunkach z bogiem, jeśli ma każdy z nas szczęśliwie znaleźć ulubieńca naprawdę do pary, co się dziś przecież nie każdemu udaje. (…) w tym było zawarte szczęście człowieka, w doskonałej miłości, gdyby tylko każde z nas swego właściwego ulubieńca potrafiło znaleźć i powróciło do dawnego stanu.”[16]

            Słowo „przeznaczenie” nie pojawia się ani w wierszu, ani u Platona ani wcale, ale sens całego utworu dokładnie na nie wskazuje. To właśnie przez nie podmiot liryczny Barańczaka jest tak zdeterminowany:

”Niech szanse będą jak kwadrylion
     do jednego,
że świat na ogół się nie myli-
     kpiłbym z tego,
w książce znajdowałbym włos jasny
     po stu latach,
czekał na wizę w peruwiańskich konsulatach.”[17]

Pytać skąd bierze się ta determinacja, chyba nie trzeba. Trzy wymiary nie są dla współczesnego podróżnika przeszkodą, skoro tylko zna powód swych starań. Sercem chce oszukać rachunek prawdopodobieństwa, bo wie, że prawdziwa, odwzajemniona miłość nie zdarza się często:

„bo w każdym miejscu,
w każdym momencie
        świat powie,
że normą sercu
jest to, co częstsze:
        pustkowie.”[18]

Kolejnym motywem który na pewno pochodzi z antyku, jest wspomniane niejako „arche gr., filoz. prasubstancja, praelement, z którego rozwinęła się przyroda; element rozpoczynający serię rzeczy a. zjawisk”[19]- początek:

”aż w innym miejscu,
w innym momencie
        porządek
naszego sensu
znalazł w bezsensie początek.”[20]

Porządek wyłaniający się z chaosu pasuje do wielu wizji kosmogonicznych, ale wydaje się, że w tym przypadku chodzi o mitologię antyczną. W dalszych częściach Madrygału probabilistycznego nadal jest konsekwentnie wykorzystywana.

            Barokowy madrygał mocno opiera się na starożytnych motywach. Niestrudzony podróżnik pokonujący wszystkie przeszkody, aby powrócić do swej ukochanej, nie może nie przywieść nam na myśl Odysei Homera. Co ważne, bohater Barańczaka zdobywa się na więcej- pokonuje nie tylko odległość:

„czekał na wizę w peruwiańskich

konsulatach.”[21], ale także czas: „ w książce znajdowałbym włos jasny

po stu latach”.[22]

Ukochana, nie nazwana w wierszu, jest natomiast wielokrotnie i różnorodnie określana, poeta stosuje do tego celu epitet stały, środek stylistyczny wywodzący się także z antyku. Wykorzystywano go do zastąpienia imion bogów, a równocześnie do określenia ich przymiotów. W Madrygale kobieta jest niewybaczalna, nieobliczalna, nieprzeczuwalna, niepoczytalna, niepowtarzalna i niepodważalna. Chociaż, jak już wspomniałam, epitety te są pozornymi oskarżeniami, zarzutami, to ich relacja pomiędzy tymi przymiotnikami a kolejnymi wersami wiersza: niewybaczalny czyn, nieobliczalne narodzenie, nieprzeczuwalne przypadki, podważanie niepodważalnego ładu świata są jednoznacznie pozytywne, nastawione na pokazanie…niezwykłości. Tradycja antyczna nie jest tu jednak jedyna- z łatwością możemy odnaleźć tu także tropy barokowe, Barańczak „gromadząc przeciwstawienia, daje dowód swej fascynacji myśleniem odkrytym u „poetów metafizycznych”(…)”[23]

Barok przejawia się w wierszu parokrotnie. Najbardziej charakterystycznym i widocznym na pierwszy rzut oka elementem jest sam tytuł. Madrygał probabilistyczny zawiera w sobie element zaskoczenia, barokowy koncept, polegający na przełożeniu rachunku prawdopodobieństwa z matematyki na poezję. Probabilistyka bowiem jest dziedziną typowo matematyczną, u Barańczaka natomiast staje się rachunkiem serca, odzwierciedlającym rzadkość, z jaką występuje prawdziwa miłość. Trudno nie zgodzić się z opinią Danuty Opackiej, która w swym artykule tak analizuje typowe dla artysty zabiegi poetyckie: „Zadaniem konceptu jest sprawić, byśmy uznali słuszność porównania przy równoczesnym podziwie dla jego pomysłowości. Koncept kojarzy odległe kręgi pojęciowe- odkrywając nowe aspekty rzeczywistości i zachodzące między nimi relacje, ralacje zaskakujące. (…) Efektem takiego, konceptystycznego sposobu myślenia jest współbieżność oczywistości i niespodzianki.”[24]

Nie mogą dziwić nas tak nietypowe przełożenia, charakterystyczne dla Barańczaka, który o uczuciach raczej nie mówi wprost: „Jest w tym aspekcie Barańczak spadkobiercą Peipera jako zwolennika „wstydu uczuć”; nawet liryka osobista(…) nie może sobie pozwolić na rezygnację z wyrazistego konceptu.”[25] Elementy konceptu odnajdujemy także w treści samego utworu:

”A szanse były jak kwadrylion
        do jednego,
że chwila z miejscem się rozminą
        i nic z tego”[26],

a także:

”Niech szanse będą jak kwintylion
                    do jednego
że świat na ogół się nie myli-
                    kpiłbym z tego”[27]

Sentymentalizmu w Madrygale probabilistycznym nie znajdziemy wcale, język jest konkretny, nie ma czułych wyznań, a jedynie wiele tropów z których sami musimy odczytać najpiękniejsze miłosne wyznanie. Wyznanie miłości nie w płaszczyźnie słów, ale czynów - obietnicę kochającego mężczyzny, który gotów jest pokonać przeszłość, kpić z teraźniejszości i zdobyć przyszłość, która już będzie ich, wspólna, stanowiąca wyjątek od reguły „pustkowia serc”.

Na koniec oddajmy jeszcze głos poecie, który pięknie w Tryptyku z betonu, zmęczenia i śniegu pisze:

        „(…) razem z tą miłością, która
jedyna mi zostanie na zawsze, na przekór
i naprawdę (…)” [28]

I to chyba jest puenta.

 

Bibliografia podmiotowa:

Barańczak S.: Wiersze zebrane. Kraków 2007.

 

Bibliografia przedmiotowa:

Pawelec D.: Poezja Stanisława Barańczaka. Reguły i konteksty. Katowice 1992.

 

J. Kochanowski: Dzieła Polskie, wyd. J. Krzyżanowski. Warszawa 1976.

Platon.: Uczta W: Dialogi. Cieszyn 2005.


[1] S. Barańczak: Wiersze zebrane. Kraków 2007, s. 31.

[2] T. Jeż: Madrygał w Europie północno- wschodniej. Dokumentacja- recepcja- przeobrażenia gatunku. Warszawa 2003, s. 5.

[3] A. Nowicka- Jeżowa: Madrygały staropolskie. Z dziejów liryki miłosnej w epoce renesansu i baroku. Wrocław 1978, s. 46.

[4] Tamże, s. 32.

[5] S. Barańczak: Wiersze zebrane. Kraków 2007, s.

[6] A. Nowicka- Jeżowa: Madrygały staropolskie. Z dziejów liryki miłosnej w epoce renesansu i baroku. Wrocław 1978, s. 38.

[7] J. Kochanowski: Dzieła Polskie, wyd. J. Krzyżanowski. Warszawa 1976.

[8] S. Barańczak: Wiersze zebrane. Kraków 2007, s.

[9] J. Kochanowski: Dzieła Polskie, wyd. J. Krzyżanowski. Warszawa 1976.

[10] Tamże

[11] A. Nowicka- Jeżowa: Madrygały staropolskie. Z dziejów liryki miłosnej w epoce renesansu i baroku. Wrocław 1978, s. 16.

[12] K. Biedrzycki: Świat poezji Stanisława Barańczaka. Kraków 1995, s. 226

[13] Tamże, s. 229                                                               

[14] Tamże, s. 225

[15] A. Nowicka- Jeżowa: Madrygały staropolskie. Z dziejów liryki miłosnej w epoce renesansu i baroku. Wrocław 1978, s. 38

[16] Platon.: Uczta W: Dialogi. Cieszyn 2005, T. II, s. 52-56.

[17] S. Barańczak: Wiersze zebrane. Kraków 2007, s.

[18] Tamże, s.

[19] W. Kopaliński: Słownik wyrazów obcych i zwrotów obcojęzycznych z almanachem. Warszawa 2007, s. 43.

[20] S. Barańczak: Wiersze zebrane. Kraków 2007, s.

[21] Tamże, s.

[22] Tamże, s.

[23] D. Pawelec: Poezja Stanisława Barańczaka. Reguły i konteksty. Katowice 1992, s.17.

[24] D. Opacka- Walasek: Mądry barok Barańczaka W: Opcje

[25] E. Balcerzan: Oceny dorobku Stanisława Barańczaka W: Opcje

[26] S. Barańczak: Wiersze zebrane. Kraków 2007, s.

[27] S. Barańczak: Wiersze zebrane. Kraków 2007, s.

[28] S. Barańczak: Wiersze zebrane. Kraków 2007, s. 217.

1

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy