Wzloty i upadki Teatromanii 2007

Autor: Sławomir Krempa
Okładka publicystyki dla Wzloty i upadki Teatromanii 2007 z kategorii Brak kategorii

Od lewackich, czysto politycznych performances, przez doskonale zrealizowane spektakle Teatru Akademia Ruchu, aż po czystą rozrywkę w najlepszym gatunku (świetny koncert zespołu Karbido) – tegoroczna Teatromania w odróżnieniu do wielu spośród jej poprzednich edycji okazuje się festiwalem bardzo zróżnicowanym. I to chyba największe zwycięstwo organizatorów.

 

Festiwal zainaugurowano przedstawieniem Teatru Akademia Ruchu – grupy działań twórczych o trzydziestoletniej już tradycji. Artyści zaprezentowali spektakl „Chińska lekcja”, złożony z kilkunastu małych performances. Ukazali w nich różne zachowania człowieka w systemie totalitarnym, który zilustrowali także za pomocą łączonych ze sobą w wielką sieć prętów podczas akcji „Tysiące rąk” trzeciego dnia festiwalu. W przedstawieniu „Chińska lekcja” takie wartości, jak „wolność”, „demokracja” czy „solidarność” stały się tylko pustymi hasłami i zostały starte w pył. Pewne ryzyko wiązało się z ostatnią sceną z cyklu. Można ją było bowiem potraktować jako ukazanie bezcelowości i bezproduktywności jakiejkolwiek rewolucji, ale również jako pisaną na zamówienie agitkę polityczną przeciwko obecnej koalicji, uzupełnioną o słowny komentarz - fragmenty eseju Leszka Kołakowskiego. Z pewnością bardziej interesująca byłaby pierwsza interpretacja, którą wolą również i sami twórcy. Z całą pewnością również „Chińska lekcja” to niesamowicie sprawnie zrealizowany spektakl, odbiegający od nurtu tradycyjnego teatru, ozdobiony wieloma błyskotliwymi rozwiązaniami reżyserskimi.

 

Świetny warsztatowo okazał się również projekt „Stolik. Szmeroszepty klonowe” w wykonaniu grupy Karbido. Artyści za pomocą nafaszerowanego elektroniką stolika wykonali kilka utworów w wyjątkowo oryginalnej stylistyce. Imitowali gatunki jazzowe, ballady rockowe czy heavy metalowe. Grali również z estetyką muzyki ambient. Szczególną rolę w muzyce Karbido odgrywał rytm. W ich wykonaniu nawet swojska piosenka „Siała baba mak” brzmiała jakby była wykonywana przez murzyński zespół przy akompaniamencie afrykańskich bębnów. Występ tego zespołu okazał się świetnym show i z pewnością zapadnie w pamięć także bytomskim miłośnikom teatru.

 

Największe kontrowersje wzbudzały działania Artiego Grabowskiego – jednego z najbardziej popularnych artystów sztuki performance w Polsce. Trzeciego dnia festiwalu zaprezentował on swe projekty – „Sukcesor” oraz „CV”. „Sukcesora” swobodnie uznać można za mały skandal. Grabowski rozpoczął występ od swoistego „uporządkowania przestrzeni” – za pomocą długiego drążka przepychał publiczność z jednej strony Galerii Kronika na drugą. Wybrał również dwie osoby – aktora Teatru Akademia Ruchu oraz wolontariuszkę Teatromanii, by wspomagały go podczas występu. Najpierw trójka bohaterów okładała się wzajemnie za pomocą specjalnego biczyka oraz dmuchanego kija, ozdobionego symbolami znanymi z flagi USA. Następnie „artysta” zachęcał uczestników performance, by tymi narzędziami okładali bochen chleba. Niestety, nie wyszło. Wolontariuszka bowiem odmówiła udziału w tworzeniu takiej „sztuki”. Nie zraził się tym Grabowski. Z dwóch mniejszych bochenków zrobił buty, które założył na nogi, z większego – kapelusz. Wypchał sobie również chlebem usta, plując i dławiąc się nim. Na stoliku rozłożył armie plastikowych żołnierzyków, a między nie wpuścił szczury, których zadaniem było poprzewracać figurki. Po zakończonej bitwie za pomocą szpilek przypiął do klatki piersiowej medale z lizaków.

 

Czy miało być zabawnie, czy mądrze – wyszło raczej miernie. Wielu uczestników performance nie wróciło już na drugi spektakl Grabowskiego. Być może performer nie wziął pod uwagę, jak wielkie znaczenie w kulturze naszego regionu ma chleb i jaki szacunek mu się okazuje – nie tylko jako podstawowemu składnikowi pożywienia, ale również jako symbolowi w religii chrześcijańskiej. Organizatorka Teatromanii – Dagmara Gumkowska wspominała, że w swym performance Grabowski nie pragnął profanować chleba, a jedynie chciał ukazać, jak klasa rządząca wykorzystuje podstawowe potrzeby człowieka, jak depcze jego pragnienia. Niestety, wiele osób pozostanie przy zdaniu, że performer przede wszystkim stworzył pacyfistyczną, antyamerykańską manifestację i zamiast skłonić do refleksji, wzbudził zgorszenie.

 

Sławomir Krempa

 

O drugim performance Artiego Grabowskiego, o plenerowym spektaklu „Światło i ciążenie” Teatru Akademia Ruchu oraz o przedstawieniach grupy Komuna Otwock piszemy w następnym numerze „Życia Bytomskiego” oraz już wkrótce w witrynie Granice.pl .

1

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy