- Wierzę w drugie wydania. Wywiad z Paulem Colize

Autor: Sławomir Krempa
Okładka publicystyki dla - Wierzę w drugie wydania. Wywiad z Paulem Colize z kategorii Brak kategorii

Długa chwila ciszy, choć wciągająca, nie jest z pewnością powieścią, o której można by było powiedzieć, że jest przyjemna w lekturze - zbyt dużo tutaj nurzania się w brudach świata, atmosfera może nieco czytelnika odrzucać... 

 Z pewnością Długa chwila ciszy to książka, która uwiera - i która powinna uwierać. Skąd to wrażenie? W swojej powieści postawiłem pytanie o to, jaka postawa wobec zemsty jest właściwa? Czy należy za wszelką cenę doprowadzić zemstę do końca, czy też właściwa jest raczej droga przebaczenia, jak sugeruje żona Nathana? Odpowiedź na to pytanie w powieści nie pada - i właśnie to pozostawienie czytelnika w pewnego rodzaju pustce sprawia, że powieść może być trudna w odbiorze.

Literatura popularna często schlebia odbiorcy i jego gustom. W przypadku Długiej chwili ciszy jest inaczej - to też może być pewnym problemem dla czytelników...

 Niespecjalnie obchodzą mnie oczekiwania czytelnika, nie mam więc ochoty im schlebiać czy zaprzeczać. Kluczowa jest dla mnie historia, którą chcę opowiedzieć. Zresztą, od czasu debiutu napisałem siedem kolejnych powieści i jak dotąd zawsze piszę dokładnie to, na co mam ochotę, a potem sprawdzam, czy wydawca tego nie odrzuci.

 

I często to się zdarza?

Kiedy wysłałem wydawcy Długą chwilę ciszy, usłyszałem: Nie wydam tego, to się nie uda. Wydawca uznał, że Stanisław jest po prostu zbyt odrażający, by czytelnik mógł chcieć towarzyszyć takiemu bohaterowi. Odparłem: Nie ma mowy, żeby był inny. I cóż, Długa chwila ciszy trafiła na rynek, cieszy się nawet niezłym przyjęciem, więc ostatecznie chyba warto było postawić na swoim.

 
Wróćmy może na chwilę do Stanisława…

 Chce Pan pewnie spytać, dlaczego jest taki, jaki jest? Prawdę mówiąc, tak było mi po prostu łatwiej: poprzez odpychającą postać nabrałem dystansu wobec historii, która mnie osobiście dotyczy. Po drugie: wypróbowałem różne wersje i Stanisław ludzki, pełen empatii sprawiał, że historia ta stawała się patetyczna, nudna, melodramatyczna…

A Długa chwila ciszy to raczej thriller moralny niż melodramat.

 Amatorzy thrillerów mówią, że to z pewnością nie jest thriller. Miłośnicy kryminału z kolei twierdzą, że Długa chwila ciszy na pewno nie jest kryminałem... Podobną wyliczankę można by ciągnąć, bo trudno jednoznacznie zaszufladkować tę powieść. Być może więc nie ma sensu bawić się w kategoryzowanie literatury, warto raczej zastanowić się, czy powieść, o której rozmawiamy, jest dobra, czy też zła. Jeśli już muszę, nazywam Długą chwilę ciszy kryminałem historycznym, ale tak naprawdę kwestia gatunku zupełnie mnie nie interesuje. 


Oprócz tego, że pisze Pan książki, prowadzi Pan również zajęcia z menedżerami. Często pracuje Pan z ludźmi takimi jak bohater Pańskiej książki? 

Nie da się ukryć, że tego rodzaju menedżerowie istnieją. I tak, jego styl zarządzania jest wzorowany na metodach ludzi, których spotykam. Paradoksalnie, firmy prowadzone przez nich prosperują i mają swoich fanów. Co więcej: są pracownicy, którzy dla takich firm i menedżerów daliby się pokroić. 

 

A czy praca z nimi w ogóle ma sens? Można ich czegokolwiek nauczyć?

 Ludzie o takim stylu zarządzania - można by ich nazwać umownie dyktatorami - budzą taki lęk, że nikt nie waży się robić uwag. W tym momencie cenna jest osoba konsultanta - człowieka zatrudnionego specjalnie po to, by niewygodne rzeczy mówić, by stał się motorem zmian. Ale zdarzało mi się usłyszeć od klientów „spadaj!” 

 

Czy ktoś kiedyś rozpoznał się w bohaterze Pańskiej książki? 

Nie, nie ośmieliłem się bowiem opisywać moich klientów w skali 1:1. A jeśli pyta Pan szerzej, o grono moich przyjaciół i znajomych, to nie wiem, czy ludzie z mojego otoczenia czytają te powieści, ale zdarza się, że wyrównuję rachunki. 

 

Nad kolejnymi książkami pracuje Pan raczej szybko - wydaje Pan jedną-dwie książki w ciągu roku…  

I nie uważam, by było to tempo mordercze. Długą chwilę ciszy pisałem nieco dłużej, bo przez rok. Były fragmenty, nad którymi ślęczałem po 6-8 godzin bez chwili przerwy, a były i takie, które pisałem na jednym oddechu, od ręki. 

 

Tu musiał Pan się zmierzyć również z koniecznością dokonania researchu…

 To akurat było stosunkowo łatwe, dokumentacja do książki bowiem była praktycznie gotowa. W powieści jest scena, w której Stanisław otrzymuje pudło z dokumentami i zdjęciami. Podobnie było i w moim przypadku - wyciągnąłem pudło, rozłożyłem dokumenty w pokoju i potem porządkowałem je, układałem chronologicznie. W ten sposób udało mi się odtworzyć prawdziwą historię, która stała się kanwą fabuły powieści.  


W jakimś sensie Długa chwila ciszy czerpie z popularności teorii spiskowych. Dlaczego tak chętnie w nie wierzymy? 

Może dlatego, że często teorie te są zaskakująco bliskie prawdy? Organizacja, którą opisuję w powieści, naprawdę istniała. Czytałem książkę jednego z jej członków, a wielu czytelników za najmniej prawdopodobne uważa te fragmenty, które są oparte na prawdzie. 

 

Na co dzień uczy Pan zarządzania przedsiębiorstwami - podjąłby się Pan uczenia innych pisania?

Wszystko, co trzeba wiedzieć o pisaniu, na początku zawiera się w trzech prawdach:

 

1. Pisania można się nauczyć. 

2. Każdy może pisać.

3. Talent nie istnieje. Istnieje praca. 

 

Moim zdaniem w pisaniu kluczową rolę odgrywa doświadczenie. Mogłem się o tym przekonać na przykładzie… własnej powieści. Wydawca postanowił opublikować książkę, którą wydałem 12 lat temu w self-publishingu i była naprawdę dobrze przyjęta. Dał mi ją do przeczytania, a gdy to zrobiłem, doszedłem do wniosku, że historia jest całkiem niezła, ale słabość warsztatu po prostu bije po oczach. Pracowałem więc nad nią ponownie i poprawiłem do kształtu, który uznałem za zadowalający. I jestem przekonany, że jeśli Bóg będzie łaskawy i za 5 czy 10 lat spojrzę na Długą chwilę ciszy, to również zobaczę mnóstwo słabostek warsztatowych, które chciałbym poprawić. Można więc powiedzieć, że wierzę w kolejne wydania (śmiech). 

1

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy