W dolinę Prądnika

Autor: ProfesorW.
Okładka publicystyki dla W dolinę Prądnika z kategorii Brak kategorii

Jest w tym coś bardzo intrygującego, że moją rodzinę od prawie stu lat ciągnęło ku Krakowowi i – co jest zrozumiałe – ku Dolinie Prądnika z jego fenomenalnym krajobrazem i pysznymi zabytkami architektury. Dzisiaj jest to Ojcowski Park Narodowy. Dziadkowie i ich sąsiedzi w czasie rozbiorów przedzierali się z Zagłębia przez kordon, aby uczestniczyć w krakowskich narodowych uroczystościach (odsłonięcie Pomnika Grunwaldzkiego), w międzywojniu nasi harcerze szli na trzydniowe biwaki pod Maczugą Herkulesa, czy Igłą Deotymy lub na Złotej Górze.

2 września 1939 na zwykłych furmankach uciekaliśmy przed Niemcami udając się na wschód. W okolicach Skały wojska niemieckie nas zawróciły – zaczęła się okupacja, terror, chłód i głód. Nic dziwnego, że w tych warunkach rodzice wędrowali w kierunku Sułoszowej i Zimnych Dołów (Zimnodół), aby zdobyć coś mięsnego z nielegalnego uboju. Produkty, przemycane z narażeniem życia,  były wyjątkowo pyszne; ich smak i zapach  przypomniał mi się kiedy to pani „cielęcinowa”, pochodząca z tamtych stron, od lat siedemdziesiątych minionego wieku przynosiła nam do Sosnowca  tak zwane „swojskie” wyroby. Po ciemnej nocy okupacyjnej z paczką moich harcerzy i ja podążałem tym malowniczym historycznym szlakiem, którym od stuleci wędrowali kupcy ze Wschodu, by oferować atrakcyjne towary na Krakowskim Rynku, Będzinie, w miastach Śląskich i nad Bałtykiem z jego rzadkiej urody  bursztynami. 

Dzisiaj podążam do Ojcowa już nie piechotą, nie rowerem, nie „wuefemką”, lecz „lanosem”. Wygodnie; ale niespiesznie. Muszę przecież intensywnie napawać się umiłowanym krajobrazem, soczystością zieleni, kształtem skałek wapiennych pojawiających się w coraz intensywniejszym zgęszczeniu. W takich momentach zwykle przychodzą mi na myśl  słowa cudownego  poety z przełomu XVIII i XIX wieku. Oto Franciszek Karpiński nie krył zachwytu nad kształtem krajobrazu okolic Ojcowa:

„Dolina Promnik, tak nazwana od potoka, który śrzodkiem jej płynie, jest rzadko widzianą pięknością, kto by ją odczuć umiał. Brzeg nayczystszego tego potoka i obszernieysze ubocza zieloną murawą usłane; wzdłuż zaś ciągną się naywyższe, różnego składu i fary skały, po których wieczne drzewa, na uproszczonym gdzieniegdzie kawałku z ziemi wieszając się,  świętość i uszanowanie boiaźliwe dla mieysca tego uważaią, gdyby zamek oycowski, który w dalekości daje się widzieć, położenia tego nie ośmielał, że to dla ludzi, nie dla wyższego iakiego stworzenia piękność ta sporządzona.”

Ów Promnik, później zwany Prądnikiem, należy do najbardziej pracowitych rzek na kuli ziemskiej. Dziw bierze, że ta tak skromnie wyglądająca rzeka potrafiła w ciągu tysiącleci wyżłobić  potężną dolinę z licznymi terasami skalnymi, na których zbudowano zamek w Pieskowej Skale i grodzisko w Ojcowie.  O tej pracy sił przyrody pisała bardzo sugestywnie   Jadwiga Łuszczewska (Deotyma):

Ręka przeszłości i piorunów dłuto
Rzeźbią tę ziemię ubłogosławioną.
Rajska dolino! Ty jesteś koroną
Na czole Polski przez Boga wykutą.


Zresztą nie ona jedna nawiedzała tę krainę. Zjeżdżali tutaj Julian Ursyn Niemcewicz, Klementyna z Tańskich Hoffmanowa, Stanisław Staszic,  Fryderyk Chopin. Ten wielki twórca cudownych Mazurków pojawił się tutaj w 1829 roku w drodze do Wiednia. Przemieszkiwał w nieistniejącym już dzisiaj domku u stóp Skały Krzyżowej. Ludzi nauki, artystów (Wojciech Gerson: Władysław Łokietek na wygnaniu), pisarzy pociągały ciekawe wieści o tej czarownej krainie. Barwne legendy i rzetelnie podawane fakty. Dolina Prądnika formowała się już 150 milionów lat temu głównie z wapieni. Rozwinięte zjawiska krasowe spowodowały powstanie około trzystu jaskiń, wąwozów, bram skalnych, iglic, wywietrzysk i ostańców o niezwykłych kształtach. Cechuje je wyjątkowa zwięzłość i twardość. Kiedy w czerwcu 2008 roku „u wód goczałkowickich” rozmawiałem z Florianem Śmieją o Wielkim Kanionie amerykańskim, natychmiast przywołałem nasz „mały kanionik”. To tutaj nad skromnym Prądnikiem siadam wielekroć i wypatruję unikalnych roślin, których jest około tysiąc gatunków; między innymi storczyk obuwik pospolity, subalpejski chaber miękkowłosy, macierzanka wczesna. Gapię się na zwierzęta, i nie mogę uwierzyć, że jest ich tu ponad sześć tysięcy gatunków; między innymi borsuk, gronostaj, orzesznica, liczne nietoperze. Ptaki reprezentuje bocian czarny. Wiem: nie wszystko jest dostępne dla oka zwykłego turysty-powsinogi. Nie wszystko jest na zawołanie.

Urodą tej ziemi zachwycali się  ludzie całkiem praktycznych zawodów. Nie tylko poeci profesjonalni. Na przykład Józef Cyra, inżynier rolnik, napisał ujmujący cykl Sonetów Ojcowskich wydanych w roku 1937 w Trembowli. Same tytuły wierszy jednoznacznie manifestują ich treść: Dolina, Ruiny zamku, Grodzisko, Góra Chełmowa, Maczuga Herkulesa, Igła Deotymy, Pieskowa Skała, Kapliczka,  Krzyż, Mogiła bohaterów, Posąg  Marii, Skamienialy Wędrowiec, Krakowska Brama, Grota Łokietka. W zakończeniu tego ostatniego sonetu poeta-amator podkreślał, że w ojcowskiej grocie przez pewien czas chronił się prawdziwy odnowiciel Polski:

Trzy dni, Ojczyzno, duch Twój siedział jak w pieczarze
Dobrze ukryty w sercach Narodu polskiego
I nieskażony wygnał odwiecznego wroga.


Oczywiście tym wrogiem był Wacław II czeski, a syn Łokietka, Kazimierz Wielki wybudował ojcu gród-warownię, i nazwał ją „Ociec u Skały”. Z czasem ta forma przekształciła się na Ociec, później Ojców.

Z wizją Ojcowa w sercu wielu Polaków udawało się na emigrację tak, jak Jan Lechoń, który w myślach dokonywał niezwykłego podsumowania swojej egzystencji. Oto jego dwustroficzny wiersz Ojców,  powstały już w ostatnich latach życia poety:

Coś we mnie mówi ciągle: „Zbieraj wreszcie plony,
Rządź się w końcu mądrością, jużeś się wyszumiał”.
Nie słucham tego głosu. Wciąż bardziej zdziwiony,
Żyję tylko tą myślą, żem nic nie zrozumiał.

I na dnie każdej prawdy widzę rzeczy ciemne
I w każdej słyszę ciszy okrzyk nieprzebrzmiały.
Wszystko wciąż mi się zdaje wielkie i tajemne,
Jak pagórki Ojcowa kiedy byłem mały.


Myślę o Dolinie Prądnika, w której na przełomie XIX i XX wieku był kurort, która ma wpisany udział w dziele powstania styczniowego, która niegdyś była sławiona na świecie tysiącami pocztówek-widokówek, pomysłowymi bibelotami. Może jej sława i popularność jeszcze powróci. Na to przecież w pełni zasługuje. Kurort – tak; ale bez hałasu, betonu, wielkich inwestycji. Przytulny, swojski…

1

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy