Czy na Graalu dało się zarobić? Fenomen Dana Browna

Autor: Adrianna Michalewska
Okładka publicystyki dla Czy na Graalu dało się zarobić? Fenomen Dana Browna z kategorii Brak kategorii

Do 4 stycznia 2009 r. powieści Dana Browna, znanego także jako Danielle Brown, Dan Buraun, Den Braun, Dan Braun, בראון, בּראון, דן בראון, דן, Дэн Браун, opublikowane zostały w 526 wydaniach, tłumaczono je na 37 języków i oficjalnie znajdowały się w 41 092 zasobach bibliotekarskich. Naturalnie, należy pamiętać, że dane te dotyczą tylko przekładów autoryzowanych i oficjalnie zarejestrowanych.

Tłumaczenia na dziesiątki języków i kolekcjonowanie wymienionych wydań przez tysiące bibliotek z całego świata dowodzi, że zjawisko dawno przekroczyło granice kręgu kultury anglosaskiej i stało się na tyle atrakcyjne, że interesują się nim ludzie, których literatura narodowa i kulturowa jest równie mocno zróżnicowana i popularna, co powieści pisarzy amerykańskich.

Dan Brown na każdym zakręcie...

Nawet pobieżna analiza wspomnianych opracowań pokazuje, że utwory Dana Browna cieszyły się olbrzymim zainteresowaniem na całym świecie, osiągając spore nakłady tak, aby trafić do jak największej liczby kupujących i czytających (liczba zarejestrowanych egzemplarzy bibliotecznych). Twórczość tego pisarza znajduje swoich odbiorców zarówno po stronie zwolenników, jak i krytycznie nastawionych czy wręcz zadeklarowanych przeciwników, zarzucających Brownowi oszustwo czy świadomą manipulację.

Od 2004 r. trwało oczekiwanie na kontynuację Kodu Leonarda da Vinci, jednak data wydania ostatniej powieści autora, pt. Zaginiony symbol (pierwotny tytuł: Klucz Salomona) długo była nieznana. Początkowo amerykański wydawca Doubleday wspominał o rychłej publikacji, związanej z wyznaczonym precyzyjnie przez pisarza dniem wydania książki, a brytyjski Transworld pisał o braku określonego terminu premiery, jednak przez kilka lat tej daty nie udało się ustalić i potwierdzić. Wzbudzało to spekulacje na temat rzekomego kryzysu twórczego pisarza, przypominano takich pisarzy jak Margareth Mitchell, J.D. Salinger czy Thomas Harris, którzy długo nie byli w stanie pokonać aury wytworzonej wokół własnego sukcesu literackiego i nie wydali niczego przez wiele lat lub nawet przez resztę życia.

Sam Dan Brown w 2007 r. napisał na swojej stronie o możliwości publikacji kolejnej powieści, jednak do 20 stycznia 2009 r. nie było żadnego odnośnika nie tylko do daty ewentualnego wydania powieści, ale nawet wzmianki o niej samej. W swoim artykule Mystery of missing Da Vinci sequel w „Timesie”, opublikowanym 27 stycznia 2008 r., Tony Allen-Mills stawia przewrotnie pytanie, czy autor milcząc, tak bardzo obawia się posądzenia o plagiat czy też zarzutów o nierzetelność, czy może Watykan wysłał już specjalny oddział w jego kierunku: 

Publishing insiders surmised last week that he may be obsessed with avoiding the factual errors that were uncovered in "The Da Vinci Code", or that he may have become bogged down in a doomed effort to avert widespread criticism that he is not a very good writer. Or perhaps the Vatican may have sent out a hit squad.

Ostatecznie powieść Zaginiony symbol została wydana 15 września 2009 r. w USA w 6,5 mln egz., jako najwyższy premierowy nakład wydawnictwa Random House. Pierwszego dnia dystrybucji w krajach anglojęzycznych sprzedano milion egzemplarzy, co sprawiło, że utwór stał się najszybciej sprzedawaną powieścią w historii.

Poza dziennikarską retoryką, pytania o zwłokę w ogłoszeniu terminu udostępnienia Zaginionego symbolu dowodzą tego, że Dan Brown jest postrzegany jako zjawisko popkulturowe na równi z utworami, których jest autorem. Rzeczywistość zawładnęła jego osobą i spowodowała, że działania autora przestały być rozumiane jako akt twórczy, ale jako element procesów marketingowych dotyczących publikacji i sprzedaży kolejnych książek. Milczenie pisarza, spowodowane prawdopodobnie pracą nad kolejnymi utworami i nadzorem nad kręconymi filmami, staje się tematem spekulacji, które są zdominowane przez retorykę powieści sensacyjnej.

Sytuacja, w której mamy do czynienia z wątpliwościami co do ukazania się utworu, sprzyja zainteresowaniu pisarstwem Browna. Brak jasnej deklaracji co do daty i zawartości utworu z jego strony, jak również ze strony jego agentki Heide Lange wzmaga tylko zainteresowanie mediów. Czytelnicy zastanawiają się, co książka będzie zawierała i dlaczego są trudności z jasnym określeniem daty jej publikacji. Stephen Rubin, prezes Bertelsmann Doubleday Broadway Publishing Group, wydawcy książek autora, zapewniał, że wraz z publikacją czytelnicy zrozumieją przyczynę zwłoki. Nie ulega wątpliwości, że dla czytelników powieści sensacyjnych oczekiwanie na kolejną tajemnicę jest dodatkową atrakcją.

Tymczasem wydanie Zaginionego symbolu 15 września 2009 r. niczego nie wyjaśniło i pokazało, że mieliśmy do czynienia z kolejnym chwytem reklamowym.Warto również zauważyć, że przy tak dużej popularności Dan Brown nie tylko wpisał się w świat kultury i literatury jako autor bestsellerów, ale także wprowadził do języka potocznego kilka zwrotów, które kojarzone są z jego osobą:

Wszystko jest możliwe. Niemożliwe po prostu wymaga więcej czasu

Wszyscy kochamy spiski.

Oprócz słów pochwały dla geniuszu Browna, jego powieści wzbudziły także negatywne opinie. Wyrażały je osoby związane ze środowiskiem Kościoła katolickiego, ale także ze świata literatury. Salman Rushdie w swoim wywiadzie dotyczącym związków literatury z ekstremizmem religijnym, zapytany o Kod Leonarda da Vinci, ocenił książkę jako bardzo złą powieść, choć dostrzegł problemy, których jej autor doświadczył ze strony niezadowolonych środowisk katolickich.

 

A wtedy zapłonęły stosy...

W Polsce sprzeciw wobec książki i projekcji filmu objawił się dwojako. Przedstawiciele Kościoła katolickiego nazwali je antykościelnymi i wrogimi wobec Kościoła. Nie oznaczało to jednakże wezwań do bojkotu utworów. Nieco dalej poszli przedstawiciele władz. Senatorowie Ryszard Bender (LPR) i Czesław Ryszka (PiS) złożyli wniosek do Prokuratury Rejonowej Warszawa-Mokotów o przestępstwie obrazy uczuć religijnych. Z uwagi na bezprzedmiotowość i bezzasadność wniosek został oddalony. Film nie został wyświetlony w kilku polskich miastach (m.in. w Świdniku), a Liga Polskich Rodzin apelowała do dyrektorów szkół o bojkot projekcji.

Mocniej zareagowali ekstremiści z innych krajów. Zwierzchnik Związku Prawosławnych Chorągwionośców Leonid Simonowicz-Nikszicz zażądał powrotu Świętej Inkwizycji i palenia książek. Nie trzeba dodawać, że powieści Browna także znalazłyby swoje miejsce na stosie.

W Libanie i na Białorusi na wniosek kół chrześcijańskich książka została wycofana ze sprzedaży. Dodatkowo na Białorusi zaprzestano projekcji filmu po tygodniu od premiery pod silnym naciskiem Białoruskiej Cerkwi Prawosławnej, a jeden z księży katolickich, proboszcz mińskiej parafii pod wezwaniem świętych Szymona i Heleny, ksiądz Władysław Zawalniuk (znany na Białorusi organizator kościoła podziemnego przed 1989 r., obecnie udzielający się w radiu w jedynym programie katolickim Hołas duszy) na czas wyświetlania filmu ogłosił protest głodowy.

Przewodniczący episkopatu Włoch i zarazem Papieski Wikariusz dla Diecezji Rzymskiej kardynał Camillo Ruini nie zgodził się z nawoływaniem księży katolickich do bojkotowania filmu i: wyraził przekonanie, że da on szansę przekazania światu prawdy na temat chrześcijaństwa. Podobne akcje trwały w Indiach. Maulana Mansoor Ali Khan, sekretarz All-India Sunni Jamiyat-ul-Ulema, organizacji muzułmańskiej, poinformował Agencję Reuters, że:

"Kod da Vinci" obraża przekonania zarówno chrześcijan, jak i muzułmanów, którzy, zgodnie z naukami Koranu, uznają Jezusa za proroka i nie będą akceptowali szerzenia kłamstw na ten temat. Tym samym zapowiedział działania w okolicach kin wyświetlających kontrowersyjny film.

 

I na Browna obrazili się już chyba wszyscy...

Z kolei „The Arab Observer”, anglojęzyczne pismo wychodzące w Kairze, traktując z pełnym zrozumieniem niezadowolenie katolików, nie dopatruje się w Kodzie Leonarda da Vinci obrazy islamu ani muzułmanów. Przypomina, że Jezus jest przez nich traktowany jako prorok i jako prorok nie miał boskiej natury, jak twierdzą chrześcijanie. Jeśli dodatkowo ożenił się, nie było to przestępstwem ani grzechem z jego strony. Sami chrześcijanie, pewni swojej wiary, nie powinni oskarżać autorów filmu o jakiekolwiek propagowanie wartości będących przyczyną krzywd moralnych.

W inny sposób do problemu podszedł George Barna, założyciel The Barna Research Group, instytucji zajmującej się gromadzeniem i kategoryzacją opracowań statystycznych dotyczących spraw związanych z religią w USA. W swoim artykule krytycznym Christian Response to "Da Vinci Code" z 2006 r., zwrócił uwagę na socjologiczny aspekt tego zagadnienia. Analizując społeczeństwo amerykańskie, zauważył, że duża część Amerykanów (61%) uznaje Biblię za źródło prawdy, ale jedynie 11% przyznaje, że moralność proponowana w Biblii jest dla nich moralnością absolutną. Tym samym skłonni są oni raczej do poszukiwania prawdy o chrześcijaństwie w rozmowach z rodziną i znajomymi niż w kanonicznych tekstach chrześcijaństwa.

Ponadto 53% osób z grupy badanej przyznało, że Kod Leonarda da Vinci wpłynął na ich rozwój emocjonalny i duchowy. Przy założeniu, że 29% społeczeństwa Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej potwierdza, że filmy mają wpływ na ich pojmowanie moralności, rozwój emocjonalny i uczucia, Barna wyraża wątpliwości, czy warto podejmować walkę z fikcją powieściową na sposób, jaki proponowali księża z Europy. 

Barna zwraca też uwagę na fakt, że mamy do czynienia z fikcją, a nie szerzeniem poglądów, i najrozsądniejsze, co można w tej sytuacji zaproponować, to przygotowanie Kościoła do rzeczowej dyskusji dotyczącej jego genezy i chrześcijaństwa w całości. Całe zagadnienie traktuje jako wyzwanie, któremu można się tylko przeciwstawić pod warunkiem, że po obu stronach staną ludzie o otwartych umysłach, panujący nad swoimi emocjami, gotowi do podjęcia rzeczowej dyskusji na temat wątpliwości co do słuszności decyzji hierarchów Kościoła.

Krytyk literacki David Smith z „Guardiana” w artykule Veni Vidi da Vinci z grudnia 2004 r., analizując fenomen popularności powieści Browna, napisał: 

One newspaper put it thus: It is terribly written, its characters are cardboard cutouts, the dialogue is excruciating in places and, a bit like a computer manual, everything is overstated and repeated − but it is impossible to put the bloody thing down. 

Oddał tym samym w kilku słowach to, nad czym zastanawiają się krytycy. Źle napisana książka o papierowych bohaterach, w której wszystko jest sztampowe i przewidywalne, nie pozwala nam oderwać się od jej lektury.

Opinia krytyka nie rozmija się w tym wypadku z reakcją czytelników. 28 wariantów międzynarodowych wydań powieści Browna oraz 62 międzynarodowe publikacje nie ilustrowane  (łącznie z wydaniem w języku katalońskim, galicyjskim, hebrajskim, japońskim, malayam, marathi) są potwierdzeniem olbrzymiego zainteresowania odbiorców, którzy nie kierują się nieprzychylnymi recenzjami specjalistów od literatury czy środowisk wrogich Brownowi.

Najwięcej kontrowersji wzbudził Dan Brown jako osoba propagująca w swoich utworach wątpliwości wobec dogmatów Kościoła katolickiego. Teorie głoszone w powieści, dotyczące boskiej natury Jezusa Chrystusa i jego relacji z Marią Magdaleną oraz zastrzeżenia wobec praktyk Opus Dei stały się tematem ataków na autora i jego dzieło. Oburzeni czytelnicy odebrali fikcję literacką bardzo dosłownie i potraktowali ją jako propagandę nieuzasadnionego ataku na wyznawane przez nich wartości. Z punktu widzenia marketingu protesty części odbiorców, wyraźne odniesienia lokalnych księży czy wręcz niechęć Watykanu wobec autora powieści raczej zachęciły niezdecydowanych do sięgnięcia po książkę.

Ekranizacja filmu na podstawie powieści Anioły i demony wymagała scenerii Watykanu, tymczasem samo nazwisko Dana Browna wystarczyło, aby Antonio Truda, proboszcz kościoła Santa Maria del Popolo, jednego z miejsc, w których rozgrywa się akcja, odmówił jakiegokolwiek wstępu do świątyni ekipie filmowej . Jak podaje „Times”, rzecznik Diecezji Rzymu odstąpił od normalnych procedur i nie przeczytawszy skryptu scenariusza, od razu odrzucił podanie producenta filmu o zgodę na kręcenie ujęć wewnątrz świątyń katolickich: 

Father Marco Fibbi, a spokesman for the Diocese of Rome, said: »Normally we read the script but this time it was not necessary. The name Dan Brown was enough«.

Podobnie stało się podczas zdjęć do Kodu Leonarda da Vinci − Minister Sztuki Francji wydał zgodę na ujęcia w Luwrze, natomiast opat Katedry Westminsterskiej w Londynie odmówił pozwolenia na wykorzystanie scenerii opactwa jako scenografii. Zostało ono zastąpione przez katedrę w Lincoln, co dowiodło jedynie tego, iż Kościół anglikański nie przyjął jednoznacznego stanowiska wobec fikcji Browna.

A nagród nie brakowało...

W przypadku ekranizacji Kodu Leonarda da Vinci w 2006 r. film otrzymał nominację za najlepszą muzykę (do Złotego Globu), za najlepszą scenografię w filmie współczesnym (nominacja do narody ADG, Amerykańskiej Gildii Scenografów), za dźwięk, efekty specjalne i muzykę (nominacja do Satelity, nagrody Amerykańskiej Akademii Prasowej), za ulubiony dramat (nominacja do Kryształowej Statuetki, nominacja do nagrody Publiczności Amerykańskiej). W roku emisji film przyniósł 760 mln dol. dochodu pomimo tego, że nie otrzymał żadnej statuetki Oscara, nagrody Amerykańskiej Akademii Filmowej, a recenzje krytyków były miażdżące. 

Roger Ebert, uznawany za najbardziej opiniotwórczego krytyka filmowego USA (pierwsza nagroda Pulitzera za krytykę filmową w 1975 r., autor 15 książek i corocznego podsumowania filmografii Roger Ebert’s Movie Yearbook, publikujący w 200 czasopismach branżowych o filmie w USA i poza Ameryką), na swojej stronie internetowej zebrał opinie krytyków filmowych dotyczące tego dzieła. Jego własna recenzja daleka jest od złośliwości. Szczegółowo analizuje związki powieści z ekranizacją, raczej przychylnie odnosząc się do tej ostatniej, dostrzegając poprawność i zachowanie reguł sztuki, dzięki czemu film nie zawodzi tych, którzy szukają w powieściach Browna tajemnicy i sensacji.

Subtelne odniesienie do T.S. Eliota W moim początku jest koniec pozwala spojrzeć na film w taki sposób, jak zapewne zakładał autor: zagadka, ale i zabawa. Ebert podkreśla sprawność warsztatu Browna zarówno jako pisarza, jak i osoby zaangażowanej w powstawanie filmów opartych na jego powieściach. Poprzestając na analizie tekstu, nie angażując się emocjonalnie w sferę fikcji literackiej, wskazuje na poprawność techniczną zagadnienia, która została przyćmiona przez rozważania nad obrażającymi Kościół katolicki elementami fabuły.

W przypadku popularności Kodu Leonarda da Vinci pojawił się jeszcze jeden element, który przysporzył książce i autorowi rozgłosu. Wraz ze wzrostem popularności pojawiły się doniesienia prasowe o rzekomym plagiacie, którego autor się dopuścił, korzystając z uprzednio wydanych źródeł. Wobec Browna wytoczono dwa procesy o plagiat.

Jednym ze skarżących był Richard Leigh. Książka Michaela Baigenta, Henry’ego Lincolna i Richarda Leigh pod tytułem Święty Graal − Święta Krew ukazała się w 1982 r. Traktowała ona o spisku Zakonu Mędrców Syjonu i o rewelacjach Pierra Plantarda, a także o domniemanych odnalezionych szczątkach Chrystusa w małym kościele w Pirenejach, w Rennes-le-Châteu, gdzie ksiądz François Bèrenger Saunière podważył dogmaty religijne. W zamian za zatrzymanie odkrytej tajemnicy dla siebie Watykan rzekomo obdarzył go majątkiem.

Spekulujący autorzy założyli, że odkrycie Saunièra udowodniło ludzką naturę Chrystusa, a jego domniemany związek małżeński z Marią Magdaleną stał się podstawą do zmiany prawd wiary. Tajemnicy z Rennes-le-Châteu strzegli rycerze Zakonu Syjonu, założonego przez Gotfryda z Bouillon. Pierre Plantard wydał w 1967 r., z Gerardem de Sède, książkę L’Or de Renne, w której omówił dzieje zakonu, wywodząc historię od dzieci Jezusa i Marii Magdaleny, a kończąc na odkryciu skarbów przez księdza Saunière. W tym czasie sam pretendował już do roli następcy rodu Merowingów i wtajemniczonego przywódcy z Zakonu Syjonu. W kilka lat później fałszerstwo Plantarda wyszło na jaw, a on sam zmarł w 2000 r. jako nieszkodliwy maniak i oszust.

Dokumenty, które wpłynęły na jego działania, to tajemnicza historia z Rennes le Châteu oraz dysertacja doktorska Waltera Johannesa Steina pt. Dziesiąte stulecie. Dzieje świata w świetle Świętego Graala. Autor stworzył tam symboliczne „drzewo genealogiczne” rodu Graala. Powieść Baigenta, Lincolna i Leigh sprzedała się w ok. 2 mln egz. i stanowiła niemałą sensację, nawet gdy ujawniono, że rzekomy majątek Saunièra pochodził z subskrybowanych u niego pocztą mszy, których zamówiono tak wiele, że sam ksiądz nie byłby w stanie takiej liczby mszy odprawić (praktyki te zostały zakazane przez Kościół w czasie Soboru Watykańskiego II w latach 1962−1965).

Rzekomy skarb, którego miejsce znalezienia dokładnie opisał Plantard, nie mógł się także znajdować w filarach kościoła w Rennes-le-Châteu, ponieważ nie było tam architektonicznie na niego miejsca. Koncepcja dynastii zapoczątkowanej przez Chrystusa i Marię Magdalenę oraz - co za tym idzie - fałszowanie historii przez Kościół katolicki została przez Browna zaczerpnięta ze znanego od 1982 r. Świętego Graala − Świętej Krwi. Co jednakże było inspiracją, nie zawsze musi oznaczać plagiat. Zarzuty Baigenta Leigha zostały przez sąd oddalone.

 

I wszyscy chcieli na tym zarobić...

Innym pisarzem, który uważał, że Dan Brown zaczerpnął z jego pomysłów, był Lewis Perdue, autor m.in. książek Spadek Leonarda da Vinci i Córka Boga. W pierwszej z nich, wydanej w USA w 1983 r., spotykamy kuratora wystawy muzealnej, który zostaje rytualnie zamordowany. To staje się przyczyną działań dwojga bohaterów wpadających na trop linii dynastycznej rozpoczynającej się od Chrystusa. Ta i inne tajemnice są pilnie strzeżone przez tajne bractwo, będące w opozycji do Watykanu. Podobieństwa do Kodu Leonarda da Vinci spowodowały, że Perdue już trzy miesiące po jego wydaniu nagłośnił sprawę w „Newsweeku”, „New York Timesie” i innych gazetach, także w brukowcach, zapowiadając pozew w tej sprawie.

Dan Brown zastrzegł, że nigdy nie czytał powieści Perdue, a prawnik jego wydawnictwa Random House, Katherine Trager zwróciła uwagę na to, że podobieństwa pomiędzy książkami wynikają z poruszonego tematu, który dotyczy tajemnic, spisków i religii oraz sztuki, co nie może być zastrzeżone jako prawo autorskie, ponieważ jest powszechnie dostępne. Ostatecznie rzecz nie została wyjaśniona i Lewis Perdue nie udowodnił Danowi Brownowi bezprawnego korzystania z jego dorobku. Obie sprawy nagłośniły zapewne jego powieść wśród tych, którzy nigdy o niej nie słyszeli lub nie planowali przeczytać.

 

Kupmy sobie mydło z Graala...

O popularności Dana Browna i jego utworów świadczy jeszcze jeden element. Bycie pisarzem obdarzonym przydomkiem „jak Dan Brown” lub pisanie książek, które czytelnicy Dana Browna chcieliby przeczytać, dowodzą sukcesu autora, który stworzył wartość na tyle atrakcyjną, że utożsamianie się z tym stanowi element dodatkowy do proponowanych czytelnikowi tekstów literackich.

Największy internetowy dystrybutor książek, firma Amazon.com ogłasza na swojej stronie przewodnik zwany w skrócie syltguides (So you’d like to... guides), informacje dla czytelników, którzy chcieliby przeczytać coś podobnego do właśnie kupionej książki. 8 lutego 2009 r., pod hasłem: So you’d like to... Books to Read If You Like Dan Brown znajduje się 40 zaproponowanych powieści. 

Już choćby pobieżna analiza tytułów zaproponowanych powieści wskazuje, że tematyka oscylująca wokół templariuszy, Graala, katolicyzmu, sekretów, konspiracji i przepowiedni jest niezwykle intrygująca i pasjonuje czytelników do tego stopnia, że powieść sensacyjna z elementami kontrowersji wobec elementów religii nie przestała przyciągać i intrygować. 

Święty Graal jako symbol oznaczał w kulturze naszego rejonu świata niezgłębioną moc. Najczęściej symbolizował siły nie do pokonania, wieczne życie i obcowanie z Bogiem. Jako wątek literacki pojawiał się w utworach ze sfery sacrum i profanum, jednakże zawsze wiązały się z nim tajemnice niedostępne dla zwykłego człowieka. Graal był dla wybrańców. Przełom XX i XXI w. sprawił, że temat tej relikwii stał się jednym z najmocniejszych zabiegów marketingowych. Można by nawet powiedzieć, że Graal sprzeda wszystko. Ale to już temat na zupełnie inną opowieść. 

 

1

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy