Dać odpocząć neuronom. Wywiad z Elisabet Benavent

Autor: Agnieszka Minkiewicz
Okładka publicystyki dla Dać odpocząć neuronom. Wywiad z Elisabet Benavent z kategorii Brak kategorii

Dwie serie już skończyła. Trzecią dopiero zaczyna. Na polski rynek dzięki Wydawnictwu Literackiemu trafia właśnie pierwszy tom jej najbardziej rozrywkowego cyklu o Valerii. Kolejne – Valeria w lustrze, Valeria czarno na białym i Wszystko o Valerii – ukażą się już niebawem. To opowieści o przyjaźni, poszukiwaniu miłości i szczęścia, o codziennych rozterkach czterech koleżanek od serca. Valeria, Nerea, Lola i Carmen są niczym Carrie, Chartlotte, Samantha i Miranda z Seksu w wielkim mieście, ale są nam bliższe, bo żyją nie na ekskluzywnym Manhattanie, lecz w całkiem niedalekim Madrycie. 

Historia Valerii to jakby trochę Twoja historia. Obie piszecie książki o miłości, obie zrezygnowałyście z kariery w korporacji dla pisarstwa. Czy podobieństwa na tym się kończą? Ile Elísabet jest w Valerii?

Obie wyszłyśmy za mąż bardzo młodo, obie mamy silną "grupę wsparcia" w postaci przyjaciółek i obu nam czasem brakuje pewności siebie. Trudno uniknąć przekazania bohaterom niektórych własnych cech, ale choć w Valerii jest sporo Elísabet, nie jesteśmy tą samą osobą. Jest mnie też dużo w Carmen, Nerei i Loli. Mnie i moich przyjaciółek. Bohaterki moich książek zawsze są do pewnego stopnia wzorowane na osobach z mojego otoczenia. 


Valeria narodziła się w internecie – tam opublikowałaś pierwszy tom serii. Skąd taki pomysł?

Bałam się wysyłać tekst do wydawnictw, bo myślałam, że zostanie odrzucony. Obawiałam się tej typowej odpowiedzi w stylu: „Dziękujemy za manuskrypt. Niestety w tej chwili nie jesteśmy zainteresowani”. Znajomy usilnie namawiał mnie na publikację, aż zgromadził wszelkie informacje na temat tego, jak zrobić to w formie cyfrowej, przez Amazon. W końcu doszłam do wniosku, że powinnam spróbować - choćby po to, żeby potem nie żałować i udowodnić, że nic się nie stanie. Ale Valeria przypadła czytelnikom do gustu i tak to się zaczęło... 

Valeria jest mężatką, ale spotyka na swojej drodze Victora i to o nim śni po nocach. Kto był dla ciebie inspiracją do stworzenia postaci Victora? Poznałaś kiedyś kogoś takiego?

Myślę, że każda z nas trafiła kiedyś na swego rodzaju Víctora… faceta emocjonalnie nieosiągalnego, którego pragnęłybyśmy zmienić. Kiedy byłam nastolatką, zdarzyło mi się poznać kogoś takiego, ale nie był to Víctor. Mam to szczęście, że mój mąż daje mi wszystko to, czego potrzebuję i co mnie dopełnia. Postać Víctora nie jest inspirowana żadną konkretną osobą, to raczej towarzyszący życiu kobiety „mit zmysłowo-emocjonalny”. Jeżeli natomiast chodzi o jego wygląd fizyczny, to kiedy go opisywałam, zawsze miałam w głowie obraz hiszpańskiego modela Andrésa Velencoso. Zmieniłam mu tylko kolor oczu...

Czy zdziwił cię odzew internautów? Wciąż aktywnie kontaktujesz się ze swoimi fanami na Facebooku, Twiterze czy Instagramie. Czy czerpiesz inspiracje do pisania z rozmowy z nimi?

To jak sen, który się ziścił. Po dziś dzień jestem zaskoczona, kiedy czytelniczki tak ciepło przyjmują moje bohaterki. Trudno mi uwierzyć w to, co się dzieje. Opinie czytelniczek w serwisach społecznościowych, a także pogawędki, żarty są dla mnie nieskończonym źródłem inspiracji. Chcę, żeby moje bohaterki zawsze były wiarygodne i zachęcały ludzi do akceptowania samych siebie. 

Książki o Valerii są porównywane do Seksu w wielkim mieście. Czym różni się Madryt od Nowego Jorku; życie w hiszpańskim wielkim mieście od życia bohaterem amerykańskiego serialu?

Myślę, że życie dziewczyn z Seksu w wielkim mieście jest dużo bardziej glamour niż życie bohaterek serii o Valerii. Sądzę, że każda z nas chciała by być trochę taka jak Carrie, Samantha, Miranda czy Charlotte. Valeria, Lola, Carmen i Nerea to dziewczyny, z którymi łatwo się identyfikować. Ich problemy są bardziej przyziemne, a życie bardziej realistyczne (choć moje koleżanki zawsze mówią, że one nie wożą się taksówkami tak często, jak Valeria). 

Nie zawsze jednak mieszkałaś w wielkim mieście. Pochodzisz z niedużego miasteczka. Czy wolisz zgiełk Madrytu czy spokój rodzinnych stron?

Pierwszy rok w Madrycie był ciężki, bo nie mogłam przyzwyczaić się do nowego rytmu. Tutaj wszystko jest szybsze i bardziej bezosobowe. Poza tym urodziłam się w mieście położonym nad Morzem Śródziemnym. Mówi się, że osoby pochodzące z wybrzeża wyrażają emocje dużo bardziej ekspresywnie, w pozostałych częściach Hiszpanii różnie z tym bywa. Na początku czułam się tu nie na miejscu, ale powoli przyzwyczajałam się do nowego stylu życia. Decydujące znaczenie w tej kwestii miało nawiązanie przyjaźni. Bez tego nie mogłabym poczuć się w Madrycie jak w domu. W końcu, kiedy mieszkasz daleko od swoich bliskich, musisz stworzyć „nową rodzinę”, bo najważniejsze jest nie miejsce, lecz ludzie. 

Jak radzisz sobie z brakiem weny? Piszesz systematycznie, codziennie konkretna ilość słów, zdań, kartek, czy może wręcz przeciwnie - czekasz na muzy?

Próbowałam wprowadzić do mojego dnia pewną rutynę, ale z czasem przekonałam się, że takiej pracy nie można wcisnąć w sztywne ramy czasowe. Zdarza mi się pisać do późna i szaleństwem byłoby wtedy wstawanie po trzech godzinach snu, żeby znów zasiąść do biurka. Trzeba mieć wiele samodyscypliny, żeby nie tracić czasu i sensownie gospodarować minutami, ale bywa też tak, że choćbyś bardzo chciała, to muz ani widu, ani słychu. W takich momentach czytam, piszę coś innego, słucham muzyki, oglądam film albo idę na spacer. W porządkowaniu myśli i skupieniu pomaga mi też jazda samochodem. Albo kawka i papierosek (bardzo w stylu Valerii). Czasem trzeba dać odpocząć neuronom.

Wspominałaś w wywiadach, że lubisz opowieści o zombie. Mam nadzieję, że bohaterki twojej serii nie będą narażone na ich atak w kolejnych tomach. A na poważnie – skąd taka fascynacja, różna przecież od rzeczy które piszesz?

Myślę, że Valeria i jej przyjaciółki nie muszą obawiać się ataku zombie... póki co! Ze mną nigdy nie wiadomo!

Bardzo lubię książki science fiction, a wątek zombie zawsze szczególnie mnie interesował. To fascynujące! Ciekawi mnie niepokój, jaki wywołuje ten temat. Poza tym jestem wielbicielką Manela Loureiro, hiszpańskiego pisarza, który oczarował mnie od swojej pierwszej trylogii, Apokalipsa Z. Zresztą jeden z bohaterów, który pojawia się w trzeciej części serii o Valerii, był wzorowany właśnie na nim. Nie zdradzę jednak więcej szczegółów!

rozmawiała Agnieszka Minkiewicz, Wydawnictwo Literackie

fot. Paco Navarro

1

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy