Płaczący Dresiarz

Autor: Karol Kordyka
Okładka publicystyki dla Płaczący Dresiarz z kategorii Brak kategorii

Mniej więcej rok temu, w dzień śmierci papieża, jak od początku jego choroby i ogólnonarodowego „zrywu jedności”, chodziłem „jak dziki”.
Nie podobało mi się to. Jednak w obliczu pozytywnego przekazu całego tego zjawiska, czułem, że „powinno” mi się podobać. Stąd, chodziłem sfrustrowany i walcząc ze sobą by nie wrzeszczeć przechodniom w twarz „hipokryci!!”; marniałem...lepiej milczeć, a nóż, któryś z nich jest autentyczny.

Męczyła mnie chyba najbardziej ta głośność. Bardzo chciałem spokoju i ciszy kontemplacji, nie zaś wspólnych śpiewów, adoracji, całonocnych czuwań – choć dla wielu to było lekarstwem i nie śmiem tego krytykować. Smutna większość chodziła jednak wtedy na place i kościoły „bo wypada”.

W chwili śmierci Jana Pawła, wracałem z przystanku autobusowego. Dzwony i syreny, które nagle się obudziły, spowodowały ukłucie w moim sercu. Teraz mogłem pójść pod kościół. Wiedziałem jednak, że nie wejdę do środka. Nie miałem siły ani ochoty na solidarność. Wiedziałem, że nie zdołam jej celebrować długo i już za prę dni, znowu zacznę spory, krytykę i walkę z NIMI, tudzież resztą ludzkości... dlatego właśnie wolałem nie iść z tłumem.
Postanowiłem stanąć przed zamkniętymi drzwiami kościoła i tam w spokoju zacząć snuć rozsadzające mnie od środka myśli.

Podchodząc pod stare, jak sadze, dębowe wrota, z egoistycznym zamiarem zagłębienia się w sobie... doznałem szoku.
Najpierw uderzyła mnie woń papierosów i piwa. Podniosłem oczy i zobaczyłem go. Dres.
Żel błyszczał w świetle księżyca, podkreślając kiczowatość jego aparycji... Stał pochylony i płakał. To nie były pijackie łzy, choć na pewno sobie popił. Sam byłem zbyt wiele razy piany (bądź pijanych nosiłem/słuchałem etc.) żeby się mylić.
Stał prosto, z opuszczoną głową i szlochał. Po cichutku... starał się powstrzymać ten szloch – drgały mu całe plecy. Boże, było mi wstyd.
Chłopak płakał szczerze. Nie wiedział, że tam jestem – sadził że nikt go nie widzi, więc nie grał, nie udawał jak tysiące, zawodzące na placach jak średniowieczne płaczki.

Wymowa sytuacji, czystość intencji tego chłopaka, sprawiły, że moje myśli powędrowały ku takim ludziom. Ja chciałem ostentacyjnie stanąć w progu i wywrzeszczeć do ucha Bogu jaki to jestem sam w pragnieniu ciszy.
Tym obrazem pokory i szczerego smutku dostałem za przeproszeniem po ryju.
Nie płakałem z Narodem przez całe dnie choroby papieża. Nie brałem udziału w „Narodowych Rekolekcjach”. Zakochany w indywidualizmie, w dwadzieścia sekund odebrałem moją indywidualną lekcję prostoty, szczerości i człowieczeństwa...daną mi przez dresa...                                

1

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy
Recenzje miesiąca
Wyspa z mgły i kamienia
Magdalena Kawka
Okładka książki - Wyspa z mgły i kamienia
Kobieta w klatce
Jussi Adler - Olsen
Okładka książki - Kobieta w klatce
Sankofa. Nie zmarnuj życia
Tomasz Gaj OP, Magdalena Pajkowska
Okładka książki - Sankofa. Nie zmarnuj życia
Wyspa Obłąkanych
Martin Widmark
Okładka książki - Wyspa Obłąkanych
Artefakt umysłu
Marian A. Nocoń
Okładka książki - Artefakt umysłu
Pokaż wszystkie recenzje