Humoroskop

Autor: Izabela Mikrut
Okładka publicystyki dla Humoroskop z kategorii Brak kategorii

Katowice. Mały sklepik (jeden z tych, którym od dawna wróży się rychły upadek, spowodowany konkurencją hipermarketów). Godziny zakupowego szczytu. Za ladą – dwie panie, ekspedientki. Jedna przerzuca niecierpliwie kartki kolorowego magazynu dla kobiet. Nagle wydaje triumfalny okrzyk „Jest! Jest horoskop! Przeczytam ci!”. Druga pani - wbrew moim oczekiwaniom – nie wzdryga się nerwowo, a z błyskiem szczęścia i zaciekawienia w oczach porzuca rosnącą kolejkę, przysiada się do koleżanki i słucha z wypiekami na twarzy. A razem z nią słuchają wszyscy klienci. Pani czyta: „spotka cię wiele szczęścia. Ten przystojny brunet z sąsiedztwa wreszcie zwróci na ciebie uwagę. W pracy moc sukcesów – może szef da ci podwyżkę?”.

Twarz jej koleżanki rozjaśnia się nadziemskim blaskiem. To jest to! Same sukcesy – i w pracy i w miłości... w dodatku wszyscy w sklepie słyszeli, jak wiele dobrego ją teraz czeka. Słyszeli – i na pewno zazdroszczą! Pani sprawia już wrażenie, jakby unosiła się ze szczęścia kilka centymetrów nad ziemią. Już z anielskim uśmiechem kieruje się w stronę lekko zniecierpliwionego klienta, gdy nagle...

Gdy nagle czytająca wydaje okrzyk zawodu. „Słuchaj, ten horoskop był aktualny do wczoraj!”. Atmosfera zmienia się w mgnieniu oka. „Ojej, to mi się nie sprawdzi...” ze łzami w oczach konstatuje sprzedawczyni. Siada na stołeczku w kącie sklepu i ukrywa twarz w dłoniach. Cała jej radość ulotniła się, pozostał nastrój przygnębienia i wrażenie końca świata. Klient, któremu błysnęła przedtem iskierka nadziei na obsłużenie, teraz bezradnie przestępuje z nogi na nogę. Jak tu bezdusznie wkraczać w tragedię, jakiej właśnie jest świadkiem? Ekspedientka z godnością wychodzi. Wraca po chwili z zapuchniętymi od płaczu oczami. Ponura, jak chmura gradowa, zabiera się do pracy. Co kilka westchnień mamrocze do siebie „tyle szczęścia, tyle szczęścia mnie ominęło”.

Sytuacja, którą opisałam, jest groteskowa, ale prawdziwa. Przyznaję – nie rozumiem tej fascynacji płci niewieściej rozmaitymi horoskopami i wróżbami. Zabobonna wiara w notatki, produkowane masowo i na życzenie, już nawet nie śmieszy mnie, a tylko irytuje. Jak można poddawać się wymyślonym sugestiom, jak można podporządkowywać się bredniom, opatrzonym tytułem „Horoskop”? Nie wiem, dlaczego tak wiele kobiet interpretuje swoje życie i zachowanie przez bezustanne porównania z tekstami wróżb, jednakowymi przecież dla milionów. Większość czytelniczek horoskopów nie potrafi już być szczęśliwa, jeśli informacja o tym stanie ducha nie zostanie zanotowana pod odpowiednim znakiem zodiaku. Brak umiejętności podejmowania decyzji bez konsultowania postanowień z horoskopem to choroba kobiet XXI wieku. Choroba godna średniowiecza.

A gdyby tak napisać w horoskopie „skocz z kamieniem do Wisły”? Pewnie szybko zabrakłoby kamieni... Nie mielibyście czym rzucać w autorkę tego felietonu...

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy
Recenzje miesiąca
Dobry pies
Rafał Witek
Okładka książki - Dobry pies
Na gigancie
Peter May
Okładka książki - Na gigancie
Lata powyżej zera
Anna Cieplak
Okładka książki - Lata powyżej zera
Pokaż wszystkie recenzje