"

Autor: eleazar
Okładka publicystyki dla

Jak dziś pamiętam moją rozmowę z kolegą, chwilę po rozpoczęciu strajku konduktorów Bytomskiej komunikacji.
Z wielką uwagą przyglądałem się całej sprawie i w chwili kiedy Bytom otwarcie doprowadził do konfrontacji, wiedziałem że będzie źle...
Powiedziałem wtedy do kolegi (jadąc w autobusie) : "...mam nadzieję, że się mylę, ale ci ludzie będą płakać. Mrówka nie kopie bezkarnie słonia po kostkach".

Wiem, że nie wszyscy mają to szczęście żyć w Bytomiu, więc zarysuję kontekst całej sprawy.

Jakiś czas temu gminna spółka komunikacji miejskiej  w Bytomiu (PKM Bytom), wprowadziła wraz z Komunalnym Związkiem Komunikacji Górnośląskiego Okręgu przemysłowego (KZK GOP) pilotażowy program dla bezrobotnych. Otrzymywali oni posady konduktorów-bileterów na liniach obsługiwanych przez Bytom. Poczyniono odpowiednie przygotowania - specjalne siedzenia konduktorskie, ubrania służbowe, przenośne kasy fiskalne, legitymacje.
Zasadniczo nie zatrudniano na etat, ale na umowę - chodziło o aktywizację zawodową bezrobotnych, których w Bytomiu jest straszliwe 23%.  

Początkowe zdziwienie pasażerów, z czasem przerodziło się w zadowolenie - nie musieli biegać do kiosków, czasem zupełnie nie po drodze, a przewoźnik zanotował wybitny spadek "gapowiczów" i wpływów z biletów.

Był jednak problem.
Bytom obsługiwał kilka intratnych linii ( w tym 820 Bytom-Katowice), gdzie konduktorzy rzeczywiście sprawdzali się świetnie i bardzo szybko na siebie zarabiali, generując poważne zyski dla spółki i Związku. Wiele jednak linii było delikatnie mówiąc "nierentownych", co w efekcie zaważyło na całościowej ocenie programu.

W PKM Bytom od lat narastała irytacja. Składki płacone do wspólnej kasy KZK były co raz wyższe, sam zaś PKM miał problemy z wymianą taboru, o konkretniejszych inwestycjach nie wspominając. Warunki pracy kierowców  także były nienajlepsze (np. tylko tzw. "gołe godziny", podczas gdy w innych gminach stawki były zróżnicowane, już chociażby ze względu na staż, problemem był także brak systemu zmienników, przez co dbałość o tabor także szwankowała).
Krótko mówiąc - Bytom czuł się wyzyskiwany i nie chciał utrzymywać biurokratycznego molocha w Katowicach.        

Zarząd KZK, jako główny decydent polecił zakończenie programu pilotażowego i zarzucenie projektu, jako nie rentownego w dłuższej perspektywie.
Konduktorzy ogłosili strajk. szefostwo PKM ich poparło, a przynajmniej nie wyraziło sprzeciwu... i w tym momencie dramat rozpoczął się naprawę...  

Pech chciał, że to rok wyborów samorządowych. Aktualnie rządzący, oraz ci do rządzenia pretendujący zacierali ręce. Oto pojawia się PROBLEM i nie trzeba szukać ZŁEGO, gdyż on nasuwa się sam (chciwy KZK), zaś z pokrzywdzonymi miasto całkiem poważnie się solidaryzuje.
Tylko upośledzony polityk nie wykorzystałby tej sytuacji i nie próbował stanąć na czele pokrzywdzonych w glorii męża opatrznościowego i obrońcy. Nie wspominając o kwestiach czysto arytmetycznych - konduktorów było ponad 200, do tego ich rodziny, znajomi, sąsiedzi...

I tak Rada Miejska grzmiała w obronie "naszych", zaś do tej pory, prawie na pewno przegrany w kolejnych wyborach prezydent Wojcik, nabiera wiatr w żagle.
Politycy opozycyjni także starali się znaleźć swoje miejsce na szańcach tej batalii, ale pan Wójcik ich zdeklasował. Jego porywające mowy odniosły skutek - konduktorzy schowali się pod jego skrzydła.

Radni zapowiadają więc wyjście Bytomia z KZK – wszak PKM da sobie rade sam. Prezydent Wójcik rozpoczyna kampanię, walcząc o konduktorów jak lew.
Propozycje ugody wysuwane przez KZK, są pogardliwie odrzucane ( skądinąd było one całkiem znośne –min. przyjęcie ok. 170 osób na posady kontrolerów)                

Chyba już wtedy planowałem napisanie tego artykułu... uważnie słuchałem wszystkiego co się mówiło w tej kwestii. Zwłaszcza, co miał do powiedzenia Pan Prezydent.

Do jednego z programów radiowych, zaproszono właśnie Wójcika, a także przedstawiciela KZK, oraz prezydenta Gliwic (lub Chorzowa, nie pamiętam już, przepraszam) .
Cel jasny - dyskusja na gorący temat konfliktu PKM Bytom - reszta świata.
Na własne uszy słyszałem i wyryłem sobie w pamięci jak Wójcik nie ustępuje ani o cal, wyśmiewając propozycje ugodowe KZK i nie przyjmując do wiadomości opinii prezydenta Gliwic, że linie w jego mieście obsługiwane przez Bytom to wstyd i tragedia. Dawał tym samym subtelnie znać, że być może wieści o bytomskiej sile i samowystarczalności są z lekka przesadzone.                     

 W końcu stało się. PKM oficjalnie zignorował zalecenia KZK ad. konduktorów. Rozpoczęła się kuriozalna batalia, gdzie ofiarami byli głownie pasażerowie.
Początkowo doszło do absurdów w kwestii biletów.
KZK oficjalnie uznał bilety z kas fiskalnych konduktorów za nielegalne, gdyż dla Związku już nie pracują. Bytom jednak chwilę po zwolnieniu w imieniu KZK, przyjął ich do pracy ( na etat!) w imieniu Bytomia. 
Skutek tego taki, że KZK wysyłał na bytomskie linie szwadrony swoich kontrolerów bezlitośnie wlepiających mandaty za to, że delikwent sekundę wcześniej kupił bilet u konduktora. Na protesty pasażerów KZK odpowiadał wezwaniem by te mandaty zanosić do bytomia i oferował pomoc w składaniu pozwów zbiorowych (a przynajmniej prowokował do tego).

Kolejne kuriozum przekroczyło najśmielsze oczekiwania satyryków. KZK wypowiedział Bytomiowi obsługę WSZYSTKICH linii, wzywając do tak powstałych wakatów autobusy z innych gmin (głównie ze Świerklańca). Tego także Bytom nie przyjął do wiadomości.
Efekt?
Przez bodajże tydzień lub dwa, jeden po drugim jeździły za sobą autobusy Bytomia i KZK, w METROWYCH ODSTĘPACH i o tej samej sygnaturze linii.

Jako lokalny patriota jeździłam „naszymi” autobusami i przy okazji obserwowałem nastroje konduktorów. Wtedy chyba zaczęły, nie tylko im, opadać łuski z oczu. Nawet nie wstawali z miejsc by sprzedawać bilety...
Potem dowiedziałem się, że wysłali delegację do KZK, i wyrazili chęć przyjęcia ich warunków. Jednak w tej sytuacji, nie mieli żadnej pozycji do negocjacji. KZK przykładnie pokazał Bytomiowi dużego „Kozakieiwicza”.

 

W końcu stało się – PKM Bytom ogłosił upadłość. W chwili pisania artykułu, pierwsi z 600 zwolnionych otrzymali swoje wypowiedzenia.

Gdy chwilę po oficjalnym komunikacie, czytałem wypowiedź Wójcika, że „to wina konduktorów” i ich „nieugiętego stanowiska” ...coś we mnie pękło... hipokryzja w całej swojej bezczelnej esencji...  


Komentarz

Kto przy zdrowych zmysłach, choć przez chwilę zakładałby, że JEDNA gmina będzie stawiać warunki Związkowi ponad DWUDZIESTU gmin (w tym ok. 30 przewoźników) i że wypuści on z rak „ot, tak” jedne z intratniejszych linii?!
Jak wielkim trzeba być ignorantem by zakładać, że KZK zrobiłby coś innego, niż niewybredne doprowadzenie do bankructwa niepokornej PKM? I to w nieskomplikowany sposób – arytmetyka prostaka – 20 gmin na pewno ma więcej środków i JEDNA!!!

Pytanie – co zrobią mieszkańcy Bytomia?
Banda nieuczciwych ludzi, która chciała zbić na całym wydarzeniu kapitał polityczny, zrujnowała kapitał największego przedsiębiorstwa w Bytomiu.
600 tragedii w imię własnej pychy , CHRONICZNEJ IGNORANCJI I BRAKU ZDOLNOŚCI ŁĄCZENIA PROSTYCH FAKTÓW.

Raz jeszcze – jaka będzie reakcja bytomian? Czym odpłacą prawdziwie winnym? Wykreślą ich z publicznego życia, czy też oddadzą im, po raz kolejny, ster naszego co raz spektakularnej gasnącego miasta?                                            

1

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy