Swąd przypalonego patosu

Autor: diar
Okładka publicystyki dla Swąd przypalonego patosu z kategorii Brak kategorii

W Teatrze Ósmego Dnia: Teczki, w Teatrze Telewizji: Inka 1946 i Norymberga. Na ulicach porozstawiane jak lustereczka Twarze Bezpieki, abyśmy wszyscy mieli się w czym przeglądać (od wieków lustereczka mówią przecie...). A że zwierciadła przypominają portrety- to tylko w celu wzmożenia naszej czujności. Czy aby jakaś zmarszczka, włosek lub błysk w oku nie podobne? W dziennikach- wiadomo co.

Temat ten więc całusem w usta awangardy nie jest, ale  jako że swąd przypalonego psuje atmosferę, na taką namiętność pozwolić sobie nie można.  Mówiąc językiem Teatru Ósmego Dnia- po prostu więc „wysnuła się ideJka”.

         Zawsze ciążył nam romantyzm jak młyński kamień, ale nigdy jeszcze nie w taki sposób jak dzisiaj, kiedy wszystkie jego idee łajdaczą się w narodowych dysputach. Swąd przypalonych patosów i etosów czują wszyscy, a ogień wciąż podsycany. Mówić o przeszłości trzeba, ale jeśli już barwne kity u czaka muszą powiewać- niech powiewają w ogrodach sztuki, tam też niech zostaną uwięzione na zawsze krwawe rewolucje. Może pora, by dyskurs polityczny zaprzestał wietrzenia romantyzmu Prawdą- przez „P” największe z możliwych- która już prawie zabiła go w swoim wielkim przeciągu.

         Spotkanie z esencją tego postulatu- w Teatrze Ósmego Dnia. Spektakl Teczki maluje portret komunistycznej przeszłości narodu. Demokratyczna teraźniejszość, w której następuje konkretyzacja, wyszywa na tym portrecie swój znaczący haft. Bogu dzięki wciąż jednak spektakl  nie ma koloru lustra, nikt w tym lustrze nie musi się przeglądać i nikt- jak Narcyz- nie musi tonąć. Okazuje się więc, że można opowiedzieć Historię powtórnie. Tym razem jednak tak, aby ktoś ocalał. Nie trzeba więc zapomnieć, by (za Miłoszem) nie być płaczką żałobną.

         Na koniec- spektakularny podmuch trudnego optymizmu; okruch awangardy, który stanowi spotkanie z całkiem prawdopodobną esencją postteraźniejszego romantyzmu.

Jakiś czas temu w samym sercu Śląska minęłam rosłego, młodego mężczyznę, ubranego w klubową koszulkę Legii Warszawa. Z wyprężoną piersią śpiewał na żołnierską nutę te oto słowa prostodusznego wyznania: „Każdego dnia dziękuję Bogu, za to, że stworzył mnie Legionistą”. Oto i świeżutkie wcielenie triady: Bóg, Honor, Ojczyzna; wcielenie wiernej sobie do granic Młodości, która nawet strasznej śmierci się nie obawia. Jest więc nadzieja.

         Puenta? Za Stanisławem Barańczakiem: „1.JEŻELI COŚ CIĘ BOLI:/-DOBRA WIADOMOŚĆ:ŻYJESZ/-ZŁA WIADOMOŚĆ: TEN BÓL CZUJESZ WYŁĄCZNIE TY. 2. TO WSZYSTKO DOOKOŁA,/CO CIĘ SZCZELNIE OTACZA,/NIE CZUJĄC TWEGO BÓLU,/JEST TO TAK ZWANY ŚWIAT./3. UBAWI CIĘ, ŻE JEST ON/ REALNY I JEDYNY,/ A LEPSZEGO NIE BĘDZIE,/PRZYNAJMNIEJ PÓKI ZYJESZ.”

1

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy