JA TWÓRCA, czyli rozważania o prawie autorskim

Autor: eleazar
Okładka publicystyki dla JA TWÓRCA, czyli rozważania o prawie autorskim  z kategorii Brak kategorii

 

Miejsce to zacne dla poruszenia niniejszej tematyki. W końcu TWÓRCÓW mamy tu bez mała, więc ukłon w ich stronę się należy. Mam nadzieję, że rozważania o TWÓRCACH, UTWORACH i mechanizmie ich ochrony, będą zainteresowanym choć trochę pomocne.

 

PRZEDMIOT, czyli co to jest utwór?

Ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnych (Dz.U. z 1994 r. Nr 24, poz. 83) definiuje „utwór” już w pierwszym artykule : „każdy przejaw działalności twórczej o indywidualnym charakterze, ustalony w jakiejkolwiek postaci, niezależnie od wartości, przeznaczenia i sposobu wyrażenia”. Ta szeroka definicja, tylko ogólnie precyzowana w paragrafach następnych, jest pojemna i wychodzi naprzeciw potrzebom twórców. Nijak nie krępuje wolności wyrazu, szczególnie przy jego co raz nowych przejawach. W naszym systemie mamy więc do czynienia z utworem, jeśli spełniona jest przesłanka uzewnętrznionego działania twórczego i indywidualnego. Co znaczy „twórczy” i „indywidualny”, pewnie wszyscy wiemy. Jednak, dla celów prawnych, konieczny jest w miarę precyzyjny zakres tych pojęć. Dość wspomnieć, że zajmuje się tym doktryna i orzecznictwo, mając na względzie zdrowy rozsądek, oraz właściwe naszym czasom pojmowanie „indywidualizmu” i „twórczości”.

W związku z tym, bardzo ważne jest, że ochrona wynikła z prawa autorskiego, powstaje z mocy prawa (ex lege), gdy tylko utwór zostanie „ustalony w jakiejkolwiek postaci” (nawet jeśli nie jest jeszcze skończony). Inaczej jest np. w systemie anglosaskim, gdzie prawo autorskie nie przysługuje automatycznie, lecz wymaga pewnych czynności zainteresowanego i odpowiedniego organu państwa.

 

PRAWO AUTORSKIE, czyli co ma duma do pieniędzy

Prawo autorskie powstaje automatycznie w obliczu stworzenia utworu i przysługuje TWÓRCY.
Ma ono jednak dwa oblicza.

Prawa autorskie osobiste – ot, nie ma takiej siły na świecie (teoretycznie), która miałaby prawo zaprzeczyć, że dana osoba stworzyła dane dzieło. Akt twórczy jest ściśle związany z konkretną osobą i nie można, nawet za jej zgodą, tego zmienić. Stąd, pisanie za kogoś książek, legalnie, nie jest możliwe. W takim wypadku, jeśli ktoś podpisał się pod cudzym utworem (nawet za zgodą autora), popełnia przestępstwo pogwałcenia osobistych praw autorskich (i majątkowych w perspektywie). Tłumaczenie, że było to za zgodą nic nie da, ponieważ w świetle prawa, umowa o zbycie autorskich praw osobistych jest bezwzględnie nieważna. Delikwent odpowie za plagiat. Autorowi też się oberwie.

Prawa autorskie majątkowe – tu sprawa jest nieco bardziej skomplikowana. Możemy przecież tworzyć na czyjeś zamówienie, lub zwyczajnie sprzedać nasz utwór na targu. Mamy do tego prawo, ponieważ to nasza praca, o tyle szczególna że „twórcza i indywidualna” (więc więcej warta... chciałoby się rzec). Sprzedając dzieło, sprzedajemy prawa majątkowe do niego, przy zastrzeżeniu poszanowania naszych praw osobistych (o czym niżej).

Sprawa jednak komplikuje się, gdy nasza twórczość nie jest całkiem „wolna”. Np. naszym obowiązkiem jako pracowników może być kreatywność; tworzenie dzieł, w postaci planów, kompozycji przestrzennych, stylistyki, czy po prostu zrobieniu komuś fresku w sypialni. Wtedy nasze prawa majątkowe ogranicza stosunek prawny pracownik-pacodawca, w ramach którego tworzyliśmy utwór. Wtedy jakby „z góry” przenosimy prawa majątkowe na „zleceniodawcę”. Podobnie sprawy się mają zawsze, gdy akt twórczy podlega innemu stosunkowi prawnemu (np. napisanie kilkunastu felietonów dla worlalu GRANICE.PL w oparciu o umowę o dzieło, lub jednostronne zobowiązanie na piśmie).

Tu jednak należy zwrócić uwagę na instytucję, o której każdy twórca wiedzieć MUSI. Prawo do integralności utworu. Nawet sprzedając dzieło (na potrzeby artykułu - synonim z "utwór"), wykonując je w pracy etc. należy mieć na uwadze to nadrzędne prawo. Bez zgody autora nie można dokonać zmian w jego dziele, lub wykorzystywać go w celu, do jakiego nie jest przeznaczone (to szczególnie przy dziełach w ramach stosunku pracy). Np. pracownik wymyśla hasło reklamowe i grafikę billboardów do kampanii klocków. Szef jednak używa jego dzieła w reklamach sieci sklepów porno. To poważne wykroczenie względem pracownika-twórcy, który może się nie zgadzać na używanie jego pracy w tak niecnym celu, lub najzwyczajniej zażądałby większej premii gdyby wiedział jaki to rodzaj „klienta”.

Nadzór nad integralnością utworu jest tak ważny, już choćby dlatego, że przeniesione prawa autorskie, zwykle będą przenoszone dalej (pracodawca sprzedaje dzieło pracownika). Dlatego, jeśli np. znajdziemy gdzieś nasz przedrukowany artykuł z nieautoryzowanymi zmianami, śmiało możemy narobić nieco dymu, w majestacie prawa.

 

WIELE PRZED NAMI

Bardzo ważne są także zagadnienia dotyczące publikacji, zasad dozwolonego cytowania, czasu trwania majątkowych praw autorskich (50 lat) i zasad ich obliczania etc. To jednak tematy na inne opracowania, które powstaną, jeśli będzie takie zapotrzebowanie. Mam nadzieję, że zarysowana tu problematyka, uświadomi twórcom zakres ich praw. Warto o nich wiedzieć i bez pardonu się o nie dopominać, szczególnie, że świadomość prawna nie jest w tej kwestii duża i częstokroć tak łatwo dajemy się po prostu okradać.

1

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy