ROBERT LOWELL – MY MIND IS NOT RIGHT.JA CHYBA TRACĘ ROZUM

Autor: Dawid Klachacz
Okładka publicystyki dla ROBERT LOWELL – MY MIND IS NOT RIGHT.JA CHYBA TRACĘ ROZUM z kategorii Brak kategorii

Jak większość „konfesorów” podobnie i Lowell przechodziło ciężkie zmagania życiowe, które głębokim rylcem wdarły się w poezję. Momentem zwrotnym w jego poezji stał się tom pt.: Life studies (Studia życia) wydany w 1959 rok. Już sam tytuł sugeruje antyakademicki i realistyczny charakter jego nowych utworów. Miało to niesłychanie istotne znaczenie dla poezji konfesyjnej, gdyż już wcześniej dobrze przyjęty przez krytykę R.Lowell (jako poeta realizujący założenia modernistyczne) zmusił recenzentów do poważnej recepcji nowego nurtu w liryce. W ten sposób rozpoczął się okres rozwoju poezji konfesyjnej. Trwało to mniej więcej do końca lat siedemdziesiątych, kiedy nastąpił przesyt chorobliwością wyznania, psychiatrycznym opisom i swoistą licytacją cierpienia.

W Life Studies Lowell przemówił nowym językiem – bardziej bezpośrednim i naturalnym. Istotną cechą jego stylu jest odejście od doktryny katolickiej i jej symboliki oraz przesunięcie punktu ciężkości na własne doznania, które stają się źródłem wartości moralnych. Jego zwierzenia dotyczą spraw niezwykle intymnych – małżeńskiego pożycia i kryzysów, nerwowego załamania i pobytów w szpitalach psychiatrycznych. Autobiograficzna „spowiedź” dotyczy także jego dzieciństwa, rodziców, dziadków, krewnych. Przedstawione są tutaj również jego przyjaźnie i relacje z uwięzienia go podczas wojny za pacyfizm.

Co ciekawe w Life Studies poeta umieścił kilkudziesięciostronicowy esej autobiograficzny pt.: 91 Revere Street. Inspiracją do napisania tego eseju stała się choroba psychiczna, psychoza maniakalno-depresyjna. R. Lowell leczony przez pozostających pod wpływem koncepcji Freuda psychiatrów był zachęcany do mówienia i pisania o swoich problemach, szczególnie o traumatycznych przeżyciach z dzieciństwa, relacjach z rodzicami, o zawiedzionych lub nieodwzajemnionych miłościach do nich, o przez lata wstydliwie tłumionej wrogości i nigdy niewybaczonych urazach. Podobnie inni konfesyjni jak Berryman, Sexton czy Sylvia Plath, którzy cierpieli na chorobę psychiczną wykorzystywali swój literacki talent jako formę terapeutycznego odtwarzania zdezintegrowanej osobowości.

Nowa forma poetycka przedstawiona w Life Studies była szokująca dla wcześniejszych czytelników Lowella przyzwyczajonych do masek i obiektywnych korelatów.

Ciekawym przykładem konfesyjności w tym tomie jest fragment wiersza Mąż i żona:

Przez całą noc trzymałem cię za rękę

Jak gdybyś czwarty raz z rzędu

Zobaczyła przed sobą królestwo obłędu –

Jego mordercze oczy i banalne słowa –

I odwlokła mnie odeń żywego[1]

W wierszu uderza tematyka związana z intymną sferą relacji małżeńskich, a przede wszystkim obłęd i jego „mordercze oczy”. Aspekt autobiograficzny, bezpośredniość oraz dobitna leksyka wyzyskuje demoniczny obraz szaleństwa.

Niezwykle kontrowersyjnym wierszem tomu Life studies jest Godzina skunksów. W tym dziele został przedstawiony obraz zaburzenia percepcji, zatomizowania psychiki: słyszę, całym sobą/ w każdej komórce krwi, zdławione, wściekłe/ łkanie, jakbym im wszystkim naraz ściskał gardło/ (…) Piekło?/ Sam jestem piekłem/ nie ma wokół nikogo.[2]Dostrzega się tutaj obrazy schyłku i niemocy nowoangielskiej tradycji, z którą jako ze swoim trudnym dziedzictwem zmagał się w swojej twórczości od samego początku Lowell. To, co najbardziej intymne i prywatne splata się w dziele z tym, co publiczne. Komentarz o losie jednostki jest jednocześnie komentarzem o współczesnej Ameryce. Pojawiająca się w ostatnich strofach wiersza rodzina skunksów buszująca w śmietniku może symbolizować wdzierającą się dzicz w obręb purytańskiego świata, wchodzenia nowych tendencji i zmian. Nie jest do końca jasne czy te zmiany idą w dobrym czy też złym kierunku. Niemniej jednak są to zmiany dotyczące znękanego chorobą i małżeńską katastrofą pojedynczego człowieka, oraz poety porzucającego swój dawny, akademicki styl na rzecz naturalności języka i uczuciowego autentyzmu.

Przyjęta przez Roberta Lowella forma zwierzenia sprawia chwilami wrażenie, że wszedł on w fazę ekspresji nadmiernie egocentrycznej, której celem głównym jest autopsychoterapia. Należy jednak uwzględnić, że było to spojrzenie na amerykańską rzeczywistość przez pryzmat kryzysu jednostki, dość rozpowszechnione w poezji amerykańskiej lat pięćdziesiątych, a wielu poetów reprezentujących różne kręgi kulturowe cechuje bardzo zbliżony pod tym względem punkt widzenia. Z tego też powodu Life studies odzwierciedlają nowy zwrot w poezji amerykańskiej, polegający na przyznaniu ostatecznej wartości jednostkowemu doznaniu, ponieważ zdaniem tego pokolenia, wszelkie zewnętrzne wartości moralne uległy całkowitemu zdewaluowaniu, a świat pogrąża się w pustce duchowej. Jedynie metoda skrajnego obnażania najbardziej intymnych zakątków własnej osobowości mogła wykazać moralną wagę osobistego doznania. Dzięki swej szokującej bezpośredniości i autentyzmowi była też zaprzeczeniem dystansu akcentowanego przez poezje modernistyczną. Mogła, więc skutecznie funkcjonować jako wyraz buntu młodszego pokolenia przeciw poetyce poprzedniej generacji.



[1] R. Lowell, Poezje, Wydawnictwo Literackie, wybór i posłowie B. Taborski, przeł. S. Barańczak, P. Sommer, M. Sprusiński, B. Taborski, Kraków 1986.

[2]ibidem

1

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy