Tajemnice rodziny Brontë

Autor: Beata Bednarz
Okładka publicystyki dla Tajemnice rodziny Brontë z kategorii Brak kategorii

Wielu informacji miłośnikom twórczości Bronte dostarcza jednak książka Charlotte Brontë i jej siostry śpiące. To pierwsza polska biografia autorki. Siostry Brontë  – Charlotte, Emily oraz Anne – zostały uznane przez historyków literatury za genialne rodzeństwo. Jednak wszystko, co o nich wiemy, pochodzi od najstarszej, Charlotte. Życie sióstr to niemal same zagadki. Charlotte wzięła do grobu wszystko, co chciała. Nie pozostawiła nam nic, oprócz maleńkich śladów i wiedzy oficjalnej, którą konstruowała i z uporem propagowała w przedmowach do kolejnych wydań i szkicach biograficznych. W zawoalowany sposób i metaforycznie pisała w nich o swoich dwóch młodszych siostrach:

 

Ani Emily, ani Anne nie były uczone; nie myślały napełniać swoich dzbanów w niewyczerpanym źródle cudzych oczekiwań; zawsze pisały z naturalnej potrzeby, głosu intuicji i z takich zasobów obserwacji, na jakie pozwalało im ich ograniczone doświadczenie (Charlotte Brontë, Szkic biograficzny Ellisa i Actona Bellów, przełożyli Angelika Witkowska i Eryk Ostrowski, za: Eryk Ostrowski, Charlotte Brontë i jej siostry śpiące).

 

Napisane czy przepisane? 

Skutecznie zacierała ślady. To ona wykreowała swój i swojego rodzeństwa wizerunek, który nam narzuciła i który do dziś jest przez zagorzałych wielbicieli twórczości Brontë przyjmowany, bo niełatwo pogodzić się z utratą legendy o trzech wybitnie uzdolnionych i młodo zmarłych siostrach. Trudno rozstać się choćby z takim mitem, że to nie Emily napisała Wichrowe wzgórza. Eryk Ostrowski misternie stworzoną przez Charlotte mistyfikację do pewnego stopnia po mistrzowsku demaskuje. Ale tylko do pewnego stopnia. Nie zdołał rozwikłać wszystkich zagadek, choćby kwestii autorstwa, gdyż nie zachowały się dokumenty mogące je potwierdzić, na przykład rękopisy Actona i Ellisa Bellów oraz opowieści gondalowe, o których wspominały Emily i Anne. Na karcie tytułowej Wierszy gondalowych Emily napisała u góry: „Emily Jane Brontë Transcribed Febuary 1844”. Pomijając kwestię błędu, jaki popełniła w nazwie miesiąca, uderza słowo transcribed, która oznacza tylko jedno: przepisała. 

Godna podziwu jest mrówcza praca Eryka Ostrowskiego, by zebrać i zespolić wszelkie dokumenty, skrawki informacji i niezniszczone listy, przeanalizować wydane w kraju i za granicą biografie, a przede wszystkim przypisywane siostrom juwenilia i utwory opublikowane, odczytywać ukryte w nich poszlaki, by stworzyć przekonujący i prawdziwie fascynujący portret psychologiczny jednej z najbardziej zagadkowych pisarek angielskich. Już z chwilą debiutu Charlotte pojawiały się domysły, że pod pseudonimem Currer Bell kryje się kobieta. Upierała się, aby utwory publikowane były pod męskimi kryptogramami. Dlaczego Charlotte nie chciała ujawnić swojej tożsamości nawet wówczas, gdy już powszechnie znano jej płeć? Kiedy wkrótce po ukazaniu się Jane Eyre firma T.C. Newby’ego opublikuje Wichrowe wzgórza Ellisa Bella i Agnes Grey Actona Bella (łącznie, w trzech tomach), Currer Bell będzie w liście do swego redaktora, Williama Smitha Williamsa, zaprzeczać przypisywanemu mu autorstwu tych dwóch powieści. Podejrzenia tego rodzaju, wbrew jej doniesieniom, jednak nie słabły, a ponieważ nadal brakuje dowodów, by niektóre tajemnice o niezwykłej rodzinie Brontë rozwikłać, zagadkowa sprawa autorstwa powieści będzie jeszcze długo roztrząsana.

Mimo tego, Eryk Ostrowski przybliża nas do prawdy o rodzinie. Ciągle bowiem znajdowane są nowe dokumenty związane z twórczością sióstr, które mogą pomóc rozwiązać jedną z największych zagadek literatury. Najpierw spekulowano na przykład, czy Charlotte Bronte mogła mieć romans ze swoim wydawcą. A jak się okazuje, istnieje pierścionek zaręczynowy, który otrzymała od George’a Smitha. Prawdopodobnie biografowie odkryją kolejne fakty i dokumenty. Eryk Ostrowski zdradził niedawno, że po opublikowaniu książki natknął się na pewien tajemniczy wątek z biografii pisarki. Chodzi o list jej brata, Branwella, do przyjaciela, w którym opisuje on dość szczególne zajście z Charlotte. Ostrowski uważa, że z tego listu wyłania się inny wizerunek Charlotte Brontë. Nie wyklucza, że kolejna zagadkowa sprawa skłoni go do napisania kolejnej książki.

 

Tajemniczy mieszkańcy parafii na wrzosowiskach

Słynne siostry mieszkały w prowincjonalnym Haworth, w hrabstwie York, porastającym rozległymi wrzosowiskami, gdzie szaleją wichry i, jak podpowiadała im wyobraźnia... widziadła. W tym pejzażu powstawały największe osiągnięcia prozy angielskiej, które od razu zyskały ogromny rozgłos po obu stronach Atlantyku i które do dziś są przekładane, czytane i filmowane - z wyrazistymi, byronowskimi bohaterami i przepojone posępnym romantyzmem.

Siostry nie wyróżniały się szczególną urodą, żyły w odosobnieniu, stroniąc od ludzi i świata, prawie nie podróżowały i nieustannie spędzały czas razem. Całe rodzeństwo zresztą dorastało w izolacji, nie mając kontaktu z rówieśnikami. Bawiło się wyłącznie w swoim towarzystwie, tworząc od wczesnych lat fikcyjne światy. Charlotte i Branwell jako dzieci pisali opowieści o Angrii, w których nie ma żadnych czarów, jest za to twarda polityka i historia wzorowana na angielskiej. To wszystko wzięło się stąd, że już pięcioletni Branwell czytał prasę przeznaczoną dla dorosłych, którą prenumerował ich ojciec, a także  książki historyczne. Mała Charlotte zaś miała już ukształtowane poglądy polityczne, czym wprawiała w konsternację szkolnych rówieśników.

Losy rodzeństwa owiane są wieloma tajemnicami. Jedno nie ulega wątpliwości: wszyscy mieszkańcy plebanii w Haworth obdarzeni byli talentami artystycznymi. Wiemy też, że położonym wśród wrzosowisk domem wstrząsały często tragedie i namiętności. Większość prób integrowania się ze światem zewnętrznym kończyła się katastrofalnie, poczynając od przedwczesnej śmierci dwóch najstarszych sióstr, Marii i Elżbiety, które nie zniosły ciężkich warunków panujących w pensji dla córek ubogich duchownych w  Cowan Bridge, po śmierć Branwella − jedynego brata, który pozostawił po sobie piękne wiersze. Wszyscy zachorowali na gruźlicę i w dziewiętnastowiecznych realiach skazani byli na śmierć. Z szóstki rodzeństwa została jedynie Charlotta. Przez całe życie patrzyła, jak umierają najbliżsi - najpierw w dzieciństwie matka, wkrótce siostry Maria i Elżbieta, a w młodości, w ciągu zaledwie dziewięciu miesięcy (!), straciła Branwella, Emilię i Annę. Kiedy odniosła upragniony literacki sukces, musiała go przeżywać sama. Bliscy, którzy mogli w pełni zrozumieć jej radość z opublikowania powieści i uznania czytelników, spoczywali w  krypcie małego kościoła w pobliżu plebanii (oprócz Anny, którą pochowano nadmorskim kurorcie Scarborough). Tragiczną postacią był też pastor, który przeżył wszystkie swoje dzieci.

Dziwna to była rodzina, odgrodzona od innych ludzi, żyjąca przez cały czas w świecie wyobraźni. Ze strony ojca z upodobaniem powtarzała legendę, jakoby Patrick Brontë był wnukiem albo przynajmniej krewnym osiemnastowiecznego poety irlandzkiego, Padraiga O’Pronntaigha, natomiast jedna z legend rodowych Branwellów – rodziny ze strony matki – głosi, iż wywodzili się oni z piratów. Losy rodzeństwa były naznaczone piętnem śmierci od najwcześniejszych lat, ściśle związane z jednym miejscem, gdzie wszystko się zaczęło i skończyło. Z rodzeństwa jedynie Branwell posiadał umiejętność nawiązywania kontaktów z innymi ludźmi, ale żadne z nich nie było przystosowane do życia. Zadziwiająca jest ich nieumiejętność egzystowania poza ukochanym domem. Tylko w nim, między sobą, czuli się naprawdę szczęśliwi. Trzy niezbyt urodziwe stare panny oraz brat alkoholik, narkoman i mason, połączeni nicią sekretu, najlepiej czuli się tylko razem.

Eryk Ostrowski stawia w swojej książce bardzo odważne tezy dotyczące kolei życia i twórczości sławnego rodzeństwa, próbuje oddzielić legendy od faktów, ale przede wszystkim odsłania kulisy krótkiego życia Charlotte, która zmarła w wieku zaledwie 39 lat. Obfitowało ono w liczne dramatyczne wydarzenia. Brontë zadbała, aby wiele z nich nigdy nie dotarło do opinii publicznej, a po jej śmierci ojciec zamówił u Elizabeth Gaskell biografię córki. Pastora Brontë skłoniły do tego liczne spekulacje i niezgodne z prawdą wiadomości, jakie pojawiały się po śmierci pisarki w prasie. Na ironię zakrawa fakt, że owe plotkarskie informacje propagowała w artykułach nie kto inny, tylko jej przyjaciółka… Elizabeth Gaskell. Dziś wiadomo, że w swojej biografii znana później powieściopisarka wiele wątków pominęła lub mocno przejaskrawiła. Mimo obalenia pewnych mitów i odkrycia nowych faktów, trudno czytelnikom na całym świecie rozstać się z wersją życia i twórczości stworzoną najpierw przez samą pisarkę, a potem przez jej przyjaciółkę. Dlatego losy i dzieła rodzeństwa mieszkającego na dzikich wrzosowiskach rozpalają i nadal będą rozpalać nasze serca i umysły.

 

Biedna, mała genialna kobieta

Uznałam, że częścią Jego wielkiego zamysłu jest, by jedni dotkliwie cierpieli za życia, i miałam głęboką pewność, że ja sama znajduję się w ich liczbie. 

(Charlotte Brontë, Villette, przeł. Anna Przedpełska-Trzeciakowska)

 

Charlotte jawi się jako osoba pełna sprzeczności. Juwenilia, powieści i listy przekazują nam bardzo skomplikowany i mocno niejednoznaczny obraz jej postaci. Wychowywała się wraz z rodzeństwem wśród dzikich wrzosowisk północnej Anglii, w pełnej izolacji od rówieśników, a ojciec – poeta i pastor – od najmłodszych lat traktował ją jak osobę dorosłą: dyskutował z nią o polityce, karmił lekturą najlepszej prasy angielskiej i organizował lekcje malarstwa. Właśnie w takim otoczeniu, na głuchej wsi, wyrosła tajemnicza i wyjątkowa kobieta. W wieku ośmiu lat doznała wstrząsu, gdyż straciła dwie starsze siostry, co zaważy na jej całym późniejszym życiu. Od tej pory będzie obsesyjnie przeżywać troskę o przyszłość młodszego rodzeństwa.

Kluczowa i wiarygodna jest teza, że właśnie z powodu chęci zabezpieczenia bytu materialnego Emile i Anny Charlotta postanowiła przypisać im autorstwo dwóch powieści, gdyż publikacja utworów, jak się przekonała, zapewniała niemałe dochody. W bezpośrednim kontakcie Charlotte sprawiała wrażenie osoby skrytej i nieśmiałej, ale w korespondencji stawała się bardzo otwarta i pewna siebie. Z listów wyłania się portret dumnej, niezależnej i szukającej miłości, ale jednocześnie trochę zagubionej, nadwrażliwej i smutnej kobiety. Miała bardzo bogate wnętrze i życie uczuciowe. Nie bez znaczenia jest także fakt, że cechowała ją skłonność do popadania w depresje nerwicowe, nawiedzały ją różne wizje, a silne doznania duchowe niszczyły jej wątły organizm. Zamykała się wtedy w pokoju i długo go nie opuszczała. Taiła ciemną stronę swojej osobowości przed światem, tylko w powieściach, na przykład w Profesorze, nie wprost ujawniała demony w niej drzemiące.

Charlotte przeżywała emocje podobne do tych, które znamy z Wichrowych wzgórz - nieakceptowane i nierozumiane przez świat, do dziś uważane za histerię i tłumione psychotropami. Te bolesne chwile opisała zresztą w Villette i Profesorze. Po ukazaniu się Villette najsławniejszy wówczas pisarz angielski, William Thackeray, zanotował wielce wymowne słowa: Biedna, mała genialna kobieta. Myślę, że wiele mogę z tej książki wyczytać o jej życiu. Stwierdził tym samym, że to właśnie w tej powieści Bronte stworzyła swój prawdziwy autoportret. Po śmierci Branwella, Emile i Anny wiodła niejako podwójne życie: ciche, monotonne i naznaczone cierpieniem na plebanii oraz literackie w Londynie.

 

Bolesne rozdarcie

 

W drugim życiu najwięcej empatii okazali jej wydawca, George Smith, który zachęcał ją do dalszego pisania, oraz jego matka. Jako jedyna z sióstr tęskniła za światem, chciała wymykać się z domu, podróżować i przeżywać przygody, ale jednocześnie nie potrafiła poza nim funkcjonować i się od niego uwolnić. To rozdarcie: tęsknota za domem i tęsknota za światem, jest dla biografów i czytelników uderzające i intrygujące. W szkolnych latach zadziwiała koleżanki fenomenalną pamięcią i erudycją. Jej przyjaciółka, Mary Taylor, wspominała, że jej imponująca wiedza często peszyła jej rówieśniczki i że Charlotte znała na pamięć wiele poetyckich utworów. Trzeba dodać, że zarówno Branwell, jak i Charlotte wykazywali objawy podobne do syndromu sawanta (rzadki stan, kiedy osoba umysłowo upośledzona jest wybitnie uzdolniona, co zwykle łączy się z doskonałą pamięcią). Podobnie jak siostra, Branwell miał wrodzone umiejętności, na przykład potrafił pisać jednocześnie obiema rękami w dwóch różnych językach! Charlotte chciała być w oczach świata postrzegana jako inna osoba niż ta, którą była w rzeczywistości, jako spokojna i zrównoważona, dlatego starała się zacierać wszelkie ślady po swoim prawdziwym Ja. Relacje z epoki, które cytuje Eryk Ostrowski, zawierają wzmianki o jej olbrzymich, bardzo pięknych oczach i ich przeszywającym do głębi spojrzeniu, co w połączeniu z jej drobną, niską posturą musiało wywoływać wstrząsające wrażenie na tych, którzy ją spotkali. Niewątpliwie była osobowością charyzmatyczną i naznaczoną geniuszem. W życiu prywatnym dużo cierpiała, być może doświadczenie utraty sióstr i brata złamało jej ducha, ale w wyobraźni i twórczości wznosiła się na wyżyny. Stworzyła przejmujące arcydzieła literatury światowej. Na kartach powieści przeistaczała się w kogo tylko chciała, choćby w lepszą wersję samej siebie, czego przykładem jest postać Jane Eyre. Do dziś utożsamia się ją z bohaterkami, które wykreowała. Swoją najsłynniejszą powieścią, Jane Eyre, zastąpiła własną biografię, jak słusznie stwierdza Ostrowski. Potrafiła pisać z zamkniętymi oczami, a nawet - według kanadyjskiej badaczki, Michele Carter - tworzyć swoje utwory anagramowo.  

 

[…] umiejętność pisania z zamkniętymi oczami, którą Charlotte Brontë praktykowała od najwcześniejszych lat, ułatwiała jej bezpośrednie przenoszenie wizji na papier, bez potrzeby skupiania się na samej czynności zapisywania.

 

Plebania  i ruch wolnomularski

Książka Carter, jak pisze Ostrowski, ujawnia drastyczne szczegóły z biografii pisarki. Jest pierwszą pracą, która odkrywa dawno zapomniane lub zatajone sprawy oraz jej fascynację doktryną masońską. W arkana wiedzy wolnomularskiej wtajemniczał Charlotte od wczesnej młodości jej brat. Charlotte miała wrodzoną umiejętność tworzenia anagramów. Wpisywała je w swoją twórczość literacką i epistolarną. To właśnie z tajnego języka wyłaniają się ponoć, zdaniem kanadyjskiej biografki, prawdziwe wizerunki rodzeństwa. W opinii Ostrowskiego odczytanie Carter jest raczej nadużyciem, wolną interpretacją, ale jednocześnie jej wywody cechują matematyczna precyzja i konsekwencja metody. Zdaje się więc, że należy poważnie potraktować jej główne hipotezy.

Jedna z takich hipotez brzmi szokująco: mianowicie badaczka dedukuje, iż Branwell miał otruć arszenikiem ciotkę, która opiekowała się rodzeństwem po śmierci matki, gdyż chciał w ten sposób przejąć jej majątek. Innymi wnioskami Carter wysnutymi z anagramów, listu Charlotte do Williamsa i nielicznych bezpośrednich relacji, są tezy, że jedyny brat pisarki był uzależniony od alkoholu i wdychania terpentyny już od dwunastego roku życia oraz że popełnił samobójstwo. Co więcej, Carter odsłania, że plebania wcale nie była tak spokojnym miejscem, jak przyjęło się powszechnie uważać, gdyż była mocno zaangażowana w ruch wolnomularski, który zbierał bogate żniwo wśród ludzi (najczęściej dochodziło do zbrodni na tle majątkowym) i że Charlotte nieustannie bała się miejscowych masonów oraz nagłej śmierci. Ponieważ w wiosce testamenty często fałszowano, nie wierzyła w ich moc; być może dlatego zmieniła swoją ostatnią wolę, co zawsze badaczom wydawało się podejrzane. Ze śledztwa Carter wynurza się prawdziwie mroczny i dramatyczny obraz rodziny Brontë, bo do wspomnianych hipotez badaczka dodaje problemy alkoholowe pastora, które sprawiały, że przyszła pisarka rzadko opuszczała dom, niechętnie przyjmowała gości i że szybko musiała wrócić z Brukseli, gdzie pracowała jako nauczycielka na pensji małżeństwa Hegerów. Po powrocie zastała schorowanego ojca popijającego z wikarym. Ponadto dowiadujemy się, że została zgwałcona przez pomocnika pastora, Arthura Nichollsa, a następnie, by zatuszować skandal, postanowiła go poślubić.

Zdaniem Ostrowskiego, biografka nie jest daleka od prawdy, ale błędnie wyprowadza wnioski. Spośród wszystkich przez nią przedstawionych przesłanek najbardziej przekonująca jest teza o wpływie złej, masońskiej rzeczywistości wioski na życie i twórczość Charlotte. Ale czy to coś zmienia w naszym postrzeganiu jej postaci i dzieł? Czy na nowo wyświetlają fenomen jej pisarstwa i pomagają rozwikłać tajemnicę jej geniuszu? Te pytania pozostają otwarte.

 

Rola literatury

Jak zauważa Ostrowski, [...] dla Charlotte pisanie było dążeniem i realizacją wyimaginowanego celu. Alternatywnym życiem, w którym mogła zwyciężać. Literaturę traktowała niezwykle poważnie, miała wobec siebie na tym gruncie olbrzymie wymagania, jej miarą wartościowała ludzi. Cechował ją olbrzymi samokrytycyzm, nie stosowała wobec siebie taryfy ulgowej i tego samego oczekiwała od innych. Nie lubiła fałszu i zakłamania. Literatura ma, jej zdaniem, ukazywać prawdę o człowieku, z całym jego jestestwem, winna pozwalać czytelnikom odkrywać siebie. Powinna odzwierciedlać wnętrze autora, ukazywać jego uczucia. Od dziecka Charlotte żyła słowem pisanym, było dla niej świętością. Wraz z Branwellem, z którym łączyła ją silna więź, tworzyła fikcyjne światy. Tak bardzo się utożsamiała z wykreowanymi postaciami angriańskimi, że znalazła się na granicy obłędu. Uważnie śledziła i czytała wszelkie recenzje na temat opublikowanych powieści, a nawet je komentowała, a gdy zaczęły pojawiać się wątpliwości co do ich autorstwa, a potem pytania o rzeczywistą Charlotte i jej prawdziwe życie, stworzyła szkice biograficzne, których nikt później nie śmiał podważać, bo je zaciekle ripostowała, a właściwie nawet mało kto próbował je weryfikować. Jej przyjaciółka, Mary Taylor, zniszczyła wszystkie listy Charlotte, z wyjątkiem tego, w którym opisała legendarną wizytę pisarki w biurze wydawcy, George’a Smitha, latem 1848 roku. Dlaczego Taylor je spaliła? Czyżby chciała uchronić dobre imię swojej sławnej przyjaciółki? Co pisarka chciała ukryć przed światem? Dlaczego tak bardzo zależało jej na anonimowości?

Może po prostu nie chciała dzielić się swoim prywatnym życiem. Pragnęła mieć nad nim kontrolę sięgającą poza grób - co jej się udało - jak stwierdza Ostrowski. Dysponując jedynie przypuszczeniami, nielicznymi dokumentami (w tym listami), pokaźnymi juweniliami i utworami literackimi, autor pierwszej polskiej biografii pisarki stara się z dużą empatią i wrażliwością doczytać sens jej losów i twórczości. Skupia się między innymi na jej bogatym życiu uczuciowym. Zauważa na przykład, że jej […] listy do Hégera mówią w zasadzie wszystko o jej masochistycznych skłonnościach do poniżania się przed mężczyzną. Podobnie wizerunek maltretowanej psychicznie i fizycznie Isabelli Linton w Wichrowych wzgórzach, która tarza się u stóp Heathcliffa ze słowami miłości na ustach.

 

Wielki pisarz, nieszczęśliwy człowiek 

Marzenia o zostaniu wielkim pisarzem spełniły się, ale w życiu osobistym Charlotte ponosiła porażki. Raczej niefortunnie lokowała swoje uczucia, najpierw zakochując się nieszczęśliwie i bez wzajemności w małżonku chlebodawczyni, a potem w swoim wydawcy, który, co ciekawe, zapytany po latach, czy kochał się w Charlotte, odparł, że nigdy nie był ani trochę w niej zakochany, ale to nie przeszkodziło mu w tym, aby poprosić ją o rękę, o czym świadczy zachowany pierścionek zaręczynowy. Smith próbował nawet pozbyć się w pewnym sensie swojego rywala. Posunął się do tego, że wysłał do Indii w interesach firmy jednego ze swych pracowników, gdy tylko odkrył, iż również stara się on o względy Charlotte. O uczuciu Charlotte do Constantina Hegera, które narodziło się w czasie jej pobytu na pensji, wiemy dzięki przypadkowi, gdyż pokaźną część korespondencji przyszłej pisarki profesor zniszczył. Zatrzymał tylko cztery listy, które po wizycie Elizabeth Gaskell podarł. Jednak żona Constantina Hegera, wiedziona tajemniczą intuicją, skleiła je i schowała w szkatułce… z klejnotami. Heger odkrył je po śmierci żony, w 1890 roku. Ale to nie koniec zadziwiających zdarzeń związanych z epistołami miłosnymi Charlotte. Otóż profesor wyrzucił listy ponownie. Tym razem z kosza wydobyła je jego córka i osiemnaście lat po śmierci ojca, w 1913 roku, przekazała je do Muzeum Brytyjskiego. Z listów wyłania się portret zmysłowej Charlotte i jej niepohamowana namiętność.

 

Bóg ociera łzy

Można przeczytać w różnych świadectwach i książkach, że była niepozorna i niezbyt ładna, a jednak otrzymała więcej propozycji małżeńskich, niż się powszechnie domniemywa. Do takich odkryć trzeba jednak docierać po poszlakach, ponieważ pisarka zniszczyła wiele ważnych listów. O mężu Charlotte wiadomo też niewiele. Nieliczne źródła na jego temat pochodzą od najbliższego otoczenia pisarki, które nie było mu przychylne. Ostrowski podkreśla, że oprócz świadectw przyjaciółek pisarki nic nie wskazuje na złe relacje między nią a mężem. Przez długi czas tłumił swoje uczucie do Charlotte. Od jakiegoś momentu on też nie był jej obojętny. Nie ma pewności, jak naprawdę wyglądały jego oświadczyny, do których doszło ponoć 13 grudnia 1852 roku. Po jego wizycie natychmiast udała się na rozmowę do ojca, który wpadł w potężny gniew. W przekonaniu miejscowych córka pastora została tego wieczoru „naruszona”. Następnego dnia Charlotte odmówiła Nichollsowi. Napisany po tej wizycie wikarego list Charlotte zakończyła słowami: Że ma ku mnie skłonności i pragnąłby mojej wzajemności - podejrzewałam od dawna, ale nie znałam stopnia jego uczucia. W maju wikary opuścił Haworth, a kiedy w styczniu i kwietniu przyjedzie na parę dni w okolice wioski, dojdzie do potajemnych schadzek, które zakończą się zaręczynami. Charlotte obawiała się związku z ubogim, nie dorównującym jej horyzontami Nichollsem, ale małżeństwo przyniosło jej ukojenie. Jej duchowa szarpanina ustała. Prawdopodobnie go pokochała. W ostatnim roku życia zaznała dużo ciepła i spokoju, o czym świadczy jej korespondencja, choć słowo „miłość” ani razu w niej nie padnie. Duże kontrowersje wzbudza jeden z jej listów do Ellen Nussey z 1854 roku, pełen niejednoznaczności i niedomówień. Różne dywagacje snują na jego kanwie biografowie. Elizabeth Gaskell w swojej książce o pisarce podsumowała jej małżeństwo słowami: Bóg ociera łzy. I pozostańmy przy interpretacji, że doznała wyzwolenia jako kobieta, że w końcu po tylu latach samotności znalazła spełnienie w drugim człowieku, jak pisała w liście z podróży poślubnej: godnym zaufania, honorowym i skromnym.

Autorstwo powieści, życie osobiste, domniemane romanse i wiele innych zagadek... Niewyjaśniona pozostała również przyczyna śmierci Charlotte Brontë i to, czy rzeczywiście była w ciąży, gdy umierała. Wśród jej przyjaciół byli tacy, którzy dawali do zrozumienia, że pisarka została nawet zamordowana… Jedno nie ulega wątpliwości: była wybitną pisarką, człowiekiem o charyzmatycznej i rozdartej zarazem osobowości oraz kobietą przez całe życie uporczywie szukającą miłości. Poza tym wielką mistyfikatorką, bo stworzyła legendę o trzech genialnych siostrach, do dziś przyjmowaną i niemożliwą do obalenia całkowitego, więc można powiedzieć, że odniosła zwycięstwo zza grobu.

W finale swojej pięknej, poetyckiej i poruszającej do głębi książki Eryk Ostrowski podsyca jeszcze bardziej ciekawość czytelników, pisząc o kulcie Charlotte Brontë, który powstał jeszcze za jej życia i trwa po dziś dzień:

Mówią, że wciąż jest. Że nie opuściła tego domu.

W internecie można obejrzeć film dokumentalny, w którym członkowie Towarzystwa Rodziny Brontë utrzymują, że Charlotte Brontë nadal przebywa na plebanii w Haworth. Ktoś twierdzi, że jej obecność jest żywa i wyczuwalna w kaplicy, gdzie pochowani są wszyscy członkowie rodziny oprócz Anne. Jakaś kobieta trzyma na kolanach pośmiertną maskę, czule ją gładzi, z przekonaniem mówiąc, że to pośmiertna maska Charlotte. Inna pokazuje nawet zdjęcie otwartych frontowych drzwi plebanii, na którym widać wyraźny cień stojącej w nich kobiecej postaci – przesłania schody prowadzące na piętro... Starsza kobieta stanowczo utrzymuje, że kiedy robiła zdjęcie, nikogo w drzwiach nie było... 

Nie odeszła, jest – mówią...

 

Charlotte kochała życie, kurczowo się go trzymała, bo - jak napisała w Villette, powieści uważanej za jej prawdziwa autobiografię oraz studium samotności i umysłu kobiety - życie jest zawsze życiem, bez względu na cierpienia, jakie powoduje, na ciosy, jakie zadaje. Twardo stąpała po ziemi. Być może dlatego wciąż czuć jej obecność. Wybrańcy bogów nigdy nie odchodzą. 

 

Sekret Wichrowych wzgórz

Autorstwo tej pełnej okrucieństwa i barbarzyńskości powieści to jedna z największych zagadek w historii literatury. Od stu pięćdziesięciu lat badacze bezskutecznie poszukują Wichrowych wzgórz w życiu Emily Brontë. W przekonaniu Ostrowskiego nie mogła ona stworzyć takiego dzieła, gdyż nie miała talentu pisarskiego, na co wskazują zachowane nieliczne jej listy. Są też inne poszlaki świadczące o tym, że to nie Emily popełniła tę mroczną i przedstawiającą brutalne formy przemocy powieść… Chociażby - jej osobowość, zbyt była bowiem delikatna i religijna. Przyjmuje się, że najmłodsza z sióstr, Anne, była człowiekiem skrytym, bogobojnym i wyciszonym. Starsza od niej Emily to wielka introwertyczka, z upodobaniem odbywająca długie, samotne wędrówki po wrzosowiskach. Dokumenty pozostawione przez Emily niezbicie wykazują, że pisaniem zajmowała się rzadko. O wiele bardziej pochłaniało ją rysowanie. Stylistyka odkrytych Notatek urodzinowych pisanych przez nią samodzielnie lub razem z Anne zbiła badaczy z tropu, gdyż nie daje podstaw do stwierdzenia o tym, że Emily stworzyła Wichrowe wzgórza, a Anne napisała książkę uznaną przez irlandzkiego pisarza, George’a Moora, za najdoskonalszą opowieść prozą, jaka powstała w języku angielskim (the most perfect prose narrative in English letters), czyli Agnes Grey. O ciemnej stronie natury ludzkiej wiedzieli znacznie więcej Branwell i właśnie Charlotte. To oni też najlepiej orientowali się w kryminalnych dziejach Haworth oraz masońskich praktykach.

Emily rzadko opuszczała dom, jej codzienne życie wypełniały obowiązki gospodarskie i mało prawdopodobne jest, aby znała ciemne zakamarki wioski i bywała w oberży, gdzie spotykali się miejscowi. W zajeździe „Pod Czarnym Bykiem”, a potem we własnym lokalu masoni organizowali „nabożeństwa”, których echa widoczne są w trzecim rozdziale Wichrowych wzgórz. Oprócz zorganizowanego ruchu wolnomularskiego, do którego należał od 1836 roku Branwell, mieszkańców wioski jednoczyło picie, uprawianie hazardu i przejmowanie majątków. Biografka kanadyjska, nawet nie zahaczając o wątek autorstwa powieści, podjęła próbę wskazania osób z Haworth silnie zaangażowanych w ruch masoński, które mogły stać się prototypami bohaterów Wichrowych wzgórz. Niektórzy badacze wysuwali wniosek, że autorem powieści jest Branwell, o czym świadczy jej zdecydowanie męski charakter. Żeńska płeć, według nich, nie przystaje do języka i treści utworu, a także do ówczesnej obyczajowości kobiet. Warstwy językowej i tematyki powieści nie wyjaśnia również pisana w wysokim stylu, religijno-filozoficzna poezja przypisywana Emily. Z drugiej jednak strony po odkryciu i opublikowaniu nieznanych juweniliów Charlotte i Branwella biografowie dostrzegli, że młodzieńcze opowieści Charlotte o Angrii, których fragmenty przytacza Ostrowski, napisane są równie twardą męską ręką. Biograf wyraża przekonujący pogląd, że Charlotte i Branwell, których łączyła silna więź, wręcz pokrewieństwo dusz, napisali powieść razem:

 

Wydaje się, że sekretem Wichrowych wzgórz nie jest tak naprawdę inne autorstwo, autorstwo drugiej siostry, ale to, że autorów było dwóch. Na równych prawach, idących łeb w łeb, zwalczających siebie nawzajem, poszukujących i dopełniających się dokładnie tak, jak czynią to Heathcliff i Catherine.

 

Jedną z poszlak wiodących do postawienia takiej tezy jest fakt, że:

[…] w maju 1853 roku, cztery miesiące po ukazaniu się Villette, Charlotte Brontë pisze utwór, którego nigdy nie ukończy. Nadaje mu tytuł "Dzieje Willie’ego Ellina”. Badacze zgodni byli co do tego, że tekst stanowi przede wszystkim nawiązanie do... Wichrowych wzgórz... 

 

Jedynym recenzentem, który po ujawnieniu przez Charlotte w Szkicu biograficznym Ellisa i Actona Bellów tożsamości sióstr nie dał wiary jej wyjaśnieniom i nadal utrzymywal, że wszystkie trzy powieści napisał jeden autor, był poeta i krytyk Sydney Dobell. Również wydawca Emily i Anne, Thomas Cautley Newby, który jako jedyny widział rękopisy wszystkich książek (w tym także Profesora), twierdził, że powieści pisane były jedną ręką. Miało to być pismo Charlotte, która prowadziła z nim korespondencję, podpisując swoje listy jako Currell Bell. Nie ma żadnych dokumentów, w których Emily i Anne mówiłyby cokolwiek na temat swojej twórczości. O ich działaniach na polu literackim wiemy jedynie od Charlotte. Nie zachowały się rękopisy Wichrowych wzgórzAgnes Grey i Lokatorki Wildfell Hall. Żeby położyć kres pojawiajacym się domysłom, że autor jest jeden, latem 1848 roku Charlotte wyciągnęła z domu Anne i pojechała z nią do wydawcy. Po co urządzała taka maskaradę? Nie znajdujemy odpowiedzi.

 

Różnymi tropami podążają biografowie i historycy literatury, by rozwikłać zagadkę autorstwa powieści o skomplikowanych związkach dwóch pokoleń sąsiadujących ze sobą mieszkańców Wichrowych Wzgórz i Drozdowego Gniazda, będących przejawem odwiecznej walki dobra i zła, miłości i nienawiści. Można by długo wymieniać skrawki informacji i wszelkie poszlaki. Jednak prawdopodobnie nigdy nie poznamy tajemnicy. Jakkolwiek było - wybitne dzieło wciąż żyje w sercach i umysłach czytelników na całym świecie.

 

Wszystkie cytaty zaznaczone kursywą pochodzą z książki Eryka Ostrowskiego, Charlotte Brontë i jej siostry śpiące, Wydawnictwo MG, Kraków 2013.

1

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy