Wstydliwe początki powieści grozy

Autor: Sławomir Krempa
Okładka publicystyki dla Wstydliwe początki powieści grozy z kategorii Brak kategorii

Kiedy w 1764 roku ukazało się Zamczysko w Otranto. Powieść gotycka autor książki, Horace Walpole nie chciał podpisać się pod swoją pracą, "gotyckość" kojarzona była bowiem z ciemnotą i barbarzyństwem. Pierwszy nakład rozszedł się w ciągu kilku dni, a Walpole postanowił przypisać autorstwo książki Onofriowi Muralto, fikcyjnej postaci, siebie zaś sprowadził do roli tłumacza znalezionego cudem we Włoszech rękopisu, pochodzącego rzekomo z 1529 roku. Trzecie wydanie ukazało się w ciągu dwóch miesięcy i tym razem Walpole sygnował książkę własnym nazwiskiem. Pisarz nie spodziewał się jednak, że tym samym zapoczątkował nurt literacki, który największe triumfy święcił będzie w wieku XX i XXI. To także dzięki niemu odnieśli sukces Stephen King, Anne Radcliffe czy Graham Masterton. 

Akcja Zamczyska w Otranto rozgrywa się w gotyckim zamku, bezprawnie zajmowanym przez księcia Manfreda i jego rodzinę. Obserwujemy śmierć nastoletniego syna Manfreda, który ginie, przygnieciony przez olbrzymi szyszak, należący do ostatniego prawowitego dziedzica zamku. Ciąg dramatycznych zdarzeń, rozgrywających się w przerażającej scenerii, prowadzi do ostatecznego celu - wymierzenia sprawiedliwości. I skruchy głównego bohatera, który w wyniku przeżytej grozy przechodzi swoiste katharsis. A wraz z nim katharsis przeżywają również identyfikujący się z Manfredem czytelnicy. 


Wzniosłe korzenie powieści grozy

Pierwotnie powieść grozy bardzo mocno wiązała się z estetyczną kategorią wzniosłości. Odnieść ją można do sytuacji, w której człowiek staje w obliczu wielkości przytłaczającej, pozostającej poza granicami obliczenia, zmierzenia czy naśladowania. Mówiono pierwotnie o wzniosłości w kontekście bezkresu natury. Dziś podkreśla się, że wzniosłość prowadzi rozum ludzki do sprzeczności, bowiem ujawnia granice możliwości poznawczych człowieka wobec ogromu świata. Wzniosłość dobrze odzwierciedlają emocje człowieka stojącego wobec ogromu wysokich gór, które wydają się jednocześnie i piękne, i groźne. 

W przypadku powieści grozy człowiek staje w obliczu zjawisk, których nie może ogarnąć rozumem. Z którymi praktycznie nie może walczyć, przed którymi nie może się bronić dostępnymi sobie środkami. Pierwotnie atmosferę rozgrywających się na kartach powieści grozy wydarzeń współtworzyła mroczna sceneria. Akcja rozgrywała się w mrocznych zamczyskach, na mokradłach, w pobliżu tajemniczych ruin. Dziś reguła ta coraz częściej jest zaburzana. Groza wkracza do miejsc doskonale nam znanych. Do małych amerykańskich miasteczek (Stephen King) czy na polską prowincję (Stefan Darda). Im pisarz lepiej ukazuje miejsca, w których rozgrywa się akcja, ludzi zamieszkujących daną miejscowość, tym większe jest później zaskoczenie, gdy w świat najzupełniej prawdziwy wkracza to, co nieznane. 

Ludowość grozy

W końcu XVIII i w początkach XIX wieku coraz częściej sięgano w powieści gotyckiej po ludowe inspiracje. Bohaterami tych książek były istoty z pogranicza baśni, legend i... rzeczywistości. Z niezwykłej galerii postaci wkrótce wyłoniły się istoty doskonale znane współczesnej popkulturze. 

Jednym z kluczowych źródeł inspiracji były Baśnie braci Grimm, które ukazały się w 1812 roku. Grimmowie poszukiwali najstarszych pierwowzorów nordyckich podań, mitów i legend. Mamy tu dużą dozę brutalności i przemocy, mamy istoty nie z tego świata - elementy nieodzowne we współczesnej powieści grozy. 

Byron jako "ojciec grozy"?

Bardzo wiele powieść grozy zawdzięcza postaci George'a Byrona, jednego z najwybitniejszych angielskich dramaturgów i poetów doby romantyzmu. To postać ogromnie barwna - Byron był bowiem nie tylko szlachcicem, ale też podróżnikiem, awanturnikiem i bohaterem licznych skandali obyczajowych. W 1816 roku Byron rozpoczął podróż po Europie, w której towarzyszył mu John William Polidori, który rok wcześniej uzyskał tytuł doktora medycyny. U boku arystokraty pełnił on rolę osobistego lekarza, ale jego zadaniem było też spisywanie dzienników z podróży. Postać pracodawcy musiała mocno na niego wpłynąć. W kwietniu 1819 roku ukazała się powieść The Vampyre. Wydawca dodał do niej dopisek "by Lord Byron", sugerując, że to właśnie Byron był autorem powieści. Szybko jednak Byron zdementował te plotki, wskazując na Polidoriego jako na prawdziwego autora. Pozostały jednak "smaczki" w postaci podobieństwa głównego bohatera - Lorda Ruthvena - do romantycznego twórcy. Ruthven przypominał Byrona ze względu na miłosne podboje, arystokratyczne pochodzenie. Był pociągający, nie stronił od seksu.

Oczywiście, są i inne inspiracje dla postaci wampira. Zwane "upiorami" lub "wąpierzami", wywodziły się z wierzeń ludowych. Później ich pochodzenie wywiedziono od biblijnego Kaina, który wraz z całym potomstwem miał zyskać wieczne życie, ale i wieczne potępienie. Pisano czasem, że wampiry powstały za sprawą czarów czy kląw, czasem określano je jako odrębny wytwór ewolucji. Wspomnianego już wampira Ruthvena czytelnicy pokochali - w XIX wieku był nie mniej znany niż współcześnie Vlad Dracula czy Frankenstein. Swoją drogą - i na tę postać Byron wywrzeć musiał niemały wpływ. 

Arystokratyczne spotkania z dreszczykiem

Byron był gospodarzem spotkań, które mocno wpłynęły na rozwój powieści grozy. W szwajcarskiej willi Byrona spotykali się arystokraci, z których część później zapisała się w historii literatury. Czytano wówczas na głos zbiór opowiadań Tales of the Dead - anonimowe tłumaczenie francuskiej książki Fantasmagoriana. Tak spotkania te wspomina jedna z uczestniczek:

Spędziłam lato 1816 roku w okolicach Genewy. Było wyjątkowo zimno i deszczowo i wieczorami zbieraliśmy się przy kominku, delektując niemieckimi opowiadaniami o duchach. Te baśnie budziły w nas chęć, by je naśladować. Dwoje przyjaciół […] oraz ja postanowiliśmy, każde z osobna, wymyślić historię opartą na fenomenach nadprzyrodzonych.

Uczestniczką tą była Mary Shelley. Autorka Frankensteina, albo współczesnego Prometeusza.

Strach przed nauką

Czasem - tak stało się właśnie w przypadku Shelley - miast duchów i wampirów grozę budzić miały możliwości współczesnej nauki. Shelley pod wpływem wspomnianego spotkania u Byrona zaczęła tworzyć swą słynną powieść. Pisarka wspomniała w swych notatkach, że ostatecznie cała historia ukształtowała się w czasie snu. Ujrzała wówczas człowieka uprawiającego zakazane praktyki medyczne, który pochylał się nad swym tworem. 

Frankenstein nie był typową powieścią grozy. Shelley zależało bowiem przede wszystkim nad tym, by przestrzec czytelników przed osiągnięciami współczesnej medycyny i przed nadmiernymi aspiracjami, za sprawą których człowiek pragnie stać się równy Bogu i decydować o losach stworzonego przez siebie życia (nie bez powodu Shelley mówiła o nim "Adam", choć w powieści nie ma swego imienia, a przez czytelników błędnie nazywany bywa Frankensteinem). Naukowiec i filozof, Wiktor Frankenstein, przywrócił do życia pozszywaną z części ciał innych ludzi istotę. Stwór ten w wyniku przerażenia, jakie budził wśród ludzi, został odrzucony przez społeczność. Początkowo bezinteresowny i dobroduszny, szybko przeistoczył się w mordercę. W krótkim czasie stał się postacią kultową, eksploatowaną przez kulturę popularną do dzisiaj.

Dlaczego chcemy się bać? 

Bardzo różnie psychologowie wypowiadają się na temat naszych poszukiwań uczucia strachu. Zgadzają się jednak co do tego, że choć stałe poczucie zagrożenia i niepewności wyniszcza, to przeżywane w warunkach kontrolowanych, może mieć działanie oczyszczające. Krótko mówiąc: zapewne nie chcielibyśmy ramię w ramię z Van Helsingiem walczyć z wampirami. Ale czytanie o tym w bezpiecznym i wygodnym fotelu sprawia nam niekłamaną przyjemność. 

Klasyk gatunku, H.P. Lovecraft pisze, że groza łączy się z pierwotną, zakorzenioną w psychice fascynacją wszystkim tym, co jest nadnaturalne, cudowne. Pomimo strachu, to, co jest obce, nadprzyrodzone, pociąga nas i kusi. 

Z drugiej strony w pracach psychologów czytamy, że współcześnie nasze życie wydaje się bardzo przewidywalne, "bezpieczne". Literatura i kino grozy pozwalają na uzyskanie sporego "zastrzyku" adrenaliny, a jednocześnie zachowanie poczucia bezpieczeństwa - w końcu w każdej chwili możemy filmowy horror wyłączyć, a powieść grozy odłożyć. Ale jest i inny aspekt sprawy:

- Gdy żyjemy w ciągłym napięciu, przeżywamy permanentny stres w pracy, mamy problemy z nierozwiązanymi i niewyjaśnionymi emocjami. Wtedy szukamy możliwości dostarczenia sobie dawki kontrolowanego strachu, np. oglądając horrory, czy skacząc na bungee. Gdy lądujemy bezpiecznie na ziemi czujemy ulgę. Ten stan jest często planowany i wyczekiwany przez wiele tygodni. - mówi psycholog Piotr Mosak w rozmowie ze "Zwierciadłem". 

Potworność fascynuje nas, ponieważ odwołuje się do konserwatywnego republikanina w trzyczęściowym garniturze, którego wszyscy mamy w sobie. Kochamy potworności i potrzebujemy jej, ponieważ utwierdza ona porządek, którego wszyscy jako istoty ludzkie łakniemy - pisze Stephen King.

Wyróżnia się w psychologii kilka typów ludzkiej osobowości. 21% populacji dotyczy typ D - typ ludzi poszukujących celowo i systematycznie nowych wrażeń. A 21% populacji to całkiem spora grupa potencjalnych czytelników. Nie trzeba się więc obawiać, że horror w literaturze czy kinie zniknie. Należy raczej przypuszczać, że najlepsze czasy gatunek ten dopiero ma przed sobą. 

1

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy