Zamach majowy w oczach sowieckiej dyplomacji

Autor: Beata Bednarz
Okładka publicystyki dla Zamach majowy w oczach sowieckiej dyplomacji z kategorii Brak kategorii

Nie zdążył jeszcze Skrzyński wziąć się do roboty, a już na scenie pojawił się zasłużony marszałek, rycerz bez strachu i skazy, współczesny Zagłoba − Piłsudski.

 

Pod tymi pełnymi ironii słowami podpisałby się w połowie lat dwudziestych ubiegłego wieku każdy polski przeciwnik Józefa Piłsudskiego i wróg sanacji. Ich autorem jest jednak akredytowany w Warszawie sowiecki dyplomata Piotr Wojkow, który w ten sposób opisywał swoim przełożonym sytuację panującą w Polsce po powołaniu rządu Aleksandra Skrzyńskiego oraz manifestacji generałów i oficerów w Sulejówku 15 listopada 1925 roku. Dzięki odtajnionym przez Rosjan materiałom moskiewskiej centrali Ludowego Komisariatu Spraw Zagranicznych (LKSW), a także zagranicznych placówek, głównie w Warszawie i Berlinie (nie wszystkich dokumentów, gdyż Rosjanie wciąż blokują dostęp do materiałów archiwalnych dotyczących całego okresu dwudziestolecia międzywojennego), możemy spojrzeć na zamach majowy oczami sowieckiej służby dyplomatycznej. Na podstawie nieznanych dotąd dokumentów krakowski historyk Mariusz Wołos, którego książka O Piłsudskim, Dmowskim i zamachu majowym. Dyplomacja sowiecka wobec Polski w okresie kryzysu politycznego 1925−1926 właśnie ukazała się nakładem Wydawnictwa Literackiego, stworzył fascynujący obraz przewrotu majowego. Dzięki niej możemy poznać kierunki działania sowieckiej machiny państwowej i propagandowej wobec II Rzeczypospolitej w połowie lat dwudziestych ubiegłego wieku.

Od początku władzy sowieckiej Polska z racji swojego położenia geograficznego znajdowała się stale w sferze zainteresowań moskiewskich decydentów. Jak stwierdza Mariusz Wołos, po rewolucji październikowej Polska nie była celem ostatecznym na drodze do zaspokojenia imperialnych dążeń sowieckich decydentów, ale jedynie wstępnym, acz ważnym ku temu etapem. I to właśnie w niemałym stopniu determinowało zadania wyznaczone sowieckiej dyplomacji oraz Komunistycznej Partii Polski. Tak zarysowane tło jest ważne, aby lepiej zrozumieć zagadnienia opisane w przełomowej publikacji poświęconej istotnemu fragmentowi dwudziestowiecznej historii Polski, a mianowicie kryzysowi politycznemu w latach 1925−1926 obserwowanemu przez Sowietów. Mamy wyjątkową szansę zapoznania się z poglądami decydentów systemu bolszewickiego, realizującego politykę imperialistyczną, na majowy zamach stanu, a także na poprzedzające go wydarzenia rozgrywające się na międzywojennej scenie politycznej.

 

 

Carobójca dyplomatą w Polsce

Na stanowisko swojego przedstawiciela dyplomatycznego w Warszawie, tzw. połpreda, władze sowieckie wysłały w 1924 roku człowieka, na którym ciążyło piętno carobójcy. Przyjazd Piotra Wojkowa, który miał na rękach krew niewinnych dzieci ostatniego z dynastii Romanowów cara Mikołaja II, wywołał w Polsce burzę. Wojkow pełnił swoją funkcję do 1927 roku, gdy został zamordowany. Diagnozy Wojkowa związane z polską sceną polityczną, zwłaszcza przed zamachem majowym, nie były jednak szczególnie trafne i przenikliwe. Kierujący sowiecką placówką dyplomatyczną Wojkow niezbyt dobrze orientował się w sprawach polskich przed przewrotem majowym. A kiedy do niego doszło, był całkowicie zaskoczony. Jego zwierzchnicy nie omieszkali wypomnieć mu błędnych analiz dotyczących wewnętrznej sytuacji Polski.

 

„Dyplomacja demonstracyjna”

Czym była dyplomacja sowiecka jako instrument polityki Moskwy? Odpowiadając na tak postawione pytanie, Wołos przytacza definicję o „dyplomacji demonstracyjnej” sformułowaną przez amerykańskiego dyplomatę i sowietologa George’a Frosta Kennana w odniesieniu między innymi do dyplomacji sowieckiej. Dzięki temu łatwiej można pojąć najważniejsze cele i metody działania sowieckiego aparatu dyplomatycznego. Chyba nie trzeba przypominać, jak bardzo podejrzliwi i przebiegli potrafili być sowieci. Mieli oni swoje stałe i nierzadko skuteczne narzędzia wywierania nacisków na sąsiednie państwa. Jedną z metod dyplomacji sowieckiej, wielokrotnie sprawdzoną i skuteczną, było powtarzanie na arenie międzynarodowej wymyślonej w Moskwie opinii, która co prawda najczęściej niewiele miała wspólnego z rzeczywistością, ale zaczynała żyć własnym życiem. Była to metoda charakterystyczna raczej dla propagandy niż dyplomacji, ale przynosiła rezultaty i bywało nierzadko tak, że zagraniczni partnerzy zmuszani byli do dementowania kłamliwych wiadomości. Jednak dyplomaci działający w II Rzeczypospolitej w latach 1925−1926 wcale nie unikali kompromitacji w swych ocenach i przewidywaniach i można śmiało stwierdzić, że błądzili po omacku. Sowieckim dyplomatom najbardziej doskwierał brak dobrych kontaktów wśród piłsudczyków. Najlepsze stosunki mieli zaś z przedstawicielami endecji oraz środowisk przemysłowych i handlowych. Z tego powodu nie mogli mieć rozeznania w planach Piłsudskiego.

 

„Rycerz mętnej wody” i „niekoronowany król endecji”

Zasłużony marszałek, rycerz bez strachu i skazy, współczesny Zagłoba, rycerz mętnej wody, polski Kierenski, mały Napoleon o wojenno-awanturniczych skłonnościach (autorem ostatniego określenia jest Maksim Litwinow) − takim niewybrednymi i dezawuującymi epitetami sowieccy dyplomaci obdarowywali Józefa Piłsudskiego w swoich depeszach na temat sytuacji wewnętrznej i zagranicznej Polski w połowie lat dwudziestych. Największego zaś przeciwnika politycznego Piłsudskiego − Romana Dmowskiego −  Sowieci tytułowali najczęściej określeniem niekoronowany król endecji, a Dmowski nie pozostawał im dłużny, bez ogródek nazywając bolszewików imperialistami. Nie mniej interesujące są spostrzeżenia szefa sowieckiej dyplomacji Gieorgija Cziczerina dotyczące endecji i jej roli przed zamachem majowym. To właśnie w kręgu endecji sowieccy dyplomaci mieli najlepsze kontakty i informacje na temat rządu Skrzyńskiego i prawej strony sceny politycznej. W opinii Sowietów endecja była jedyną partią prawicową, mogącą dążyć do objęcia władzy w Polsce. Najbardziej charakternym i utalentowanym prowokatorem Sowieci nazywali zaś człowieka blisko związanego z Sulejówkiem i wybitnego piłsudczyka Kazimierza Kierzkowskiego − Komendanta Głównego Związku Strzeleckiego w latach 1923−1929.  Wincenty Witos opisany został jako zbyt chytry lis, człowiek, który nie lubi ryzykować. Długo by wymieniać opinie Sowietów na temat najbardziej wpływowych polityków polskich Drugiej Rzeczypospolitej przytoczonych przez krakowskiego historyka.

 

Kompromitacja akredytowanych w Polsce sowieckich dyplomatów

Czy zamach majowy był przez Piłsudskiego i jego zwolenników konspiracyjnie przygotowywany od dłuższego czasu? Na to pytanie polscy historycy wciąż szukają odpowiedzi. Ich długoletnie badania nie potwierdzają przygotowań do akcji przejęcia władzy przez piłsudczyków. Jedno nie ulega wątpliwości. Mianowicie: w raportach i pismach sowieckich dyplomatów brak żadnych wzmianek na temat tajnych przygotowań piłsudczyków do zbrojnego przejęcia władzy. Takie informacje pojawiały się jednak w sowieckich źródłach wywiadowczych przesyłanych do LKSZ. Różne były oceny wewnętrznej sytuacji Polski pojawiające się wśród sowieckich dyplomatów, ale zamiary Moskwy były jasne: niezależnie od tego, czy zamachu stanu dokonałby Piłsudski, czy endecja, Sowieci chcieli wykorzystać go jako pretekst do wywołania wojny domowej i tym samym stworzenia komunistom sprzyjających warunków do zdobycia władzy. Jednocześnie jednak dostrzegali słabość i rozbicie Komunistycznej Partii Polskiej. Co ciekawe, połpred Wojkow ugrupowania prawicowe z endecją na czele nazywał w swoich raportach „faszystami”, co w świetle dzisiejszej publicystyki, kiedy to niektórzy dziennikarze tak właśnie nazywają partie prawicowe, jest wielce wymowne. Ewentualny zamach stanu, jakiego miałby dokonać Piłsudski, sowiecki dyplomata określał mianem „lewicowego przewrotu”. Rosyjski badacz Jurij Iwanow stoi na stanowisku, że wywiad Armii Czerwonej już na miesiąc przed zamachem majowym przewidział bieg wydarzeń. Tymczasem w świetle ujawnionych dokumentów, jak zwraca uwagę Mariusz Wołos, sowiecki wywiad (i służba dyplomatyczna), owszem przewidywały zbrojny zamach stanu, ale „faszystowski”. Miałaby dokonać go endecja („obóz prawicowy”) albo samodzielnie, albo nawet w porozumieniu z obozem Piłsudskiego! Niezwykle kompromitująco zatem wygląda orientacja sowieckiego wywiadu oraz dyplomacji w sprawach polskich w kwietniu 1926 roku.

 

Czerwona flaga z sierpem i młotem zdjęta

W czasie kilkudniowych  walk ulicznych w stolicy, które wybuchły 12 maja, na budynku sowieckiej ambasady przy ulicy Poznańskiej nie było flagi ZSRS jako jedynej spośród placówek dyplomatycznych i konsularnych innych państw mających swoje przedstawicielstwa w Warszawie. Wojkow najpewniej obawiał się, że można ona sprowokować incydenty, które mogłyby zagrozić personelowi sowieckiej placówki. Afiszowanie się w tych dniach z czerwoną flagą z sierpem i młotem mogło się okazać niebezpieczne. Okna na parterze budynku zostały zasłonięte drewnianymi okiennicami, a niektóre wręcz zastawione szafami - zauważa w swojej książce Mariusz Wołos. Nikt jednak nie wdarł się podczas walk do budynku. Wówczas Rosjanie zrezygnowali z afiszowania się ze swoimi oficjalnymi symbolami państwowymi, których konotacje nie były jeszcze aż tak jednoznaczne. Tymczasem współcześnie w kraju w czasie pierwszomajowych pochodów bez żadnych konsekwencji na transparamentach pojawiają się owe symbole, dziś zakazane przez prawo i jasno przypominające zbrodnie totalitarnego reżimu...

 

„Demonstracja przekształcona w przewrót”?

Wołos przytacza opinię z raportu Wojkowa o tym, że Piłsudski planował jedynie demonstrację wojskową, która ku jego zaskoczeniu zamieniła się w bratobójczą walkę zbrojną. Polski historyk przyznaje rację sowieckiemu dyplomacie oraz tym polskim historykom, którzy twierdzą, iż zamach nie był przygotowany, a Marszałek chciał za pomocą demonstracji wojskowej wymusić zmiany w składzie rządu. Zatem w polskiej historiografii do dziś toczą się spory na temat rzeczywistych zamiarów Piłsudskiego.

Nierozstrzygnięta pozostaje jeszcze inna wątpliwość: czy rzekomo szykowany napad na dom Piłsudskich w Sulejówku był próbą zastraszenia jego lokatora i odwiedzenia go od myśli o zamachu, czy też został zainscenizowany na życzenie samego Marszałka? Połpred Wojkow na to pytanie nie potrafił odpowiedzieć, ale w swoim raporcie odnotował, że Piłsudski nie spodziewał się oporu i nie zamierzał iść na jakikolwiek kompromis, dopóki istniał rząd Witosa. Trudno ustalić, dlaczego sowiecki dyplomata obstawał przy takiej wersji zamachu majowego. Według niej Marszałek planował jedynie demonstrację wojskową, która nieoczekiwanie dla niego samego, wskutek nieprzewidzianego biegu wydarzeń, zwłaszcza oporu ze strony prezydenta Wojciechowskiego, przeobraziła się w bratobójczą walkę zbrojną. Zdaniem Mariusza Wołosa teza ta ma rację bytu i przychyla się do ocen tych polskich historyków, którzy wyrażają taki sam pogląd na przyczyny i przebieg zamachu majowego. Warto dodać, że w trakcie konferencji prasowej zorganizowanej dla zagranicznej prasy tuż po przewrocie długoletni adiutant Piłsudskiego - generał Bolesław Wieniawa-Długoszowski przekonywał, że zamach nie miał przyczyn społecznych, nie miał charakteru rewolucji, a jedynie był demonstracją wojskową.

 

Był rozkaz czy nie był?

Na temat przewrotu majowego wciąż pojawia się wiele wątpliwości. Jedna z nich dotyczy rzekomej decyzji ministra spraw wojskowych generała Malczewskiego, który 11 maja miał wydać rozkaz odkomenderowania ze stolicy oddziałów wiernych Piłsudskiemu na prowincję, co miało sprowokować Marszałka i skłonić go w ten sposób do aktywnego wystąpienia i zapobieżenia dalszemu oczyszczaniu Warszawy z oddanych mu oddziałów wojskowych, jak odnotował 15 maja 1926 roku obserwujący wydarzenia z Berlina przedstawiciel innej sowieckiej placówki (Oddziału Informacji Dyplomatycznej LKSZ) Stefan Jan Rajewski, który zwracał też uwagę na brak programu politycznego Piłsudskiego, co było zbieżne z opinią Wojkowa. Ponieważ nieznane są źródła informacji Rajewskiego, pozostają domysły. Polscy historycy nadal spierają się co do istnienia rozkazu, który miał doprowadzić do koncentracji wojsk wiernych Marszałkowi w okolicy Rembertowa. Nie do końca jest też jasne, czy jego autorem jest generał Malczewski, czy jego poprzednik, generał Żelichowski. Informacje te nie znajdują potwierdzenia ani w dostępnych dokumentach, ani w badaniach polskich historyków.

 

Dogmat Sowietów: zamach zainicjowany przez Brytyjczyków

Duży wpływ na kształtowanie się sowieckiej polityki wobec Polski aż do swojej śmierci w 1926 roku wywarł działacz komunistyczny Feliks Dzierżyński. Żywił on przekonanie, że zamach majowy był efektem działania „sił nacjonalistycznych” całkowicie popieranych przez Wielką Brytanię oraz że Polska przygotowuje się do zajęcia terenów sowieckiej Białorusi i Ukrainy. Sowiecka dyplomacja także uporczywie trzymała się tezy o decydującym wpływie Londynu na politykę Piłsudskiego. Zastępca ludowego komisarza spraw zagranicznych Maksim Litwinow karmił tym dogmatem nawet Brytyjczyków wedle starej zasady powtarzania wygodnych dla Sowietów tez, które wcześniej czy później staną się stereotypami krążącymi po salonach dyplomatycznych i politycznych Europy. Jednak Sowietom wciąż brakowało twardych dowodów na rzekome bliskie powiązania Brytyjczyków z Marszałkiem i jego otoczeniem. Nie jest zaskoczeniem fakt, że spośród sowieckich dyplomatów Litwinow i Dzierżyński byli najbardziej niechętni Piłsudskiemu, nie szczędząc Marszałkowi i jego zwolennikom dezawuujących epitetów. Dziś możemy już stwierdzić, że przewrót majowy był dużą niespodzianką nie tylko dla ulokowanego w Warszawie połpreda Wojkowa, lecz także dla całej sowieckiej dyplomacji, a po przejęciu przez Piłsudskiego władzy Rosjanie nie potrafili trafne ocenić jego posunięć oraz sposobu myślenia.

 

Wszystkie cytaty zaznaczone kursywą pochodzą z książki Mariusza Wołosa O Piłsudskim, Dmowskim i zamachu majowym. Dyplomacja sowiecka wobec Polski w okresie kryzysu politycznego 1925−1926, która ukazała się nakładem Wydawnictwa Literackiego.

 

1

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy