Bolesław Prus. Życie na krawędzi

Autor: Adrianna Michalewska
Okładka publicystyki dla Bolesław Prus. Życie na krawędzi z kategorii Brak kategorii

To też, mój przyjacielu, gdy masz zmartwienie, ciesz się: znak to bowiem nieomylny, że wkrótce będzie dobrze. Smuć się raczej wówczas, gdy jesteś zupełnie szczęśliwy, bo na świecie nie ma nic trwałego! Jest to znowu pogląd mojej babki, świątobliwej kobiety, która wiele w życiu zaznała, ba! widziała Napoleona...

Sieroca dola

Leon był nauczycielem łaciny, uczył także Aleksandra. Ambitny chłopak zabiegał o pozycję najlepszego ucznia w klasie i byłby ją zdobył, gdyby nie decyzja Leona, który nie wystawił bratu najwyższej noty z wykładanego przez siebie przedmiotu. Rozżalony Aleksander dowiedział się o wszystkim publicznie, co przyprawiło go o atak epilepsji, przypuszczalnie na tle nerwowym. Do wielu problemów emocjonalnych przyszłego pisarza dołączył kolejny. Niepewny siebie chłopak był coraz bardziej zamknięty w sobie.

Obaj bracia szybko opuścili Siedlce, trafiając do Kielc, gdzie Leon podjął kolejną pracę. Choć relacje między braćmi nie były najlepsze, to przypuszczalnie on wprowadził przyszłego pisarza do konspiracji. Otwarty na nowości Aleksander zainteresował się polityką. Rok później obaj bracia zaangażowali się w powstanie styczniowe. Leon wyruszył z misją do Wilna, gdzie działał hrabia Michaił Murawjow. Przypuszczalnie olbrzymie obciążenie psychiczne, trudy podróży i olbrzymi stres przyprawiły młodego człowieka o rozstrój nerwowy. Wrócił do Warszawy wycieńczony, majaczący, z wyraźnymi objawami obłędu. Ukrywany przez przyjaciół, zwalczał w sobie chorobę. Bezskutecznie.

Także Aleksander ucierpiał w wyniku działań powstańczych. Ranny i przerażony, przedarł się do Warszawy tylko po to, aby odnaleźć chorego na umyśle brata. Sytuacja wyglądała na tyle poważnie, że gdyby nie ciotka Domicela, która postanowiła zabrać obu braci do siebie, nie wiadomo, co by się z nimi stało. Przeżycia powstańcze odcisnęły się na psychice Aleksandra. Jego kłopoty się pogłębiły, powróciły stany lękowe, nie leczone od dzieciństwa. W przyszłości miało to zaowocować kolejnymi chorobami. Z niepokojem i wstrętem wspominał mało romantyczny obraz powstańczego zrywu. Zamiast walki ramię w ramię o wolność kraju widział zbrodnie, napaści na Żydów i pijaństwo żołnierzy. Z drugiej strony doznał niechęci od chłopstwa, przeżył donosicielstwo tych, którzy za kilka kopiejek informowali Rosjan o ruchach powstańczych oddziałów. Samosądy na zdrajcach stały się chlebem powszednim powstańców. Nie tak wyobrażał sobie szlachetny bój o wolność. Przypłacił go trzymiesięcznym więzieniem, godzinami przesłuchań, utratą szlachectwa, upokorzeniem, strachem i grozą. Nigdy nie wracał do tych wspomnień, unikał ich zarówno w życiu, jak i w dużej mierze – w literaturze.

Stres pourazowy towarzyszył pisarzowi do końca życia i objawiał się potem w wielu formach. Tymczasem powrócił do szkoły, zbliżył się też do Oktawii Trembińskiej, która utraciła w powstaniu ojca. Chyba wtedy Aleksander zaczął na poważnie myśleć o przyszłości. Zaplanował studia. Problem w tym, że nie miał kto za te studia zapłacić. Dysponując majątkiem po ojcu i planując udzielanie korepetycji, przyszły pisarz ruszył do Warszawy w 1866 roku i zapisał się na wydział matematyczno-fizyczny Szkoły Głównej. Jednak realia życia w stolicy okazały się tak dramatycznie ciężkie, że młody student omal nie przypłacił swojej decyzji życiem.

Głodował, marzł tak okrutnie, że spał ubrany we wszystko co posiadał, ale zaczął też pisać i „bywać” wśród ludzi mieniących się literatami. Przypuszczalnie wtedy stanął przed problemem, który mógł zadecydować o jego kolejnych krokach. Zapiski Aleksandra wskazują na to, że bliska mu kobieta zaszła w ciążę i on sam podjął decyzję o aborcji. Kolejne wydarzenia, obciążenie psychiczne z tym związane, kazały mu opuścić Warszawę, ruszyć do Puław i poszukać szczęścia w Instytucie Gospodarstwa Wiejskiego i Leśnictwa. Postanowił także, że poprosi Oktawię o rękę. Niestety, Oktawia nie przyjęła oświadczyn, a po trzech miesiącach nauki w atmosferze skandalu Prus został relegowany ze studiów. Sytuacja wyglądała fatalnie. Marzył jeszcze o odkryciu na miarę epoki, niczym jego bohater z Lalki chciał stworzyć coś wielkiego, ale powieściowy Geist miał więcej szczęścia od swego twórcy. Głowacki nie ukończył studiów i nie odkrył niczego, co zapewniłoby mu sławę i pieniądze. Postanowił zatem powrócić do Warszawy.

Ach, ci kochani bliźni i to społeczeństwo, które nigdy nie troszczyło się o mnie i stawiało mi wszelkie przeszkody, a zawsze upomina się o ofiary z mojej strony... Lecz właśnie to, co oni dziś nazywają szaleństwem, popycha mnie do pełnienia jakichś fikcyjnych obowiązków.

Lalka

Miał dwadzieścia cztery lata i postanowił spróbować szczęścia w publicystyce. Świadomość, że jego koledzy ze studiów kończyli już edukację, na pewno sprawiała mu przykrość, dodatkowo jeszcze był świadkiem rosnącej sławy Henryka Sienkiewicza, który powoli stawał się bożyszczem narodu. Aleksander przyglądał się temu wszystkiemu i planował swoją karierę. Jednak plany dalekie były od realizacji, a życie miało swoje prawa. Niczym Wokulski po powrocie z wojny, był w Warszawie niezauważany, nieznany i chyba niepotrzebny. Bardzo go to dręczyło. Naturalną konsekwencją tej sytuacji był niedostatek, a przecież Aleksander chciał założyć rodzinę, potrzebował pieniędzy i stabilizacji.

W 1873 roku miał już za sobą trudne początki. Współpracował z dwutygodnikiem „Niwa”, z „Muchą”, z „Gazetą Polską” i przede wszystkim, od 1874 z „Kolcami” i z „Kurierem Warszawskim”, który zamówił u niego cykl reportaży o życiu w mieście. Aby wypełnić rubryki tekstem, Głowacki bywał na wystawach, w teatrach, szukał informacji na przedmieściach i gorszych dzielnicach. Zachowane teksty świadczą o ostrym języku pisarza i braku wątpliwości co do omawianych tematów. Krytykował wszystko i wszystkich, szczególnie upodobał sobie kobiety, które dostarczały mu mnóstwo materiału do analizy. Krytykował dobroczynność, ludzi wynajmujących mieszkania i modę. Był nieustępliwy i często po prostu złośliwy. Robił wszystko, aby wyrobić sobie markę i zyskać sławę i pieniądze. Szczególnie, że Oktawia zmieniła zdanie i zaczęła się interesować robiącym w Warszawie karierę Aleksandrem, który od 1872 roku znany był czytelnikom jako Bolesław Prus.

W tym czasie mocno się nasiliły jego fobie i pogorszyło i tak już nadwątlone zdrowie. Aleksander zaczął się skarżyć na hałas, nie lubił otwartych przestrzeni, unikał wchodzenia na wyższe piętra kamienic. Nie lubił miasta z jego zabudową, żywiołowością i gwarem. Ale to w tym nielubianym mieście musiały się toczyć jego losy. Szczególnie że w połowie stycznia 1875 zaplanował ślub z Oktawią, która ostatecznie przekonała się do pisarza. Dwa miesiące później w „Kurierze Warszawskim” otrzymał stałą rubrykę, znaną nam dzisiaj jako „Kronika tygodniowa”. Nareszcie los Aleksandra się odmienił. „Kurier” był znaną gazetą, a praca w nim dodawała prestiżu i czyniła z dziennikarza prawdziwą gwiazdę.

Gdyby nas nawet setkami tysięcy topiono, wbijano na pale, obdzierano ze skóry, pieczono na wolnym ogniu – w całej sympatycznej Europie nikt palcem nie ruszy, nikt nie otrząśnie popiołu z cygara.

Kroniki tygodniowe

Aleksander lubił pojawiać się w pracy codziennie o tej samej porze. Zaprzyjaźnił się z zespołem redakcyjnym i przesiadywał w redakcji, paląc dziesiątki najtańszych papierosów. Ale także w czasie wolnym miał stałe, niezmienne obyczaje. Lubił zagadki matematyczne, odpoczynek na kanapie i tłustą kuchnię Oktawii. Wspólnych znajomych odwiedzali z żoną osobno bądź przychodzili oddzielnie i opuszczali towarzystwo także jedno po drugim. Aleksander podobno nie lubił, gdy ktoś mu przeszkadzał w myśleniu i zbieraniu materiału, gdy spacerował po mieście.

Problemy nerwowe coraz bardziej dawały się pisarzowi we znaki. Potwornie bał się burzy. Podczas wyładowań atmosferycznych krył się, gdzie tylko się dało. Wzmogły się też ataki agorafobii, ale i klaustrofobii. Podczas wycieczki do Krakowa i Wieliczki omal nie utracił przytomności, gdy najpierw musiał wejść na kopiec Kościuszki, a potem zanurzyć się w podziemiach kopalni soli. Te dramatyczne sytuacje starał się rozładować humorem, żartując z siebie i innych. Była to jednak reakcja obronna, która w żaden sposób nie mogła uchronić pisarza przed dramatem potwornych lęków, z którymi nie mógł sobie poradzić. Kiedy jeszcze okazało się, że ktoś planuje zamach na jego życie, neurozy Aleksandra sięgnęły kresu. Zaopatrzony w broń, spodziewał się najgorszego.

Spełniony mężczyzna

Był już uznanym publicystą, ale marzył o czymś więcej. Chciał wydać powieść, która zachwyci świat, która da mu sławę i postawi obok podziwianego przez Polaków Henryka Sienkiewicza. W 1879 roku „Przegląd Tygodniowy” drukuje artykuł podważający reputację pisarską Prusa. Zniechęcony autor czuje się coraz bardziej osaczony i niedoceniony. Rok później rozpoczyna pracę nad Placówką. W tym samym roku wychodzi w „Kurierze Warszawskim” Katarynka. Kilka lat wcześniej opublikowano Sierocą dolę, Kłopoty babuni, Lokatora poddasza i inne opowiadania. Ale wciąż brakuje tej jednej, wielkiej powieści, która poprawi sytuację pisarza. 

W czasie bitwy los co chwila wyciąga do nas rękę i każe jak najspieszniej odgadywać zamknięte w niej niespodzianki. Mylimy się lub zgadujemy, ale biada temu, kto częściej omylił się aniżeli odgadł!… A stokroć biada tym, przeciw komu los odwraca się i zmusza do omyłek!…

Faraon

W 1882 magnat prasowy Stanisław Kronenberg kupuje „Nowiny” i oferuje Prusowi pozycję redaktora naczelnego. Niestety, nie jest to dobra decyzja. Plan analizowania zjawisk społecznych, który przyjął Prus, spotkał się z wyjątkową agresją środowiska. Kpiono z redaktora, uderzono w żydowskie pochodzenie Kronenberga, plotkowano, że Prus za swoje stanowisko otrzymał sześć tysięcy rubli rocznie. Ta sytuacja bardzo nadwątliła zdrowie Aleksandra. Ataki lęku, ogólne osłabienie i poczucie nieustannego zagrożenia towarzyszyły mu już niemal codziennie. Starał się podreperować zdrowie w Nałęczowie, do którego będzie jeździł aż do śmierci. Bez skutku.

Pismo upadło. Prus wrócił, jako felietonista, do „Kuriera Warszawskiego”. Znowu zaczęło mu brakować pieniędzy. Tymczasem od maja 1883 dziennik „Słowo” rozpoczął druk Ogniem i mieczem Henryka Sienkiewicza. Nieustający zachwyt nad powieścią, uznaną za arcydzieło, przygnębiał Prusa. Czuł się coraz gorzej, pragnienie sukcesu było coraz bardziej dojmujące. Sukces i najlepsze lata pracy twórczej Aleksandra Głowackiego jednak właśnie nadchodziły.

W 1887 roku zaczyna publikować w „Kurierze Codziennym” Lalkę. Wydanie książkowe w wersji trzytomowej ukazuje się na rynku w 1890 roku. Wydaje je Gebethner i Wolff, przedsiębiorstwo wydawnicze i drukarskie, odpowiednik dzisiejszego Amazona, specjalizujące się w literaturze, którą dzisiaj uznajemy za klasykę. W tym samym domu wydawniczym publikowała Eliza Orzeszkowa, Władysław Reymont i Henryk Sienkiewicz. Także w 1890 rozpoczęła się publikacja Emancypantek w „Kurierze Codziennym”. Pięć lat później „Tygodnik Ilustrowany” pokazał światu pierwszy fragment Faraona. W ciągu ośmiu lat świat ujrzał trzy największe i najważniejsze powieści Bolesława Prusa. Upragniona sława w końcu nadeszła.

W rządzie i wojnie na nikogo nie liczy się: o jeden niedopatrzony kamyk można się przewrócić.

Faraon

Aleksander i Oktawia nie mieli dzieci. Zrządzeniem losu wzięli na wychowanie syna zmarłego brata Oktawii, Emila. Historia zatacza koło. Aleksander, sam niegdyś przekazywany z rąk do rąk, ma okazję stworzyć dom innemu dziecku, będącemu w podobnej sytuacji. Różnie się z tego zadania wywiązuje. Dość powiedzieć, że nie zdecydował się na usynowienie chłopca, z którym na pewno był związany. Po latach rodzinę dotknie tragedia: nieszczęśliwy w uczuciach Emil odbierze sobie życie.

Uczucia Aleksander mógł także kierować ku pani Oktawii Radziwiłłowicz-Rodkiewicz, która po śmierci pierwszego męża, społecznika, wyszła w końcu za Stefana Żeromskiego. Wspierała pisarza bardzo dzielnie, dbając nie tylko o jego bardzo wątłe zdrowie, ale także wyrabiając mu markę w społeczeństwie, między innymi zabiegając o poparcie u Bolesława Prusa. Zauroczony panią Oktawią Prus był przeciwny jej małżeństwu z Żeromskim. Jak się okazało, miał rację. Siedemnaście lat po ślubie ustabilizowany finansowo i zawodowo Żeromski porzucił chorą już wówczas żonę dla młodszej o prawie dwie dekady malarki.

W 1898 roku Prus zaprzyjaźnia się z żoną nałęczowskiego lekarza, Aliną Sacewiczową. Ta przyjaźń, a może i miłość, będzie trwała do ostatnich dni życia pisarza. Czternaście lat później, w 1912 roku, Bolesław Prus zachoruje na grypę, w wyniku której umrze. Pochowany zostanie na Powązkach, 22 maja. Cała Warszawa będzie go odprowadzała w tej ostatniej drodze. Kondukt żałobny rozciągał się na kilka kilometrów, latarnie zasłonięto a w pochodzie za karawanem stanęli uczeni z Uniwersytetu Jagiellońskiego, prawnicy, dziennikarze i mieszczanie. Zabrakło Henryka Sienkiewicza. Był za to mały chłopiec, Janusz Bogusz, którego pisarz ujął w swoim testamencie. Po latach pani Sacewiczowa przyznała, że dziecko było synem pisarza.

Spuścizną po Bolesławie Prusie zajęła się Oktawia, wierna małżonka, która nie tylko zebrała dziewięćdziesiąt dziewięć szarf z żałobnych wieńców, ale zadbała o uporządkowanie rękopisów po mężu. Nie wiemy, co z nich usunęła, pozostałe dokumenty przekazała bibliotece. Wielki pisarz odszedł, zostawiając po sobie to, co postanowiła dać światu Oktawia Trembińska. 

M. Piątkowska, Prus. Śledztwo biograficzne

K. Tokarzówna, Młodość Bolesława Prusa

K. Tokarzówna, S. Fita, Bolesław Prus 1847-1912. Kalendarz z życia i twórczości

Zobacz także

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Avatar użytkownika - igielka
igielka
Dodany: 2019-02-16 15:44:49
0 +-

Życiorys na całkiem dobrą książkę. 

Avatar użytkownika - Poczytajka
Poczytajka
Dodany: 2019-02-12 16:23:19
0 +-

Z przyjemnością przeczytałam ten artykuł. Jak niewiele wiemy o wielkich postaciach...

Avatar użytkownika - gosiaczek
gosiaczek
Dodany: 2018-10-30 11:37:47
0 +-

Bardzo interesująca postać.

Avatar użytkownika - Anytsuj
Anytsuj
Dodany: 2018-09-19 20:26:23
0 +-

Przykre miał życie, ale gdyby na lekcjach polskiego w taki sposób omawiano sylwetki pisarzy, to z pewnością więcej osób zainteresowało się literaturą. Po lekturze tego artykułu Prus nie jest już dla mnie papierowym pisarzem, jest człowiekiem z krwi i kości, który wzbudza emocje sam w sobie- nie tylko przez swoje dzieła i aż zachciało mi się przeczytać którąś z jego powieści.

Avatar użytkownika - jahunter3012
jahunter3012
Dodany: 2018-09-12 18:09:16
0 +-

Ciekawy artykuł.

Avatar użytkownika - Dagus93
Dagus93
Dodany: 2018-09-06 07:47:54
0 +-

Świetny artykuł ! 

Avatar użytkownika - agnieszka_rowka
agnieszka_rowka
Dodany: 2018-09-06 07:03:17
0 +-

genialna postać wszechczasów

Avatar użytkownika - martucha180
martucha180
Dodany: 2018-09-04 17:48:55
0 +-

O fobiach Prusa słyszałam. Szkoda, że nie miał dzieci.

Avatar użytkownika - MonikaP
MonikaP
Dodany: 2018-09-04 14:32:57
0 +-

Życiorys imponujący!

Książka
Lalka
Bolesław Prus

Warto przeczytać

Recenzje miesiąca
Hotel ostatniej szansy
Nicki Thornton
Hotel ostatniej szansy
Pluszowy Zajączek
Iwonna Buczkowska
Pluszowy Zajączek
Pod tym samym niebem
Katarzyna Kielecka;
Pod tym samym niebem
Spowiedź Śmigłego
Sławomir Koper;
Spowiedź Śmigłego
Walczyły w cieniu mężczyzn
Greg Levis, Gordon Thomas
Walczyły w cieniu mężczyzn
Nobliści skandaliści
Sławomir Koper
Nobliści skandaliści
365 stron życia 2020
oprac. Justyna Wrona, Hubert Wołącewicz
365 stron życia 2020
Pokaż wszystkie recenzje