Dom to nie tylko ściany i dach, ale przede wszystkim człowiek. Wywiad z Iwoną Klimczak

Data: 2026-08-03 15:23:03 Autor: Danuta Awolusi
udostępnij Tweet
Okładka publicystyki dla Dom to nie tylko ściany i dach, ale przede wszystkim człowiek. Wywiad z Iwoną Klimczak z kategorii Wywiad

– Łatwiej budować przyszłość, gdy rozliczymy się z przeszłością – przekonuje Iwona Klimczak, autorka książki Prawie jutro. W wywiadzie pisarka tłumaczy, dlaczego rzeczywistość rzadko jest czarno-biała, opowiada o sile rodzinnych więzi, poszukiwaniu własnego miejsca oraz o bohaterach, którzy uczą się ufać mimo dawnych zranień.

Amelia wraca do Ustronia, bo czuje, że to jej miejsce. Co dla bohaterki oznacza dom: bliskość drugiego człowieka czy poczucie przynależności?

Dom to dla bohaterki najpierw konkretny punkt: wielka kuchnia, przestronne pokoje, ogród. Długo nie miała własnego miejsca na ziemi, tego, co mogłaby nazwać swoim domem, więc poczucie, że jest stały punkt, do którego może wracać, jest dla niej wartością. Dopiero z czasem zdaje sobie sprawę z tego, że dom to nie tylko ściany i dach, ale przede wszystkim człowiek – to ludzie, z którymi żyjemy i budujemy teraźniejszość oraz przyszłość, ale też nasi przodkowie, którzy ten dom zbudowali – w sensie dosłownym i przenośnym – i przekazali kolejnemu pokoleniu.

Relacja Amelii i Patryka rozwija się ostrożnie. Oboje mają za sobą doświadczenia, które nie pozwalają tak łatwo zaufać. Czy miłość może pomóc człowiekowi poradzić sobie z dawnymi zranieniami, czy najpierw trzeba samemu uporządkować przeszłość?

Obecność drugiego człowieka nie rozwiązuje automatycznie wszystkich problemów, także traum z przeszłości, ale miłość, obecność i zaufanie sprawiają, że kłopoty wydają się mniejsze, a rozwiązania – łatwiejsze. Do tego im bardziej jesteśmy zadowoleni z życia, z naszej teraźniejszości, tym łatwiej uporządkować przeszłość. Samotność, rozczarowanie, zgorzknienie sprawiają, że trudniej rozprawić się z demonami przeszłości. Wyraźnie widać to na przykładzie bohaterów innej mojej książki – Złotych godzin.

Amelia długo patrzy na swojego ojca przez pryzmat odrzucenia. Czy łatwiej jest żyć z jednoznaczną wersją przeszłości, nawet bolesną, niż dopuścić do siebie prawdę, która wszystko komplikuje?

Jednowymiarowe widzenie przeszłości możliwe jest tylko, jeśli nie znamy całej prawdy. Rzeczywistość rzadko jest czarno-biała i chociaż nie każdy postępek da się usprawiedliwić i zniuansować, to często poznanie całego obrazu i motywacji, jakimi ktoś się kierował, sprawia, że możemy inaczej spojrzeć na otaczającą nas rzeczywistość. Amelia ma wobec ojca, którego nie poznała, jedynie negatywne emocje – wszak skrzywdził jej matkę i ją, ale równocześnie chce dowiedzieć się więcej, chce zrozumieć, a w pewnym momencie nawet wybaczyć. Bo łatwiej budować przyszłość, gdy rozliczymy się z przeszłością.

Amelia ma poczucie, że przez całe życie czegoś jej brakuje i tego brakującego elementu szuka. To dlatego odwiedza Ustronie i chce poznać babcię. Dopiero tu uświadamia sobie jednak, że takie spojrzenie w przeszłość wymaga odwagi, bo wiedza o rodzinie, której nie było w jej życiu, sprawi, że nic w jej życiu nie będzie już takie same.

Amelia musi zmierzyć się z historią swojej rodziny, której przez wiele lat nie znała. Czy można naprawdę uwolnić się od przeszłości, jeśli wcześniej nie pozna się jej w całości?

Amelia nie chce uwalniać się od przeszłości. Ona nią nie żyje i ta przeszłość nie rujnuje jej życia, chociaż bohaterka ma wciąż poczucie niedowartościowania. Amelia uświadamia sobie jednak, że przeszłość może być fundamentem, że nie należy się od niej uwalniać, a poznać, zaakceptować i wybrać z niej to, co wartościowe i co może pomóc w budowaniu przyszłości. Chyba dobrze oddaje to tytuł pierwszej powieści z serii grotnickiej – Kiedyś jest teraz.

Przywiązanie Amelii do zdjęć, obecne w obu książkach, wynika nie tylko z faktu, że jest fotograficzką, ale i z tej potrzeby posiadania dowodów na rodzinną ciągłość. Podobieństwo fizyczne Amelii do babci, które podkreślam w kilku miejscach, jest też celowym zabiegiem.

Powrót Moniki wystawia relację Amelii i Patryka na próbę. Zależało Pani na pokazaniu zazdrości i manipulacji czy bardziej konsekwencji decyzji podjętych przez bohaterkę w przeszłości?

Postać Moniki, byłej narzeczonej głównego bohatera, nieco ewoluowała. Najpierw chciałam się skupić na kwestii prawdy i szczerości i Monika miała być tylko narzędziem, by pokazać, jak trudno zaufać, jak często kierują nami irracjonalne obawy. Monika miała być jednowymiarową postacią, manipulatorką, której celem jest zemsta albo tylko chęć utrudnienia życia zakochanym. Z czasem uznałam jednak, że mogę poprzez tę postać pokazać, że błędy, które często widzimy dopiero z perspektywy czasu, nie zawsze dają się naprawić, a podjęte kiedyś decyzje na zawsze zmieniają nasze życie. To w pewien sposób odniesienie do postaci ojca i babci Amelii. Oboje popełnili w przeszłości błąd, którego nie zdołali naprawić.

Czy Monika ma szczere intencje, czy tylko chce zniszczyć to, czego nie może mieć? Nie odpowiadam jednoznacznie, chcę by oceniła to Czytelniczka i Czytelnik.

Patryk nie zawsze podejmuje właściwe decyzje – zwłaszcza, gdy obawia się reakcji Amelii. Dlaczego tak często próbujemy chronić bliską osobę przed prawdą, choć właśnie przemilczenia mogą najbardziej zaszkodzić relacji?

Czy Patryk swoim postępowaniem na pewno chroni Amelię? Może chce ułatwić sobie życie, unikając szczerej rozmowy z ukochaną. Taka rozmowa zmusiłaby go do wyjścia ze strefy komfortu, mówienia o uczuciach, co przychodzi mu z trudem, może trochę boi się impulsywnej reakcji dziewczyny? Bo przecież często przemilczaniami, półprawdami i unikami chcemy przeczekać problemy – może rozwiążą się same, bez naszego wysiłku. Patryk jest szczęśliwy, nie chce zburzyć tego stanu, ale może nie ufa Amelii na tyle, by przewidzieć jej reakcję? Kwestię oceny postępowania Patryka też zostawiłam Czytelniczkom i Czytelnikom i na spotkaniach autorskich często słyszę, że jego postawa wzbudza emocje. Ma też Patryk wiernych kibiców, podkreślających nieprzewidywalność Amelii. Chciałam, żeby te postaci takie były, miały wady, denerwowały swoimi zachowaniami, a równocześnie wzruszały i rozczulały. Chciałam stworzyć realistycznych bohaterów, jak z życia wziętych.

Amelia jest pewna siebie w pracy, ale dużo mniej odważna w życiu prywatnym. Skąd bierze się ten rozdźwięk między zawodową siłą a emocjonalną niepewnością bohaterki?

Przebojowa i zaradna zawodowo Amelia jest rzeczywiście w życiu osobistym mocno zagubiona. W pierwszej książce z cyklu grotnickiego – Kiedyś jest teraz – poznajemy ją, gdy ze złamanym sercem wraca do Polski i uświadamia sobie, że nie tylko nie ma tu swojego miejsca, ale nie wie, dokąd w życiu zmierza. Marzenia o miłości, domu i rodzinie są ogólne i zupełnie nie wie, jak je wcielić w życie. Dopiero wizyta w Ustroniu sprawia, że wytycza swoje ścieżki.

Amelia otrzymała w rodzinnym domu skromne materialne zaplecze, ale brakło jej uczucia, jej matka jawi się jako osoba dość oschła i skupiona na sobie. Amelia nie dostała tego, co daje normalny dom: fundamentu miłości, pewności siebie, stabilności, a to rzutuje na jej życiowe wybory i rodzi trudności w obdarzeniu kogoś zaufaniem. Boleśnie się przekonuje, że za ufność często płaci się wysoką cenę.

Ważną postacią jest Karol Zwierzchowski, dziadek Patryka. Co chciała Pani pokazać poprzez tę relację między przedstawicielami dwóch pokoleń?

Karol Zwierzchowski to jedna z najważniejszych postaci w obu powieściach. Jego rola też trochę ewoluowała w Kiedyś jest teraz.

Dziadek jest autorytetem dla całej rodziny – i to autorytetem niewymuszonym. To szacunek dla człowieka mądrego, troskliwego i obdarzającego rodzinę swoim czasem i bezwarunkową miłością. W powieści pojawia się relacja trzech pokoleń – bo oprócz dziadka – Karola i wnuczka – Patryka jest jeszcze ojciec Patryka, zepchnięty nieco na margines w tej szczególnej więzi, jaka łączy dziadka i wnuczka.

Postać Karola to dla mnie symbol łączności pokoleń, tego, że powinniśmy czerpać z wiedzy i mądrości naszych bliskich, którzy przeżyli więcej i mają nam do przekazania mnóstwo życiowej mądrości. Karol jest dla Patryka autorytetem, uczy go po prostu życia. Ojciec Patryka to postać niemal nieobecna, ale też ważna, bo przecież on przyzwala na tę niezwykłą przyjaźń wnuczka i dziadka. Może ojciec odebrał już wcześniej swoją życiową lekcję?

Rodzina Patryka chce jego szczęścia, ale czasami swoją troską komplikuje sytuację. Gdzie według Pani przebiega granica między wsparciem bliskich a ingerowaniem w ich życie?

Rodzina Patryka, szczególnie jego siostra, ma naprawdę dobre chęci, ale podobno dobrymi chęciami wybrukowane jest piekło. Patryk zżyma się na te usilne próby pomocy, ale dla niego taka ekspansywna rodzina jest w gruncie rzeczy czymś naturalnym. Bliskość, pokrewieństwo daje sporo praw, by ingerować w życie krewnego, ale kochający się ludzie na ogół potrafią odnaleźć tę granicę, której nie powinni przekraczać. Oczywiście czymś innym jest usilne przekonywanie, by sprawić sobie płaszcz, a nie kurtkę, a czym innym nachalne ingerowanie w wybór życiowego partnera. Współczesny człowiek, niestety, w dużej mierze zatraca tę wspólnotowość, jaką dawało kiedyś życie wielopokoleniowych rodzin i jesteśmy bardzo skupieni na sobie samych, a wszelkie próby wsparcia i pomocy w układaniu życia odbieramy jako wtrącanie się. A przecież krok dalej czai się poczucie, że jesteśmy bliskim obojętni, że nie interesuje ich nasze życie. Nie ma recepty, jak takie rodzinne relacje ułożyć. Wydaje się, że każdy musi sam taki przepis stworzyć.

Ustronie jest spokojną wsią, ale mieszkańcy żyją blisko siebie, znają cudze historie i łatwo poddają innych ocenie. Jakie możliwości daje autorce osadzenie akcji powieści w niewielkiej społeczności?

Ustronie istnieje naprawdę. To klimatyczna wieś niedaleko Łodzi, położona wśród lasów, w połowie zamieszkana przez letników, w połowie przez stałych mieszkańców. To daje nieco więcej możliwości, bo wieś nie jest klasyczną zamkniętą wiejską społecznością. Osadzenie powieści w takim miejscu daje bardzo wymierne korzyści: bohaterowie mogą na siebie wciąż wpadać bez ryzyka, że Czytelnik uzna takie spotkania za nieprawdopodobne. W sensie szerszym taka społeczność daje możliwość lepszego poznania przeszłości: ludzie pamiętają i mogą opowiadać o tym, co było, bo żyją tu od pokoleń. Dodatkowo to miejsce jest idealne, by moja bohaterka mogła podjąć refleksję nad życiem.

Mała miejscowość w Pani książce jest jednocześnie bezpieczna i pełna sekretów. Czy zależało Pani na zderzeniu swojskiego klimatu z poczuciem, że każde miejsce ma swoje dobre i złe strony?

Uwielbiam takie małe miejscowości, a Ustronie i leżące obok Grotniki w szczególności, chociaż całe życie mieszkam w wielkim mieście. Może właśnie dlatego?

Ta niewielka wieś jest dla moich bohaterów miejscem bezpiecznym – miejscem, w którym można zbudować dom, w którym łatwo znaleźć własną drogę, a życie biegnie powoli, bez wielkomiejskiego pośpiechu. Trochę pewnie idealizuję, ale zależało mi na pokazaniu, że każdy może znaleźć swoje miejsce na ziemi i trzeba szukać tak długo, aż się je znajdzie. Dla mojej bohaterki Ustronie staje się z czasem domem, ale chyba jest zakochana bardziej w mieszkającym tu Patryku niż w klimatycznej wiosce.

Tytuł Prawie jutro sugeruje przyszłość, która jest blisko, ale wciąż pozostaje niepewna. Co oznacza on dla Amelii i Patryka?

Prawie jutro to tytuł trochę przewrotny, podobnie jak Kiedyś jest teraz. Dla mnie oznacza on tę przyszłość, która jest tuż-tuż, na wyciągnięcie ręki, czas, gdy spełnia się plan, marzenie. Bo właśnie teraz, dziś, budujemy naszą przyszłość.

Prawie jutro jest drugim tomem Opowieści grotnickich, ale książkę można czytać samodzielnie. Jak zachować ciągłość historii i jednocześnie wprowadzić nowego czytelnika w relacje oraz doświadczenia bohaterów?

Początkowo nie planowałam kontynuować losów Amelii i Patryka, ale tak często słyszałam pytania o kolejną książkę z tymi bohaterami, że postanowiłam ją napisać. Minęło trochę czasu od powstania Kiedyś jest teraz, bałam się więc, że moi bohaterowie mogą nie przypominać samych siebie z pierwszej powieści. Do tego bardzo zależało mi na tym, żeby Czytelnicy, którzy nie znali Kiedyś jest teraz odnaleźli się bez trudu w fabule Prawie jutro. Trzeba było się więc mocno pilnować, żeby przedstawić najważniejsze wydarzenia z pierwszej książki, ale równocześnie jej nie przegadać.

Dużą rolę odegrała moja redaktorka, Alicja Gajda, która nie czytała Kiedyś jest teraz, więc miała świeże spojrzenie i łatwo mogła wyłapać treści niejasne dla nowego Czytelnika. Z kolei z korektorką, Inką Wojtczak, współpracuję od pierwszej książki i ona czuwała, bym nie popadła w przesadę z wracaniem do tamtej fabuły.

Najtrudniejsze było, oczywiście, pokazanie, że bohaterowie się zmieniają, dojrzewają, że są nieco inni niż w pierwszej powieści, ale równocześnie podobni do siebie samych i wiarygodni.

Amelia stopniowo zaczyna inaczej patrzeć na babcię i ojca. Czy przebaczenie wymaga zrozumienia motywów drugiego człowieka, czy można przebaczyć także wtedy, gdy nie uzyska się wszystkich odpowiedzi?

Przebaczenie i zrozumienie to nieco odrębne kategorie. Wydaje się, że nie zawsze można zrozumieć motywy postępowania drugiego człowieka, bo zrozumieć to chyba usprawiedliwić. Moja bohaterka bardzo chce zrozumieć ojca, bo chociaż nigdy wcześniej nie postrzegała go w kategoriach wybaczenia, to chce po prostu poukładać przeszłość. Godzi się z zastaną rzeczywistością, bo przecież przeszłości nie da się zmienić. Myślę, że ważny jest dla niej żal ojca i on sprawia, że bohaterka może jakoś oswoić bolesne wydarzenia.

Bohaterowie stoją przed pytaniem, czy można rozpocząć nowe życie bez zamknięcia poprzedniego rozdziału. Czy, Pani zdaniem, przeszłość trzeba zamknąć, czy raczej nauczyć się z nią żyć?

Przeszłość to coś, co zawsze będzie z nami. To przecież nie tylko bolesne przeżycia – to wszystko, co przeżyliśmy. Budujemy w ten sposób doświadczenie, kształtujemy siebie. Na bazie tego, co było, tworzymy teraźniejszość. Powiedzenie, że historia jest nauczycielką życia, można odnieść także do naszych małych osobistych historii, na których tak często się uczymy.

Wspomina Pani, że być może pojawi się część trzecia. Kiedy możemy się jej spodziewać?

Trzecia część jest napisana w głowie, czyli tam, gdzie naprawdę powstaje książka. Spory fragment spoczywa już bezpiecznie w mojej wirtualnej szufladzie, więc jest szansa, że powstanie reszta, bo nie lubię porzucać rozpoczętych tekstów. Grotniki i Ustronie najpiękniejsze są wiosną i latem, na pewno więc wybiorę którąś z ciepłych pór roku. Najpierw jednak, na wiosnę przyszłego roku, pojawi się powieść o toksycznej przyjaźni i drugich szansach.

Książkę Prawie jutro kupicie na stronie internetowej autorki

1

Zobacz także

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.