Lubimy przytulać własną wersję wydarzeń do serca. Wywiad z Marcinem Mortką
Data: 2026-09-02 11:28:47
– Moim zdaniem jednym z największych problemów ludzkości jest brak umiejętności do obiektywnego rozrachunku. Lubimy przytulać własną wersję wydarzeń do serca i każdą próbę innego spojrzenia na nią uważamy za atak, a to blokuje jakąkolwiek próbę rozmowy – mówi Marcin Mortka, autor książki Listy do Poli.
fot. Krzysztof Ślachciak
Ta powieść to nowy rozdział w Pańskiej twórczości. Jak się Pan czuje po tym swego rodzaju drugim debiucie? I czy czuje Pan w tym nowym gatunku literackim apetyt na więcej?
Czuję się znakomicie. Naprawdę znakomicie. Wycieczka z krainy czarów i smoków do naszej rzeczywistości, gdzie wszystko musi się ze sobą spinać i należy logiczne tłumaczyć fakty, była bardzo ożywczym doznaniem i tak, jak najbardziej chcę stworzyć jeszcze jedną komedię obyczajową. By do tego doszło, muszę jednak najpierw mieć pewność, że czytelnicy naprawdę tego chcą.
Czworo rodzeństwa, jedna rodzina, a jednak każdy z bohaterów pamięta ten dom inaczej i inaczej patrzy na rodziców. Czy w ogóle istnieje jedna wersja wspólnej przeszłości?
Każdy ma własną, to pewne. Ja i moja Żona dużo rozmawiamy z naszymi dzieciakami i czasami zdumiewa nas to, jak oni patrzyli na niektóre wydarzenia z rodzinnej przeszłości. Listy do Poli są właśnie taką próbą oddania wielu perspektyw tego samego zagadnienia.

Ewa próbuje podtrzymywać więź między rodzeństwem. Dlaczego właśnie jej powierzył Pan rolę osoby, która nie pozwala tej rodzinie zupełnie się rozpaść?
Jest najstarszą z rodzeństwa, a do tego nadal wspomina niezwykłą więź z matką, być może najważniejszy fundament własnego życia. Jest tą, która dostrzega potrzebę pielęgnacji korzeni – czyżby chciała o nie dbać dlatego, że własne małżeństwo nie układa się tak jak powinno?
Jeremi po latach próbuje wyjaśnić dzieciom swoje decyzje i przyznaje się do rodzicielskich błędów. Zastanawia mnie, czy rodzic może jeszcze naprawić coś po latach, kiedy jego dzieci są już dorosłe i konsekwencje dawnych decyzji stały się częścią ich życia?
Nie jestem psychologiem, ale wydaje mi się, że często obserwujemy proces odwrotny. Znam kilka przypadków, w których to rodzice, nie zawsze idealni, w miarę upływu lat coraz bardziej utwierdzają się w przekonaniu, że wszystko zrobili jak należy. Zdolność do autorefleksji nie jest cechą popularną w starszym pokoleniu, a często zastępuje ją niechęć do wysłuchiwania jakiejkolwiek krytyki. Chciałem pokazać Jeremiego jako tego, który próbuje mimo wszystko odnaleźć wspólny język z własnymi, dorosłymi już dziećmi. Ale czy mu się uda? Nie mam pojęcia, ale co szkodzi usiąść i porozmawiać? Co szkodzi wspólnie przeprocesować jakiś temat? Bardzo bym chciał, by pokolenie naszych rodziców potrafiło wyciągnąć ku nam rękę i po prostu pogadać.
fot. Krzysztof Ślachciak
Ojciec inaczej traktował każde ze swoich dzieci. To temat, o którym w rodzinach chyba wyjątkowo trudno się rozmawia. Co interesowało Pana bardziej: samo poczucie niesprawiedliwości czy próba zrozumienia, dlaczego rodzice wobec każdego dziecka bywają inni?
Chyba to drugie. Sam mam trójkę dzieci i z każdym z nich mam fajną relację, ale nie są one sobie równe. Często myślę nad tym, skąd się owe różnice biorą i robię później wiele, by móc owe relacje w jakiś sposób ze sobą zrównać. Za żadne skarby nie chcę, by któremuś z moich dzieci choćby przyszło do głowy, że jest traktowane inaczej.
Każde z rodzeństwa ma już własne życie i własne problemy. Chciał Pan pokazać, jak mocno doświadczenia wyniesione z domu mogą ujawniać się dopiero w dorosłości?
Tak. Dorosłość to wszak pierwszy poważny test dojrzałości (śmiech) Moim zdaniem dopiero wtedy pojawia się tyle przeszkód, by można było stwierdzić, czy umiemy je pokonywać, a sposób, w jaki tego dokonujemy (bądź nie!), często wiąże się z doświadczeniami z dzieciństwa.

Pola jest najmłodsza. Co odróżnia ją od starszego rodzeństwa? Czy najmłodsze dziecko tej rodziny dostało od rodziców zupełnie inny bagaż niż pozostali?
Z jednej strony jej dzieciństwo przypadło na najtrudniejszy czas w życiu Wrzaskowiczów, a z drugiej – na niej właśnie się skupili najbardziej i to we dwoje, przez co wyszła w świat zupełnie inna od pozostałych: w miarę wolna od traum i szczęśliwa, ale za to roztrzepana, chaotyczna i mało konsekwentna.
Rodzeństwo przez lata właściwie się nie zna, choć łączą ich przecież wspólni rodzice i dzieciństwo. Co musi się wydarzyć, żeby obcy sobie dorośli ludzie ponownie zaczęli myśleć o sobie jak o siostrach i braciach?
To bardzo trudne pytanie – choćby przez to, że każdy z nas ma chyba własną definicję brata i siostry – niekiedy wszak owa więź jest niezwykle silna, a czasem znikoma. Niemniej wierzę w to, że można ową więź stworzyć czy wskrzesić po latach, do czego potrzebnych jest kilka czynników, rzadko w tych czasach spotkanych. Trzeba znaleźć dla siebie czas. Trzeba stworzyć ochotę do słuchania. Trzeba wzbudzić umiejętność autorefleksji. Trzeba – wreszcie – chcieć, by się z drugą osobą połączyć.
W tej rodzinie problemem nie jest wyłącznie to, co wydarzyło się kiedyś, ale również brak rozmowy o przeszłości. Co jest trudniejsze: przyznać, że zostało się skrzywdzonym, czy usłyszeć wersję wydarzeń drugiej osoby i dopuścić możliwość, że pamięta ona wszystko zupełnie inaczej?
Zdecydowanie to drugie. Moim zdaniem jednym z największych problemów ludzkości jest brak umiejętności do obiektywnego rozrachunku. Lubimy przytulać własną wersję wydarzeń do serca i każdą próbę innego spojrzenia na nią uważamy za atak, a to blokuje jakąkolwiek próbę rozmowy.

fot. Krzysztof Ślachciak
Jeremi próbuje dokonać rozliczenia z własnym rodzicielstwem. Czy próbuje się usprawiedliwiać?
Chyba nie. Kreśliłem jego wypowiedzi tak, by był to swobodny, nieco chaotyczny, ale niczym nie moderowany strumień wspomnień i wyjaśnień, nie zaś usprawiedliwień. Zależy mu głównie na tym, by dzieci poznały jego wersję wydarzeń.
Listy do Poli łączą opowieść rodzinną z wątkiem kryminalnym. Co dawało Panu zestawienie tak różnych tonów? Dlaczego historia o bardzo intymnych rodzinnych sprawach potrzebowała również domieszki innego gatunku?
Nie chciałem, by książka została uznana za moralizatorską, a poza tym chciałem dodać jej trochę wigoru. Wątek komediowo-kryminalny dawał się idealnie.
Bohaterowie muszą zmierzyć się nie tylko z tym, co zrobili im inni, ale również z własnymi błędami. Czy wybaczenie jest bardziej próbą zrozumienia drugiego człowieka, czy decyzją, którą podejmuje się przede wszystkim dla siebie?
Chciałbym, by w wybaczeniu łączyły się obie te rzeczy. Wszak docierając do wnętrza drugiej osoby, człowiek powinien czuć radość, a więc automatycznie robi coś dobrego dla siebie.

Ta powieść wnosi sporo ciepła, refleksji. Po prostu – życia. A czym jest dla Pana?
Opowieścią, którą oddaję hołd naszym czasom i naszym problemom, a jednocześnie tą, którą mam nadzieję sprawić, by ktoś poczuł się lepiej.
Książkę Listy do Poli kupicie w popularnych księgarniach internetowych: