Fronty, na których walczyły kobiety. Wywiad z Niną Majewską-Brown

Autor: Sławomir Krempa
Okładka publicystyki dla Fronty, na których walczyły kobiety. Wywiad z Niną Majewską-Brown z kategorii Brak kategorii

– Wojnę zwykle oglądamy przez pryzmat opowieści mężczyzn, żołnierzy, partyzantów. Stają się bohaterami, którzy zmieniają świat, stawia się im pomniki, odznacza i poświęca hasła w encyklopediach. Tymczasem w Tajemnicy z Auschwitz opisuję losy kobiety, która do obozu koncentracyjnego trafiła jako zakładniczka za działającego w podziemiu męża. Na jego powstała masa opracowań, ona wymieniana jest w nich zaledwie dwukrotnie: „żonaty z…” i „zmarła w…” W miarę poszukiwań okazało się, że takich zakładniczek za męża w obozach było mnóstwo, tylko jakoś się o nich nie opowiada. Nie wiemy zbyt wiele o frontach, na których walczyły kobiety. Chciałam ocalić choć ten maleńki puzzelek historii – mówi Nina Majewska-Brown

Ten temat sam do mnie przyszedł...

Czy potrzebujemy kolejnych książek o Auschwitz?

Nie mnie to oceniać, choć biorąc pod uwagę, że odchodzą świadkowie tamtego piekła, to w moim przekonaniu warto ocalić każde wspomnienie. Nigdy nie planowałam pisania kolejnej książki o Auschwitz czy jakimkolwiek obozie, ale tak się zdarzyło, że historia Stefanii przyszła do mnie przez przypadek i nie sposób było po nią nie sięgnąć. Po prostu jakiś czas temu zaprzyjaźniłam się z niemal osiemdziesięcioletnią panią, która z czasem opowiedziała mi historię życia swojego i ukochanej mamy.

Traf chciał, że tą osobą okazała się Ewa Budniak. Jak właściwie ją Pani poznała?

Ewa jest siostrą przyjaciółki mojej mamy ze studiów. Bardzo chciała mieć koty, a moja kotka właśnie się okociła. I tak się wszystko zaczęło. Początkowo spotykałyśmy się, ponieważ obiecałam pomoc przy pielęgnacji kociaków. Podczas pierwszego spotkania po prostu wypiłyśmy kawę. Podczas kolejnego do kawy dołożyłyśmy ciasteczka. Potem wyciągnęłam ją z domu, pojechała ze mną na spotkania do Krakowa, Gdańska, Warszawy. Mając osiemdziesiąt lat, potrzebuje opieki, nie chce sama wyprawiać się tak daleko. Ze mną czuje się bezpiecznie, mówi, że przez te podróże dałam jej drugie życie. To niesamowite, że choć dzieli nas niemal czterdzieści lat, rozumiemy się znakomicie i możemy się nazywać przyjaciółkami.

Pani Ewa nie miała oporów, by opowiedzieć tę historię również czytelnikom?

Wręcz przeciwnie – to ja miałam duże opory przed jej opisaniem. Wszystko się zmieniło, gdy rok temu na targach książki w Krakowie Ewa powiedziała, że marzy o tym, by historię jej rodziny poznali inni ludzie, by sprawiedliwości stało się zadość. Dziś słyszę zarzuty, że próbuję korzystać z pewnej mody, że podejmuję chwytliwy temat. W rzeczywistości ta opowieść towarzyszyła mi przez ponad dwa lata i mam wrażenie, że nie zrobiłam niczego szczególnego – jak zwykle zabrałam się do opowiadania życia z perspektywy kobiety. Moje bohaterki nieodmiennie są kobietami z krwi i kości, których przeżycia są – czy mogłyby być – udziałem wielu innych osób.

Ale Tajemnica z Auschwitz była szczególnym wyzwaniem. Spędziłam długie godziny w IPN-ie, korzystałam z dokumentów zgromadzonych w archiwach Auschwitz, rozmawiałam z wieloma świadkami. Teraz bardzo się cieszę, że ta książka powstała. Mam poczucie, że udało mi się ocalić maleńki puzzelek historii.

„dzieci”
Stefa z małymi Ewą i Basią, zdjęcie z archiwum prywatnego

Historia, której nie znaliśmy

Tym bardziej, że fragment to naprawdę niezwykły…

Wojnę zwykle oglądamy przez pryzmat opowieści mężczyzn, żołnierzy, partyzantów. Stają się bohaterami, którzy zmieniają świat, stawia się im pomniki, odznacza i poświęca hasła w encyklopediach. Tymczasem w Tajemnicy z Auschwitz opisuję losy kobiety, która do obozu koncentracyjnego trafiła jako zakładniczka za działającego w podziemiu męża. Na temat Floriana Budniaka powstała masa opracowań, ona wymieniana jest w nich zaledwie dwukrotnie: „żonaty z…” i „zmarła w…” W miarę poszukiwań okazało się, że takich zakładniczek za męża w obozach było mnóstwo, tylko jakoś się o nich nie opowiada. A to przecież dzięki nim ich mężowie, ojcowie, bracia mogli dalej toczyć walkę.

Czyli los Stefanii nie był wyjątkowy?

Jej przyjaciółka z obozu mówiła, a materiały źródłowe tę informację potwierdziły, że takich kobiet było bardzo wiele. Początkowo Niemcy byli bardzo zaskoczeni niehonorową – w ich mniemaniu – postawą ich mężów. Liczyli, że na wieść o aresztowaniu żony mąż się stawi, by odbyć karę, że nie pozwoli, by kobieta za niego cierpiała i umierała. Rzeczywistość okazała się zupełnie inna. Oczywiście zaraz odezwą się głosy, że mężowie od razu dostaliby kulkę w głowę, tylko dlaczego nie mówimy o tym, że większość tych kobiet nie przeżyła?

 

„Tajemnica z Auschwitz" to opowieść o wojnie widzianej oczami kobiety. Fronty, na których walczyły, były w większości zupełnie inne niż w przypadku mężczyzn. One nie dostawały za swoją walkę orderów, a historia przemilcza ich istnienie. Pragnę opowiedzieć o tych, o których zapominać nie powinniśmy.

W tej historii czuje się złość, może nawet gniew na męża głównej bohaterki.

Starałam się nie oceniać ani Floriana, ani Stefy. Gniew i złość wybrzmiewają przede wszystkim w słowach Ewy. To od niej wiem, że ani ona, ani Stefania nigdy nie wybaczyły Florianowi. Nie wybaczyli mu też rodzice, teściowa i szwagierka, które tamtego dnia również zabrało gestapo. Ewa do dziś stawia kwiaty na grobie tylko po stronie mamy.

Na pomnik na plecach żony

W Pani powieści człowiek, który doczekał się pomnika, okazuje się potwornym egoistą.

Moim celem nie było strącenie z piedestału Floriana Budniaka, choć mam wrażenie, że wdrapał się nań niejako po plecach żony. Opowiadam po prostu prawdziwą historię – taką, jakiej dotąd nie znaliśmy. Z przykrością czytam komentarze, których autorzy twierdzą, że poświęcenie Stefanii było naturalne w czasach wojny. Uważam, że zbyt łatwo przychodzi nam ocenianie postaw innych z pozycji wygodnego fotela. Ponownie zadaję pytania: w jakim stopniu powinno się ponosić konsekwencje własnych czynów? Czy to w porządku, że za nasze wybory najwyższą cenę płacą bliscy? Gdzie leży granica, której nie powinno się przekraczać?

I gdzie, Pani zdaniem, ta granica leży?

W miejscu, w którym ktoś podejmuje decyzję za drugiego człowieka. W mojej ocenie granica ta w życiu Stefanii została przekroczona wielokrotnie. Pierwszy raz, gdy rodzice uniemożliwili jej poślubienie miłości jej życia, znanego później podróżnika i dziennikarza Stanisława Szwarca-Bronikowskiego. Nakłonili ją do poślubienia syna ich przyjaciela, Floriana Budniaka.

A po raz kolejny?

Florian bez reszty zaangażował się w działalność partyzancką, nie licząc się zupełnie ze Stefanią. Choć dla niej rodzina była najważniejsza, zaakceptowała działalność Floriana, prosząc tylko, by był ostrożny. Nie posłuchał.

Florian widział aresztowanie żony, teściowej i szwagierki, a jednak nie zareagował.

Tu jednak trzeba pamiętać, że z naszej z perspektywy łatwo dokonywać ocen, ale gdy stoi się w obliczu takiej sytuacji, wybór może nie być oczywisty. To był wybór Floriana, że nie wyszedł z ukrycia, ale też wybór Stefanii, że go nie wydała. Stefa najbardziej się bała, że Niemcy zapytają córeczki (trzy- i sześcioletnią), gdzie jest tata, a one paluszkiem wskażą skrytkę. Tak się nie stało.

„dzieci”
Stefa z Basią, zdjęcie z archiwum prywatnego

Po aresztowaniu teść Stefy zorganizował jej wykup z więzienia. Zostały ustalone warunki, wręczono pierwszą transzę łapówki, wszystko było dopięte na ostatni guzik. Florian o tym wiedział, a jednak przeprowadził zamach na jednego z gestapowców, co w konsekwencji doprowadziło do przerwania rozmów z Niemcami i uniemożliwiło wykupienie żony. Przez niego Stefania w trybie przyspieszonym trafiła do Auschwitz.

Przetrwać dzięki nadziei

Przetrwała tam dzięki dzieciom?

Tak. Stefanii udało się przemycić do obozu zdjęcie córek i to ono było jej talizmanem, nadzieją, wspomnieniem normalnego życia. Nie miała pojęcia, czy dziewczynki są bezpieczne, ale żyła nadzieją, że niebawem się zobaczą.

Stefania nie wiedziała, że Florian zostawił córki same w domu, gdzie kilka dni przeleżały przerażone pod łóżkiem.

Nie wiedziała też, jak trudną przeszły drogę, tułając się po obcych domach, nim trafiły do dziadków po drugiej stronie granicy Generalnego Gubernatorstwa.

Ale jest też inna strona tej tęsknoty za dziećmi. Zainicjowała ona przyjaźń z Jürgenem – esesmanem, który też zostawił w domu dwie malutkie córki. Stefa była niemal bliźniaczo podobna do jego tragicznie zmarłej żony i dlatego zwrócił na nią uwagę.

Co więcej, okazało się, że Stefa nie pokazała zdjęcia dziewczynek nawet przyjaciółkom z obozu, także gdy spotykały się po wojnie. Jedyną osobą, która wiedziała o fotografii, był Jürgen.

Jego pomoc to kolejna wielka tajemnica Stefanii…

Zapytałam panią Zofię, przyjaciółkę Stefanii z obozu, czy wiedziała coś o pewnym esesmanie, starając się początkowo nie zdradzić zbyt wiele. Pani Zofia była bardzo zdziwiona, nie wiedziała, o czym mówię. Zapytałam więc wprost, czy wie, że Stefania przeżyła dzięki esesmanowi. Pani Zofia pobladła i powiedziała: „Wie pani, dopiero po 75 latach to wszystko mi się ułożyło…”.

Okazało się, że Stefania nikomu prócz Ewy nie powiedziała o wsparciu, jakie uzyskała od Jürgena. Musiał wypatrzyć Stefanię już na bramie, bo gdy tylko pojawiła się na bloku, zaczęła otrzymywać pomoc w postaci chociażby odzieży. To było niesłychane, bo w tym czasie do więźniarek żadne paczki odzieżowe nie docierały. Stefania miała na pryczy kołdrę, co zdarzało się równie rzadko. Jej koleżanki były przekonane, że jest wielką szychą podziemia, które pomaga jej przetrwać w obozie. Od Jürgena dostała oficerki, a kiedy zachorowała na tyfus – lekarstwa, ale najważniejsze było to, że esesman dawał jej nadzieję, mówiąc o sytuacji na froncie i nieuchronnym zbliżaniu się klęski Niemców.

Życie w cieniu traumy

Po wojnie Stefania wróciła do męża…

Ten zaś ponownie zignorował jej potrzeby, zmuszając rodzinę do przeprowadzki do Warszawy, a potem do Poznania tylko dlatego, że otrzymywał propozycje objęcia kolejnych posad. Nie rozumiem, dlaczego nie odeszła od Floriana, ale – znowu – łatwo tak mówić z perspektywy XXI wieku, kiedy rozwody są na porządku dziennym, a większość kobiet jest aktywna zawodowo i niezależna.

Myślę, że 8 maja 1945 roku świat się dla Stefanii też trochę skończył, choć tego dnia odzyskała wolność. Później już tylko trwała, bierna, niemal niezdolna do samodzielnego życia. Nie miała zawodu, wykształcenia, które pomogłoby jej w zdobyciu pracy. Miała za to depresję, głęboką i bezgraniczną. W tym czasie nikt nie był w stanie pomóc ludziom, którzy przetrwali obozy i dotarli do rodzinnych domów. Nie było psychoterapeutów, pomocy farmakologicznej czy psychiatrycznej – potwierdza to koleżanka Stefanii z obozu. Takie kobiety były wrakami.

Jedyną radą, jakiej doczekała się Stefania po wojnie, było zalecenie urodzenia kolejnego dziecka w ramach „terapii”, a w zasadzie zajęcia głowy czymś innym niż rozpamiętywaniem obozowego piekła.

Pomogło? Czy kiedykolwiek była szczęśliwa?

Stefania znalazła szczęście w życiu rodzinnym i domowym, ale nigdy nie zapomniała o przeszłości. Wydarzenia obozowe, trauma i strach położyły się też cieniem na życiu jej dzieci. Gdy Stefania wróciła do domu, dziewczynki jej nie poznały. Pragnęły przytulić się do swojej ślicznej, kochanej mamusi, tymczasem w domu pojawiła się obca, wychudzona i zabiedzona pani, która w niczym mamy nie przypominała. Nie na taką mamusię czekały. Co prawda Stefa wróciła, ale była zupełnie inną, naznaczoną śmiercią kobietą. Ich więzi też były zupełnie inne niż przed dniem aresztowania. Zniknęło bezpowrotnie beztroskie życie, w jego miejscu pojawiły się traumy. Ewa do dzisiaj mówi, że była za mało dobra dla mamy. To oczywiście nie jest prawda, bo dała jej więcej wsparcia, niż można było oczekiwać od dziecka. To na nią spadł ciężar historii, której Stefania nie opowiedziała nikomu innemu.

„dzieci”
Ewa z Basią, 1943 rok, zdjęcie z archiwum Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau w Oświęcimiu

Wydanie książki pomogło pani Ewie ten ciężar zrzucić?

To skomplikowana sytuacja. Z jednej strony praca nad książką zmusiła Ewę do ponownego przepracowania tego wszystkiego. Nie chciała, żebyśmy się widziały, gdy odczytywałam jej fragmenty, nie chciała mieć świadka swoich emocji. Dlatego całą książkę, rozdział po rozdziale, przeczytałam jej przez telefon. Ewa płakała i wzruszała się, przeżywając wszystko na nowo i jeszcze raz, tym razem z perspektywy dorosłej, doświadczonej kobiety. Myślę, że nie chciała też obarczać mnie swoim bólem. Teraz mówi, że to była spowiedź jej życia. Podkreśla, że dzięki tej książce odzyskała siostrę – z Basią nigdy nie miały dobrych relacji, nawiązały je dopiero teraz. Powtarza, że ludzie mają prawo wiedzieć, jak wyglądała pełna historia ich rodziny. I że w końcu nastała sprawiedliwość.

Książkę Tajemnica z Auschwitz kupicie w popularnych księgarniach internetowych:

1

Zobacz także

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Avatar użytkownika - Poczytajka
Poczytajka
Dodany: 2019-11-15 08:26:48
0 +-

Tematyka jaką lubię.

Avatar użytkownika - slena1098
slena1098
Dodany: 2019-11-14 01:01:29
0 +-

Nie znam jeszcze twórczości tej Pani, ale wywiad bardzo ciekawy. 

Avatar użytkownika - Justyna641
Justyna641
Dodany: 2019-11-13 22:10:46
0 +-

Raczej nie sięgnę. Najlepsza książka o Auschwitz to "Z otchłani" Zofii Kossak, bo oparta na jej własnych przeżyciach.

Avatar użytkownika - Lenka83
Lenka83
Dodany: 2019-11-13 16:39:49
0 +-

Lubię takie tematy, dlatego też przeczytam....

Avatar użytkownika - martucha180
martucha180
Dodany: 2019-11-13 13:08:53
0 +-

Chętnie przeczytam książkę.

Książka

Warto przeczytać

Recenzje miesiąca
Okna z widokiem na Weronę
Hanna Kowalewska
Okna z widokiem na Weronę
Niedzielna dziewczyna
Pip Drysdale
Niedzielna dziewczyna
Ktosiek 2.0
Beata Piliszek-Słowińska
Ktosiek 2.0
365 stron życia 2020
oprac. Justyna Wrona, Hubert Wołącewicz
365 stron życia 2020
Zawsze i na zawsze
Jenny Han
Zawsze i na zawsze
Grypa. Sto lat walki
Jeremy Brown
Grypa. Sto lat walki
Brytyjska monarchia od kuchni
Adrian Tinniswood
Brytyjska monarchia od kuchni
Relikwiarz
Elżbieta Bielawska
Relikwiarz
Pokaż wszystkie recenzje