Podwójny dreszczyk emocji. Wywiad z Magdaleną Artomską-Białobrzeską

Data: 2026-07-24 14:32:58 Autor: Danuta Awolusi
udostępnij Tweet

– Lubię pisać o postaciach złożonych, bogatych wewnętrznie, targanych wątpliwościami, namiętnościami – mówi Magdalena Artomska-Białobrzeska, autorka książki Ścigając płomienie. Rozmawiamy o toksycznych relacjach, bohaterach doświadczonych przez życie, romansie splecionym z sensacją oraz o tym, dlaczego świat męskich bohaterów pojawiających się w powieściach pisarki bywa realistyczny do bólu.

Inga przez lata tkwi w toksycznej relacji. Czy droga do odzyskania siebie musi być tak trudna?

Inga tkwi w chorym układzie od dziesięciu lat. Jest zręcznie manipulowana. Nie tylko przez partnera, lecz także sztab ludzi, wyspecjalizowanych w tego typu zagrywkach. Wyobrażam sobie, że przez te wszystkie lata wyrobiono w niej nawyk znoszenia i wytrzymywania, z zastosowaniem technik manipulacji, czego rezultatem jest utrata autonomii wewnętrznej i uzależnienie emocjonalne od partnera.

Jeśli chodzi o drogę wychodzenia z toksycznych układów: śmiem przypuszczać, że nie ma stałych reguł. Jednej osobie zajmie to więcej, innej mniej czasu. Jedna osoba poradzi sobie sama, inna będzie potrzebowała fachowej pomocy kogoś, kto otworzy jej oczy na problem. Pewnie zależy to od okresu trwania, stopnia skomplikowania sytuacji i cech osób, znalazły się w kleszczach toksycznego związku.

Bohaterka jest silna w pracy, ambitna i odpowiedzialna, a prywatnie pozwala Danielowi bardzo długo przekraczać swoje granice. Skąd w ludziach bierze się taka sprzeczność?

Inga rzeczywiście jest silna i ambitna w pracy. A jednak czy uleganie stereotypom, że toksyczne związki przydarzają się jedynie słabym, nieświadomym i pogubionym, jest sprawiedliwe? Myślę, że niekoniecznie, choć trudno mi jednoznacznie wskazać przyczyny, dla których ludzie silni też ulegają przemocy i manipulacjom.

W przypadku Ingi przekraczanie granic to był proces długotrwały i stopniowy. Wyobrażam sobie, że z biegiem czasu sytuacja spowszedniała, a potem zobojętniała. Stała się niejako elementem zabieganej, zaganianej codzienności, gdzie często brakuje miejsca na refleksje, nie wspominając o poszerzonym interpretowaniu cudzych zachowań czy budowaniu własnych postaw obronnych.

Inga dostrzega perfidię reguł gry toksyka dopiero wtedy, gdy rzeczywistość staje się trudna do zniesienia, brakuje jej miejsca na zdrowy oddech, odpowiednich warunków do pracy, co objawia się wyczerpaniem energetycznym i poczuciem dyskomfortu we własnym domu.

Daniel nie jest tylko złym partnerem. W tej relacji widać wykorzystywanie, wygodę, zależność i emocjonalne zmęczenie. A jak Pani go ocenia?

Bohater jest złem w czystej postaci. Człowiekiem brzydkim wewnętrznie, bo pozbawionym wszelkich hamulców i skrupułów. Beztrosko bawi się cudzym życiem. Nie szanuje cudzego życia. Depcze je i niszczy.

Wyjazd Ingi na Warmię miał dać jej oddech. Dlaczego właśnie Warmia stała się miejscem, w którym bohaterka zaczyna inaczej patrzeć na swoje życie?

Założyłam, że wyjazd w odległe, piękne strony pozwoli bohaterce złapać dystans. Chciałam też, aby romans, który wyzwolił w niej moce, aby na nowo poskładała życie, rozgrywał się na neutralnym gruncie. Podobnie zależało mi na tym, aby uczucie miało oprawę w postaci jesieni i przyrody, które – według mnie – są wyjątkowo romantyczne.

Inga i Patryk spotykają się po latach. Dawne uczucia wracają, ale oboje są już innymi ludźmi. Czy widać po nich, jak bardzo czas zmienia człowieka?

Bohaterowie zmienili się, do czego się przyznają w rozmowach. Wcześniej, ich relacja nigdy nie wyszła poza ramy służbowe. Ukrywali wzajemną fascynację, odżegnując się od wypowiadania na głos tego, co przeżywają wewnętrznie.  Nie było na to przestrzeni ani warunków.

Dziś każde z nich jest bogatsze o nowe doświadczenia, wyposażone w zasób tolerancji i dystansu, właściwy dla ludzi dojrzałych. Przez te wszystkie lata, gdy nie mieli kontaktu, budowali siebie i doświadczali relacji ze sobą. Uczyli się tego, co jest dla nich ważne, co sprawia przyjemność, a co boli. Weryfikowali też swoje związki. Teraz już znają siebie, wiedzą, na czym stoją, są świadomi własnych marzeń i oczekiwań, a – co więcej – potrafią otwarcie o tym mówić i sięgać po upragnione.

Patryk ma trudną przeszłość i nie potrafi pogodzić się ze śmiercią rodziców. Czy za rzadko pokazujemy w literaturze obraz mężczyzny, który jest odważny, działa zdecydowanie, ale nie jest wolny od bólu?

Wychodzę z założenia, że doświadczenie jest jednym z kluczowych czynników, które tworzą człowieka, a przy tym sprawiają, że jest interesujący. Szczerze mówiąc, nie wyobrażam sobie silnego, zdecydowanego bohatera, który nie doświadczył miłości, zazdrości, radości, szczęścia, jak i przemijania, straty, wstydu, tęsknoty. Paleta wydarzeń, uczuć i doznań bywa drogą do poznawania siebie, budowania mechanizmów reagowania na to, co przynosi życie, siły i dojrzałości. 

Lubię pisać o postaciach złożonych, bogatych wewnętrznie, targanach wątpliwościami, namiętnościami. Lubię tworzyć życiorysy bohaterów współczesnych, doświadczonych trudnościami, zbiegami okoliczności, tkwiących w skomplikowanych układach. Świat moich męskich bohaterów bywa realistyczny do bólu, nieraz haniebnie przyziemny, a nawet wstydliwy, obfitujący w sytuacje dyskusyjne, by nie powiedzieć: kontrowersyjne.

W tej książce romans zaczyna łączyć się z sensacją, śledztwem i niebezpieczeństwem. Skąd pomysł, żeby emocjonalną historię o miłości i toksycznej relacji wprowadzić w świat afer, korupcji i politycznych układów?

Chodziło o tzw. podwójny dreszczyk emocji (śmiech). Z jednej strony: gorące, wręcz parzące uczucie, które podnosi temperaturę historii i sprawia, że krew gęstnieje, a serce bije na alarm, a z drugiej –  otoczenie wypełnione postaciami mniej lub bardziej podłych antagonistów, którzy są źródłem perturbacji i nieprzewidywalności.

W książce pojawia się temat manipulacji. Bohaterowie nie zawsze wiedzą, jaką rolę odgrywają w cudzym planie. Czy człowiek może bezwiednie stracić kontrolę nad własnym życiem?

Myślę, że mogą się zdarzać takie sytuacje. Zwłaszcza, gdy za sznurki pociągają zorganizowane struktury, niekoniecznie z tej dobrej strony barykady.

Tytuł Ścigając płomienie można czytać bardzo dosłownie, ale też emocjonalnie: jako pogoń za namiętnością, wolnością, prawdą, może nawet za czymś niebezpiecznym. A co dla Pani on wyraża?

Świetne pytanie. Początkowo tytuł miał się odnosić do relacji romantycznej i pościgu za uczuciem, które ukoi tęsknotę za bliskością, intymnością i nową energią. Dopiero później dotarło do mnie, że można to interpretować w kontekście niebezpieczeństwa i to bardzo dosłownie. (śmiech)

W tej historii miłość daje bohaterom siłę, ale też wystawia ich na ryzyko. Czy chciała Pani opowiedzieć o uczuciu, które ratuje, czy raczej o takim, które zmusza człowieka do podjęcia decyzji, przed którymi długo uciekał?

Ratunek kojarzy mi się z udziałem osób trzecich, które niejednokrotnie przejmują stery i odpowiedzialność za szczęśliwe zakończenie. Podejmowanie decyzji raczej z tym, co wypływa z wnętrza człowieka i – ewentualnie – może, choć nie musi, być inicjowane, inspirowane lub wspierane przez osoby trzecie.

W tym przypadku siłę dała głęboko inspirująca miłość, która objawiła się w postaci opiekuńczego, wspierającego Pata. W ten sposób uczucie najpierw znienacka dopadło bohaterkę, a później postawiło ją pod ścianą i wymusiło uporządkowanie spraw. Tak więc było zarówno ratunkiem, jak i impulsem do zmian. (śmiech)

Powieść Ścigając płomienie kupicie w popularnych księgarniach internetowych:

1

Zobacz także

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.