Święty od ćpunów

Wydawnictwo: JanKa
Data wydania: 2013-01-22
Kategoria: Literatura piękna
ISBN: 978-83-62247-22-6
Liczba stron: 144
Dodał/a recenzje: Justyna Gul

Ocena: 5 (1 głosów)

Nihilistyczna opowieść o trwaniu


Dwie kobiety spędzają wczasy w pensjonacie. Jedna mówi: „jakie tu mają niedobre jedzenie”, a druga dodaje: „no i w dodatku takie małe porcje”. To samo myślę o życiu. Jest pełne bólu, cierpienia i nieszczęść, a na dodatek tak szybko przemija. Tak Woody Allen widzi człowieczą egzystencję na tym łez padole i nie jest w tej wizji odosobniony. Aby uciszyć raka, który toczy nasze ciała i umysły każdego dnia – czy to po postacią zniewolenia, pułapki konsumpcjonizmu, czy też niewoli uczuć, sięgamy po różne środki zaradcze. Ból i pustkę duszy próbuje zagłuszyć alkoholik, nałogowy palacz wraz z kolejnym wdechem próbuje czarnym dymem zasnuć swoje wątpliwości, zaś narkoman przenosi się w inny wymiar, stwarzając złudzenie, że "tu i teraz" go nie dotyczy, że przyziemne sprawy nigdy nie staną się jego udziałem. I tak po części jest, bowiem przekraczając pewną niewidzialną granicę, zmienia się postrzeganie rzeczywistości, zmienia się percepcja otaczającego nas świata. Świata, który ogranicza się do kolejnej wypalonej trawki, kolejnej pigułki, kolejnego strzału w żyłę.


Jak wygląda szarość dnia codziennego z perspektywy narkomana? Czy egzystencjalny nihilizm, właściwy wszystkim tym, dla których „bezcel” stał się celem jest postawą na miarę XIX wieku? Swoja koncepcję tego tematu przedstawia Michał Kotliński, człek młody, a jednak „stary duchem”, z którego książek przebija doświadczenie tysiąca ludzkich istnień, rozczarowanie życiem i kierunkiem, w którym zmierza ten świat. Choć uwagę zwróciła już debiutancka książka autora Miłość zwija się w bibułkę, to dopiero Święty od ćpunów - powieść brutalnie realistyczna i niezwykle dojrzała, prezentuje prawdziwe możliwości Kotlińskiego. Opublikowana nakładem wydawnictwa JanKa pozycja nie jest – wbrew temu, co sugeruje tytuł – książką wyłącznie o narkomanach i narkotykach. To raczej kontrowersyjny, choć boleśnie prawdziwy obraz rzeczywistości, niejednoznaczny i trudny w odbiorze, a jednak przenikający nasze ciało i wprawiający w trans bliski delirium.


Olsztyński prozaik oddaje w ręce czytelników trzy miniatury prozatorskie, połączone wspólnym motywem, a także wyjątkowym klimatem, w którego tworzeniu Koltiński zaczyna być mistrzem. Zbiór rozpoczyna opowiadanie, które nadało tytuł książce – Święty od ćpunów  No właśnie… święty - czyli kto? Z pewnością główny bohater, Kruk, świętym nazwać się nie może. Już raczej aniołem śmierci, zagłady, takie bowiem wrażenie można odnieść, analizując sytuacje, w jakich się znajduje. Jego tożsamość nie jest jednoznaczna – może być równie dobrze bibliotekarzem Widmowej Biblioteki Pawła Dunina-Wąsowicza co skrzypkiem bądź ghostwriterem polskich raperów. Albo też… pracownikiem kostnicy, do upadłego palącym marihuanę, jedyną stałą rzecz w jego życiu.


O prawdziwą twarz Kruka zadają pytanie wszyscy. Wiem już, że wyglądasz jak Sandman i wypalasz tygodniowo sto pięćdziesiąt gramów czyściutkiego ziółka (…) Ale kim ty w zasadzie jesteś, Kruk? – pyta dealer Janek, określający dziwaczną postać mianem „żywiciela”, a nawet „wampira”. Wyglądasz jak postać ze starego amerykańskiego horroru albo inny bohater Tima Burtona – mówi jedna z dziewczyn spotkanych w barze, dodając Więc naprawdę jesteś anio-diabłem? Dobrym/złym duchem ćpunów?. Te pytania budzą domysły, skojarzenia - szczególnie, że Kotliński wcale nie pomaga w rozwiązaniu łamigłówki. Zresztą - czy rzeczywiście chodzi o to, żeby poznać naturę swojego sumienia? Istotne jest to, że Kruk jest obecny w życiu tych, którym narkotyki stały się już niezbędne do życia, którzy potrzebują ich, by dobrze się bawićl. Jest obecny w życiu tych, dla których syntetyczna substancja zwana valkyrem ogranicza świat, którzy z pomarihuanowych wędrówek czerpią inspirację, którzy – wbrew przysiędze Hipokratesa – zamiast ratować istnienia ludzkie, tylko przyspieszają śmierć.


Kruk wydaje się postacią nierzeczywistą, zaś jego reakcja na samobójcze próby – zagadkowa. Czy to właśnie on, niczym Bóg, rozdaje karty? Dlaczego pozwolił okrutnemu Kędziorowi na skończenie ze swoim marnym życiem, zaś Marcina od samobójstwa odwodzi? Czy jesteś świętym od ćpunów, Kruku? – to pytanie zadajemy sobie my sami, a może i Karol, który budzi się codziennie tam, gdzie zasnął. W nędznym życiu, ograniczającym się do pamięci o wydarzeniach sprzed lat i do innych upodlonych i upodlających się przez narkotyki.


Nieco inne w swej wymowie, choć równie intrygujące (zaryzykowałabym śmiało stwierdzenie, że najlepsze), jest opowiadanie A. i E., które ujęło mnie swoją świeżością, ale i – nie ma co kryć, fetorem rozkładających się śmieci, jaki unosi się znad kart książki. No właśnie? Jak to się dzieje, że w krainie zwanej Stołecznym Wysypiskiem Śmieci, uświadamiamy sobie nagle przemijanie wszystkiego, prostotę procesów zachodzących w przyrodzie, a także konsumpcjonizm społeczeństwa? Być może sprawia to tryb życia Adama i Ewy, którzy w postmodernistycznym raju walczą ramię w ramię przeciwko szatanowi, tu jawiącemu się jako cukierkowe społeczeństwo, produkujące w swoim pędzie ku lepszemu, droższemu, tony śmieci i stwarzające pozory idealnego życia. Takie było dzieciństwo Ewy w bogatym domu, gdzie miała wszystko, o czym dziecko mogło tylko zamarzyć. Wszystko, oprócz tatusia, który nie miałby ochoty na słodki kąsek, jakim stała się jego córka. Dopiero na wysypisku, u boku Adama, odzyskała ona poczucie bezpieczeństwa, w codziennych rytuałach odnajdując radość, zaś w towarzystwie dziwaków buszujących wśród śmieci – wyborne towarzystwo. 


Śmieciem świat stoi - chciałoby się powiedzieć, czytając tekst Kotlińskiego, równie niejednoznaczny i zaskakujący, jak jego zakończenie. Co to jest!? (…) przeznaczenie? – pyta Adam, na co Ewa odpowiada: „Pierdol przeznaczenie. (…) Od zawsze żyliśmy tak, jak chcieliśmy. Nie potrzebują nas i my nie potrzebujemy ich. Kowale własnego losu (…) To właśnie my”


Tryptyk zamyka opowiadanie Igła, będące obrazem piekła na ziemi, czyli monotonni i beznadziei codzienności. Z jednej strony był wolnym człowiekiem, z drugiej był przykuty łańcuchami do tego zakurzonego, żywiącego się drukowanymi literami miejsca. Zawsze jest źle? – pyta sam siebie Józek, bukinista, właściciel znanego w Olsztynie (nie mylić z dochodowym) antykwariatu o oryginalnej nazwie „Antyk-Wariat”. Dni spędzone pośród książek w małym pomieszczeniu o artystowsko-dandysowskim klimacie i przestrzeń życiowa ograniczona tylko do sklepiku oraz małego mieszkania na jego tyłach doprowadza Józka, absolwenta teologii, do pomieszania zmysłów.


Być może dla poczucia złudnej równowagi weekendy spędza on wraz z przyjacielem Andrzejem, zalewając puste życie, pozbawione wyzwań i marzeń, kolejnymi szklankami wódki doprawionej prozakiem. Utrata nadziei jest wolnością, co? Łzy są wolnością? Może. Tyle tylko, że dalej nie ma już nic! – mówi bohater. Czy jednak rzeczywiście nic już na niego nie czeka? Być może z tego letargu i nędznej egzystencji, którą trudno nazwać życiem, wyrwie go frapujący sen, powtarzający się niemal co noc. Zgodnie z sennikiem, „klucze” zwiastują rozwiązanie jakiegoś problemu, położenie kresu udręce. Jak będzie w przypadku Józka?


Michał Kotliński Świętym od ćpunów udowadnia, że talent nie zagląda w metrykę, bowiem historie, które stworzył, noszą na sobie piętno bolesnych doświadczeń upływających lat, ale i zdradzają niezwykły zmysł obserwacji autora. Jego powieść zaskakuje, przeraża swoim absolutem i wprawiła w dziwny stan transu, z którego długo nie można się otrząsnąć. Coś jest takiego w słowach, zdaniach Kotlińskiego, co budzi niepokój, ale i przyciąga. Wydaje się, że wszystko jest tu wyważone mimo swojej pozorności, że każde słowo ma swoje miejsce, zaś odwołania do przeznaczenia, Boga czy analogie do raju są dokładnie przemyślane i służą wywołaniu refleksji. Nie jest to lektura łatwa, nie należy się także spodziewać pseudoterapeutycznej pogadanki o uzależnieniach. Kotliński nie ocenia, nie komentuje – on tylko odziera rzeczywistość z fałszywego blichtru i wypycha ją na scenę, gdzie w świetle reflektorów wypada przerażająco. Może zatem Woody Allen ma rację? Może faktycznie życie jest pełne bólu, cierpienia i nieszczęść, a na dodatek tak szybko przemija?

 

Kup książkę Święty od ćpunów

Zobacz opinie o książce Święty od ćpunów
Inne książki autora
Miłość zwija się w bibułkę
Michał Kotliński0
Okładka ksiązki - Miłość zwija się w bibułkę

Dwudziestoletni Janek Katyński to eksstudent filologii angielskiej stołecznego uniwersytetu, który - pracując jako piekarz i diler - zapewnia ludziom chleb...

Reklamy