Kiedyś nas uśpią

Wydawnictwo: inne
Data wydania: 2007-06-21
Kategoria: Poezja
ISBN: 83-60110-11-5
Liczba stron: 72
Dodał/a recenzje: mrowka

Ocena: 0 (0 głosów)

Zastanawiam się nad dominantą kompozycyjną tomiku Jerzego Fryckowskiego „Kiedyś nas uśpią” i muszę napisać, że mam nie lada problem. Bo zamiast wyraźnie nakreślonych tematycznych linii podziałów, zamiast wyraźnie wyznaczonych motywów, widzę każdy wiersz osobno. Chociaż niektóre łączą się za pomocą jakiegoś wątku w miniserie – i tak uniemożliwiają całościową lekturę.

 

Kolejne utwory Fryckowskiego czyta się pojedynczo: teksty zagłuszają się wzajemnie, a w poetyckim „wyścigu” o prymat każdorazowo wygrywa ten, który aktualnie poddaje się krytycznoliterackim analizom bądź po prostu zwyczajnej lekturze. Jest w tym zbiorku coś, co nie daje czytelnikom spokoju, coś, co każe wracać do wierszy i poszukiwać pomysłu na całą książkę – ale i odkrywać inspiracje poszczególnych utworów. Może to niejednoznaczność liryków, może rozproszenie i samodzielność tekstów, a może postać autora wpisana między kolejne wersy.

 

Spośród tematów poezji Fryckowskiego wymienić można choćby motyw śmierci, obraz ukochanego psa, pamięć wojny, uczucia znanych ludzi (jakkolwiek by to mało precyzyjne określenie nie zabrzmiało), temat prześladowań, przemijania, odwołania do głośnych tragedii, subtelne erotyki (i – w wyniku nie-spełnienia – antyerotyki), analiza stanu duszy ojca czy kwestia boskości. Ale w wierszach łączą się te zagadnienia, przeplatają ze sobą i wzajemnie wyjaśniają bądź komplikują tak, by nie dało się wyznaczyć dokładnych granic między nimi. Podobna różnorodność i hybrydyczność cechuje formy wiersza Fryckowskiego. Są tu tradycyjne gatunki, utwory sylabotoniczne i rymowane – ballady, kołysanki czy piosenki o czterowersowych zwrotkach. Są modlitwy (poemat „Ojcze nasz” składa się z wierszy, których tytuły to kolejne frazy z modlitwy, same teksty są zaś współczesnymi wariacjami „na temat”). Są też relacje, wspomnienia czy poetyckie listy.

 

Nawet postawa poety wciąż się zmienia: autor, który ukrywa się raz za maskami ironii, raz smutku czy rezygnacji, nie pozwala na odszyfrowanie prawdy. Może pomysłem na interpretację tomiku byłby pryzmat grzechu – rozumianego nie tyle w oparciu o religię, ale jako wykroczenie człowieka przeciw moralności, krzywda wyrządzana innym, ogrom cudzego cierpienia w różnych wymiarach i o różnym stopniu obiektywizmu. Tu wpisywałoby się oskarżenie oprawców z drugiej wojny światowej (fryzjer umie przeżyć dwa tygodnie o szklance wody, widok na Majdanek przypomina w zestawieniu z ukochaną scenę ukoronowania cierniem Chrystusa, ale już druty kolczaste i sześcioramienne gwiazdy pocałunków odsyłają do martyrologii żydowskiej. O grozie wojny przypomina fotografia Reginy Szpilman i zabawki Adolfa Eichmanna – przeniesienie transportów do Auschwitz. Grzech łączy się z cierpieniami przesłuchiwanych, łączy się też ze zwyrodnieniem – Matka Polka wrzuciła dziecko do pieca – wtrąca do wiersza Fryckowski skojarzenie z Jasiem i Małgosią, ale na zasadzie okrutnej ironii większość baśni dziś ulega wynaturzeniu. Baśniowe historie nie przerażają dorosłych – bo rzeczywistość jest o wiele bardziej brutalna. Grzechem jest i odejście bez powrotu. Chciałoby się za Nałkowską powtórzyć – „ludzie ludziom zgotowali ten los”. Sięga Fryckowski do „medialnych” dramatów i tragedii – ataku na World Trade Center, pogrzeb u Hłaski, śmierci Jana Pawła II, katastrofy Kurska (opisanej we wzruszającej balladzie, zakończonej zwrotką: „jak mam słoną wodę oddzielić od ich łez? / Odgadnąć imiona? Zimna do nich droga. / Moskwa nie wierzy łzom, potrzebny jest jej gest, / Najprostszy ludzki gest. Gest ze strony Boga”). Materiałem na wiersz staje się też „telewizyjna transmisja ze śmierci Jasera Arafata” czy śmierć księdza Jerzego Popiełuszki.

 

Poeta pokazuje, jak współcześnie traktuje się zgon: jako wydarzenie medialne, ciekawostkę dla telewidzów. Zapomina się o sednie tragedii, spłyca się ją i wykoślawia: przestaje być ważne odejście człowieka i cierpienie jego bliskich, zamiast tego mamy do czynienia z szukaniem sensacji. Szczególne miejsce w tomiku zajmuje pies – przyjaciel. Bohater fotografii na okładce, wierszy inicjalnego i zamykającego tomik, a także wielu innych utworów. Pies jest wierniejszy niż kobieta, pomaga swojemu panu w niełatwej wędrówce przez życie. Tym razem to śmierć psa będzie ważniejsza niż odejście człowieka – „kiedyś nas uśpią” – mówi autor, świadomy przywiązania do zwierzęcia. „Kiedyś nas uśpią” to tomik wolny od płytkich wzruszeń: interesujący i intrygujący.

Kup książkę Kiedyś nas uśpią

Zobacz opinie o książce Kiedyś nas uśpią
Reklamy