Stacja Jedenaście

Wydawnictwo: Papierowy Księżyc
Data wydania: 2015-11-17
Kategoria: Fantasy/SF
ISBN: 9788361386704
Liczba stron: 462
Dodał/a recenzje: Damian Kopeć

Ocena: 4.4 (10 głosów)

Postapokalipsa z Szekspirem w tle   

Niedokończona lista:
    (...) Nigdy więcej miast. (...) Nigdy więcej podświetlonych ekranów, kiedy ludzie podnoszą swoje telefony ponad tłum, żeby zrobić zdjęcie w czasie koncertu. (...)
    Nigdy więcej lekarstw. Nigdy więcej pewności, że przeżyjesz zadrapanie na dłoni, zadraśnięcie palca podczas krojenia warzyw na obiad, ugryzienie przez psa.(...)
    Nigdy więcej państw. Wszystkie granice zostały zniesione. (...)
    Nigdy więcej internetu.

Świat żyje kolejnym dniem, radosnym dla jednych, a smutnym dla innych. Jedni się śmieją, inni płaczą. Jedni śpią, drudzy pracują, inni odpoczywają. Jedni są aktorami, inni - tylko widzami. Na takim właśnie świecie pojawia się - jak zwykle niespodziewanie - epidemia grypy. Wygląda na jedną z wielu klęsk, jedną z „to już było i minęło”. Niestety, tak tylko wygląda. Doba, dwie - i człowiek zarażony wirusem umiera. A choroba rozprzestrzenia się błyskawicznie. Szpitale pełne są chorych, szybko zaczyna umierać personel medyczny. Stopniowo przestają działać: komunikacja, szkoły, sklepy, stacje benzynowe, lotniska. Wirus nie wybiera, atakuje służby porządkowe i wojsko. Najpierw miasta i duże skupiska ludzi, potem te mniejsze. Świetnie dotąd funkcjonujące mechanizmy przestają nagle działać. Nie, nie wszyscy giną. Dlaczego? Tego nie wie nikt. Upadek.

Stacja Jedenaście Emily St. John Mandel to zdobywczyni nagrody im. Arthura C. Clarke’a w roku 2015. Fantastyka postapokaliptyczna, dystopijna wizja przyszłości świata po tajemniczej pandemii grypy gruzińskiej. Podobnych tematycznie książek pojawia się ostatnio sporo, czym zatem zwraca uwagę akurat ta powieść? Z pewnością sposobem ujęcia tematu, jak i stylem autorki, nostalgicznym klimatem. To nie jest napisana chronologicznie, uporządkowana historia. To raczej zbiór obrazów z różnych planów czasowych, jak i z życia różnych osób. Różnych - ale z sobą powiązanych krótszym lub dłuższym epizodem. Główną postacią jest Arthur, aktor, który odniósł sukces zawodowy, a którego śmierć na scenie teatru w wyniku zawału serca otwiera powieść. Arthur, który grywał w filmach i w sztukach teatralnych, a zmarł grając króla Leara. To z nim zetknęli się m.in. Jeevan - były paparazzi chcący zostać ratownikiem medycznym, Kirsten - autorka komiksów, z których jeden dał tytuł tej książce, Clark - przyjaciel Arthura czy Tyler - jedyny syn słynnego aktora. Mniej lub bardziej ważne postaci poznajemy w różnych momentach ich życia. Zarówno w czasie przed upadkiem, jak i kilka, kilkanaście czy ponad dwadzieścia lat później. Nie tyle mocno wnikamy w ich życie, co koncentrujemy się na pewnych jego momentach. Nie ma tu jednolitego podejścia do poszczególnych osób. Nie ma podobnych, krótkich rozdziałów. Tym krótszym towarzyszą mocno rozbudowane, a zwięzłym epizodom - tłumaczące rozmaite niuanse dłuższe opowieści.

To nie jest tylko prosta wizja możliwej przyszłości. To próba ukazania jej poprzez losy kilku osób. To zresztą często spotykany zabieg, koncentracja na zmieniającym się świecie, widzianym oczami wybranych postaci. W niezrozumiałym, pozbawionym informacji, pełnym niepewności, przemocy, lęku, całkowicie nowym dla nich środowisku. To wizja rozpadu cywilizacji, zdziesiątkowanej, zmieniającej się w archipelag małych ludzkich grup. Tych, którym nie wiadomo dlaczego udało się przeżyć atak wirusa. Emily St. John Mandel szczególnie interesuje się analizą relacji międzyludzkich. Same wydarzenia są swoistym tłem do ukazania, analizowania i zrozumienia sieci powiązań łączących ludzi - kiedyś i teraz.

Samo przetrwanie nie wystarcza

Ta wizja jest na swój sposób dziwna. Chwilami jakby zbyt estetyczna, zbyt poetycka. Patrząc na całą historię ludzkości, nie do końca chyba realna. To nie tyle kwestia obrazów wykreowanej na łamach powieści mrocznej przyszłości, co rozłożenia akcentów. Walka o byt, tak mocno podkreślana w wielu powieści postapokaliptycznych, schodzi tu (nie wiedzieć czemu), na plan dalszy. Zastępuje ją walka o słowa, o piękno, o pozostanie wrażliwym. Zamiast zaspokajania potrzeb według dobrze znanych zasad - od najprostszych, podstawowych, do bardziej złożonych, wtórnych, następuje odwrócenie tej kolejności. Postacie rozmawiają, filozofują, szukają pokrzepienia w sztuce, w muzyce. Obraz upadku cywilizacji jest w pewien sposób zbyt elegancki, zbyt sterylny. Pojawiająca się tu przemoc nie przytłacza. Źródłem siły dla bohaterów stają się piękno i prawda, idea, sztuka, marzenia i słowa artystów. Dla niektórych - być może - jest to ważne, ale dla jakiej części społeczeństwa? Jest w tej prozie coś mocno przykuwającego uwagę. Może trochę naiwna, ahistoryczna wiara w człowieka i w siłę wartości, które okazują się silniejsze niż darwinowska w duchu bezwzględna walka o przetrwanie? Może pozostawienie postaci pełnymi wzniosłych słów i ideałów mimo otaczającego ich rozpadu?

Dla części bohaterów powieści życie przypomina film. Przed wybuchem epidemii wiodą życie mniej lub bardziej wygodne. Są jak lunatycy, którzy nie zdają sobie sprawy z tego, że są nieszczęśliwi. Może dopiero sytuacja skrajna im to  uświadamia? Może dopiero kataklizm i szybki upadek pędzącego przed siebie postępowego świata uświadamia im miałkość tego, co uważali za najważniejsze? Arthur dochodzi do podobnych wniosków jeszcze przed śmiercią, ale nie dane jest mu już niczego zmienić. Nie wykorzystał danego mu czasu - bo tego czasu tak naprawdę sami sobie nie możemy wybierać.

Stacja Jedenaście jest próbą wyjścia poza schemat gatunku. Jest zarówno powieścią fantastyczną, jak i obyczajową. Jest spojrzeniem na świat ludzi zawiedzionych własnym życiem. Ukazuje, że tego, co już było, zmienić nie można. Można żałować, może - wspominać, ale jest to przeszłość, która była i minęła. Kształtować możemy tylko przyszłość - i to poprzez konkretne, często drobne decyzje. Poezja, literatura, muzyka są ważne, ale raczej dla garstki ludzi. Przeciętni ludzie żyją, zajmując się codzienną pracą, prostymi rozrywkami, prozaicznymi rozmowami, jedzeniem, piciem, spaniem, kupowaniem, oglądaniem telewizji, czytaniem gazet, telefonowaniem. Tylko w wizji literackiej wszyscy chcą rozmyślać nad zagadką istnienia, nad egzystencją, oddawać się filozoficznym dysputom i rozważaniom. Chcą mierzyć się z sensem swojego istnienia, o którym w normalnym życiu raczej nie myślą.

Życie ukazane jest w tej powieści jako zbieg wielu okoliczności, splotów zdarzeń. Na większość z nich nie mamy większego wpływu. Zawsze jednak, każdego dnia podejmujemy różne, często drobne decyzje - i to one powinny być dla nas ważne. Spotkania z ludźmi, relacje z nimi, słowa do nich skierowane. Świat może być piękniejszy, a życie znośniejsze o ile większość z nas będzie do tego dokładać własną cząstkę, nie czekając, aż zrobią to inni.

Tak to już jest (...) Nie wiesz dokąd zmierzasz, dopóki tam nie trafisz.

Kup książkę Stacja Jedenaście

Zobacz opinie o książce Stacja Jedenaście
Reklamy