Śliczni

Wydawnictwo: Egmont
Data wydania: 2007
Kategoria: Dla dzieci
ISBN: 9788323784630
Liczba stron: 384
Dodał/a recenzje: Szczepanik

Ocena: 4.5 (2 głosów)

„Śliczni” to drugi tom porywającej trylogii – czytamy na odwrocie okładki nowowydanej powieści Scotta Westerfelda. Kontynuacja „Brzydkich” przenosi nas do Miasta Nowych Ślicznych, w którym królują ludzie idealnej urody. A jeśli nawet coś się zepsuje w wyglądzie, powiedzmy… gwiazdki w oczach będą świeciły na niebiesko, nie na zielono, zawsze można poddać się „opce”. Ona poprawi wszelkie niedoskonałości tak, by żaden Śliczny nie mógł cierpieć z powodu skazy w jego wyglądzie.

 

Mieszkańcy Miasta Nowych Ślicznych nie mają zmartwień. Zapatrzeni w siebie, czas spędzają wesoło, trawiąc go na zabawy i unikając wysiłku intelektualnego. Szczytem marzeń każdego z nich jest dostanie się do grupy Krimów – młodych zbuntowanych, będących autorami najbardziej wymyślnych i najodważniejszych dowcipów. Brak zmartwień i głębszego zastanowienia nad życiem to jednak nie wrodzony przymiot Ślicznych. Nabyty został on w wyniku pracy (niezwykle żmudnej) Wyjątkowych nad ich umysłami. Coś za coś – kto chce mieć idealny wygląd, musi pozbyć się intelektu. Przynajmniej na tyle, by nie przeszkodzić Wyjątkowym w próbie opanowania świata. „Opce” (operacji w języku Nowych Ślicznych) poddała się także Tally Youngblood, główna bohaterka książki. Nie dość tego. Dzięki swej przyjaciółce dostała się też do grupy Krimów. Jej pozycja wśród rówieśników jest więc bez wątpienia wysoka. I mogłaby sobie Tally żyć bezmyślnie, ale w radości, gdyby nie pewne wydarzenie – spotkanie „brzydkiego”, kolegi z czasów przed operacją, dawno już zapomnianych. Życie bohaterki przewraca się do góry nogami, a wspomnienia, choć desperacko odpychane, stopniowo powracają…

 

Zabawmy się w jasnowidzów. Jak może skończyć się, a wcześniej – rozwinąć, książka zapowiadająca się tak, jak to wyżej zostało przedstawione? Biorąc pod uwagę fakt, że rozgraniczenie pomiędzy siłami „dobrymi” i „złymi” zostaje wyraźnie zaznaczone i to, że Tally dostaje sygnał z przeszłości, który obudzić ma ją ze „ślicznego” letargu, happyend w postaci powrotu do dawnego, rzec można, bardziej wysublimowanego pod względem umysłowym, życia, wydaje się pewniakiem. Kiedy jednak wpuszczamy się już w gąszcz fabuły okraszonej słownikiem mieszkańców Miasta Ślicznych, zaczynamy rozumieć, że pewnym nie można być nigdy. I niczego. Rozczarowałam się.

 

Moje domniemania nie były do końca słuszne (co akurat powinno być pozytywne, w końcu książka, która zaskakuje to ta nazywana „dobrą książką”), a rozwiązanie podane przez autora wcale nie satysfakcjonujące. Po raz kolejny, czytając powieść dla młodzieży, zaczęłam zastanawiać się nad tym, jakie wartości ona promuje i czemu mają służyć zabiegi autora. Brnęłam uparcie przez kolejną i kolejną stronę, nudząc się niemiłosiernie, z chwilowymi jedynie przebłyskami zainteresowania, poszukując rozpaczliwie punktu zaczepienia, który pozwoliłby mi ocenić „Ślicznych” in plus. Zdecydowanie dobrym pomysłem autora było wprowadzenie do świata przedstawionego charakterystycznego dla jego mieszkańców języka. Wszak książka fantasy powinna też opierać się na tego typu innowacjach. Pomysł pomysłem, jednak realizacja już nieco mniej zadowala. Mistrz Tolkien nie radowałby się pewnie, gdyby zobaczył, że słownik bohaterów sprowadza się do dwóch słów: „pyszny” i „przegięty” ujętych w różne konteksty i, zależnie od nich, oznaczających co innego. Dookreślenia typu: „totalnie pyszny” lub „srogo przegięty” to tak naprawdę jedyne wzbogacenie języka Nowych Ślicznych.

 

Rzec by się chciało: „totalne przegięcie” w użyciu tych dwóch wyrazów (zdecydowane ich nadużycie) wcale nie czyni książki ciekawszą. Wręcz przeciwnie – nuży czytelnika jak mało co. Druga rzecz, która męczy to fakt, że choć sama w sobie akcja dąży w miarę prosto do rozwiązania, to jednak dygresje i przywoływane przez Tally wspomnienia, a także i inne „udziwnienia”, byleby powieść zrobić jeszcze bardziej „niesamowitą” niż jest, sprawiają, że w pewnych momentach nie pozostaje czytelnikowi nic innego, jak tylko pominięcie paru stronic książki. Głównego wątku i tak się nie straci, a nie rozproszy przynajmniej uwagi na kilka wątków pomniejszych, niewiele wnoszących do oglądu całości. Bo choć powrotów do przeszłości (w sferze myśli) główna bohaterka doświadcza wiele, co odnosi się bezpośrednio do wcześniejszego tomu „Brzydcy”, to są one skonstruowane tak mało szczegółowo, ale za to rozwlekle i po częstokroć, że ten, kto zna pierwszą część trylogii, będzie odczuwał zmęczenie nieustannym powrotem do tego, co jest dla niego oczywiste, ten zaś, kto „Brzydkich” nie czytał, i tak nie dowie się konkretów i nie będzie wiedział do samego końca, dlaczego, na przykład, Tally przyczyniła się do zniszczenia Dymu. „Śliczni” nie są rewelacją. Gubi ich sztuczność i przegadanie. A co na to młodzież? Być może ma całkiem odmienne zdanie…

 

Anna Szczepanek

Kup książkę Śliczni

Zobacz opinie o książce Śliczni
Reklamy