Okładka książki - RockMann, czyli jak nie zostałem saksofonistą

RockMann, czyli jak nie zostałem saksofonistą

Wydawnictwo: Znak
Data wydania: 2010
Kategoria: Inne
ISBN: 978-83-240-1459-0
Liczba stron: 220
Dodał/a recenzje: milwaukee meg

Ocena: 5.11 (9 głosów)

W zamierzchłych czasach, kiedy dźwięki zaklęte w dużych, czarnych, winylowych krążkach ożywały dzięki delikatnemu połechtaniu igłą gramofonu, kiedy nikt jeszcze nie przypuszczał, że piosenki będą się kończyć rozwinięciem .mp3, rozpoczęła się przygoda pewnego człowieka z muzyką. Radia, płyty i melodie towarzyszyły mu na całej jego życiowej ścieżce, stanowiąc jego pracę, odskocznię, rozrywkę i - co pierwsze i najważniejsze – pasję. Wojciech Mann, bo o nim mowa, będący wciąż jednym z najbardziej znanych dziennikarzy muzycznych w Polsce, postanowił ku uciesze publiki przedstawić tę swoją podróż ramię w ramię z muzyką w swojej pierwszej (miejmy nadzieję, że nie ostatniej) książce „RockMann, czyli jak nie zostałem saksofonistą”.

Nie jest to autobiografia w sensie ścisłym tego słowa, gdyż wątki osobiste (szkoły, domy, rodzina itp.), najczęściej przepełniające tego typu literaturę, są tutaj zepchnięte wyraźnie na drugi plan. Na pierwszym, jak na wspomnienia pasjonata przystało, są wysunięte przypadki i wypadki związane z muzyką w każdej formie i treści. Od pierwszych przygód z radiem w dzieciństwie, poprzez kolejne etapy kariery, najbardziej pamiętne spotkania, zapadające w pamięć koncerty, liczne przygody z gwiazdami estrady, radiowe i telewizyjne wpadki i przypadki, aż do wieńczącego dzieło opisu amerykańskich perypetii, książka ta to literacki rollercoaster z muzyką jako torem, wagonikiem i współpasażerem.

Nie będzie raczej żadną niespodzianką, że Mann potrafi równie dobrze pisać, co prowadzić radiowe i telewizyjne programy. Pisze z werwą, jednocześnie zaś - wnikliwie i dowcipnie, zachowując wiele dystansu do siebie i swoich przygód – charakterystyczny żart i "pazur", znane z jego występów w mediach, są tutaj, oczywiście, obecne w formie, do jakiej przyzwyczaiły nas jego audycje. Bystre komentarze, ciekawe spostrzeżenia, zabawy słowem, czasem przyprószone ironią… Dla fanów tego lekkiego stylu będzie to prawdziwa literacka uczta.

Nie do przecenienia są też opisywane przez Manna historie, bo jednak książka potrzebuje, oprócz świetnej formy, także i minimum treści. Oczywiście, ludzie obchodzący muzykę raczej z daleka, będą albo zdezorientowani, albo i zniesmaczeni opisami najrozmaitszych aspektów tej dziedziny biznesu, ale dla minimalnie choćby obeznanych z rockiem i jazzem czytelników będzie to intrygujące przedstawienie "drugiej strony lustra". Na kartach „RockManna” mamy bowiem okazję spotkać Animalsów, Wondera, Teddy’ego Wilsona czy Johnny'ego Casha, najczęściej w zupełnie innych sytuacjach, niż te, w których moglibyśmy sobie ich wyobrazić. Liczne anegdoty, interesujące szczegóły, ciekawostki dostępne tylko wtajemniczonym – Mann daje miłośnikom muzyki dokładnie to, czego potrzebują. Ciekawą rzeczą są też krótkie, pięciopunktowe listy z rodzaju tych „naj” – „Pięć najlepszych coverów” czy „Pięć najbardziej dołujących kawałków w historii” – jest to sztuka sama w sobie, która mogłaby obronić się nawet w oderwaniu od książki.

Jedynym mann-kamentem, jaki udało mi się po dłuższych przemyśleniach wymyślić, jest stosunkowo chaotyczna i wybiórcza treść. Innymi słowy: „RockMann” jest po prostu za krótki i kończy się, zanim jeszcze dobrze zdąży się zacząć, pozostawiając czytelnika, jeszcze ze łzami radości w oczach, w poczuciu głębokiego niedosytu.

Debiut literacki Wojciecha Manna to pasjonująca, przezabawna i ciekawa lektura, praktycznie dla każdego. Choć najlepiej bawić się przy niej będą osoby bliżej zaznajomione z muzyką, to jednak dowcipny, inteligentny styl tego dziennikarza powinien zapewnić świetną rozrywkę każdemu, kto szuka czegoś interesującego i niebanalnego. „RockMann”, nawet pomimo bardzo ostro pomarańczowego grzbietu, będzie ozdobą każdej książkowej kolekcji.

Kup książkę RockMann, czyli jak nie zostałem saksofonistą

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Opinie o książce - RockMann, czyli jak nie zostałem saksofonistą

Avatar użytkownika - witoldmeik
witoldmeik
Przeczytane:2017-06-02, Ocena: 5, Przeczytałem,
Jestem swiezo po przeczytaniu tej ksiazki.Ciekawe historie zwiazane z muzyka w okresie PRLu,wyjazdy autora w tamtej epoce na Zachod i zwiazane z tym wspomnienia.Na wesolo,przewodnik dla mlodziezy co ich ominelo,,,
Link do opinii
Avatar użytkownika - Noelka
Noelka
Przeczytane:2014-02-13, Ocena: 5, Przeczytałam, 52 książki 2014, Mam, Przeczytane,
"RockMann" - książka o największej pasji Manna

 

"RockMann, czyli jak nie zostałem saksofonistą" to niezwykłe wspomnienia słynnego dziennikarza muzycznego i legendy polskiego radia - Wojciecha Manna.

Wojciecha Manna lubię od dawna. Moją sympatię zaskarbił sobie niezwykłym poczuciem humoru, które bardzo cenię u ludzi. Ilekroć oglądałam "Szansę na sukces" śmiałam się z jego żarcików. Żałuję, że już zdjęli ten ją z anteny, bo była to jednym z nielicznych programów muzycznych na poziomie. Dlaczego o tym wspominam? Z uwagi na to, że kilka lat temu Wojciech Mann napisał książkę związaną właśnie z jego największą pasją.

"RockMann, czyli jak nie zostałem saksofonistą" nie jest autobiografią - to raczej książka zawierająca niezwykłe wspomnienia Wojciecha Manna na temat muzyki. Autor spisał przygody i anegdoty z nią związane. Swoją opowieść rozpoczyna od swojego pierwszego radia, gramofonu oraz pierwszej płyty. Jakie były pierwsze kontakty z muzyką Wojciecha Manna? Rozpoczęły się w latach 50. Jak wspomina autor: zawdzięczam je odbiornikowi AGA, który otwierał przede mną magiczny świat eteru. Sąsiadka z piętra, niejaka Marysia, próbowała mnie przekonać, że w skrzynce radiowej siedzą małe ludziki i mówią oraz grają na instrumentach. Twierdziła, że wystarczy rozgrzebać palcem tkaninę umieszczoną z przodu odbiornika, aby dostać się do ludzików. Nie wierzyłem jej, ale ziarenko wątpliwości zostało zasiane.

Mann wspomina także swoje spotkania z artystami z Polski i zagranicy. Dzięki temu możemy poznać kulisy festiwali i koncertów gwiazd rocka. A także opowieści o największych artystów światowego jazzu, któzy przybywając do Polski korzystali z umiejętności Manna jako tłumacza i przewodnika. Niejednokrotnie był także powiernikiem ich trosk.

Możemy także dowiedzieć się ciekawotek na temat jego pracy w radiu - w Trójce oraz Radiu Kolor. A także prześledzić, jak jego hobby stało się zajęciem na całe życie. Mann przemyca także kawałki historii polskiego radia. Wspomina czasy, gdy słuchało się Radia Luxembourg, grupa The Animals bawiła się na warszawskich prywatkach, a sprzęt podczas koncertów podłączano do prądu za pomocą zapałek. Wszystko to przeplata się z takimi ikonami muzyki jak: trąbka Louisa Armstronga, głos Elvisa Presleya oraz dźwięk organów Hammonda.

Muszę przyznać, że to trzecia książka Wojciecha Manna, z którą się zapoznałam Wcześniej były to "Podróże małe i duże, czyli jak zostaliśmy światowcami", w której opisał swoje przygody z Krzysztofem Materną oraz "Kroniki wariata z kraju i ze świata", humoreski, w których pojawiają się kultowe postacie znane z audycji "Nie tylko dla orłów". Za kazdym razem autor mnie czymś zaskakuje.

Tym razem okazało się, że Mann żył nie tylko muzyką. W latach 80. został członkiem honorowym SKPiBNOL. Cóż to takiego? Szczecińki Klub Popularyzacji i Badań Niezidentyfikowanych Obiektów Latających. Niemożliwe? A jednak. Na potwierdzenie swoich słów załączył legitymację członowską. Rzeczywiście widnieje na niej jego imię i nazwisko.

Książkę czyta się szybko, gdyż jest napisana lekkim i zabawnym językiem. Autor pisze o sobie z dużym dystansem. Dużym atutem tej publikacji są niesamowite zdjęcia, które zostały zebrane przez autora. Widnieją na nich polscy i zagraniczni piosenkarze i muzycy, których Mann miał okazję poznać. Mankamentem jest natomiast użycie jaskrawego koloru pomarańczowego dla tytułów, numerów stron, a nawet pytań wywiadów. Trochę to męczące dla oczu, ale da się przeżyć.

Ciekawym pomysłem, jest stworzenie zabawnych list, np. 5 piosenek o najwyższym stopniu okropności czy 5 zdumiewających tekstów piosenek - wraz z uzasadnieniami. Jakie tytuły i dlaczego się zostały wymienione, najlepiej przekonać się samemu.

Można poznać wiele ciekawostek nie tylko z życia gwiazd. Mann opisuje także polskie realia w latach 50., 60. czy 70. - np. wyjaśnia, czym były wtyczki typu bananki oraz jak odmładzało się kompletnie zajechane winyle oraz gdzie w Warszawie można było dostać coke. Polecam ją miłośnikom muzyki, Wojciecha Manna oraz humoru na wysokim poziomie.

Link do opinii
Avatar użytkownika - Madaleno
Madaleno
Przeczytane:2010-12-02, Ocena: 5, Przeczytałam,
Świetna książka przepełniona doskonałym poczuciem humoru :)
Link do opinii
Avatar użytkownika - martuska_ja
martuska_ja
Przeczytane:2016-03-15, Ocena: 4, Przeczytałam,
Avatar użytkownika - edytka222
edytka222
Przeczytane:2013-04-17, Ocena: 6, Przeczytałam,
Avatar użytkownika - Birgitta
Birgitta
Przeczytane:2013-02-20, Ocena: 5, Przeczytałam, Mam,
Avatar użytkownika - martagieks
martagieks
Przeczytane:2012-05-11, Przeczytałam,
Avatar użytkownika - silverraven
silverraven
Przeczytane:2011-07-18, Ocena: 5, Przeczytałam,
Avatar użytkownika - Geronimo26
Geronimo26
Przeczytane:2010-12-22, Przeczytałem,
ok
Avatar użytkownika - Slavek
Slavek
Przeczytane:2010-12-01, Ocena: 5, Przeczytałem,
Ciekawa, solidna lektura.
Inne książki autora
Kroniki wariata
Wojciech Mann0
Okładka ksiązki - Kroniki wariata

Można – jak to ma w zwyczaju Żelazny Karzeł Wasyl – wielokrotnie pożegnać się z życiem. Skręcając się ze śmiechu przy lekturze tej książki...

Fotografomannia. Obrazki autobiograficzne
Wojciech Mann0
Okładka ksiązki - Fotografomannia. Obrazki autobiograficzne

Fotografomannia. Obrazki autobiograficzne, zabiera nas w niezwykłą podróż, okraszoną o wiele przezabawnych i wzruszających opowieści. Cała przygoda...

Recenzje miesiąca
Dobry pies
Rafał Witek
Okładka książki - Dobry pies
Na gigancie
Peter May
Okładka książki - Na gigancie
Skrzywiona litera
Tom Franklin
Okładka książki - Skrzywiona litera
Pokaż wszystkie recenzje
Reklamy