Na przekór nocy

Wydawnictwo: Jaguar
Data wydania: 2016-03-09
Kategoria: Dla młodzieży
ISBN: 978-83-7686-438-9
Liczba stron: 300
Tytuł oryginału: This Raging Light
Tłumaczenie: Zuzanna Byczek
Ilustracje: -
Dodał/a recenzje: Aleksandra Bienio

Ocena: 3.67 (3 głosów)

Nastolatkowie bardzo często wyobrażają sobie świat, w którym ich rodzice znikają w niewyjaśnionych okolicznościach. Zostawiają oni swoje pociechy samym sobie i nawet nie myślą o tym, by wtrącać się w ich życie. Z początku mogłoby się to wydawać idealne. No bo kto nie lubi nie czuć na sobie presji związanej z wiecznymi zakazami i nakazami? Brak upomnień o niewyrzucone śmieci. Nikt nie zmusza cię do mycia naczyń z całego dnia. Nikt nie suszy ci głowy o odrobienie prac domowych. Nie jesteś zmuszany do wcześniejszego pójścia spać. Po prostu idealna wizja przyszłości.

Z czasem jednak następuje myślowy zwrot akcji. Kiedy my będziemy robić wszystko, co zakazane to kto w tym czasie zarobi na dom? Wizyta listonosza nie będzie należeć do najprzyjemniejszych, kiedy przyniesie tuzin rachunków do opłacenia. Zapasy pożywienia w lodówce i szafkach również mają swój limit, jak i też gotówka zachomikowana na czarną godzinę. Towar w sklepach swoje kosztuje, a sprzedawca raczej nie sprzeda go za piękny uśmiech. Tak samo dostawca pizzy nie będzie współpracować w ten sposób. I poza tym o jakim dostawcy ja mówię, skoro telefon od paru dni leży zdechły, bo nie ma jak naładować baterii czy doładować konta.

Już nie jest tak pięknie, nieprawdaż?

Lucille nigdy nie marzyła o tym, aby rodzice zniknęli. Niestety życie bywa okrutne. Ojciec dziewczyny trafia do zakładu psychiatrycznego, a matka – załamana takim obrotem spraw – ucieka przed siebie. Na początku wszystko szło dobrze, ale z czasem nastolatkę zaczęło przygniatać życie dorosłych. Postanowiła ona walczyć z tym narastającym w każdej sekundzie ciężarem. Wojny z domowymi obowiązkami nie rozpoczęła tylko dla siebie. W tych trudnych chwilach motywuje ją myśl, że robi to również dla dobra młodszej siostry, Wren. Lucille ma tylko ją i nie wyobraża sobie, aby jej również zabrakło. Zrobi wszystko, aby ich nie rozdzielono.

Nikt nie ma prawa dowiedzieć się o ich „sieroctwie”. Dziewczyny obszywają się łatami kłamstw, aby nikt nie odkrył całej prawdy. Materiał wymówek zakrywa kolejny, tworzy coraz to większe wybrzuszenie. Lada moment nici nie wytrzymają tego nadmiaru i pękną. A wtedy każdy odkryje ich sekret.

Czy siostry wytrwają w swoim postanowieniu? Czy Lucille da radę pogodzić ostatnią klasę szkoły średniej z pracą pozwalającą jej opłacać rachunki? Czy Wren będzie w stanie pozostać tym promiennym i pełnym radości dzieckiem, jakim do tej pory była? A może obie pogubią się po drodze i nie dadzą sobie rady z powrotem na właściwe tory? I czy miłość nie wybrała złego momentu na rozwinięcie swych skrzydeł?

Dorastanie bywa bolesne. Tym bardziej, gdy musi stać się to z dnia na dzień.

 

W literaturze młodzieżowej nastała nowa moda, gdzie tematem głównym są problemu nastolatków i ich walka z nimi. Na księgarnianych półkach już możemy dostrzec książki nawiązujące do depresji, samobójstw, anoreksji czy bulimii. Jako że to rozchwytywana tematyka, to Estelle Laure postanowiła łapać wiatr w żagle i rozwinąć tę listę o jeszcze jeden podpunkt. Tylko czy jej propozycja okazała się strzałem w dziesiątkę? A może wyruszyła z motyką na słońce?

 

„Czasem trudno zapamiętać dobre chwile.”

 

Nic nie zapowiadało mojego niezadowolenia. Jak zwykle podeszłam do lektury z moim tradycyjnym nadmiarem optymizmu, jednak znikał on stopniowo z każdym kolejnym rozdziałem. A mogło być tak pięknie...

Autorka próbowała ukazać czytelnikom batalię nastolatki pochłanianej przez brutalny i nieobliczalny świat dorosłych. Przyznam szczerze, że słowo „próbowała” jest w przypadku tej pani pojęciem względnym. Owszem – miała ciekawy pomysł na fabułę, a całokształt byłby w stanie zdobyć moje serce, jednak na próbowaniu się skończyło.

Nie lubię zbędnych opisów, które jedynie zapychają książkę i praktycznie rujnują cały jej zarys. Nie znoszę również, gdy czytelnik zostaje uraczony samymi suchymi faktami. Doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że dzięki krótkim rozdziałom i niewiele rozwiniętym wątkom czytana przez nas powieść nabiera lekkości i czyta się ją szybko. Tylko co z tego, jeżeli przeskakujemy z rozdziału na rozdział niczym pszczoła wirująca między kwiatami? Robiłam to mechanicznie. Tylko momentami udawało mi się wczuć w fabułę, ale to niewiele, bym mogła rozkoszować się lekturą. Przy niektórych fragmentach brakowało mi dodatkowych stron mogących je co nieco rozwinąć i dać jakiś punkt zaczepienia. Estelle Laure przedstawiła tak skomplikowaną sytuację w dość skromny sposób, który nie pozwolił mi na wczucie się w nią. Po prostu czułam się tak, jakby większość słów została wyrzucona z użytku i nie było możliwość stworzenia czegoś znacznie lepszego.

Co zrobi człowiek, aby zakryć tak liczne wady? Maskuje je czymś oryginalnym, co pozwala oderwać oczy od mankamentów i dać pole do popisu pod kątem czegoś świeżego. Autorka również po to chwyciła. Przecież nie od dziś wiadomo, że im dziwniejsze imiona bohaterów tym bardziej kusimy czytelników. To bardzo dobry zabieg, ale trzeba pamiętać o pewnej zasadzie: co za dużo to niezdrowo! A tutaj zabrakło umiaru. Nie raz musiałam wracać do wcześniejszych stron, aby rozeznać się kto jest kim. W końcu wyposażyłam się w mini ściągę, bo wieczne powtarzanie jednego i tego samego mnie nie bawiło, a jedynie irytowało.

Lucille również nie zyskała mojej sympatii, a miała ku temu okazję. Bardzo dobrze zaopiekowała się Wren. Prawie zastąpiła jej matkę, jednak były momenty, gdy mądrość uciekała z jej głowy i biegła przed siebie. Wtedy dostawała ślinotoku, język wiązał się w pętelkę, a kolana były jak z waty. Takie symptomy występowały w chwili, gdy w zasięgu wzroku dziewczyny ukazywał się jej obiekt westchnień. Pojawiała się również niepohamowania chęć dotknięcia chłopaka i pocałowania go. Kiedy powracała do normalności, ja nadal nie potrafiłam wyrzucić z pamięci kreacji stereotypowej nastolatki z hordą motyli w brzuchu.

Również bohaterowie drugoplanowi mnie nie zachwycili. Gdyby to ode mnie zależało to w ogóle wyrzuciłabym ich z tej książki. No prawie wszystkich. Jedynym wyjątkiem jest dziesięcioletnia siostra Lucille, Wren. Dziewczynka – mimo tak młodego wieku – miała więcej oleju w głowie. Moim zdaniem była dojrzalsza od siedemnastolatki, chociaż autorka zadbała, aby dodać jej nutki prawdziwego dziecka. O tym opowiem jednak trochę później.

Wątek miłosny? On również mnie nie kupił. Miałam wrażenie, jakby został stworzony na siłę. Uczucie wykwitające między główną bohaterką a jej ukochanym wydawało mi się mocno naciągane. Tu także widać brak części fabuły, która mogłaby zadziałać na korzyść wielu czynników za jednym zamachem.

 

„Czasem trzeba zstąpić w ciemność, by odnaleźć w sobie światło.”

 

Estelle Laure musi jeszcze nieco poćwiczyć, jeżeli chodzi o pisanie. Może wyobraźnia ją nie zawiodła i stworzyła w głowie ciekawą historię, jednak nieco ją przerosła. Poza tym autorka musiałaby popracować nad opisami, kreacją bohaterów oraz momentami budującymi napięcie. Przyznam jednak ogromnego plusa za niektóre poetyckie przemyślenia. To jeden z niewielu fragmentów, który podobał mi się w książce.

[Na przekór nocy] ma na celu ukazanie rzeczywistego świata związanego z nagłym zniknięciem rodziców. Chociaż po części nastolatkowie mogą odkryć, co może się stać, kiedy nikt nie dba o rachunki, zakupy czy porządek. Życie może być usłane różami, ale nie można zapominać, że te kwiaty mają kolce.

Z serii „rozkminy bluszczyny”: Czy tylko mnie irytują żarty w stylu „Twoja stara...”? Rozumiem fascynację tego typu kwestiami, ale bez przesady. Przymykałam na to oko tylko dlatego, że wypowiadała je Wren. Jej to wybaczałam.

 

Podsumowując:

[Na przekór nocy] to książka, nad którą trzeba by było jeszcze popracować. Estelle Laure miała możliwość wykazania się na rynku czytelniczym i zachwycenia potencjalnych odbiorców swoją kreatywnością, ale jak dla mnie to nie wyszło. Wolałabym więcej opisów, a mniej wyszukanych imion, a wtedy równowaga nie zostałaby zachwiana. Również wtedy inaczej bym oceniła całokształt powieści.

Jak dla mnie ta powieść to idealny przerywnik między ambitniejszymi tytułami. Wystarczy wyłączyć umysł i pozwolić sobie na chwilę bezmyślności. Bo czasami trzeba zaszaleć w tej materii, bo wieczne myślenie może zmęczyć. A tak macie możliwość odpocząć.

Kup książkę Na przekór nocy

Zobacz opinie o książce Na przekór nocy
Reklamy