Zrobiłbym coś złego

Wydawnictwo: inne
Data wydania: 2014-06-01
Kategoria: Dla młodzieży
ISBN: brak
Liczba stron: 104
Dodał/a recenzje: Edyta Staniec

Ocena: 4 (1 głosów)

Debiutancka powieść Michała Chmielewskiego Zrobiłbym coś złego, to podróż w czasie. Dokładnie do lat 90-tych. Bohaterowie, to grupa dorastających dzieciaków, 12-latków, wcielających w życie swoje głupie pomysły. A przez to pakujących się czasem w poważne kłopoty.

To książka, która przypomina mi o własnym dzieciństwie. Ale nie jest to sentymentalna podróż wstecz. To, co funduje nam autor raczej nie skłania do miłych wspomnień. To nie opowieść o dzieciństwie sielskim i anielskim, a raczej chmurnym i durnym. Beztroska trwa tu mgnienie oka, później jest tylko cisza przed burzą.

Czwórka bohaterów, to mistrzowie głupich pomysłów, których życie upływa pod hasłem „Zrobiłbym coś złego”. A jak wiadomo, głupie pomysły równa się dobra zabawa. W głównej mierze dla bohaterów książki Chmielewskiego i dla większości 12-latków. Ale ten się śmieje, kto się śmieje ostatni, i akurat ta stara prawda sprawdza się tu w stu procentach.

Zrobiłbym coś złego, to cudowne lata 90-te z Nirvaną, The Prodigy, walkmanami, 30 Tonami i Bravo. Ale wbrew opinii autora, jego bohaterowie wcale nie są typowymi dzieciakami, jakie dorastały w czasach bez komórek i laptopów. Durne pomysły zdarzały się rzecz jasna każdemu, chamskie i ryzykowne, tylko niechlubnym wyjątkom. Z jednej strony autor przedstawia nam obraz przeciętnych dzieciaków, z drugiej strony są to dzieciaki nietypowe, bo pędzące po równi pochyłej do jednego celu, którym jest poprawczak. I wcale nie zgodzę się, że książka ta jest nostalgicznym odzwierciedleniem lat 90-tych. Może duch tamtych lat uchwycony został, ale szczerze mówiąc, ja tego nie kupuję. Ja pamiętam tamten okres zupełnie inaczej. Ale to bardzo subiektywna opinia osoby, która dorastała w tym samym miejscu i czasie…

Historia, którą przedstawił Michał Chmielewski napisana jest zgrabnie, sprawnie, choć fabularnie wypada średnio. I pisząc fabularnie średnio, nie chodzi mi tu o fajerwerki na co drugiej stronie, ale o sam zabieg literacki. Z góry wiadomo, że historia musi skończyć się źle, bo opowiedziana jest z perspektywy bohatera, wracającego do pamiętnych wakacji. A to powoduje, że napięcie gdzieś znika i nie czuć nutki niepewności, co zdarzy się dalej.

Tak dzieje się przez jakieś 75 procent powieści. Pod koniec, spokojnie płynąca opowieść nabiera tempa. Choć od początku zdajemy sobie sprawę z nadciągającej tragedii, dopiero blisko finału czuć duże napięcie, ludzką głupotę i bezmyślność. I żal z powodu dzieciństwa, które miało być tak piękne…

 Książkę polecam. Przeczytać ją warto i być może tak jak ja nieco polemizować z autorem. A może po to, by się z nim zgodzić. Zapewniam, że czyta się lekko i przyjemnie. Udany debiut.

Zainteresowanych odsyłam na stronę ebooks43.pl.

Kup książkę Zrobiłbym coś złego

Zobacz opinie o książce Zrobiłbym coś złego
Reklamy