wiadomości z granice.plhttps://www.granice.plKanał RSS z wortalu granice.plpl-plCopyright (C) 2018 granice.plPolowanie na czarownice. Fragment książki „Gieśki"Czy chodząc do zwykłej podstawówki, można przeżyć niecodzienne przygody? Oczywiście! Wystarczy być Gieśkiem pełnym humoru, nieco zuchwałym, odważnym i psotnym dziewięciolatkiem z klasy III G. Krzysiek, Czesiek i Misiek wplątują się w kolejne awantury, walczą z porywaczem, polują na czarownice, wywołują duchy, zastawiają zasadzki i snują filozoficzne rozważania o sensie życia. Wciąż wystawiają na próbę cierpliwość rodziców i ulubionej nauczycielki, a przy tym docinają sobie i kłócą się zawzięcie. Mimo to każdy wie, że w sprawach ważnych można na nich polegać, bo doskonale rozumieją, czym jest lojalność i co w życiu liczy się najbardziej. Zajrzyj do świata Gieśków. Tam zawsze się wiele dzieje, jest mnóstwo śmiechu, świetna zabawa, a ponadto znajdziesz w nim przepis na prawdziwą przyjaźń. Do lektury książki Katarzyny KieleckiejGieśkizapraszaWydawnictwo Szara Godzina. W ubiegłym tygodniu zaprezentowaliśmy Wam jej premierowe fragmenty. Dziś czas na kolejną odsłonę tej historii: Polowanie na czarownice 1. Niepostrzeżenie wrzesień przekształcił się w październik, nawet dość pogodny i słoneczny. Tylko wiatr psocił, hulając po mieście i rzucał suchymi liśćmi w okna naszej szkoły. Chciał nas oderwać od mnożenia, dzielenia i pisania dziesiątek wyrazów z wymiennym i niewymiennym ó. Siedziałem w jednej ławce z Cześkiem i co chwila zerkaliśmy na szybę. Byliśmy na siebie nieco nabzdyczeni, bo posprzeczaliśmy się o to, który z nas zgubił świński łeb z Lego Minecraft. Mieliśmy identyczne świnie i bawiliśmy się nimi na przerwie. Jedna w wyniku walki straciła głowę i nie do końca wiedzieliśmy czyja. Nasi sekundanci: Patryk i Szymon, nie potrafili rozstrzygnąć konfliktu, a Misiek odmówił udziału w sporze, bo wszystko, co związane z Minecraftem, uważa za nudne. Dla niego liczy się tylko football. Czułem, że jestem w kropce, bo moja najpoważniejsza w życiu przyjaźń wisi na włosku. Przez durny świński łeb popadałem w coraz bardziej melancholijny nastrój. Pewnie dlatego szalony zaokienny taniec liści tak mnie pochłonął. W głowie układała mi się do niego nieco smutna, lecz gniewna melodia i miałem ogromną ochotę ją zapisać. Niestety nie zabrałem do szkoły zeszytu do nut. Pomyślałem, że w tej sytuacji muszę zapamiętać i zanotować całość natychmiast, kiedy wrócę do domu, a potem zagrać ten jesienny utwór panu Kubie, mojemu nauczycielowi gry na gitarze. Bezmyślnie oparłem policzek o dłoń, w której trzymałem pióro, rysując przy tym na własnej twarzy malowniczą szramę. Zapomniałem, że tkwię w klasie, wokół jest pełno Giedzi, a na tablicy toczy się skomplikowane rozważanie: ile to jest trzydzieści dwa podzielić na cztery. W myślach siedziałem już w małym przytulnym pokoiku w szkole muzycznej, z nogą na podnóżku i brzdąkałem na moim granatowym sześciostrunowym wiośle nowatorską, genialną kompozycję. Pan Kuba stał z otwartymi ustami, raz po raz prosił o bisy i nie posiadał się ze zdumienia, że ma takiego genialnego wychowanka. Gotów był biec natychmiast po innych nauczycieli i po samą panią dyrektor, żeby też mogła mnie posłuchać. Puchł z dumy jak balon. Bałem się, że lada moment się uniesie, puknie czołem o lampę w suficie i nabije sobie guza. Tak, mam bogatą wyobraźnię. Może większą niż talent kompozytorski. A może nie. Pewnie okaże się za parę lat. Wystarczy poczekać i ćwiczyć, ćwiczyć, ćwiczyć Wyobraźnię i granie. Na wszelki wypadek. Halo! usłyszałem tuż nad uchem, a głuche łupnięcie otwartą dłonią w ławkę poderwało mnie na kilka centymetrów nad krzesło. Boleśnie poczułem, jakie jest twarde. Nie powiem, czym poczułem, bo się wstydzę. Pióro wyleciało mi z ręki i upadło na ziemię. Serce chciało powtórzyć ten sam numer, co pióro, wyskakując przez gardło, jednak szczęśliwie zdołało się zatrzymać gdzieś tam w środku mnie. Potoczyłem po klasie błędnym wzrokiem i zahaczyłem o zapis na tablicy: 32 : 4 =. Osiem mruknąłem. Cała klasa ryknęła śmiechem, a pani Ania, która wcześniej o mało nie wykończyła mnie tym waleniem w blat, chichotała, łapiąc się za brzuch. Okrutna bestia i bezlitosna. Krzysztof, nie pytałam o działanie. Pytałam, i to dobre trzy razy, dokąd odleciałeś. Minę miałeś taką, jakbyś wygrał tegoroczną edycję konkursu Guitars Masters. Oho, złośliwa i na dokładkę wiedźma. Skąd wiedziała, co mi się zamarzyło? Poczułem, że nabiera wigoru i trzeba mieć się na baczności. Potrzebuję pięciolinii odrzekłem nieco nieskładnie, próbując zdusić w sobie niepokój, że czyta mi w myślach. Zapomniałem zabrać z domu. Muszę zapisać utwór o tych liściach za szybą, póki tam latają. A dzielenie naprawdę umiem dodałem z taką desperacją w głosie, że pani Ania przestała się śmiać. Klasa zrywała boki, lecz nauczycielka uciszyła wszystkich jednym ruchem ręki. Ten trik opanowała dawno temu. Ma w sobie coś z magii i działa bez pudła. Nie potrzeba Harryego Pottera ani nawet Hermiony. Wiem, że umiesz potwierdziła poważnie, jakby to, co powiedziałem, wcale nie wydało jej się śmieszne. Podeszła do tablicy i zapisała trzy kolejne działania. Myślcie nad rozwiązaniem. Za minutę wrócę. Po chwili przyniosła mi wyrwaną kartkę z zeszytu do nut. Trzymaj i pisz. Potem idź do łazienki i wyszoruj paszczę, bo wysmarowałeś się atramentem i wyglądasz jak indiański wojownik w barwach wojennych, a nie jak kompozytor. Giedź Naczelny stanął na wysokości zadania. Postanowiłem wybaczyć jej żart z Guitars Masters. Odłożyłem na chwilę na bok moją maskę twardziela i uśmiechnąłem się do niej ciepło. Ależ mamy fart, że nas uczy. Nawet te wąsy na zdjęciu klasowym nam darowała. Przecież wiedziała, że to sprawka Gieśków. Miała klasę. Nie w sensie trzeciej G, tylko w tym drugim. Umiała się zachować na poziomie. Proszę pani, ale to niesprawiedliwe ryknął Czesław i rąbnął mnie w prawy łokieć tak, że mój klucz wiolinowy wyjechał nie tylko poza pięciolinię, ale też całą kartkę. Co znowu? fuknęła, a ja łypnąłem na niego groźnie, sięgając po gumkę do piórnika. On się bawi, a my musimy tę głupią matmę No właśnie poparł go nagle Misiek. Może ja też bym chciał komponować? Nie ma problemu. Znasz nuty? nauczycielka spytała słodkim głosem. Nie bardzo To, póki co, lepiej pójdzie ci zapisywanie wyników dzielenia. Po całej sali zaczął rozchodzić się coraz wyraźniejszy szum niezadowolenia. Zbierało się na wewnętrzny foch. Kłułem resztę klasy w oczy. Drażniło ich chwilowe odmatematycznienie mojej skromnej osoby. Uwijałem się tak szybko, jak mogłem. Chciałem skończyć i schować kartkę, żeby wreszcie przestali się czepiać. Mnie, nie pani Ani. Wiedziałem, że Giedź Naczelny da sobie radę. Jeśli przez najbliższe pół godziny nie usłyszę żadnego marudzenia, nie zobaczę skrzywionej miny i wszyscy będą uczciwie pracować, wyjdziemy potem na boisko padło wreszcie od strony biurka i nagle wszystkie wątpliwości zniknęły. Naprawdę czasami miałem wrażenie, że to czarownica. Wiedźma jakaś, bo skąd niby wie, co powiedzieć, żeby uciszyć protesty? I jak to robi, że łapie w lot, o co chodzi? Pewnie ma czarnego kota i dom na kurzej stopce, a do tego te różne bulgoczące wywary. Pazur smoka, jad węża, ucho nietoperza Wieczorem obkłada się błotem, żeby co rano ładnie wyglądać, bo naprawdę ma sześćset lat i jest pomarszczona jak suszona żurawina. Przed snem odkręca sztuczną lewą stopę, prawe oko kładzie na spodeczku, a zęby wrzuca do szklanki. I nosi perukę, bo jest łysa jak kolano. Ha, ha, ha! Żartuję. Chociaż Kto ją tam wie? W życiu nikt z nas nie odwiedził jej w domu W przyszłym tygodniu zaprezentujemy Wam kolejny fragment książkiGieśki. Księga przygód. Powieść Katarzyny Kieleckiej kupicie w popularnych księgarniach internetowych: [tabela=6091460]https://www.granice.pl/news/polowanie-na-czarownice-fragment-ksiazki-gieski/8853Tue, 12 Nov 2019 11:43:44 +0100Ludzie tacy jak ty idą pierwsi do odstrzału. Fragment książki „Gdzie noc skrzy się lodem"Śnieg, mnóstwo lodu, mitologiczne wierzenia, magia i zbliżające się olbrzymie niebezpieczeństwo mrożące krew w żyłach. Krwawoczerwone niebo pojawiło się nad śnieżną wyspą Skane, powodując, że na wioskę spada lawina strachu i W desperackiej próbie powstrzymania zbliżającej się zarazy starsi mieszkańcy wioski postanawiają zabarykadować jej granice, aby nikt zarażony nie zdołał się przez nie przedrzeć. Nastolatka o imieniu Janna postanawia nie odwracać się od ludzi szukających schronienia. Zostaje jednak wygnana na kłujący mróz poza granice wioski. Czy uda jej się przetrwać zbliżającą się zamieć śnieżną? Gdzie noc skrzy się lodem" to bardzo dojrzała, dotykająca aktualnych problemów, choć rozgrywająca się w świecie zupełnie nam nieznanym opowieść, którą czyta się z zapartym tchem, a po dotarciu do finału długo jeszcze rozważa się jej przesłanie. - recenzja książki Gdzie noc skrzy się lodem Do lektury powieści Lisy LueddeckeGdzie noc skrzy się lodem zapraszaWydawnictwo Zielona Sowa. W ubiegłym tygodniu w naszym serwisie zaprezentowaliśmy premierowe fragmenty książki. Dziś czas na kolejną odsłonę tej historii: Rozdział 2 W ostrym świetle pochodni twarze wydawały się blade, oczy były załzawione. Alarm podniesiono jakiś czas przed moim powrotem. Walono pięściami w drzwi, echo krzyków odbijało się od ścian domów. C z e r w o n e L ó s N i e b o Te słowa wibrowały w moim ciele, gdy niepostrzeżenie dołączyłam do tłumu, który powłócząc nogami, zmierzał do środka wioski. Na niektórych twarzach widać było łzy, rozlegały się szepty podszyte niepewnością, wyciągano szyje, by lepiej widzieć teraz już zupełnie niegroźne nocne niebo. Spojrzałam na skłębione gwiazdy wysoko nade mną. Ani śladu po czerwieni widocznej jeszcze niecałe pół godziny wcześniej. Zrobiła już swoje. Przesłała wiadomość. Teraz należało się tym zająć. Pochwyciłam spojrzenie wychodzącego z domu ojca. Obie dłonie położył na ramionach matki. Później porozmawiamy o tym, gdzie się podziewałaś mówiły jego oczy, ale jego uwagę szybko odwróciły rozgorączkowane głosy zebranych mieszkańców wioski. Coraz więcej ludzi wychodziło z domów. Po drodze otulali się pelerynami i chustami. Oczy mieli szeroko otwarte. Słaby podmuch wiatru szeptał o zbliżającej się śnieżycy. Czekając, aż ktoś się odezwie, przypomniałam sobie, jak ojciec kiedyś powiedział, że jeżeli nie będziemy słuchali słów natury szumu wiatru, chlupotu rzek, krzyku ptaków ostrzegających przed zbliżającym się drapieżnikiem równie dobrze moglibyśmy już nie żyć. Drzewa, zwierzęta, nawet powietrze, mają własny język. Musimy nauczyć się go rozumieć albo przestaniemy istnieć. Przywiodło mi to na myśl opowieść dla dzieci, którą słyszałam dawno temu: Strzeż się podstępów fssa, mówiono. On gra piosenki z wiatrem, ze śniegiem, szeleści liśćmi tylko po to, żeby zwrócić twoją uwagę, wypełnić twój umysł i potem wciągnąć cię na dno. Jeśli nurt rzeki śpiewa dla ciebie, przyciągając cię do siebie trochę bliżej, to zaklęcie fssa zaczęło działać i może być już za późno. Ponad majaczącymi przede mną domami widziałam las znajdujący się za nimi, otulony w ciemność i czar. Dałabym wszystko, żeby tam być w tym momencie. Wiatr poruszył kilkoma gałęziami pozbawionymi igieł, jakiś ptak przemknął z jednego drzewa na drugie. Niedługo. Niedługo tam będę. Tymczasem postanowiłam zostać na tym ponurym pokazie ludzkiej solidarności, zebraniu kamiennych twarzy dyskutujących o tym, ile czasu nam zostało, zanim Skane zacznie kolejną grę, której koniec zobaczą tylko nieliczni. Przeszył mnie dreszcz. Mój ojciec Svar naradzał się z Obenem i starcem o imieniu Alff. Rozmawiali ściszonymi głosami. Cała reszta skupiła się w pobliżu, szeptała i wskazywała na tych trzech mężczyzn, których wymiana zdań była tak ożywiona, że przyciągała uwagę wszystkich. Podeszłam bliżej do ich grupki i stanęłam za ojcem. Pozostałym niezbyt się to spodobało, zerkali w moją stronę, ale ja stałam nieporuszona. Przecież nie było w tym nic złego. Minęło tyle czasu powiedział Oben łamiącym się głosem. Całe pokolenie się zestarzało, nie widząc zorzy. Tak, a morze jest słone i głębokie, tyle że mówienie takich rzeczy raczej nie podsuwa rozwiązania, prawda? warknął Alff. Możemy dyskutować, dopóki morze nie zamarznie powiedział ojciec. Ale ludzie czekają na słowa otuchy, dlatego musimy im je dać. Po co dodawać im otuchy, kiedy żadna otucha nie pomoże? zaprotestował Oben. Co komu po złudnej otusze? Jeśli uchroni nas przed chaosem i zamętem, to będzie warta zachodu aż do czasu, gdy wyciszymy strach na tyle,by wymyślić jakiś plan. Przemówić do mieszkańców wioski. Zorganizować ich. A niby jak ma wyglądać ta otucha? zapytał Oben. Jakim kłamstwem ich nakarmisz? Powiesz im, że wszystko będzie dobrze? Poradzisz, żeby wrócili do łóżek i nie zaprzątali sobie głów setkami ludzi, którzy umarli w przeszłości? Żeby nie myśleli o tym, ilu z nas umrze w nadchodzących tygodniach? Gdzie w tym otucha, Svarze? Wyjaśnij mi to. Ojciec przez dłuższą chwilę wytrzymywał spojrzenie Obena z władczym i groźnym wyrazem twarzy. Gdzie jest nadzieja w powiedzeniu im, że nic nie można zrobić? Jeśli ludzie chcą przetrwać, co dobrego może im przynieść zniechęcenie i widmo pewnej śmierci? Wyjaśnij mi to, Obenie. Oben skrzyżował ramiona na piersi i pokręcił głową, ale nic nie powiedział. Alff też nie miał nic do dodania. Ojciec obrócił się, zobaczył, że stałam tuż za nim, ściągnął brwi, przez chwilę zbity z tropu, a potem zwrócił się do tłumu głosem pełnym siły, której najwyraźniej nikt inny nie czuł w sobie. Dzieci trzymały się mocno rąk matek i ojców, a w oczach wszystkich widać było przytłaczający ich ciężar, jakiego nigdy wcześniej nie widziałam. Można było pomyśleć, że jakieś brzemię spadło z nieba i przycisnęło do ziemi zgromadzonych mieszkańców wioski, zbyt ciężkie, by dało się je odepchnąć. Tak właśnie działa strach, łamie siłę charakteru, odporność, aż zostaje z człowieka niewiele więcejpoza kruchym kokonem, który wiatr z łatwością porwie ze sobą. Przytłaczający lęk, który sparaliżował mnie, kiedy pierwszy raz zobaczyłam zorzę, w jakiś sposób wyparował, a w następnych minutach poczułam przypływ nowych sił, co przypominało przebudzenie po dobrze przespanej nocy. Nie to, że się nie bałam daleko mi było do tego ale moje myśli stały się klarowne, a umysł spokojniejszy, kiedy determinacja zmieszała się we mnie z obezwładniającą akceptacją stanu rzeczy. Nie zamierzałam pozwolić, by mój strach się pogłębiał, niezależnie od tego, jak makabryczne wydarzenia pojawią się niebawem na horyzoncie. Usiłowałam sprawiać wrażenie wyższej, wyprostowałam plecy i oddychałam głęboko. Stara kobieta o imieniu Unna, która rzadko wychodziła z chaty i poruszała się wsparta na rzeźbionej lasce z rączką w kształcie głowy ptaka, ostrożnie przepchała się przez tłum wieśniaków. Odsunęłam się, żeby zrobić jej dojście do grupy mężczyzn stojących za mną, którzy umilkli na jej widok. Unna zatrzymała się, żeby złapać oddech. Kosmyki włosów, które wysunęły się jej z warkoczy, powiewały na wietrze. Nawet jeśli któryś z was był już na świecie ostatnim razem odezwała się drżącym głosem był za młody, żeby cokolwiek pamiętać. Ale ja pamiętam wszystko, każdy dzień. Pamiętam, jak przyglądałam się własnym dzieciom, jakby były obcymi ludźmi, i czekałam, kiedy pot zacznie im sięzbierać na brwiach, kiedy zaczną odkasływać krwią. Wiele par oczu skierowało się na dzieci stojące między nami. Ja też na nie spojrzałam, nie mogłam się powstrzymać. Pamiętam sąsiada, który zabił własną żonę nożem myśliwskim, kiedy zaczęła wykazywać symptomy zarazy, wywlókł potem z domu jej ciało i spalił, ale sam umarł cztery dni później. I pamiętam wędrowców z Isvik, którzy uciekli ze swojej wsi, szukając schronienia u nas do chwili, gdy jeden z nich zwymiotował krwią na dziecko człowieka, który ich przyjął pod swój dach. Choroba rozprzestrzeniła się z tamtego miejsca niczym wygłodzony pożar. Nie macie pojęcia, co znaczy pamiętać. Przeżywam wszystko od nowa każdego dnia. Popukała się palcem w skroń. Nie zmuszajcie mnie, bym znowu przez to przechodziła. Jakiś mężczyzna zakasłał, poza tym tłum milczał, a ludzie stojący w jego pobliżu odsunęli się, zostawiając wokół niego puste miejsce. Współczuje ci, Unno odezwał się ojciec, delikatnie dotykając jej ramienia. Nawet nie próbuję sobie wyobrazić, jaki to dla ciebie ciężar. Dostatecznie szybko będziesz mógł się przekonać oświadczyła Unna stanowczo. Pomiędzy zorzą i pierwszymi oznakami zarazy panuje strach, leją się łzy, ludzie planują jakby bez końca. Ale tak naprawdę czasu jest niewiele. Wiemy odparł Alff, mało subtelnie przewracając oczami. Wracam do chaty dodała Unna, zaciskając dłoń na lasce, gotowa do odejścia. I zrobię to, co zrobiłam ostatnim razem: zostanę w środku. Żaden wędrowiec z innych wiosek nie zobaczy mnie chorej. Bo go nie wpuszczę do środka. Odeszła powoli. Po długim milczeniu, ciężkim od niepewności, zebranie wznowiono. Ich słowa o zachowywaniu czujności i koniecznej dyskusji o środkach, które trzeba będzie przedsięwziąć, żeby zapewnić wszystkim bezpieczeństwo cichły w moich uszach. Błądziłam myślami, omiatając wzrokiem tłum, i zastanawiałam się, ilu z nas przeżyje w nadchodzących tygodniach Nagle napotkałam czyjś wzrok. Nie odwróciłam spojrzenia. Eri. Nawet gdybym miała zobaczyć go, dopiero gdy minie wieczność, to i tak byłoby zbyt rychło. Był doskonałym myśliwym i synem wioskowej wdowy Svanhildy, której mąż umarł poprzedniej zimy razem z innymi. Nie można było powiedzieć o Erim złego słowa: dbał o matkę i jej złamane serce, kiedy tylko nie włóczył się po lasach, a jego wiedza o pogodzie i lesie zaskarbiła mu spory szacunek całej wsi. Rok czy dwa lata temu odnalazł nawet zagubione dziecko, które zabłądziło między drzewami, kiedy zbliżała się śnieżyca. Przyprowadził zapłakaną dziewczynkę z powrotem prosto w ramiona jej rodziców, co spotkało się z ogromnymuznaniem mieszkańców wioski. Ale on i Slvi byli jak bracia, zawsze razem, zawsze blisko siebie. Gdy myślało się o jednym z nich, natychmiast przychodził na myśl drugi. I było tak, od kiedy się poznali jako dzieci. Po odejściu Slviego patrzenie na Eriego przekraczało moje siły, wywoływało potoki łez, które wylewałam za domem albo w kryjówce pod kocem. Nie umiałam poradzić sobie z bólem, dlatego unikałam go przez całe miesiące. A potem w ogóle ze sobą nie rozmawialiśmy. Miałam poczucie, że on zabrał nam szczęście i nie udało się nam tego naprawić. Byłam przekonana, że nigdy mu tego nie wybaczę. Początkowo dziwnie się czułam w sytuacji, kiedy osoba widywana wcześniej tak często znikła z mojego pola widzenia, ale wraz z upływem czasu jakoś do tego przywykłam. I w rok po odejściu Slviego byłam już zupełnie oswojona z samotnością. Czyżby przyjemność sprawiało mi jedynie towarzystwo własnych myśli? Przekonałam się, że do kontaktów z ludźmi potrzebny jest pewien rodzaj energii, a bardzo często byłam tak wyczerpana, że zwykłe pozdrowienie przekraczało moje możliwości. Ale teraz Eri stał i wpatrywał się we mnie. Ramiona skrzyżował na piersi, miał zdjęty kaptur, wiatr bawił się jego jasnymi włosami. Wydoroślał przez ten rok, od kiedy ostatni raz rozmawialiśmy, stał się mężczyzną, z trudem go rozpoznawałam. Zagryzł górną wargę to był nawyk, którykiedyś przypisywałam jego nerwowości. Gdy serce pękło mi z bólu po śmierci Slviego i codziennie przeżywałam od nowa każdy dzień naszego związku, w jakiś sposób zapomniałam o Erim. Niemniej coś kazało mi się teraz zastanowić, czy nie podejść do niego. I zapytać, jak sobie radził od chwili śmierci najlepszego przyjaciela. Zapomniałam, że on również stracił w poprzednim roku kogoś bliskiego. Nie ja jedna przeżywałam dojmujący ból, jakby ktoś sięgnął w głąb mojego ciała i wyrwał mi serce. Śmierć potrafi zamazać obraz świata, przesłonić rzeczy oczywiste. Powiew wiatru wcisnął mi kosmyki włosów do oczu, a zanim je odsunęłam, Eri odwrócił wzrok. Czułam, jak ulatuje ze mnie każda cząstka ciepła, gdy patrzyłam na kobietę o imieniu Ragna, przeciskającą się przez tłum. Jej surowe rysy twarzy odrobinę łagodziła burza włosów, które opadały jej aż na piersi. Stanęła, wysoka, wyższa ode mnie o co najmniej kilka centymetrów, naprzeciwko trzech mężczyzn. Brodę trzymała wysoko uniesioną. Robiła wrażenie nieprzystępnej, zresztą jak zawsze. Może dlatego wszyscy od dawna jej unikali. Ja miałam inny powód, żeby schodzić jej z drogi. Cztery lata wcześniej jej syn Orri był sześciolatkiem. Uroczy, cichy chłopczyk, ale odludek, który praktycznie nie wychodził z wioski. Przyjęłam, że postępował zgodnie z poleceniami matki zawsze podejrzliwej i pełnej bojaźni. Miałam czternaście lat i do moich zadań należało zbieraniedrewna na opał razem z innymi mieszkańcami wsi, w tym z Ragną. Oddaliłam się od ścieżki i samotnie zbierałam do koszyka kawałki kory, kiedy usłyszałam długie, smętne wycie dochodzące z północy. Było za daleko, żeby wszczynać alarm, a ja znajdowałam się blisko wioski i szybko mogłam znaleźć w niej schronienie, ale wywołało we mnie uczucie dojmującej tęsknoty. Chciałam je gonić, zawodzić razem z nim, uciec w dalekie góry i nigdy nie wracać. Powodowana kaprysem, położyłam dłonie po obu stronach ust i zawyłam w odpowiedzi. Miałam pewność, że dla wilka to było bez znaczenia, ale w tamtej chwili poczułam się rozkosznie dzika i wolna. Podniosłam koszyk z ziemi. Obróciłam się. Spostrzegłam, że Ragna obserwowała mnie spomiędzy drzew z wyrazem nieufności aż gorejącym w jej oczach. Wiedziałam, że wszystkim o tym opowie i szepty na mój temat jeszcze się wzmogą, choć przecież nie zrobiłam nikomu żadnej krzywdy. Tamtego dnia późnym wieczorem znaleziono krwawe ślady prowadzące z wioski do lasu i ustalono, że Orri został porwany przez wilka. Nigdy go nie odnaleźliśmy, a Ragna, która przez wiele dni zanosiła się płaczem i histeryzowała, niemal przy każdym oddechu wskazywała mnie palcem. Inni jej współczuli, żałowali jej, ale podejrzenia wobec mnie nie były wystarczająco przekonujące, by uwierzyli, że przyzwałam wilka, żeby zabił jej dziecko. W końcu pamięć o tymwydarzeniu zblakła i jedynie od czasu do czasu ktoś wspominał o nim szeptem, ale nigdy w jej obecności. Nie mogę uwierzyć, że jesteśmy tak słabi wobec czerwonych lós powiedziała tak donośnie, żeby wszyscy usłyszeli, a głos miała mocny, mówiła takim tonem, jakby nas beształa, choć nikt na to nie zasłużył. Kiedy drapieżniki wyruszają na łowy, słabe jednostki stają się ich pierwszymi ofiarami. Umiała mówić w taki sposób, że przyciągać uwagę wszystkich. Stojąc niedaleko, widziałam, jak mama oddychała głęboko. Alff odchrząknął: Masz jakieś propozycje? Ragna rozejrzała się wokół, jej oczy zdawały się śmiać, gdy uświadomiła sobie, że wszyscy czekali, by mówiła dalej. Nie, nie uśmiechały się. To był szyderczy uśmieszek. Sekundę później jej rysy ponownie stężały. Svar zdążył już wspomnieć o konieczności przedsięwzięcia jakichś kroków, żeby zapewnić nam bezpieczeństwo. Odetniemy wieś od świata rzekła, a jej głos miał siłę morskich fal w czasie zimowego sztormu. Nikomu nie będzie wolno z niej wyjść ani do niej wejść, no może z wyjątkiem myśliwych, a i to rzadko. Żadnego handlu z innymi wsiami, żadnego łażenia do lasu. Obrzuciła mnie spojrzeniem, które wywołało u mnie gęsią skórkę. Żadnego przyjmowania wędrowców. Wszyscy słyszeliśmy opowieść Unny o gościu z Isvik. To się n i g d y w i ę c e j nie powtórzy.Będziemy na zamianę pełnili warty na obrzeżach wioski. Zadbamy o to, żeby żadna zarażona osoba do niej nie weszła ani żadna z niej nie wyszła. Powiał wiatr. Ktoś z tłumu zakasłał. Ale przez dłuższą chwilę nikt się nie odezwał. Ragno... zaczął ojciec, a ton jego głosu zdradzał, że był wstrząśnięty do głębi. Potrzebował chwili, żeby dobrać słowa, bo w naszej wsi nie było miejsca na bezwzględne pomysły Ragny. Dlaczego mielibyśmy to robić? I kto by nas posłuchał? W jej oczach ponownie pojawił się błysk szyderczego uśmieszku. Poczułam złość narastającą we mnie niczym oddech smoka. Strach odparła i miała rację. Co do tego nie było wątpliwości. Ludzie zrobią wszystko, kiedy się boją, jeśli będą myśleli, że to uratuje im życie. Zbliżyła się do tłumu i mówiła, jakby stał zbyt daleko od niej, by ją usłyszeć. Załóżmy, że poddamy to pod głosowanie. Wynik znasz równie dobrze jak ja. Zapadła cisza przerywana jedynie odległym pokrzykiwaniem kruka. Ragna poruszyła czułą strunę. Napięcie było ogromne. To moja matka była tą, która przerwała milczenie. Wystąpiła naprzód, nie odrywając wzroku od Ragny. Myślę, że niekoniecznie powiedziała i szła, aż znalazła się mniej więcej pół metra od niej. Potrafiła mówićnajuprzejmiejszym tonem, kiedy była najbardziej wytrącona z równowagi. Choroba nadejdzie niezależnie od tego, czy będziemy pilnować granic naszej wsi. Nie wiesz, skąd zaraza przychodzi ani jak się dostaje do naszych ciał. Może być w następnym łyku wody, który połkniesz, następnym hauście świeżego powietrza, które wciągniesz. I nie mówię tego, żeby budzić przerażanie tak brzmi prawda, i to wszystko. Jacy byliby z nas ludzie, gdybyśmy się odcięli od reszty świata i odmówili widywania się czy rozmawiania z tymi, którzy z nami sąsiadują? Tacy, którzy przeżyli odpowiedziała Ragna. Wyprostowała plecy i wydawała się wyższa niż zwykle. Spojrzenie miała lodowate. Po kilku tygodniach albo miesiącach możemy okazać się jedyną osadą, która nie poniosła żadnych ofiar. Jak możesz pozbawiać tych ludzi szansy na przeżycie? Wskazała na stojące najbliżej dziecko, co było tanim chwytem mającym zaskarbić jej zwolenników. Jak możesz się upierać przy zapraszaniu śmierci do naszych domostw? Jak możesz się upierać przy zostawieniu innych bez pomocy w obliczu śmierci? zapytała matka przejmującym głosem. W innych wioskach są dzieci takie jak to. Dzieci, które wkrótce mogą już nie mieć matek i ojców. Nie są nasze rzuciła krótko Ragna. Najpierw musimy się zatroszczyć o własne, podobnie jak inni muszą zadbać o swój przychówek. Każdy powinien dźwigać własnyciężar na tym okrutnym świecie. Wiesz to równie dobrze jak ja. Nie, nie wiem wydyszała matka. W tej chwili wiem jedynie, że ty nie masz pojęcia o miłości. Coś zmieniło na chwilę rysy twarzy Ragny, emocje, których nie umiałam zidentyfikować, ale to przywiodło mi na myśl jej synka porwanego przez wilki. Na pewno go kochała, bo inaczej nie winiłaby mnie tak okrutnie o jego śmierć mimo to kobieta, która stała tutaj z kamienną twarzą, nie miała w sobie nic, co świadczyłoby o miłości i współczuciu. Lud Skane już dawno obrał sobie różne cele. Żyjemy dla wolności mówili jedni. Dla odwagi twierdzili inni. Ale jeśli nie żyliśmy dla miłości, żyliśmy na próżno. Zgadzam się z matką odezwałam się, nadając głosowi stalową moc. Odcinanie się od innych to egoizm i tchórzostwo. Ostatnie słowo zaakcentowałam mocniej i wypowiedziałam bezpośrednio do niej. Jej kamienna twarz nawet nie drgnęła, ale popatrzyła na mnie tak nieprzyjaźnie, że niemal odwróciłam wzrok. Niemal. Ojciec skinął głową, podobnie jak Alff, niemniej Oben zachował milczenie i tylko przenosił spojrzenie z jednej osoby na drugą. Ojciec zwrócił się więc do niego: A co ty na to powiesz, Obenie? Zapytany przez długą chwilę mierzył Ragnę wzrokiem. Najwyraźniej odbyła się między nimi rozmowa bez słów. Słyszałem o gorszych pomysłach w końcu odpowiedział Ojciec wydał z siebie pomruk niezadowolenia. Przetarł oczy obiema rękami. Nie bądź głupcem, Obenie ofuknął go sfrustrowany. Widziałam wyraźnie, jak strach i niepewność budzą w ludziach instynkt samozachowawczy i wprawiają ich w rozgorączkowanie. Jedni mówili, że instynkt pomógł nam kiedyś przetrwać, inni dowodzili, że pomogło poczucie wspólnoty, więź skupiająca nas na celu i chęć nie tylko zachowania życia, lecz także doprowadzenia społeczności do rozkwitu. Zawsze uważałam, że chodziło i o jedno, i o drugie. Nie było nic złego w ochronie własnego życia, ale nie czyimś kosztem. N i g d y kosztem innych. Zastanów się nad tym choć przez chwilę, Svarze. Wszyscy musicie dostrzec w tym sens. Istnieje ogromne prawdopodobieństwo, że zaraza nie będzie pochodziła z naszej wioski. Zostanie tu zawleczona przez coś lub kogoś, a my możemy temu zapobiec. Odgrodzić się, zanim do nas dotrze. Jeśli takie odizolowanie się może zapewnić nam bezpieczeństwo, oszczędzić nam plucia krwią, aż nasze ciała staną się zimne, dlaczego chcesz nam tego odmówić? Oben pokręcił głową. Ojciec opowiadał mi o tym, jak to wyglądało zaledwie na rok czy dwa przed moimi narodzinami. Jak patrzył na własną siostrę zżeraną przez zarazę o d ś r o d k a, aż krew odpłynęła z jej twarzy. Nie mogłajuż mówić ani płakać, a on widział jej powolną śmierć. Oczy miała szeroko otwarte i pełne lęku jeszcze długo po zgonie. Nigdy tego nie zapomniał. Ragna mówi prawdę, choćby nie wiem jak trudno było się z tym pogodzić. Oczy Ragny niemal rozbłysły przy tych słowach wsparcia, posłała mojemu ojcu wyzywające spojrzenie. Napięcie w powietrzu było jak gęsta i nieproszona mgła. Wydaje ci się, że nikt przed nami nie myślał podobnie? zapytał ojciec. Wydaje ci się, że wreszcie rozwiązałaś problem zarazy, która nęka nas od pokoleń? A może po prostu jesteś śmiertelnie wystraszona, jak dziecko, które wysłuchało przed snem opowieści o upiorach? Odcinanie się od świata nie jest rozwiązaniem. Bardziej przypomina położenie palca na ranie w nadziei, że krew przestanie płynąć. Weź się w karby. Zapanowała kolejna chwila ponurego milczenia, którą przerwał Alff. Przenieśmy tę dyskusję do chaty zaproponował. Później przekażemy wiosce solidne argumenty. Dało się słyszeć kilka słów protestu, ale dzieci zaczęły się wiercić, a na twarzach zebranych pojawił się strach wynikający z bliskiej obecności innych, jakby zaraza wypełzła z ziemi i już się o nich upomniała. Kiedy ruszyłam za ojcem i innymi do chaty Obena, Ragna złapała mnie za ramię. Wyrwałam się z jej uścisku i obróciłam twarzą do niej. Żadnych dzieci powiedziała stanowczo, minęła mnie i weszła do środka. Ona ma osiemnaście zaczęła matka, ale Ragna przerwała jej. Żadnych dzieci powtórzyła. Poczułam ogień w żyłach, ale udało mi się go zgasić. Dzieci płaczą, kiedy nie dostają tego, czego chcą, a ja nie byłam już dzieckiem. Dlatego stawiłam jej czoło i sprowokowałam jedyną rzeczą, o której wiedziałam, że wyprowadzi ją z równowagi: posłałam jej szyderczy uśmieszek, taki sam, jakim wcześniej raczyła innych, jakbym wiedziała coś, o czym ona nie miała pojęcia. Kwaśna mina, która wykrzywiła jej rysy, niemal wywołała u mnie szczery uśmiech, gdy się odwracałam. Mrok gęstniał, w miarę jak oddalałam się od wsi. W następstwie zebrania mieszkańców wioski i spotkania z Erim patrzenia na niego ogarnęła mnie przemożna chęć znalezienia się gdzieś daleko, i to ona pchnęła mnie w stronę lasu. Zostałam odprawiona niczym potulne dziecko, któremu zabroniono rozmów z dorosłymi. Krew się we mnie gotowała, i choć starałam się panować nad własnym wzburzeniem, obraz Ragny wykluczającej mnie ze spotkania nie chciał mnie opuścić. Wspinałam się teraz stromą ścieżką coraz wyżej, aż na szczyt znanego mi klifu, zbyt oddalonego od wioski, żebym była tam bezpieczna. Gdyby matka i ojciec dowiedzieli się o tym, najpewniej na zawsze zamknęliby mnie w domu. Ciesz się wolnością, póki trwa pomyślałam z goryczą. Jeśli pomysł Ragny i Obena zostanie wprowadzony w życie, niewykluczone, że zostanę uziemiona we wsi na długie tygodnie. Poza tym, jeśli chodziło o Ragnę, wiedziałam jedno na ogół dopinała swego. Ale nie tylko ja wypuściłam się do lasu. Między drzewami spostrzegłam inną dziewczynę przedzierającą się przez gałęzie i skały, usłyszałam cichą melodię, którą nuciła pod nosem. Enja. Przełknęłam ślinę, kiedy zobaczyłam jej twarz, jej tak dobrze znane mi rysy, których widok sprawił, że ścisnęło mi się serce. Była siostrą Slviego, młodszą o niecałe dwa lata. Dawniej byłyśmy sobie bardzo bliskie, bo wiele czasu spędzałam z jej bratem Ale podobnie jak w przypadku innych moich przyjaźni i ta legła w gruzach poprzedniego roku. Zajęta własnym cierpieniem, nie pomyślałam nigdy, że może potrzebowała przyjaznej duszy po śmierci brata, przez co później czułam się egoistką i wstydziłam tego tak bardzo, że unikałam jej na wszelkie możliwe sposoby. Jak można przejmować się cudzym bólem, kiedy człowiek z trudem znosi własny? Chciałam odizolować się od wszystkich, być sama z moimi ranami, żeby zaczęły się goić, zanim zacznę pomagać innym. I bez wątpienia ona była w takim samym stanie. Kulka białego futra podążała przy jej stopach, a ja przypomniałam sobie czas nie tak znowu odległy. Slvi i Eri tropili dużego zająca polowanie nigdy nie ekscytowało Slviego, ale Eri zaofiarował się, że wprowadzi go w arkana tej sztuki nieświadomi, że ja i Enja podążamy ich śladem. Nie robiłyśmy tego celowo. W każdym razie nie od początku. Miałyśmy zbierać chrust i zawędrowałyśmy razem w głąb lasu, gdzie naszą uwagę zwróciły ich głosy wśród drzew. Dobrze znałam Eriego. Wiedziałam, że zmysły miał wyczulone i całym sobą jednoczył się z lasem w chwili, gdy do niego wszedł, dlatego pilnowałam, żebyśmy szły pod wiatr i z dala od jego pola widzenia. Niemniej widać było gołym okiem, że są zbyt pochłonięci polowaniem, by zauważyć dwie śledzące ich dziewczyny. Rozmawiali ściszonymi głosami i poruszali się ostrożnie, powoli, żeby nie spłoszyć zdobyczy. Biedny Slvi wyszeptała Enja z uśmiechem. Jestem pewna, że wolałby wędrować sam nago po nocy. Żaden z niego myśliwy. To była prawda. Kiedy nie pisał ze mną na ścianie jaskini albo nie zaganiał owiec do zagrody, całe dni spędzał na rzeźbieniu, które było jego pasją. Wystrugiwał smukłe strzały, rękojeści do noży, łyżki i inne przyrządy kuchenne dla mieszkańców wioski. Kilka miesięcy wcześniej wygrawerował runy zapewniające miłość a może jednak chodziło o rodzinę, trudno było powiedzieć na gładkim kawałku drewna i powiesił je na sznurku. Noszę go na szyi od tamtej pory. Jego górna warga była większa od dolnej, co czasami jak w tej chwili sprawiało, że wyglądał, jakby miał się za chwilę rozpłakać, a gdy się uśmiechał, jego twarz promieniała tak, że sam jej widok wskrzesiłby umarłego. Pójdziemy za nimi? zapytałam szeptem, w pełni świadoma, jak bardzo sama byłabym poirytowana, gdyby ktoś chodził za mną. Możemy też odejść stąd teraz, i nawet nie będą wiedzieli, że tu byłyśmy. Enja uniosła dłoń. Nie, nie. Chcę mieć pewność, że braciszkowi się udało. Już najwyższa pora, żeby ktoś zdetronizował Eriego. Brzmiało to niczym żart, ale jak w przypadku wielu żartów i ten miał w sobie ziarno prawdy. Imię Eriego często pojawiało się na ustach mieszkańców wioski, którzy chwalili jego umiejętności i dzielne serce. Serce wojownika powiedział mój ojciec, a ja nigdy nie rozumiałam, dlaczego ta cecha była tak pożądana. Ruszyłyśmy więc za nimi i mniej więcej dziesięć minut później obaj chłopcy zamarli w bezruchu, wpatrując się w coś między drzewami. Potem Slvi uniósł łuk i wypuścił strzałę. Nie odezwał się Eri, ale było za późno. Coś blisko nas zaskomlało, a ja i Enja, powodowane instynktem, wybiegłyśmy z kryjówki. Głowy obu chłopaków obróciły się natychmiast w naszym kierunku. Na twarzy Eriego widać było irytację i zmieszanie, a Slvi był przerażony. Nie trafił w zająca. Zabił lisa. Zobaczyłem białe futro zaczął Slvi, ale nie dokończył i tylko pokręcił głową. Trafiłeś idealnie i możemy mieć z tego pożytek zauważył Eri z westchnieniem. Ale nie na to polowaliśmy. Popatrzył na mnie. A skąd wyście się tu wzięły? Miałyśmy zbierać drewno na podpałkę i zaczęłyśmy iść za wami. Chciałam zachować to w tajemnicy, ale niezadowolenie wyraźnie widoczne na jego twarzy sprawiło, że szybko zrezygnowałam z tego pomysłu. I żadna z was nie pomyślała, jak niebezpieczne jest skradanie się za myśliwymi, którzy mają łuki? Wzruszyłam ramionami. Trzymałyśmy się za drzewami. Enja najwyraźniej zauważyła coś na ziemi, bo przyklękła. Podeszłam do niej i zobaczyłam niewielki biały pyszczek wyzierający z norki w ziemi, prawie całkowicie zasłoniętej liśćmi. Była matką powiedziała Enja. Och, szlag by to trafił zaklął Slvi pod nosem na widok stworzonka. Wcisnął swój łuk w dłonie Eriego, który wziął go zupełnie zaskoczony. Pamiętasz, że robisz strzały, którymi poluję? zapytał Eri, przewieszając sobie dodatkowy łuk przez plecy. To, że nie ty nimi strzelasz, nie uwalnia cię od odpowiedzialności. To mogę zmienić odparował Slvi. Przyszedłem tutaj, żeby się nauczyć tropienia zajęcy, a nie zabijać matkę. Witaj na Skane powiedział Eri. Ludzie tacy jak ty idą pierwsi do odstrzału. Kiedy obróciłam się w stronę Enji, tuliła już w rękach małego liska. Zwierzątko usiłowało się uwolnić, piszczało ze strachu, zupełnie zdezorientowane, ale ona mocno je trzymała. Biorę go do domu oświadczyła, patrząc bratu prosto w oczy. Świetnie odpowiedział. Słowa Eriego wypowiedziane do Slviego prześladowały mnie później, już po tym, kiedy ta przeklęta wyspa upomniała się o niego, ale wtedy niewiele sobie z nich robiłam. Enja niosła koszyk w jednym ręku, bo zapewne wyszła zbierać jagody albo szczapy na podpałkę. Jej wierny lis podążał za nią krok w krok. Powinnam z nią porozmawiać, dowiedzieć się, jak sobie radziła. Odwróciłam się jednak. Tysiące wymówek kołatało mi się po głowie i zderzało ze sobą. Nie musiałam się decydować na jedną z nich, żeby uniknąć tej rozmowy. Postępowałam tak od roku. Jeden dzień więcej nie wyrządzał większej szkody. Gdybym umiała być ze sobą szczera, przyznałabym, że nie byłam jeszcze gotowa, by ze złamanym sercem pomagać komuś, kto też cierpiał. Nie odnalazłam jeszcze wszystkich kawałków samej siebie, by poskładać je w całość, stać się kimś, na kim mogłaby się oprzeć, i nie byłam pewna, czy kiedykolwiek stanę się znowu taką osobą. Poślizgnęłam się na oblodzonej skale, ale odzyskałam równowagę, rozkładając ramiona na boki. Wspinałam się coraz wyżej na zbocze i teraz od kamienistego gruntu u podnóża wzniesienia dzieliła mnie spora odległość. Upadku stąd mogłabym nie przeżyć. Zatknęłam włosy pod futrzaną opaskę założoną na uszy, które mimo wszystko marzły. Mój oddech przypominał dym wylatujący z komina, ale słońce poniżej chmur dawało wystarczająco dużo ciepła, by ręce i nogi mi nie grabiały. Miałam na sobie tyle warstw ubrania, że mróz musiałby się nieźle natrudzić, żeby się dobrać do mojego ciała. Na szczycie klifu odetchnęłam głęboko i usadowiłam się na tyle blisko krawędzi, żeby mieć stamtąd dobry widok, ale na tyle daleko, żeby nie kusić losu. Skały, strome urwiska i jodły ciągnęły się kilometrami aż do miejsca, gdzie pokryty lasem horyzont stykał się z szarym niebem. W dole, po mojej prawej stronie cienkie smużki dymów unosiły się znad dachów wioski. Wiedziałam, że ten widok powinien napawać mnie otuchą przywodzić na myśl dom, ciepło, bliskie mi otoczenie ale prawdziwe emocje towarzyszyły mi tutaj, w dzikich ostępach, a nie w zamknięciu czterech ścian. Niedaleko po mojej lewej stronie kłębiły się fale, kipiało morze. Niezbyt często wędrowałam na wybrzeże, bo wystarczały mi przyjemności, które zapewniały jaskinie i lasy tej ziemi. Co więcej, matka i ojciec zabronili mi chodzenia na brzeg morza, kiedy byłam mała, i choć na ogół sprawiało mi przyjemność wyprawianie się w miejsca zakazane, temu poleceniu zawsze byłam posłuszna. Rzadko kiedy bałam się rzeczy znajdujących się poza wioską, ale wzburzone morze mnie przerażało. Powieść Gdzie noc skrzy się lodemmożecie kupić w popularnych księgarniach internetowych: [tabela=6089604]https://www.granice.pl/news/ludzie-tacy-jak-ty-ida-pierwsi-do-odstrzalu-fragment-ksiazki-gdzie-noc-skrzy-sie-lodem/8852Tue, 12 Nov 2019 11:21:08 +0100Budził zaufanie. Fragment książki „Nieświęty Mikołaj"Gdy wiara, nadzieja i miłość otwierają zamknięte drzwi Jaśmina całe życie marzyła o własnej pracowni. Na drutach potrafiła wyczarować niemal wszystko. Zakochana i ufna postanowiła odłożyć swoje marzenia na później i zainwestować w firmę narzeczonego. Chociaż przyjaciele i babcia ostrzegali ją przed Radkiem, poszła za głosem serca. W pewną przedgrudniową noc mały chłopiec z zadartym nosem przekazuje Jaśminie wiadomość, która wywraca jej życie do góry nogami. Gdy dziewczyna już niemal traci resztki nadziei, z pomocą zjawia się tajemniczy Nieświęty Mikołaj. Czy Jaśmina zdoła jeszcze komuś zaufać? Czy poradzi sobie z problemami, które niejednego przytłoczyłyby na dobre? Czy magia świąt zadziała? I jaką rolę odegra w jej życiu chłopiec z zadartym nosem? Nieświęty Mikołaj i Ciebie obdaruje wiarą w świąteczne cuda. Do lektury powieści Magdaleny KordelNieświęty Mikołaj zapraszaWydawnictwo Znak. Dziś w naszym serwisie prezentujemy jej premierowy fragment: Pucułowaty niebieskooki chłopiec stał przed zamkniętą furtką, ściskając wrączce lekko wymiętą kopertę. Piegowaty inieco zadarty nosek miał zsiniały zzimna, czapka, zawadiacko nasunięta na jedno ucho, sprawiała, że wyglądał czupurnie, ale jednocześnie odsłaniała drugie, które było już solidnie zmarznięte. Ale co zrobić? Coś za coś. Już dawno zauważył, że dorosłych rozczulała taka zadziorność. Atutaj przecież gra była warta świeczki. Gość, który poprosił go oprzekazanie listu, wręczył mu dwudziestozłotowy banknot. Julek wciąż jeszcze nie mógł uwierzyć wtak wielkie szczęście ico chwila sprawdzał, czy pieniądz aby na pewno jest wkieszeni kurtki. Był iszeleścił obiecująco wzmarzniętych palcach. Jak dobrze pójdzie, to może ta pani, której miał doręczyć list, też dorzuci coś od siebie? rozmarzył się. Nawet piątka byłaby niezła. Agdyby dała dychę, byłbym prawdziwym szczęściarzem. Ale żeby którakolwiek ztych fantazji mogła się ziścić, ta pani przede wszystkim musiała się pojawić. Zwykle wraca koło piątej, ale może się trochę spóźnić. To bardzo ważna wiadomość inaprawdę musi trafić we właściwe ręce. Poczekasz? upewnił się facet, wręczając mu kopertę. No przecież obiecałem. Aze mnie, proszę pana, jest solidna firma odpowiedział poważnie. Tak zwykle mówił jego tata, gdy rozmawiał zpotencjalnymi klientami, ito zapewnienie zazwyczaj działało. Ale temu Julek wogóle się nie dziwił. Już dawno zauważył, że tata miał wsobie coś takiego, co zmiejsca przekonywało do niego ludzi. Po prostu od czubka głowy aż do pięt był uosobieniem stabilności ipewności. Budził zaufanie. Julek marzył, że gdy dorośnie, będzie do niego podobny. Pewny siebie, zaradny izawsze gotowy do tego, żeby się wziąć zżyciem za bary. Ale niestety. Nie zdążył dorosnąć, ajuż na jego dziewięcioletnie barki spadł ogromny ciężar. Na początku jakoś lepiej sobie radził, lecz teraz zdnia na dzień sytuacja coraz bardziej się komplikowała. I znikąd pomocy pomyślał ze smutkiem. Jak tak dalej pójdzie, będę musiał rzucić szkołę, ato na pewno nikomu nie wyjdzie na dobre. Na razie udało mu się opuścić tylko dwa ostatnie dni, ale kto wie, co przyniesie przyszłość pociągnął nosem, ale gdy tylko poczuł, że coś drapie go wgardle, podniósł głowę izmusił się do dziarskiego uśmiechu. Facet, który stał przed nim, za nic nie mógł zauważyć, że Julek się smuci. Po pierwsze, mógłby uznać go za mazgaja iposzukać kogoś innego do wykonania zadania, apo drugie, nie wyglądał na kogoś, kto by się przejmował problemami innych. To nie był gość, któremu można by było się zwierzyć. Azresztą, nawet gdyby był idealnym słuchaczem, Julek doskonale wiedział, że nie może pisnąć ani słowka otym, co go spotkało. Za nic na świecie. Nie teraz. Skoro wytrzymałem tyle, to wytrzymam jeszcze trochę uznał. Ostatecznie bycie synem takiego ojca zobowiązuje pomyślał, usiłując odgonić od siebie poczucie beznadziejności ipotwornego osamotnienia. Tak jak mówiłem, nie musi się pan martwić, dostarczę wszystko, co trzeba. Przekona się pan. Spokojna głowa! Odchrząknął, wypinając pierś obleczoną puchową kurtką. Na całe szczęście drapanie wgardle, które zwykle zwiastowało zbliżające się łzy, ustało, kryzys został zażegnany, ana twarzy mężczyzny od koperty pojawił się lekki uśmiech. Przekonałeś mnie, mały, tak trzymaj. Takich ludzi nam potrzeba. Poklepał go protekcjonalnie po ramieniu inareszcie sobie poszedł. Gdy zniknął za rogiem ulicy, Julek odetchnął zulgą. Wtym gościu było coś, co mu się zdecydowanie nie podobało. Niby elegancki, niby taki miły iuprzejmy, ale jakiś taki picuś-glancuś, jak powiedziałaby onim babcia. Pamiętaj, Juluś, nie to złoto, co się świeci mówiła mu często. Bo człowieka to nie po ubraniu poznasz ani nie po tym, co mówi. A po czym, babciu? zapytał zaciekawiony. A po różnych rzeczach, ale tak na pierwszy rzut, to po oczach odpowiadała po krótkim namyśle. A ten tu facet od koperty oczy miał dziwnie rozbiegane ijakby uciekające na boki. Babci na pewno by się nie spodobał. Ale wtej chwili nie to było istotne. Najważniejsze, że dostał zlecenie izapłatę zgóry. Teraz tylko musiała pojawić się pani, która miała odebrać kopertę. Kolorowa czapka zpomponem, długi szalik tak ją opisał ten elegancik-francik. Julek zniecierpliwością przestępował znogi na nogę. Piąta minęła już jakiś czas temu, aco gorsza, zciemnych chmur, które od samego rana cierpliwie ikonsekwentnie zasnuwały niebo, zaczął padać marznący deszcz. Chłopiec pociągnął nosem, głęboko westchnął ijeszcze mocniej zacisnął zgrabiałe palce na kopercie. W tej samej chwili latarnie po obu stronach ulicy zamigotały izajaśniały żółtym, zamglonym światłem, au wylotu ulicy pojawiła się kobieca postać. Już zdaleka wzrok przyciągała kolorowa włóczkowa czapka ikiwający się na jej czubku wielgaśny pompon. Równie barwny szalik sięgał idącej niemal do stóp. Nie było wątpliwości: właśnie nadchodziła ta, na którą czekał. Julek wyprostował się, zsunął czapkę jeszcze bardziej na bakier, akońcówkę szalika przerzucił przez ramię. Był gotowy izamierzał zrobić naprawdę dobre wrażenie. KsiążkęNieświęty Mikołaj kupicie w popularnych księgarniach internetowych: [tabela=6094458]https://www.granice.pl/news/budzil-zaufanie-fragment-ksiazki-nieswiety-mikolaj/8851Tue, 12 Nov 2019 10:41:51 +0100Poznajcie zimową przygodę aniołka!Zimowa przygoda aniołka towierszowana historyjka o małym aniołku zbłąkanym w zimowym lesie i pewnej wiewiórce, która miała dobre wrażliwe serduszko. Prosta, wzruszająca opowieść dla najmłodszych i przyciągające uwagę, malarskie, piękne ilustracje. Do lektury zapraszaWydawnictwo Promic.Część dochodu ze sprzedaży książki zostanie przekazana podopiecznym Hospicjum Dziecięcego Promyczek". Koniecznie sięgnijcie po Zimową przygodę aniołka. Zajrzyjcie do wnętrza tej książki: Zimową przygodę aniołka kupicie w księgarni internetowej Wydawnictwa Promic https://www.granice.pl/news/poznajcie-zimowa-przygode-aniolka/8850Tue, 12 Nov 2019 10:22:26 +0100Książka z prywatnymi zapiskami Kory już w sprzedaży Już niebawem w sprzedaży ukaże się książka Miłość zaczyna się od miłości, która stanowić będzie zbiór zebranych prywatnych zapisków Kory, zmarłej niedawno cenionej wokalistki. fot. Herrzipp / WIkimedia Commons Miłość zaczyna się od miłości to nowa publikacja, która w całości stanowić będzie zbiór prywatnych notatek Kory dotyczących tekstów piosenek i twórczości. Do tej pory wszystkie te zapiski były niedostępne dla nikogo, poza najbliższymi wokalistki. Czytaj także:Zmarł Władimir Bukowski rosyjski pisarz i dysydent Kora uważana jest za jedną z najważniejszych polskich współczesnych wokalistek i ikonę polskiego rocka, a jej śmierć w 2018 roku wstrząsnęła wielu fanów muzyki. Kora od lat zmagała się z rakiem jajnika z przerzutami, a w 2016 roku osiągnęła reemisję choroby. Cena leczenia okazała się jednak kolosalna nawet dla znanej artystki. Piosenkarka musiała sprzedać dom, później rozpoczęła aktywną kampanię na rzecz refundacji leku zawierającego substancję czynną olaparyb. 28 lipca 2018 Kora zmarła w domu, jak się okazało, po tygodniu kiepskiego samopoczucia. Wcześniej jednak zapowiadano powrót wokalistki do pracy i rozpisano trasy koncertowe. Gwiazdy uczciły śmierć Kory specjalnymi koncertami oraz wystawami. Teraz mąż piosenkarki Kamil Sipowicz postanowił udostępnić kolejne pamiątki po zmarłej żonie, zeszyty z notatkami dotyczącymi jej piosenek. Zeszyty to był jej warsztat literacki. Alembik, w którym wrzały i dojrzewały pomysły na piosenki. Ponad rok po śmierci Kory zdecydowałem się pokazać światu jej intymną pracę nad tekstem tak spadkobierca Kory pisze o książce w opisie publikacji. W publikacji dowiemy się, o czym myślała Kora, gdy tworzyła teksty swoich piosenek. Poznamy także jej zmagania się z rytmem i rymem, a także kształtowanie tekstów do ich finalnej postaci. Książka wydana zostanie 13 listopada bieżącego roku nakładem wydawnictwa Agora. Cena okładkowa książki to 49,99 zł. Książkę można kupić poniżej: [tabela=6095007]https://www.granice.pl/news/ksiazka-z-prywatnymi-zapiskami-kory-juz-w-sprzedazy/8849Tue, 12 Nov 2019 06:47:40 +0100Na Netfliksie zadebiutowało „W śnieżną noc”. To kolejna ekranizacja GreenaŚwięta zbliżają się wielkimi krokami, a wraz z nimi mroźne temperatury. Jeśli szczególnego ochłodzenia nie daje Wam lektura książek Remigiusza Mroza, to na Netfliksie pojawiła się nowa adaptacja filmowa kolejnej książki Johna Greena W śnieżną noc. Fot. mat. prasowe Netflix / Steve Wilkie John Green jest jednym z najpopularniejszych autorów powieści dla młodzieży w Stanach Zjednoczonych. Na popularnej platformie Netflix parę dni temu pojawiła się ich nowa, oryginalna produkcja oparta na książce, której współautorem był Green - W śnieżną noc. W śnieżną noc opis filmu W śnieżną noc to zimowo-świąteczna produkcja, która przedstawia losy kilkorga amerykańskich nastolatków, których w środku zimy dotyka niezwykła przygoda. Na skutek śnieżycy licealiści zostają uwięzieni w małym miasteczku, gdzie ich życie poddane zostaje przypadkowi. Bohaterów spotykają perypetie, które wkrótce zmienią ich dotychczasową perspektywę na tematy związane z przyjaźnią, miłością czy dorastaniem. Czytaj także: Enola Holmes zostanie zekranizowana. Millie Bobby Brown w roli głównej Przystojni sportowcy, dzika impreza w barze i ukradziona beczka to jedynie część przygód, które spotkają nastolatków i zmienią ich życie w tegoroczne Boże Narodzenie. I chociaż prędzej czy później śnieżyca w miasteczku się skończy, ich życie już nigdy nie będzie takie samo. W śnieżną noc obsada Kto wystąpi w tej wyjątkowo świątecznej produkcji? W rolach głównych pojawi się Isabela Merced, która wcieli się w Julie. Stuarta zagrał Shameik Moore, a Addie - Odeya Rush. W obsadzie znaleźli się też Liv Hewson, Mitchell Hope, Kiernan Shipka, Matthew Noszka, Jacob Batalon oraz Miles Robbins. W śnieżną noc kiedy premiera? W śnieżną noc swoją premierę miało na początku miesiąca 8 listopada 2019 roku. Produkcja pojawiła się na platformie Netflix miesiąc przed świętami i jest ich produkcją oryginalną, co oznacza, że przez cały czas będziemy mieli dostęp do filmu w ramach usługi Netflixa, nie trzeba więc śpieszyć się z oglądaniem. W śnieżną noc książka Nowy film dla młodzieży powstał na podstawie książki Johna Greena, Lauren Myracle i Maureen Johnson o tym samym tytule. Tytuł wydany został już kilka lat temu, a w Polsce ukazał się nakładem Wydawnictwa Bukowy Las. Film stworzony przez Netfliks nieznacznie różni się konkretnymi elementami fabuły, wszyscy fani tej produkcji koniecznie powinni zatem znać także i książkę. Książkę kupić możecie tutaj: [tabela=1579722]https://www.granice.pl/news/na-netfliksie-zadebiutowalo-w-sniezna-noc8221-to-kolejna-ekranizacja-greena/8848Mon, 11 Nov 2019 19:10:01 +0100Przekład „Pana Tadeusza" z National Translation Award w dziedzinie poezjiAmerykańskie Stowarzyszenie Tłumaczy Literackich (American Literary Translators Association, ALTA) ogłosiło właśnie zdobywcę nagrody National Translation Award (NTA) za 2019 rok w dziedzinie poezji! NTA przyznano po raz dwudziesty pierwszy, od pięiu lat funkcjonują oddzielne nagrody w dziedzinie przekładu poezji i prozy. NTA to jedyna amerykańska nagrodą za przekład prozy, poezji i literaturę non-fiction, która obejmuje rygorystyczne sprawdzenie zarówno tekstu źródłowego, jak i jego przekładu na język angielski. Prace oceniały w tym roku Anna Deeny Morales, Cole Heinowitz i Sholeh Wolpe. Nagrodę w dziedzinie przekładu poezji otrzymał Bill Johnston za przekładPana Tadeusza (książka ukazała się pod tytułemPan Tadeusz: The Last Foray in Lithuania). Tłumacz otrzyma nagrodę w wysokości 2500 dolarów. W kategorii prozy nagroda przypadła Karen Emmerich za przekład powieści Ersi Sotiropoulos Whats Left of the Night (wyd. New Vessel Press). Przyznanie nagrody Johnstonowi jurorzy uzasadnili w sposób następujący: Na początku lat trzydziestych XIX wieku Adam Mickiewicz napisał 450-stronicową powieść wierszowaną, która zostanie okrzyknięta ostatnią wielką epopeją narodową Europy. Prezentowane tutaj po raz pierwszy we współczesnym języku angielskim tłumaczenie Pana Tadeusza autorstwa Johnsona po mistrzowsku oddaje wyjątkową urodę i rozbrajającą bezpośredniość rymowanych kupletów Mickiewicza. Pan Tadeusz zachęca do porównania z najlepszymi dziełami Byrona lub Puszkina, dzięki porywającemu napędowi narracji, splecionym wątkom, ironicznemu dowcipowi i pięknie wykonanym portretom minionej szlachty. O przyznaniu nagrody poinformował jako pierwszy na swoim profilu na Facebooku Michał Nogaś. Dziennikarz udostępnił też zdjęcia nagrodzonej książki: Bill Johnston jest wielokrotnie nagradzanym tłumaczem z języka polskiego. Wyróżniono go przekład powieści Wiesława Myśliwskiego Kamień na kamieniu(Stone Upon Stone (2012), otrzymał nagrodę Znalezione w tłumaczeniu" za pozorny poemat Tomasza RóżyckiegoDwanaście stacji(2016); stypendia Fundacji Guggenheima, National Endowment for the Arts i National Endowment for Humanities; a za całokształt wkładu w promocję polskiej literatury i kultury - Nagrodę Transatlantyk (2014) i Krzyż Oficerski Orderu Zasługi (2012). Uczy przekładu literackiego na Uniwersytecie Indiana.https://www.granice.pl/news/przeklad-pana-tadeusza-z-national-translation-award-w-dziedzinie-poezji/8847Mon, 11 Nov 2019 11:09:59 +0100Enola Holmes zostanie zekranizowana. Millie Bobby Brown w roli głównejOd roku na polskim rynku dostępne są książki Nancy Springer z serii o Enoli Holmes, siostrze znanego angielskiego detektywa. Teraz wiadomo, że będzie też ekranizacja książki! Na fotografii: Millie Bobby Brown, która wcieli się w główną rolę / foto: Gage Skidmore (CC BY SA 3.0.) W ubiegłym roku w Polsce wydana została pierwsza książka z serii o Enoli Holmes Enola Holmes. Sprawa zaginionego markiza. Publikacja przedstawiająca losy nastolatki, tytułowej Enoli, młodszej siostry Sherlocka Holmesa, urzekła czytelników na całym świecie. Czytaj także: "Wojna światów" kolejna książkowa ekranizacja już w telewizji! Od pewnego czasu wiadomo zaś, że pojawi się filmowa adaptacja publikacji. O czym dokładnie będzie produkcja i kiedy możemy się jej spodziewać? Enola Holmes opis filmu Rodzina Holmesów nigdy nie należała do zwyczajnych. I nie chodzi tylko o dwójkę braci, Mycrofta i Sherlocka, znanego erudytę i detektywa-intelektualistę, ale także kobiety ze znanej familii, niepotrafiące podporządkować się do zasad, jakie wyznacza kobietom XIX-wieczna Anglia. Enola nigdy nie lubiła bufiastych sukni, jeździła zamiast tego na wierzchowcu męskim stylem jazdy i skakała po drzewach. Jej matka zaś, zamiast uczyć dziewczynę etykiety, grzebała w ogródku, a w wolnych chwilach walczyła o prawa kobiet. Była sufrażystką. Kiedy matka Enoli znika, dziewczyna nie zamierza siedzieć z założonymi rękami w internacie, do którego wysłać chcieli ją starsi bracia. Nastolatka wyrusza w podróż do Londynu, gdzie spotykają ją niezwykle groźne przygody. Nie tylko musi rozwiązać zagadkę zniknięcia swojej matki, ukrywać się przed braćmi, ale też rozwiązać zagadkę zaginionego markiza! Enola Holmes obsada filmu Za produkcję filmu odpowiada firma należąca do Millie Bobby Brown, aktorki wcielającej się w rolę Jedenastki ze Stranger Things. Co więcej, Brown zagra jednocześnie główną bohaterkę Enolę Holmes. Kto jeszcze wystąpi w produkcji? W rolę Sherlocka Holmesa wcieli się Henry Cavill, który niedawno pojawił się na ekranach jako Spiderman, a wkrótce zobaczymy go w roli Geralta w netfliksowej ekranizacji Wiedźmina. Oprócz niego na ekranach pojawi się także Sam Claflin, aktor znany z Igrzysk Śmierci, który zagra Mycrofta. Helena Bonham Carter (która wcieliła się m.in. w rolę księżniczki Małgorzaty w The Crown) zagra zaś zaginioną panią Holmes. Enola Holmes kiedy premiera? O tym, że powstanie film na podstawie serii książek Nancy Springer wiadomo nie od dziś, a same prace nad obrazem są już na etapie postprodukcji. Na tym etapie zakończono już zdjęcia, a rozpoczynają się prace związane z montażem, korektą barwną filmu i udźwiękowieniem. Czytaj także: Zakończono prace nad 2 częścią "After"! Kiedy zobaczymy film? Na ten moment nieznana jest dokładna data premiery, jednak wiadomo już, że film pojawi się na ekranach już w 2020 roku. Do tej pory nie udostępniono jeszcze oficjalnych fotosów ani zapowiedzi filmu. Enola Holmes książki Pierwsza książka z serii o Enoli Holmes Enola Holmes. Sprawa zaginionego markiza ukazała się pierwotnie w 2006 roku. Jednak dopiero rok temu zdecydowano się na wydanie jej także i w Polsce. Za przekład na język polski odpowiada wydawnictwo Poradnia K. Oprócz tego w tym roku opublikowano także drugi tom, Enola Holmes. Sprawa leworęcznej lady, a wydawnictwo planuje już premierę kolejnej części. Pierwszą książkę z cyklu Nancy Springer możecie kupić tutaj: [tabela=6049972]https://www.granice.pl/news/enola-holmes-zostanie-zekranizowana-millie-bobby-brown-w-roli-glownej/8846Sun, 10 Nov 2019 14:49:48 +0100Rodzina. Fragment książki „Dziadek Władek. O Broniewskim, Ance i rodzinie"Ewa Zawistowska, wnuczka Władysława Broniewskiego, przez lata rozdzielała jego postać na prywatnego" dziadka Władka i oficjalnego" poetę ze szkolnych podręczników. Swojej matki Anki, młodo zmarłej ukochanej córki Broniewskiego, nie pamiętała zupełnie. Po pamięć i wiedzę o nich wyruszyła w literacką podróż w głąb zatrzaśniętego w skrzyni archiwum rodzinnego. Z nieznanych dotąd listów, zdjęć i dokumentów autorka układa historię swojej niezwykłej rodziny. W jej barwnej opowieści powraca też powojenny świat literacki i filmowy oraz skomplikowana rzeczywistość lat pięćdziesiątych. Wnuczka Broniewskiego nie unika trudnych tematów, takich jak alkoholizm dziadka, jego poemat o Stalinie, choroba matki i okoliczności jej śmierci czy komunizm babki. Listy pokazują ogromną miłość Broniewskiego do Anki i niebanalną więź, jaka ich łączyła. Dokumenty ujawniają ciekawe, czasem burzliwe kulisy wspólnej pracy ojca i córki nad filmem Wisła", którego realizację przerwała śmierć 24-letniej reżyserki. W tle widać zatrzymaną w odległych czasach stalinowskich całą rodzinę. Tacy, jacy byli na co dzień. W rolach ojców, córek, matek i dziadków. Jak mieszkali, pracowali, spędzali wakacje. O czym myśleli, w co wierzyli. Książka Dziadek Władek. O Broniewskim, Ance i rodzinie zawiera unikatowe materiały z rodzinnego archiwum. To także barwna opowieść o niedającym się zaszufladkować poecie z krwi i kości. Do lektury zapraszaWydawnictwo Prószyński i S-ka. Dziś w naszym serwisie prezentujemy jej premierowe fragmenty: [flipbook=/images_extra/pdf/2019/10/wladek-fragment-1.pdf] KsiążkęDziadek Władek. O Broniewskim, Ance i rodzinie możecie kupić w popularnych księgarniach internetowych: [tabela=6090285]https://www.granice.pl/news/rodzina-fragment-ksiazki-dziadek-wladek-o-broniewskim-ance-i-rodzinie/8845Sun, 10 Nov 2019 11:54:20 +0100Roksana Węgiel wydaje własną książkę! Wydawanie publikacji przez celebrytów jest coraz powszechniejsze, a fani gwiazd z wielką chęcią nabywają ich książki. Teraz do grona autorek dołączyła 14-letnia Roksana Węgiel. Fot. Andres Putting / mat. prasowe Junior Eurovision Song Contest Ile trzeba mieć lat, żeby wydać książkę? Jak się okazuje, wystarczy mieć pomysł na siebie, swoją książkę i talent, niekoniecznie pisarski. Znana piosenkarka młodego pokolenia, Roksana Węgiel, która jakiś czas temu pojawiła się na polskiej scenie muzycznej dzięki programowi The Voice Kids emitowanego przez TVP2, postanowiła opublikować swój pierwszy tytuł. Kim jest Roksana Węgiel? Roksana Węgiel urodziła się w 2005 roku, jednak już teraz jest znaną w Polsce młodą wokalistką. Debiutowała w programie The Voice Kids, w którym wzięła udział w 2017 roku i nie tylko z sukcesem przechodziła do kolejnych etapów, ale także pojawiła się w finale, gdzie decyzją głosów telewidzów, zwyciężyła, zajmując pierwsze miejsce. Nastoletnia piosenkarka w 2018 roku została także reprezentantką Polski w Konkursie Piosenki Eurowizji dla Dzieci, gdzie również zwyciężyła, otrzymując łącznie 215 punktów. W październiku bieżącego roku wyjechała na swoją pierwszą trasę koncertową. Roksana Węgiel książka Niedawno młoda artystka poinformowała, że wydaje swoją pierwszą książkę. Jednak jej publikacja nie będzie taka, jak innych celebrytów. 14-latka (na razie) nie wydaje autobiografii. Zamiast tego zdecydowała się na stworzenie czegoś bardziej atrakcyjnego dla jej nastoletnich fanek i fanów. Pierwsza publikacja Roksany Węgiel nazywa się The X Book. Będzie to połączenie poradnika i pamiętnika, w którym czytelnicy zapisywać będą swoje własne przemyślenia, wiersze czy ulubione cytaty. The X Book będzie przedstawiało także sylwetki popularnych wśród polskich nastolatek celebrytów i influencerów, m.in. Magdy Beredy, Cleo czy Marii Jeleniewskiej. W książce znajdą się również tak zwane check listy, propozycje planera na cały rok i zadania związane ze stylizacjami. Sam wydawca Wydawnictwo Books Fun zachęca zaś na okładce: Wypełniaj The X Book razem z Roxie i swoją BFF. Dołącz do nas i do SQUADU WĘGLA. Książka wydano przy współpracy z Universal Music Polska. Roksana Węgiel kiedy premiera książki? Do premiery książki pozostało już naprawdę niewiele czasu! Publikacja pojawi się bowiem na półkach księgarń już 13 listopada! Z całą pewnością publikacja świetnie sprawdzi się jednak jako prezent na mikołajki czy gwiazdkowy upominek. Książkę w dobrej cenie można kupić tutaj: [tabela=6097768]https://www.granice.pl/news/roksana-wegiel-wydaje-wlasna-ksiazke/8844Sat, 09 Nov 2019 12:21:23 +0100Znajdź ją czym prędzej! Fragment książki „Trzy zimy"Królestwo Polskie w przededniu powstania styczniowego. Marianna Sobierajska, młodsza córka ziemianina i patrioty Mikołaja Sobierajskiego, zakochuje się w rosyjskim szlachcicu Andrzeju Rohowie, który kupuje sąsiedni majątek. Rohow ma polskie korzenie, jednak choć jest uczciwy, wykształcony i przedsiębiorczy, to w oczach sąsiadów uchodzi przede wszystkim za Moskala. Zaręczyny Marianny i Andrzeja zostają zerwane. Jednak drogi bohaterów znowu się skrzyżują Trzy zimy to wielowątkowa opowieść o miłości i o dojrzewaniu do podejmowania niełatwych decyzji, rozgrywająca się w trudnych czasach zaborów. Społeczne stereotypy, narodowe uprzedzenia, naciski rodziny, wichry historii... i walka Marianny i Andrzeja o osobiste szczęście. Czy miłość do Moskala przetrwa wybuch powstańczej zawieruchy? Do lektury powieści Magdaleny Kopeć zapraszaWydawnictwo Lira. Dziś w naszym serwisie prezentujemy jejpremierowe fragmenty: Gosi, Justynie i Michałowi w podziękowaniu za Waszą niezachwianą wiarę we mnie i w Mariannę Rozdział I Nie było jeszcze czwartej. Słońce prześwitywało przez zasłony, malując scenerię szczegółowo zaplanowanego spektaklu. Barbara Sobierajska leżała w łóżku, zdecydowana w ten sposób zmierzyć się z wolą syna, która pierwszy raz od dawna była w sprzeczności z jej zdaniem. Kobieta nie wyglądała na chorą i nawet nie próbowała udawać. Wygładziła dłońmi kołdrę i z tryumfem wodziła wzrokiem za synem. Mama nie może tego zrobić. Zdenerwowany Mikołaj chodził po pokoju. Pan Rohow i hrabina Kłosowska za chwilę tutaj będą. Poczują się zlekceważeni. Tym bardziej że pana Rohowa także poprzednio nie powitałaś. Widzisz, Mikołaju, choroba nie wybiera jęknęła kobieta teatralnie. Mama wcale nie jest chora O, kochana moja przerwała mu, zwracając się do ochmistrzyni, która przyniosła herbatę. Dopilnuj, Elżbieto, by mi nie przeszkadzano. Potrzebuję odpocząć. Moje biedne serce tak kołacze Tutaj chodzi o dobro Marianny i całej rodziny! przypomniał jej syn wzburzonym głosem. Znasz moje zdanie, Mikołaju. Spojrzała groźnie. Nie uważam, aby ten związek mógł przynieść cokolwiek dobrego rodzinie czy Mariannie. Ależ mama musi przyjąć ich razem ze mną. Nie muszę, Mikołaju. Nie muszę. Może i w świecie siadanie do stołu z dręczycielami i wrogami stało sięmodne i dla korzyści własnych każden gotów to czynić, ale ja nie zamierzam. Mikołaj powściągnął gniew. Zastanawiał się chwilę. Hrabina Kłosowska będzie zatem niepocieszona zaczął znowu, ale spokojniej, chwytając się ostatniego argumentu, na jaki matka mogła zareagować: właściwych koligacji. Pan Rohow mówił, że jego babka bardzo liczy na spotkanie z tobą. Z pamięci Sobierajskiej wyłonił się pałac Kłosowskich w Sokołówce i bal, na którym jeszcze jako panna tańczyła z pewnym pułkownikiem kawalerii. Tak, rodzina i nazwisko matki były niewątpliwymi atutami młodego Rohowa i nieco wynagradzały jego rosyjskie korzenie. Podobno poznałyście się w młodości Sobierajski był już pewien, że uderza we właściwy ton. Barbara spojrzała na niego z uśmiechem. Zbyt dobrze znała syna, by dać się podejść. Zatem ogromna szkoda, że tak źle się czuję westchnęła. Mikołaj nie powiedział nic więcej. Odwrócił się szybko i wyszedł. Matka odprowadziła go wzrokiem, a gdy zamknął drzwi, uśmiech tryumfu rozjaśnił jej twarz. Barbara Sobierajska była przyzwyczajona do tego, że w sprawach domowych zawsze miała ostatnie słowo. Mikołaj owdowiał tak dawno, że nikt już nie pamiętał, iż Rogaszyce miały inną panią. Bywała apodyktyczna. Nie rozstawała się ze srebrną laską, mimo że jej nie potrzebowała. Rzadko chorowała, choć cierpiała na rozliczne dolegliwości przynależne, jak sądziła, jej wiekowii statusowi. Działała w Towarzystwie Dobroczynności, pilnowała kariery kościelnej siostrzeńca, dziekana kolegiackiego, a gdy coś postanowiła, nie było siły, która mogłaby to postanowienie naruszyć. Przed niepowodzeniami chroniły panią Sobierajską dwie cechy: upór i przebiegłość. Jeszcze na Wielkanoc, gdy daleka kuzynka, której szczerze nie lubiła, Aleksandra Szaniawska, przyjechała czynić podchody do ożenku jej młodszej wnuczki Marianny i niejakiego pana Rohowa, Sobierajska jasno wyraziła swój sprzeciw. Tym samym uznała sprawę za zamkniętą, nie przypuszczając, by ktokolwiek mógł podważyć jej osąd. Jakże była zdumiona, gdy syn, wróciwszy pewnego dnia z Warszawy, oznajmił, iż zakłada z panem Rohowem spółkę i nie miałby nic przeciwko, by ten poślubił Mariannę. Od tamtego momentu trwała w Rogaszycach wojna, w której pani Sobierajska ostatecznie obrała drogę dywersji. Nie mogąc przekonać Mikołaja, postanowiła zniechęcić Rohowa. Już przy pierwszej jego wizycie wymówiła się palpitacjami serca. Teraz także została w swoim pokoju, licząc na to, że niedoszły konkurent zrozumie w końcu, iż nie jest przez wszystkich mile widziany. Podaj mi, Elżbieto, mój kryształowy różaniec i przynieś Biblię oraz gazety, które ostatnio czytałam. Spędzę tu całe popołudnie. Sobierajski wyszedł na ganek akurat wtedy, gdy elegancki, czarny landauer zaprzężony w dwa siwki wjeżdżał w bramę. Wzburzenie wywołane kłótnią z matką wciąż było silne, ale Mikołaj powściągnął je. Nigdy wcześniejnie widział u niej tak jawnego sprzeciwu, ale też nigdy wcześniej ich zdania tak się nie różniły. Przygładził jasne, posiwiałe włosy i zawołał służącą. Marto, poproś panienki, goście już jadą! Panna Helena w salonie, ale panna Marianna gdzieś zniknęła. Znajdź ją czym prędzej! krzyknął głośniej, niż zamierzał. KsiążkęTrzy zimy kupicie w popularnych księgarniach internetowych: [tabela=6095228]https://www.granice.pl/news/znajdz-ja-czym-predzej-fragment-ksiazki-trzy-zimy/8843Fri, 08 Nov 2019 10:44:05 +0100Już jest czołówka „Kasacji” – 2 sezonu „Chyłki”! Zobaczcie, jak wygląda!Już za tydzień fani prozy Remigiusza Mroza będą mogli zobaczyć pierwsze odcinki kolejnego sezonu o Joannie Chyłce. Teraz wiemy już, jak wygląda czołówka Chyłki Kasacji. Fot. Agnieszka K. Jurek/TVN / mat. promo x-news.pl Już 15 listopada na player.pl pojawią się pierwsze odcinki serialu Chyłka Kasacja, czyli drugiej transzy związanej z pierwszą książką Remigiusza Mroza z serii o Joannie Chyłce, Kasacją. Czytaj także: Recenzja pierwszy odcinków Chyłki Przypomnijmy, że pod koniec ubiegłego roku na Player.pl zadebiutował pierwszy sezon, Chyłka Zaginięcie, który stanowił adaptację książki o tym samym tytule, stanowiącą w cyklu powieściowym Mroza część drugą. Chyłka Kasacja opis serialu W nowym sezonie przedstawiona została sprawa Piotra Langera Juniora, młodszego syna milionera i biznesmena Piotra Langera Seniora. Syn bogacza zostaje oskarżony o morderstwo. Jego sprawa jest zresztą wybitnie trudna, wszak w mieszkaniu mężczyzny odnalezione zostają zmasakrowane zwłoki. Oprócz tego, zdaje się, koronnego dowodu, na niekorzyść Langera wpływa też brak współpracy z jego obrońcami. Którymi, jak można łatwo się domyślić, zostają Joanna Chyłka i jej aplikant, Kordian Oryński. Piotr Langer gra z prawnikami w grę, której zasady zna tylko on sam. Ich zadaniem jest zaś wybronić go za wszelką cenę. I niezależnie od tego, czy faktycznie jest niewinny, czy może stoi za bestialskim mordem. Chyłka Kasacja zwiastun Zaprezentowano już kilka klipów, które zwiastują wydarzenia z nowego sezonu Chyłki. Jeden z nich możecie znaleźć poniżej: Chyłka Kasacja czołówka Stacja TVN postanowiła podzielić się z fanami serialu także jedną z integralnych części każdego odcinka czołówki serialu. Na swojej stronie internetowej zaprezentowali całe intro. Czytaj także: Trwają prace nad 2 sezonem "Chyłki". Ile zarobisz za dzień na planie zdjęciowym? Jak zauważają fani serialu, nowa czołówka kompozycyjnie przypomina tę znaną z pierwszego sezonu. Na ekranach widzimy biurowce z Warszawy oraz jadącego samochodu Chyłki w książce BMW X5. Oprócz tego pojawiają się przebitki m.in. na sądowe akta, więzienie i zranione ciała. Całą czołówkę możecie zobaczyć na stronie stacji TVN. Chyłka Kasacja gdzie zobaczyć? Serial Chyłka Kasacja dostępny będzie od 15 listopada na platformie Player.pl po wykupieniu odpowiedniego abonamentu. W późniejszym czasie planuje się emisję nowego sezonu Chyłki w telewizji. Chyłka Kasacja książka Kasacja stanowiła pierwszą książkę rozpoczynającą cykl o Joannie Chyłce autorstwa Remigiusza Mroza. Książka od paru lat dostępna jest więc w regularnej sprzedaży, a za jej publikację na rynku odpowiada wydawnictwo Czwarta Strona. Czytaj także: Remigiusz Mróz z nową książką! To kolejna premiera tego roku! W ostatnim czasie wydawnictwo wydało książkę w nowej, filmowej okładce, która nawiązuje do serialu stworzonego przez TVN. Książkę Kasacja możecie kupić poniżej: [tabela=2854029]https://www.granice.pl/news/juz-jest-czolowka-kasacji8221-2-sezonu-chylki8221-zobaczcie-jak-wyglada/8842Thu, 07 Nov 2019 22:26:54 +0100Ponad 600 czytelników pomogło w przeprowadzce bibliotekiTony książek uginające się na regałach? Tak, to księgozbiory biblioteki. Bardzo trudno przenieść je w nowe miejsce, gdy zaś biblioteki zmuszone są do przeprowadzek, sięgają po różne metody pomocy! W ostatnim czasie nowego budynku doczekała się biblioteka w Oklahomie. Do tej pory książnica mieściła się w starej, ceglanej kamienicy, jednak teraz władze miasta postanowił przenieść bibliotekę do nowoczesnego budynku bliżej głównej ulicy. Jednak wraz ze zmianą lokalizacji pojawił się też problem z transportem tysięcy książek, które do tej pory mieściły się w dawnym budynku biblioteki. Bibliotekarze postanowili więc zaczerpnąć z pomysłu, z którego skorzystano już w innych krajach, i o pomoc poprosili swoich czytelników. Na Facebooku biblioteki pojawił się wpis z prośbą o przybycie pod siedzibę biblioteki, by wspólnie przetransportować książki do nowego miejsca. Jak się okazało, do książnicy obsługującej aż trzy hrabstwa przybyło ponad 600 czytelników z okolicy! Wspólnymi siłami przeniesiono setki książek metodą z ręki do ręki, a wszystko to uwieczniono za pomocą kamer GoPro umieszczonej na jednej z książek. Filmik z akcji zamieszczono zaś na YouTubie i w skróconej wersji na Facebooku. Podobne akcje organizowane były już na całym świecie, m.in. w Wielkiej Brytanii, ale także i w Polsce. Spora gromada czytelników pomogła w przeniesieniu księgozbioru m.in. z bibliotek w Skoczowie czy Pleszewie. W 2013 za pomocą ludzkiego łańcucha pomocnych dłoni przeniesiono także zbiory z Biblioteki Raczyńskich w Poznaniu.https://www.granice.pl/news/ponad-600-czytelnikow-pomoglo-w-przeprowadzce-biblioteki/8841Thu, 07 Nov 2019 11:46:12 +0100To śledztwo nie daje mi spokoju... Fragment książki „Bez litości i przebaczenia"Seria brutalnych zabójstw kobiet zdaje się nie mieć końca. Prowadzone przez detektywa Cane'a śledztwo utknęło w martwym punkcie, a ofiar wciąż przybywa. Nieoczekiwanie sprawa nabiera tempa, gdy kilkuletni chłopiec, Jon Belly, znika bez śladu, a do byłego agenta DEA, Jona Miltona, dociera niezwykła przesyłka. Co wspólnego z morderstwami ma jeden z nowojorskich policjantów, Jeremy Robertson? Czy uda się uratować chłopca? Jak bardzo musi nienawidzić kobiet człowiek, który torturuje je w tak okrutny sposób? Wkrótce okaże się, że w tej rozgrywce nie ma wygranych, a detektyw Cane musi jak najszybciej oddzielić wrogów od przyjaciół. Czas zdecydowanie nie gra z nim w jednej drużynie Zapraszamy do lektury powieści Mariusza LeszczyńskiegoBez litości i przebaczenia. Dziś w naszym serwisie możecie przeczytać jejpremierowe fragmenty: ROZDZIAŁ II Detektyw Cane zaraz po uroczystości pogrzebowej wrócił do Nowego Jorku i mimo dość późnej pory udał się do swojego biura. Mieściło się ono w departamencie 67 położonym koło Park Row na dolnym Manhattanie. Budynek stał dokładnie naprzeciwko ratusza. Musiał zajrzeć jeszcze dziś do akt. Zdawał sobie sprawę, że miał do czynienia z seryjnym mordercą. Stwierdził to ponad miesiąc temu, przy drugiej z kolei ofierze. Sposób postępowania i okrucieństwo zbrodni nie budziły w nim żadnych wątpliwości popełniała je ta sama osoba. Detektyw, siedząc przy świetle małej lampki stojącej na biurku, która dawała specyficzne zielonkawe światło, na chwilę powrócił myślami do Margaret Parker, dziewczyny kochającej zieleń i przyrodę. Co mogło łączyć tę młodą kobietę z pozostałymi sprawami? Jak morderca wybierał swoje ofiary? Czym mógł się kierować? Przeglądał i analizował wszystkie zebrane dane. Szukał choćby najmniejszego śladu powiązania między zamordowanymi. Właśnie minęła północ. Detektyw rozprostował zastygłe od bezruchu kolana, zebrał papiery z biurka i schował je do szuflady. Zgasił małą lampkę i zszedł dużymi, marmurowymi schodami z pierwszego piętra do holu departamentu policji. Cześć, detektywie. Dziś znowu do późna? zagaił do niego policjant, mający nocną zmianę. Ten zwolnił kroku, gdy się do niego zbliżył. Tak, to śledztwo nie daje mi spokoju. Musiałem przejrzeć jeszcze raz wszystkie akta. Szukam jakiegoś punku zaczepienia. Doskonale cię rozumiem, detektywie. Dorwiesz go na pewno, nie wątpię w to. Detektyw tylko kiwnął głową. Zatrzymał się na chwilę i zamyślony dodał: Tylko kiedy? Ale na dziś mi już wystarczy. Spadam stąd, jadę do dzieciaków. Mam nadzieję, że mnie jeszcze pamiętają. Rzadko ostatnio bywam w domu na dłużej. Pozdrów żonę i swoje urwisy. Dobra, na razie. Detektyw wyszedł na zewnątrz budynku. Deszcz padał obficie. Co za paskudna pogoda pomyślał. Zdjął krótką, skórzaną kurtkę i zarzucił nad głowę. Pobiegł do swojego samochodu, po drodze niechcący wpadając butem w kałużę. Cholera! Jeszcze tego mi brakowało wymamrotał pod nosem z grymasem niezadowolenia, otrząsając but z wody. Całe szczęście, że czarny cadillac stał zaparkowany niedaleko. Była to ulubiona marka samochodu detektywa. Miał nadzieję, że reszta nocy będzie przyjemniejsza. Bardzo stęsknił się za rodziną. Postanowił, że cichutko wślizgnie się do domu, a następnie ciepłego, mięciutkiego łóżka, gdzie zawsze czekała na niego ukochana, z którą przez ostatnie dwadzieścia lat dzielił swoje życie. Michelle była piękną kobietą średniego wzrostu z krótkimi, nowocześnie ostrzyżonymi, kruczoczarnymi włosami. Uwielbiała zajmować się domem i pisać wiersze, które były publikowane w różnych czasopismach. Marzyła, że jakiegoś pięknego dnia wyda mały tomik i spełni swoje marzenia. KsiążkęBez litości i przebaczenia kupicie w Empiku!https://www.granice.pl/news/to-sledztwo-nie-daje-mi-spokoju-fragment-ksiazki-bez-litosci-i-przebaczenia/8839Thu, 07 Nov 2019 11:18:32 +0100Najlepsza książka na jesień? „Strażnicy Starego Lasu"! Powieść Grzegorza GajkaStrażnicy Starego Lasu. Biała Wieżaotrzymała nagrodę jury jako najlepsza książka fantasy w plebiscycie Najlepsza książka na jesień" 2019. Kiedy na Stary Las spada przeklęta mgła, pod wpływem której umierają rośliny, a zwierzęta zaczynają chorować, strażnicy kniei leszy obwiniają o to przybywających coraz liczniej ze wschodu ludzi. Jeden tylko Lelek, młody samotnik żyjący z dala od siedziby swojego plemienia, wierzy, że przyczyna kłopotów leży gdzie indziej, gdyż nadejście mgły poprzedził upadek siedmiu gwiazd. Młodzieniec postanawia je odnaleźć i zbadać. Wraz z zielarką i czarodziejką zwaną Modraszką wyruszają na wyprawę. Trafiają do wielu fantastycznych miejsc: do Matecznika, na Pojezierze, gdzie trwa wojna między dwoma rywalizującymi rodami karłów, do pojawiającej się tylko raz w roku Białej Przystani, a wreszcie do tajemniczej Białej Wieży, która według podań stanowi serce Starego Lasu. Strażnicy Starego Lasu. Biała Wieża" to mądra, sprawnie napisana książka, która wykorzystując konwencję high fantasy opowiada o problemach, z którymi mierzyć się musi współczesny świat. - recenzja książki Strażnicy Starego Lasu Do lektury powieściStrażnicy Starego Lasu. Biała Wieża zapraszaWydawnictwo Jaguar. Koniecznie przeczytajcie równieżwywiad z Grzegorzem Gajkiem.Dziś w naszym serwisie prezentujemy premierowe fragmenty książki: [flipbook=/images_extra/pdf/2019/10/straznicy.pdf] Powieść Grzegorza Gajka kupicie w popularnych księgarniach internetowych: [tabela=6089394]https://www.granice.pl/news/najlepsza-ksiazka-na-jesien-straznicy-starego-lasu/8838Thu, 07 Nov 2019 11:01:34 +0100Jest szansa, że ujdziemy z życiem. Fragment książki „Gieśki"Czy chodząc do zwykłej podstawówki, można przeżyć niecodzienne przygody? Oczywiście! Wystarczy być Gieśkiem pełnym humoru, nieco zuchwałym, odważnym i psotnym dziewięciolatkiem z klasy III G. Krzysiek, Czesiek i Misiek wplątują się w kolejne awantury, walczą z porywaczem, polują na czarownice, wywołują duchy, zastawiają zasadzki i snują filozoficzne rozważania o sensie życia. Wciąż wystawiają na próbę cierpliwość rodziców i ulubionej nauczycielki, a przy tym docinają sobie i kłócą się zawzięcie. Mimo to każdy wie, że w sprawach ważnych można na nich polegać, bo doskonale rozumieją, czym jest lojalność i co w życiu liczy się najbardziej. Zajrzyj do świata Gieśków. Tam zawsze się wiele dzieje, jest mnóstwo śmiechu, świetna zabawa, a ponadto znajdziesz w nim przepis na prawdziwą przyjaźń. Do lektury książki Katarzyny KieleckiejGieśkizapraszaWydawnictwo Szara Godzina. Dziś w naszym serwisie prezentujemy jej premierowe fragmenty: Mam na imię Krzysiek i jestem Giedziem. Poza tym synem, bratem i przede wszystkim człowiekiem. Dlaczego? Moja mama upiera się, że błądzić jest rzeczą ludzką. A w zasadzie nie ona. Tak twierdził taki jeden rzymski mądrala Seneka prawie dwa tysiące lat temu, a mama tylko papuguje. Jeśli wierzyć Senece, jestem człowiekiem, bo wiecznie błądzę czyli popełniam błędy. Bardziej w sensie: Ups, znowu kłopoty, niż ortograficzne. Zresztą temu Rzymianinowi też chyba nie chodziło o prawidłową pisownię łacińskich wyrazów. Mama w ogóle lubi się wymądrzać. Myśli, że wie wszystko. Pisze książki i okropnie się wścieka, kiedy jej mówię, że nikt nie będzie czytał tych bzdur. Taka wrażliwa. Potem muszę ją przepraszać, bo mi głupio i jakoś tak ciężko na sercu. Bo serce mam na swoim miejscu. Czuję je nieraz, gdy chce mi wyskoczyć przez gardło podczas biegania za piłką. Mój tata jest geografem. Uważa, że wie jeszcze więcej niż mama, i co rusz urządza mi pogadanki na każdy możliwy temat. Twierdzi, że dba w ten sposób o moją wiedzę ogólną. Sądzę, że chodzi mu raczej o trenowanie elastyczności mojej szczęki ziewam przy tych nudziarstwach tak intensywnie, że pewnie kiedyś wyłamię sobie przez to jakiegoś zęba. Na moje nieszczęście mam również siostrę. To dopiero dziwadło. Najmądrzejsza, najpiękniejsza i najbardziej uprzywilejowana. Właśnie skończyła trzynaście lat. Gra na skrzypcach, ciągle mnie strofuje i ma swoją własną kartę do bankomatu. Przez to wiecznie się wywyższa, umniejszając tym samym moją skromną, dziewięcioletnią osobę. Zwykle nie znoszę jej jak czyszczenia kociej kuwety, chociaż trzeba przyznać, że czasem się przydaje. Niestety rzadko. Brat byłby stanowczo lepszym rozwiązaniem. Nie da się ukryć, że w tej sprawie rodzice dali plamę. Od kilku tygodni chodzę do trzeciej klasy. Ktoś nagle postanowił przerwać wakacje i brutalnie zarządził wrzesień. W duchu nawet się z tego cieszyłem, bo już mi zaczynało brakować tej atmosfery naukowego rozgardiaszu. W naszej szkole jest siedem klas trzecich i każda czymś się wyróżnia. Trzecia A pływa jak stado morświnów, B to wybitni tancerze, w C nawijają po angielsku, jakby się urodzili po drugiej stronie kanału La Manche. D, E i F też mają swoje moce nie do zagięcia. Klasa G to takie trochę nie wiadomo co. Pani Ania twierdzi, że geniusze, jednak nie jest chyba szczególnie obiektywna. Zbierając opinię reszty nauczycieli, można wnioskować, że G to: gałgany, gagatki, gadziny, gawrosze, gbury i grzmoty. Dobrze, że nie gamonie, bo tego bym chyba nie zniósł. Mamy swoją godność, ja i reszta tych na g. Rozrabiamy, psocimy, pyskujemy, gadamy na lekcjach i nie możemy usiedzieć w ławkach. Wszyscy? Nie. Ale prawie Większość No dobrze, może przesadzam. W każdym razie nasza trójka. Mam dwóch kumpli takich najlepszych, od serca i po wsze czasy. Tworzymy drużynę nie do rozbicia. Podobno znacznie przyczyniamy się do legend krążących o naszej klasie. Krzysiek, Czesiek i Misiek. Podstawowe gnomy trzeciej G i największe utrapienie pani Ani. Czesiek to najniższy, najszybszy i najlżejszy z nas. Kiedy boksujemy na przerwach, leci jak odbita piłka i wszyscy pękamy ze śmiechu. Pasjonuje się Gwiezdnymi wojnami i maniacko gra w Minecrafta. Obawiam się, że wkrótce dopadnie go choroba zwana pikselozą. Misiek jest z nas najwyższy i chyba najspokojniejszy. Podobno kiedy zostaje sam, bywa nawet poważny, porządny i prostolinijny. Wszystko na p. To my wpływamy szkodliwie na jego charakter i osobowość. Mniej więcej tak, jak cukier na szkliwo zębów. Misiek się przez nas psuje. Uwielbia piłkę nożną, zbiera tony makulatury w formie kart piłkarskich i godzinami tłucze na konsoli kolejne mecze FIF-y. Na boisku też udaje chojraka i głęboko wierzy, że kiedyś prześcignie kunsztem samego mistrza Lewandowskiego. Mnie pikseloza nie grozi, a z kart piłkarskich chyba już wyrosłem. Za to posiadam lasery w oczach. Ukrywam je pod okularami i czasem straszę dziewczyny, gdy nagle unoszę szkła i przeszywam je wzrokiem. Wierzą w moją moc i uciekają z krzykiem. Kupa śmiechu. Jestem całkiem zwyczajny, jeśli nie liczyć tego, że uczę się grać na gitarze i kręcą mnie ostre brzmienia. Jeśli lubicie Metallicę, Sepulturę albo chociaż Pearl Jam, możemy się zakumplować. Łączy nas nić sympatii gruba jak lina okrętowa i wspólne hobby: doprowadzanie do szewskiej pasji naszej nauczycielki. Dlaczego zawsze, kiedy ktoś narozrabia, mogę mieć pewność, że jego imię kończy się na siek? zapytała pani Ania kiedyś na lekcji i ciężko było temu zaprzeczyć. Wystarczy, zależnie od sytuacji, żonglować wyłącznie pierwszą sylabą. Pajacujecie we trzech, a zła sława ciągnie się za całą klasą. To może niech pani tego nie wymienia? Skoro już i tak pozamiatane zaproponowałem. Szkoda zdrowia. Świetny pomysł podłapał Czesiek. W tej klasie wszyscy jesteśmy jak jedno wielkie gie. Może pani mówić na nas: Gieśki. Trzej Gieśkowie podsumował Misiek. Prawie jak trzej muszkieterowie. Pani Ania zerkała na nas bez słowa spod śmiesznie uniesionych brwi. Nie było tak źle. Kiedy tylko wędrowały w górę, wiedzieliśmy, że zdumienie i niedowierzanie mieszają się z rozbawieniem i jest szansa, że ujdziemy z życiem. Niepokój zaczynał się w momencie, kiedy się marszczyły. Wówczas należało jak najszybciej zamilknąć, bo sytuacja robiła się poważna i wojna domowa tudzież klasowa wisiała w powietrzu. A po niej następowały: spacer na dywanik do pani dyrektor lub rozmowy z rodzicami. Zgroza. Mnie się podoba oświadczyłem z zadowoleniem. Trzej muszkieterowie to byli tacy kolesie z Francji. Biegali po ulicach ze szpadami. Zrobimy sobie eleganckie szpady z patyków. Gieśki to świetny pomysł, będzie pani łatwiej na nas krzyczeć. A całą resztę może pani nazywać Giedziaki zaproponował Czesiek. Bo przecież to dzieciaki z trzeciej G, więc pasuje. Nieee zaoponowałem. Giedziaki to obciachowo. Lepsze będą Giedzie. W końcu to podobno są ludzie. Cała klasa pokładała się ze śmiechu. Pani Ania usiłowała zachować powagę, jednak kąciki jej ust drżały coraz wyraźniej. Sukces wisiał w powietrzu. Stanęliśmy przed nią w idealnym rzędzie, we trzech, objęliśmy się ramionami i sprawialiśmy wrażenie zintegrowanego trio. Czesiek machnął wyimaginowaną szpadą, szarpnął przy tym mnie, ja szarpnąłem Michała i runęliśmy jak ścięte kłosy zbóż u stóp nauczycielki pokotem. Była bez szans. Nim zadzwonił dzwonek, wypuściła powoli powietrze z płuc, jednym gestem odrzuciła do tyłu włosy i chichotała razem z resztą klasy. A niech to, w takich chwilach nawet dawała się lubić. I to jak! W naszym serwisie możecie już przeczytać kolejny fragment książkiGieśki. Księga przygód. Powieść Katarzyny Kieleckiej kupicie w popularnych księgarniach internetowych: [tabela=6091460]https://www.granice.pl/news/jest-szansa-ze-ujdziemy-z-zyciem-fragment-ksiazki-gieski/8837Wed, 06 Nov 2019 13:07:17 +0100„Pluszowy Zajączek": idealna książka na przedświąteczny czasW mroźny wiglijny poranek Pluszowy Zajączek wychodzi z domu z listem do Świętego Mikołaja. Ten list, napisany przez Jacka, Zajączek wcześniej ukrył, bał się bowiem, że przyjaciel chce go wymienić na nową pluszową maskotkę. Teraz jednak postanowił naprawić błąd i doręczyć list Świętemu Mikołajowi. W tym zadaniu wspierają go Mróz, Wrona i Bałwanek. Czy uda im się dotrzeć do Mikołaja przed pierwszą gwiazdką? I czy Pluszowy Zajączek naprawdę miał powód do zmartwienia? Pluszowy Zajączekto ciepła, wzruszająca opowieść o przyjaźni, wzajemnym wsparciu i dzieleniu się tym, co dobre. Książkę Iwonny Buczkowskiej warto wspólnie z najmłodszymi dziećmi czytać w czasie przedświątecznym, gdy tylko spadnie pierwszy śnieg lub gdy w kalendarzu zagości grudzień. Z jednej strony by wprawić się w dobry, bożonarodzeniowy nastrój, a z drugiej by pokazać dzieciom, jak ważny jest drugi człowiek. I to, by zawsze o nim pamiętać. - recenzja książki Pluszowy Zajączek Do lektury zapraszaWydawnictwo Bis. Koniecznie przeczytajcie premierowy fragment książkiPluszowy Zajączek. Posłuchajcie też inspirowanych książką piosenek, śpiewanych przez autorkę, Iwonnę Buczkowską: KsiążkęPluszowy Zajączek kupicie w popularnych księgarniach internetowych: [tabela=6090278]https://www.granice.pl/news/pluszowy-zajaczek-idealna-ksiazka-na-przedswiateczny-czas/8836Wed, 06 Nov 2019 12:47:41 +0100Noc się pogłębiała. Fragment książki „Gdzie noc skrzy się lodem"Śnieg, mnóstwo lodu, mitologiczne wierzenia, magia i zbliżające się olbrzymie niebezpieczeństwo mrożące krew w żyłach. Krwawoczerwone niebo pojawiło się nad śnieżną wyspą Skane, powodując, że na wioskę spada lawina strachu i W desperackiej próbie powstrzymania zbliżającej się zarazy starsi mieszkańcy wioski postanawiają zabarykadować jej granice, aby nikt zarażony nie zdołał się przez nie przedrzeć. Nastolatka o imieniu Janna postanawia nie odwracać się od ludzi szukających schronienia. Zostaje jednak wygnana na kłujący mróz poza granice wioski. Czy uda jej się przetrwać zbliżającą się zamieć śnieżną? Do lektury powieści Lisy LueddeckeGdzie noc skrzy się lodem zapraszaWydawnictwo Zielona Sowa. Dziś w naszym serwisie znajdziecie jej premierowe fragmenty: Rozdział 1 Skane to cicha wyspa. Drzewa stare jak świat stoją tam strzeliste i nieruchome, szepcząc coś między sobą od czasu do czasu. Ziemia, pokryta grubą warstwą śniegu, strzeże tajemnic z minionych wieków. Chodzili po niej ludzie niezupełnie tacy jak my, ale też nie do końca inni. Widziała rzeczy, o których nigdy nie będziemy mieli pojęcia, istniała w czasach panowania nieśmiertelnych, którzy rozwiali się niczym para z oddechu w mroźnym powietrzu. Ale Skane, jaką znam, nadal jest młoda. Skane mojego ludu wystraszonych rozbitków o oczach szeroko otwartych z przerażenia, którzy dostrzegli ją przez mgłę i fale szalejące na morzu i zakrzyknęli z ulgą, gdy jej sylwetka zarysowała się przed nimi na tle gwiazd. Którzy uznali, że jej skute lodem wybrzeże i gęste lasy zapewnią im to,za czym tęsknili po ryzykownej ucieczce z ojczyzny bezpieczeństwo. Było to jednak kruche bezpieczeństwo. Moi przodkowie nie wiedzieli nic o tajemnicy Skane, gdy ich łodzie zaryły dziobami w plażę. Niebo nad nią miało potężną moc i gdy przybierało barwę ognistej czerwieni, kiedy zakrywało wyspę krwawą kopułą, widoczną jedynie przez chwilę, oznaczało to dla wielu niechybną śmierć. Zaczynało się odliczanie i mogliśmy tylko czekać, patrzeć i modlić się do Bogini o ratunek. Mieliśmy większe szanse na policzenie wszystkich gwiazd na nocnym niebie niż na zatrzymanie tego, co miało nadejść. Uciekli z Lski. Uciekli z r. Ale nie uciekli przed śmiercią. Zima na dobre rozgościła się na Skane. Noce stały się tak dojmująco mroźne, że bolał nawet najdelikatniejszy oddech, a każdy nieosłonięty kawałek skóry palił żywym ogniem. Jodły okryte były białymi kożuchami śniegu. Podczas gdy inni kulili się pod miękkimi kocami i skórami zwierząt, budząc się od czasu do czasu, by podsycać palenisko i rozcierać zgrabiałe dłonie, ja byłam w jaskini poza wsią i żłobiłam napisy w skale. Palce bolały mnie zarówno z zimna, jak i od wielogodzinnego trzymania w nich ostrego kamienia, którym ryłam. Siedziałam na piętach, rozmasowywałam ręce i wpatrywałam się w swoje dzieło. Może w latach, które nadejdą,nikt nie uzna tych historii o mnie i mojej miłości za interesujące i warte przeczytania, ale już sama świadomość, że istniały, zostały wyryte w kamieniu, ogrzewała mnie niczym gruby pled w lodowatą noc. Na Skane było wiele jaskiń takich jak ta ciemnych, mroźnych miejsc, w których mogłam znaleźć spokój i kamienne powierzchnie. Kiedy pierwszy raz na nią natrafiłam, zobaczyłam jedynie skałę, nierówną tu i tam, ale nieskazitelną i surową. Gotową do zapisania. Do utrwalenia moich opowieści. I nic więcej. Przychodziłam tu od siedmiu dni i za każdym razem dodawałam więcej zapisków. Nawet w dni, kiedy powinnam zbierać jagody albo drewno na opał, zakradałam się tutaj i kontynuowałam pracę odrętwiałymi palcami, a lodowate powietrze kąsało mi płuca. Nikt nie wpadłby na to, żeby mnie tam szukać zresztą nikt nie zawracałby sobie tym głowy. Tak często wymigiwałam się od obowiązków i uciekałam do lasu, szukając tam spokoju i ciszy, że nikomu już nie chciałoby się mnie upominać. Zresztą nie byłam w tym osamotniona; kilkoro z nas spędzało mnóstwo czasu w jaskiniach, choć w większości czytali oni tam zapiski ludzi od dawna nieżyjących. Chociaż wielu z nich przekazywało historie własnym dzieciom, bardzo wcześnie powstała w nich także potrzeba zapisywania rzeczy, które się zdarzyły. Pisania o tym, co zmusiło nasz lud do opuszczenia Lski,i o tym, co ich czekało na Skane. O tym, jak udawało im się przetrwać zimy, zbudować domy albo zacząć nowe życie. W tamtych czasach ludzie bali się, że umrą wszyscy, jeden po drugim, i nie zostanie po nich ślad. I wielu rzeczywiście umarło, ale równie dużo przeżyło. Ja nadal pisałam, ciągle opowiadałam historie w sposób, który zapewniał im przetrwanie w czasie. Papier może spłonąć lub zgnić, a słowo mówione ma znaczenie tylko wtedy, gdy istnieją ludzie, którzy mogą je przekazywać. Ale te jaskinie pozostaną jeszcze długo po tym, kiedy ja i wszyscy, których znam, wydamy ostatnie tchnienie. Pewnego dnia zamienię się w garstkę prochu, pamięć o mnie przepadnie w pomrokach dziejów, ale ten kamień będzie trwał. Łagodny podmuch zimnego powietrza musnął mój policzek, rozejrzałam się wokół, poczułam nieokreślony ciężar. Nie potrafiłam tego wytłumaczyć i nikomu o tym nie mówiłam, ale czasami czułam jego obecność w wiosce, pod drzewami, w jaskiniach. Zdarzało się, że owiewała mnie bryza, która przynosiła ze sobą niejasne wrażenie jego kształtu, śladową drobinę jego zapachu. Oczywiście działo się to w mojej głowie. Wymyśliłam to wszystko, żeby choć trochę złagodzić ból, znaleźć pociechę choćby na chwilę. Złamane serce jest jak izba bez światła i powietrza, a przez ostatni rok walczyłam w niej o oddech. Przesunęłam palcami po miejscu na skale, gdzie wyryłam jego imię, głęboko, żeby nigdy się nie zatarło. Janna i Slvi. Musiała już minąć północ. Zostało jeszcze tyle do powiedzenia, tyle do napisania i zawsze tak będzie, ale ręce miałam zmarznięte, a noc się pogłębiała. W moich żyłach płynęło światło księżyca, serce biło niczym pulsujące gwiazdy, ale niezależnie od tego, jak kusząca wydawała się ta późna pora, jej przenikliwy ziąb nie pozwoliłby mi przetrwać całej nocy pod gołym niebem. Gdybym została jeszcze dłużej, matka i ojciec na pewno wysłaliby grupę poszukiwawczą, dlatego lepiej żebym wróciła do wioski. Wcisnęłam niewielki kamień, którym ryłam, w skalną szczelinę, podniosłam się, rozprostowałam zdrętwiałe kończyny i odetchnęłam głęboko, wypuszczając z ust kłęby pary. Nagły ruch sprawił, że płomień lampy zamigotał, przez co mój cień zdawał się tańczyć po ścianach jaskini. Opatuliłam ramiona ciaśniej kożuchem, wzięłam lampę i ruszyłam wąskim tunelem prowadzącym do wyjścia. Kiedy się tam zbliżyłam, zamarłam. Nie śmiałam ruszyć nogą byłam pewna, że jakiś cień wybiegł właśnie na zewnątrz i zniknął wśród nocy. Stałam przez chwilę jak skamieniała, bo chciałam uspokoić serce, które waliło mi młotem. Wiedziałam, że grube ściany jaskini i śnieg wygłuszą mój krzyk. To na pewno było zwierzę. Spostrzegło światło lampy i zaciekawione weszło do środka, ale wystraszyło się, gdy podeszłam bliżej. I nic więcej. Wyparłam to z pamięci, choć trochę było mi żal tego wspomnienia. Im mniejsza odległość dzieliła mnie od otwartej przestrzeni, tym powietrze z jakiegoś powodu wydawało mi się mniej lodowate. I to miało sens; tunele i przepaściste groty nigdy nie widziały światła dziennego, zimno królowało tam niepodzielnie. Gdy wychodziłam z jaskini, otworzyłam usta, żeby ziewnąć, ale zastygłam w bezruchu, gdy popatrzyłam na niebo. Nie! Coś było nie tak. Coś, czego nigdy nie widziałam w całym swoim osiemnastoletnim życiu. Coś, co sprawiło, że strach ścisnął mi serce i zmroził krew w żyłach. Nocne niebo, jak zawsze wypełnione gwiazdami, jaśniało czerwienią. Czerwień. Wpatrywałam się w górę, aż przestałam widzieć cokolwiek, prócz tej barwy, która plamiła każdy milimetr mojego pola widzenia, i tonęłam w czerwieni jak we krwi. Czerwień. Zdarzało się, że niebo lśniło na zielono, czasami na niebiesko. Nauczyliśmy się wiązać niebieskie światła ze śniegiem, bo zawsze kiedy pojawiała się błękitna łuna, po jednym, dwóch dniach nadciągała znad morza gwałtowna burza. Ale to To było coś innego. Czerwień to co innego. W jednej chwili zaczęły mi się kołatać po głowie opowieści i pieśni. Wiedziałam, co oznaczała. Gdzieś na Skane zaczęła pełzać śmierć, zbliżając się niczym zimowy mróz. W naszym serwisie możecie już przeczytać kolejny fragment książki Gdzie noc skrzy się lodem. Powieść możecie kupić w popularnych księgarniach internetowych: [tabela=6089604]https://www.granice.pl/news/noc-sie-poglebiala-fragment-ksiazki-gdzie-noc-skrzy-sie-lodem/8835Wed, 06 Nov 2019 10:16:35 +0100"Wojna światów" – kolejna książkowa ekranizacja już w telewizji!Jeśli w ostatnim czasie narzekaliście na brak odpowiednich seriali, to teraz może się to zmienić. Na antenie telewizji FOX debiutuje właśnie serial Wojna światów, będący adaptacją popularnej książki H.G. Wellsa. fot. kadr z serialu Wojna światów/ mat. prasowe FOX; Joss Baratt Jesień to czas pełen premier nie tylko na platformach takich jak Netflix czy HBO Go, ale także w telewizji. Czytaj także: Co nowego na Netfliksie w listopadzie? Przegląd nowych seriali i filmów W listopadzie na antenie telewizji FOX zaprezentowany zostanie nowy, ośmioodcinkowy serial pod tytułem Wojna światów. Wojna światów opis serialu O czym jest serial Wojna światów? W serialu przedstawiona zostaje wizja współczesnej Europy, w której dochodzi do nieprawdopodobnych i nietuzinkowych zdarzeń. Na naszą planetę zaplanowano bowiem atak kosmitów. Galaktyczni najeźdźcy nie mają dobrych zamiarów, a ich atak prowadzi do niemal całkowitej zagłady ludzkości. W tym trudnym czasie przedstawione zostaną losy Ziemian, którzy będą musieli zrobić wszystko, by przetrwać. I obronić swoją, tak często niedocenianą, planetę. Wojna światów kiedy premiera, gdzie zobaczyć? Pierwszy odcinek serialu został wyemitowany już parę dni temu, w poniedziałek, 4 listopada. W każdym kolejnym tygodniu stacja będzie emitować kolejne odcinki serialu, a łącznie na produkcję składa się osiem odcinków. Serial będzie emitowany w czwartki w późnych godzinach wieczornych w okolicach godziny 21:00 i 22:00. Wyjątkiem były dwa pierwsze pilotażowe emisje, które odbyły się w ostatni poniedziałek i wtorek. Każdy z odcinków trwa około godziny. Cały sezon zobaczyć będzie można dzięki emisji na stacji FOX. Wojna światów czy jest książka? Serial Wojna światów powstał na podstawie książki o tym samym tytule, która po raz pierwszy ukazała się w grudniu 1897 roku! Autorem tej powieści science fiction jest Herbert George Wells. Powieść w ubiegłym roku została wznowiona i ukazała się nakładem Wydawnictwa Vesper. Za najnowszy przekład odpowiada Lesław Haliński. Na książkę składa się łącznie ok. 216 stron. Tytuł możecie kupić w dobrej cenie tutaj: [tabela=6097483]https://www.granice.pl/news/wojna-swiatow-kolejna-ksiazkowa-ekranizacja-juz-w-telewizji/8834Wed, 06 Nov 2019 07:42:58 +0100Doktor Shields zna moje myśli. Fragment książki „Anonimowa dziewczyna"Najbardziej wyczekiwany thriller 2019 roku! Gdy Jessica Farris zgłasza się do udziału w badaniu psychologicznym prowadzonym przez tajemniczą doktor Shields jest przekonana, że będzie musiała jedynie odpowiedzieć na kilka pytań, po czym odbierze wynagrodzenie i na tym skończy się jej rola. Jednak gdy pytania stają się coraz bardziej natarczywe i dogłębne, a sesje badawcze przeradzają się w zadania do wykonania, podczas których Jessica dostaje wytyczne, jak ma się ubrać i zachowywać, dziewczyna zaczyna mieć odczucie, że doktor Shields zna jej myśli... i wie, co Jess ma do ukrycia. W im większą Jess popada paranoję, tym bardziej jasne staje się dla niej, że nie wie już, co w jej życiu jest realne, a co stanowi jeden z eksperymentów manipulacyjnych doktor Shields. Uwikłana w sieci podstępnych oszustw i zazdrości, dziewczyna szybko się przekonuje, że niektóre obsesje bywają zabójcze... Anonimowa dziewczynato naprawdę solidny thriller, gwarantujący kilka godzin dobrej rozrywki. - recenzja książki Anonimowa dziewczyna Do lektury powieściAnonimowa dziewczyna zapraszaWydawnictwo Zysk i S-ka. Niedawno opublikowaliśmy premierowy fragment książki. Dziś czas na kolejną odsłonę tej historii: ROZDZIAŁ TRZECI Sobota, 17 listopada Jestem w nienaturalnie cichej sali wykładowej, wpatruję się w monitor laptopa i czuję niepokój. Zgodnie z instrukcjami nie ma czegoś takiego jak niewłaściwe odpowiedzi, lecz czy w teście badającym moralność odpowiedzi nie ujawnią zbyt wiele informacji o moim charakterze? W pomieszczeniu jest zimno. Zastanawiam się, czy jest to celowy zabieg, bym zachowała czujność. Niemal słyszę odgłosy szelest kartek, dudnienie stóp przepychających się i dowcipkujących studentów. Palcem wskazującym dotykam klawisza Return. Czekam na pojawienie się pierwszego pytania. Czy mogłabyś skłamać i nie mieć wyrzutów sumienia? Nie tego się spodziewałam, gdy Taylor, machając lekceważąco ręką, wspomniała o badaniu. Chyba nie przewidziałam, że zostanę poproszona o pisanie o sobie z jakiegoś powodu założyłam, że będzie to test wielokrotnego wyboru albo badanie polegające na udzielaniu odpowiedzi tak lub nie. Zderzenie się z pytaniem odbieranym jako osobiste, tak jakby doktor Shields już o mnie wiedział wiele i wiedział, że kłamałam co do Taylor... zbija mnie z tropu. Próbuję się skupić. Unoszę palce nad klawiaturę. Jest wiele rodzajów kłamstw. Mogłabym napisać o kłamstwach, gdy pomija się pewne informacje, lub o poważnych, zmieniających życie te akurat znam aż za dobrze lecz decyduję się na bezpieczniejszą opcję. Piszę: Oczywiście. Jestem wizażystką, ale nie jedną z tych, o których się czyta. Nie maluję modelek ani gwiazd filmowych. Przygotowuję nastolatki z Upper East Side na bale maturalne i ich matki na przyjęcia. Obsługuję też śluby i uroczystości z okazji bar micwy. I tak, powiem spiętej matce, że wygląda tak młodo, że w sklepie pewnie poproszą ją o dowód, gdy będzie chciała kupić alkohol, albo będę przekonywać zakompleksioną szesnastolatkę, że nawet nie zauważyłam jej pryszcza. Zwłaszcza dlatego, że jeśli będę mówiła im miłe rzeczy, będą bardziej skore do dania mi fajnego napiwku. Naciskam klawisz Enter. Nie wiem, czy profesor oczekuje tego typu odpowiedzi. Chyba jednak jest w porządku, bo kolejne pytanie pojawia się szybko na ekranie. Kiedy oszukiwałaś? Opisz tę sytuację. Ejże! Ktoś tu coś z góry zakłada. No, ale w końcu może wszyscy oszukują, nawet jeśli chodzi o kantowanie w dzieciństwie podczas gry w Monopol. Zastanawiam się przez chwilę. Piszę: W czwartej klasie oszukiwałam na klasówce. Sally Jenkins była najlepsza w klasie z ortografii. Gdy usiłując przypomnieć sobie, jak się pisze żółw, zjadłam już całą gumkę z ołówka i podniosłam wzrok znad swojej kartki, kątem oka dostrzegłam jej pracę. Jak się okazało, to było ż. Napisałam słowo, a gdy dostałam piątkę z klasówki, w duchu podziękowałam Sally. Naciskam Enter. Zabawne, że przypominam sobie takie szczegóły, choć od lat nie myślałam o Sally. Razem skończyłyśmy liceum, ale ponieważ nie było mnie na kilku zjazdach absolwentów, nie mam pojęcia co u niej. Prawdopodobnie ma dwoje albo troje dzieci, pracuje w niepełnym wymiarze godzin i ma dom niedaleko rodziców. To właśnie się stało z większością dziewczyn, z którymi dorastałam. Następne pytanie jeszcze się nie pojawiło. Ponownie naciskam Enter. Nic. Zastanawiam się, czy coś się nie zepsuło w programie. Już mam wstać i wystawić głowę za drzwi od sali, by sprawdzić, czy nie ma gdzieś w pobliżu Bena, gdy na ekranie, jedna po drugiej zaczynają się pojawiać litery. Tak jakby ktoś je właśnie pisał. Badana 52, musisz sięgnąć głębiej. Jestem nieco spięta. Odruchowo rozglądam się dokoła. Plastikowe żaluzje w oknach są podciągnięte, lecz tego ponurego, szarego dnia nie ma nikogo na zewnątrz. Trawnik i chodnik są opustoszałe. Po drugiej stronie drogi stoi jeszcze jeden budynek, lecz nie da się zobaczyć, czy ktoś w nim jest. Na zdrowy rozum wiem, że jestem sama, lecz odnoszę wrażenie, jakby ktoś tuż przy mnie szeptał. Przenoszę wzrok na laptop. Na ekranie jest kolejna wiadomość. Czy to naprawdę była pierwsza, instynktowna odpowiedź, która przyszła ci na myśl? Krztuszę się. Skąd doktor Shields wie? Gwałtownie odsuwam krzesło, gotowa wstać. Uświadamiam sobie jednak, jak mnie rozpracował. Z pewnością chodzi o chwilę zawahania, nim zaczęłam pisać. Doktor Shields zauważył, że odrzuciłam pierwsze, co mi przyszło do głowy, i wybrałam bezpieczniejszą odpowiedź. Przyciągam krzesło w stronę komputera. Robię powolny wydech. Kolejne polecenie pojawia się na ekranie: Niech twoja odpowiedź nie będzie tak powierzchowna. Mówię sobie, że to szaleństwo sądzić, iż doktor Shields zna moje myśli. Już samo przebywanie w tym pomieszczeniu to, rzecz jasna, igranie z moim umysłem. Gdybym była wśród ludzi, nie czułabym się tak dziwnie. Wkrótce na ekranie pojawia się drugie pytanie. Kiedy oszukiwałaś? Opisz tę sytuację. No dobrze. Chcesz tej niefajnej prawdy o moim życiu? Mogę pogrzebać w sobie trochę głębiej. Czy jeśli pełni się rolę dodatku w samym akcie, to jest to zdrada? Czekam na odpowiedź, lecz jedynym ruchem na ekranie jest mrugający kursor. Piszę dalej: Czasem spotykam się i sypiam niezobowiązująco z facetami, których nie znam za dobrze. A może raczej chodzi o to, że nie chcę ich tak naprawdę głębiej poznać. Brak reakcji. Kontynuuję: W pracy nauczyłam się uważnie przyglądać ludziom, gdy spotykam ich po raz pierwszy. Jednak w życiu osobistym, zwłaszcza gdy trochę wypiję, celowo redukuję uważność. Kilka miesięcy temu poznałam basistę. Poszłam z nim do jego mieszkania. Oczywiste było, że mieszka tam kobieta, lecz nie zapytałam go o nią. Powiedziałam sobie, że to tylko współlokatorka. Czy to źle, że zakładam klapki na oczy? Naciskam Return, zastanawiając się, jak zostanie odebrane to wyznanie. Lizzie, moja najlepsza przyjaciółka, wie o tych jednorazowych przygodach, lecz nie powiedziałam jej o butelkach perfum ani o różowej maszynce do golenia, którą tamtego wieczoru widziałam w łazience. Nie wie też, jak często mi się to zdarza i chyba nawet nie chcę, aby mnie oceniała. Litera po literze na ekranie wyłania się słowo: Lepiej. Przez krótką chwilę czuję zadowolenie zaczynam chwytać, jakich odpowiedzi należy udzielać. Potem uświadamiam sobie, że ktoś zupełnie mi nieznany czyta wyznania o moim życiu seksualnym. Ben w wyprasowanej, świeżej koszuli i rogowych okularach sprawiał profesjonalne wrażenie, lecz co tak naprawdę wiem o tym psychiatrze i jego badaniu? Być może to tylko nazywa się badaniem nad moralnością i etyką. Równie dobrze to może być cokolwiek innego. Skąd mam wiedzieć, że ten facet naprawdę jest wykładowcą na Uniwersytecie Nowojorskim? Taylor nie sprawia wrażenia dziewczyny, która weryfikuje informacje. Jest jednak piękną kobietą i być może to z tego powodu zaproszono ją do udziału. Nie mam czasu na decyzję, co zrobić, bo pojawia się kolejne pytanie: Czy gdybyś miała już plany z przyjaciółką, odwołałabyś je, gdybyś dostała lepszą ofertę? Czuję, jak moje ramiona się rozluźniają. Pytanie brzmi całkiem niewinnie i bezpiecznie, jak coś, o co mogłaby mnie spytać Lizzie, gdyby akurat potrzebowała rady. Gdyby doktor Shields miał niecne zamiary, to wszystko nie odbywałoby się w sali uniwersyteckiej. A poza tym mówię sobie, że on przecież nie pytał o moje życie seksualne. To ja sama o nim opowiedziałam. Odpisuję: Oczywiście, że tak, ponieważ nie pracuję regularnie. Bywają tygodnie, gdy jestem zalatana. Niekiedy robię makijaże siedmiu do ośmiu klientom dziennie, krążąc w tę i we w tę po Manhattanie. Potem jednak przez parę dni mam umówionych tylko kilka wizyt. W moim przypadku odrzucenie zlecenia nie wchodzi w grę. Już mam nacisnąć klawisz Return, gdy zdaję sobie sprawę, że doktorowi Shieldsowi nie wystarczy to, co napisałam. Zgodnie z poleceniem drążę głębiej: W wieku piętnastu lat dostałam pierwszą pracę. To był punkt z kanapkami. Po dwóch latach zrezygnowałam z collegeu,bo nie byłam w stanie kontynuować studiów. Mimo pomocy finansowej przez trzy wieczory w tygodniu musiałam pracować jako kelnerka i miałam kredyt studencki. Nie znosiłam mieć długów. To ciągłe martwienie się, czy bankomat nie pokaże, że nie mam na koncie środków, to, że gdy wychodziłam z pracy, przemycałam kanapkę... Obecnie radzę sobie trochę lepiej. Nie mam jednak poduszki finansowej, tak jak moja najlepsza przyjaciółka Lizzie. Co miesiąc rodzice przysyłają jej czek. Moi są spłukani, a poza tym moja siostra jest osobą specjalnej troski. Dlatego czasami muszę odwołać spotkanie z przyjaciółką. Sama muszę dbać o swoje finanse, ponieważ pod tym względem mogę polegać tylko na sobie. Wpatruję się w ostatnie zdanie. Czy brzmi, jakbym narzekała? Mam nadzieję, że doktor Shields zrozumie, co próbuję powiedzieć: Moje życie nie jest idealne, no ale czyje jest? Mogłoby być gorzej. Rzadko w taki sposób wyrażam siebie. Pisanie o skrywanych myślach jest niczym zmycie makijażu i ujrzenie swojej prawdziwej, obnażonej twarzy. Odpowiadam na kolejne kilka pytań, w tym na: Czy przeczytałabyś wiadomości swojego małżonka/partnera? Piszę: Zrobiłabym to, gdybym podejrzewała, że mnie zdradza. Nie mam męża (nigdy nie miałam) ani z nikim nie mieszkałam. Byłam z paroma osobami, które były kimś w rodzaju moich chłopaków, ale nie miałam powodów, żeby im nie ufać. Skończyłam odpowiadać na szóste pytanie. Czuję się inaczej niż ostatnio naprężona, jakbym wypiła o jedną kawę za dużo, jednak nie czuję już podenerwowania i niepokoju. Jestem niezwykle skupiona. Straciłam poczucie czasu. Równie dobrze mogę być w tej sali czterdzieści pięć minut, co dwukrotnie dłużej. Właśnie skończyłam opisywać coś, o czym nigdy nie mogłabym powiedzieć rodzicom o tym, że w tajemnicy przed nimi opłacam niektóre rachunki za leczenie Becky a litery znowu zaczynają się pojawiać na ekranie: To musi być dla ciebie trudne. Odczytuję wiadomość po raz drugi, tym razem wolniej. Jestem zaskoczona, jak dużym pocieszeniem są dla mnie miłe słowa doktora Shieldsa. Opieram się plecami o krzesło, czując, jak twardy metal wbija mi się między łopatki. Usiłuję sobie wyobrazić, jak doktor wygląda. Widzę go jako przysadzistego mężczyznę z siwą brodą. Troskliwego i pełnego empatii. Prawdopodobnie nie takie rzeczy już słyszał. Nie ocenia mnie. Myślę, że to faktycznie jest trudne. Kilkakrotnie szybko mrugam. Bezwiednie wystukuję na klawiaturze: Dziękuję. Dotychczas nikt nie chciał aż tyle o mnie wiedzieć. Większości ludzi wystarczają błahe rozmówki, które z kolei nie podobają się doktorowi Shieldsowi. Być może moje tajemnice są poważniejsze, niż sądziłam, bo po wyjawieniu ich psychiatrze czuję się lżej. Pochylam się nieco i czekając na kolejne pytanie, bawię się trzema przeplatającymi się srebrnymi obrączkami na palcu wskazującym. Wydaje mi się, że oczekiwanie trwa dłużej niż przy poprzednich pytaniach. No i jest: Czy kiedyś sprawiłaś ból komuś, na kim ci zależy? Niemal zachłystuję się powietrzem. Dwukrotnie czytam pytanie. Nie potrafię nie spoglądać na drzwi, choć wiem, że przez szybkę na górze nikt nie patrzy do środka. Pięćset dolarów kwota ta nie wydaje się już łatwo zarobionymi pieniędzmi. Nie chcę zbyt długo zwlekać. Doktor Shields będzie wiedział, że czegoś unikam. Wystukuję odpowiedź, by zyskać nieco na czasie: Niestety tak. Nawijam pasmo włosów na palec i dopisuję: Kiedy przyjechałam do Nowego Jorku, podobał mi się pewien chłopak, ale moja koleżanka też się w nim zadurzyła. Zaprosił mnie na randkę. Przerywam pisanie. Ta historia to nic takiego. To nie tego chce doktor Shields. Powoli klawiszem Backspace usuwam kolejne litery. Na początku badania, akceptując zasady, obiecałam, że będę szczera, i do tej pory tego przestrzegałam. Teraz jednak chcę nazmyślać. Doktor Shields być może wie, że nie powiedziałam prawdy. I tak się zastanawiam, jakbym się czuła, gdybym jednak ją wyznała. Czasami myślę, że zraniłam wszystkie osoby, które kochałam. Tak bardzo chciałabym to napisać. Wyobrażam sobie, jak doktor Shields kiwa ze współczuciem głową i zachęca mnie, bym kontynuowała. Może jeśli powiem mu, co zrobiłam, ponownie napisze coś pocieszającego? Mam ściśnięte gardło. Pocieram oczy. Gdybym była na tyle odważna, zaczęłabym tłumaczyć doktorowi Shieldsowi, że przez całe lato, gdy rodzice byli w pracy, opiekowałam się Becky. Miałam zaledwie trzynaście lat, ale byłam odpowiedzialna. Siostra bywała wkurzająca ciągle wpadała do mojego pokoju, gdy akurat były u mnie koleżanki, pożyczała sobie moje rzeczy i wszędzie za mną łaziła lecz ją kochałam. Kocham ją. Nadal ją kocham. Bycie blisko niej jest bolesne. Nie napisałam jeszcze ani słowa, gdy Ben puka do drzwi, mówiąc, że zostało mi tylko pięć minut. Unoszę ręce nad klawiaturę. Piszę powoli: Tak, i zrobiłabym wszystko, żeby móc to cofnąć. Naciskam Enter szybko, zanim zdołam przemyśleć te słowa. Wpatruję się w ekran, lecz doktor Shields nie odpisuje. Kursor pulsujący niczym serce jest hipnotyzujący. Pieką mnie oczy. Gdyby w tym momencie doktor Shields coś do mnie napisał, gdyby poprosił, abym kontynuowała odpowiedź, i poinformował mnie, że mogę wyjść poza ustalony czas badania, zrobiłabym to. Wypuściła to z siebie. Powiedziała mu wszystko. Oddycham płytko. Mam wrażenie, że stoję na krawędzi urwiska i czekam, aż ktoś powie, że mam skoczyć. Uporczywie patrzę na ekran, bo wiem, że została mi może minuta. Na ekranie jest tylko migoczący kursor. W głowie, w synchronizacji z ruchami kursora, pulsują słowa: Powiedz mi. Powiedz mi. Ben otwiera drzwi. Z trudem odrywam wzrok od ekranu. Kiwam mężczyźnie głową, okręcam się na krześle, powoli ściągam z oparcia kurtkę i podnoszę plecak. Po raz ostatni spoglądam na komputer. Ekran pozostaje pusty. Gdy tylko się podniosłam, ogarnęło mnie uczucie wyczerpania. Uszła ze mnie cała energia. Ręce i nogi mam ciężkie, a umysł mętny. Chcę jedynie pójść do domu i wpełznąć pod kołdrę z Leo. Ben stoi tuż przy drzwiach i spogląda na trzymamy w rękach iPad. Kątem oka dostrzegam na górze imię Taylor, a pod nim jeszcze trzy inne imiona. Każdy ma jakieś tajemnice. Zastanawiam się, czy te dziewczyny wyjawią swoje. Do zobaczenia jutro o ósmej rano mówi, gdy zaczynamy schodzić do holu. Z trudem za nim podążam. Dobrze. Chwytam się poręczy i skupiam na stopniach, aby żadnego nie przeoczyć. Gdy docieramy na dół, przystaję. Ehm, chciałabym o coś zapytać. Tak dokładnie to jakiego rodzaju jest to badanie? Chłopak wygląda na lekko poirytowanego. Jest dość humorzasty w tych swoich błyszczących mokasynach i z wyszukanym rysikiem. To kompleksowe badanie nad moralnością i etyką w dwudziestym pierwszym wieku. Doktor Shields bada setki osób na potrzeby rozprawy naukowej. Spogląda gdzieś za mnie na czekającą w holu kobietę. Pani Jeannine? Wychodzę z budynku i zasuwam skórzaną kurtkę. Przystaję, by zorientować się, gdzie dokładnie jestem. Obracam się i ruszam w stronę mojego mieszkania. Mam wrażenie, że ludzie wokół mnie są pochłonięci zwykłymi zajęciami kilka kobiet z jaskrawymi matami wchodzi do studia jogi na rogu. Mijają mnie dwaj idący spacerowym krokiem i trzymający się za ręce faceci. Pędzącego na hulajnodze dzieciaka goni ojciec, krzycząc za nim Ej, kolego, wolniej!. Dwie godziny temu nie zwróciłabym uwagi na żadną z tych osób, lecz teraz, znalazłszy się z powrotem w tym hałaśliwym, gwarnym, ruchliwym świecie, czuję się skołowana. Idę w stronę mojego bloku, zatrzymując się na światłach na rogu. Jest zimno, więc sięgam do kieszeni po rękawiczki. Zakładam je i zauważam, że bezbarwny lakier, którym wczoraj pomalowałam paznokcie, jest poobdrapywany. Widocznie obskubałam go, gdy zastanawiałam się, czy udzielić odpowiedzi na ostatnie pytanie. Drżę. Oplatam się rękami. Czuję, jakby właśnie zaczynała mnie rozkładać grypa. Mam dzisiaj cztery klientki i nie wiem, jak znajdę w sobie energię potrzebną do taszczenia kasetki z przyborami do makijażu i prowadzenia pogawędek. Zastanawiam się, czy gdy jutro rano wrócę do tej samej sali, badanie będzie kontynuowane od miejsca, w którym skończyłam. A może doktor Shields pozwoli mi pominąć ostatnie pytanie i po prostu zada nowe? Wychodzę zza ostatniego rogu na mój budynek. Przekręcam klucz w drzwiach wejściowych. Szarpnięciem pociągam je mocno za sobą, aż słyszę, jak zamek się zatrzaskuje. Wlokę się przez cztery kondygnacje schodów. Otwieram drzwi od mieszkania. Zapadam się w futonie. Leo wskakuje na niego i zwija się przy mnie. Czasem chyba wyczuwa, że potrzebuję wsparcia. Adoptowałam go kilka lat temu, niemal pod wpływem impulsu, gdy wstąpiłam do schroniska dla zwierząt, by się rozejrzeć za kotem. Nie warczał ani nie skomlał. Siedział w klatce i patrzył, jakby oczekiwał, że po niego przyjdę. Nastawiam budzik w telefonie. Wstanę za godzinę. Kładę dłoń na małym, ciepłym psim ciałku. Leżąc tak, zaczynam się zastanawiać, czy to było tego warte. Nie byłam przygotowana na tak intensywne doświadczenie ani na potok emocji mu towarzyszących. Przewracam się na bok, zamykam ciężkie powieki i mówię sobie w duchu, że gdy trochę odpocznę, poczuję się lepiej. Nie wiem, co się może wydarzyć jutro. O jakie nowe rzeczy będzie pytał doktor Shields. Napominam się, że w końcu nikt mnie nie zmusza do udziału. Mogę udawać, że zaspałam albo zrobić jak Taylor i po prostu nie przyjść. Tuż przed pogrążeniem się w sennej nieświadomości myślę, że przecież nie muszę tam jutro wracać. Wiem jednak, że sama się okłamuję. Powieść Anonimowa dziewczynamożecie kupić w popularnych księgarniach internetowych: [tabela=6089583]https://www.granice.pl/news/doktor-shields-zna-moje-mysli-fragment-ksiazki-anonimowa-dziewczyna/8833Tue, 05 Nov 2019 11:50:45 +0100