wiadomości z granice.plhttps://www.granice.plKanał RSS z wortalu granice.plpl-plCopyright (C) 2018 granice.plNie żyje znany pisarz Andrea Camilleri Nie żyje znany włoski pisarz, Andrea Camilleri. Mężczyzna zmarł w wieku 93 lat. Informacje o śmierci podały dziś rano międzynarodowe media. Fot. Associazione Amici di Piero Chiara (CC BY 2.0.) Dziś, 17 lipca 2019 roku, zmarł w wieku 93 lat Andrea Camilleri włoski pisarz, twórca słynnej serii detektywistycznej o komisarzu Salvo Montalbano. Mężczyzna zmarł we włoskim szpitalu, gdzie miesiąc temu trafił ze względu na nagłe zatrzymanie krążenia. Andrea Camilleri urodził się 6 września 1925 roku w Porto Empedocle, miejscowości w Sycylii. Tam też spędził dzieciństwo, w dorosłym życiu przeprowadził się jednak do stolicy Włoch Rzymu. Tam spędził najgorętszy okres w swoim życiu zawodowym. Studiował reżyserię, od lat pięćdziesiątych wystawiał własne sztuki i pisał. W połowie lat dziewięćdziesiątych wydał pierwszą książkę z serii o komisarzu Montalbanie, która przyniosła mu międzynarodowy rozgłos. W swoim życiu Andrea Camilleri wydał ponad 100 książek oraz kilka zbiorów opowiadań. Wykreowana przez niego postać włoskiego komisarza wzbudzała zachwyt włoskim humorem i nieoczywistą akcją. Komisarz Salvo Montalbano był bowiem prawdziwym smakoszem, a w każdej z książek pojawiały się opisy dań, które z ochotą zajadał bohater. Przygody komisarza zostały także zekranizowane przez włoską telewizję. Mężczyzna zmarł w wieku 93 lat w rzymskim szpitalu S. Spirito. Ostatnią, trzydziestą książkę o komisarzu Montalbanie Camilleri opublikował w 2018 roku. https://www.granice.pl/news/nie-zyje-znany-pisarz-andrea-camilleri/8530Wed, 17 Jul 2019 12:24:48 +0200Życie zaczyna się od jutra! Przeczytajcie fragment nowej powieści Magdaleny Kordel!Niektórzy mówią, że gdy życie rzuca ci kłody pod nogi, zawsze możesz otworzyć tartak. Antolka właśnie tego musiała się nauczyć. Nigdy nie poznała swojego ojca, a kłótnie z despotyczną i nieczułą matką stały się dla niej codziennością. Jako dziecko ciągle czekała na jakieś jutro, w którym miały się spełnić jej marzenia. W końcu postanowiła zostawić za sobą dotychczasowe życie i wyjechać na Mazury. Kiedy w czerwcowy wieczór Antolka pakuje się w kłopoty w portowej knajpie, z opresji ratuje ją Janek najbardziej wyjątkowy chłopak, jakiego dotąd poznała. Czy kilka mazurskich dni okaże się czymś więcej niż wakacyjną przygodą? Czy Antolce uda się odnaleźć własną drogę? I jakim cudem prosto z Mazur wyląduje u dawno zapomnianej ciotki, w Beskidzie Niskim? Do lektury powieściAntolka nowej książki Magdaleny Kordel, ulubionej pisarki Polek, zapraszaWydawnictwo Znak. Dziś w naszym serwisie macie okazję przeczytać premierowe fragmenty książki: Słońce grzało rozkosznie. Jakby nie pamiętając, że tak gorące dni powinny należeć do lata, które przecież jeszcze nie nadeszło. Nienagannie czyste niebo, pozbawione ochrony pierzastych białych obłoków, pomimo wczesnej pory sprawiało wrażenie zmęczonego błękitem. Antolka lubiła i ciepło, i lato, nawet jeśli wchodziło w paradę spóźnionej wiośnie. Z wyjątkiem wczesnych poranków, gdy ów poprzetykany słońcem lazur wdzierał jej się pod ukołysane snem powieki. Wtedy jej podejście diametralnie się zmieniało. Rzygam tęczą, a raczej w tym wypadku błękitem mruknęła, naciągając na głowę kołdrę i pomstując w duchu na swoje zapominalstwo. Gdyby przed pójściem do łóżka zaciągnęła rolety, jej plan wyspania się za wszystkie czasy nie spaliłby na panewce. Ale po dzikiej awanturze, którą z pewnościąsłychać było na pół bloku, zupełnie o tym zapomniała. Szczerze mówiąc, nie myślała o niczym innym, tylko i wyłącznie o tym, że nie może doczekać się, aż to wszystko się wreszcie skończy. Na całe szczęście to już niedługo, pomyślała z niechęcią, zwlekając się z łóżka, i z miejsca poślizgnęła się na rozsypanych kartkach poniewierających się na wypastowanej na błysk podłodze. A niech to szlag i sto diabłów porwie! parsknęła wściekle, z trudem odzyskując równowagę. Wstałaś już? Drzwi od pokoju otworzyły się na oścież. Antolka nawet nie spojrzała w ich stronę. Nie musiała. Doskonale wiedziała, co zobaczy. Idealnie odprasowany kostiumik. Idealną fryzurę. Idealny makijaż. I zimne, obojętne oczy. Wolała oszczędzić sobie tego perfekcyjnego widoku. Dziecko, ależ ty masz tutaj chlew. Usłyszała cmoknięcie pełne dezaprobaty i oczami wyobraźni zobaczyła czerwone usteczka układające się w ciup i wydające ten wiele znaczący dźwięk. Przejrzałaś chociaż te foldery? Dziewczyna odruchowo spojrzała na walające się pod nogami kartki. Nie, nie przejrzała ich. Nie, nie zamierzała nawet do nich zerknąć. I nie miała zamiaru informować o tym swojej matki. Antolka, mówię do ciebie! Może byś na mnie popatrzyła i z łaski swojej odpowiedziała! Mamo, ale po co?! Nie dalej jak wczoraj kazałaś mi zamilknąć i słuchać. Bo mowa jest srebrem, a milczenie złotem. Tak? Szczególnie jak jest się głupią, nie znającą życia dziewuchą. Taką jak ja. Dobrze zapamiętałam? Antolka ostentacyjnie odwróciła się tyłem do drzwi i wbiła wzrok w widoczny za oknem trawnik. Dziecko, ty mnie wpędzisz do grobu! Nie obiecuj, nie obiecuj mruknęła Antolka, przewracając oczami. Ale o co ci chodzi? Zupełnie cię nie rozumiem! Przecież dałam ci wybór! O tak, wybór! Pomiędzy dżumą a cholerą! Jesteś taka wielkoduszna, że aż się niedobrze robi! I wracamy do początku! Jakbym słuchała wciąż tej samej zdartej płyty! Myślałam, że w ciągu nocy ochłoniesz, przemyślisz co nieco, że się dogadamy! Ale widzę, że nic z tego. Jak zwykle jesteś uparta jak osioł! Co ty sobie wyobrażasz? Wydaje ci się, że skoro skończyłaś osiemnaście lat, to możesz robić, co ci się żywnie podoba? O nie, moja droga! Pełnoletność to nie to samo co dorosłość! Dopóki mieszkasz pod moim dachem i jesteś na moim utrzymaniu, to ja decyduję! Słyszysz?! Ja! Głos matki zawibrował piskliwie w jej uszach. Tak, znam to na pamięć! parsknęła rozeźlona Antolka. Przed momentem wspominałaś coś o zdartej płycie! Widzisz, jaka matka, taka córka! Dobrze, chciałam wyciągnąć do ciebie rękę, zacząć ten dzień inaczej, ale widzę, że to niemożliwe. Wrócę z pracy, to jeszcze porozmawiamy. Na spokojnie oznajmiła stanowczo, biorąc głęboki wdech. Już to widzę! Musiałby się zdarzyć niewiarygodny cud, pomyślała dziewczyna i odetchnęła z ulgą, słysząc dźwięk zamykanych drzwi. Po chwili w zamku skrzekliwie zgrzytnął klucz, a na klatce schodowej zastukały obcasy. Dzięki Bogu za absorbującą pracę, chorą ambicję i podupadających na zdrowiu! mruknęła Antolka pod nosem. I nagle znienacka przypomniała sobie siebie sprzed lat Stała w przedpokoju i kurczowo zaciskała rączki wokół nóg obleczonych w połyskliwe jasnobeżowe rajstopy. Mamusiu, przecież obiecałaś! Obiecałaś, że pójdziemy dziś razem do zoo i na lody, a wieczorem usmażymy na kolację naleśniki z dżemem! Wygięła usta w żałosną podkówkę i jeszcze mocniej zacisnęła palce. Mamusiu, obiecałaś, że będzie tak jak u Oli! No fakt, obiecała. W przypływie wyrzutów sumienia, które ją niekiedy dopadały. Tak właśnie jak kilka dni temu, gdy się okazało, że Antolki nie ma kto odebrać z przedszkola. Wstyd się przyznać, ale ona, poważna pani doktor, która nieomylnie pamiętała nie tylko nazwiska swoich pacjentów, ale też, kto na co choruje i kiedy po raz pierwszy trafił do szpitala i na wizytę, ona mająca idealny porządek w papierach i w biurku, funkcjonująca jak zegarek, zapomniała o własnymdziecku. Ot, drobne niedopatrzenie. Po prostu wypadło jej z głowy, żeby powiedzieć pani Jadzi, opiekunce dziewczynki, że wzięła tego dnia dodatkowy dyżur. Galimatias się z tego zrobił niesłychany, zresztą dalibóg, nie wiedzieć czemu ta przedszkolanka narobiła takiego hałasu wokół błahostki. Naprawdę co niektórzy mogliby mieć większą wyobraźnię i trochę więcej empatii. Może zrozumieliby, co to znaczy leczyć ludzi i ponosić za to odpowiedzialność! I może nie oburzaliby się tylko dlatego, że nie od razu odbiera się od nich telefon. A cóż, tak się właśnie nieszczęśliwie złożyło. Zajęta pacjentką najpierw nakrzyczała na pielęgniarkę, że jest niewyuczalna i nie słucha. Mówiłam przecież, nie przeszkadzać! perorowała. A poza tym, pani Małgorzato, cały czas wam klaruję, że życie osobiste i wszystko, co z nim związane, macie zostawiać za progiem, a najlepiej przed bramą szpitala! podnosiła głos coraz bardziej. No i co się pani tak patrzy jak cielę na malowane wrota!? Zdenerwowała się, widząc wlepione w siebie zielone oczy pełne niebotycznego zdumienia. Powtarzam czy nie? O, nieustannie wtrąciła się siostra oddziałowa i opiekuńczo zagarnęła ramieniem młodziutką pielęgniarkę. Powtarza pani doktor, a jakże. Tylko że teraz to chodzi o pani życie osobiste, a nie Gosi, więc nierozumiem, czemu pani doktor wyżywa się na Bogu ducha winnej dziewczynie. O moje życie? Zdumiała się szczerze i dopiero w tym momencie uświadomiła sobie, że pielęgniarka nie mówiła o swojej córce, tylko O matko! Antolka! jęknęła i popędziła do telefonu. A po chwili z nieszczęśliwą miną tłumaczyła do słuchawki: Tak, wiem ale sama pani rozumie: siła wyższa Moja praca czasem wymaga poświęcenia. Szpital, nagłe przypadki, cierpiący pacjenci Lekko zadyszana usiłowała udobruchać podenerwowaną przedszkolankę. Pani Dagmaro, mamy bardzo podobne odczucia przerwała jej tamta bezpardonowo. W szatni, na ławeczce, tuż pod wieszaczkiem z wizerunkiem pieska siedzi mała, nieszczęśliwa, zagubiona, cierpiąca dziewczynka. Boi się, że jak nie będzie chora, to mamusia zupełnie o niej zapomni. Chyba musimy, pani Dagmaro, poważnie porozmawiać. Pani raczy żartować! Obruszyła się. Przecież nie można ode mnie wymagać Zresztą nie będę się pani tłumaczyć dokończyła lodowato. Za chwilę po córkę przyjedzie pani Jadzia. I nie czekając na odpowiedź, przerwała połączenie. Co za bezczelność, pomyślała, wykręcając numer Jadwigi. Jak można porównywać wycieranie nosówi podciąganie majtek smarkaczom z tym, z czym ja tutaj mam na co dzień do czynienia! A poza tym tyle razy powtarzałam: Antolka ma mieć nad wieszakiem muchomora, nie żadne pieski, kotki czy inne sierściuchy! I bez tego cały czas marudzi o chomika, pieska, papugę i tym podobne plugastwa! No nareszcie odetchnęła z ulgą, gdy w słuchawce rozległ się spokojny głos opiekunki. Pani Jadziu, ja na śmierć zapomniałam, że mam dodatkowy dyżur. A właśnie zadzwonili z przedszkola plątała się w zeznaniach. Ale jak to, pani nie ma? To co ja mam teraz zrobić? sarknęła ze złością. Dobrze, coś wymyślę powiedziała i odłożyła słuchawkę. Zabębniła paznokciami o blat biurka. Właściwie nie miała nikogo, kogo mogłaby poprosić o pomoc w opiece nad Antolką. Przyjaciółek żadnych, z mamami innych dzieci z przedszkola trzymała się na dystans. Chłodne dzień dobry i do widzenia stanowczo wystarczały. Nie zamierzała się z nikim fraternizować, bo i po co? Szkoda było tracić czas na jałowe kontakty. Bo co dobrego mogłoby wyniknąć ze znajomości z jedną czy drugą kurą domową, których jedyną ambicją było siedzenie w garach i froterowanie podłogi? Nawet nie umiałaby z nimi rozmawiać I w tym samym momencie przypomniała sobie o wyjątku. A może mama Ali? Oli? Jak jej tam? Uli? Mniejsza o większość, najważniejsze, że miała jej numer telefonu. Pani Jadzia poprosiła o niego kiedyś, gdy owa mama dziecka o trzyliterowym imieniu prosiła o kontakt w sprawie bodajże balu karnawałowego. Oczywiście wtedy Dagmara nie zadzwoniła. Nie miała czasu na coś tak idiotycznie niepoważnego jak przedszkolne zabawy. Ale karteczkę z numerem odruchowo wsunęła do notesu. Na szczęście wciąż tam była. I na szczęście mama trójliterowca odebrała. Dzień dobry, nazywam się Dagmara Górczewska, ale to pewnie pani nic nie mówi Ku swemu zdumieniu poczuła coś na kształt zakłopotania. Górczewska? Mama naszej Antolki, dobrze kojarzę? Głos po drugiej stronie brzmiał niesamowicie sympatycznie i ciepło. Naszej Tak, hmmm No cóż, można tak powiedzieć. Ola i pani córeczka uwielbiają się razem bawić. Po przedszkolu umawiamy się z panią Jadwigą i zawsze chodzimy na ten sam plac zabaw dodała tamta wyjaśniająco. W czymś mogę pomóc? Właśnie, widzi pani, to dość niezręczna sytuacja Bo ja Wzięła głęboki haust powietrza i w tej samej chwili zauważyła stojącego za sobą kolegę, znakomitego chirurga,a w drzwiach pokoju lekarskiego wchodzącą właśnie siostrę oddziałową. I to wystarczyło, żeby zrozumiała, że wyznanie, iż zapomniała o własnym dziecku, za nic nie przejdzie jej przez usta. To by dopiero był młyn na wodę tych wszystkich, którzy tylko czekali na jej najmniejsze potknięcie. Oczami wyobraźni ujrzała te ich miny i półuśmieszki. I te żarciki rzucane przy byle okazji. Absolutnie nie mogła sobie na to pozwolić. Jestem w pracy, pani Jadwiga nie dotarła do przedszkola, źle się poczuła i małej nie ma kto odebrać. Nie niepokoiłabym pani w innej sytuacji, ale mam nóż na gardle. Jadwiga tak ciepło mówi o pani i o Oli zełgała gładko. I tak pomyślałam, że może by pani dokończyła na wydechu. Nie ma najmniejszego problemu, niech pani tylko uprzedzi panią Joasię. Bo nie wiem, czy mi tak po prostu odda dziewczynkę. Oczywiście, już zawiadamiam kogo trzeba. Aha i dziękuję dodała po chwili wahania. Odkładając słuchawkę telefonu, czuła tylko ulgę, że udało jej się wybrnąć z tej jakże niezręcznej sytuacji i pozbyć się kłopotu. Nie przyszło jej nawet do głowy, że przecież mogłaby zwyczajnie poprosić któregoś z kolegów o zastępstwo. I choć ten jeden raz wybrać córkę, a nie pracę. Zapewne. Gdyby tylko dopuszczała takąmożliwość. A prawdę powiedziawszy, nie brała jej w ogóle pod uwagę. Dopiero o wiele później, gdy pojechała odebrać Antolkę, na widok dziewczynki siedzącej w ciasnej, zabałaganionej kuchni, z wyrazem błogości na umorusanej buzi wcinającej naleśnika z jagodami, coś ścisnęło ją za gardło. Rzadko kiedy można było ją zobaczyć tak zadowoloną. I pewnie dlatego, wiedziona głupim, nieprzemyślanym impulsem obiecała małej powtórkę tamtego dnia. Czyli zoo, lody i naleśniki. Ale to było kilka dni temu. Od tamtego czasu wyrzuty sumienia zdążyły wyparować i znów na pierwszy plan wysunęły się grafik, pacjenci i ich choroby. Oraz zniecierpliwienie, gdy Antolka, która notorycznie zapominała o lekcjach muzyki, śpiewu i baletu, akurat w tej sprawie wykazała się niezwykłą czujnością i rewelacyjną wprost pamięcią. Nie zamierzała odpuścić ani nie chciała słuchać tłumaczeń. Do tej pory, słysząc od mamy, że muszą przesunąć plany na jutro, jedynie patrzyła wielkimi, smutnymi oczami, ale dziś coś w niej pękło i zaczęła rozpaczliwie szlochać. Takiej histerii to jeszcze dotąd nie urządziła! Pewnie uważa, że uda jej się w ten sposób coś na mnie wymóc! To dziecko to jeden wielki kłopot, pomyślała z narastającą irytacją Dagmara i z niesmakiem spojrzała na czerwoną, mokrą buzię dziewczynki. Posłuchaj, Antolka, ani zoo, ani lody nie uciekną, pójdziemy jutro Spróbowała ponownie przemówić jej do rozumu, jednocześnie usiłując uwolnić się od zaciśniętych kurczowo ramionek. Cały czas mówisz, że jutro i jutro! A potem go nie ma! Tego jutra. Antolka rozszlochała się na dobre i jeszcze mocniej zacisnęła rączki. Zaraz podrzesz mi rajstopy! Pani Jadziu, niechże pani tu przyjdzie i mi pomoże! krzyknęła w stronę kuchni. Antolka, na miłość boską, nie rób scen! Zniecierpliwiła się na dobre. Pani Jadziu! zawołała, z trudem kryjąc irytację. Już idę, już. Z kuchni wyłoniła się starsza pani i kucnęła obok płaczącej dziewczynki. Tosieńko, puść mamusię, mamusia musi zdążyć na dyżur powiedziała łagodnie i wyciągnęła ku małej pulchne ramiona. Tyle razy pani powtarzałam, żeby nie mówić do córki Tosieńko! To takie pospolite, plebejskie imię! Na każdym kroku się je słyszy! A Antolka już teraz ma się wyróżniać, ma być niepowtarzalna zbeształa opiekunkę. A właśnie, skoro o wyjątkowości mowa: skrzypce! Pan Igor przesunął dziś zajęcia na wcześniejszą godzinę. Dobrze, że sobie przypomniałam. Mała musi ćwiczyć, bo za wolno robi postępy. Zapamięta pani? Godzinę wcześniej Dziecko, na litość boską, zasmarkałaś mispódnicę! Jak ja teraz będę wyglądać! Dość już tego cyrku! Ze złością odepchnęła dziewczynkę. Boże, jaki ty jesteś rozpuszczony bachor! Antolka podniosła na matkę załzawione, nieszczęśliwe spojrzenie. Mamusiu, ale zoo, lody Razem wyszeptała. Nie mam czasu wciąż powtarzać tego samego! żachnęła się. Niech jej pani wytłumaczy, że mamusia ratuje ludzi i żeby zamiast płakać, poczuła dumę! Aha, i niech pani nie zapomni: skrzypce dzisiaj godzinę wcześniej! powtórzyła i z pośpiechem wybiegła na klatkę. Nie płacz, Tosieńko. Pani Jadzia z ciężkim westchnieniem przygarnęła małą do siebie. Usmażę ci całą górę naleśników, a potem przeczytam bajkę, tę twoją ulubioną, ze złą wiedźmą, królewną i dzielnym królewiczem. Pogłaskała ją po głowie. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że z tych bajek to tylko wiedźmy okazują się prawdziwe dodała i znacząco spojrzała na wiszący w przedpokoju płaszcz Dagmary. I właśnie wtedy, słuchając ukochanej pani Jadzi, Antolka zrozumiała dwie rzeczy. Pierwszą, że zła wiedźma, która codziennie zabiera jej mamę, nazywa się dyżur, i drugą, że są dwa rodzaje dzieci. Jedne, które mają mamusie, chodzą z nimi na spacery, jedzą lody i huśtają się na huśtawkach. Te dzieci żyją dziś i nie musząbyć wyjątkowe. Za to ich mamusie nie mają dyżurów i nie muszą ratować świata. Zamiast tego łaskoczą swoje córeczki i razem z nimi zaśmiewają się do łez. Chodzą z nimi do zoo i smażą naleśniki. Tak jak mamusia Oli. Ale są też inne dzieci, które muszą się wyróżniać i cały czas starać. Muszą umieć grać na skrzypcach i pięknie śpiewać, i tańczyć, nawet jak zupełnie nie potrafią. Ich mamusie nie turlają się z nimi po dywanie ani nie robią babek w piaskownicy. Czasem tylko, gdy są zadowolone, potrafią się uśmiechnąć i pogłaskać dziecko po głowie. I tyle. Kropka. Czasem też, gdy dzieci naprawdę się dobrze spiszą, wieczorem taka mamusia podchodzi do łóżeczka i mówi córeczce dobranoc. Ale to zdarza się niezmiernie rzadko. Antolka lubiła sobie wyobrażać, że mamusia czeka, aż ona zaśnie, i wtedy podchodzi i otula ją kołdrą, i może nawet całuje w czoło. Te dzieci, które mają mamusie ratujące świat, żyją jutro. Jutro pójdą do zoo, jutro upieką ciasteczka. Muszą tylko cierpliwie czekać, aż ono nadejdzie. I Antolka zrozumiała, że jest dzieckiem jutrzejszym. I nic nie mogła poradzić na to, że zaczęła się bać, że jej jutro nigdy nie nadejdzie. Od tamtej chwili wiele się zmieniło. Wtedy oddałaby wszystko, żeby matka z nią została, teraz odczuwała ulgę, gdy znikała jej z oczu. Stara wiedźma Dyżur zmieniła się we wróżkę. Ale to drugie pozostawało wciąż aktualne. Przestała wprawdzie być jutrzejszym dzieckiem, zamiast tego stała się jutrzejszą dziewczyną. Życie zaczyna się od jutra szepnęła, stając przed lustrem i krytycznie przyglądając się swemu odbiciu. Tym razem słowa, które powtarzała wielokrotnie, niosły ze sobą coś więcej. Mityczne jutro w końcu miało nadejść. Musiała przetrwać tylko ten jeden dzień i jedną noc. A potem, potem wszystko się rozstrzygnie i paradoksalnie to właśnie matka zadecyduje, jakie to jutro będzie. Antolka postanowiła dać jej ostatnią szansę, choć w duchu wiedziała, jak to wszystko się skończy.Oby tylko matka zechciała dziś odpuścić. Oby Rozmyślania przerwał jej dźwięk komórki. Na ekranie wyświetliło się imię jej przyjaciółki. Ola, chyba telepatycznie wyczułaś, że potrzebuję wsparcia. Uśmiechnęła się, przyciskając telefon do ucha. Niestety, muszę cię rozczarować i pozbawić złudzeń co do moich paranormalnych zdolności. Przed momentem spotkałam twoją uroczą sąsiadkę a naszą wredną koleżankę Wiolę weszła jej w słowo Antolka. Skąd wiedziałaś? zdziwiła się Ola teatralnie. Zestawienie wredna i sąsiadka naprowadziło mnie na właściwy trop. Antolka otworzyła szafę i przymknęła oczy, po czym na chybił trafił wyciągnęła wieszak. No i co z tą Wiolą? Z zadowoleniem popatrzyła na czerwoną spódnicę. Otóż, moja droga, Wiola konspiracyjnym szeptem powiedziała mi, że do późna w noc z waszego mieszkania dochodziły krzyki, a co więcej i tu uważaj padały zwroty niecenzuralne. No patrzcie, jaka purystka się z niej zrobiła! Zwroty niecenzuralne! A nie, nie, nie. Zwroty niecenzuralne to moja interpretacja tego, co usłyszałam. Bo jeżeli chodzi o Wiolę, to ona ma raczej w zwyczaju mówić wprost, co myśli,i z rumieńcem na swym wychudłym i zwykle bladym obliczu powiedziała obrazowo, że rzucałaś kurwami na prawo i lewo, ale wolałam ci tego oszczędzić, żebyś się nie denerwowała. Hmmm Chyba mi jednak nie wyszło połapała się poniewczasie. No rzeczywiście, ty jesteś skazana na prawdomówność. Antolka parsknęła niepohamowanym śmiechem. Nigdy nie umiałaś kłamać. Zawsze się wysypiesz. To dlatego, że dużo mówię, za to styl mam kwiecisty i słownictwo bogate odparła ze śmiechem Ola. Ale wracając do tematu, rozumiem, że matka nie odpuściła? Niestety nie. Zresztą to było do przewidzenia. Na szczęście już wyszła. Choć zapowiedziała, że jak przyjdzie, to wrócimy do naszej uroczej pogawędki. No popatrz, ja to mam w planach prozaiczne sprzątanie mieszkania, czyszczenie kuwety i pomaganie bratu w lekcjach, a u ciebie pot, krew i łzy. Walka o własną tożsamość niemalże. Jak tak mówisz, brzmi to nawet patetycznie i dumnie. Niestety rzeczywistość rozczarowuje, bo znów się skończy na skakaniu sobie do oczu, rzucaniu mięsem, pretensjach i demonstracyjnym trzaskaniu drzwiami. Jedyne, co może mnie przed tym uchronić, to jakiś nagływypadek albo na ten przykład milutki stan krytyczny Antolka rozmarzyła się. Tak, to z pewnością zatrzymałoby matkę w szpitalu, a tym samym odwróciło jej uwagę od mojej skromnej osoby. Chociaż znając życie, to właśnie, jak na złość, dziś trafią się jej same nudne, stabilne przypadki. Wiesz, jeżeli jedno z drugim się wiąże, to może powinnaś częściej spinać się z matką zauważyła Ola. W tej samej chwili w słuchawce coś jakby chrzęsnęło. Co z czym się wiąże? nie zrozumiała Antolka. A w ogóle to strasznie źle cię słyszę. Bo zeszłam do piwnicy. Grzybków w occie szukam, mama obiecała zawieźć kuzynce. Wiesz, tej w ciąży Tej, co to ostatnio o trzeciej w nocy waliła do waszych drzwi, bo przypomniała sobie, że podarowała twojej mamie na urodziny maszynkę do gofrów? Tej samej. Tyle tylko, że to nie ona waliła, ale jej zdesperowany małżonek, ona w tym czasie, szlochając, szorowała podłogę sprostowała Ola. O trzeciej w nocy? Antolka zdumiała się niebotycznie. Co chcesz, po prostu znienacka dopadł ją instynkt wicia gniazda połączony z nieprzepartą ochotą na gofra z bitą śmietaną. A gofry o trzeciej nad ranem były nie do zdobycia. A Andrzej Czekaj, bo kompletnie się pogubiłam. Kim jest Andrzej? Mężem, przyszłym ojcem i na mój gust ofiarą. Aha, okay. To co z nim? Nie mógł wrócić do domu bez gofra, bo kuzynka zarzuciła mu, że zupełnie nie wie, co będzie z ich synem, skoro on nawet matki swojego dziecka nie potrafi wykarmić. Matki, która rozumiesz na kolanach, utytłana w brudnych mydlinach gniazdo wije dla ich wspólnego potomstwa. Mówię ci, biedny Andrzej miał obłęd w oczach. W słuchawce zagrzechotało i zabrzęczało. No, a teraz Ewuni się zmieniło. Porzuciła gofry i zażera się grzybkami. Wyżarła już wszystkie zapasy swoje, swojej matki i babki i Andrzej zapobiegawczo zbiera marynaty po znajomych i rodzinie. Ale czekaj, bo my o czymś innym mówiłyśmy. A rzeczywiście, skończyłyśmy na tym, że twoim zdaniem powinnam się częściej kłócić z matką. No tak, bo skoro to skutkuje tym, że nie ma tych wszystkich wypadków, stanów krytycznych, zejść śmiertelnych, to uratowałabyś jeśli nie połowę ludzkości, to z pewnością dość wielu mieszkańców Warszawy. Kto wie? Może zrobiłabyś na tym nawet majątek. Wiesz, ilu byś miała klientów? Pani Antolko, kochana, no tylko parę malutkich sprzeczek, dopóki babunia nie wyjdzieze szpitala. Miałabyś specjalny cennik, na przykład sprzeczka, kłótnia i dzika awantura Olka, ty powinnaś zacząć spisywać to wszystko, co teraz wymyślasz przerwała jej Antolka. Wymyślam, żeby cię oderwać od niewesołych myśli. Głos przyjaciółki nagle spoważniał. No, przecież wiem. I doceniam. Słuchaj, dziś to pewnie nie dam rady, a i ty masz co robić, ale jutro może byśmy skoczyły na lody? Pewnie i tak nie zmieszczę się w zeszłoroczny kostium, a wyjeżdżamy już za dwa dni, więc schudnąć nie schudnę, a umartwiać się nie ma co. Olka beztrosko się zaśmiała. To co? Łapiemy się na telefon? Łapiemy. Ja zadzwonię dodała Antolka, po czym rozłączyła się i odłożyła telefon na parapet obok rozłożystego fikusa. Popatrzyła na roślinkę w zamyśleniu i z roztargnieniem sprawdziła, czy ma wilgotną ziemię. No co tam, skarbie? zagadnęła, usuwając zżółkły listek. Dobrze to wymyśliłam, prawda? Lepiej, żebym to ja do niej zadzwoniła, jak już będzie po wszystkim i moje jutro się zacznie, no nie? Tym bardziej że będę musiała się przygotować, bo Olka mi tak łatwo nie daruje tego, że jej nic nie powiedziałam. Ale wiesz, stary,jak jest. Są rzeczy, z których można się zwierzyć tylko fikusowi dodała i słysząc, jak to brzmi, parsknęła cicho śmiechem, po czym popukała się znacząco w głowę. Wariatka ze mnie mruknęła i wsunęła do wieży płytę z muzyką poważną. Posłuchaj sobie, podobno lepiej ci się przy tym rośnie. Zgarnęła z łóżka czerwoną spódnicę i niespiesznie udała się do łazienki. Antolkę możecie już kupić w popularnych księgarniach internetowych: https://www.granice.pl/news/zycie-zaczyna-sie-od-jutra-przeczytajcie-fragment-nowej-powiesci-magdaleny-kordel/8529Wed, 17 Jul 2019 10:20:35 +0200Co się stało z Iwoną Wieczorek? Właśnie mija 9 lat od jej zaginięciaHistoria Iwony Wieczorek, która zaginęła 17 lipca 2010 r., wracając do domu z sopockiego klubu Dream Club, mimo upływu 9 lat nadal interesuje dziennikarzy i porusza zwykłych ludzi. W listopadzie 2018 roku ukazała się nawet książka Co się stało z Iwoną Wieczorek?pióra Janusza Szostaka, reportera i prezesa Fundacji Na Tropie. Autor twierdzi, że odpowiedź na pytanie, co stało się z nastoletnią mieszkanką Gdańska, znajduje się w pierwszym rozdziale tej wydanej nakładem Wydawnictwa Harde książki. Jest ona wynikiem jego reporterskiego śledztwa oraz analizy niemal 40 tomów policyjnych akt, rozmów z osobami związanymi z dramatem i funkcjonariuszami policji. Śledztwo w sprawie zaginięcia Iwony Wieczorek prowadziła Komenda Wojewódzka Policji i Prokuratura Okręgowa w Gdańsku. W poszukiwania kobiety zaangażowani byli również Łowcy cieni, policjanci z Poznania specjalizujący się w tropieniu najbardziej niebezpiecznych przestępstw, detektywi, jasnowidze, radiesteci. Podczas śledztwa przesłuchano 300 świadków, a także przeszukiwano pas nadmorski i okolice, które mogły być związane z jej zaginięciem. We wrześniu 2018 roku akta dotyczące śledztwa trafiły do Prokuratury Krajowej w Warszawie, a w pierwszej połowie tego roku zostały przekazane do ,,Archiwum X", będącego częścią Wydziału Zamiejscowego Departamentu doSpraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej w Krakowie. Co roku w Polsce, według danych policji, znika niemal 20 tysięcy osób. Większość z nich wraca do domu lub zostaje odnaleziona. Niektórzy przepadają bez wieści. Bliscy przeżywają katusze niewiedzy, nie mogąc przez lata poznać prawdy o życiu lub śmierci zaginionego ojca, żony, syna. Losy niektórych z nich, jak np. Ewy Tylman, Eweliny Bałdygi, Marzeny Cichockiej, Anny Garskiej, Krzysztofa Olewnika, opisano w książce Urwane ślady, także autorstwa Janusza Szostaka dziennikarza, reportera śledczego, wydawcy prasy lokalnej oraz magazynu kryminalnego Reporter, którego jest redaktorem naczelnym. Kierował działami sensacji i reportażu w Expressie Wieczornym, gdzie zajmował się głównie przestępczością zorganizowaną w Polsce. Współpracował jako reportażysta z licznymi redakcjami. Autor udzielił nam wywiadu, w którym opowiadał o swojej pracy.Jeśli jesteście ciekawi, co jego zdaniem mogło stać się z nastolatką z Gdańska, sięgnijcie po książkę Co się stało z Iwoną Wieczorek?Oto jedna z teorii zaprezentowanych w publikacji: Analizując sprawę zniknięcia Iwony Wieczorek, Marek Siewert, analityk Komendy Głównej Policji, stwierdził: Nadal uwzględniać należy zaistnienie takiego zdarzenia bezpośrednio w sąsiedztwie domu. Moim zdaniem jest to bardzo prawdopodobna hipoteza. Gdyż pod domem na nastolatkę mógł czekać jej morderca. Osoba, którą znała i której się nie obawiała. Mało prawdopodobne, by porywaczem i zabójcą Iwony Wieczorek była przypadkowa osoba. Także atak na nadmorskim bulwarze, a nawet w alejkach parkowych wydaje się nierealny. Przypomnijmy, że Piotr Kinda, ojczym Iwony, zeznał, że obudził się około 4.00 i usłyszał przez otwarte okno głos Adrii. Pomyślał, że rozmawia ona z Iwoną i razem wracają do jej domu, gdzie miały nocować. Tak to wspomina Iwona Kinda w rozmowie ze mną: Było wtedy bardzo ciepło. Mieliśmy w sypialni otwarte okno. Około godziny 3.00-4.00 słychać było jakieś głosy. Piotr zawsze wstawał w tym czasie. Usłyszał głos Adrii: Iwona, Iwona, Iwona. Pomyślał, że znowu się kłócą. Ja wtedy mocno spałam, bo miałam ciężki dzień i musiałam rano iść do pracy. Więc tak na wpół śpiąca, w letargu, przytaknęłam mu, że pewnie się kłócą i Iwona zaraz przyjdzie do domu. Odwróciłam się na drugi bok i spałam dalej. Rano patrzę Iwony nie ma. Zauważyłam też, że nie ma moich nowych butów. Zabrała mi buty, takie nowe szpilki. Wkurzyłam się wtedy na nią, od razu wzięłam telefoni zadzwoniłam, bo zezłościłam się o te buty. Wie pan, jak to jest, to normalne. Ale wówczas Iwona miała już wyłączony telefon. Słysząc rozmowę dziewczyn pod blokiem, myśleliśmy, że one są na osiedlu we dwie. Później okazało się, że była to rozmowa telefoniczna Adrii z Iwoną. Rozmawiając o godzinie 3.36, dziewczyny ustaliły, że Adria wystawi rzeczy Iwony na balkon, żeby swobodnie mogła je stamtąd zabrać. Adria mieszkała na parterze. Dziewczyny kłóciły się jeszcze chwilę, gdy Adria była już pod klatką schodową swojego bloku. W czasie tej rozmowy Iwona zarzucała jej, że zostawiła ją samą w Sopocie. Z analiz billingów dziewczyn wynika, że ostatnia rozmowa oraz ostatnie esemesy, jakie wymieniły, miały miejsce o 3.42-3.43. O 4.00 Adria wysłała jeszcze koleżance esemesa z potwierdzeniem, że rzeczy są na balkonie. Ale ten komunikat nie dotarł już do Iwony. Ponieważ jednak uprzedzała, że rozładowuje jej się telefon, koleżanka nie była zdziwiona, że kontakt się urwał. Zapewne właśnie tę rozmowę telefoniczną słyszał Piotr Kinda. Ale czy Iwona nie mogła dotrzeć pod swój dom? W aktach sprawy znajdują się zeznania Mai Ż., która twierdzi, że jej znajoma z pracy opowiadała, iż brat jej męża rzekomo widział, jak tej nocy ktoś siłą wciągał Iwonę Wieczorek do czarnego samochodu: W nocy, kiedy zaginęła Iwona Wieczorek, jej szwagra, który mieszka na tym samym osiedlu, miał obudzić pisk opon samochodu, () miał wstać z łóżka i widzieć z balkonu, czy też z tarasu mieszkania, jak Iwona Wieczorek jest siłą wciągana do samochodu koloru czarnego, marki nie podał. (...) Zapytałam ją, czyzgłosił to policji. A ona odburknęła Policja jest od tego, by szukać i dodała, że Iwona Wieczorek sobie na to zasłużyła, gdyż jej szwagier często ją widział, jak siedziała na chodniku w krótkiej sukience i piła z chłopakami alkohol. On mieszka na tym samym osiedlu, co Iwona Wieczorek zeznała Maja Ż., dodając: Z tego, co mi powiedziała znajoma, jej szwagier miał już być przesłuchany w tej sprawie. Ale on nic nie powiedział, ponieważ Iwona nie szanowała się, ubierając tak, że jej prawie było tyłek widać. Ona takich słów użyła, mówiąc o tym. Policja rzeczywiście przesłuchała mężczyznę, który rzekomo miał widzieć uprowadzenie nastolatki. Zeznał, że mieszka w tym samym bloku, co Adria S., a Iwona mieszkała w bloku obok: Często je razem widywałem. Pamiętam nawet ten dzień, jak wychodziły na imprezę razem, ładnie ubrane, szły pod rękę chodnikiem w stronę Biedronki. Nie pamiętam dokładnie godziny, ale tej nocy Iwona zaginęła. O tym jednak dowiedziałem się dopiero kilka dni później z plakatów na osiedlu i z mediów. Ja o tej sprawie jednak nic więcej nie wiem. Widziałem tylko, jak Iwona z Adrią często imprezowały między blokami. Nie widziałem, aby ktoś ją wciągał do samochodu. Gdybym widział, jak ktoś porywa Iwonę Wieczorek, to powiadomiłbym natychmiast policję. Pamiętam tylko, jak Adria stała pod blokiem i płakała, to było wtedy, jak już wszyscy szukali tej Iwony. Wokół niej było kilka osób. Iwona była spokojną dziewczyną, całe to towarzystwo było pod wpływem Adrii stwierdził, odżegnując się od opowieści znajomej swojej szwagierki: Nic nie wiadomo mi o tym, jak Iwona zaginęła. Nic nie widziałem, by wsiadała do jakiegoś ciemnego auta czy też została do niego wciągnięta.Nie mam pojęcia, jak zaginęła zastrzegał sąsiad nastolatki. Wykluczone, bym widział, jak ktoś ją porywa. Na pewno powiedziałbym o tym i zgłosił się na policję. To tak, jakby mi dziecko porwali. Z całą pewnością zgłosiłbym się na policję. Czy mężczyzna mówi prawdę, czy też w obawie o swoje bezpieczeństwo nie chciał powiedzieć policji, co widział nad ranem 17 lipca 2010 roku? Pytań i wątpliwości przybywa wraz z lekturą akt, poznawaniem materiału dowodowego i opowieściami następnych rozmówców. Kolejnym świadkiem, który twierdził, że widział Iwonę Wieczorek, jest sąsiad mieszkania, gdzie w niedzielę 18 lipca 2010 roku zatem dzień po zaginięciu miała się odbywać impreza. Jest to lokal często wynajmowany studentom: Początkowo było spokojnie. Po godzinie 22 na balkon wyszła grupka osób. Zachowywali się bardzo głośno, sąsiadka zaczęła ich uspokajać. Wyjrzałem i zobaczyłem na balkonie młodą kobietę oraz dwóch mężczyzn. Gdy w telewizji zobaczyłem jej zdjęcia, od razu byłem pewny, że wtedy na balkonie widziałem właśnie Iwonę Wieczorek. Jestem pewny, że na balkonie padło imię Iwona. Miała chyba jakąś sukienkę, a na szyi łańcuszek albo korale relacjonuje świadek. Słyszał też rozmowę młodych ludzi. Jedziemy do Berlina miała powiedzieć kobieta. A co na to mama? zapytał jeden z mężczyzn. Mam wyrozumiałą mamę odpowiedziała rzekomo dziewczyna. Świadek poszedł wtedy zgłosić to dzielnicowemu, ale go nie zastał. Potem sprawa przycichła i pomyślał, że dziewczyna odnalazła się. Dopiero później w telewizji znowu usłyszał o poszukiwaniach i ponownie udał się na policję. Ludzie, których wtedy widział, mieszkali tam około pięciu, sześciu dni. Później już ich nie spotkał. Z kolei jeden z policjantów zajmujących się tą sprawą wspomina zdarzenie ze stycznia 2012 roku: Kolega zapytał mnie: A ty nie myślałeś, że ona wróciła do domu?. To było zaraz po sprawie matki Madzi z Sosnowca, która opowiadała, że rzekomo dziecko jej ukradli, a sama je zabiła. I co, jeśli wróciła? staram się rozwinąć temat. Coś tam się mogło stać? Czy ponownie wyszła z domu? O to, czy Iwona mogła tego ranka wrócić do domu i ponownie stamtąd wyjść, pytam Iwonę Kindę. Nie ma możliwości, żeby ona wtedy po cichu weszła do domu. Zamek w mieszkaniu był taki, że słyszelibyśmy hałas. Ponadto mieliście psa. Szczekałby zapewne? Nadal go mamy, to jest york. Nazywa się Kika i ma już 13 lat. Bardzo tęskniła za Iwoną, ona z nią spała, bardzo to przeżyła. Policja sprawdzała także panią i pani rodzinę. W tej sprawie byłam jedną z głównych podejrzanych, zresztą cała moja rodzina została przesłuchana. Ludzie gadali takie rzeczy, że niby ją trzymam w piwnicy i temu podobne. Wówczas moim mężem był Piotr Kinda, żyliśmy razem ponad 20 lat. Ale, niestety, ta sytuacja go przerosła. Po raz kolejny wyszła pani za mąż i zmieniła nazwisko. Jednak w mediach i w tej książce używa pani nazwiska byłego męża. Dlaczego? Pod tym nazwiskiem występowałam w sprawie zaginięcia Iwony i nie chcę teraz mieszać ludziom w głowach. Poza tym chcę chronić moich bliskich od szumu medialnego związanego z tą sprawą. Zapytam wprost: czy pani były mąż mógł cokolwiek zrobić Iwonie? On nie mógł jej nic zrobić, bał się nawet myszy czy pająka. Jeśli czytał pan akta, to wie doskonale, że bardzo prosiłam, by sprawdzono każdego członka mojej rodziny, w tym Piotra. Chciałam, żeby sprawa była jasna. Chciałam wiedzieć, czy mógł się do tego przyczynić. Nie wiemy naprawdę, czy Iwona wróciła do domu, czy choćby tylko pod dom. I co ewentualnie tam się stało. Pytań jest zbyt dużo, a poszczególne wersje nie są eliminowane stwierdza tajemniczo mój policyjny rozmówca. Książkę Co się stało z Iwoną Wieczorek? możecie kupić w popularnych księgarniach internetowych: https://www.granice.pl/news/co-sie-stalo-z-iwona-wieczorek-wlasnie-mija-9-lat-od-jej-zaginiecia/8528Wed, 17 Jul 2019 09:55:04 +0200Popularna powieść Colleen Hoover zostanie zekranizowana!Mamy dobrą wiadomość dla wszystkich fanów twórczości Colleen Hoover! Jedna z ostatnich książek autorki, It Ends With Us zostanie zekranizowana! Colleen Hoover to poczytna amerykańska pisarka powieści dla młodzieży oraz literatury kobiecej. W 2017 roku nakładem Wydawnictwa Otwartego premierę miała powieść It Ends With Us, która dla wielu czytelniczek uważana jest za jedną z najpiękniejszych historii napisanych przez Hoover. Teraz wiemy już, że It Ends With Us zostanie zekranizowana! Za ekranizację odpowiedzialny ma być zaś Justin Baldoni, świetnie znany amerykańskim widzom i użytkownikom serwisu Netflix. O planach ekranizacji poinformowało Variety, a informację tę podała dalej sama autorka. Justin Baldoni jest amerykańskim aktorem, na swoim koncie ma także parę filmów, których był reżyserem. Mężczyzna wciela się m.in. w postać Rafaela Solano w emitowanym na Netfliksie serialu Jane the Virgin. Baldoni będzie realizował produkcję ekranizacji wraz z firmą Wayfarer Entertainment, która w ostatnim czasie odpowiedzialna była m.in. za młodzieżowy romans Trzy kroki od siebie film reżyserowany zresztą przez Baldoniego. It Ends With Us przedstawia losy Lily Bloom niepokornej kwiaciarki, który własny sklep otworzyła dla osób nielubiących kwiatów. Niebawem kobieta poznaje Rylea lekarza, który z wzajemnością odpowiada na jej uczucia. Jednak życie nie wygląda jak z bajki. Sekrety związku Lily i Rylea jest w stanie zauważyć tylko dawny przyjaciel kobiety, Atlas Corrigan. Dawniej to Lily była dla niego bezpieczną przystanią, jednak teraz to ona potrzebuje pomocy. Nie zawsze mamy bowiem tyle siły, by zmierzyć się z tym, co sprawia nam cierpienie. Obecnie projekty ekranizacji są dopiero na etapie planów przez studio filmowe. Nie wiadomo, kiedy ostatecznie film pojawi się na wielkich ekranach. Znacie twórczość tej autorki? Będziecie oglądać film? Fot. Justin Baldoni - Dominick D. (CC BY-SA 2.0.) / Flickr.com (zdjęcie uzupełniono o okładkę It Ends With Us, CC BY-SA 2.0.) https://www.granice.pl/news/popularna-powiesc-colleen-hoover-zostanie-zekranizowana/8527Wed, 17 Jul 2019 09:49:13 +0200Myślałam, że ten tu był wyjątkiem... Fragment książki „Chłopiec jeden na milion"Historia ludzkiego życia nigdy nie zaczyna się na początku. Czego oni was uczą w tej szkole? Tak mówi 104-letnia Ona Vitkus 11-letniemu zbzikowanemu na punkcie rekordów Guinnessa chłopcu, którego przysłano, by pomagał jej w każdy sobotni poranek. Podczas gdy on napełnia karmniki dla ptaków i sprząta w ogrodowej szopie, Ona opowiada mu o swoim długim życiu. Wkrótce zaczyna wyjawiać mu sekrety, które ukrywała przez dziesięciolecia. Pewnej soboty chłopiec przestaje się pojawiać. Ona zaczyna myśleć, że wcale nie jest taki wyjątkowy, ale wtedy na jej progu pojawia się jego ojciec. Quinn Porter, gitarzysta wiecznie nieobecny w życiu rodziny, zdeterminowany jest, by dokończyć szlachetny czyn syna. Matka dziecka nie pozostaje daleko w tyle. Ona natomiast odkryje, że świat może nas zaskoczyć niezależnie od wieku i że czasem współdzielenie straty jest jedynym sposobem na to, by na powrót odnaleźć samego siebie. Chłopiec jeden na milionto wielowarstwowa powieść o złamanych sercach, których na pozór nie da się naprawić, a które znów zaczynają bić szybciej dzięki zdumiewającej sile ludzkiego poświęcenia. Do lektury powieści Moniki Wood zapraszaWydawnictwo Papierowy Księżyc, a dziś w naszym serwisie prezentujemy premierowe fragmenty tej książki: Rozdział 1 Czekała na niego albo na kogoś innego chociaż nie uprzedził jej telefonicznie. Gdzie jest chłopiec? zapytała z ganku. Nie dał rady przyjść powiedział. To pani jest panią Vitkus? Przyszedł napełnić jej karmnik dla ptaków, wynieść śmieci i poświęcić godzinę, żeby zadbać o jej dom. Chociaż tyle mógł zrobić. Spojrzała na niego z irytacją. Jej twarz była pomarszczona jak skórka zwiędniętego jabłka, zupełnie pozbawiona koloru, jeśli nie liczyć niepokojąco wyrazistych oczu. Moje ptaki zgłodniały powiedziała. Nie daję sobie rady z wchodzeniem na drabinę. Jej głos brzmiał jak potłuczone szkło. Pani Ona Vitkus? Aleja Sibley 42? Jeszcze raz sprawdził adres. Żeby tu dotrzeć, musiał przejechać całe miasto dwoma autobusami. Zielony domek przycupnął między drzewami na końcu ślepej uliczki, dwie przecznice od supermarketu Lowes i kilka kroków od szlaku turystycznego. Stojąc na podjeździe, Quinn w równym stopniu słyszał świergot ptaków jak odgłosy samochodów z drogi. Panna powiedziała wyniośle. Wyłapał w jej głosie delikatny ślad jakiegoś obcego akcentu. Chłopiec o tym nie wspominał. Pewnie trafiła tu z falą imigrantów przez Ellis Island. Tydzień temu też nie przyszedł stwierdziła. Ci dzisiejsi chłopcy nie potrafią doprowadzić nic do końca. Nic na to nie poradzę odpowiedział Quinn z nagłą ostrożnością. Przyjechał tu, spodziewając się uroczej staruszki o rumianych policzkach. Tymczasem cały dom przypominał norę wiedźmy, z ponurymi rabatami kwiatowymi, ostro zakończonymi lukarnami i dachówką w kolorze strzechy. Zdawało mi się, że mieli uczyć tych chłopców posłuszeństwa. Mieli być gotowi, uprzejmi i posłuszni uprzejmi, posłuszni i Postukała się delikatnie w czoło. I szlachetni podsunął Quinn. Chłopca już nie było, odszedł. Ale Quinn nie był w stanie powiedzieć tego na głos. Szlachetni i pełni szacunku powiedziała kobieta. To właśnie obiecują. Przysięgają. Myślałam, że ten tu był wyjątkiem. Znowu słabe echo akcentu: coś szorstkiego w spółgłoskach, ale nic, co mogłoby wychwycić ucho przeciętnego człowieka. Jestem jego ojcem powiedział Quinn. Domyśliłam się. Skuliła się w swojej pikowanej kurtce. Nosiła też czapkę z pomponami, choć był koniec maja, trzynaście stopni i słońce stało wysoko na niebie. Zachorował? Nie odpowiedział Quinn. Gdzie jest ziarno dla ptaków? Staruszka zadrżała. Jej nogi w pończochach wyglądały jak trzonki od grabi wciśnięte w małe czarne buty. Za szopą powiedziała. Obok drzwi, chyba że chłopak je przestawił. Ma czasem takie pomysły. Tam jest też drabina. Ale jesteś wysoki. Może nie będziesz jej potrzebował. Zmierzyła go wzrokiem, jakby planowała zabrać mu ubrania. Gdybym powiesił ten karmnik niżej zaczął mogłaby pani sama go sobie napełniać. Staruszka wbiła pięści w biodra. Czuję się tym urażona odpowiedziała. Nagle jej głos się zmienił, jakby miała się zaraz rozpłakać. Ta nieoczekiwana zmiana sprawiła, że Quinn wziął się do działania. Zajmę się tym stwierdził. Będę w środku. Pokazała sękatym palcem na drzwi. Równie dobrze mogę nadzorować twoją pracę przez okno. Mówiła z zapałem, który zdawał się zadawać kłam jej fizycznej słabości. Po raz pierwszy Quinn zwątpił w słowa Belle, która twierdziła, że Ona Vitkus ma sto cztery lata. Od śmierci chłopca Belle miała problemy z oceną rzeczywistości. Quinn był przerażony jej żalem, tym, jak zmieniło ją jej cierpienie. Chciał jej jakoś pomóc, ale nie miał talentu do żadnych bardziej ludzkich odruchów niż do pokornego wysłuchiwania poleceń w ramach pokuty. I dlatego właśnie skończył tutaj, na rozkaz swojej dwukrotnie już byłej żony, aby doprowadzić do końca dobry uczynek syna. Szopa miała podwójne drzwi pokryte łuszczącą się farbą. Zawiasy wyglądały, jakby ktoś je ostatnio naoliwił. W środku znalazł drabinę ze złamanym szczeblem. Śmierdziało zwierzęciem nie psem czy kotem, czymś mniejszym, może myszami. Albo chudymi, wyleniałymi szczurami z wielkimi zębami. Pordzewiałe narzędzia ogrodowe wisiały na przeciwległej ścianie, z ostrzami skierowanymi do zewnątrz. Zastanawiał się, na ile sposobów chłopcu mogła stać się krzywda w czasie tych jego cotygodniowych misji miłosierdzia. Mogło spaść na niego drewno na opał albo mogły go pogryźć szkodniki ryzyko ukryte za piękną fasadą dobroczynności 23 Drużyny. Ale chłopcu nigdy nie stała się tu krzywda. Sam mówił, że czuł się tu natchniony. Quinn znalazł ziarno dla ptaków w plastikowym wiadrze. Rozpoznał je; kiedyś trzymał w nim szpachlówkę, którą naprawiał ściany garażu Belle, jeszcze przed ich ostatecznym rozstaniem, zanim zmieniła jego salę prób w magazyn farb, rozcieńczalników, środków na chwasty i zapasowych opon. Wewnątrz znalazł wielką miarkę do nabierania ziarna, czerwoną jak wiśnia i błyszczącą, wesołą niczym jakiś rekwizyt w jasełkach. Na półce obok zauważył dziewięć kolejnych miarek, wszystkie takie same. Chłopiec był zbieraczem. Kolekcjonował rzeczy, dla których nie można było znaleźć uzasadnienia. W przeddzień pogrzebu Belle otworzyła drzwi jego pokoju, pouczając Quinna, że może się rozejrzeć, ale niech niczego nie dotyka. Więc liczył. Ptasie gniazda: 10. Egzemplarze Żółtego psiska: 10. Latarki: 10. Świnki-skarbonki: 10. Podręczniki skautingu: 10. Miał patyczki po lizakach, żołędzie, miniaturowe szpulki, takie, jakie można znaleźć w zestawach do szycia dla pań, wszystko poukładane po dziesięć sztuk. Jeden komputer, dziesięć podkładek pod myszkę. Jedno biurko, dziesięć piórników. To zbieractwo, jak twierdziła Belle, było odpowiedzią chłopca na niedostatek ojcowskiej uwagi, która kapała niczym woda z zepsutego kranu. Zastanów się powiedziała mu kiedyś dlaczego jedenastoletni dzieciak upierałby się, żeby trzymać zapasowe egzemplarze każdej rzeczy, której potrzebuje? Bo jest z nim coś nie tak, pomyślał Quinn w odpowiedzi. Ale tego poważnego dnia obserwowali tylko pokój w milczeniu. Nim Belle wyprowadziła go za drzwi, Quinn złapał dziennik chłopca notes na spirali, format B6, klasyczna czerń i wcisnął go do kieszeni kurtki. Zostawił dziewięć innych notesów, wszystkie jeszcze zafoliowane. Wsypując ziarno do karmnika panny Vitkus, Quinn wyobrażał sobie resztę 23 Drużyny radośnie realizującej swoje dobre uczynki wobec bardziej atrakcyjnych potrzebujących staruszek, takich, które spędzały czas na dzierganiu różowych narzutek. Drużynowy Ted Ledbetter, nauczyciel z gimnazjum i samotny ojciec, podobno zakochany w leśnych wędrówkach, prawdopodobnie wcisnął pannę Vitkus dzieciakowi, który najmniej narzekał. Teraz kobieta stukała w okno, ponaglając Quinna, by wziął się do roboty. Panna Vitkus rozciągnęła blisko dziesięciometrową linkę między domem a rosnącą nieopodal brzozą i obwiesiła ją całą karmnikami dla ptaków. Ze swoimi prawie stu dziewięćdziesięcioma centymetrami wzrostu Quinn nie potrzebował drabiny, ale chłopiec, który był niski i drobny, z pewnością musiał jej używać. Quinn też był mały w wieku jedenastu lat, dopiero kolejnego lata nagle wystrzelił w górę, wyrastając ze wszystkich ubrań i cierpiąc na bóle kości oraz mięśni. Pewnie chłopiec też byłby wysoki. Wysoki zbieracz. Wysoki kolekcjoner, odliczający tajemnicze przedmioty. Quinn zaczął od karmników wiszących najbliżej drzewa. Gdy tylko otworzył pierwszy karmnik, zleciały się ptaki, obsiadając drżące na wietrze gałęzie. Sikorki, domyślił się. Przez ostatnie dwa tygodnie dużo się dowiedział z uważnego, kształtnego, staromodnego pisma jego syna. Sądząc po jego dzienniku, chłopiec przyszły Eagle Scout[1], tajemniczy owoc nieodpowiedzialnych lędźwi Quinna postawił sobie za cel zdobycie sprawności ornitologa przyznawanej za rozpoznawanie gatunków ptaków. Panna Vitkus uchyliła okno. Biorą cię za chłopca zawołała do niego, przekrzykując trzepot skrzydeł. Macie takie same kurtki. Świeże powietrze tępo i bezlitośnie wypełniało mu płuca. Panna Vitkus obserwowała go, sweter marszczył się na jej zapadniętej klatce piersiowej. Gdy nie odpowiedział, zamknęła okno.Kiedy skończył z karmnikami i skosił trawnik, Quinn wrócił do domu panny Vitkus. Staruszka stała w drzwiach, czekając na niego. Prawie nie miała włosów, tylko pojedyncze białe kłaczki, które skojarzyły mu się z puszkiem dmuchawca. Zawsze potem daję mu ciasteczka powiedziała. Nie, dziękuję. To część obowiązku. Wszedł więc do środka bez zdejmowania kurtki. Tak jak zauważyła panna Vitkus, była dokładnie taka, jaką nosił chłopiec: skórzana bomberka z nitami. Quinn wyglądał w niej jak rockandrollowiec, a chłopiec jak surykatka we wnykach. Belle pochowała go w tej kurtce. Quinn spodziewał się kotów i koronek, ale dom panny Vitkus był przyjemny i przestronny. Kuchenny blat, choć zastawiony gazetami, był lśniąco czysty. Lśniły też krany przy zlewozmywaku. Z zewnątrz dom również musiał kiedyś wyglądać jak inne budynki przy tej ulicy proste, dobrze urządzone, otoczone starannie przystrzyżonymi trawnikami ale najwyraźniej teraz nie dawała już rady go utrzymać. Stół był pusty, jeśli nie liczyć dwóch talerzy nie od kompletu, ciasteczek w kształcie zwierzątek, talii kart i brzydkich, tanich okularów do czytania. Krzesła pachniały cytrynową pastą do polerowania. Rozumiał, dlaczego chłopcu mogło podobać się to miejsce. Słyszałem, że ma pani sto cztery lata zaryzykowałQuinn, głównie po to, by przerwać ciszę. I sto trzydzieści trzy dni do tego. Rozkładała ciasteczka w kształcie zwierzątek, po jednym na każdy talerz i od nowa, jakby rozdawała karty. Najwyraźniej nie miała zamiaru podać mleka. Ja mam czterdzieści dwa lata powiedział. To osiemdziesiąt cztery, jeśli przeliczyć na branżę muzyczną. Wyglądasz starzej. Jej zielonkawe oczy zabłysły, gdy na niego spojrzała.Chłopiec napisał swoim starannym pismem i bezbłędną ortografią: Panna Vitkus jestNIEZWYKLE inspirująca z jej magicznymi mocami i NIESAMOWITYMIdoświadczeniami życiowymi! Dziennik miał dwadzieścia dziewięć stron i stanowił kronikę różnych spisów i list, przerywaną krótkimi, podekscytowanymi komentarzami na temat świata panny Vitkus, nowej przyjaciółki chłopca. Masz kogoś do pomocy? spytał. Oprócz skautów. Korzystam z jedzenia na dowóz odpowiedziała. Muszę potem rozdzielać dania i gotować je jeszcze raz, ale przynajmniej nie muszę stać w kolejkach. Podniosła ciasteczko w kształcie dinozaura. Zdaniem mojej firmy dostarczającej posiłki to jest deser. Ponownie na niego spojrzała. Chłopiec powiedział, że jesteś sławny. To prawda? Zaśmiał się. Chciałbym. Jaki rodzaj muzyki grasz? Wszystko oprócz jazzu. Z jazzem musisz się urodzić. Elvisa? Jasne. Country? Jeśli ktoś mnie ładnie poprosi. Zawsze lubiłam Genea Autryego. Perry Como? Perry Como, Gene Autry, Led Zeppelin albo melodyjka z reklamy kociej karmy. Wszystko, tak długo, jak długo mi za to płacą. Nigdy nie słyszałam o Led Zeppelin, ale widziałam dość reklam kociej karmy. Zamrugała kilka razy. Czyli człowiek wielu talentów. Rzemieślnik poprawił. Dzięki temu można nie wypaść z branży. Przyjrzała mu się z nową uwagą. W takim razie musisz być bardzo utalentowany. Wystarczająco. O czym chłopiec jej opowiadał? Quinn czuł się jak robak nadziany na szpilkę. Pracuję, odkąd skończyłem siedemnaście lat. Nic nie odpowiedziała. To znaczy jako gitarzysta. Pracuję głównie jako gitarzysta. Nadal nic, więc Quinn zmienił front. Twój angielski jest znakomity. Dlaczego miałby nie być? Mieszkam w tym kraju od stu lat. Powinieneś wiedzieć, że byłam sekretarką dyrektora Lester Academy. Słyszałeś o niej? Nie. Doktor Mason Valentine? Genialny człowiek. Chodziłem do szkół publicznych. Owinęła się swetrem, reliktem z lat czterdziestych, z dużymi, szklanymi guzikami. Ci dzisiejsi chłopcy nie potrafią niczego doprowadzić do końca. Pracowaliśmy nad czymś. Spojrzała na niego gniewnie. Chyba powinienem już iść odpowiedział Quinn. Jak uważasz. Zabębniła palcami o wytartą talię kart, nieco mniejszych niż klasyczna talia. Mój syn mówi, że robi pani sztuczki powiedział, nie potrafiąc się powstrzymać. Nie za darmo. Każe mu pani płacić? Jemu nie. Jest jeszcze dzieckiem. Założyła okulary, za duże na jej drobną twarz, i przyjrzała się talii. Chłopiec napisał: Panna Vitkus jest NIEZWYKLE utalentowana.Sprawia, że karty i ćwierćdolarówki ZNIKAJĄ.A potem POJAWIAJĄ SIĘ ponownie!!! I ładnie się uśmiecha.Dokładnie w ten sam sposób mówił w rzeczywistości. Ile? spytał Quinn. Przetasowała karty, nagle jakby zmienił jej się nastrój. Podejmę cię po królewsku powiedziała. Magicy i ich owijanie w bawełnę. Quinn spotkał w życiu wielu kanciarzy, ale ta staruszka wyraźnie była mistrzynią. Jedna sztuczka wystarczy odrzekł, zerkając na kuchenny zegar. Strasznie się śpieszysz powiedziała. Wszyscy się śpieszą. Przerzucała teraz karty z ręki do ręki, co wyglądało mniej imponująco, niż sama chyba sądziła, ale i tak robiło wrażenie. Latem 1914 roku uciekłam z wędrowną trupą i nauczyłam się sztuki prestidigitacji. Uniosła wzrok,jakby samo to słowo tworzyło magię. Trzy miesiące później wróciłam do domu i przez kolejne lata żyłam najbardziej konwencjonalnym życiem, jakie możesz sobie wyobrazić. Jej twarz była wyrazista, ale i nieodgadniona. Robię to, żeby przypomnieć sobie czasy, gdy byłam dziewczynką. Zaczerwieniła się i dodała: Opowiadam twojemu chłopakowi dużo historii. Może nawet za dużo. Słusznie obawiał się przyjścia tutaj. Chłopiec wydawał się być wszędzie. Quinn nigdy nie chciał mieć dzieci, a potem był nieudolnym, głównie nieobecnym ojcem. Teraz, po śmierci chłopca, nie ogarnął go ani lodowaty paraliż szoku, ani skupienie na żalu. Raczej rozdzierająca serce, mętna i żałosna ironia. Panna Vitkus ułożyła karty w wachlarz i czekała. Miała długie, kwadratowe zęby, nadal białe. Jej sękate palce wciąż były wyjątkowo zwinne, a paznokcie gładkie i błyszczące. Pięć dolców powiedział Quinn, sięgając po portfel. Czytasz mi w myślach. Wzięła banknot i ukryła go w swetrze. Po chwili Quinn zapytał: A gdzie sztuczka? Staruszka nachyliła się nad stołem i zgarnęła karty. Za piątkę możesz wejść do namiotu. Widział teraz coś nowego w jej oczach: gniew. Jeszcze pięć, a dostaniesz swój show. To wymuszenie. Nie urodziłam się wczoraj odparła. Następnymrazem przyprowadź ze sobą chłopca. [1]Eagle Scout najwyższe odznaczenie lub najwyższy stopień w Boy Scouts of America (BSA), amerykańskiej organizacji skautowej dla chłopców, możliwy do zdobycia po spełnieniu szeregu wymagań. PowieśćChłopiec jeden na milion możecie kupić w popularnych księgarniach internetowych: https://www.granice.pl/news/myslalam-ze-ten-tu-byl-wyjatkiem-fragment-ksiazki-chlopiec-jeden-na-milion/8526Tue, 16 Jul 2019 11:31:39 +0200Nie chciałam zniszczyć Ci życia. Kłamstwa YouTuberów w powieści i w realuCo zrobisz, jeśli konto twojej idolki okaże się największym oszustwem na YouTubie? LilyLoves, popularna youtuberka, ma wszystko: dizajnerskie mieszkanie, własną linię kosmetyków i miłość gwiazdy rocka. Melissa, jej szesnastoletnia fanka, posunie się naprawdę daleko, żeby zdobyć to samo! Czy życie w kłamstwie - zarówno w necie, jak i w realu - jest warte każdej ceny? Problem ten porusza powieśćCharlotte SeagerMy Secret YouTube Life.17 lipca 2019 roku o godzinie 12:00 w warszawskiej księgarni Big Book Cafe zorganizowane zostanie spotkanie poświęcone kłamstwom i manipulacjom w sieci.Na spotkanie w Big Book Cafe zaproszeni zostali cieszący się dużą sławą wśród młodych czytelników internetowi twórcy - Anita Boharewicz-Dąbrowska (Book Reviews), Zuzanna Burkowska (Kulturalna szafa), Maja Kłodawska (Maja K.), Ewa Mędrzecka (Cat Vloguje) oraz Marcin Okoniewski (Okoń w sieci). W dyskusji udział weźmie również psycholog, Lucyna Kicińska z Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę. Dostępna będzie takżetransmisja live, a w naszym serwisie zamieścimy relację z dyskusji. Na spotkanie i do lektury powieści My Secret YouTube Life zapraszaWydawnictwo Zielona Sowa, a już dziś możecie przeczytać premierowe fragmenty tej książki: Chcę tylko, żebyś wiedziała, że nigdy nie chciałam tego zrobić. Nigdy nie chciałam zniszczyć ci życia. Musisz wiedzieć, że to, co się wydarzy, nie będzie moją winą. Gdybyś nie zrobiła tego, co zrobiłaś, nie byłoby czego niszczyć. Gdybyś tylko nas nie oszukała wszystkich, każdego z 3 054 263 nas. Tak bardzo ci ufałam. Wierzyłam w to, co mówiłaś. W każde twoje słowo. Jak mogłam być tak głupia? Zasługujesz na wszystko, co się wydarzy. Ale czuję też ból, kiedy pomyślę o tym, przez co będziesz musiała przejść paparazzi, obelgi i trollowanie. Chcę, żebyś wiedziała, że źle się z tym czuję, chociaż to tylko twoja wina. Nie chcę cię skrzywdzić, ale muszę mieć pewność, że inni poznają prawdę a w szczególności jedna osoba. Nawet jeśli nie jesteś tym, za kogo cię uważałam, to z pewnością sama zrozumiesz, że nie miałam wyboru. To najważniejsza rzecz, jaką kiedykolwiek zrobiłam. Za dziesięć sekund kliknę opublikuj i wszyscy poznają prawdę. Każdy się dowie, że nas okłamywałaś. Ale chciałam najpierw napisać do ciebie, żebyś wiedziała, że jest mi przykro. Issa x MIESIĄCWCZEŚNIEJ ROZDZIAŁ 1 Lily Nawet nie potrafię sobie wyobrazić trzech milionów ludzi. Mogę wyobrazić sobie dziesięć osób stojących w kolejce. Albo jakąś setkę na koncerty Bryana często przychodziło po kilkaset osób ale na myśl o większej liczbie zaczyna mi się kręcić w głowie. Ilu ludzi może pomieścić największy stadion na świecie pięćdziesiąt tysięcy? Może ze sto? Wyobrażam sobie rzędy siedzeń wypełnione ludźmi, na których twarzach jest wymalowane całe ich życie: doświadczenia, rodziny i związki. Nie. Nie potrafię tego ogarnąć. Nawet sto tysięcy jest nie do pomyślenia. 3 002 031 Wpadam w panikę. Na co dzień nie zastanawiam się nad tym, ile osób mnie ogląda. Ale teraz kiedy o tym myślę, wydaje mi się to nierealne. Żołądek podchodzi mi do gardła, szarpany mieszaniną podniecenia i strachu. Nie mogę uwierzyć w to, że stuknęły mi trzy miliony subskrybentów. To naprawdę ogromna liczba. To jakieś szaleństwo. Odruchowo sięgam po kamerę. Co powie na to Bryan? Od miesięcy rozmawialiśmy o osiągnięciu trzech milionów. Ta chwila zbliżała się nieubłaganie. Nie mogę się doczekać, żeby mu o tym powiedzieć! Nachylam się przed lustrem, żeby lepiej przyjrzeć się swojej twarzy. Blee, wyglądam obrzydliwie. Przez cały dzień nie myślałam o nagrywaniu. Przygładzam włosy, nakładam na usta balsam i robię minę do obiektywu eee, walić to. Zdarzało mi się wyglądać gorzej. Muszę ustawić obiektyw kamerki tak, żeby w kadrze było widać moją twarz, i nagrywamy. Bryan! Stuknęły mi trzy miliony subskrybentów! Dziwnie się czuję, kiedy wypowiadam tę liczbę na głos. Trzy miliony ludzi ogląda moje filmy. Trzy miliony ludzi wie, kim jestem. Trzy miliony. Nic. Bryan! Stuknęły mi trzy miliony! powtarzam. Hmm? Gdzie on jest? W korytarzu nie ma nikogo, ale z pokoju na końcu dobiega ciche buczenie. Wchodzę tam i widzę, jak Bryan pochyla się nad gitarą elektryczną, trzymając na kolanach telefon i uśmiechając się do ekranu. Dobra, wystraszę go. To będzie świetne ujęcie. Przykładam palec do ust i mówię ćśśś do kamery. Następnie kieruję ją na swoje stopy i teatralnie skradam się na palcach do Bryana. STUKNĘŁY MI TRZY MILIONY! krzyczę mu do ucha. Bryan zrywa się jak oparzony i odwraca laptop tak, żebym nie widziała, co jest na ekranie. Ściąga z uszu słuchawki. Lily, co jest, do cholery?! Obszerna bluza z kapturem zsunęła mu się z ramion, odsłaniając długi, szary podkoszulek oraz fragment tatuażu z czarnym krukiem. Kiedy rzuca telefon na biurko, na jego palcach, pokrytych odciskami od gry na gitarze, pobrzękują pierścionki. Gapię się na niego, a wtedy on przenosi wzrok ze mnie na obiektyw, i w końcu załapuje. Świetnie. Wiem, że będę musiała to wyciąć. Eee stuknęły ci trzy miliony? No co ty mówisz?! Gratulacje! Wstaje i oplata mnie ramionami. Z początku sztywnieję, poirytowana jego zachowaniem. Kiedy jednak przyciska mnie mocniej i czuję jego szorstką brodę i twardą, chudą pierś, wyciągam rękę, aby uchwycić nas w kadrze. Serce zaczyna mi walić jak młotem, kiedy myślę o moich subskrybentach setki nieznajomych twarzy przelatują mi przed oczami. Czuję, że muszę zadowolić zbyt wielu ludzi. To więcej, niż jestem w stanie udźwignąć. Ja po prostu nie mogę w to uwierzyć mamroczę pod nosem, a oczy zachodzą mi łzami. Bryan szepcze mi do ucha, z dala od mikrofonu: To mnóstwo młodocianych stalkerów. Widzi moją minę i zmienia ton. Wiesz co? Chodźmy na brunch* mówi głośno, głupkowato szczerząc się do kamery. Uśmiecham się. Już myślę o tym, jak będę mogła skleić z tego całego vloga. Będziemy potrzebować materiału, naktórym widać, jak jemy brunch; może wrzucę coś na Instagrama, jeśli uda mi się zrobić dobre zdjęcie jedzenia potem moglibyśmy nagrać jakieś podziękowania dla widzów, może spacerując po parku? To by dobrze wyglądało. Ale czy nie kręciliśmy filmu w parku w zeszłym tygodniu? Mogłabym zakończyć monologiem, mówiąc wprost do kamery, jaka jestem wdzięczna. Czuję ucisk w klatce piersiowej. Muszę jeszcze dziś dokończyć dwa sponsorowane filmy, a jestem dopiero w połowie maili, które przesłała mi Sam, moja asystentka. No i naprawdę powinnam też umieścić posta na Instagramie. Chociaż to ostatnie ujęcie powinno być całkiem łatwe do sfilmowania. Jeśli będę mieć wystarczająco dużo materiału z naszej wizyty w śniadaniowni, większość vloga zapełnię pogadanką, którą nagram, kiedy skończę pracę. Wciąż jednak czeka mnie montaż, ale tym zajmę się wieczorem. W myślach raz jeszcze sprawdzam listę rzeczy do zrobienia. Kładę dłoń na szyi i czuję pulsującą krew. Nie mogę sobie pozwolić na niezamieszczenie vloga, skoro stuknęły mi trzy miliony subskrypcji. Może gdybym wstała jutro o szóstej, udałoby mi się go zmontować. To przecież nie zajmie dużo czasu. Nagram tylko krótki materiał. Filmik będzie trwał mniej niż dziesięć minut. Po prostu jakoś będę musiała się z tym wyrobić. Auć! Wzdrygam się, bo bezwiednie przygryzłam wargę do krwi. Cholera. Trzeba to będzie wyciąć. Spoglądam na Bryana. Byłoby cudownie! Uśmiecham się, mrugając do obiektywu, i wyciągam rękę, żeby ustawić kamerę na biurku za Bryem. Telefon Bryana wibruje. Bry sięga po niego, a kiedy patrzy na ekran, na jego twarzy pojawia się uśmieszek. Ja, eee, muszę jeszcze tylko dopracować jeden kawałek. Uśmiecha się do mnie i wskazuje głową drzwi. Bądź gotowa za dziesięć minut. ROZDZIAŁ 2 Melissa Chciałabym wyglądać jak LilyLoves. Właśnie umieściła na Instagramie selfie, na którym cieszy się z trzech milionów subskrybentów, i wygląda nieziemsko. Ma ogromne oczy, grubo obrysowane kredką, otoczone firanką długich, gęstych rzęs. Włosy też ma idealne nosi fryzurę pixie, którą układa tak, że piękne blond kosmyki lekko opadają jej na oczy. Ja nigdy nie wyglądałabym dobrze w krótkiej fryzurze; mam pucołowatą twarz. A moje włosy mają taki sam mysi kolor jak włosy mojej mamy. Wyglądałabym jak chłopak. I to nie jak słodki chłopak o dziewczęcych rysach. Jak prawdziwy chłopak. Ludzie w szkole pytaliby: Ej, co to za nowy koleś z klasy H?. Kiedy usiadłabym obok Suze, prawdopodobnie zaliczyłaby buraka i nie chciała się do mnie odzywać. Tak się zachowuje przy chłopakach. Klikam na najnowszy post LilyLove: Mała przygoda w Londynie i przelatuję przez zdjęcia. Lily stoi przed straganem i trzyma koszyczek z truskawkami, na palcach ma pierścionki z ametystem i topazem. Spędziłam wspaniały dzień, odkrywając Londyn z moją przyjaciółką mam nadzieję, że wy też mieliście cudowny weekend! Love Lily, xoxox Uwielbiam blogi Lily. Za każdym razem, kiedy widzę jakieś miejsce, które odwiedziła, to też mam ochotę tam pojechać. Kiedy wrzuca na Instagrama zdjęcie śniadania, jedzenie wygląda tak apetycznie, że chciałabym wyciągnąć je z ekranu i zjeść. W sumie to chyba dobrze, że nie mogę tego zrobić. I tak mam już zbyt pulchne uda. Gdybym jadła tyle, co Lily, prawdopodobnie potrzebny byłby dźwig, żeby zawieźć mnie do szkoły. Jest takie zdjęcie, na którym Lily ma na sobie legginsy i długie, srebrne naszyjniki z koralików. Siedzi na wielkiej poduszce i podkula nogi. Moje uda nigdy nie będą takie szczupłe. Kilka tygodni temu próbowałam odtworzyć tę fotkę, ale jedyne naszyjniki, jakie mam, to te tanie, srebrne z HM. Są już tak znoszone, że aż wyblakły. Próbowałam podkraść mamie kilka złotych naszyjników, ale gdy zobaczyła, że się w nich fotografuję, to się wkurzyła. Czemu masz na szyi moją biżuterię i robisz sobie w niej zdjęcia? Chyba nie po to, żeby zamieścić je w internecie? Melisso, powiedz, że nie zamieszczasz tego W INTERNECIE! Wypowiada W I-N-T-E-R-N-E-C-I-E, jakby to było przerażające miejsce, gdzie pedofile czyhają na dzieci. Założę się, że nie ma pojęcia o tym, że dziewczyny korzystają z netu, żeby podpuszczać chłopaków do pisania wyznań na Messengerze, po to tylko, żeby zrobić zrzut ekranu i wysyłać go całej klasie. Nawet nie ma sensu próbować wytłumaczyć mamie, czym jest vlogowanie. To i tak nie ma znaczenia selfie wyszły okropnie. Nie mam ładnych kości policzkowych i dzióbek w moim wykonaniu zawsze wygląda słabo. Kiedy skroluję tablicę Lily, otwieram kolejne okienko i wchodzę na kanał Bryana na YouTubie. Nie jest nawet w połowie tak ciekawy; zazwyczaj opowiada o jakiejś dziwnej muzyce. Włączam jego Instagrama. Nie mam nic przeciwko fotkom Jerryego, jego kolegi z zespołu jest całkiem seksowny ale to zdjęcia Bryana i Lily lubię najbardziej. Wkrótce znajduję to, czego szukam: selfie Bryana i Lily przytulonych na kanapie razem z Polarem białym szczeniaczkiem należącym do rodziców chłopaka. Piesek wierci się pomiędzy nimi. Bry udaje, że robi poważną minę, Polar wplątuje łapki w jego brodę, a Lily odchyla głowę w naturalnym uśmiechu. Wyglądają na takich szczęśliwych. Wchodzę teraz na vloga Lily, LilyLives, i odpalam wideo, na którym zwiedzają Londyn. Te filmiki lubię najbardziej. Bry biegnie przed siebie, śmiejąc się i skacząc na barierki, podczas gdy Lily udaje, że nie patrzy, i przewraca oczami z dezaprobatą. Serio, Lily. Który mamy rok, 2005? Zróbmy zakupy przez internet narzeka Bryan, kiedy ona ciągnie go do supermarketu. Lily wydyma wargi, a chłopak się śmieje i obraca na pięcie, żeby ją dogonić. Spędzam kilka kwadransów na oglądaniu tych filmów. Tak naprawdę dopiero o dwunastej w południe orientuję się, która jest godzina. O cholera. Mama, tata i mój brat Aidy niedługo wrócą z basenu. Odrywam się od kanału Lily i rozglądam po pokoju. Mama się wścieknie. Wszędzie walają się ubrania, szczotki do włosów i produkty do makijażu. Moje życie jest o wiele gorsze od życiaLily chciałabym mieć takie piękne mieszkanie i chłopaka jak Bry. Nie żeby Bryan był w moim typie znam wielu przystojniejszych chłopaków z gimnazjum. Bry jest bardzo chudy, a jego oczy są umieszczone trochę za blisko siebie. Ma jednak ten swój zespół i to w jakiś sposób sprawia, że wydaje się seksowniejszy. No i naprawdę zależy mu na Lily. Obgryzając paznokieć, zastanawiam się, jak wyglądałoby moje życie, gdybym miała chłopaka. Ja i wysoki ciemnowłosy, przystojny koleś na wycieczce w Londynie zamieszczałabym na swoim blogu zdjęcia, na których siedzimy w odjechanych restauracjach, wracamy do mieszkania, żeby upichcić coś na kolację, a on się śmieje, ucząc mnie gotować. A może oboje bylibyśmy beznadziejnymi kucharzami, więc zamawialibyśmy coś do domu, a potem przytulali się do siebie i całowali, nie zważając na umazane jedzeniem usta Z powrotem wchodzę na bloga Lily. To żałosne, że nie mam chłopaka. Nawet nigdy z żadnym się nie całowałam. No, nie na poważnie. Parę lat temu kilka razy niezdarnie zetknęliśmy wargi z moim chłopakiem Yousefem, ale byliśmy wtedy dzieciakami. To nie był prawdziwy związek. Pod koniec dziewiątej klasy Yousef przeprowadził się do innej szkoły, więc go rzuciłam. Tak głęboka była nasza miłość. Mam szesnaście lat i nigdy nie miałam prawdziwego chłopaka. Oto moje życie. Otwieram swojego bloga i dzielę ekran, tak żeby był tuż obok bloga Lily. Do tej pory napisałam tylko kilkarecenzji produktów do makijażu i już skończyły mi się kosmetyki. Liczba moich followersów utknęła na pięćdziesięciu jeden. Nie wiem, co jeszcze mogłabym zrobić. Przetestowałam już prawie wszystko, co miałam w domu. Przeklikuję przez kolejne urodowe blogi z Londynu. Zatrzymuję się na jednym z nich i patrzę na fotkę street artu w Shoreditch zrobioną przez jakąś blogerkę. Zdjęcie wygląda na takie, które można by znaleźć w serwisie Flickr. Hmm, ciekawe Wpisuję Shoreditch street art w wyszukiwarce zdjęć na Flickr. Na stronie wyskakuje lawina ujęć zrobionych we wschodnim Londynie. Są naprawdę cool. Jaka szkoda, że nigdy tam nie byłam. Jaka szkoda, że to nie ja zrobiłam te fotki. Mój blog wyglądałby ekstra. Klikam na jedno ze zdjęć i zauważam maleńką przekreśloną literę c, a poniżej napis domena publiczna. Chwileczkę czy to oznacza, że mogę użyć tego zdjęcia na swoim blogu? Czytam opis. Z tego, co widzę, to tak. Po kilku minutach mam już spory zbiór darmowych zdjęć z Londynu jedzenia z bazarów, street artu, a nawet kilka ujęć pałacu Buckingham, wyglądających jak zrobione przez turystów. Trzęsącymi się palcami umieszczam je w nowym poście. Wciąż mając obok otwartego bloga Lily, zaczynam pisać: Cudowny dzień z przyjaciółmi w Londynie! Wszyscy musicie spróbować lokalnych owoców są przepyszne, naprawdęboskie. Musiałam zrobić fotkę, żeby je wam pokazać. Nie mogłam się powstrzymać! Love, IssaAdores xoxox Nadaję wpisowi tytuł Wyprawa Issy do Londynu. Wygląda, jakbym naprawdę spędziła tam superdzień. Najeżdżam kursorem na przycisk Opublikuj Nie mogę się zdecydować, czy zamieścić ten wpis, czy nie. Czuję, jakbym przekraczała jakąś niewidzialną granicę. Ale przecież mogłabym z łatwością pojechać do Londynu i zrobić te zdjęcia. Mogłabym bez problemu odwiedzić te miejsca. Nie ma w tym nic dziwnego prawdopodobnie pewnego dnia naprawdę wszystkie je odwiedzę. A potem zastąpię te fotki moimi własnymi. Tak naprawdę są tu tylko tymczasowo. Zdecydowałam się i naciskam Opublikuj. Czuję przypływ euforii. Mój blog wygląda o wiele bardziej cool znacznie bardziej przypomina bloga Lily. Czekam parę minut, po czym odświeżam stronę. Liczba followersów już podskoczyła do pięćdziesięciu trzech. * Połączenie słów breakfast (śniadanie) i lunch (obiad), odpowiednik drugiego śniadania. Powieść My Secret YouTube Life możecie kupić w popularnych księgarniach internetowych: https://www.granice.pl/news/nie-chcialam-zniszczyc-ci-zycia-klamstwa-youtuberow-w-powiesci-i-w-realu/8525Tue, 16 Jul 2019 11:15:41 +0200Emerytowani nauczyciele stworzyli… bibliotekę na kółkach! Czy podróżując autostradą albo przechadzając się w zatłoczonym centrum miasta, spodziewalibyście się zobaczyć bibliotekę? Zdecydowanie nie, jednak para emerytowanych nauczycieli postanowiła stworzyć bibliotekę na kółkach! Fot. ilustracyjna O nauczycielach jako jedni z pierwszych swój materiał stworzyła stacja CGTN. Jose Hernandez przez wiele lat pracował jako nauczyciel w jednej z wiejskich szkół w Meksyku, nauczycielką była także jego żona, a teraz oboje są na emeryturze. Po latach doświadczeń i pracy z meksykańską młodzieżą, postanowili choć trochę zmienić rzeczywistość. I stworzyli bibliobus. Czytaj także: Biblioteka na kółkach? Autoriksza z książkami po ulicach Dżakarty Biblioteka na kółkach powstała ze starego minivana, który do tej pory niszczał, a teraz przysłuży się społeczeństwu. Emerytowani nauczyciele postanowili zorganizować mobilną bibliotekę dla dzieci z najuboższych zakątków Meksyku. Jak mówią, przez ponad 30 lat pracy w szkole widzieli, jak mało młodzież poświęca czasu na poszerzanie swojej wiedzy i czytanie książek. Poza tym, wiele rodzin nie stać na zakup książek, których ceny przyprawiają o zawrót głowy. Postanowili więc rozpocząć swój własny projekt społeczny. Przerobili busa na Bibliocombi i zaczęli odwiedzać poszczególne, najbiedniejsze zakątki kraju. Jak dodają organizatorzy, wiele zależy również od tego, czy pojawią się kolejni darczyńcy, którzy wspomogą bibliobus o nowe tytuły. Inicjatywę nauczycieli wsparła już m.in. profesor ze stolicy. Małżeństwo zaplanowało objazdówkę po całym kraju przez najbliższe sześć lat.https://www.granice.pl/news/emerytowani-nauczyciele-stworzyli-biblioteke-na-kolkach/8524Tue, 16 Jul 2019 10:49:33 +0200Wiemy, kto wyda w Polsce książkę Grety ThunbergGreta Thunberg zasłynęła swoją nieustępliwością i dążeniem do zmiany. Jej bunt przeciw polityce środowiskowej zainspirował wiele osób i zmusił rządzących do przemyśleń na temat stanu środowiska naturalnego. Teraz dziewczyna wydaje swój manifest w formie książki. O tym, że Greta Thunberg chce napisać książkę, pisaliśmy jakiś czas temu na łamach naszego portalu. Ta dziewczyna, dzięki swojej determinacji i niezwykłemu protestowi, stała się symbolem nastoletniego sprzeciwu wobec niszczenia środowiska i niewłaściwemu prowadzeniu polityki proekologicznej. Czytaj także: Już niebawem pierwsza książka 16-letniej Grety Thunberg Teraz wiemy już, że książka nastolatki, na którą składać się będą przemówienia wygłaszane przez nią na konferencjach klimatycznych i w mediach, wydana zostanie także i w Polsce. Za polski przekład i publikację książki odpowiedzialne będzie Wydawnictwo Sonia Draga. Książka, którą współtworzy Greta Thunberg, będzie nosiła tytuł Sceny z życia rodzinnego. Strajk klimatyczny Grety. Co znajdzie się w książce, oprócz oryginalnych przemówień Grety, pojawi się także historia jej samej dziewczyny, która w wieku piętnastu lat postanowiła pokazać swoje niezadowolenie za pomocą strajku szkolnego, a która dziś jest oficjalną kandydatką do Pokojowej Nagrody Nobla. To także książka o tym, co jest motywacją Thunberg oraz jaki wpływ na rodzinę dziewczyny miała jej działalność. Przypomnijmy, że Thunberg w grudniu ubiegłego roku odwiedziła Polskę podczas organizowanego w Katowicach Szczytu Klimatycznego. Tam, w obecności polityków z całego świata, powiedziała poruszające słowa: Los naszej cywilizacji jest poświęcany dla zysków niewielkiej grupy ludzi, by wciąż mogli zarabiać niewyobrażalne sumy pieniędzy. Przeczytacie tę książkę? Co sądzicie o działalności dziewczyny? Fot. materiały Wydawnictwa Sonia Dragahttps://www.granice.pl/news/wiemy-kto-wyda-w-polsce-ksiazke-grety-thunberg/8523Mon, 15 Jul 2019 17:50:17 +0200Było magicznie. Fragment książki „Pchła"Warszawa, czas świąt Bożego Narodzenia. Ulice stolicy pustoszeją, a mieszkańcy zaszywają się w zaciszu domów, by zasiąść przy wigilijnych stołach. Jednak nie wszyscy. Adam Lorenz, komisarz Wydziału Zabójstw, dostaje wezwanie. W jednym z mieszkań zostaje zastrzelony młody mężczyzna. Miejsce zbrodni nie przypomina niczego, z czym Lorenz spotkał się podczas wieloletniej pracy w policji. Morderstwo wydaje się bardzo szczegółowo zaplanowane. Brak śladów i podejrzanych, nie ma także motywu. Jedynym punktem zaczepienia jest stara fotografia pozostawiona przez zabójcę. Do pomocy w śledztwie zostaje przydzielona profilerka Iza Rawska. Wspólnie z Lorenzem usiłuje odgadnąć, jaka historia kryje się za popełnioną zbrodnią. Nie mogą przypuszczać, że to dopiero jej początek... Demony z przeszłości powracają, a przekonują się o tym bohaterowie z najnowszej powieści Anny Potyry Pchła, która ukazała się właśnie nakładem Wydawnictwa Zysk i S-ka. W ubiegłym tygodniu zaprezentowaliśmy Wam premierowy fragment książki. Powieść polecamy również w naszejrecenzji redakcyjnej. Dziś możecie poznać ciąg dalszy tej historii: Warszawa, 24 grudnia 2016 Dochodziła pierwsza. Pora lepienia uszek. W ich domu to była świętość. Nawet nie dlatego, że domowe uszka są lepsze niż kupne w ostatnich latach zawsze sporo ich zostawało po Wigilii. Kasia ich nie jadła, odkąd przeszła na dietę bezglutenową, tata nigdy nie przepadał za grzybami, a dziadkowie zjadali zaledwie po kilka sztuk. Twierdzili, że już im nie służą. Ale każdego roku, kiedy choinka była ubrana i kończył się chaos świątecznych przygotowań, mama wołała ją i Kasię do kuchni i razem zabierały się do pracy. Gdy były małe, bardziej przeszkadzały mamie, niż jej pomagały, ale pozwalała im na to. To był ich czas. W radiu leciały świąteczne przeboje i kolędy, a prezenterzy opowiadali anegdoty w stylu: Pamiętam, jak pewnego roku nasz owczarek kaukaski przewrócił choinkę. Było magicznie. Marta słyszała, jak mama i Kasia krzątają się na dole, ale dziś nie mogła im pomóc. W tym roku ukradła święta. Choinka i Wigilia, i lepienie uszek to wszystko zeszło na drugi plan. Po raz kolejny wzięła do ręki bukiet, który dziś rano przywiozła z kwiaciarni, i podeszła do wiszącej na drzwiach szafy sukni ślubnej. Wymarzyła sobie biały ślub. Mały kościółek przykryty czapą skrzącego się w słońcu śniegu, dwa kare konie zaprzęgnięte w sanie z dzwoneczkami i chłodny błękit zimowego nieba. Wymyśliła to wszystko na długo, zanim poznała Łukasza, a kiedy wreszcie zaczęli planować ślub, przystąpiła do realizacji swoich dziewczęcych marzeń. Nie zastanawiała się nad aspektami praktycznymi. Wizja dwóch karych koni i białej sukni ślubnej na śniegu połyskującym tysiącami diamentów tkwiła w niej tak głęboko, że nawet nie brała pod uwagę innego scenariusza. Teraz, u kresu przygotowań, pomyślała, że chyba lepiej było zostawić dziewczęce marzenia w spokoju. Mogłaby się nimi bawić do końca życia, beztrosko stąpając w lekkich pantofelkach po puchowym śniegu. A tak, jutro zabije je zderzenie z rzeczywistością. Wprawdzie padał śnieg, ale natychmiast po zetknięciu z ziemią zmieniał się w brudną breję. Niebo było szare, nawet powietrze zdawało się takie. Wczoraj w pośpiechu biegała po sklepach w poszukiwaniu butów, które się nie roztopią, zanim dojdzie do kościoła. Atłasowe pantofle, które kupiła ponad pół roku temu, założy dopiero na weselu. Na pewno będą świetnie wyglądać do ubłoconej koronkowej sukni, która na razie wisiała w bezpiecznym zaciszu jej panieńskiego pokoju. Przyłożyła bukiet do kreacji ślubnej. Kwiaty nie były białe. Od rana wmawiała sobie, że nie jest źle, że może to kwestia światła. Ale oglądała tę cholerną wiązankę przynajmniej dziesięć razy i wiedziała, że nie może się dłużej oszukiwać. Róże były kremowe, a ciasno zwinięte w środku płatki miały jeszcze bardziej wyrazistą barwę. W efekcie na tle śnieżnobiałej koronki bukiet wyglądał jak żółta kula. Marta czuła, jak wzbiera w niej złość. Pogoda była do dupy, ale nic nie mogła na to poradzić. Do kościoła pójdzie w swoich nowych, praktycznych i brzydkich butach, a piękny koronkowy tren sukni będzie musiała trzymać w ręku, żeby po zrobieniu kilku kroków nie wyglądał jak szmata. Na bank zmarznie w szykownej etoli i według wszelkiego prawdopodobieństwa jej czerwony nos będzie jedynym barwnym akcentem we wszechobecnej burości. Z całej siły cisnęła bukietem o ziemię. Paskudny żółty florystyczny żart. Zbiegła po schodach, rzuciła jakieś zdawkowe wyjaśnienia domownikom, chwyciła torebkę i kluczyki i wybiegła z domu. Już w samochodzie ponownie wybrała numer Łukasza. Chciała się upewnić, że odebrał tort weselny. Cukiernia była dziś czynna do piętnastej. Naprawdę nie potrzebowała więcej przykrych niespodzianek. Wciąż nie mogła się do niego dodzwonić. Często odkładał gdzieś wyciszony telefon i godzinami nie było z nim kontaktu. Starała się trzymać nerwy na wodzy. Pomyślała, że zadzwoni do cukierni i spyta, czy zamówienie zostało zrealizowane. W ostateczności sama podjedzie po tort, wracając z kwiaciarni. Zaparkowała w dużej kałuży przed blokiem na Powstańców Śląskich. Wokół znajdujących się na parterze pawilonów kłębiło się mnóstwo ludzi. Kilka osób dopiero kupowało choinki. Trochę ją zdziwił taki ruch raptem kilka godzin przez zapadnięciem zmroku i pojawieniem się na niebie pierwszej wigilijnej gwiazdy. Zresztą nie ma co się oszukiwać. Dziś i tak nikt jej nie zobaczy. Pchnęła drzwi do kwiaciarni. Powieszony przy wejściu dzwoneczek wdzięcznie poinformował o jej przybyciu. W środku nie było nikogo oprócz florystki. Kiedy drzwi zamknęły się z cichym mlaśnięciem, odcinając lokal od ulicznego gwaru, Marta zapadła się w idealną ciszę. Wdychała intensywną woń kwiatów. Mimo że w niczym nie przypominała zapachu ukwieconego latem ogrodu, i tak było to przyjemne i świeże doznanie o tej martwej porze roku. Wzrok Marty prześlizgiwał się po ustawionych w całym pomieszczeniu wazonach w poszukiwaniu najczystszej bieli. Poczuła wibrujący w kieszeni telefon. Wyjęła go i mechanicznym ruchem odblokowała wyświetlacz, nawet na niego nie zerkając. Uśmiechnęła się, bo właśnie wypatrzyła róże, które były tak białe jak jej suknia ślubna i jak śnieg, o którym zawsze marzyła, a który niestety nie był jej dany. Przeniosła spojrzenie na telefon. Była to wiadomość od jej narzeczonego. Otworzyła ją. Patrzyła na zdjęcie, nic nie rozumiejąc. Obraz przedstawiał leżącego na podłodze Łukasza. Jego oczy były zamknięte. Wyglądał, jakby spał. Dłonie miał ułożone na brzuchu, nogi złączone. To zdjęcie nie miało sensu. Taka była pierwsza myśl, która przebiegła Marcie przez głowę. Dopiero kiedy jej mózg zaczął rejestrować szczegóły, składać informacje i formułować wnioski, poczuła, że robi jej się duszno. Nie mogła złapać oddechu. Patrzyła na wielką czerwoną plamę rozlaną na błękitnej koszuli Łukasza. Patrzyła tak długo, aż zaczęła jej wirować przed oczami. Czerwona plama i ułożona na niej gałązka gęsto oblepiona pękającymi pąkami. Tylko jeden kwiat był w pełni rozwinięty. Była to drobna róża w najczystszym odcieniu bieli. 2 Adam Lorenz ściągnął rękawicę bokserską i odebrał telefon. Gdyby dzwoniła jego mama, siostra albo jeden z nielicznych znajomych, którzy się jeszcze przy nim utrzymali, na pewno pozwoliłby wybrzmieć całej melodii do końca. Pięć sygnałów. Potem przyszedłby jeszcze esemes informujący o tym, że ma nową wiadomość w poczcie głosowej. To też by zignorował. Był tu po to, żeby wprowadzić się w trans. Zmuszał swoje ciało do ekstremalnego wysiłku, bo tylko wtedy jego umysł wchodził w miły i błogi stan odrętwienia. Kiedy paliły go mięśnie, płuca łapczywie dopominały się o większą dawkę tlenu, a serce tłukło tak mocno, że słyszał jego głośne rytmiczne uderzenia, jakby znajdowało się w czaszce, a nie w klatce piersiowej, Adam odczuwał ulgę. To było lepsze niż złe myśli. Rozmowy były ostatnią rzeczą, na którą miał ochotę. Przywracały go do rzeczywistości, od której uciekał. Tylko jedna osoba mogła się do niego zawsze dodzwonić, Paweł Lesicki naczelnik stołecznego Wydziału do walki z Terrorem Kryminalnym i Zabójstw. Cześć. Przed chwilą rozmawiałem z Zadrożnym. Adam wytarł czoło ręcznikiem i ledwo zauważalnie skinął głową. Prokurator na pewno nie zadzwonił z życzeniami świątecznymi. Czekał na konkrety. W mieszkaniu na Elekcyjnej odkryto zwłoki mężczyzny. Lesicki od razu przeszedł do rzeczy. To był jeden z powodów, dla których Adam odbierał jego telefony. Prokuratura przekazuje nam śledztwo. Chcę, żebyś ty przejął tę sprawę. To był drugi powód. Jedyne, o co Adam spytał, to adres. Niczego innego nie potrzebował. Było kilka minut po trzeciej. Wszyscy normalni ludzie szykowali właśnie białe obrusy i sprawdzali, czy galareta na karpiu już stężała. Biura świeciły pustkami, powoli wyludniały się ulice. Wezwanie na miejsce zbrodni o tej porze byłoby przekleństwem dla każdego. Jednak obaj mężczyźni wiedzieli, że dla Adama to błogosławieństwo. Na miejsce już jadą technicy i patolog dodał Lesicki. Na razie wystarczy. Nie lubię pracować w tłoku. Ze wstępnej relacji wynika, że sprawca odpierdolił tam jakąś szopkę, więc wysłałem jeszcze jedną osobę. Nie znasz. Miała zaczynać dopiero w styczniu, ale może przydać się w tym śledztwie. A skoro tak, to niech uczestniczy we wszystkim od początku. Dopilnuj, żeby ją wpuścili. Psycholog? zapytał Lorenz krótko. Od dawna próbował przekonać Pawła, żeby wyrzeźbił etat dla profilera. Możesz potraktować to jako gwiazdkowy prezent. Po ustaleniu kilku technicznych szczegółów zakończyli rozmowę. Adam odwiesił rękawice na haczyk koło drabinek i poszedł do szatni, a w zasadzie udającej szatnię małej ciemnej kanciapy z jedną ławką i kilkoma wieszakami. W samym rogu pomieszczenia był natrysk oddzielony plastikową kotarą. Cienkie rury doprowadzające wodę biegły po wierzchu burej glazury. Adam wszedł pod prysznic. Woda jak zawsze ciurkała cienkim strumieniem. Nie przeszkadzało mu to. Namydlił energicznie całe ciało, a potem stał i czekał, aż wątła stróżka letniej wody zmyje pianę. Pomacał skórę głowy. Czuł pod palcami odrastające włosy. Powinien się ogolić. Może jutro. Pierwszy raz zrobił to osiem lat temu. Kiedy włosy zaczęły się przerzedzać, tworząc coraz bardziej wyraźną łysinę,stwierdził, że nie będzie z trwogą przyglądał się, czy nie powiększają się zakola na czole, nie będzie kupował szamponów zapobiegających łysieniu i na pewno nie będzie szukał technik zaczesywania włosów, które dają złudzenie, że jest ich więcej niż w rzeczywistości. To już tylko jeden krok od żałosnej fryzury na pożyczkę. Zbyt wiele razy patrzył z zażenowaniem, jak znajomi i obcy mężczyźni łapią uciekające na wietrze cienkie, długie kosmyki i usiłują zmusić je do leżenia na gładkiej błyszczącej skórze. Postanowił, że on będzie łysiał z godnością i na własnych warunkach. Wziął maszynkę i ogolił się na zero. Nie konsultował tego z Olą, ale nie była zaskoczona. Może odrobinę jego odmienionym wyglądem, ale nie tym, że to zrobił. To było w jego stylu. Szybka decyzja. Szybkie działanie. Pamiętał, że przytuliła się do jego pleców i powiedziała mu, że wygląda bardzo męsko. A potem pocałowała go w kark. Lorenz zdecydowanym ruchem zakręcił wodę, jakby chciał w ten sposób odegnać przelotne wspomnienie, które podstępnie wynurzyło się na powierzchnię. Pośpiesznie narzucił na siebie ubranie i pogasił światła. Dziś już na pewno nikt tu nie przyjdzie. Pozamykał drzwi i wsiadł do zaparkowanego na tyłach budynku starego mitsubishi pajero. Nie musiał wpisywać adresu w nawigację. Znał drogę. To było jego miasto. Książkę Anny Potyry możecie kupić w popularnych księgarniach internetowych: https://www.granice.pl/news/bylo-magicznie-fragment-ksiazki-pchla/8522Mon, 15 Jul 2019 13:01:17 +0200Zaginęła kobieta. Adwokat podejrzanego: to casus „Zaginionej dziewczyny"W maju za zaginioną uznano pięćdziesięcioletnią kobietę. Podejrzenia skierowano na jej byłego męża. Teraz jego obrona sugeruje, że w tej sprawie mogło dojść do wykorzystania w prawdziwym życiu przypadku opisanego w książce Zaginiona dziewczyna. Jennifer Dulos została uznana za zaginioną ponad miesiąc temu, pod koniec maja bieżącego roku. Ostatni raz widziano ją, gdy odwoziła swoje dzieci do szkoły. Od tego czasu nie było z nią kontaktu. Sprawą zainteresowała się policja, a w domu kobiety odnaleziono ślady krwi. Wkrótce zaś na nagraniach kamer z monitoringu zauważono byłego męża Dulos, który wraz z obecną partnerką życiową pozbywał się zakrwawionych rzeczy. Jennifer Dulos jest matką piątki dzieci. W 2017 roku, po trzynastu latach małżeństwa, kobieta rozwiodła się ze swoim mężem Fotisem Dulosem. Przed rozwodem, w oświadczeniu napisała, że obawia się swojego męża i że złożony przez nią wniosek rozwodowy rozwścieczy mężczyznę. Nic więc dziwnego, że to właśnie były mąż i jego dziewczyna stali się głównym podejrzanymi, a teraz oskarżono ich o manipulację materiałem dowodowym. Adwokat mężczyzny postawił jednak na nietypowy wybieg. Oświadczył on, że była żona jego klienta zajmująca się także pisaniem być może posłużyła się sprawą przedstawioną w książce Gillian Flynn Zaginiona dziewczyna, której ekranizacja parę lat temu stała kinowym hitem. / Uwaga, ta część artykułu zdradza fabułę powieści Zaginiona dziewczyna / Obrona nie wyklucza, iż sama Dulos upozorowała swoje porwanie, by zemścić się na byłym mężu. Miałaby, podobnie jak fikcyjna bohaterka z książki Flynn, stworzyć pozory i zrzucić winę na męża oraz jego partnerkę. / --- / Wypowiedź adwokata skomentowała sama autorka Zaginionej dziewczyny, Gillian Flynn uznała ją za skandaliczne. W swoim oświadczeniu napisała, że od początku śledzi sprawę zaginięcia Jennifer Dulos oraz że jest oburzona insynuacjami wysuwanymi przez prawnika byłego męża zaginionej. Widziałam w ostatnim reportażu, że mąż Jennifer i jego obrońca przedstawili tak zwaną teorię Zaginionej dziewczyny, aby wyjaśnić zniknięcie Jennifer. To absolutnie obrzydliwe, że napisane przeze mnie dzieło, będące fikcją literacką, zostało użyte przez prawnika Fotisa Dulosa w formie teorii obrony i jako hipotetyczny, sensacyjny motyw, kryjący się za realnym i bardzo tragicznym zniknięciem Jennifer mówiła Flynn. Obecnie dzieci zaginionej kobiety pozostają pod opieką dziadków. Prawniczka matki zaginionej uznała też, że wysuwane insynuacje są próbą zniesławienia Jennifer Dulos. Wiem, że zemści się, próbując w jakiś sposób mnie skrzywdzić pisała w 2017 poszukiwana obecnie kobieta.https://www.granice.pl/news/zaginela-kobieta-adwokat-podejrzanego-to-casus-zaginionej-dziewczyny/8521Sun, 14 Jul 2019 20:17:57 +0200Zebrano już 50 tysięcy! Trwa zbiórka na Festiwal ConradaOd 2009 roku w Krakowie odbywa się popularny Międzynarodowy Festiwal Literatury im. Josepha Conrada. Niestety, by Festiwal miał szansę się odbyć, potrzebne są środki, których nie udało się uzyskać z budżetu państwa. Na Festiwal Conrada składają się więc czytelnicy. Festiwal Conrada organizowany jest w Krakowie od dziesięciu lat. Zajmuje się nim Fundacja Tygodnika Powszechnego, Krakowskie Biuro Festiwalowe oraz Miasto Kraków. Podobnie jak przed laty, fundacja w ubiegłym roku wniosła projekt o dofinansowanie Festiwalu przez Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Niestety, jak okazało się w lutym tego roku, MKiDN nie przyznało środków fundacji. Czytaj także: To koniec Zeszytów Literackich" Festiwal Literatury im. Josepha Conrada to jeden z największych festiwali literackich w Polsce, organizowany w okresie jesiennym w Krakowie. Podczas imprezy do byłej stolicy Polski przyjeżdżają pisarze z kraju i zagranicy, by wziąć udział w spotkaniach literackich. Pojawia się też wielu czytelników, którzy na Festiwalu mają wyjątkową okazję, by zamienić kilka słów z ulubionymi twórcami. Podczas festiwalu organizowane były spotkania m.in. z Hanną Krall, Wiesławem Myśliwskim, Wojciechem Jagielskim, Swietłaną Aleksiejewicz czy Amosem Ozem. Od kilku lat festiwal przyznaje też Nagrodę Conrada za najlepszy debiut literacki. Nieuzyskanie wystarczającej oceny strategicznej (zaledwie 19 na 30 możliwych punktów) zakrawa na ponury żart. Ministerstwo docenia merytoryczną wartość i organizacyjną sprawność, ale nie uważa, by doceniona także poza granicami Polski, skupiająca największe nazwiska światowej literatury i wielu wydawców literatury wysokiej impreza była strategicznie ważna dla rozwoju polskiej kultury pisała na swojej stronie internetowej redakcja Tygodnika Powszechnego. Tymczasem w czerwcu tego roku Festiwal Conrada znalazł się w gronie najlepszych festiwali artystycznych Europy i otrzymał tytuł EFFE Laureate 2019-2020. Ostatecznie Fundacja Tygodnika Powszechnego odwołała się od decyzji MKiDN, otrzymując finalnie 100 tysięcy złotych dofinansowania, choć początkowo wnioskowano o kwotę 300 tysięcy złotych. Nie pozwólmy na obniżenie rangi Festiwalu Conrada! pisze Tygodnik Powszechny na Facebooku. Czytelnicy postanowili więc wziąć sprawę w swoje ręce i zaczęli składać się na powstanie kolejnej edycji krakowskiego festiwalu. Zbiórkę utworzono na Facebooku przez Tygodnik Powszechny i od tego czasu zebrano ponad 50 tysięcy złotych! Wszystko wskazuje więc na to, że Festiwal Conrada odbędzie się po raz kolejny. Pytanie tylko, jak bardzo ograniczony budżet mieć będzie.https://www.granice.pl/news/zebrano-juz-50-tysiecy-trwa-zbiorka-na-festiwal-conrada/8520Sun, 14 Jul 2019 10:13:07 +0200Ukradła książkę, teraz szuka jej policjaPolicyjne poszukiwania złodziejki książek? Brzmi jak scenariusz nowego serialu kryminalnego, jednak to prawda! Warszawska komenda poszukuje kobiety, która podejrzewana jest o kradzież książki ze sklepiku w muzeum. Fot. materiały Komendy Rejonowej Policji Warszawa I / Policja.pl Książki nie należą do tanich, jednak pozyskać można je na różne sposoby. Istnieją przecież biblioteki, a w sieci po okazyjnej cenie można kupić wiele używanych tytułów. Niestety, nadal zdarzają się przypadki, gdy książki padają łupem złodziei! Jednym z nich jest przedstawiona sprawa kradzieży prowadzona przez Komendę Rejonową Policji I Śródmieście w Warszawie. Na oficjalnej stronie policja.waw.pl w piątek poinformowano, że policjanci poszukują dwóch kobiet: pierwsza z nich podejrzana jest o kradzież markowych okularów w sklepie optycznym, natomiast druga dokonać miała kradzieży w muzeum. Policja zdecydowała się także udostępnić zdjęcia z nagrań z monitoringu, które zawierają wizerunek podejrzanych. Łączna wartość skradzionych przedmiotów książki i okularów wynosi ponad 2000 złotych! Zastanawiające jest zatem, co było droższe: markowe oprawki, czy może jednak album z muzeum! Czytaj także: Ukradła prawie 150 książek na Targach Książki w Krakowie! Policja prowadzi dochodzenie w sprawach kradzieży i prosi, by każdy, kto rozpoznaje wizerunek kobiet, zgłosił to albo osobiście na komendzie przy ulicy Wilczej 21 w Warszawie, albo przekazał informacje telefonicznie lub mailowo. Dane kontaktowe i pozostałe zdjęcia z monitoringu dostępne są na stronie Policji. Co o tym sądzicie? https://www.granice.pl/news/ukradla-ksiazke-teraz-szuka-jej-policja/8519Sat, 13 Jul 2019 18:32:12 +0200Przeczytaj książki nad morzem! Zapraszamy na Nadmorski Plener Czytelniczy Czy macie już swoje plany wakacyjne? Jeśli nie, koniecznie rozważcie wizytę w Gdyni, bo właśnie tam w przyszłym tygodniu rusza Nadmorski Plener Czytelniczy. Nadmorski Plener Czytelniczy w Gdyni to organizowana już po raz dziewiąty impreza nad brzegiem Bałtyku, podczas której czytelnicy mogą spotkać się z ulubionymi pisarzami, kupić nowości wydawnicze i świetnie się bawić. W tym roku Nadmorski Plener Czytelniczy odbędzie się od 19 do 21 lipca. Podczas wydarzenia swoje stoiska mieć będzie ponad 60 wydawców w tym największe polskie wydawnictwa takie jak Wydawnictwo Agora, Wydawnictwo Sonia Draga czy Społeczny Instytut Wydawniczy Znak. Odbędzie się także wiele rozmów z autorami te zorganizowane zostaną na Bulwarze Nadmorskim, a także w Konsulacie Kultury (ul. Jana z Kolna 25) i Gdyńskim Centrum Filmowym (plac Grunwaldzki 2). W imprezie swój udział zapowiedzieli m.in. Eustachy Rylski, prof. Jerzy Bralczyk oraz prof. Lucyna Kirwil, Jakub Małecki, Maciej Siembieda, Janusz Szostak, Rafał Kosik, Barbara Kosmowska i Marek Przybylik. Czytaj także: Pomaga tym, którym nikt inny nie chce pomóc. Wywiad z Januszem Szostakiem Nadmorski Plener Czytelniczy rozpocznie się w piątek w samo południe o godzinie 12:00. Serwis Granice.pl jest patronem medialnym wydarzenia. Weźmiecie udział w tej imprezie? Jeździcie na targi książki?https://www.granice.pl/news/przeczytaj-ksiazki-nad-morzem-zapraszamy-na-nadmorski-plener-czytelniczy/8518Sat, 13 Jul 2019 10:28:30 +0200Automaty z darmowymi książkami? Stoi ich aż sześć w Nowym Jorku! Aż sześć automatów z darmowymi książkami. Brzmi jak marzenie? Ale to prawda! Taki pomysł na zachęcenie do czytania dzieci i młodzież ma jedna z amerykańskich organizacji. W automatach samoobsługowych z reguły kupić możemy przekąski czy ciepłe napoje. Jednak od niedawna coraz częściej urządzenia wykorzystuje się do sprzedaży także i innych produktów. W ubiegłym roku w Krakowie postawiono pierwszy książkomat, w którym czytelnicy mogli nabyć lektury na podróż pociągiem. Tymczasem w Nowym Jorku stworzono automaty, które rozdają darmowe książki! Czytaj także: Na dworcu PKS stanął bibliobox! W sześciu automatach w Nowym Jorku umieszczono książki dla dzieci i młodzieży w wieku od 0 do 14 lat. Jest to część projektu promującego czytelnictwo wśród młodych realizowanego przez amerykańskie tanie linie lotnicze JetBlue. Program automatów z darmowymi książkami rozpoczął się wczoraj, 11 lipca i potrwa do końca sierpnia tego roku. Ma to być odpowiedź na nieczytanie przez uczniów w czasie wakacji. Jak zapewniają organizatorzy, nie ma ograniczeń, ile tytułów można skompletować w ramach akcji. Automaty będą uzupełniane o nowe książki co dwa tygodnie, jednak za każde zdjęcie na Facebooku, Twitterze czy Instagramie, które przedstawiać będzie upuszczanie przez automat JetBlue książki i opatrzone hashtagiem #BookDrop, linie lotnicze przekazują kolejną książkę na cele charytatywne. Łącznie, przewiduje się, że w akcji JetBlue przekaże około 10 tysięcy książek. I to całkowicie za darmo. Automaty propagowane są pod hasłem Zbuduj biblioteczkę z JetBlue. Co o tym sądzicie? Czy w Polsce też przydałoby się takie rozwiązanie na czytelnicze problemy?https://www.granice.pl/news/automaty-z-darmowymi-ksiazkami-stoi-ich-az-szesc-w-nowym-jorku/8517Fri, 12 Jul 2019 14:41:36 +0200Wiemy, kto w Polsce wyda kolejną część "Igrzysk Śmierci"! To już pewne Wydawnictwo Media Rodzina, odpowiedzialne za wydanie poprzednich tytułów z serii o Katniss Everdeen, wyda także prequel historii. Fot. Forum Film Poland / materiały prasowe Kiedy jakiś czas temu pojawiły się informacje o tym, że Suzanne Collins zamierza wydać kolejną książkę z serii Igrzyska Śmierci, wiadomość ta postawiła na nogi wszystkich fanów historii o Katniss Everdeen. Czytaj także: Będzie kontynuacja serii Igrzyska Śmierci! To pewne! Do tej pory sądzono, że Igrzyska Śmierci to zamknięta trylogia, a autorka nie zdecyduje się na jej kontynuacje. Jak się okazuje, amerykańska pisarka, po latach, powraca do Panem, by stworzyć kolejną historię z serii. Nadal niezbyt wiele wiemy na temat tego, o czym będzie prequel. Obecnie wydawnictwa zdradzają jednak, że książka będzie dotyczyć dziesiątych Głodowych Igrzysk i rozpocznie się, podobnie jak pierwszy tom trylogii, w dzień Dożynek. Czytelnicy będą mieli szansę poznać państwo Panem na 64 lata przed wydarzeniami z Igrzysk Śmierci. Co jednak ciekawsze, najnowsza książka Collins ma być zdecydowanie obszerniejsza w stosunku do poprzednich książek z serii! Od wczoraj wiadomo też już, kto będzie polskim wydawcą nowej książki Suzanne Collins. Podobnie, jak przy poprzednich tomach, polskim nakładem powieści zajmie się Wydawnictwo Media Rodzina. Światowa premiera najnowszej książki Collins planowana jest na 19 maja 2020 roku. Nieznana jest jeszcze dokładna data polskiego wydania, jednak Media Rodzina zapewnia, że postara się, by polscy czytelnicy mogli zapoznać się z prequelem najszybciej, jak będzie to możliwe. Chociaż książka jeszcze nie powstała, to tytułem zainteresowane jest już także studio filmowe Lionsgate, które odpowiedzialne było za ekranizację poprzednich części trylogii. Znacie tę trylogię? A może czytaliście książki Suzanne Collins dla dzieci?https://www.granice.pl/news/wiemy-kto-w-polsce-wyda-kolejna-czesc-igrzysk-smierci/8516Fri, 12 Jul 2019 09:10:16 +0200Liczyło się, że zdała. Fragment książki „Gdy nadeszło życie"Znajomi z liceum spotykają się na czterdziestych urodzinach Marceliny. Podczas imprezy jej przyjaciółka Magda trafia do szpitala. Koleżanki i partner starają się ją wesprzeć w trudnych chwilach, choć temperament kobiety znacznie utrudnia im działanie. Nieopatrznie zadane pytanie uruchamia lawinę wspomnień. Mimo upływu lat koszmary dręczą Magdę. Okrutny los zakpił z jej uczuć, planów i marzeń o przyszłości u boku ukochanego. Czy po dwudziestu latach zdoła się otrząsnąć i ucieszą ją zmiany? Ile kłamstw tkwi w każdym w nas? Powieść Gdy nadeszło życieto druga części trylogii Anety Krasińskiej. O pierwszym tomie, Gdy opadły emocje, wydanym jakiś czas temu, rozmawialiśmy z samą autorką. Do lektury jej nowej książki zaprasza Wydawnictwo Szara Godzina. Wcześniejszy fragment powieściGdy nadeszło życie możecie przeczytać tutaj, a dziś w naszym serwisie przedstawiamy ciąg dalszy tej historii: Na miano kierowcy rajdowego Magda na pewno nie zasługiwała i doskonale zdawała sobie z tego sprawę. Wcale nie chodziło jej o to, że do egzaminu praktycznego na prawo jazdy podchodziła wiele razy. W tym przypadku trzeba było mieć ogromne szczęście albo trochę ślepego egzaminatora. Najlepiej i to, i to okraszone dużą dozą cierpliwości. Magda za to była uparta. Już na pierwszym egzaminie przyrzekła sobie, że jeśli tylko zaliczy część teoretyczną, to nie odpuści i zrobi wszystko, by uzyskać prawo jazdy. Pierwszy egzamin teoretyczny zaliczyła bezbłędnie. W części praktycznej jazda na placu między durnymi pachołkami, które miała wrażenie, że same się przesuwają, okazała się ponad jej siły. Zresztą po co komu pokonywać łuk i to tyłem? Uścisnęła szorstką dłoń egzaminatora i wróciła do domu. Dwa dni nie wychodziła z samochodu, zgłębiając tajniki placu manewrowego. Tydzień później drugi raz podeszła do egzaminu. Tym razem jazda po łuku przodem i tyłem nie sprawiała jej trudności. Żółty fiat 126p bez problemu pokonał tę przeszkodę, ale kiedy podjechał pod górkę i ostro zatrzymał się, nastąpiła lawina niewyjaśnionych zdarzeń. Nagle Magda nie była w stanie wrzucić na luz. Skrzynia biegów jakby się zablokowała. Kobieta próbowała raz i drugi, wciskając w podłogę sprzęgło, ale mechanizm stawiał opór. Usiłowała wytłumaczyć to egzaminatorowi, lecz ten tylko machnął ręką, kazał jej wysiąść i umówić się na kolejną poprawkę. Tym razem była wściekła. Chciała wyjaśnić facetowi, że to wina sprzętu, ale ten jedynie odwrócił się na pięcie i odszedł. Wróciła do okienka kasy z przeświadczeniem, że to ostatni raz, kiedy tutaj staje. Dwa tygodnie później musiała zmienić poglądy i zapłacić za czwarte podejście, choć poniekąd mogła być z siebie dumna, bo zdołała zaliczyć wszystkie manewry na placu i prawie udało jej się wyjechać na ulicę. Kiedy z małego fiata przesiadła się do uno, chwilę jej zajęło, zanim namierzyła, gdzie na tablicy rozdzielczej znajdują się poszczególne przyciski. Tak bardzo ją to zaabsorbowało, że uruchomiła silnik i ruszyła, zanim jeszcze zapięła pasy bezpieczeństwa i ustawiła lusterka. Nic dziwnego, że egzaminator kazał jej się zatrzymać i wysiąść przed szlabanem przy bramie wyjazdowej. Kolejne trzy egzaminy nie powiodły się z tej prostej przyczyny, że inni użytkownicy dróg nie zjeżdżali na bok, widząc, że zbliża się samochód z kursantem, który pocił się na samą myśl o tym, że ma wyprzedzić lub wyminąć innego uczestnika ruchu drogowego. Pamiętny ósmy raz przeczył zasadom logiki. W październiku dni stawały się coraz krótsze. Ciągle padał deszcz, wszędzie tworzyły się kałuże i widoczność była mizerna. Egzaminator wyglądał na zmęczonego po całym dniu zmagań. Magda zniechęcona wcześniejszymi niepowodzeniami znalazła się tam tylko dlatego, że rano przypomniała jej o tym matka. Właściwie dziewczyna wolałaby jej później powiedzieć, że najzwyczajniej w świecie zapomniała o wyznaczonym terminie. Ale nie. Dochodziła już siedemnasta, a ona jako ostatnia sterczała na placu manewrowym, czekając na powrót egzaminatora z jej poprzednikiem. Mogła wejść do budynku, ale chciała mieć już za sobą ten dzień. Marzyła o kubku gorącej herbaty z miodem, bo czuła, że zaczyna jej brakować energii. Wreszcie pocieszny grubasek niemrawo zaparkował tuż przed nią i szczerząc zęby w szczerym uśmiechu, wysiadł z auta. Pokazał Magdzie uniesione kciuki. To w drogę powiedziała do siebie i wsiadła do samochodu. Dzień dobry przywitała egzaminatora i nie czekając na odpowiedź, przystąpiła do wykonania doskonale wytrenowanych czynności. Gdy już ustawiła fotel i lusterka, upewniła się, że zapięła pasy. Pani Magdo odezwał się starszy mężczyzna, spoglądając w dokumentację, w której zapewne miał opisy poprzednich porażek wyjeżdżamy z placu i kierujemy się na trasę prowadzącą do Warszawy. Słucham? zaniepokoiła się. Magda wiedziała, że niektórzy nie patyczkują się i nie prowadzą egzaminowanych za rączkę. Mówią, gdzie należy dojechać, i na tym koniec. Dalej każdy już radzi sobie tak, jak potrafi. Dziewczyna powoli ruszyła, kierując się w stronę bramy wyjazdowej. Na szczęście pamiętała, która trasa prowadzi na wylotówkę do Warszawy. Przez cały czas wyglądała drogowskazów, by się upewnić, że nie zabłądziła. Jazda po Skierniewicach nie należała do najtrudniejszych za dnia, ale gdy się ściemniało, trudno było dostrzec nazwy ulic czy znaki drogowe. Zanim więc dotarła na obrzeża miasta, była zlana potem. Ręce ślizgały się jej na kierownicy i najchętniej zamiast ogrzewania, które egzaminator wciąż podkręcał, nastawiłaby chłodzenie. Wreszcie dotarli, ale mężczyzna wciąż milczał, uważnie obserwując ulicę. Gdzie mam skręcić? spytała Magda, delikatnie zwalniając. Proszę jechać dalej nakazał niewzruszony. Kiwnęła głową i nacisnęła pedał gazu. Samochód mknął, a ona zastanawiała się, jak długo jeszcze będzie trwał egzamin. Pół godziny później, wjeżdżając do Warszawy, wiedziała, że czeka ją jeszcze długa trasa. W stolicy jednak nastąpił przełom w relacjach panujących w aucie i milczący egzaminator nagle odzyskał głos, co rusz informując ją, gdzie jechać, a nawet który powinna zająć pas na jezdni. Teraz droga mijała o wiele szybciej. W pewnej chwili mężczyzna kazał jej zaparkować. Wjechała na parking i zatrzymała się we wskazanym przez niego miejscu. Proszę wyłączyć silnik polecił, wysiadając z samochodu. Zaraz wracam. Magda rozejrzała się. Wokół stało kilkanaście aut, a z boku na wysokim budynku, do którego zmierzał jej egzaminator, dostrzegła neon z nazwą banku. Postanowiła wysiąść i odetchnąć. Wyjęła chusteczkę i wytarła spocone dłonie. Czuła, że dosłownie płonie. Najważniejsze jednak, że przez całą drogę ani razu nie usłyszała, że popełniła jakiś błąd. W jej głowie zaczynała kiełkować nadzieja. Nie zdążyła jednak rozwinąć tej myśli, gdy podszedł do niej mężczyzna w mundurze i przedstawił się jako funkcjonariusz policji. Co pani tutaj robi? spytał. Czekam na egzaminatora odparła zgodnie z prawdą. Spojrzał na samochód, przy którym stała, i natychmiast pojął, co miała na myśli. W takim razie zaczekamy wspólnie stwierdził, wyjmując papierosa i częstując ją drugim. Nie musiał jej szczególnie namawiać. Potrzebowała czegoś, czym choć na chwilę mogłaby zająć ręce i myśli. Zaciągnęła się. Pamiętała, jak to było, gdy popalała, chodząc do liceum. Dawne czasy, ale umiejętność została. Teraz papieros zupełnie nie pasował do jej stylu życia. Dzisiaj jednak wszystkie chwyty były dozwolone. Mały stres? dopytywał. Raczej potworne stresisko wyjaśniła, wypuszczając chmurę dymu, która jeszcze przez chwilę unosiła się nad jej głową. Mężczyzna ze zrozumieniem pokiwał głową. Które podejście? A nie będzie się pan śmiał? Sam przechodziłem przez to piekło kilka razy, więc jestem bardzo wyrozumiały powiedział, uśmiechając się do niej. To już ósmy raz stwierdziła i nie patrząc na niego, znowu się zaciągnęła. Tragedii nie ma odparł mężczyzna. Mam kolegów, którzy dobili do dziesięciu, ale się nie poddali. Też miałam takie postanowienie, ale z każdym oblanym egzaminem tracę chęć, by w ogóle podchodzić do kolejnego. Gdybym miał tyle lat co pani, to nie rezygnowałbym tak łatwo wyjaśnił. Magda nerwowo postukiwała butem o wystający krawężnik, a kiedy wypaliła papierosa, podeszła do kosza, by wyrzucić niedopałek. Policjant nieco się przesunął za samochód. Podeszła do niego. A zaparkowała pani w tym miejscu, bo zapytał, wskazując na niebieski znak, na którym widniał wózek inwalidzki. Bo? Zastanawiała się, usilnie próbując sobie przypomnieć, dlaczego akurat w tym miejscu zatrzymała auto, skoro tuż przed nim usytuowany był znak informujący, że to miejsce dla niepełnosprawnych. O, Boże zaczęła błagalnym tonem. Nie zauważyłam! Było ciemno. Podjechałam, bo on mi kazał tutaj stanąć. Już odjeżdżam palnęła, odruchowo szukając kluczyków. Zajrzała do kieszeni w kurtce i w spodniach, ale nie znalazła ich. Później wsiadła do samochodu i zaczęła szukać pod siedzeniami. Nigdzie ich nie było. Pewnie egzaminator zabrał ze sobą stwierdził policjant, wzruszając ramionami. Dopiero teraz przypomniała sobie moment, gdy zatrzymali się, a on rzeczywiście wyciągnął kluczyki ze stacyjki i schował je do kieszeni. Czyli zaliczyłam podwójną wtopę stwierdziła. Mężczyzna przez chwilę w milczeniu obserwował, jak Magda miota się w tę i z powrotem, uderzając się otwartą dłonią w czoło, Idiotka, kretynka, wariatka mówiła do siebie, nie dostrzegając jego obecności. Daj spokój, dziewczyno, to twój egzaminator ma problem, nie ty wyjaśnił funkcjonariusz, wyjmując bloczek mandatowy. Chwilę później w drzwiach ukazał się rzeczony mężczyzna i z uśmiechem na twarzy skierował się w stronę zaparkowanego auta. Z każdym krokiem robił się coraz bardziej posępny. Magda nie widziała, czy sprawiła to świadomość, że czeka na niego z policjantem, czy dopiero teraz dostrzeżony przez niego znak. Egzaminator ruchem głowy nakazał jej, by wsiadła do auta, a sam dzielnie stanął twarzą w twarz ze stróżem prawa. Magda kątem oka spoglądała na to, co się działo za oknem. Nie była w stanie wyłowić żadnego słowa. Cieszyła się, że nie musi brać udziału w tej niewątpliwie mało przyjemnej rozmowie. Niespodziewanie drzwi od jej strony się otworzyły. Pani Magdo, proszę wysiąść poprosił egzaminator. Jego twarz była blada nawet w świetle nielicznych latarni. Miło mi panią poinformować, że właśnie zdała pani egzamin na prawo jazdy. Gratuluję dodał policjant, wyciągając do niej dłoń. Magda w osłupieniu przysłuchiwała się tym słowom. To nie mogła być prawda! Przecież dopiero co nabroiła. Była przekonana o swojej winie. Zastanawiała się, co tu jest grane. Wtedy dostrzegła dłoń wyciągniętą przez egzaminatora, która zniknęła w uścisku policjanta, jakby przypieczętowując porozumienie. Chłód wieczoru orzeźwił jej umysł. Nie musiała znać szczegółów. Liczyło się, że zdała. https://www.granice.pl/news/liczylo-sie-ze-zdala-fragment-ksiazki-gdy-nadeszlo-zycie/8515Thu, 11 Jul 2019 22:56:53 +0200Literacka śląsko-irlandzka debata na dworcu Co wspólnego ma ze sobą Górny Śląsk i Irlandia? Jak przekonali się uczestnicy ostatniej edycji polsko-irlandzkiego festiwalu Polskaire Festival Ruda Śląska, całkiem sporo! W budynku dawnego dworca rozgorzała zaś dyskusja między pisarzami! Fot. Polskaire Festival / Jacek D. Knapik W ostatni weekend, od 5 do 7 lipca w Rudzie Śląskiej odbył się festiwal kultury polsko-irlandzkiej Polskaire Festival. Była to trzecia edycja festiwalu, podczas którego promuje się kulinaria, muzykę, film i literaturę obu krajów. Za organizację festiwalu w Rudzie Śląskiej odpowiadają wspólnie dwie organizacje pozarządowe: Rudzkie Stowarzyszenie Przyjaciół Irlandii "Czarna Koniczyna" oraz Polsko-Irlandzkie Stowarzyszenie Edukacyjne. W piątek wieczorem odbył się dyskurs literacki z udziałem znanych na Śląsku autorów, którzy w swoich publikacjach nie boją się pisać śląską gwarą. Spotkanie z pisarzami poprowadził bloger książkowy, Adam Jakubowski. Samo wydarzenie odbyło się na terenie dawnego miejskiego dworca, od niedawna odrestaurowanego niebawem miejsce to nazywać się będzie Stacja biblioteka, a do środka przeprowadzi się wypożyczalnia główna Miejskiej Biblioteki Publicznej w Rudzie Śląskiej. W Dyskursie na banhowie udział wzięli lokalni pisarze: Marta Matyszczak (m.in. Tajemnicza śmierć Marianny Biel), Grzegorz Kulik (odpowiedzialny za przekład Małego Księcia na śląską gwarę Mały Princ), Wojciech Szwiec (Miejsce), Sabina Waszut (m.in. Dobra-noc), Marcin Melon (m.in. Komisorz Hanusik i Sznupok) oraz dyrektor MBP w Rudzie Śląskiej Krystian Gałuszka. Fot. Polskaire Festival / Jacek D. Knapik Pomysł zrealizowania "Dyskursu literackiego na banhowie" zrodził się w wyniku naszych poszukiwań na nowe festiwalowe tematy, ponieważ naszym celem jest pokazywanie śląskiej kultury regionalnej przy okazji promocji kultury irlandzkiej mówi nam Wojciech Kostka, Dyrektor Festiwalu Polskaire w Rudzie Śląskiej. Jak przyznają uczestnicy wydarzenia, podczas dyskursu panowała niezwykle swobodna atmosfera. A pisarze w czasie dyskusji zdradzili, jak wygląda proces twórczy i co tak naprawdę sprawia, że ich książki są wyjątkowe. Pojawiła się również kwestia gwary dlaczego tak mało czyta się w gwarze i czy Ślązacy nadal się jej wstydzą. Po spotkaniu autorzy rozdawali autografy, czytelnicy mogli zrobić sobie także pamiątkowe zdjęcia z ulubionymi pisarzami. Pierwsza pomysły festiwalowe powstały w Dublinie w 2015 roku z inicjatywy ministra Aodhn ó Rordin'a. Od 2017 roku także i w Polsce organizuje się festiwal polsko-irlandzki. Śląska gwara jest coraz powszechniejsza w literaturze. Po śląsku w swoich książkach artyści piszą już nie tylko do Ślązaków, ale także wszystkich, zainteresowanych śląskością czytelników. W przekładzie na śląską gwarę wydana została też m.in. powieść Drach przetłumaczona przez obecnego na spotkaniu Grzegorza Kulika. Czy podobne festiwale organizowane są w Waszej okolicy? Czytaliście coś po śląsku?https://www.granice.pl/news/literacka-slasko-irlandzka-debata-na-dworcu/8514Thu, 11 Jul 2019 15:07:51 +0200Spalił książki LGBTQ z biblioteki. Teraz rusza jego procesW ubiegłym roku mężczyzna postanowił wypożyczyć z lokalnej biblioteki książki poruszające tematykę LGBTQ. Następnie, zamiast je przeczytać, postanowił je spalić, a sam akt zniszczenia książek przedstawił na nagraniu umieszczonym na Facebooku. Teraz trafi przed sąd. Pod koniec ubiegłego roku pisaliśmy o tym, że mężczyzna z Orange City w USA dokonał nietypowego wybryku. W październiku 62-letni Paul Dorr, który jest przywódcą grupy religijnej Rescue the Perishing, postanowił wypożyczyć książki o tematyce LGBTQ z lokalnej biblioteki. Były to cztery tytuły dla dzieci i młodzieży, mówiące o akceptacji i tolerancji. Czytaj także: Religijny fanatyk spalił książki należące do biblioteki 19 października mężczyzna wrzucił książki do beczki, którą następnie podpalił. Proces palenia książek transmitował na żywo na Facebooku. Wówczas pojawiła się mowa o tym, że mężczyzna może uniknąć konsekwencji, gdy odda te same tytuły do biblioteki. Ten zaś twierdził, że może książnicy przekazać pieniądze, ale z całą pewnością nie odkupi tych samych książek, które spalił. Prokuratura hrabstwa Sioux postanowiła skierować sprawę do sądu. Paul Dorr domagał się jednak odwołania zarzutów, twierdząc, że do tej pory za nieoddanie książek do biblioteki na czas, nie trafiało się przed oblicze sądu, prokuratura zaś uwzięła się na niego z powodu przesłania, jakie miał jego czyn. Niestety, sąd nie przychylili się do jego prośby. Jego [Dorra przyp. red.] działania polegały na celowym zniszczeniu materiałów bibliotecznych, które wypożyczył. Nie ma dowodów wskazujących, że inni użytkownicy biblioteki, którzy nie zwrócili swoich materiałów bibliotecznych, chcieli je zniszczyć, czy nawet, że je zniszczyli uzasadniała decyzję o odrzuceniu wniosku sędzia Lisa Mazurek, o czym czytamy m.in. w materiale thegazette.com. Sędzia powiedziała również, że stan Iowa ma uzasadniony interes, by rozpocząć tę sprawę ze względu na to, że Dorr celowo zniszczył rzeczy należące do majątku stanu Iowa i hrabstwa, a nie do niego samego. Mężczyźnie za spalenie książek grozi grzywna w wysokości do 625 dolarów (ok. 2400 zł) oraz pozbawienie wolności do 30 dni. Jego proces rusza 6 sierpnia. Czytaj także: Nicholas Sparks homofobem? Popularny pisarz przeprasza Przypomnijmy, że w kwietniu tego roku podobna sytuacja miała miejsce w Polsce. Książki takie jak Harry Potter czy Zmierzch zostały spalone przed kościołem w Gdańsku. Wówczas mówiono nie tylko o zanieczyszczeniu środowiska, ale być może także o konsekwencjach z artykułu 196 kodeksu karnego, tj. obrazy uczuć religijnych. Czytaj także: Palą książki! Harry Potter na stos. To naprawdę dzieje się w 2019 roku. O akcji spalania Pottera w Polsce głośno było także poza granicami naszego kraju. W przypadku polskiego duchownego, który postanowił spalić książki, nałożony został mandat przez Straż Miejską, natomiast prokuratura 10 kwietnia umorzyła śledztwo ze względu na brak znamion czynu zabronionego. Co sądzicie o paleniu książek? Czy takie zachowania powinny być bardziej piętnowane?https://www.granice.pl/news/spalil-ksiazki-lgbtq-z-biblioteki-teraz-rusza-jego-proces/8513Thu, 11 Jul 2019 09:57:01 +0200Blanka Lipińska wydaje czwartą książkę! To poradnik! Blanka Lipińska podbiła rynek książki w Polsce swoimi powieściami erotycznymi. W ubiegłym roku wydała pierwszy tom swojej erotycznej serii, a od tego czasu sprzedała miliony swoich książek. Teraz zapowiada kolejną z nich. We wtorek Blanka Lipińska wzięła udział w specjalnym nagraniu na żywo dla programu Dzień Dobry TVN, gdzie w sieci wraz z dziennikarką Barbarą Pasek odpowiadała na pytania widzów i zdradzała informacje o tym, co dalej. Czytaj także: Zrobiliśmy to za Was. Cytaty z 365 dni, które wyjaśniają, o co tak naprawdę chodzi w tej książce. Jak się okazuje, Blanka Lipińska nie spoczywa na laurach. W maju tego roku wydała trzecią część swojej erotycznej serii zatytułowaną Kolejne 365 dni. Była też obecna na tegorocznych Warszawskich Targach Książki, gdzie wielu czytelników czekało na podpis autorki. Teraz kobieta zapowiada, że chce wydać poradnik. Jak przyznaje w nagraniu dla TVN-u, najnowsza publikacja nie będzie dotyczyć seksu, o którym tyle pisała w poprzednich powieściach. W nowej publikacji będzie doradzać, jak schudnąć i walczyć z cellulitem. Jak bowiem przyznała Lipińska, sama schudła 30 kilogramów i za pomocą swojego poradnika zdradzi ten sekret swoim czytelniczkom. To będzie zlepek porad o detoksie, zdrowej diecie, walce z cellulitem mówiła w rozmowie z Pasek Blanka Lipińska. Jednocześnie pisarka przyznaje, że chociaż jej plany wobec tytułu są dość skonkretyzowane, to w sprawie tej książki wciąż rozmawia z wydawcą. Data premiery, ani nawet jej faktyczne wydanie, nie zostało więc w stu procentach potwierdzone. Dodatkowo, autorka w trakcie transmisji sugeruje, że być może pojawi się kolejna książki z jej erotycznej serii. Będzie jakaś czwarta książka. Wczoraj powiedziałam o tym, że przymierzam się też do poradnika [...] - mówiła podczas transmisji live Lipińska. Czytaj także: Będzie ekranizacja 365 dni! Lipińska zadebiutowała w ubiegłym roku powieścią 365 dni wydaną nakładem Edipresse Książki. Niedługo później pojawiła się kontynuacja, Ten dzień, a w tym roku część trzecia Kolejne 365 dni. Ostatnia książka wydana została przez Wydawnictwo Agora, autorka zapowiedziała także, że jej erotyk zostanie zekranizowany. Prawdopodobnie ekranizację polskiego odpowiednika Pięćdziesięciu twarzy Greya w kinach zobaczymy w przyszłoroczne walentynki. Podobno zdjęcia do filmu ruszyć mają już w te wakacje, a w roli głównego bohatera zaangażowany ma zostać raczej mało znany, pochodzący z Włoch aktor. Czytaliście poprzednie książki autorki? Macie zamiar kupić jej poradnik? Najnowsza książka Kolejne 365 dni do kupienia tutaj: https://www.granice.pl/news/blanka-lipinska-wydaje-czwarta-ksiazke-to-poradnik/8512Wed, 10 Jul 2019 18:27:53 +0200Oto najlepsze książki historyczne pierwszego półrocza 2019!Zakończyła się kolejna edycja plebiscytu "Historia Zebrana"! Organizowany przez redakcję portali Histmag.org oraz Granice.pl plebiscyt, kolejny raz wyłonił najlepsze książki historyczne. Tym razem nagrodzone zostały najlepsze książki z pierwszego półrocza 2019 roku. Plebiscyt na najlepszą książkę historyczną Historia Zebrana organizowany jest przez redakcje Histmag.org i Granice.pl. Najlepsze książki wyłaniane są w trzech kategoriach przez internautów (oddano 1,5 tysiąca głosów potwierdzanych za pośrednictwem telefonu komórkowego, co zwiększa wiarygodność wyników głosowania) oraz jurorów, którymi są dziennikarze, naukowcy i doświadczeni recenzenci książek. Dodatkowo, książki w plebiscycie podzielone są na odrębne kategorie, co ułatwia wybór najlepszych pozycji. Oto zwycięzcy naszego plebiscytu: Kategoria: W rolach głównych W rolach głównych to publikacje, w których głównym bohaterem jest konkretny człowiek lub niewielka grupa niezwykłych ludzi, postaci historycznych, tworzących historię lub doświadczonych nią. Są to biografie i wspomnienia. Jurorzy w tej kategorii zdecydowali się wyróżnić książkę Beaty Maciejewskiej i Mirosława Maciorowskiego Władcy Polski. Historia na nowo opowiedziana (Wydawnictwo Agora). Wybitni polscy historycy ze swadą i świetnym znawstwem dziejów Polski opowiadają o polskich władcach. Książki w formie wywiadów czyta się, z punktu widzenia masowego Czytelnika, zdecydowanie lepiej. Łatwiejsze jest też zapamiętywanie poszczególnych wydarzeń czy działań poszczególnych władców i motywów, jakimi się kierowali w swoich działaniach. I tak dowiadujemy się kulis różnych wydarzeń np. unii lubelskiej czy rywalizacji wewnątrzpolskiej w czasach Andegawenów. Polecam tę lekturę gorąco opowiada o zwycięskiej publikacji prof. Jarosław Kłaczkow, juror plebiscytu. Z kolei głosowanie internautów zakończyło się zwycięstwem książki: Likwidatorzy Czarnobyla. Nieznane historie Pawła Sekuły (Wydawnictwo Naukowe PWN). Ta niepozorna książka niesie za sobą olbrzymi ładunek emocjonalny. W tym roku doczekaliśmy się kilku publikacji oraz świetnego serialu poświęconych katastrofie elektrowni w Czarnobylu. Jednak pozycja zawierająca wywiady z likwidatorami skutków katastrofy pozwala spojrzeć na ludzki wymiar tej historii wraz z konsekwencjami, jakie zwykli ludzie musieli ponosić za indolencję ówczesnych władz sowieckich opisuje fenomen zwycięskiej publikacji Piotr Abryszeński, szef działu Recenzje portalu Histmag.org, juror plebiscytu. Kategoria: Okiem badacza Okiem badacza to książki historyczne, wyposażone w aparat naukowy, przeznaczone przede wszystkim dla historyków-zawodowców lub pasjonatów danego tematu. W kategorii Okiem badacza w głosowaniu jury niemal jednogłośnie zwyciężyła książka prof. Włodzimierza Borodzieja i Macieja Górnego Nasza wojna. Narody 1917-1923. Tom 2 (Wydawnictwo W.A.B.). - To synteza ważnego okresu w historii naszej części świata końca I wojny światowej i początków kształtowania się niepodległych państw środkowoeuropejskich. Nie jest to jednak zwyczajna synteza. Autorom, dobrze znającym badania historyków z innych państw regionu, udało się stworzyć porównawczą, a jednocześnie oryginalną narrację o tych czasach. Pokazuje ona różnice i podobieństwa, ale też stawia wiele pytań, których myśląc o okresie 1914-1918 zwykle sobie nie zadajemy. Lektura drugiego tomu Naszej wojny nie powinna zawieść czytelników, którzy cenią sobie interdyscyplinarność i szerokie spojrzenie na przeszłość uzasadnia wybór jury szef działu naukowego Histmag.org, Tomasz Leszkowicz. Z kolei internauci po bardzo zaciętym głosowaniu (jego losy ważyły się aż do ostatniej chwili!) zdecydowali się wyróżnić książkę Piotra Korczyńskiego: Dla ojczyzny ratowania: szubienica, pal i kula. Dyscyplina w dawnym Wojsku Polskim (Wydawnictwo Naukowe PWN). Piotr Korczyński opisuje ciekawe, aczkolwiek mało znane, a często nawet bardzo kontrowersyjne wątki z dziejów historii wojskowości, co czyni jego pracę wyjątkową. To pasjonująca lektura nie tylko dla historyków wojskowości, ale wszystkich miłośników historii opowiada o zwycięskiej publikacji Magdalena Mikrut-Majeranek, redaktor naczelna Histmaga. Kategoria: Historia niebanalna W kategorii Historia niebanalna znalazły się książki ujmujące tematy historyczne w sposób nietuzinkowy, szczególnie interesujący, pozostające na styku literatury, publikacji naukowej czy wspomnień, publikacje popularyzujące wiedzę historyczną, książki, które nie mieszczą się w powyższych kategoriach. W tej kategorii głosowanie jury wyłoniło książkę: Hue 1968. Wietnam we krwi Marka Bowdena (Wydawnictwo Poznańskie). To kolejna, po Helikopterze w ogniu czy Polowaniu na Escobara udana publikacja Marka Bowdena. Autor opisuje kulisy jednej z najkrwawszych bitew wojny wietnamskiej, bazując na archiwaliach amerykańskich i wietnamskich. Ta obszerna, bo licząca niemal 600 stron, książka to doskonały sposób na popularyzację trudnej historii, która do dziś rozgrzewa dyskusję w USA opowiada o zwycięskiej pozycji Magdalena Mikrut-Majeranek. W głosowaniu internautów zwyciężyła w tej kategorii publikacja: Jaworowi ludzie. Rzecz o czasach Bolka II świdnickiego Joanny Żak-Bucholc (Oficyna Wydawnicza Atut). Bolko II Mały, książę świdnicki i jaworski, został przypomniany dzięki serialowi Korona królów. Powieść umieszczona w realiach jego księstwa przypomina o ogromnym potencjalne, jaki ma średniowieczna historia Śląska dzielnicy rozbitej między piastowskich krewniaków, ale też intensywnie rozwiniętej gospodarczo oraz ciekawej kulturowo i politycznie. Co ważne, oprócz stworzenia interesującej fabuły, autorka przyłożyła się do merytorycznej warstwy opowieści, o czym świadczą dołączona do publikacji bibliografia i aneks. Oby jak najwięcej takich powieści historycznych na naszym rynku wydawniczym! chwali zwycięską publikację juror Tomasz Leszkowicz. Wydawcy najlepszych książek otrzymają pamiątkowe dyplomy. Więcej informacji o nagrodzonych publikacjach można znaleźć na stronie plebiscytu. W grudniu rozpocznie się druga tegoroczna edycja konkursu, w której wybierzemy najlepsze publikacje II półrocza. Zwycięskie publikacje z obu półrocznych edycji będą zmagać się o tytuł książki historycznej roku!https://www.granice.pl/news/oto-najlepsze-ksiazki-historyczne-pierwszego-polrocza-2019/8511Wed, 10 Jul 2019 12:57:15 +0200