wiadomości z granice.plhttps://www.granice.plKanał RSS z wortalu granice.plpl-plCopyright (C) 2018 granice.plPo 70 latach zwrócono książkę do biblioteki. To rekord?Czy zdarzyło się Wam przetrzymać książkę wypożyczoną w bibliotece? Pewien czytelnik znacznie przetrzymał wypożyczoną książkę i oddał ją do biblioteki po 70 latach! Przetrzymanie książki o dzień lub dwa wydaje się nie być wielką katastrofą, choć wielu czytelników honorowo traktuje kwestię wypożyczeń z biblioteki. Przed siedemdziesięciu laty w jednej z bibliotek wypożyczono poemat Waltera Scotta, który zwrócono w tym roku! Czytaj także: W tej bibliotece książki wypożycza kot! Teraz Pimpuś pomaga innym! Do zdarzenia doszło w bibliotece miasta Berkley w stanie Kalifornia. Pewna kobieta odkurzała biblioteczkę, gdy odkryła na niej niewielkich rozmiarów egzemplarz poematu Waltera Scotta pod tytułem Pani Jeziora (inny tytuł to Dziewica z Jeziora). Był to poemat składający się z sześciu pieśni i przedstawiający losy angielskiego powstania, które zapoczątkował Douglas of Agnus przeciw królowi szkockiemu Jakubowi V. Kobieta nie rozpoznała jednak tytułu, okazało się bowiem, że książka wcale do nie nie należała! Poemat ten w 1945 roku wypożyczyła jej matka, nie było jednak dane jej go zwrócić. Biblioteczny egzemplarz, pośród innych woluminów, przez ponad 70 lat tkwił w domowej biblioteczce, a w ostatni piątek kobieta postanowiła oddać książkę do biblioteki, ku wielkiemu zaskoczeniu jej pracowników. Chociaż książka już dawno została wykreślona z księgozbioru i raczej nie nadaje się do dalszego wypożyczania, to dla czytelników i biblioteki stanowi piękną pamiątkę minionych czasów. Za tytuł ten nigdy nie została naliczona kara za przetrzymanie, bowiem w Berkley Library w ogóle się ich nie stosuje. Opłaty za przetrzymanie książki poza terminem leżą w gestii biblioteki i rady miejskiej, podobnie jest w Polsce. Okazuje się, że mając obszerną biblioteczkę, czasem sami nie wiemy, jakie skarby w niej skrywamy! A Wam na jak długo zdarzyło się przetrzymać książki?https://www.granice.pl/news/po-70-latach-zwrocono-ksiazke-do-biblioteki-to-rekord/8780Sun, 20 Oct 2019 12:54:01 +0200Cyrk światowej sławy. Nowa książka Anny Fryczkowskiej już wiosną 2020!Wiosną 2020 do księgarń wejdzie najnowsza powieść Anny Fryczkowskiej Czwarte życie cyrkówki Marianny. Kim była cyrkówka Marianna, bohaterka książkiAnny Fryczkowskiej? Rzecz opowiada o autentycznej postaci, Mariannie Razik, która tuż po zakończeniu wojny, wraz ze świeżo poznanym mężem, byłym siłaczem, ruszyła w trasę z występami cyrkowymi. Przez 24 lata wędrówek zjeździli niemal całą Polskę prowincjonalną, dźwigającą się po drugiej wojnie światowej. Cyrk światowej sławy pod pseudonimem Arnolda i Marisse Boticellisse występował w remizach, szkołach, na jarmarkach, odpustach, na rynkach i w więzieniach. Franciszek zrywał owinięte wokół piersi dwudziestometrowe łańcuchy przy wtórze wiersza recytowanego przez żonę Jak wyglądała nowa Polska, gdy okowy faszyzmu zrzucała Podróżowali pociągami i furmankami, sypiali w stodołach i kwaterach prywatnych, na postojach ćwiczyli nowe numery siłowe, akrobatyczne i komiczne. Dzwonienie na policję, gdy mąż bije żonę czy dzieci, powinno być pokazywane w co drugim serialu, powinna do tego zachęcać nauczycielka w szkole i ksiądz na mszy, jednocześnie napominając oprawców. To oprawca powinien dostawać sądowy nakaz wyprowadzki, a nie bita kobieta tułać się z dziećmi, jeśli się odważy na ucieczkę. Wtedy przemoc przestałaby być akceptowana. Nikt by nie rechotał z idiotycznych żartów, że jak się baby nie bije... - wywiad z Anną Fryczkowską Fryczkowska dotarła do osób, które pamiętają Mariannę, do reportaży i filmów o niej, zjeździła Polskę, żeby obejrzeć wszystkie jej obrazy, bo Marianna Razik, po zakończeniu kariery cyrkowej, zajęła się malowaniem obrazów, i to malowaniem między innymi swoich cyrkowych przygód. Ale Czwarte życie cyrkówki Marianny to nie reportaż, lecz pełnokrwista powieść o osobie, która miała odwagę, fantazję, kochała na zabój sztukę oraz swojego męża atletę. Kiedy premiera Czwartego życia cyrkówki MariannyAnny Fryczkowskiej? Nowa powieść Anny Fryczkowskiej ukaże się wiosną 2020 roku nakładem Wydawnictwa Świat Książki. Ale już teraz w naszym serwisie możecie początek powieści. Czwarte życie cyrkówki Marianny,Anna Fryczkowska fragment książki: Słoneczny poniedziałek w Och, już doprawdy nie pamiętam. Ale jest 1947, maj, i tak ciepło,że wcale nie trzeba nosić pończoch Wysiadamy na tej stacji zupełnie nieoczekiwanie, bo przecież mieliśmy jechać dalej, ale patrzę przez okno, gdy pociąg już hamuje i naraz mówię: Tutaj, Arnoldo. Tutaj koniecznie, zobacz, jakie ktoś ma kwiaty w ogrodzie, no patrz, Arnoldo, patrz, mogliby uprawiać rzodkiewki czy szczypiorek, a mają tulipany, zobacz, czerwone, różowe, nawet żółte mają, no patrz, Arnoldo. I co z tego, Marissa? I co z tego? Jeśli ludzie mają chęć na kwiaty w ogrodzie, będą też mieli chęć i na cyrk. Może i masz rację. Skoro mają na kwiaty, będą mieli na bilety. Zrywamy się z miejsc, bo udało nam się w pociągu usiąść. Waliza za walizą, potem koszyki, wózek, plecaki i my. Stacja pozamiatana, chwasty między płytami jeszcze niewielkie, znaczy ktoś niedawno wyrywał, komuś zależy, myśli, że warto i chciałby, żeby było ładniej. To zawsze dobre znaki. Ciekawe, że chwasty rosną najszybciej, na przekór wszystkiemu, dużo szybciej, niż to, co pielęgnujemy. Czasem tak bywa również z myślami. I zaraz wyrywam tę myśl, póki jeszcze mała i nie ma nasion. Odrzucam ją na bok, niech znika. Parowóz wysyła pożegnalny kłąb pary w powietrze, zawsze to widzę tak, że z komina wylatuje gęsta chmura, a na niej pojawia się napis, jak w niemych filmach: Puff! Uch! Chuch!. Kim jestAnna Fryczkowska? Anna Fryczkowska to autorka m.in. wydanych ostatnio Wdowinka (tytuł Najlepsza Książka na Wiosnę 2019" w plebiscycie serwisu Granice.pl) i opartej na faktach Równonocy, nominowanej do literackiej nagrody Gryfia. Wdowinek Anny Fryczkowskiej to opowieść o próbie ucieczki od własnej przeszłości, o uciekinierce z prowincji, która próbuje odnaleźć się w wielkim mieście i o tejże uciekinierce, która po latach na chwilę powraca do rodzinnej wsi. To opowieść o samotności i korzeniach, o rodzinnych więzach i tajemnicach. I o przemocy wobec kobiet. Zawsze. I w każdym miejscu. - recenzja książki Wdowinekhttps://www.granice.pl/news/cyrk-swiatowej-slawy-nowa-ksiazka-anny-fryczkowskiej-juz-wiosna-2020/8779Fri, 18 Oct 2019 23:41:39 +0200Ogród był moim azylem. Fragment książki „Niepokorni. Dziewczyna z ogrodu"Lubimy niegrzecznych chłopców, lubimy niepokorne dziewczyny, no nie? On chłopak po przejściach, ona zbuntowana przeciwko całemu światu. Kacper i Kamila. Dwoje nastolatków, których los nie rozpieszczał, oj nie Jedno spotkanie, jedno spojrzenie, ciepłe słowo, nieśmiały uśmiech mogą zmienić wszystko. Uratować albo przeciwnie zniszczyć już i tak poranione dusze. O tym są Niepokorni. Porwała mnie ta historia, zawładnęła mną i nie pozwala o sobie zapomnieć. Uwodzi, łamie serce i zostawia z pytaniem: co dalej? Powieść o nastolatkach i dla nastolatków, dzieje się tutaj, obok nas, w Sopocie, Trójmieście Pełna skrajnych uczuć od miłości do nienawiści, od strachu do nadziei może się przydarzyć każdej i każdemu z nas. Super debiut polskiej pisarki, Anki Sangusz, która serce oddała Pomorzu. Pisała od zawsze, lecz bardzo, bardzo długo do szuflady. Nadszedł czas, by jej fascynujący, mroczny, pełen emocji świat poznały czytelniczki i czytelnicy. Gwarantuję: wciągnie Was i nie wypuści. Dziś w naszym serwisie przeczytacie premierowe fragmenty książki Niepokorni. Dziewczyna z ogrodu: Prolog Cień przebiegł przez jego napiętą twarz. Kama Idź, proszę cię. Idź stąd. Idź, wyjdź, idź Powtarzałam to, jakbym nie mogła się zatrzymać. Jakbym nie mogła przestać. On, wpatrzony we mnie, cofał się do wyjścia, aż w końcu przeklął głośno, przeskoczył płot i mijając wejście do swojego domu, wybiegł na ulicę. A ja Usiadłam na mojej ławce, w moim ogrodzie, wdychając zapach moich róż. Rozpłakałam się, czując jednocześnie, że właśnie w tej chwili, w tym momencie moje serce rozrywa niepojęta tęsknota za nim. Za chłopakiem znikąd. Tym, który pojawił się nagle i który pokazał mi kawałek cudownego świata. A potem zniszczył wszystko, zostawiając mnie na krawędzi rozpaczy. Rozdział 1 Mój ogród był moim azylem. Czułam się w nim cudownie. Zdawało mi się, że jestem w innym świecie takim, w którym jestem szczęśliwa i kochana. W świecie, w którym nikt mnie nie ocenia. Pewnie dlatego nienawidziłam zimy. Wtedy moje kwiaty umierały, zasypiając pod śniegowym płaszczem, a ja nie mogłam skrywać się już w cieniu drzew i uciekać do mojego wyimaginowanego świata. Świata, w którym byłam kimś zupełnie innym. Kiedy siadałam na małej drewnianej ławce pod okazałą wiśnią, a wokół roztaczał się cudowny aromat moich róż, zamykałam oczy i widziałam siebie właśnie tam. W alternatywnej rzeczywistości. Jestem piękna. Jestem smukła. Zupełnie tak, jak moje czerwone róże. Wszyscy na mnie patrzą. Wszyscy mnie podziwiają. A najbardziej podobam się jej. Tej, która jest ze mnie dumna. Tej, która uśmiecha się i całuje. I patrzy na mnie z radością i dumą. I kocha mnie. Tak, kocha. Pierwszy raz zobaczyłam go w tamten wiosenny wieczór. Było to niemal przed tygodniem, kiedy słońce już zaszło, chowając się w morzu, a nasz sopocki dom skrył się w ciemniejącym końcu kolejnego dnia. Matki nie było, poszła chyba ćwiczyć pilates, chociaż równie dobrze mogła pójść na randkę albo na drinka. Mniejsza z tym. Często wychodziła, co przyjmowałam z ulgą, bo jeśli spędzała wieczór w domu, byłam pewna, że prędzej czy później zawita do mojego pokoju i zacznie do mnie mówić. Albo wygoni mnie z altanki, nie rozumiejąc, jak można siedzieć tam całymi godzinami. Dlatego też z ulgą przyjęłam jej wypad na miasto. Siedziałam na ławce w ogrodzie, koło drewnianej altany. Ogród znajdował się za naszym dużym domem, do którego wprowadziłam się z mamą ponad pięć lat temu, na krótko przed moimi dwunastymi urodzinami. Dom miał sześć pokoi, garaż na dwa samochody, piękne patio, ogród i altankę. To właśnie tutaj spędzałam najwięcej czasu. Zasadziłam też kwiaty: róże wysokopnące, azalie i tulipany, i pieczołowicie je pielęgnowałam. Tego matka też nie rozumiała. Lepiej zadbałabyś o swoją piegowatą cerę pełną pryszczy, a nie o te chwasty mówiła krytycznie, stojąc nade mną, kiedy na kolanach pieliłam grządki. Nie reagowałam. Nauczyłam się wyciszać, wyłączać, chować w swój świat. Często miałam też w uszach słuchawki, o czym ona nie wiedziała. Uciekałam w świat muzyki, która dawała mi wytchnienie i sprawiała, że nie byłam tak bardzo samotna. Bo byłam. Ale nauczyłam się już z tą samotnością żyć. Tamtego wieczoru siedziałam na ławce, słuchałam Radiohead, wdychałam rześkie powietrze jednego z pierwszych wiosennych wieczorów i marzyłam, że mieszkam tu sama, nikt mnie nie ocenia i nie krytykuje. I wtedy zobaczyłam jego. Szedł od strony podjazdu, gdzie zaparkował bus naszego sąsiada. Wiedziałam, że w tym domu znajduje się azyl dla dzieci, które czekają na adopcję lub po prostu nie mają gdzie się podziać. Sąsiad, od którego kupiłyśmy dom, prowadził wraz z żoną rodzinę zastępczą. Znałam dzieci, które tam mieszkały. Teraz było u nich dwóch chłopców i dwie dziewczynki, w wieku od sześciu do jedenastu lat. Ale ten chłopak był starszy. Wysiadł z samochodu, trzymając w ręku plecak, który po chwili zarzucił na siebie. Ubrany był w ciemne dżinsy, adidasy i bluzę z kapturem. W świetle jasnej lampy, która zapalała się w chwili, gdy ktoś znajdował się w pobliżu fotokomórki, zauważyłam, że chłopak jest wysoki, szczupły i ma ciemne włosy, nieco dłuższe i rozczochrane, jakby ciągle poprawiał je palcami. Nie widziałam jego oczu, ale dostrzegłam zarys twarzy. Miał wyraźnie zarysowaną szczękę i kształtne usta, które w tym momencie były mocno zaciśnięte. Jego ramiona były bardzo szerokie. Pewnie coś ćwiczy, pomyślałam z niechęcią. Nie pałałam zbytnią sympatią do wszelkich rodzajów aktywności fizycznej. Może dlatego, że od najmłodszych lat moja matka z maniakalnym uporem zapisywała mnie na różne zajęcia, które w jej mniemaniu miały wpłynąć na smukłość mojej sylwetki. Wychodziło to średnio, bo przecież od samych ćwiczeń raczej nie urosnę, a moje sto sześćdziesiąt trzy centymetry nie wróżą mi raczej kariery w modelingu. Szybko odrzuciłam te myśli, bo tylko mnie wkurzały, i zapatrzyłam się na chłopaka. Sąsiad coś do niego powiedział, jednak siedziałam zbyt daleko, aby to usłyszeć. Po mowie ciała chłopaka rozpoznałam jednak, że nie było to raczej nic miłego. Widziałam, że cały się spiął i chyba nawet zacisnął dłonie w pięści. Po chwili zniknął w bocznym wejściu do domu. Pomyślałam, że jest pewnie kolejnym dzieciakiem przygarniętym przez sąsiadów. Było mi go żal, a jednocześnie trochę mu zazdrościłam. Może to głupie, ale we własnym domu czułam się gorzej niż u obcych ludzi. I wyobrażałam sobie, że może właśnie przez kogoś innego byłabym traktowana z większą sympatią i szacunkiem, niż przez własną matkę. Chociaż tego nie chciałam, podobne mrzonki nawiedzały mnie bardzo często. Westchnęłam i po raz kolejny odpędziłam od siebie przykrą myśl. Zrobiło się już chłodno, postanowiłam więc wejść do domu. Właśnie wtedy u sąsiadów otworzyły się drzwi prowadzące do ogrodu. Jakaś wysoka postać szybkim krokiem przemierzyła alejkę wzdłuż starych jabłoni, zasadzonych tu bardzo dawno temu. Zorientowałam się, że to ten nowy. Chłopak podszedł do bliźniaczej altanki, która stykała się frontową ścianą z naszą, i usiadł na stercie drewna przygotowanego zapewne do spalenia w kominku. Dom sąsiadów był lustrzanym odbiciem naszego. Nigdy tam nie byłam, ale domyślałam się, jaki może mieć układ pomieszczeń. Fuck! dobiegło mnie przekleństwo z drugiej strony drewnianego płotu, który swoją drogą był już w nieco opłakanym stanie. Chłopak miał niski głos, właściwie brzmiał zupełnie jak dorosły mężczyzna. Nie zdawał sobie sprawy, że siedzę jakieś dwa metry od niego. Nie bardzo wiedziałam, co mam robić. Bałam się ruszyć, a jednocześnie chciałam dać mu znak, że nie jest sam. Zawiał lekki wiatr. Wraz z podmuchem poruszyły się moje rdzawe włosy, złapałam je więc i schowałam za ucho. I wówczas mnie zobaczył. Kto tu jest? spytał napiętym głosem. Widziałam, że wstał i podszedł do płotu. Ej, koleś, pokaż się! zażądał tonem niewróżącym nic dobrego. Nie bardzo wiedziałam, jak to rozegrać, więc po prostu wstałam i odchrząknęłam. I chyba wówczas zorientował się, że koleś ze mnie raczej średni. Jestem sąsiadką powiedziałam i podeszłam bliżej. Uniosłam głowę. Chłopak był naprawdę wysoki, miał co najmniej sto osiemdziesiąt centymetrów wzrostu. Co się czaisz po ciemku? odburknął, patrząc na mnie z góry. Widziałam jego oczy, ale nie mogłam rozpoznać ich koloru. Za to zdążyłam dostrzec, że jest niesamowicie przystojny. I bardzo wkurzony. Po prostu sobie siedzę. Nie masz co robić po nocach? Pewnie tatuś będzie cię zaraz szukał. Ale jaki ty masz właściwie problem? zdenerwowałam się. Nie siedzę przecież w twoim ogrodzie! Spojrzał na mnie tak, jakby chciał mnie zamordować. Zacisnął dłonie na drewnianych sztachetach i byłam pewna, że zaraz je wyrwie i nimi rzuci. We mnie. Zupełnie nie wiedziałam co się dzieje. Nie znaliśmy się, a on sprawiał wrażenie, jakby chciał zrobić mi krzywdę. Wysyczał kolejne przekleństwo, uderzył w płot i pobiegł w stronę domu. Po chwili usłyszałam huk zamykanych z pasją drzwi i dudniący dźwięk stóp uderzających w drewniane schody. Stałam jeszcze przez chwilę, zupełnie zszokowana. Nie pojmowałam, co się właśnie wydarzyło. A, zresztą mruknęłam do siebie, wzruszyłam ramionami i powoli ruszyłam w stronę domu. Nieźle się zaczyna. Miałam nadzieję, że już więcej nie spotkam tego szalonego chłopaka, który zachowywał się jakby postradał zmysły. KsiążkęNiepokorni. Dziewczyna z ogrodu kupicie w popularnych księgarniach internetowych: [tabela=6090360]https://www.granice.pl/news/ogrod-byl-moim-azylem-fragment-ksiazki-niepokorni-dziewczyna-z-ogrodu/8778Fri, 18 Oct 2019 11:55:38 +0200Pomóżcie mi, proszę. Fragment książki „Burze w mózgu. Opowieści ze świata neurologii"Nakładem Wydawnictwa Uniwersytetu Jagiellońskiego ukazały się właśnie Burze w mózgu. Opowieści ze świata neurologii. Tokolejna książka autorki bestsellera Wszystko jest w twojej głowie. Zagadkowe objawy choroby u pacjentów powodują, że lekarze muszą włożyć wiele trudu, by ustalić, co się za nimi kryje. Burze w mózgu przedstawiają takie niecodzienne historie: mężczyzna widzi przebiegające przez pokój postaci z kreskówki, pewna dziewczyna ma wrażenie, jakby świat zmieniał się w scenerię z Alicji w Krainie Czarów. Jeszcze inna, gdy tylko pomyśli, że chce wykonać jakiś ruch, staje się bezwładna niczym szmaciana lalka. Suzanne O'Sullivan, neurolożka z wieloletnim stażem, dowodzi, że często kluczem do wyjaśnienia niezwykłych objawów jest mózg. To nasz najbardziej skomplikowany narząd, kontrolujący cały organizm, wciąż skrywający przed nami wiele tajemnic. Działania lekarza diagnozującego zaburzenia w jego funkcjonowaniu przypominają często pracę detektywa. W tej pasjonującej książce autorka łączy przykuwające uwagę historie pacjentów z naukowymi wyjaśnieniami pokazującymi, skąd czerpiemy naszą wiedzę o mózgu i jak niewyobrażalnie jest on złożony. Burze w mózgu opisują ogromną determinację w odkrywaniu sekretów ludzkiego organizmu oraz moc nadziei, która nieprzerwanie towarzyszy pacjentom i lekarzom. Ten zbiór fascynujących opowieści klinicznych przekonująco dowodzi, że w naszej głowie w każdej sekundzie dzieje się coś niezwykłego. - ,,Daily Telegraph" Dziś w naszym serwisie prezentujemy premierowe fragmenty książki: Inna z moich pacjentek, Cherylin, także cierpi na epilepsję, ale jej doświadczenia są zupełnie inne niż doświadczenia Wahida. Jej matka opisała mi jej napady jednym zdaniem: Zachowuje się, tak jakby postradała zmysły. Sama Cherylin nie wie, co się z nią wówczas dzieje. To musi być przerażające uczucie cierpieć z powodu choroby, której objawy widoczne są dla wszystkich z wyjątkiem samego chorego. Cherylin wracała do przytomności w wielu dziwnych miejscach zupełnie nieświadoma tego, jak się w nich znalazła. Równie dobrze mogłaby być do nich teleportowana; nie byłoby w tym dla niej żadnej różnicy. Doświadczenie choroby to w jej wypadku nie sam napad, ale lęk i dezorientacja po powrocie do przytomności. Gdy wraca mi świadomość, mam okropne uczucie, że zaraz umrę zwierzyła mi się. Cherylin zawsze chce, żeby w takich sytuacjach był obok niej ktoś z rodziny, ponieważ potrzebuje pomocy zaufanej osoby. Gdy napad wystąpił podczas wizyty w moim gabinecie, przekonałam się osobiście, że nie sprawdzam się w tej roli. Tego dnia Cherylin przyszła na wizytę sama. Zazwyczaj tak nie robi, ale czasami ktoś bliski z jakichś powodów nie może nam towarzyszyć, i rzeczywiście tego dnia jej rodzice i rodzeństwo byli zajęci innymi sprawami. Opowiadała mi o swoim stanie zdrowia od ostatniej wizyty, gdy nagle wyraz jej twarzy się zmienił, tak jakby przemknęła przez nią jakaś emocja. Nawet teraz trudno byłoby mi to opisać. Jakby trwające przez mgnienie oka zawahanie. Było to tak ulotne, że sądziłam, iż mi się tylko zdawało, i kontynuowałam rozmowę. Jaką dawkę lamotryginy w tej chwili przyjmujesz? spytałam. Cherylin nic nie odpowiedziała. Zamiast tego spojrzała na swoje dłonie i zaczęła przyglądać się uważnie paznokciom. Potem prawą ręką zaczęła obracać pierścionek, który miała na lewym kciuku. Po kilku sekundach podniosła wzrok, lecz wciąż nie odpowiadała na moje pytanie. Może go nie dosłyszała? Czy nie wie, jaką bierze dawkę, czy chodzi o coś innego? W kartotece widzę, że masz brać sto miligramów zgadza się? W tej chwili już byłam pewna, że coś się z nią dzieje, ponieważ przestała reagować na moje słowa. Zamiast tego zaczęła liczyć, wypowiadając głośno i z przerażeniem kolejne słowa. Widać było, że to napad. Jeden, dwa, trzy, cztery, pięć, sześć, siedem, osiem, dziewięć, dziesięć, jedenaście, dwanaście, trzynaście! krzyczała. Z każdą kolejną liczbą krzyk był coraz głośniejszy i słychać w nim było coraz większe przerażenie. Nie ulegało wątpliwości, że jej mózg pracował na maksymalnych obrotach. Za to mój mózg zareagował wyjątkowo ospale. Napad padaczkowy to zawsze wstrząs dla osób postronnych. Pojawia się nagle i jest jak uderzenie obuchem. Nie tylko epileptyk traci kontrolę nad sobą; także jego otoczenie nie wie często, jak się zachować. Gdy mózg wybucha takim nagłym płomieniem, niewiele da się zrobić. Postanowiłam zareagować, ale zrobiłam to za późno, bo nim przystąpiłam do działania, Cherylin podniosła się z krzesła i podreptała w kąt pokoju, cały czas odliczając. Dwadzieścia siedem dwadzieścia osiem dwadzieścia dziewięć. Wyglądała tak, jakby zobaczyła coś przerażającego, coś, co kazało jej stać się tak małą i niewidzialną, jak to tylko było możliwe. Podeszłam do niej, mamrocząc nerwowo słowa, które w moim zamyśle miały ją uspokoić. Już dobrze, jestem przy tobie. Nic się nie bój, jesteś bezpieczna powiedziałam. Przykucnęłam obok niej. Twarz wykrzywił jej grymas. Chwyciła moją dłoń i ścisnęła ją z całej siły. Stojąc na ugiętych kolanach, oparta plecami o ścianę, przypominała małe, przestraszone zwierzątko. Nie, nie, nie szeptała, z trudem łapiąc oddech, a potem dodała: Pomożesz mi, prawda? Jej prośba tylko wzmogła moje poczucie bezradności. Potrzebne jej były słowa otuchy, żeby pokonać lęk będący poza moim zasięgiem. Ten lęk istniał tylko w jej głowie. Objęłam ją drugą, wolną ręką, jak gdyby to miało ją uspokoić, ale oczywiście nie uspokoiło. Przeciwnie, jej krzyki stawały się coraz bardziej natarczywe. Pomóżcie mi, proszę! Pomóżcie! Cały czas trzymała się mnie kurczowo, a ja wiedziałam, że aby nacisnąć dzwonek alarmu wzywający pomocy, muszę wyzwolić się z jej uścisku. Wyrzucałam sobie w duchu, że od tego powinnam była zacząć. Skuliła się i wcisnęła w kąt, zaciągając na usta i na nos kołnierz swetra. Miała wybałuszone oczy i rozglądała się trwożliwie po gabinecie. Gdy epileptyk wpada w konwulsje padaczkowe, należy położyć go na boku i czekać. Taka pozycja chroni go przed uduszeniem się. Jednak w wypadku napadu Cherylin tego rodzaju rozwiązanie nie wchodziło w grę, ponieważ przywarła plecami do ściany i nie dawała się od niej oderwać. Nie istniała obawa, że się udusi, ale zamiast tego wyglądała, jakby gotowała się do skoku. Gdyby rzeczywiście skoczyła przed siebie, powinnam była zadbać o to, aby się nie skaleczyła. Tylko tyle mogłam zrobić. Musiałam także zwracać uwagę na to, czy napad nie trwa zbyt długo. Większość napadów kończy się po paru minutach, ale jeśli trwają dłużej, zagrażają życiu. Spojrzałam na zegarek. Od początku napadu minęła już pewnie minuta. Postanowiłam od tej chwili mierzyć czas. Nie, nie, nie pomóżcie mi, pomóżcie. jęczała Cherylin głosem tłumionym przez kołnierz wełnianego swetra, który przyciskała do ust. Próbowałam zsunąć jej sweter z twarzy, ale spojrzała na mnie rozszerzonymi ze strachu oczyma i potrząsnęła zdecydowanie głową. Spojrzałam po raz kolejny na zegarek. Upłynęło trzydzieści sekund. W sumie upłynęło nie więcej niż półtorej minuty, ale miałam wrażenie, jakby wszystko to trwało o wiele dłużej. Chciałam wyzwolić się z jej uścisku i podejść do drzwi, żeby wezwać pomocy, ale uznałam, że byłoby to dla niej w tej chwili zbyt okrutne. Zaczęłam się sama bać, że napad nigdy się nie skończy. Wiedziałam, że zaraz nie będę miała wyjścia i będę musiała na siłę rozprostować jej palce i wyzwolić rękę. Ratunek przyszedł w ostatniej chwili. Tak jak przed paroma minutami wyraz jej oczu zmienił się na ułamek sekundy i przez chwilę spoglądała normalnie albo prawie normalnie. Potem poczułam, jak rozluźnia uchwyt i nie trzyma mnie już tak kurczowo. Ciągle siedziała w kucki na podłodze, ale widać było, że dręcząca ją zjawa zniknęła. Odsłoniła twarz. Wszystko w porządku, Cherylin? spytałam. Tak. Już wróciłaś do mnie? Tak. Czy wiesz, co się z tobą działo? Czy jest tu moja mama? Nie ma jej. Dzisiaj przyszłaś sama. Czy mam po nią zadzwonić? Czy mama czeka na zewnątrz? Nie. Czy dobrze się czujesz? Podniosła się i podeszła do torebki leżącej tam, gdzie ją zostawiła, obok krzesła. Ciemna plama na dżinsach wskazywała na to, że podczas napadu się zmoczyła. Podniosła torebkę i ruszyła powoli w stronę drzwi. Bardzo panią przepraszam powiedziała. Zaczekaj powiedziałam, kładąc jej rękę na ramieniu i starając się skierować ją z powrotem w stronę krzesła. Usiądź, a ja ci pomogę. Ale ja już się dobrze czuję. Wskazałam plamę na spodniach. Spojrzała w dół i zaczęła ją rozcierać dłonią. Chyba już pójdę powiedziała. Czy wiesz, Cherylin, gdzie w tej chwili jesteś? Tak odparła z uśmiechem. Gdzie? Jestem tutaj uśmiechnęła się znowu i powiodła dłonią po gabinecie. Gdzie jest to tutaj, Cherylin? Galeria handlowa. Nie, Cherylin, nie jesteś w galerii handlowej. Jesteś w szpitalu. Czy mogę już iść? Jeszcze nie. Przymusiłam ją, żeby usiadła z powrotem na krześle. Podniosłam z biurka i pokazałam jej długopis. Co to jest? spytałam. Długopis odparła, unosząc ze zdziwienia brwi, że pytam ją o tak dziecinne rzeczy. Jaki jest dzisiaj dzień tygodnia? Dzień tygodnia? Tak. Jaki mamy dzisiaj dzień tygodnia? Niedziela? Nie. Poniedziałek. Czy wiesz, kim ja jestem? Czy jest tutaj moja mama? Nie ma tu twojej mamy. Czy wiesz, że jesteś w szpitalu? Nie. Naprawdę jestem w szpitalu? Musiało upłynąć około dziesięciu minut, nim wszystkie odpowiedzi Cherylin nabrały sensu. Gdy to nastąpiło, zrozpaczona Cherylin się rozpłakała. Długo szlochała i przyzywała mamy. To właśnie była ta świadomość położenia, na które skazała ją choroba, doświadczana po każdym napadzie, o której opowiadała mi wcześniej. Zadzwoniłam po pielęgniarkę, która zaprowadziła Cherylin do naszej szpitalnej kawiarenki i przyniosła jej filiżankę herbaty, żeby mogła ochłonąć i oswoić ze światem, do którego wróciła po napadzie. Kiedy miałam jako taką pewność, że całkowicie wróciła do siebie, zaprosiłam ją z powrotem do gabinetu, by wrócić do naszej rozmowy. To jednak nic nie dało, ponieważ Cherylin straciła wszelką ochotę do współpracy i chciała jak najszybciej wrócić do domu. Zamówiliśmy taksówkę i umówiłam się z nią na wizytę w kolejnym tygodniu. Przy wyjściu spytałam: A co się dzieje, gdy masz napad na przykład na ulicy? Nic szczególnego. Gdy wracam do siebie i widzę, że ludzie gapią się na mnie, wstaję i staram się iść dalej, jakby nic się nie stało. Wiem, że już ich nigdy nie zobaczę, i dzięki temu tak bardzo się tym nie przejmuję. Kolejny fragment książkiBurze w mózgu. Opowieści ze świata neurologiibędziecie mogli przeczytać już w przyszłym tygodniu. Publikację Suzanne O'Sullivan kupicie zaś w popularnych księgarniach internetowych: [tabela=6093408]https://www.granice.pl/news/pomozcie-mi-prosze-fragment-ksiazki-burze-w-mozgu-opowiesci-ze-swiata-neurologii/8777Fri, 18 Oct 2019 10:22:51 +0200Dzień magii, tajemnicy i grozy na targach książki w KrakowieWydawnictwo Alegoria zaprasza na Międzynarodowe Targi Książki w Krakowie. Książki w promocyjnych cenach, spotkania z autorami oraz... Dzień Magii Tajemnicy i Grozy oto, co przygotowało wydawnictwo dla osób odwiedzającychstoisko A61 w Hali Dunaj. W sobotę, 26. października, od godziny 11 na stoisku A61 obecni będą autorzy książek fantasy dla młodzieży i dzieci: Marek Zychla Scheda gigantów Agnieszka Osikowicz-Chwaja Pamięć lasu Magdalena Świerczek-Gryboś Dzieci Burzy Małgorzata Lisińska Magia Serbithów Piotr T. Dudek Kot czarownicy Dzień Magii, Tajemnicy i Grozy w sobotę, 26. październikato świetna okazja do zdobycia książki z autografem, ale też do rozmowy czy dyskusji z autorami. Ponadto w sobotę od 12:00 do 13:00 Joanna Kafka, ilustratorka Okienka, podpisywać będzie książki, wszystkim spóźnialskim" zaśPiotr Dudek złoży autografy w niedzielę od 14:00 do 15:00. informacja nadesłanahttps://www.granice.pl/news/dzien-magii-tajemnicy-i-grozy-na-targach-ksiazki-w-krakowie/8776Fri, 18 Oct 2019 10:04:20 +0200Oto czołowa dziesiątka tytułów na finiszu plebiscytu „Najlepsza książka na jesień"II etap głosowania w plebiscycie Najlepsza książka na jesień 2019" powoli zmierza do końca. Tylko do niedzieli, 20. października 2019 do godziny 23:59 na stronie www.ksiazkanajesien.plmożecie wspierać swoich faworytów. Tytuły, które zdobędą najwięcej głosów, otrzymają nagrody internautów. Te najwyżej ocenione przez krytyków, otrzymają nagrodę jury. Internauci, którzy zachęcą do głosowania najwięcej osób, zostaną nagrodzeni zestawami liczącymi nawet 20 nowości wydawniczych. Wyróżnieni zostaną również internauci głosujący w plebiscycie i osoby, które nadeślą do organizatorów uzasadnienie dokonanego wyboru. Więcej informacji o tym, jak wygrać w naszym konkursie, znajdziecie nastronie internetowej plebiscytu. Które spośród zgłoszonych publikacji otrzymały jak dotąd najwięcej głosów czytelników i mają największe szanse na zdobycie nagrody głównej internautów? Sytuacja jest bardzo dynamiczna, prowadzenie zmienia się z godziny na godzinę, jednak warto zapoznać się z czołową dziesiątką tytułów na finiszu głosowania: 1.Tylko dla dorosłych, Nina Majewska-Brown, Burda Książki. 2.Kuglarz, Anna Sokalska, Wydawnictwo Lira. 3.Ludzkie potwory. Kobiety Mansona i banalność zła, Nikki Meredith, Wydawnictwo Czarne. 4.Dzisiaj umrzesz Ty, Sue Wallman, Wydawnictwo Zielona Sowa 5.Sekret rodziny von Graffów, Bożena Gałczyńska-Szurek, Wydawnictwo Szara Godzina 6.Sekret antykwariusza, Paweł Jaszczuk, Wydawnictwo Szara Godzina. 7.Strażnicy Starego Lasu. Biała Wieża, Grzegorz Gajek, Wydawnictwo Jaguar. 8.Bo trzeba żyć. Apolonia, Ewa Szymańska, Wydawnictwo Szara Godzina. 9.W jego oczach, Alicja Sinicka, Wydawnictwo Kobiece. 10.Noc, kiedy umarła, Jenny Blackhurst, Wydawnictwo Albatros. Również książki zajmujące dalsze pozycje wciąż mają szansę na zwycięstwo II etap głosowania trwa do niedzieli, 20. października do godziny 23:59. Wyniki plebiscytu poznamy w czwartek, 24. października 2019, podczas Międzynarodowych Targów Książki w Krakowie! Zapraszamy do wspierania swoich faworytów nawww.ksiazkanajesien.plhttps://www.granice.pl/news/oto-czolowa-dziesiatka-tytulow-na-finiszu-plebiscytu-najlepsza-ksiazka-na-jesien/8775Fri, 18 Oct 2019 09:02:09 +0200Zbliżały się Święta... Fragment książki „Pluszowy Zajączek"Zbliżają się Święta, Jacek sadza na biurku swojego ukochanego Pluszowego Zajączka i pisze list do Mikołaja. Rysuje pięknego zajączka, a pod spodem prosi, aby Mikołaj przyniósł taki właśnie prezent jego siostrzyczce Gabrysi. Pluszowy Zajączek nie umie czytać, myśli więc, że Jacek chce go zamienić na nową maskotkę i zrozpaczony zabiera list spod poduszki. Rozumie jednak że postąpił źle i, chcąc naprawić błąd, w dzień Wigilii wyrusza na poszukiwanie Mikołaja. Nie jest to łatwe, ale na szczęście poznani na podwórku Bałwanek, psotnik Mróz i przemądrzała Wrona pomagają mu dostarczyć list na czas. Do lektury książkiPluszowy Zajączek zapraszaWydawnictwo Bis. Dziś w naszym serwisie możecie przeczytać jej premierowe fragmenty: [flipbook=/images_extra/pdf/pluszowy.pdf] Pluszowego Zajączka kupicie w księgarni internetowej Wydawnictwa Bis!https://www.granice.pl/news/zblizaly-sie-swieta-fragment-ksiazki-pluszowy-zajaczek/8774Thu, 17 Oct 2019 11:27:00 +0200Chciałam być normalną nastolatką! Fragment książki „Klub fanek W.M. Oliwia"Ta powieść jest genialna. Tak po prostu. W życiu nie powiedziałabym, że ja, normalna nastolatka, spędzająca pół życia na insta, a drugie pół na fejsie, tak całkowicie i zupełnie odlecę czytając historię trzech zwariowanych, przefajnych dziewczyn i zakocham się jak one w facecie z plakatu, Wiktorze Markosie. Oliwka, kujonica o złotym sercu, wrednie wykorzystywana przez szkolną elitę, Alicja, zawsze ta druga w kolejce do serca rodziców, dla których liczy się tylko jej starsza siostra i na koniec Milka, zakupoholiczka, ale to na pozór, a tak naprawdę cholernie zdolna projektantka byłam z nimi przez te kilkaset stron, podkochiwałam się w serialowym Patryku, śmiałam i płakałam, mocno, mocno trzymając kciuki za te dziewczyny, które stały mi się po prostu bliskie. I chcę jeszcze, czy pani słyszy, pani Majko-Autorko?! Natychmiast, tu i teraz chcę c.d. historii trzech przyjaciółek i jednej Wielkiej Miłości! Natalia z 5T Być nastolatką to zadanie pełne wyzwań. Doskonale zdają sobie z tego sprawę bohaterki kierowanej do młodych czytelniczek powieści Majki Milejko Klub fanek W.M. Oliwia. Jest zabawnie, ale znalazło się też miejsce na refleksję i na to, by się zakochać z wzajemnością! - recenzja książki Klub fanek W.M. Oliwia Do przeczytania książki Marty MilejkoKlub fanek W.M. Oliwia zaprasza Wydawnictwo Mazowieckie. Dziś w naszym serwisie możecie przeczytać jej premierowe fragmenty: Prolog Już wystarczy! Dosyć tego dobrego zagderała mama, przesłaniając mi ekran, po czym wzięła pilota do ręki i, pstryk!, telewizor zgasł. Ale mamo! pisnęłam, podnosząc się na łokciach. Od dwóch godzin zalegałam na dywanie pośrodku salonu, korzystając z okazji, że rodzice zostali po godzinach w pracy, i oglądałam powtórkę ukochanego serialu. To była scena, w której Jestem przekonana, że była to wyjątkowoważna scena, jak zawsze zresztą prychnęła mama, splatając ręce na piersiach i patrząc na mnie z góry. Zadam ci tylko jedno pytanie: lekcje odrobione? Wiedziałam, że tej bitwy nie wygram. Gdy mama wchodziła na grząski grunt, jakim był temat szkoły i innych bzdurnych obowiązków, byłam z góry skazana na porażkę. Ale błagam, cóż mogło być ważniejsze od powtórki Wielkiej Miłości?! Poza tym to był kultowy odcinek, w którym Patryk rozstał się wreszcie z tą wredną Werą i wyznał miłość nieśmiałej Amelii! A co zrobiła moja mama? Wyłączyła telewizor i kazała spadać do książek! No jak tak można?! Tylko dwadzieścia minut! Proooszę mimo wszystko próbowałam jakoś ją ubłagać. Użyłam nawet przymilnego tomu, który świadczył o mojej absolutnej desperacji. Nie. Ma. Mowy wycedziła, najwyraźniej zła. W tej chwili marsz do książek. O ile mnie pamięć nie myli, jutro masz klasówkę. Z biologii. Chcesz spaść z ocenami? Moje oceny zostaw w spokoju wymamrotałam pod nosem, podnosząc się na nogi. Im szybciej ewakuuję się ze strefy zagrożenia, tym lepiej. Są dobre. Ale mama nie zamierzała odpuścić. Ruszyła za mną z zaciekłą miną, stukając obcasami po wyłożonym płytkami korytarzu. Zawsze musiała mieć ostatnie zdanie; nieważne, czy to spór z lekarzami na jej oddziale, czy pyskówka z niepokorną, nastoletnią córką. Ale nie bardzo dobre zauważyła, poprawiając okulary, które zsunęły jej się na czubek nosa. Musisz o tym myśleć, jeśli za rok chcesz startować do dobrego liceum. A ty co robisz? W głowie ci tylko jakieś bzdurne seriale. To nie jest prawdziwe życie, Oliwio! Tak mamo, masz rację przytaknęłam, ale bardziej dla świętego spokoju niż ze zrozumienia, po czym dodałam: Szkoda, że życie nie jest serialem. Wszystko byłoby wtedy prostsze. Oliwia! upomniała mnie mama, a od jej srogiego tonu aż zjeżyły mi się włosy na karku. Nieważne mruknęłam, wywracając oczami, i weszłam do środka. Będąc w swoim pokoju oparłam się o drzwi. Dlaczego moje życie było tak skomplikowane? Dlaczego moi rodzice tak cisnęli, żebym wkuwała na blachę wszystkie regułki i przynosiła do domu same dobre oceny? A, nie. Nie dobre. Bardzo dobre. Odkąd pamiętam, ciągle słyszałam tę ich mantrę: Oby Oliwia została lekarzem. I tak odkąd poszłam do podstawówki, startowałam w niemal każdej olimpiadzie szkolnej, nieważne czy to biologia, matematyka czy fizyka. Musiałam zdobywać dyplomy, nagrody albo przynajmniej wyróżnienia. Bo liczą się punkty, liczy się dobra szkoła i to, że w przyszłości, tak jak moi rodzice, zostanę lekarzem i przejmę po nich klinikę. Ale ja tego nie chciałam! Nie interesowało mnie to ani trochę. Chciałam być normalną nastolatką, marnującą czas na oglądanie seriali na Netflixie. Nastolatką, która ma jakiekolwiek przyjaciółki, chłopaka i żyje spontanicznie, a nie pod dyktando. A żyjąc zgodnie z oczekiwaniami rodziców co ja właściwie miałam? Mój plan dnia wypełniała szkoła, prawie każdego popołudnia korki i zajęcia przygotowawcze, a na koniec nauka do późnej nocy. Może dlatego mój wzrok już był na tyle słaby, że nosiłam zamiast okularów denka od butelek. Chociaż coraz częściej zakładam soczewki i muszę przyznać, że było mi w nich całkiem dobrze. Przynajmniej nie wyglądam jak kujon. Przeszłam przez pokój, w którym panował idealny porządek. W razie kontroli rodzicielskiej, albo gdy przychodziła moja korepetytorka, nie chciałam, żeby ktokolwiek potknął się o porozrzucane na podłodze ciuchy. Usiadłam przy biurku i, sięgając po książkę, zerknęłam smętnie na wiszący nad łóżkiem plakat. To była jedyna rzecz w moim pokoju, która była całkowicie moja. Wizerunek mojego idola. Zdjęcie Wiktora Markosa. Wzdychałam do niego każdej nocy. Był ode mnie starszy o dwa lata, a mimo to już jako dziecko zyskał sławę, grając epizodyczne postacie w filmach i serialach. Największą popularność zyskał dzięki serialowi Wielka Miłość, gdzie wcielił się w rolę charyzmatycznego licealisty, Patryka, który, mimo że był najprzystojniejszym chłopakiem w szkole, był też fajnym facetem i dobrym przyjacielem. Od kilku lat starałam się być z serialem na bieżąco. Oglądałam powtórki w telewizji, jeśli akurat nie przeganiali mnie rodzice, marudząc, jaka to jestem nieodpowiedzialna i dziecinna. On na pewno miał lepsze życie niż ja. Był przystojnym aktorem, spełniał marzenia, znała go niemal każda nastolatka. A co miałam ja? Wzdychając ciężko, zaczęłam się uczyć. Po godzinie stwierdziłam, że i tak nic z tego co przeczytałam nie zostało mi w głowie. Byłam zbyt skupiona na bazgrołach, które z przyzwyczajenia rysowałam na marginesach podręczników i w notatnikach. Lubiłam to. I chyba nawet byłam w tym całkiem dobra. Łagodne łuki, rozmycia, cieniowanie, mocniejsza kreska gdy załamywało się światło To była moja pasja. Pasja, o której nikt nigdy nie powinien się dowiedzieć. Opuszki palców zapiekły, gdy chwyciłam za gumkę i gorączkowo zaczęłam zmazywać dowody swojego nieposłuszeństwa. Rysuneczki znikały jeden po drugim. W moim życiu nie mogło istnieć nic prócz nauki. Rozdział 1 Byłam spóźniona! Diabelnie spóźniona! Na pewno mi tego nie darują! Wbiegłam na ostatnie, piętnaste piętro wieżowca, sapiąc niczym stara lokomotywa. Byłam pewna, że bucha ze mnie para. Przeklęte windy, które działają raz na ruski rok! Rzuciłam się na ciężkie, pomalowane na musztardowy kolor drzwi, które od razu ustąpiły i wpadłam do środka. Zgięta w pół, trzymałam się pod boki, wydając z siebie żałosne, świszczące dźwięki. Gdzieś obok wyczułam ruch. To Ala zeskoczyła z gracją z wysokiej skrzyni. Czemu mnie to nie dziwi? Mogłabym się założyć, że wywróciła oczami, odrzucając swoje długie blond włosy za ramię. Daj mi sapałam, walcząc o oddech. Masz westchnęła Ala, podając mi butelkę z wodą, a ja natychmiast porwałam ją i przycisnęłam do spierzchniętych ust. Gdy w miarę doszłam do siebie i odzyskałam oddech, przycupnęłam obok Ali. Już spokojniej piłam łyczek za łyczkiem, ale moje serce nadal kołatało się w piersi. Milki jeszcze nie ma? Parsknęła, kręcąc głową. Jest piątek. Czego ty od niej oczekujesz? W sumie racja. Piątek to Wyprzedaże!!! usłyszałyśmy dziki ryk na progu. W otwartych drzwiach stała nieziemsko piękna brunetka, obładowana torbami niczym himalajski jak, i wyszczerzyła się do nas we wniebowziętym uśmiechu. No tak, jeśli chodzi o Milkę, praktycznie każdy piątek spędzała na maratonie po centrach handlowych. Kupić, ile się da i za jak najlepszą cenę to była jej dewiza życiowa. Nie ważne, czy założy to na siebie dwa, czy może trzy razy liczyło się tylko to, że kupiła i ma. Słowo daję, jej garderoba wyglądała jak słynna szafa Carrie Bradshaw! Buty, torebki, płaszcze, sukienki, spodnie, bluzki, okulary Gdyby kiedyś naszło ją na wietrzenie szafy i wyprzedanie wszystkich zbędnych rzeczy, w ciągu jednego dnia stałaby się diabelnie bogata! Milka tanecznym krokiem, bardzo z siebie zadowolona, wkroczyła do suszarni, gdzie miałyśmy naszą tajną bazę, lawirując między rozwieszonymi linkami do prania i rupieciami nagromadzonymi przez byłych mieszkańców wieżowca. Postawiła swoje cenne skarby na jednej ze skrzyń i zamaszystym ruchem ściągnęła ciemne okulary, a jej krótkie loki zatańczyły wokół spiczastego podbródka. Laski, nie wiecie nawet, co upolowałam! To po prostu Sztos mruknęłyśmy zgodnie z Alą. Była taka promka, że grzechem Byłoby nie skorzystać dopowiedziałyśmy, a Milka, niezrażona, wyciągnęła z pierwszej torby mikroskopijną sukienkę ze złotych cekinów. Wydałam na nią całe kieszonkowe, ale Warto było. Zaśmiałam się z Milki pod nosem, za to Ala ostentacyjnie walnęła się otwartą dłonią w czoło. Mila wrzuciła do torby swoją nową zdobycz, stanęła w lekkim rozkroku i wsparła rękę na biodrze, tupiąc stopą z udaną złością. Możecie mi przypomnieć, dlaczego ja właściwie się z wami zadaję? Bo jesteśmy Klubem Fanek WM odpowiedziałam, szczerząc się bezczelnie. I twoimi przyjaciółkami, tak przy okazji dodała Ala, mrugając do Milki z kpiną i sympatią zarazem. To były moje dziewczyny. Moje przyjaciółki, z którymi tworzyłam Klub Fanek WM. Różniło nas wiele, lecz łączyło to, że wzdychałyśmy do tego samego chłopaka: Wiktora Markosa. Gdy dwa lata temu poszłam do liceum, z początku nie miałam żadnych koleżanek, bo kto chciałby zadawać się z kujonicą, pieszczoszką wszystkich nauczycieli? Nadal trwałam spirali nakręconej przez rodziców: szkoła, nauka, korki i przygotowywanie do studiów. Ale tak szczerze, czy tylko ja jedna marzyłam, by choć na chwilę oderwać się od tej całej rutyny i ciągłego myślenia o przyszłości? Chciałam tylko zaznać odrobinę wolności, swobody to chyba jeszcze nie zbrodnia? K.u.r.n.i.a, musiałam mieć przecież jakąś odskocznię! I tak, jakieś pół roku temu na portalu fanowskim WM wyczytałam, że jeden z kultowych odcinków Wielkiej Miłości (ten, w którym Amelia została uprowadzona przez zakochanego w niej faceta, a Patryk w ostatniej chwili zdołał ją uratować) był kręcony zaledwie pięć przystanków od mojego domu. W życiu bym się tego nie spodziewała! I koniecznie musiałam tam pójść i przekonać się na własne oczy, czy to rzeczywiście prawda. Gdy już odnalazłam wieżowiec i sławne piętnaste piętro, na którym mieściła się suszarnia, od lat nieużywana i zapuszczona, znalazłam swoją pierwszą przyjaciółkę. Dosłownie. Alicja siedziała w kącie suszarni na prowizorycznym posłaniu, umoszczonym ze sterty koców, i oglądała coś na laptopie. Miała słuchawki w uszach, więc nawet nie zauważyła, kiedy weszłam. Zajadała się bekonowymi czipsami, popijała colę, a na podłodze leżały zmięte papierki po kanapkach z McDonaldsa. Miała dość szczupłą twarz i długie, proste włosy koloru dojrzałej pszenicy. I co jakiś czas śmiesznie marszczyła nos. Wyciągnęła rękę po kolejnego czipsa, ale torebka była już pusta. Zgniotła opakowanie i cisnęła je przed siebie prosto pod moje nogi. Dopiero wtedy mnie zauważyła, a jej niebieskie oczy zrobiły się całkiem okrągłe. Od razu wyszarpnęła słuchawki, przez nieuwagę wypinając je całkowicie z laptopa, a od ścian odbił się głos Wiktora Markosa, który wyznawał swoją miłość Amelii. Od tamtego dnia zaczęłyśmy się z Alą spotykać tu, w suszarni, w miarę regularnie. Najpierw w każdy piątek, a z czasem doszły do tego jeszcze środy i poniedziałki. Zaś niedługo później znalazła nas Milka. Milena była dość zagubiona i nieśmiała, i dziś trudno uwierzyć, że w ciągu kilku miesięcy tak się zmieniła. Jednak to była prawda. Firma jej taty, która od kilku lat ledwo ciągnęła, nagle zdobyła ogromną popularność. Tata Milki był stolarzem i specjalizował się w nietypowych zamówieniach. Jego stoliki, krzesła, biurka czy łóżka okazały się hitem, a znane sieci hotelowe zaczęły masowo zamawiać u niego meble. Musiał powiększyć zakład, zatrudnić ludzi i wreszcie nie tylko wyszedł na prostą, ale stał się po prostu bogaty. Teraz Milka miała tyle kasy, że mogła sobie pozwolić na szalone zakupy kilka razy w miesiącu. Dzięki awansowi społecznemu z ubogiej na krezuskę, zyskała popularność w szkole i stała się bardziej pewna siebie. Ale nie przewróciło się jej w głowie. Dla nas dwóch pozostała tą samą uśmiechniętą, nieco roztrzepaną Milenką, fanką wyprzedaży i oczywiście Wiktora Markosa! I właśnie to były moje przyjaciółki, to z nimi tworzyłam Klub Fanek WM. Oglądałyśmy namiętnie serial Wielka Miłość, plotkowałyśmy i zaśmiewałyśmy się do łez, puszczając wodze fantazji by przewidzieć, co stanie się w kolejnym odcinku. * * * Do naszego legowiska, na którym już czekał przygotowany wcześniej laptop, przeszła teraz Ala. Usiadłam obok niej, wyciągnęłam z plecaka telefon i podałam go koleżance, żeby mogła zrobić hotspota. W tym czasie Milka zdjęła skórzaną, drogą jak nieszczęście ramoneskę i cisnęła botki pod stół, mamrocząc pod nosem: Kiedyś zaciągnę was na taki shopping, że wam w pięty pójdzie! Tak, tak, o bogini wyprzedaży wszelakich, już się boimy ucięła Ala, odpalając stronę z odcinkami online. Możesz w końcu siąść na tyłku, czy zamierzasz zrobić nam pokaz mody, w efekcie którego stracimy kolejny kwadrans? Przypominam uprzejmie, że nie damy rady obejrzeć dwóch odcinków, jak będziesz tak Ale ty zrzędzisz! odparowała, rzucając się między nas. Przesuń się syknęła i trąciła mnie łokciem w żebra. Gdy już umościłyśmy się w naszym barłogu, Ala odpaliła najnowszy odcinek i już żadna z nas nie pisnęła ani słowa. Wszystkie trzy wlepiłyśmy oczy w ekran, z zapartym tchem śledząc każdy ruch bohaterów, szczególnie jednego, i każde wypowiadane przez niego słowo. Nie zapominajmy, że później to wszystko trzeba przecież będzie szczegółowo omówić, więc skupienie było maksymalne. To co, jeszcze jeden? zapytała Ala, gdy na ekranie lapka pojawiły się napisy końcowe. Zmarkotniałam. Ona mogła, na nią nikt w domu nie czekał. Milka też miała sporo swobody. Natomiast ja siedziałam jak na szpilkach, wiedząc, że zaraz wybije osiemnasta, czyli moja godzina policyjna. A niech tam! Wystukałam do mamy szybkiego esemesa, że zasiedziałam się w bibliotece i dopiero kończę pisać referat. Moja mama była zdania, że nic lepiej nie wpływa na samodzielność w nauce niż szukanie informacji w bibliotekach. Internet był tylko dodatkiem. W kilka sekund odpisała mi suche OK. Jupiii! Wyrzuty sumienia, że ją okłamałam, umilkły w tej samej chwili, w której Ala włączyła kolejny odcinek. Poprzedni skończył się w takim momencie, że zaryzykowałabym nawet awanturę z rodzicami, byleby obejrzeć ciąg dalszy serialu. Kolejny fragment książki zaprezentujemy Wam już w przyszłym tygodniu.KsiążkęKlub fanek W.M. Oliwia kupicie w popularnych księgarniach internetowych: [tabela=6090358]https://www.granice.pl/news/chcialam-byc-normalna-nastolatka-fragment-ksiazki-klub-fanek-w-m-oliwia/8773Thu, 17 Oct 2019 11:07:53 +0200Czy to naprawdę może być aż takie łatwe? Fragment książki „Anonimowa dziewczyna"Najbardziej wyczekiwany thriller 2019 roku! Gdy Jessica Farris zgłasza się do udziału w badaniu psychologicznym prowadzonym przez tajemniczą doktor Shields jest przekonana, że będzie musiała jedynie odpowiedzieć na kilka pytań, po czym odbierze wynagrodzenie i na tym skończy się jej rola. Jednak gdy pytania stają się coraz bardziej natarczywe i dogłębne, a sesje badawcze przeradzają się w zadania do wykonania, podczas których Jessica dostaje wytyczne, jak ma się ubrać i zachowywać, dziewczyna zaczyna mieć odczucie, że doktor Shields zna jej myśli... i wie, co Jess ma do ukrycia. W im większą Jess popada paranoję, tym bardziej jasne staje się dla niej, że nie wie już, co w jej życiu jest realne, a co stanowi jeden z eksperymentów manipulacyjnych doktor Shields. Uwikłana w sieci podstępnych oszustw i zazdrości, dziewczyna szybko się przekonuje, że niektóre obsesje bywają zabójcze... Gęsta, trzymająca w napięciu powieść... Bawcie się dobrze, obserwując, jak rozgrywa się ta zabawa w kotka i myszkę - Kirkus Reviews Do lektury powieściAnonimowa dziewczyna zapraszaWydawnictwo Zysk i S-ka. Dziś w naszym serwisie znajdziecie jej premierowe fragmenty: Zapraszamy kobiety w wieku 18-32 lata do udziału w badaniu etyki i moralności prowadzonym przez wybitnego nowojorskiego psychiatrę. Hojne wynagrodzenie. Gwarantujemy anonimowość. W celu uzyskania szczegółowych informacji proszę dzwonić. Łatwo oceniać decyzje i zachowanie innych ludzi jak choćby matki z wózkiem zakupowym załadowanym słodkimi płatkami śniadaniowymi i ciasteczkami Oreo, która wydziera się na dziecko; kierowcy drogiego kabrioletu wyprzedzającego jadący wolniej samochód; kobiety w spokojnej kawiarence nawijającej głośno przez komórkę; męża zdradzającego żonę. A gdybyś wiedział, że matkę właśnie zwolniono z pracy? Co, jeśli kierowca obiecał synowi, że przyjedzie na szkolne przedstawienie, lecz szef naciskał, aby wziął udział w zwołanym w ostatniej chwili zebraniu? Do kobiety w kawiarni zadzwonił mężczyzna miłość jej życia który złamał jej serce? A zdradzana żona wcześniej wielokrotnie wzdrygała się, gdy mąż ją dotykał? Być może równie szybko i ostro oceniłbyś kobietę, która postanowiła wyjawić swe najgłębsze tajemnice obcej osobie tylko dlatego, że dostanie za to zapłatę. Jednak powstrzymaj się, przynajmniej na razie, od osądu. Wszyscy mamy swoje powody, aby zachowywać się tak, a nie inaczej. Nawet jeśli zataimy je przed tymi, którzy sądzą, że znają nas najlepiej. I nawet wtedy, gdy są one tak głęboko w nas ukryte, że sami nie potrafimy się w nich rozeznać. ROZDZIAŁ PIERWSZY Piątek, 16 listopada Wiele kobiet chciałoby, aby ludzie postrzegali je w określony sposób. Moja praca polega na transformacji wyglądu klientek. Zajmuje mi to czterdzieści pięć minut. Gdy pomoc dobiega końca, klientki są odmienione stają się bardziej pewne siebie, promienieją, a nawet wyglądają na szczęśliwsze. Ja jednak mogę im zaoferować jedynie krótkotrwałą zmianę wyglądu, ponieważ ludzie zawsze powracają do początkowego stanu. Aby zaszła prawdziwa przemiana, potrzeba o wiele więcej niż to, co leży w mojej mocy. Piątkowe popołudnie, siedemnasta czterdzieści godziny szczytu. O tej porze ludzie chcą wyglądać jak lepsza wersja siebie, więc konsekwentnie wykreślam ten czas z prywatnego kalendarza. Drzwi wagonu metra otwierają się na stacji Astor. Wysiadam pierwsza. Od dźwigania czarnej kasetki z kosmetykami do makijażu boli mnie ręka. Zawsze tak jest pod koniec długiego dnia pracy. Kołyszącym ruchem przesuwam kasetkę za siebie, tak aby mieściła się w wąskim przejściu przez bramki obrotowe dzisiaj już po raz piąty przez nie przechodzę, więc wykonuję te ruchy bezwiednie i pędzę schodami na górę. Gdy znajduję się na ulicy, nurkuję dłonią w kieszonce skórzanej kurtki i wyciągam komórkę. Dotykam palcem ekranu, aby otworzyć na bieżąco aktualizowany przez BeautyBuzz grafik zleceń. Wprowadzam na ich stronie godziny, w których mogę pracować, a potem dostaję wiadomości o zarezerwowanych wizytach. Ostatnie dzisiejsze zlecenie mam w pobliżu ósmej Ulicy i Uniwersytetu. Dwie klientki, co oznacza podwójny czas, a więc pełne dziewięćdziesiąt minut. Mam adres, nazwiska i numer kontaktowy. Nie wiem, kogo zastanę, gdy zapukam do drzwi, jednak nie boję się nieznajomych. Przekonałam się bowiem, że więcej szkody mogą nam wyrządzić ci, których dobrze znamy. Zapamiętuję dokładną lokalizację. Ruszam dziarskim krokiem, omijając śmieci, które wysypały się na chodnik z przewróconego kosza. Sprzedawca z głośnym grzechotem zaciąga metalową kratę przed swoim sklepikiem. Przechodzę obok trzech studentów z przewieszonymi na ramieniu plecakami, którzy droczą się ze sobą i dla żartu popychają. Dwa budynki od celu rozdzwania się moja komórka. Mama. Wpatruję się w okrągłe zdjęcie uśmiechniętej matki i przeczekuję kolejne dzwonki. Mówię sobie w duchu, że i tak zobaczymy się za pięć dni, gdy pojadę do domu na Święto Dziękczynienia. A jednak nie mogę nie odebrać. Poczucie winy to najcięższe, co zawsze ze sobą noszę. Cześć, mamo, wszystko w porządku? Tak, wszystko dobrze, skarbie. Tak tylko dzwonię, aby zapytać, co u ciebie. Widzę ją w domku na przedmieściach Filadelfii, w którym dorastałam. Miesza sos pieczeniowy na kuchence jedzą wcześnie, a w piątki jest to zawsze pieczeń i pure ziemniaczane a następnie wyciąga korek z butelki wina Zinfandel. W weekendowe wieczory pozwala sobie na kieliszek. Niewielkie okno nad zlewem przyozdobione jest żółtymi zasłonkami, a przez uchwyt od kuchenki przewieszona ścierka do naczyń z napisem Do dzieła. Tapeta z kwiatowym wzorem obłazi na brzegach, zaś lodówka na dole jest wgnieciona w miejscu, w którym kopnął w nią ojciec, gdy drużyna Eagles przegrała decydujący mecz. Kolacja będzie podana, gdy tata, pracujący w sprzedaży ubezpieczeń, wróci z pracy. Pojawi się w drzwiach wejściowych, a mama da mu na powitanie szybkiego całusa. Zawołają moją siostrę Becky do stołu; pomogą jej pokroić mięso na talerzu. Dzisiaj Becky sama zapięła kurtkę relacjonuje mama. Całkiem sama. Nie pomagałam jej. Becky ma dwadzieścia dwa lata. O sześć mniej niż ja. To wspaniale. Czasem czuję, że chciałabym mieszkać bliżej rodziców, bo wtedy mogłabym im pomagać. Innym razem wstydzę się tego, jak ogromną odczuwam ulgę, że jestem daleko. Mogę do ciebie oddzwonić? Śpieszę się do pracy. Och, zatrudnili cię przy kolejnym przedstawieniu? Waham się, co odpowiedzieć. W głosie mamy słychać większe ożywienie. Nie mogę powiedzieć prawdy, więc wypalam pośpiesznie: Tak, to niewielka produkcja. Pewnie nawet niewiele będzie o niej w prasie, ale makijaże są kunsztowne i skomplikowane. Naprawdę nietypowe. Jestem z ciebie taka dumna. Nie mogę się doczekać przyszłego tygodnia, gdy mi o wszystkim opowiesz. Wyczuwam, że mama chce coś dodać. Co prawda jeszcze nie doszłam do umówionego miejsca wizyty kompleksu akademików Uniwersytetu Nowojorskiego ale i tak kończę rozmowę: Ucałuj ode mnie Becky. Kocham cię. Przed dotarciem do klientek wdrażam zasady, których przestrzegam podczas każdego zlecenia. Gdy tylko zobaczę klientkę, zaczynam się jej przyglądać. Zwracam uwagę na to, że brwi wyglądałyby lepiej, gdyby były ciemniejsze; nos należy wykonturować, aby wyglądał na węższy. Dobrze wiem, że i one taksują mnie wzrokiem. Zasada numer jeden: nieoficjalny uniform. Ubieram się na czarno, dzięki czemu nie muszę codziennie rano komponować nowego stroju. W ten sposób wysyłam też klientom subtelny przekaz, że to ja jestem ekspertem. Wybieram wygodne, warstwowe ubrania, które można prać w pralce, i o dziewiętnastej wyglądają równie świeżo co o siódmej rano. Podczas robienia komuś makijażu przestrzeń osobista jest ograniczona, dlatego mam krótko obcięte, wypolerowane paznokcie i miętowy oddech. Kręcone włosy upinam nisko z tyłu głowy. Zawsze przestrzegam tej reguły. Wcieram w dłonie płyn antybakteryjny, wkładam do ust pastylkę miętową, a następnie przyciskam dzwonek do mieszkania 6D. Jestem pięć minut przed czasem to kolejna zasada. Jadę windą na szóste piętro. Podążam korytarzem w stronę głośno nastawionej piosenki Katy Perry Roar. Jedna z klientek jest w szlafroku, a druga w podkoszulku i bokserkach. Czuję zapach dopiero co zakończonych przez nie zabiegów upiększających u dziewczyny o imieniu Mandy farby rozjaśniającej do blond pasemek, a u machającej rękami Taylor lakieru, który właśnie schnie na jej paznokciach Gdzie się dzisiaj wybieracie? zagajam. Na imprezie światło będzie mocniejsze niż w klubie. Z kolei na randkę w restauracji potrzebny jest delikatniejszy makijaż. Lit rzuca Taylor i, widząc moje nierozumiejące spojrzenie, dodaje: To na Manhattanie, w Meatpacking District. Drake był tam wczoraj. A, to fajnie kwituję. Lawiruję między rozrzuconymi na podłodze przedmiotami parasolką, zmiętym szarym swetrem, plecakiem i na niskim stoliku kawowym, żeby móc postawić na nim kasetkę z przyborami do makijażu, odsuwam na bok opakowanie po popcornie i do połowy pełne puszki Red Bulla. Otwieram kasetkę jej boki składają się niczym w akordeonie, ujawniając wiele warstw kosmetyków do makijażu i pędzli. O jaki efekt wam chodzi? pytam dziewczyny. Niektórzy makijażyści upychają w swój codzienny grafik jak najwięcej klientów. Ja uwzględniam dodatkowy czas na zadanie klientkom kilku pytań. Jedna kobieta chce smokey eye i delikatnie umalowane usta, co nie oznacza, że inna nie ma wizji wyrazistych ust w krwistoczerwonym kolorze i jedynie muśniętych tuszem rzęs. Skupiając się na pierwszych minutach w kontakcie z klientem, oszczędzam czas. Ufam przeczuciom i obserwacjom. Dziewczyny twierdzą, że chciałyby seksowny, plażowy makijaż, lecz wiem, że tak naprawdę chcą wyglądać jak Gigi Hadid na okładce czasopisma rozłożonego na ich niewielkiej dwuosobowej sofie. Co studiujecie? zagajam. Komunikację. Obie chcemy pracować w public relations. Mandy wydaje się znudzona, jakbym była irytującym dorosłym pytającym dziecko, kim chce zostać, gdy dorośnie. Brzmi ciekawie. Przyciągam czarne krzesło z prostym oparciem wprost pod lampę sufitową, gdzie światło jest mocniejsze. Zaczynam od Taylor. Mam czterdzieści pięć minut na stworzenie wizji, którą dziewczyna chce ujrzeć w lustrze. Masz niesamowitą cerę. Kolejna zasada: U każdego klienta znajdź coś, co możesz skomplementować. W przypadku Taylor nie jest to trudne. Dzięki rzuca, nie podnosząc wzroku znad ekranu komórki. Zaczyna komentować wiadomości na swoim Instagramie: Czy naprawdę ktoś jeszcze ma ochotę oglądać kolejną fotkę babeczek?, Jules i Brian są tak zakochani, że to obrzydliwe, Inspirujący zachód słońca, łapię... no fajnie, że masz taki zajebisty piątkowy wieczór na swoim balkonie. Pracuję, a gawędzenie dziewczyn przechodzi w dobiegający gdzieś w tle odgłos, jak dźwięk suszarki do włosów czy zwykły gwar miasta. Zatracam się w pociągnięciach pędzla z różnego typu podkładami, które nałożyłam na linię szczęki Taylor, tak aby bezbłędnie dobrać je do koloru jej cery, i w rdzawopiaskowych odcieniach, które mieszam na wierzchu dłoni, by wydobyć złotawe drobinki w jej tęczówkach. Rozcieram na policzkach Taylor bronzer, gdy jej komórka zaczyna pobrzękiwać melodyjką przychodzącego połączenia. Dziewczyna przestaje wystukiwać serduszka i podnosi telefon. Numer zastrzeżony. Mam odebrać? pyta koleżankę. Tak! odparowuje Mandy. To może być Justin. Taylor marszczy nos. Kto odbiera telefony w piątkowy wieczór? Może się nagrać. Kilka chwil później Taylor naciska na przycisk głośnomówiący i męski głos wypełnia pokój: Mówi Ben Quick. Potwierdzam, że jest pani umówiona w ten weekend. Jutro i w niedzielę od ósmej do dziesiątej rano. W Hunter Hall, sala dwieście czternaście. Spotkam się z panią w holu i zaprowadzę na górę. Taylor przewraca oczami. Cofam rękę, w której trzymam tusz do rzęs. Proszę, nie ruszaj głową instruuję. Przepraszam. Mandy, czy mi już zupełnie odbiło? Będę zbyt skacowana, żeby wstać jutro tak wcześnie. Po prostu olej to spotkanie. No tak, ale to w końcu pięćset dolców. Można za nie kupić kilka swetrów z Rag Bone. Jej słowa mnie dekoncentrują. Pięćset dolarów zarabiam za wykonanie dziesięciu makijaży. E tam... Dam sobie spokój. Nie będę ustawiała budzika, żeby iść na jakieś idiotyczne badanie mówi Taylor. Na pewno jest milutki, myślę, spoglądając na zmięty w rogu pokoju sweter. Nie mogę się powstrzymać: To jakiś kwestionariusz? Taylor wzrusza ramionami. Jakiś profesor psychologii szuka studentów do badania. Zastanawiam się, jakie pytania mogą paść w tego typu badaniu. Może to jak test osobowości Myers-Briggs. Cofam się i przyglądam twarzy Taylor. Jest klasycznie piękna i ma godny pozazdroszczenia układ kości. Skoro wychodzicie wieczorem na dłużej, najpierw obwiodę usta konturówką, a potem nałożę na nie błyszczyk. Wyjmuję ulubiony błyszczyk z logo BeautyBuzz na tubce i nakładam go na pełne usta Taylor. Gdy kończę, dziewczyna wstaje, by przejrzeć się w lustrze w łazience. Mandy idzie za nią. Łał! dobiega do mnie głos Taylor. Ta babka zna się na rzeczy. Zróbmy sobie selfie. Najpierw mój makijaż! Zaczynam zbierać kosmetyki, których użyłam do makijażu Taylor, i zastanawiam się, co będzie mi potrzebne dla Mandy, gdy zauważam, że dziewczyna zostawiła na krześle komórkę. Szalony piątkowy wieczór, gdy już przejadę przez miasto autobusem do mojego mieszkanka na Lower East Side, oznacza wyprowadzenie mojego psiaka, mieszańca terriera, Leo, i umycie pędzli do makijażu. Jestem tak wykończona, że zanim Taylor i Mandy zamówią pierwsze koktajle w klubie, ja już będę w łóżku. Znowu zerkam na telefon. A potem w stronę drzwi od łazienki. Są przymknięte. Mogę się założyć, że Taylor nie będzie się nawet chciało oddzwonić i odwołać umówionego spotkania. Muszę sobie kupić taki rozświetlacz, jakiego ona używa dobiega mnie głos Taylor. Pięćset dolarów bardzo by mi pomogło zapłacić w tym miesiącu za wynajem. Mam już grafik na jutro i pierwsze zlecenie jest o dwunastej. Powiem jej, żeby oczy umalowała mi trochę dramatycznie nadaje Mandy. Ciekawe, czy ma ze sobą sztuczne rzęsy. Hunter Hall od ósmej do dziesiątej tyle zapamiętałam, ale jak się nazywa ten asystent? To nie jest świadoma decyzja; dopiero co patrzyłam na telefon, a teraz już go trzymam w ręce. Nie upłynęła jeszcze minuta, więc klawiatura się nie zablokowała. Muszę jednak wyszukać pocztę głosową, co oznacza oderwanie wzroku od drzwi do łazienki. Dotykam palcem ekranu, aby odsłuchać ostatnią nagraną wiadomość i przyciskam telefon do ucha. Drzwi się poruszają Mandy zaczyna wychodzić z łazienki. Obracam się pośpiesznie, czując, jak moje serce zaczyna pulsować z podenerwowania. Nie uda mi się odłożyć telefonu tak, aby tego nie zauważyła. Ben Quick. Rozgorączkowana myślę o tym, by udawać, że telefon po prostu spadł z krzesła. Powiem Taylor, że go podniosłam. Mandy, poczekaj! Asystent... od ósmej do dziesiątej. Myślisz, żeby ją poprosić, aby pomalowała mi usta na ciemniejszy kolor? No dalej, w myślach popycham wiadomość, by się odtwarzała szybciej. Hunter Hall, sala dwieście czternaście. Tak, czemu nie mówi Mandy. Spotkam się z panią w holu. Rozłączam się i dokładnie w chwili, gdy Taylor zaczyna wchodzić do salonu, upuszczam telefon z powrotem na krzesło. Zostawiła go ekranem do dołu czy do góry? Nie mam czasu, aby sobie przypomnieć, bo dziewczyna jest już przy mnie. Patrzy na komórkę. Coś mnie ściska w żołądku. Nawaliłam. Uświadamiam sobie, że leżał ekranem w dół. Źle go odłożyłam. Z trudem przełykam ślinę, myśląc o jakiejś wymówce. Hej. Zmuszam się do spojrzenia jej w oczy. Makijaż jest świetny. Możemy zobaczyć, jak będzie wyglądał z ciemniejszym błyszczykiem? Opada na krzesło. Powoli oddycham z ulgą. Dwa razy poprawiam jej usta za pierwszym razem odcień jest jagodowy, po czym wracam do początkowego koloru. Przez cały czas podtrzymuję sobie lewą dłonią prawy łokieć, aby z powodu drżenia palców nie wyjść poza linię. Gdy kończę, mój puls już się zdążył uspokoić. Wychodzę z mieszkania, lecz zamiast wręczonego napiwku, słyszę jedynie roztargnione Dziękuję. To upewnia mnie o słuszności podjętej decyzji. Ustawiam budzik w telefonie na siódmą piętnaście. Sobota, 17 listopada Następnego dnia rano powtarzam w myślach plan działania. Czasem podjęta pod wpływem impulsu decyzja zmienia bieg życia. A ja nie chcę, aby w moim życiu stało się tak ponownie. Czekam na zewnątrz Hunter Hall, spoglądając co chwila w stronę budynku, w którym mieszka Taylor. Dzień jest pochmurny, powietrze gęste i szare. Przez ułamek sekundy omyłkowo biorę za nią śpieszącą w moją stronę dziewczynę. To jednak tylko osoba, która wyszła pobiegać. Czekam do pięć po ósmej i gdy wydaje się, że Taylor faktycznie jeszcze śpi, wchodzę do holu, w którym mężczyzna w spodniach w kolorze khaki i w koszuli zerka na zegarek. Przepraszam za spóźnienie! wołam. Pani Taylor? Jestem Ben Quick. Miałam rację, zakładając, że dziewczyna nie zadzwoni, aby odwołać spotkanie. Taylor jest chora i poprosiła mnie, żebym przyszła zamiast niej. Nazywam się Jessica. To znaczy Jessica Farris. Och... Ben mruga zdezorientowany. Mierzy mnie wzrokiem i z jeszcze większą uwagą zaczyna mi się przyglądać. Półbuty, które normalnie noszę, zamieniłam na trampki Converse za kostkę, a materiałowy plecak przewiesiłam przez ramię. Uznałam, że nie zaszkodzi, jeśli będę wyglądała na studentkę. Proszę chwilę poczekać mówi wreszcie. Muszę się skonsultować. Jasne przybieram lekko znudzony ton, który wczorajszego wieczoru słyszałam u Taylor. Powtarzam sobie w duchu, że w najgorszym wypadku odmówi mi udziału w badaniu. Nic takiego się nie stanie, po prostu zjem bajgla i pójdę z Leo na długi spacer. Ben odchodzi na bok i wyciąga komórkę. Chętnie posłuchałabym, co będzie mówił, ale jego głos jest przytłumiony. Podchodzi do mnie i pyta: Ile ma pani lat? Dwadzieścia osiem odpowiadam zgodnie z prawdą. Ukradkiem spoglądam na wejście, aby się upewnić, że Taylor nie zamierza się jednak w ostatniej chwili zjawić. Czy obecnie mieszka pani w Nowym Jorku? Potwierdzam skinieniem głowy. Ben ma jeszcze dwa pytania: Gdzie jeszcze pani mieszkała? Czy gdzieś poza Stanami? Potrząsam głową. Tylko w Pensylwanii. Tam się wychowałam. W porządku Ben odkłada telefon. Doktor Shields mówi, że może pani wziąć udział w badaniu. Najpierw poproszę o pani pełne imię, nazwisko i adres zamieszkania. Czy ma pani przy sobie jakiś dokument potwierdzający tożsamość? Przekładam plecak do ręki. Grzebię w nim, aż znajduję portfel. Podaję mu prawo jazdy. Robi zdjęcie, po czym spisuje pozostałe informacje. Jeśli ma pani konto w banku, jutro po zakończeniu sesji badawczej przeleję pani należność. Tak, mam konto. Taylor mówiła, że to pięćset dolarów? Ben kiwa głową. Prześlę te dane osobie prowadzącej badanie, a następnie zaprowadzę panią do sali na piętrze. Czy to naprawdę może być aż takie łatwe? W przyszłym tygodniu zaprezentujemy Wam drugi rozdział powieści. KsiążkęAnonimowa dziewczyna kupicie w popularnych księgarniach internetowych: [tabela=6089583]https://www.granice.pl/news/czy-to-naprawde-moze-byc-az-takie-latwe-fragment-ksiazki-anonimowa-dziewczyna/8772Thu, 17 Oct 2019 10:57:32 +0200Gdzie ten oszust ma sumienie? Fragment książki „Wnuczkowa mafia"3 września 2019 roku Arkadiusz Ł.., pseudonim Hoss, wyrokiem Sądu Okręgowego w Poznaniu został skazany na 7 lat więzienia za wyłudzenie milionów złotych od obywateli Niemiec, Szwajcarii i Luksemburga. Jego przestępcza działalność w Polsce stała się tematem dokumentu Wnuczkowa mafia. Powiedz im, co masz, a zabiorą Ci wszystko, który ukazał się 16 października nakładem Wydawnictwa Harde. Książka jest efektem kilkuletniego dziennikarskiego śledztwa Hanny Dobrowolskiej: lektury kilkuset tomów akt sądowych, rozmów z ofiarami i sprawcami oraz współpracy z policjantami z wydziału kryminalnego. Jak pisze autorka we wstępie, w książce równie istotne jak sensacyjny wątek Hossa i jego kamratów są historie ofiar złodziejskiego procederu. To w większości starsi ludzie, których oszuści - metodą na wnuczka - pozbawiali oszczędności całego życia. Swoim dramatem zdecydowały się podzielić z Hanną Dobrowolską tylko trzy osoby. Ku przestrodze. Większość pokrzywdzonych milczy jednak ze wstydu i poczucia winy, które potęguje jeszcze niezrozumienie rodziny. Niektórzy zmarli wskutek stresu niedługo po przestępstwie. Książkę zamyka rozmowa z prof. dr hab. Beatą Pastwą-Wojciechowską i drem Marcinem Szulcem z Uniwersytetu Gdańskiego, którzy wyjaśniają, dlaczego starsze osoby tak łatwo wykorzystać i dlaczego to przedstawiciele młodszego pokolenia są za to pośrednio odpowiedzialni. Wnuczkowa mafia. Powiedz im, co masz, a zabiorą Ci wszystko- doskonale udokumentowana i świetnie napisana książka spełni oczekiwania zarówno miłośników sensacji i kryminalistyki oraz osób zainteresowanych literaturą faktu, jak i zagadnieniami z pogranicza psychologii i socjologii.. Przedstawia na przykładach metodę na wnuczka i jej ojca chrzestnego Arkadiusza Ł., oraz innych sprawców,. Prowadzi krok po kroku przez działania operacyjne trudne z racji wielopoziomowej struktury wnuczkowych gangów i ich międzynarodowej działalności - prowadzone przez polską i niemiecką policję, Relacjonuje zatrzymania i procesy, zawiera statystyki, fragmenty akt, stenogramy podsłuchów, zeznania, wreszcie bogaty materiał zdjęciowy ilustrujący m.in. niebywałe bogactwo przestępców. Tylko przez pierwsze sześć miesięcy 2019 roku polscy emeryci stracili przez mafię wnuczkową blisko 30 milionów złotych. - wywiad z Hanną Dobrowolską, autorką książki Wnuczkowa mafia. Powiedz im, co masz, a zabiorą Ci wszystkoprzykuwa uwagę od pierwszej do ostatniej strony, zdumiewa i porusza. Przeczytaj z ciekawości. Przeczytaj dla bezpieczeństwa swojego i bliskich. Ofiarą może stać się Twoja mama, Twój dziadek. Ty? Wydawnictwo Harde oraz Hanna Dobrowolska zapraszają do lektury tej ważnej książki. Dziś w naszym serwisie prezentujemy jej premierowe fragmenty: Gdzie ten oszust ma sumienie? Te 30 tysięcy, które im oddałam, to były moje jedyne oszczędności. Gromadziłam je przez ostatnich 15 lat. Mam niewielką emeryturę, odkładałam każdy grosz. Wszystko, co się dało, kupowałam na promocjach, nieraz jadłam przeterminowane jedzenie, żeby tylko mi wystarczyło. Moja rodzina nie wiedziała, że coś odkładam. Wolałam nic nie mówić, zawsze by się znalazł ktoś, komu przydałyby się pieniądze. A ja chciałam być przygotowana, żeby na późną starość nie być dla syna ciężarem. Żebym mogła godnie dożyć swoich ostatnich dni w jakimś ośrodku. Przecież moich bliskich na to nie stać, to są drogie rzeczy kobieta nie kryje łez. Wracam do tej sprawy cały czas, najczęściej, gdy nie mogę spać. Przypominam sobie to wszystko: jak mogłam tak postąpić, tak dać się oszukać? obwinia się pokrzywdzona. Po tym zdarzeniu kobieta długo nie wychodziła z domu, a potem wyjechała do krewnej. Ile ja zdrowia straciłam. Chybabym się wykończyła, gdybym wtedy została sama tłumaczy. Wstyd i upokorzenie towarzyszyły emerytce także kilka tygodni po oszustwie, gdy policja zatrzymała sprawców. W mediach pojawiła się informacja o sprawie. W małej miejscowości, gdzie mieszka pani Jadwiga, takie wieści szybko się rozchodzą. Kobieta była zaczepiana przez sąsiadów na ulicy, dopytywali, czy to ona dała się tak oszukać. Nie kłamałam, bo po co? Ludzie i tak już swoje wiedzieli wyznaje szczerze emerytka. Staruszka często myśli o oszustach, którzy wmówili jej, że wnuczek miał wypadek. To niesamowite, że potrafią tak omotać człowieka, że nie zdąży się zastanowić. Gdzie jest sumienie ludzi, którzy potrafią tak postępować? Kiedyś nie było w społeczeństwie takiej podłości mówi. Urodzona w 1936 roku kobieta pamięta trudne czasy niemieckiej i radzieckiej okupacji. Jestem nauczona, że drugiemu człowiekowi w potrzebie zawsze trzeba pomoc, rękę podać. Mama nas tego nauczyła. W trudnych czasach zawsze znalazł się w naszym domu kawałek chleba dla głodnego człowieka. I też zawsze robiłam, co mogłam, żeby ratować drugą osobę. A bliskiemu oddałabym wszystko. Nigdy nie przyszłoby mi do głowy, że można drugiego człowieka tak wykorzystać. Dotąd nie miałam do czynienia z oszustami, to i nie wiedziałam, że mogę zostać tak oszukana. Czasem się zastanawiam, czy musiałam oddać im wszystko, co miałam. Ale jak miałabym nie pomoc własnemu wnuczkowi? Gdybym miała wtedy więcej pieniędzy, pewnie też oddałabym wszystko Kolejną odsłonę tej historii zaprezentujemy Wam już w przyszłym tygodniu. KsiążkęWnuczkowa mafia możecie kupić w popularnych księgarniach internetowych: [tabela=6092088]https://www.granice.pl/news/gdzie-ten-oszust-ma-sumienie-fragment-ksiazki-wnuczkowa-mafia/8771Thu, 17 Oct 2019 10:45:00 +02003 miliony książek na wyprzedaży? Tak, to prawdaWasze półki uginają się od nieprzeczytanych książek? To nic w porównaniu z jedną z wyprzedaży, która odbyła się całkiem niedawno wówczas klienci mieli do dyspozycji ponad 3 miliony książek! Foto Vulphere / Wikimedia Commons / CC BY 4.0 Jak co roku, w Dubaju rozpoczyna się właśnie specjalny festiwal książki o nazwie Big Bad Wolf Books. To właśnie wtedy czytelnicy mają szansę na znalezienie wielu ciekawych tytułów w niezwykle korzystnych cenach. Czytaj także: Pomaganie przez kupowanie. 10 tysięcy książek na charytatywnej wyprzedaży Jeśli przeraża Was liczba stoisk na targach książki, to miejsce z pewnością nie jest dla Was na czytelników podczas Big Bad Wolf Books czeka bowiem mnóstwo książek, jak zapewniają organizatorzy nawet ponad 3 miliony egzemplarzy. Książki są zaś sprzedawane z rabatem sięgającym nawet -80% ceny! To kolejna edycja wydarzenia, pierwsza odbyła się w 2009 roku w Malezji, a ubiegłroczona przyciągnęła 150 tysięcy czytelników. Big Bad Wolf Books jest jednym z największych i najważniejszych wydarzeń literackich w Dubaju, jednocześnie stanowi też gratkę dla osób czytających w języku angielskim to właśnie w tym języku znajdziemy najwięcej wydanych publikacji. Czytaj także: Egzemplarz Harryego Pottera sprzedany za ponad 133 tysiące złotych! Chociaż festiwal swoje korzenie ma w malezyjskim mieście Petaling Jaya, to teraz organizowany jest w wielu innych miejscach na świecie - przez ostatnie lata swoje edycje w Pakistanie, na Filipinach czy Tajwanie. Obecnie oprócz imprezy w Dubaju, podobne eventy trwają w Colombo na Sri Lance, w mieście Melaka w Malezji oraz w Balikpapan w Indonezji! Akcja zawsze trwa przez kilka tygodni, a ta w Dubaju, jedna z największych ,działa od środy, 11 października i potrwa aż do najbliższego weekendu. Co ciekawe, Big Bad Wolf Books nie mają godzin otwarcia! Impreza czynna jest przez całą dobę! Wstęp na imprezę jest zaś bezpłatny. Czy uważacie, że podobny festiwal sprawdziłby się także w Polsce?https://www.granice.pl/news/3-miliony-ksiazek-na-wyprzedazy-tak-to-prawda/8770Thu, 17 Oct 2019 09:11:45 +0200We mnie łaski dla nich już nie ma! Fragment książki „Kaligula. Wyznania szaleńca"Despota, okrutnik, dewiant seksualny Cesarz. Kaligula to postać, która wywołuje natychmiastowe skojarzenia chyba u wszystkich niezależnie od tego, czy interesują się historią, czy nie. Nazywany szaleńcem na tronie, oskarżany był o kazirodztwo i otwarte uwodzenie cudzych żon. Swego konia Incitatusa miał zamiar mianować konsulem. Siebie obwołał bogiem. Lubił, gdy cierpieli inni. Czy taki był w rzeczywistości? Tego nigdy się nie dowiemy. Michał Kubicz w swej powieści historycznej Kaligula. Wyznania szaleńcaoddaje głos samemu cesarzowi. Ukazuje go jako postać złożoną, daleki jest od jednoznacznych ocen. Bo przecież Kaligula miał potężnych przeciwników. Żył w zupełnie innych czasach niż ludzie współcześni. Był okrutny, ale i czasy łagodne nie były. Cesarz każdego dnia musiał się mierzyć ze zdradą, nielojalnością, ale też z własną przeszłością. Michał Kubicz nie wybiela swojego bohatera, ale każe nam spojrzeć na niego nie jak na karykaturę, ale jak na człowieka. Szalenie interesujący to portret. Autordba o nakreślenie wiarygodnego tła opowiadanych historii i bazowanie na sprawdzonych źródłach. Polecamy więc Wam tę książkę i jako powieść, i jako punkt wyjścia do pogłębiania wiedzy o historii. Historii, która jest naprawdę ciekawa, jeśli wykroczy się poza ramy dat i konkretnych wydarzeń, a spojrzy na nią przez pryzmat ludzi i czasów, w których żyli. Dziś w naszym serwisie możecie przeczytać fragment książki Michała Kubicza Kaligula. Wyznania szaleńca: Przeszukać lochy Palatynu! Łatwo powiedzieć. Domus Tiberiana powstała z połączenia i przebudowy kilkudziesięciu arystokratycznych rezydencji w północnym narożniku wzgórza. Każda z nich miała własne piwnice, podziemne triclinia, wkopane głęboko magazyny wszystko to z kilkusetletnią historią. Część z nich zasypano, część zamurowano, resztę zaś przebudowano i połączono w niekończący się labirynt pomieszczeń pod cesarską rezydencją. Gdzie mogło znajdować się ciało nieszczęsnego Druzusa? Makron zarządził dochodzenie, by ustalić pretorianów, którzy służyli za Sejana i mogą pamiętać miejsca kaźni wykorzystywane przez poprzedniego prefekta. Nie było to proste nikt nie chciał przyznać, że uczestniczył w popełnionych przez niego zbrodniach. Nikt nie chciał być wiązany z krzywdą wyrządzoną rodzinie panującego obecnie cesarza. Dopiero obietnica amnestii połączona z wysoką nagrodą za ujawnienie potrzebnych informacji przełamała milczenie. I nagle do Makrona zaczęli przychodzi pretorianie, weterani i zwykli donosiciele pragnący odkupić swe dawne przewinienia i jeszcze na tym zarobić. Makron ze zdumieniem odkrywał, że lista kryjówek, w których Sejan więził i zadręczał swych wrogów, była o wiele dłuższa, niż przypuszczał. Nim zaszło słońce, przyszedł doń także wyzwoleniec Sejana, który służył w Domus Tiberiana w czasie, gdy rezydował tam wszechwładny prefekt. Wieczorem Makron stawił się wraz z nim przed Kaligulą, który akurat spożywał kolację. Ten człowiek twierdzi, że wie, gdzie jest ciało twojego brata, Gajuszu rzekł do cesarza. Kaligula poderwał się na równe nogi. Prowadź! Prowadź natychmiast! zakrzyknął z pełnymi ustami. Wyzwoleniec ruszył przed siebie, za nim szybkim krokiem maszerowali cesarz i prefekt pretorianów. Szli portykami, mijali niewielkie atria rozświetlone kagankami, kandelabrami i ogniem płonącym w szerokich misach na trójnogach. Wreszcie wyzwoleniec przystanął pod ścianą pokrytą freskiem przedstawiającym zielony ogród z namalowanymi na tynku drzewkami granatu, krzewami róży, wysokimi cyprysami i piniami. Tuż obok znajdował się niewielki ogródek z krzewami róż, które właśnie wypuszczały pierwsze pędy. To tu rzekł pewnym głosem. Przecież tu nie ma przejścia! rzekł Makron z irytacją. Teraz nie ma, ale kiedyś było. Zamurowano je. Za tą ścianą są schody prowadzące do podziemi. Rozwalić mur! rozkazał cesarz. Snujący się po pałacu wieczorową porą niewolnicy rzucili się na poszukiwanie młotów i kilofów. Zaraz potem w całej Domus Tiberiana dał się słyszeć rytmiczny łomot narzędzi. Z przepięknej urody fresku nie pozostał nawet ślad, pod tynkiem zaś ukazały się czerwone płaskie cegły. Zadyszani, spoceni niewolnicy walili młotami dalej. I nagle w ścianie ukazał się otwór. Istotnie. Jest przejście! powiedział zaintrygowany Kaligula. Odsunął robotników i wsadził głowę w ciemną otchłań. Rozejrzał się, po czym zwrócił do wyzwoleńca, który wskazał miejsce: Skąd wiedziałeś, że tu właśnie był więziony Druzus? Ja ja zaczął się jąkać zbity z tropu mężczyzna. Zwrócił się do Makrona: Zapewniałeś, panie, że będę nietykalny, prawda? Makron tylko wzruszył ramionami, Kaligula zaś zbliżył się do sługi. Byłeś pewnie jednym z tych, którzy pastwili się nad umierającym rzekł cesarz. Nie! Nie! Ja nigdy Nie dokończył. Kaligula chwycił jeden z młotów, które robotnicy odstawili pod ścianę, i z całej siły uderzył go w skroń. Nieszczęśnik nie zdołał nawet wydobyć z siebie głosu. Krew zbroczyła przeciwległą ścianę i zdobiące ją malowidła, ciało zaś osunęło się bezgłośnie na posadzkę. Kłamca powiedział tylko Kaligula z pogardą. Zabierzcie go stąd. Usuńcie krew, nim wniknie w pory kamienia. Dwóch niewolników rzuciło się, by wynieść trupa, w tym samym zaś czasie Kaligula rozkazał pozostałym: Powiększcie otwór. Chcę wejść do środka! Znów rozległo się stukanie młotów. Gdy przejście było już dostatecznie szerokie, Kaligula kazał niewolnikom się odsunąć i zrobił krok w ciemność. Światło! rozkazał. Natychmiast podano mu kaganek. Ruszył schodami w dół. Płuca wypełniło mu chłodne, zatęchłe powietrze. Poślizgnął się i omal nie upadł jak długi. Dotarł do wąskiego korytarza wykutego w miękkim tufie, na jego końcu dojrzał metalowe drzwi. Były uchylone. Podszedł i pchnął je lekko. Zaskrzypiały przeraźliwie. Wszedł do niewielkiego pomieszczenia. Płomień lampy rozświetlił na krótką chwilę loch i wtedy Kaligula ujrzał wykręcone, zasuszone ciało o szarej, popękanej skórze. Pośmiertny grymas wykrzywił usta zwłok,odsłaniając białe zęby. Puste oczodoły skierowane były w sufit, a kościste pięści o palcach z nienaturalnie długimi paznokciami zaciśnięte na rozdartym materacu. Widząc miejsce kaźni swego brata, Kaligula krzyknął przerażony, a gliniany kaganek wypadł mu z dłoni i rozbił się na kamieniach. W całkowitej ciemności zaczął się po omacku wycofywać. Nogi odmawiały mu posłuszeństwa, serce biło jak oszalałe. Myślał tylko o jednym czym prędzej wydostać się z tego strasznego miejsca! Uciec! Na powierzchnię! Do żywych! Potykał się co chwila, wreszcie poczuł powiew świeżego powietrza. Był u stóp schodów, w górze migotały niewyraźne światła pałacu. Na czworakach wdrapał się na szczyt i wypadł przez wykuty otwór na podłogę, tuż przed Makronem i niewolnikami. Znalazłeś go, Gajuszu? spytał prefekt, spoglądając na cesarza, który miał brudną tunikę, zmierzwione włosy, a w oczach obłęd i strach. Tak! wyszeptał. Znalazłem! Niech bogowie mają w opiece tych, którzy to uczynili, bo u mnie łaski dla nich już nie ma! KsiążkęKaligula. Wyznania szaleńca kupicie w popularnych księgarniach internetowych: [tabela=6092112]https://www.granice.pl/news/we-mnie-laski-dla-nich-juz-nie-ma-fragment-ksiazki-kaligula-wyznania-szalenca/8769Wed, 16 Oct 2019 14:21:55 +0200Podpalenie Europy. Fragment książki „Walczyły w cieniu mężczyzn"Podczas II wojny światowej po raz pierwszy w historii zaczęto szkolić kobiety do walki z bronią w ręku oraz jako tajne agentki, które na spadochronach miały być zrzucane za liniami wroga. Podczas tej wojny uległy zmianie stare zasady dotyczące płci, a agencje wywiadu stworzyły specjalne szkolenia i funkcje z myślą o kobietach. Właśnie wtedy szefowie wywiadów uświadomili sobie ich potencjał jako kurierek, operatorek radiostacji, szpiegów, sabotażystek, a nawet przywódczyń ruchu op. Piszą o tym Greg Lewis i Gordon Thomas w publikacjiWalczyły w cieniu mężczyzn. Kobiety wojowniczki II wojny światowej, która ukazała się właśnie nakłademWydawnictwa Bellona: Zmiany zapoczątkował brytyjski premier Winston Churchill, wydając w lipcu 1940 roku rozkaz podpalenia Europy. Jednostką, która miała go wykonać, było Kierownictwo Operacji Specjalnych (Special Operations Executive, SOE) nowy rodzaj służby wywiadowczej. Churchill nazywał tych agentów członkami mojej tajnej armii, którzy działają i walczą w cieniu. Kobiety stały się szpiegami i sabotażystkami, wyszkolonymi w kryptografii, kartografii, analityczkami, ekspertkami w sztuce werbunku, komunikacji, dowodzenia ruchem oporu oraz partyzantką. Służyły w pełnych napięcia dniach wojny w każdym teatrze wojny w Europie. W Stanach Zjednoczonych 13 czerwca 1942 roku, sześć miesięcy po japońskim ataku na Pearl Harbor, prezydent Franklin D. Roosevelt wydał rozkaz sformowania Biura Służb Strategicznych (Office of Strategic Services, OSS). Prezydenckie pióro otworzyło amerykańskim kobietom drogę do działania za liniami wroga razem z SOE. Spektrum agentek było szerokie: od dziewcząt, które dopiero co opuściły szkołę, po dojrzałe matrony; od kobiet z klasy robotniczej po córki arystokratów; od przeciętnych po piękności; od skromnych i pruderyjnych po skandalistki. Każdą z nich przeszkolono, by potrafiła wtopić się w lokalną społeczność, a nawet w razie konieczności zmienić wygląd, kulejąc lub zakładając okulary. Włamywacze uczyli je otwierać wytrychami zamki i sejfy. Specjaliści pokazywali im, jak używać gumowych pałek, broni maszynowej, automatów Smith Wesson z tłumikiem oraz jak zabijać za pomocą noża o wypolerowanym oraz o matowym ostrzu. Instruowano je, jak rzucać granatami, wyskakiwać z szybko jadących pociągów i przyczepiać bomby do kadłubów statków. Te, które miały pełnić funkcję radiotelegrafistek, uczono wysyłania zaszyfrowanych wiadomości i aranżowania zrzutów broni dla bojowników ruchu oporu, z którymi współpracowały. Wszystkie wiedziały, że w przypadku porażki stawką były tortury i śmierć. Odważne i przedsiębiorcze kobiety, gotowe narazić własne życie w służbie ojczyźnie, pracowały pod przykrywką fałszywej tożsamości. Wypełniały przydzielo- 11 ne im zadania, czasem wykorzystując zaawansowane technicznie urządzenia, choć żadne z nich nie było w stanie zastąpić osobistej inteligencji i determinacji. Średnia wieku agentek wynosiła dwadzieścia pięć lat, niektóre były młodsze. Ich kobiecość stanowiła wartość samą w sobie, gdyż uważano, że były mniej narażone na rewizję lub aresztowanie przez Niemców, gdy przewoziły wiadomości lub obsługiwały radiostacje. Jednak praca ta często wymagała wielkiego poświęcenia. Dla wielu agentek wstąpienie do czynnej służby wiązało się z pozostawieniem w domu dzieci, nawet niemowląt. Wiele też za swoją odwagę zapłaciło najwyższą cenę. Historia każdej z nich zasługuje na specjalne miejsce w historii brytyjskiego i amerykańskiego wywiadu z czasów II wojny światowej. Te potajemne zmagania, a wreszcie sama wojna nie zostałyby wygrane bez odwagi i poświęcenia walczących w cieniu bohaterek. Tego samego dnia, w którym Churchill wydał rozkaz utworzenia SOE, Adolf Hitler przemawiał w Reichstagu, głosząc, iż Trzecia Rzesza przetrwa tysiąc lat. Przy akompaniamencie gromkich braw przypomniał zgromadzonym, że w ciągu kilkumiesięcznej wojny błyskawicznej (blitzkrieg) Niemcy podbiły Polskę, Czechosłowację, Danię, Norwegię, Belgię, a teraz Francję. Pozostała jedynie Anglia. Na niebie nad Londynem Królewskie Siły Powietrzne (Royal Air Force, RAF) toczyły heroiczny bój z niemieckim Luftwaffe, podczas gdy tysiące cywili tłoczyło się nocami w schronach przeciwlotniczych i tunelach metra. Wychodząc z nich rano, znajdowali w gruzach kolejne setki rannych i zabitych. Od czasów Wielkiego Pożaru w 1666 roku w Londynie nie było aż tak gwałtownych płomieni. Wielka Brytania trwała samotnie, strzegąc swoich wybrzeży, a zagrożenie inwazją kładło się na kraju mrocznym cieniem. Churchill w przemówieniu do Izby Gmin podkreślił swoją wizję przyszłości i zakończył słowami: Spodziewam się, że bitwa o Brytanię dopiero się rozpoczyna. Od tej bitwy zależy przetrwanie cywilizacji chrześcijańskiej, życie Brytyjczyków oraz ciągłość naszych odwiecznych instytucji i naszego imperium. Wkrótce nieprzyjaciel skieruje na nas całą swą furię i potęgę. Hitler wie, że albo pokona nas na tej wyspie, albo przegra wojnę. Jeśli mu się przeciwstawimy, Europa będzie wolna, a życie świata wkroczy na szerokie słoneczne wyżyny. Lecz jeśli poniesiemy porażkę, wówczas cały świat, również Stany Zjednoczone, wszystko, co znamy i na czym nam zależy, pogrąży się w otchłani nowego wieku ciemności, który światła wypaczonej nauki uczynią jeszcze dłuższym i bardziej złowieszczym. Stańmy zatem na wysokości zadania, by jeśli Imperium Brytyjskie i Wspólnota Narodów przetrwają tysiące lat, ludzie wciąż powtarzali: To była ich najlepsza godzina. Tego wieczoru przekazał swojemu Gabinetowi Wojennemu, jak zamierza to osiągnąć: Należy pilnie i niezbędnie dołożyć wszelkich starań, aby w tajemnicy pozyskać najlepsze dostępne informacje na temat niemieckich sił zbrojnych w różnych krajach, nawiązać bliskie kontakty z lokalnymi społecznościami i umieścić wśród nich naszych agentów. Oznajmił, że SOE nie tylko będzie podnosiło morale narodu, ale także pokaże światu, iż opór stawiany przez Wielką Brytanię zdeterminuje przebieg wojny. Nasz naród będzie walczył z Niemcami na plażach i na polach, w wioskach, miasteczkach, miastach i wreszcie w Londynie. SOE utoruje nam drogę do zwycięstwa. Na stanowisko ministra wojny ekonomicznej Churchill powołał doktora Hugh Daltona, wysokiego łysego mężczyznę ze stopniem naukowym w dziedzinie ekonomii, który w skrojonych na miarę garniturach i ręcznie szytych koszulach, z krawatem klubu krykietowego Marylebone, wyglądał jak ucieleśnienie brytyjskiej elity władzy, niczym bankier lub prezes dużej firmy. Bogaty socjalista i przeciwnik polityki ustępstw, w latach trzydziestych poświęcił większość swojego czasu i majątku na ostrzeganie przed zagrożeniem, jakie stanowił Hitler, i otwarcie podziwiał Churchilla. Dalton wiedział, że to stanowisko, a zwłaszcza tytuł nie zapewnią mu ciepłego przyjęcia przez zwolenników cięć budżetowych ani w Ministerstwie Skarbu, ani Spraw Zagranicznych. Ponadto, jak podejrzewał, starsi oficerowie w Ministerstwie Wojny nie uznają go za odpowiednio przygotowanego pod względem wojskowym do kierowania resortem Wojny Ekonomicznej. W ciągu czterech lat, jakie spędził na frontach I wojny światowej, nie nauczył się niczego o wywiadzie i kontrwywiadzie, nie mówiąc już o kosztach ich funkcjonowania. Churchill zapewnił Daltona, że wybrał kogoś, kto ma wystarczające doświadczenie wojskowe, by poradzić sobie z ministrami brytyjskiego rządu (Whitehall), a zarazem stworzyć tajną armię, która wysłana do Europy przechyli szalę wojny na niekorzyść nazistów. Tym kimś był brygadier Colin McVean Gubbins, który dowodził brytyjską armią w Norwegii po inwazji niemieckich sił zbrojnych (Wehrmachtu) na ten kraj w 1940 roku. Pochodził z rodziny szkockich górali, której potomkowie służyli w brytyjskiej armii od czasów kampanii Oliwera Cromwella w XVII wieku. Został odznaczony Krzyżem Wojskowym (Military Cross) podczas I wojny światowej i był utalentowanym dowódcą, odważnym, współczującym, urodzonym przywódcą dla młodszych. Był również przekonany, iż kobiety mogą wykonywać pracę tajnych agentów równie dobrze jak mężczyźni. Premier wiedział, że Gubbins przeczytał tłumaczenie podręcznika wojskowego Sztuka wojny Sun Tzu od dwóch tysięcy lat najważniejszej lektury chińskich dowódców. Churchill spotkał się z Gubbinsem, aby przedyskutować kluczowy element strategii Sun Tzu: infiltrację terytorium wroga przez tajnych agentów w celu gromadzenia danych wywiadowczych i dokonywania aktów sabotażu. Postrzegał Gubbinsa jako połączenie patrioty i szpiega. Jego nazwisko figurowało w aktach premiera na liście ludzi użytecznych i postanowił, iż Gubbins obejmie w SOE jedno z kluczowych stanowisk. W 1919 roku Gubbinsa wysłano do Rosji, gdzie służył w Armii Białej pod dowództwem brytyjskiego generała Edmunda Ironsidea i rosyjskiego generała Antona Denikina. Po zwycięstwie Armii Czerwonej w wojnie domowej Gubbins wrócił do kraju i służył w Irlandii. Jego doświadczenia z Rosji i Irlandii dały mu znaczącą wiedzę o naturze wojny partyzanckiej i napisał na ten temat kilka broszur, między innymi Sztukę wojny partyzanckiej, Podręcznik dowódcy partyzantki i Jak używać materiałów wybuchowych. Zawierały one praktyczne wskazówki: jak zorganizować zasadzkę na drodze, unieruchomić silnik lokomotywy czy zabijać nieprzyjaciół. Jego prace stały się obowiązkową lekturą w Sandhurst oraz innych szkołach oficerskich Imperium Brytyjskiego. Churchill przeczytał wszystkie podręczniki Gubbinsa i postanowił powierzyć mu kluczową rolę w szkoleniu i selekcji agentów. Gubbins opowiedział premierowi o roli, jaką w Rosji i Irlandii odegrały kobiety, pełniące funkcję kurierek, przenoszące broń dla mężczyzn i szpiegujące. Po klęsce Polski w 1939 roku to właśnie kobiety ochraniały sztab generalny wycofujący się z Warszawy do Bukaresztu. Premier poprosił Gubbinsa o podzielenie się przemyśleniami na temat roli, jaką kobiety mogłyby odegrać w SOE. Wiedząc, iż Churchill wymaga zwięzłych raportów, Gubbins ograniczył się do jednej kartki, na której uzasadnił, dlaczego powinno się rekrutować i szkolić znające języki obce kobiety, by wysłać je za linie wroga w okupowanej Europie. Kobiety muszą umieć wtopić się w miejscowe społeczności i przejść wystarczający trening, by przetrwać wśród niemieckich okupantów. Przekażą bojownikom ruchu oporu wiedzę, którą nabędą, również na temat broni i materiałów wybuchowych. Kluczowe będzie szkolenie radiotelegraficzne. Instruktaż musi obejmować walkę z bronią w ręku oraz sposoby cichego zabijania. Muszą zostać przygotowane w takim stopniu, aby dorównać poziomem swoim męskim odpowiednikom. Churchill zdecydował, że kobiety będą werbowane do SOE i szkolone jako tajne agentki. Wysłał Daltonowi rozkaz, by wszyscy oficerowie werbunkowi zwracali uwagę na znajomość języków u kobiet, a informacje wysyłali do Ministerstwa Wojny Ekonomicznej. W międzyczasie SOE umieszczono w rządowej zastrzeżonej książce telefonicznej jako Inter Services Research Bureau z adresem przy Baker Street 64. O ich obecności tam świadczyła jedynie czarna marmurowa tabliczka przy wejściu. Tylko kilkoro drzwi dzieliło ten pięciopiętrowy budynek od domu, w którym Arthur Conan Doyle ulokował siedzibę Sherlocka Holmesa * , co niezmiernie bawiło Churchilla. W ciągu kolejnych miesięcy SOE zarekwirowało kilka wiejskich posiadłości, by przekształcić je w ośrodki szkoleniowe, nie tylko dla mężczyzn, lecz również dla kobiet, jak w swojej notatce opisał to Gubbins. Lecz gdzie można było szukać kandydatek? Zwrócił się do departamentu imigracyjnego Ministerstwa Spraw Wewnętrznych z prośbą o dostarczenie nazwisk kobiet, które uciekając przed nazistami, przybywały do Wielkiej Brytanii z całej Europy. Następnie wystosował za pośrednictwem audycji BBC apel o nadsyłanie do siedziby Ministerstwa Wojny Ekonomicznej w Whitehall w Londynie zdjęć szczególnie interesujących miejsc w Europie. Nadawcy powinni załączyć również krótką notkę biograficzną. W ciągu kilku tygodni nadeszły dziesiątki listów. Wiele z nich było od kobiet: sprzedawczyń, maszynistek, urzędniczek, pielęgniarek, recepcjonistek hotelowych, a także od córki wydawcy gazety i zawodowej tancerki. Niektóre zawierały wakacyjne zdjęcia nadawczyń, zrobione głównie we Francji w latach przed wojną. Rodzice kilku z nich byli Francuzami, a one wychowały się i wykształciły we Francji. Z ich listów wynikało, że były inteligentne i kochały Francję na równi z Wielką Brytanią. By wyszukać odpowiednie kandydatki do szkolenia na agentki, do analizy listów Gubbins wybrał Selwyna Jepsona. Był on autorem sztuk teatralnych, reżyserem filmowym i scenarzystą, który służył jako oficer wywiadu w czasie I wojny światowej. Mieszkał przez rok w Szwajcarii, potem spędził cztery lata w Rzymie i dwa w Paryżu. Płynnie mówił w językach tych krajów. Gubbins powiedział mu, że wybrane przez niego kandydatki na agentki będą kluczem do sukcesu SOE. Ponieważ czekające je zadania nie przypominały żadnej innej pracy, wiedział, że musi mieć pewność, iż wybrane kobiety w pełni rozumieją ryzyko, jakiemu przyjdzie im stawić czoło. Ciąg dalszy książkiWalczyły w cieniu mężczyzn zaprezentujemy w przyszłym tygodniu. Dzielne dziewczyny, tajne agentki SOE, mistrzynie w dziele szpiegowania i sabotażu. Zostały wyszkolone w kryptografii i kartografii. Były ekspertkami w sztuce werbunku, komunikacji i dowodzenia partyzantką. Służyły w pełnych napięcia dniach wojny na każdym teatrze wojny w Europie. W księżycowe noce przerzucano je do Francji, by służyły jako kurierki, radiooperatorki, sabotażystki i przywódczynie ruchu oporu. Wywodziły się z różnych klas społecznych, pochodziły z różnych krajów, a żadna z nich nie miała wcześniej nic wspólnego z walką - były ochotniczkami, które z poczucia patriotyzmu zgłaszały się do tej niebezpiecznej pracy. Wysyłały i odbierały wiadomości, walczyły z bronią w ręku lub... uwodziły mężczyzn, by zdobywać od nich informacje. Brytyjki, Francuzki, Amerykanki, Polka, Nowozelandka - wszystkie rzuciły na szalę swój los, by wziąć udział w wysiłku wojennym. Spektrum agentek było szerokie - od dziewcząt, które dopiero co opuściły szkołę, po dojrzałe kobiety, od przedstawicielek klasy robotniczej po córki arystokratów, od przeciętnych po piękności, od skromnych i pruderyjnych po skandalistki. Pracowały w skrajnie niebezpiecznych warunkach, zagrożone zdradą, aresztowaniem, torturami i śmiercią. Pełniły służbę ofiarnie, zostawiając w domu rodziny, żyjąc w nieustannym poczuciu zagrożenia. Z 39 agentek śmierć poniosło 13, a kilka innych przeżyło piekło tortur gestapo, francuskich więzień i obozów koncentracyjnych. Nie zawsze po wojnie za tę służbę potrafiono im właściwie podziękować. PublikacjęWalczyły w cieniu mężczyzn kupicie w popularnych księgarniach internetowych: [tabela=6082280]https://www.granice.pl/news/podpalenie-europy-fragment-ksiazki-walczyly-w-cieniu-mezczyzn/8768Wed, 16 Oct 2019 14:06:19 +0200Zmarł Bohdan ButenkoNa jego ilustracjach wchowaliśmy się wszyscy. Zmarł Bohdan Butenko, rysownik, ilustrator i grafik, autor książek dla młodych czytelników. Trzeba przyznać, że miał świetne wzorce. Dyplom na warszawskiej ASP bronił w pracowni Jana Marcina Szancera w 1955 roku. Zilustrował w ramach dyplomu książkę Mikołaja Leskowa Opowieść o tulskim mańkucie i stalowej pchle. Tuż po ukończeniu studiów zaczął pracę jako redaktor artystyczny w Naszej Księgarni. Przepracował tam 10 lat, akceptując między innymi projekty książek, które w latach 1955-1965 trafiały do druku. Jego prace można było oglądać w Misiu, Świerszczyku, Płomyczku czy Płomyku. W latach pięćdziesiątych XX wieku zilustrował m.in. Uśmiech na drodzeGustawa Morcinka, Pannę z mokrą głowąKornela Makuszyńskiego, Chłopaka na opak, Niewiarygodne przygody Marka Piegusaczy książkę Pan Maluśkiewicz i wieloryb. Wielu czytelników pamięta zapewne oprawę graficzną książki Dong co ma świecący nos. Książki z jego ilustracjami tłumaczone były na wiele języków twórca strony internetowej Butenki i pisarz, Dariusz Rekosz, podarował nam chińskie wydanie jednej z nich. Butenko zilustrował jego książki z cyklu Detektywów para - Jacek i Barbara. Największą jednak sławę przyniosły mu książki poświęcone postaciom Gapiszona, Kwapiszona, Gucia i Cezara. To właśnie te postaci znalazły się w 2011 roku na znaczkach wydanych przez Pocztę Polską. Swe prace podpisywał Butenko pinxit (namalował). Niewiele osób wie, że tworzył także scenografię między innymi dla Kabaretu Starszych Panów. W 2013 roku nakładem Wydawnictwa Dreams ukazały się jego autorskie książki Krasnoludek oraz Grzyby i król. W tym samym roku był gościem honorowym Targów Książki w Katowicach i podczas tej imprezy miała miejsce wystawa poświęcona jego twórczości. Na scenie głównej poprowadziliśmy wtedy spotkanie z Mistrzem: https://www.granice.pl/news/zmarl-bohdan-butenko/8767Wed, 16 Oct 2019 11:28:49 +0200Budki bookcrossingowe – gdzie można je znaleźć?Bookcrossing to inaczej wymiana książek. Ta inicjatywa rozpowszechniła się już jakiś czas temu w Stanach Zjednoczonych, a od paru lat bookcrossingowe półki można znaleźć także i w Polsce. Gdzie możemy wymienić się książkami? Fot. MOs810 / CC BY SA 4.0. By kupić nową książkę, często musimy zapłacić nawet ponad trzydzieści złotych. Każdy mól książkowy wie zaś, że jedna książka w miesiącu to zdecydowanie zbyt mało. Dlatego też świetnym sposobem na uzupełnienie swojej biblioteczki są wymiany książkowe. Czytaj także: Czerwona szafka, a w niej książki tak wygląda bookcrossing w Cieszynie Takie inicjatyw organizowane są przez różne organizacje w formie wydarzeń m.in. przez biblioteki, księgarnie czy stowarzyszenia ale także jako specjalne miejsca, w których książki wymieniać można przez cały czas, niezależnie od dnia tygodnia czy godziny. Gdzie niedawno otwarto nowe punkty bookcrossingowe? Ławeczka zaczytanych w Kędzierzynie-Koźlu W październiku na wniosek jednego z czytelników biblioteki publicznej w Kędzierzynie-Koźlu, uruchomiono pierwszy stały punkt bookcrossingowy w mieście. Nazywa się on Ławeczka zaczytanych i powstawał dzięki lokalnej MBP. Mały regał posiada zamykane drzwi i szybę, dzięki czemu nie tylko odporny jest na nieprzyjazne warunki pogodowe, ale również w bardzo wygodny sposób można zapoznać się z jego zawartością. Jak zapewnia dyrekcja biblioteki, to właśnie kędzierzyńska książnica dbać będzie o to, by w biblioteczce nie zabrakło książek. Na start w biblioteczce umieszczono książki m.in. Camilli Lackberg i Mariusza Czubaja. Stacja książka w Rudzie Śląskiej fot. Anna Globisz Od niedawna w Rudzie Śląskiej gmach główny biblioteki publicznej przeniesiony został do nowego miejsca odrestaurowanego zabytkowego dworca, obok którego nadal czynna jest stacja kolejowa. Stacja książka bo tak nazywa się teraz główna filia Miejskiej Biblioteki Publicznej na początku roku uruchomiła także swoją półkę bookcrossingową, z której skorzystać mogą nie tylko czytelnicy, ale także pasażerowie. Za projekt odpowiada MBP, a na otwarciu regału bookcrossingowego obecna była nawet prezydent miasta. Oprócz tego w Rudzie Śląskiej bookcrossing działa także przy lokalnym kinie studyjnym, a z inicjatywy mieszkańców dzielnicy Kochłowice uruchomiono Książkodzielnię. Przystanek z książką w Białymstoku ; W Białymstoku regały bookcrossingowe dostępne są dla czytelników już od dawna przy wielu przystankach w centrum miasta. Jakiś czas temu zniknęły, co wzbudziło zainteresowanie czytelników, jednak teraz, po konserwacji, ponownie umieszczono je w przestrzeni publicznej. Książki można pożyczać z przystanków zlokalizowanych na ulicy Sienkiewicza i alei Piłsudskiego. Za projekt odpowiedzialna jest Książnica Podlaska. Skrzynki z książkami w Sosnowcu W ostatnie wakacje w wielu miejscach w Sosnowcu pojawiły się nietypowe budki z książkami. Jak można się dowiedzieć, stworzenie punktów bookcrossingowych było inicjatywą czytelników i pracowników Miejskiej Biblioteki Publicznej. Budki na książki stworzono samodzielnie, a następnie umieszczono w trzech miejscach Parku Kuronia, na Górce Środulskej oraz na deptaku miejskim przy Lubelskiej i Koszalińskiej. Budki z Sosnowca przykuwają wzrok na skrzynkach umieszczono bowiem ciekawe wizerunki postaci z książek, m.in. kotów czy jednorożców, co zachęcić ma także młodszych czytelników. Karmniki z książkami w Szczawnie-Zdroju W miejscowości uzdrowiskowej, Szczawnie-Zdroju, także istnieją specjalne miejsca, w których można powymieniać się książkami. Choć na pierwszy rzut oka budki przypominają karmniki dla ptaków, to tak naprawdę w środku znajdują się książki! Łącznie w miejscowości znajduje się pięć takich budek, a za całość odpowiada lokalna biblioteka. To zaledwie kilka przykładów ciekawych biblioteczek bookcrossingowych, a na terenie kraju jest ich znacznie więcej! Jeśli szukacie podobnych miejsc w pobliżu Was, koniecznie sprawdźcie profile i strony lokalnych bibliotek i ośrodków kultury. Część biblioteczek widoczna jest też na mapie dostępnej na stronie bookcrossing.pl. Co sądzicie o takich akcjach? Korzystacie z wymian książkowych? https://www.granice.pl/news/budki-bookcrossingowe-gdzie-mozna-je-znalezc/8766Wed, 16 Oct 2019 08:13:49 +0200Upadek Gondolinu: nieznana opowieść ze świata „Władcy Pierścieni"Jeśli jesteście miłośnikamiWładcy Pierścieni, ta wiadomość musiała Was zelektryzować: w Polsce właśnie ukazała się książkaUpadek Gondolinu nieznana dotąd opowieść ze świata hobbitów, elfów i ludzi. Co ważne inaczej niż kultowySilmarillion nie jest to encyklopedia, a spójna, epicka historia. Na światło dzienne wyszła ponad 100 lat po jej napisaniu! Sprawdź także: W jakiej kolejności czytać Tolkiena? Upadek Gondolinu - opis książki AkcjaUpadku Gondolinu toczy się jednak wiele, wiele lat przed Władcą Pierścieni. Zacznijmy od tego, że tytułowy Gondolin to niezwykłe miasto wzniesione przez Noldorów po tym, jak ci elfowie zbuntowali się przeciw bogom i z Valinoru odeszli do Środziemia. Wspiera ich Ulmo, Władca Wód, próbujący uzyskać wsparcie innych bóstw, zaś naprzeciw niemu staje uosobienie zła, Morgoth, nienawidzący elfów ponad wszystko. Mimo starań Tuora, kuzyna Turina, którego historię poznaliśmy za sprawą książkiDzieci Hurina, koniec wydaje się przesądzony. Czytaj także: Powstaje serial na podstawieWładcy Pierścieni. Data premiery, opis fabuły, obsada Upadek Gondolinu ostatnią książką Tolkiena Upadek Gondolinuwieńczy inna nieznana bliżej historia ze świata Śródziemia. To opowieść o Erendelu, synu Turina, który po tytułowym upadku Gondolinu uciekli z miasta. Odtworzył jąChristopher Tolkien, 90-letni syn pisarza, mówiąc jednocześnie, że Upadek Gondolinu będzie ostatnią wydaną książką J.R.R. Tolkiena.Sam wielki twórca mówił, że to jego pierwsza prawdziwa opowieść ze świata Śródziemia. Tolkien miał ją napisać w 1917 roku, gdy trwała jego rekonwalescencja po bitwie nad Sommą. Odnajdujemy w niej wprawki przed pracą nad późniejszymi dziełami twórcy. Czytaj także:Jak powstawał filmHobbit? Jeśli jesteście ciekawi, jakie miejsce zajmujeUpadek Gondolinu wśród innych dzieł autoraWładcy Pierścieni i chcecie lepiej poznać jego twórczość, zajrzyjcie do naszego tekstujak czytać Tolkiena. Upadek Gondolinu kupicie w popularnych księgarniach internetowych: [tabela=6090216]https://www.granice.pl/news/upadek-gondolinu-nieznana-opowiesc-ze-swiata-wladcy-pierscieni/8765Tue, 15 Oct 2019 22:31:07 +0200Mamy zwiastun 2. sezonu „Chyłki"!Już 15. listopada na platformie player.pl zadebiutuje 2. sezon serialu opartego na powieściach Remigiusza Mroza, poświęconych bezkompromisowej mecenas Chyłce zapowiedział pisarz w swoim profilu na Facebooku. Już teraz możemy zobaczyć teaser produkcji! Czytaj także:W jakiej kolejności czytać Mroza? Przewodnik po seriach książek Remigiusza Mroza fot.: TVN Chyłka: Kasacja opis serialu i zwiastun Pracujący w kancelarii Żelazny McVay prawnicy zajmją się obroną Piotra Langera Juniora (w tej roli Jakub Gierszał), podejrzanego w sprawie o morderstwo. Prokuratura posiadać ma bardzo mocne dowody w tej sprawie, młody Langer spędził podobno aż 10 dni w mieszkaniu z ciałami zamordowanych osób. Wydaje się, że wszyscy wydali wyrok na mężczyznę. Na specjalne żądanie jego ojca, jednego z ważniejszych klientów kancelarii, do sprawy skierowani zostają Joanna Chyłka (Magdalena Cielecka) i jej aplikant, Kordian Oryński (Filip Pławiak). Czy doprowadzą do uniewinnienia chłopaka? I kto w rzeczywistości odpowiada za zabójstwo? Czytaj także: Chyłka: Zaginięcie oto przewodnik po serialu Langerów mieliśmy okazję poznać już w pierwszym sezonie serialu. O ekranizacji Kasacji w formie serialu pisaliśmy już w wakacjeTeraz zaś mamy okazję zobaczyć pierwszy teaser serialu: Chyłka: Kasacja - obsada W drugim sezonie podobnie jak w pierwszym zagrają Magdalena Cielecka, Filip Pławiak, Jacek Koman, Szymon Bobrowski, Piotr Żurawski, Olga Bołądź, Jerzy Schejbal, Artur Żmijewski i Jakub Gierszał. Pojawią się też nowi aktorzy: Ireneusz Czop, Tomasz Schuchardt, Olgierd Łukaszewicz, Marcin Bosak. Czytaj także: Chyłka: Zaginięcie - recenzja serialu Chyłka: Kasacja - kiedy premiera? gdzie oglądać? Podobnie jak w przypadku pierwszego sezonu, zanim serial Chyłka: Kasacja" pojawi się w telewizji, będzie można obejrzeć go na platformie player.pl Pierwszy odcinek udostępniony zostanie widzom już 15. listopada 2019. Miesiąc to idealny czas, by nadrobić pierwszy sezon produkcji, dostępny na platformie player.pl Czytaj także:Iluzjonista nowa książka Remigiusza Mroza! To kontynuacja Behawiorysty"! Chyłka: Kasacja - książka Serial stanowi ekranizację książki Remigiusza Mroza Chyłka: Kasacja. Jeśli chcecie odświeżyć sobie tę lekturę przed obejrzeniem serialu, możecie ją kupić w popularnej księgarni internetowej. Co ciekawe, inaczej niż w przypadku serialu, powieściowa Kasacja to tom pierwszy historii Joanny Chyłki zekranizowane wcześniej Zaginięcie stanowiło tom drugi cyklu książkowego. Remigiusza Mroza w ostatnich latach czytają wszyscy. Czytelnicy pokochali go za postać Joanny Chyłki, bezkompromisowej prawniczki, której poczucie humoru i inteligencja robią potężne wrażenie. Miesiąc temu ukazał sięWyrok, będący10. już tomem cyklu. Możecie go kupić już w popularnych księgarniach internetowych: [tabela=6082331]https://www.granice.pl/news/mamy-zwiastun-2-sezonu-chylki/8764Tue, 15 Oct 2019 21:29:27 +0200Historia i miłość. „Harem" Alex Vastatrix i Waldemara BednarukaWiedzieliście o tym, że w dawnej Polsce istniał... harem? Powieść Alex Vastarix to prawdziwa historia dziewcząt, które w nim pracowały. Harem przenosi czytelnika w czasy królowania Jana II Kazimierza Wazy, magnackich potęg, potopu szwedzkiego i najazdu Chmielnickiego, a także rozkwitu renesansowego miasta idealnego Zamościa. W XVII-wiecznej Rzeczpospolitej splatają się losy spadkobiercy fortuny Zamoyskich i wnuka pierwszego ordynata Jana zwanego Sobiepanem, i czternastoletniej wiejskiej dziewuszki, córki ubogich włościan z Brzezin. Wiek XVII to w Europie okres fascynacji kulturą Bliskiego Wschodu. Naśladowano tamtejsze wzornictwo, stroje. Wpływy widoczne były w malarstwie, rzeźbie, architekturze i w obyczajowości, postrzeganej nie według faktów, ale według wyobrażeń. I to te marzenia o miejscach rozkoszy dla mężczyzn próbowano realizować w różnych zakątkach Europy. I tu więc tworzono haremy... opowiadał nam współautor i konsultant powieści. Przeczytajcie wywiad z dr hab. prof. nadzw. Waldemarem Bednarukiem Mała Józia, by ratować rodzinę przed śmiercią głodową, zostaje sprzedana do pańskiego haremu, złożonego z prostych dziewek, ubogich szlachcianek i zawodowych ladacznic. Zamienia wiejską chałupę na puchową pierzynę. Dziewczyna bez wykształcenia i jakiejkolwiek wiedzy o świecie zdobywa pod okiem Egipcjanki Sahiji, niegdyś odaliski w haremie perskiego księcia, ogładę i orientalne umiejętności w zakresie ars amandi. Ogrzewa łoże słynącego z erotycznych podbojów, hulaki i pijanicy Zamoyskiego w przytulnym dworku w Zamościu i w żołnierskim namiocie podczas wojennych wypraw. Idyllę przerywa ślub tego najpotężniejszego wówczas magnata Rzeczpospolitej z Marią Kazimierą d`Arquien, późniejszą żoną króla Jana III Sobieskiego. Sobiepan zamyka bowiem swój harem i odprawia (na moment) dziewczęta, co poeta Jan Andrzej Morsztyn skomentował złośliwie i frywolnie w wierszu ,,Paszport kurwom z Zamościa": Służyły wiernie, póki pański długiKuś potrzebował ich pilnej posługi;Teraz, że z ślubną związki zwarte żoną,Precz ich zapewne od dworu wyżoną. Jak potoczyło się życie Sobiepana wiadomo. By jednak poznać dalsze losy Józi z Brzezin, trzeba przeczytać spisaną przez pewną młodą doktorantkę jednej z najstarszych polskich uczelni na podstawie nieznanych dotąd zapisków historię. Wydawnictwo Harde i Alex Vastatrix zapraszają w podróż w czasie, do magnackiego haremu. Harem to romans, harlekin, powieść erotyczna, wpisana w romantyczne, wojownicze historie rodem z Rzeczpospolitej szlacheckiej. Mamy tu awantury polityczne, zjazdy szlachty, wielkie uczty, bitwy, warcholstwo i mnóstwo rozpasania. Od stołu do łoża. I jedno, i drugie napisane z humorem. - recenzja książki Harem Wnaszym serwisie możecie także przeczytać fragment książki Harem. Powieść Alex Vastatrix kupicie zaś w popularnych księgarniach internetowych: [tabela=6075759]https://www.granice.pl/news/historia-i-milosc-harem-alex-vastatrix-i-waldemara-bednaruka/8763Tue, 15 Oct 2019 12:04:11 +0200Na pohybel bestii! Fragment książki „Ratownicy czasu"Jest rok 2018. Trzynastoletnia Sara, której ambicją jest zostać pisarką, i jej rówieśnik Daniel, miłośnik ciężkiego brzmienia muzyki metalowej, nieustannie wpadają w szkole w tarapaty. Sara z uwagi na nadmierną ciekawość i ponadprzeciętną inteligencję, Daniel głównie z powodu braku zainteresowania nauką, przede wszystkim historią. Kolejne starcie z profesorem historii owocuje najpierw wizytą u dyrektora, a następnie w podziemiach szkoły, gdzie ulokowana jest stołówka. Tam właśnie młodzi mają sobie posiedzieć i przemyśleć parę spraw. W pewnym momencie, w ścianie otwiera się tunel Wydostaje się z niego kot, w każdym razie, w pewnym sensie kot, mówiący, myślący, a co najważniejsze, kot z przyszłości, z roku 2118. Z czasów zupełnie innych możliwości technicznych! Opowieści kota są tak fascynujące, że Sara, jak przystało na prawdziwą (przyszłą) pisarkę nie może się oprzeć namowom, aby na własne oczy zobaczyć to i owo z przeszłości, zaś Daniel, jak przystało na wiernego przyjaciela, ani myśli puścić przyjaciółkę samą, bez opieki. Tym sposobem para współczesnych nastolatków udaje się w pełną niebezpiecznych przygód podróż w czasie - do Bolonii końca XV wieku, gdzie spotkają Kopernika. Patrona swojej szkoły z roku 2018! Młody Mikołaj okaże się postacią znacznie bardziej interesującą niż to wynika ze szkolnych podręczników. Przede wszystkim, wpada w tarapaty, jak każdy student, któremu brakuje pieniędzy, żeby opłacić naukę. Ima się różnych sposobów zarobkowania, nawet tak poniżających dla astronoma, jak astrologiczne bajdy. Przyjaciele starają się mu pomóc tak gorliwie, że nawet trafiają w ręce inkwizycji, co jak wiadomo, zwykle nie kończy się dobrze Jak będzie tym razem? Ratownicy czasu, nowy cykl autorki Niepowszednich, łączą typowe dla prozy Justyny Drzewickiej fabularny rozmach, interesująco narysowane postacie bohaterów z poczuciem humoru i ciekawie podaną historyczną wiedzą. fot. Wojtek Biały Bardzo zależało mi na tym, by warstwa edukacyjna w mojej nowej powieści była tylko tłem dla przygody. By w żadnym momencie nie można było odnieść wrażenia, że robię dzieciakom wykład, lecz by świat przedstawiony uczył je niejako samoistnie bo trzeba w nim żyć, trzeba sobie jakoś radzić, trzeba po nim się poruszać i nawiązywać kontakty z ludźmi. Pomyślałam, że taki survival historyczny będzie najlepszą formą, by opowiedzieć o życiu codziennym i o ludziach, którzy funkcjonowali w przeszłości. W gruncie rzeczy niewiele o tym wiemy, bo na lekcjach historii uczymy się najczęściej po prostu bardzo wielu pustych dat. Chciałam napełnić je treścią mówi autorka Ratowników czasu. - przeczytajcie wywiad z Justyną Drzewicką Do lektury nowej powieści Justyny DrzewickiejzapraszaWydawnictwo Jaguar. Dziś w naszym serwisie możecie przeczytać jej premierowe fragmenty: [flipbook=/images_extra/pdf/ratownicy-fragment-1.pdf] Ratowników czasu kupicie w popularnych księgarniach internetowych: [tabela=6089666]https://www.granice.pl/news/na-pohybel-bestii-fragment-ksiazki-ratownicy-czasu/8762Tue, 15 Oct 2019 11:27:15 +0200"Irlandczyk" to wielki hit Netfliksa. Czy istnieje książka? W listopadzie na platformie Netflix zadebiutuje film pt. Irlandczyk (The Irishman) w reżyserii Martina Scorsese. Czy istnieje książka na podstawie której powstał film opowiadający o przestępczości zorganizowanej? Fotot: mat. prasowe Netflix Już niebawem na ekranach zobaczyć będziemy mogli najnowszy film w reżyserii cenionego Martina Scorsese. Nowa produkcja, Irlandczyk, będzie filmem opartym na prawdziwych wydarzeniach. Jednak czy istnieje także i książka? Irlandczyk opis O czym jest film Irlandczyk? Przedstawia on powojenną Amerykę, gdzie weteran Frank Sheeran, zwany Irlandczykiem, zajmuje się zabójstwami na zlecenie. W filmie przedstawione zostaną ciemnie interesy amerykańskiej mafii i sposobu działalności ówczesnych zorganizowanych grup przestępczych. Twórcy filmu przedstawią również czytelnikom wydarzenia związane z największymi zagadkami USA, między innymi tajemniczym zaginięciem związkowca, Jimmyego Hoffy. W rolach głównych pojawią się znani i cenieni aktorzy Robert De Niro, Al Pacino i Joe Pesci, a za reżyserię odpowiada Martina Scorsese. Irlandczyk kiedy premiera filmu? Gdzie zobaczyć? Film Irlandczyk swoją premierę mieć będzie dopiero za kilka tygodni, a dokładniej 27 listopada br. Produkcja została stworzona przez Scorsese dzięki współpracy z jedną z największych firm streamingowych, Netfliksem i to właśnie na tej platformie będzie można zobaczyć ponad dwugodzinny film z udziałem znanych aktorów. Irlandczyk czy jest książka? Jak się jednak okazuje, historia Frank Sheerana nie tylko oparta jest na faktach, ale także na książce. Przed piętnastoma laty w Stanach Zjednoczonych wydana została książka Charlesa Brandta znanego prawnika, prokuratora, który zajmował się sprawą Sheerana. Nie jest to lektura przyjemna. Pokazuje proces degenerowania się człowieka, zabijania w sobie wrażliwości, wypłukiwania z siebie empatii dla innych. Uczenia się obojętności wobec cierpienia, życia innych, bezrefleksyjnego wykonywania poleceń przełożonych. Sheeran - często nie całkiem świadomie - pokazuje, jak mafijne interesy pozostają ponad wszystkimi innymi zasadami: są ponad lojalnością, przyjaźnią, zaufaniem piszemy w recenzji na naszym portalu. Oryginalne wypowiedzi byłego wojskowego zawarł w swojej książce Słyszałem, że malujesz domy..., która w tym roku w Polsce opublikowana została nakładem Wydawnictwa Świat Książki. Słyszałem, że malujesz domy to czterystustronicowy wstrząsający reportaż. Książkę w dobrej cenie można kupić za pomocą poniższej tabeli: [tabela=5359] https://www.granice.pl/news/irlandczyk-to-wielki-hit-netfliksa-czy-istnieje-ksiazka/8760Tue, 15 Oct 2019 07:51:28 +0200