c.d.2 Czas przetrwania - wiersz

Autor: hector41
Czy podobał Ci się ten wiersz? 0

 

 

                Z majątku wyruszyła kolumna w składzie dwie dziesiątki

                               Każdego dnia dołączały do niej nowe piątki.

                295          W Elblągu powstała już z tego kolumna wielka,

                               Którą czekała jeszcze droga daleka.

                               Jazda była ciągła, tylko czasami stawaliśmy

                               Wówczas z krowami w oborach spaliśmy.

                               Tam z nimi przynajmniej było ciepło

                300          A oko do ciemności i snu przywykło.

                               Pewnego razu senny Kazik z wozu w błoto spadł

                               Szczęśliwie tylko w lewej ręce pękł palca gnat.

                               Do dziś ma go sztywnego

                               Lecz nie stanowi mu problemu większego.

                305          Dwa konie folwarczne z wyczerpania padły

                               Tym samym pozostałe dwa też przysiadły,

                               Bo wóz był mocno załadowany

                               A cel podróży w połowie ledwie wykonany.

                               Ciężko więc miały konie w swym zaprzęgu.

                310          Ale w pobliżu postoju naszego kręgu

                               Znalazły się dwa konie wojskowe,

                               Które posłużyły nam jako pociągowe.

                               Przemieszczanie taboru stawało się wolniejsze

                               I życie uczestników coraz bardziej trudniejsze.

                315          Brakowało mięsa, wędlin i chleba

                                Wszystkiego co do życia potrzeba.

                               Niemcy w popłochu kartki na to w pole rzucali

                               Zaś inni co sprytniejsi je zbierali.

                               Do takich należał Jan ojciec polskiej rodziny,

                320          Który podnosił je bez żadnej winy.

                               A gdy na horyzoncie widział kościoły i kominy

                               Wyprzedzał cały tabor i szedł do gminy

                               By tam kartki z realizować spożywcze na życie

                               I stworzyć swoim jako takie bycie.

                325          Przyniesioną zdobyczą dzielił się też z Niemcami,

                               Bo razem na wozie przebywali z nami.

                               Podziękowania od Niemek bez przerwy spływały

                               Za jego bezinteresowność go mocno uwielbiały.

                               Jak widać niedola ludzkie życie splata

                330          Czyni ich przyjaciółmi na całe lata.

                               Są jednak ludzie bez serca i miłości

                               Wyzuci z dobroci i wrażliwości.

                               To oni tę wojnę rozpętali

                               Przez pewien czas panami świata się stali.

                335          Nadchodzi jednak już ta godzina

                               Co Hitlerowi czas upadku przypomina.

                               W popłochu Niemcy przez zalew szczeciński uciekają,

                               Swój sprzęt wojenny i wojsko zatapiają.

                               Lud na zalewie pomimo dużej grubości

                340          Popękał, bo nie wytrzymał ostrzału wielkości.

                               Tę drogę właśnie nasz tabor przemierzał

                               Z wieloma przygodami do Niemiec zmierzał.

                               Dantejskie sceny na zalewie się działy

                               Czołgi i samochody pod lud wpadały.

                345          Jeden z samochodów przód miał pod lodem

                               Tył wzniesiony w górę a pod jego spodem

                               Wielka grupa ludzi z gromadzona

                               Mająca chęć wejść do środka, lecz przestraszona

                               Nie wiedziała co ma dalej robić,

                350          Bo ścianki samochodu zaczęły o lód mocniej bić.

                               Wydawał on straszne zgrzyty i dźwięki

                               Jakby to były ostatnie chwile jego męki.

                               Samochód ten wypełniony był paczkami papierosów.

                               Z wypowiedzi przy nim ludzkich głosów

                355          Wynikało, że wejść tam muszą,

                               Bo one bez przerwy widokiem ich kuszą.

                               Uczynili to jak powiedzieli

                               I po pewnej chwili pod lodem zniknęli.

                               Brak im było silnej woli i opanowania,

360          Która realizować takich pomysłów nie pozwala.

                               W oddali widać jak gąsienice czołgu się kręcą

                               Systematycznie i powoli do przodu go pędzą.

                               Naraz on ginie i w pada w czeluście wody

                               Taki był koniec  jego lodowej przygody.

                365          W innym miejscu wóz konny w pada pod lód

                               Kra go ścisnęła i tak stoi. To wielki cud.

                               Konie na dyszlu w powietrzu wiszą

                               Głośno prychają i ledwie co dyszą.

                               Jednak ich gwałtowne poruszenia

                370          Wyprawiają wóz z ludźmi w podwodne schronienia.

                Wzniosła się tylko nad nimi kula wodna

                Była to chwila niewiarygodna.

                Takich przypadków wiele tu było,

                Wiele tu ludzi życie straciło.

375          Byli i tacy co żyć mogli jeszcze,

                Lecz życie swoje skończyli przedwcześnie.

                Wielka tragedia ludzka tu trwała

                Cała Europa spektakl ten oglądała.

                Przeciwstawić się temu nie miała już siły

380          Bo wojska sprzymierzone mocno w Niemców biły.

                Rodzina już znana do brzegu dojeżdżała,

                Lecz w swym zapędzie przystanąć musiała.

                Lód bowiem był mocno popękany

                I mostek przez saperów był stawiany,

385          By podróż swoją dalej mogli kontynuować

                Nie po lodzie, lecz brzegiem już postępować.

                Popłoch ludzki był jednak straszny

                Każdy chciał przejechać przez mostek pierwszy.

                Porządku całego wojsko pilnowało

390          I w kolejności wozy w puszczało.

                Kto tego nie przestrzegał konie zabijano

                A pasażerów pieszo przez mostek wysyłano.

                Wóz nasz stał w wodzie po osie.

                Widząc to ojciec, z wozu na plecach nas niesie

395          Za mostkiem zostawia i wraca do wozu i koni.

                Cierpliwie czeka, aż dyżurny przez mostek pogoni.

                My już po krach prześliśmy

                I na lądzie ze strachem ojca wyglądaliśmy.

                Ojciec konie szybko popędził

400          Wóz nabrał szybkości i mocno pędził.

                Raz wóz na dole a konie u góry

                Widok był straszny, bardzo ponury.

                Wszyscyśmy w modlitwie na klęczkach trwali

                Boga o pomoc dla ojca wzywali.

405          Konie z rozpędem wóz na brzeg w ciągły

                Stanęły i dalej już nie mogły.

                Po tak ciężkiej pracy odpoczynek był potrzebny

                Wysiłek jaki wykonały był wielki i chwalebny.

                Gdy dalej ruszać miały

410          W żaden sposób uczynić tego nie chciały.

                Nie pomogło wozu przez ludzi popychanie

                Ani głośne okrzyki i poganianie.

                Wóz dalej stał po osie w piachu

                A my przy nim w wielkim strachu

415          Bo inne wozy z lodu zjeżdżały

                W taki to sposób nas ponaglały.

                Naraz przyszedł woźnica mały- zwany Patem

                Wziął lejce, cmoknął nie machnął nawet batem.

                Mięśnia końskie się naprężyły jakby pęknąć miały.

420          Wóz ruszył, aż ziarka piachu w powietrze leciały.

                Tak oto minęła następna przeszkoda.

                Jedziemy dalej wzdłuż morza

                Zmęczeni, głodni i przestraszeni

                Z braku kalorii mocno wychłodzeni.

425          Zewsząd słychać silne strzelanie.

                Przychodzą rozkazy oraz ponaglenia

                Na szybszą jazdę a nie stawanie.

                Każdy to widzi i docenia.

                Jeden z pocisków do wozu naszego w pada

430          Między braćmi przechodzi w pierzynie osiada.

                Blady strach na wszystkich się wyciska

                Bo sami to widzą bardzo z bliska.

                Marzeniem naszym było dojechać do końca

                Spojrzeć w pogodne niebo pełne słońca,

435          Bez świstu kul i armatnich kanonad,

                Których już dosyć miał cały świat.

                Po drodze ojca do kopania okopów wzięli

                O tym, że im ucieknie nie pomyśleli.

                Wędrówka nasza skończyła się w Krefesmil

440          Po przejechaniu wiele kilometrów i mil.

                Później nas skierowano do bauera

                Dokąd huk dział mocno jeszcze docierał.

                Samoloty angielskie nisko pikowały

                Nieprzyjaciela swego wszędzie szukały.

445          W takiej to scenerii ojciec do nas przyjechał

                Bardzo zmęczony położył się i mocno spał.

                Jak on nas odnalazł jest wielką tajemnicą

                Powiązaną różnymi mackami niby ośmiornicą.

                Niemiec przez aliantów był otoczony

450          A ojciec podróżą bardzo zmęczony,

                Nie był nawet świadkiem kapitulacji podpisania

                I wszystkich ludzi wolności doczekania .

                Z Krefesmil przewieziono nas do Fallinbostel Kujawy,

                Tam wreszcie otrzymaliśmy posiłki dobrej strawy.

455          Obóz był niedaleko Hanoweru,

                Tu rodacy gromadzili się wokół swego kleru.

                Duchowym naszym ojcem był kardynał Hlond.

                Mocno Polski spragnieni wróciliśmy stąd

                Do naszego kraju zniszczonego

460          W maju roku czterdziestego szóstego.

                Na drogę nas żegnał proboszcz kropidłem

                W pociągu stojącym jeszcze przed stawidłem.

                Brat na akordeonie hymn polski grał

                Polak z Polakiem żegnał się i mocno łkał.

465          Pociąg na torach ruszył powoli

                Wioząc nas do Polski po ciężkiej naszej doli.

               

               

 

 

 

                              

                              

                                                 

                                

 

                                              

 

 

 

                                                                             

 

                                                              

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

VII. E p i l o g

 

                                               O lata spowite dziś już mgłą czasu

                                               Pełne grozy, podłości i hałasu.

                                               Gdzie człowiek wzajemnie się nie szanował

                                               Tylko dla swoich celów mordował.

                               5              Bo rasa aryjska świat opanować miała

                                               Tego ekipa Hitlera chciała.

                                               W swoim zapędzie się mocno pomylili

                                               Co wszystko zdobyli tak i stracili.

                                               Nie można siłą zabierać wolności

                               10            Schylając się do takiej podłości,

                                               Gdyż każdy ją kocha i szanuje

                                               A w swym najeźdźcy wroga upatruje.

 

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

O autorze
hector41
Użytkownik - hector41

O sobie samym: Napisz kilka słów o sobie
Ostatnio widziany: 2019-10-06 15:37:56