Intymny pamiętnik nastolatki 34 (wersja wydana) - wiersz

Autor: EdwardSkwarcan
Czy podobał Ci się ten wiersz? 0

Zafundowałam wszystkim wesoły poranek.

Wstałam, gdy towarzystwo jeszcze rozespane,

nie chciałam się mordować zbyt trudnym wyzwaniem –

jajecznica na boczku – prościutkie śniadanie.

Zrobiłam raban w domu, z miną wesolutką

łyżką waląc w pokrywkę wojskową pobudkę.

 

Niczym wiatr do pokoju i tonę w poduszkach,

przygniatam pieszczotliwie mojego kwiatuszka,

oczkiem czarując, kołdrę rezolutnie zdzieram.

Czyżby się dzisiaj wstydził? – Migiem się ubiera.

Chichoczę, że oglądam mięśni gabaryty,

by poznać świat mężczyzny nad ranem odkryty.

 

Przy stole wyjątkowo dostałam pochwałę,

tato chciał rozweselić towarzystwo całe,

radośnie opowiadał: – Popadłem w niełaski,

uciekają mi z łóżka ukochane laski.

Trochę zimno samemu – do chłopaka mruga.

– Jednej się już znudziłem, za kimś wzdycha druga.

Patrząc w naszym kierunku, śmieje się wymownie.

Włosy mam w jajecznicy, na policzkach ogień.

 

– Wy nawet na ulicy głowy odwracacie –

żeby przewracać oczy – odgryzłam się tacie.

Kątem oka chcę sprawdzić, czy chłopak zmieszany,

on powtarza za ojcem: – Bez końca wzdychamy.

Trącam go. – Nie tak głośno, a najlepiej zamilcz,

bo możesz się udławić tymi wzdychaniami.

 

Mama skarciła wzrokiem, bo jestem porywcza,

sama się połapałam i szepnęłam: – Wybacz.

Muszę mu wyrządzoną krzywdę wynagrodzić,

sprawiłam wielką przykrość, a przecież mi drogi,

kiedyś się domagałam demonstracji uczuć,

zbyt szybko zapominam i ranię bez trudu.

 

Pokornie wysłuchałam: – Znasz trochę córeczkę,

niby jest już dojrzała, bywa jednak dzieckiem.

Sprawdziłam, patrząc w oczy, czy nie zaszły żalem.

Łatwiej powiedzieć w kuchni, ciągnę robić kawę.

Pomyśleć bardzo łatwo, trudniej błąd swój wyznać,

udowodnił mi jedno – prawdziwy mężczyzna.

 

Domyślił się i szepnął: – Lepiej nic nie mówmy.

Z mojej twarzy wyczytał – smutek trudno ukryć,

pozostało jedynie chwycić go w ramiona,

po niedospanej nocy ciut oszołomiona

sama szukałam wsparcia w objęciach chłopaka,

trochę przybita zajściem, chciałam się wypłakać,

lecz on nawet pomarzyć o tym nie pozwolił,

musiałam trzymać fason, rozbrajał mnie Oli.

 

Nie dawał mi ochłonąć, znalazł moje usta,

musiał mieć noc podobną, całując – nie puszczał.

Bezwolnie się oddałam nagłej uczuć burzy,

garnęłam go ku sobie, by trwał jak najdłużej

pocałunek tęsknoty i moich przeprosin,

drżałam ciągle o jedno, że będzie się złościł.

On pierwszy musiał przerwać tę falę uścisków,

przecież w kuchni jesteśmy, a nie na ognisku.

 

Ja byłam zagubiona, trochę bez pamięci

i po koszmarnej nocy w głowie mi zakręcił.

Kiedy on robił kawę, wracałam do siebie.

Mama nas zlustrowała głębokim wejrzeniem,

zawsze niczym w zwierciadle czyta z mojej twarzy,

nie potrafimy ukryć kuchennych wydarzeń.

 

Chłopak jak meteoryt ma lśniące spojrzenie,

wypisany karminem zachwyt z podnieceniem,

w dodatku szklistym wzrokiem szuka mnie przy stole,

na oczach się oddaję potulnie w niewolę,

jak ze snu mnie zbudziło wesołe: – Młodzieży,

dziś w ramach rekreacji posprzątać należy.

cdn.

Najpopularniejsze wiersze
Inne wiersze tego autora

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

O autorze
EdwardSkwarcan
Użytkownik - EdwardSkwarcan

O sobie samym:
Ostatnio widziany: 2019-10-07 22:53:31