Intymny pamiętnik nastolatki cz.15 - wiersz

Autor: EdwardSkwarcan
Czy podobał Ci się ten wiersz? 0

Może być całkiem fajnie, robimy ognisko

i marzę dziś z nieśmiałkiem erotyczną bliskość.

O zgodę mamy przy mnie on zadał pytanie.

Zabłysnęła dowcipem: – Wróćcie przed śniadaniem.

W życiu trzeba korzystać z uroków młodości,

by nie przegapić szansy spotkania miłości.

Już podczas drogi jestem podekscytowana,

widząc upojną randkę w wyobraźni planach.

 

Leżymy razem w trawie, objął mnie za szyję.

Wielkie ognisko płonie, żar od niego bije,

temperatura wzrasta, jestem jak pochodnia,

trochę od jego piersi i od tego ognia.

Wino w nas dodatkowo rozpala płomienie,

na jego twarzy widzę kwitnący rumieniec.

 

Wszyscy musieli wypić, nie było wykrętu

i alkohol podsyca żar temperamentów.

Trunek jest na odwagę, bo do dziewczyn zbliża,

jak męskość przy nim rośnie – gołym okiem widać.

Anielski nastrój działa i rozochoceni

cicho się wymykają na łono zieleni.

 

My piliśmy niewiele niczym grzeczne dzieci,

nie wino, tylko chłopak ma pożogę wzniecić.

Z piersi jedno po drugim wyrywam westchnienia,

gorączka tamtych nocy wraca we wspomnieniach,

zalotnie się przeciągam, zmysły rwą się kochać,

uwodzicielsko kuszę mojego pieszczocha.

 

Odurzona przylgnęłam przez obłędne drżenie,

dygoczę niczym bomba z silnym podnieceniem,

lecz mój amant marudzi, choć mu oczy płoną.

Szepcę: – Chodźmy do lasu, chcę trochę ochłonąć,

zobaczysz, że ucieknę, będzie twoja strata,

między jodły i sosny – będziesz za mną latał.

Wyrywam się i biegnę, chowając się w cieniu,

siedzę sobie pod drzewem cichutko w milczeniu.

 

– Odezwij się, gdzie jesteś?! – woła, błądząc w kniei.

Dziwnie dotkliwy ucisk echo wierci w piersi,

ciszę nocy wypełnia, drżąc zawodzi łkaniem,

powtarzając: – Gdzie jesteś? – bolesne wołanie

hen w dolinie rozbrzmiewa bólem i rozpaczą,

drzewa niosą te jęki, razem z wiatrem płacząc.

Przez las płynie tęsknota, unosząc cierpienie,

żeby wprost do mnie wracać, rosząc twarz wzruszeniem.

Dłużej tych jęków słuchać żal mi nie pozwolił,

płaczliwie wyszeptałam: – Tutaj jestem, Oli.

Rozdygotane serce jak szalone biło,

przylgnęłam i tuliłam z niebotyczną siłą,

żeby z nieukojonej wyrwać go rozpaczy,

moje słało w rozdarciu kłujące rozkazy.

Ze szczęścia znów byliśmy jak słońca radośni,

porywałam w ramiona ogień namiętności,

niósł żywioł rozpalony, jak wulkan gorący –

przez ucieczkę ten płomień wznieciłam niechcący.

Z wielką niecierpliwością pożar trawił wszystko,

zetknęły się dwa ciała tak rozkosznie blisko,

pieścił moje ramiona subtelnym dotykiem,

echo niosło namiętność kusząc las intymnie,

więc otulał kochanków, odurzał igliwiem,

gdy tonęli w swych piersiach długo, pieszczotliwie.

 

Ścierały się żywioły, ogień nas pochłaniał,

by z czułością kołysać bez opamiętania,

całą wieczność całował zachłannie, z rozkoszą,

niczym nimfę w ramionach, jak piórko unosząc

i sploty ramion złożył w paprocie pachnące,

tkwiłam na jego szyi jak zachłanne pnącze,

niczym w kleszczach spinałam nagich ud obręczą,

by stracić się za moment, odpłynąć w namiętność.

 

Tak niecierpliwie nagląc fruwające szmatki,

przy ostatnich guzikach drżeli rozkochani

i usta niczym balsam zabrnęły w negliże,

bo w piersi struny westchnień, falą płynąc niżej,

tuliły twarz kochanka, ściskając udami,

kosztowały ust śladem rozkosznej odwagi,

ku mej twarzy powracał, pragnąc zacałować,

szturmem biorąc, pieszczotą po sekretnych bodźcach,

z mocą go przyciskała moich piąstek siła,

błogo chciałam i miałam, drżałam i tuliłam.

 

Chłopak też się zatracił, cały siebie oddał,

do głębi nas pochłonął ten intymny pożar,

budziłam się w pieszczotach szeptanej pobudki,

swą czułością rozmarzał i był kochaniutki.

Leżałam, chłonąc zapach pościeli miłosnej

z wonią kwiatów, paproci, odurzały sosny,

w kochanka się wtulałam, by z ufnością wielką,

czując ogień, zasypiać pod ciała kołderką.

 

Zbudziłam się w ramionach, był leśny poranek,

w górze niezapominajki miałam roześmiane,

czuwały, by sekretnie wpatrywać się w oczy,

wstydziłam się i płonąc czekałam pomocy.

On zakładał cierpliwie ciuchy rozbiegane,

delikatny i czuły, miły jak poranek.

 

Spełniło się życzenie przez leśne kochanie

i dwoje młodych ludzi przyszło przed śniadaniem,

choć głowy nam leciały, nie było spowiedzi.

Na odchodnym wyszeptał: – Nic nas nie rozdzieli.

Zaraz potem prześlicznie objął mnie za ramię

i odważnie całując, przytulił przy mamie.

Spojrzała na nas z troską, była dziwnie miła

i wybiegła do kuchni, tak się rozczuliła.

cdn.

Najpopularniejsze wiersze

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

O autorze
EdwardSkwarcan
Użytkownik - EdwardSkwarcan

O sobie samym:
Ostatnio widziany: 2019-03-24 23:27:58