Intymny pamiętnik nastolatki cz.16 - wiersz

Autor: EdwardSkwarcan
Czy podobał Ci się ten wiersz? 0

Obiad – i przy talerzach mój taniec radości,

zadziwiłam rodziców, żeby go ugościć,

od rana się cierpliwie poświęcam przy garach,

rzetelnie się udzielam, więc taka ofiara

wzbudziła podejrzliwość i zaczyna śmieszyć –

córka chęcią do kuchni przeważnie nie grzeszy.

Przyszedł wreszcie i dzisiaj sama go podkarmiam –

czyżby zazdrość, bo ona miała taki zamiar,

ciasto nawet upiekłam lecz z pomocą mamy.

– Bardzo pyszny – pochwalił torcik przekładany.

 

Nagle dzwoni telefon, on śmiać się zaczyna,

słyszę, że u nas w domu odnalazła syna,

wciska mi go do ręki – ona grzecznie pyta:

– Czy telefon blond włosa trzyma Afrodyta?

Trzęsę się i coś bąkam, jąkając w panice,

na koniec się zacięłam i uparcie milczę,

dobrze, że mi go zabrał, bo mnie w rękę parzył,

przyjęłam zaproszenie z wypiekami twarzy.

 

Idziemy, on bez przerwy coś gada przez drogę,

nie da nawet odetchnąć, ośmieszyć się mogę,

zaraz w progu przy mamie na szyi się wiesza,

więc przy niej na odczepne głaszcząc go, pocieszam,

ona z uśmiechem patrzy na to przedstawienie,

przez jego nierozwagę na twarzy rumieniec.

 

Przytuliłam odważnie, nie traciłam głowy,

przez moje pocałunki pieszczoch purpurowy.

Usłyszałam: – Pędziwiatr nie usiedzi w domu,

ciągle gdzieś się wymyka, znika po kryjomu.

Nie mogłam przy nim zdradzić, że to do mnie biega,

w bardzo pilnie ciekawych miłosnych potrzebach.

 

On w fartuszku do kuchni, my razem ploteczki,

troszczy się o mnie kucharz i przynosi sernik.

We własne sidła wpadłam, by pochwalić: – Pycha!

Dla mnie wyczarowałeś, mój kochany – wzdycham.

Niechcący się wyrwało, na to nie ma mocnych,

ratuję się jak mogę, spuszczam na dół oczy,

gorąco jak w Afryce, przyciasna kanapa,

dobrze, że mój pupilek za szyję mnie złapał.

 

Dyskretnie zostawiła i do kuchni leci,

on się zrobił odważny i zaczyna pieścić,

przy mamie mnie uwodzi ta czupryna płowa,

gorące pocałunki – brak sił protestować.

Jaki rozradowany, ciągle proszę ciszej –

to nie las i ognisko, mama nas usłyszy,

tłumaczę pieszczochowi: – Z tobą coraz gorzej,

myślisz, że na kanapie z tobą się położę?

 

Powiedział mi: – Mogłabyś na noc dzisiaj zostać,

bo z tęsknoty nie lubię z tobą długich rozstań.

Chłopak miał wyobraźnię wielce wybujałą,

już widzę, co od mamy by mi się dostało.

W sumie źle tak nie wyszło, a tak się martwiłam –

była wyrozumiała i nadzwyczaj miła,

tuląc, znów zapraszała, gdy szedł odprowadzić,

więc nam musiały starczyć całuski pod drzwiami.

cdn.

Najpopularniejsze wiersze
Inne wiersze tego autora

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

O autorze
EdwardSkwarcan
Użytkownik - EdwardSkwarcan

O sobie samym:
Ostatnio widziany: 2019-04-29 22:46:58