Intymny pamiętnik nastolatki cz.20 - wiersz

Autor: EdwardSkwarcan
Czy podobał Ci się ten wiersz? 0

Niczym wiatr rano wpadłam, bo byłam spóźniona,

zaczerpnęłam energii w przytulnych ramionach,

co jak wrota miłosne czekały otwarte.

– Mogłabym całą wieczność – powiedziałam żartem.

Nawet z pocałunkami musiałam się spieszyć,

nadmiar nie jest lekarstwem – w końcu nuży przesyt.

 

 

Na lekcji usłyszałam: – Twój chłopak uroczy.

Przy dziewczynach spłonęłam i spuściłam oczy,

lecz duma rozpierała w serca okolicy,

gdy twarze koleżanek, śląc zazdrosne miny,

starały się przeniknąć przez moją purpurę

i dociekliwe myśli docierały chórem.

Uczucie jest jak ogień, muszę być ostrożna,

bo zazdrość płata figle, wszystko stracić można.

Jak paw stroszyłam pióra, żeby im pokazać,

że przeszłością wczorajszy mój wewnętrzny dramat.

 

 

Pisał do mnie na przerwach przecudowne zdania,

więc podekscytowana przez emocji nadmiar

usiedzieć już nie mogąc, liczyłam minuty,

żeby lecieć na skrzydłach, nie potrafiąc ukryć

wypisanej na twarzy w emocjach tęsknoty.

Bez skrupułów grzmiał salwą powitalny okrzyk,

zdyszana przytomniałam, drżąc onieśmielona,

kiedy mnie przytuliły serdeczne ramiona.

Pobłażliwie szepnęła: – Nie musisz się wstydzić,

on w tobie zakochany i świata nie widzi,

niby młody mężczyzna, a nieśmiałe dziecko –

za rękę poprowadzisz, będzie twój, córeczko.

Ja z radości skoczyłam, całując w policzek,

zdradziłam jej na ucho: – On już wierność przyrzekł.

 

 

Niosłam gorący płomień z lekkością motyla,

z nim wiązała się każda drogocenna chwila,

gdy naprzeciw wyciągał wszędobylskie ręce,

to nie mogłam wytrzymać ani chwili więcej.

Przyciągał tak zaborczo, rzucając na łóżko,

straszyłam, protestując: – Oberwiesz poduszką!

Zapytałam, skąd nagle ta wielka odwaga.

Mama się zaśmiewała: – Tęsknota pomaga.

Dodałam, że mężczyzny rozpieszczać nie można,

konieczne są w miłości chwile długich rozstań.

Protestując, zaczynał przy niej mnie całować,

więc chwyciłam za szyję, uległam bezwolna.

Widziała pocałunek, co trwał całą wieczność,

bijąc brawo: – Myślałam, że on jeszcze dziecko.

 

 

Żeby wrócić na ziemię, wyjęłam zeszyty,

ale mój ulubieniec nie pałał zachwytem.

Upominałam: – Trzeba przerobić programy,

bo nie nakarmi miodem facet zakochany.

Nie można wiecznie liczyć na mamy garnuszek,

więc proszę nie grymasić jak leniwy uczeń.

Słuchał mnie jak baranek, nauka szła sprawnie,

podziwiał dyscyplinę, robiąc oczy na mnie.

Dozowałam mu w przerwach króciutkie całusy,

kiedy się zapominał, nacierałam uszy.

 

 

Niczym figlarna trzpiotka śmiałam się do niego:

– Z romantyki nie będzie pożytku wielkiego,

bo osłabiony partner po temperaturze

nie powinien mieć teraz nazbyt silnych wzruszeń.

Trochę niepocieszony robił kwaśną minę,

żegnając się, szepnęłam: – Przytul swą dziewczynę.

Musiałam biec do domu, wprawdzie z ociąganiem,

tak długo trwało słodkie pożegnalne danie.

Jawił się ciągle nocą i zasnąć nie mogłam,

drżałam na widok zjawy, rozmyślając o nas.

Widziałam go w marzeniach leżącego obok,

lecz szczegółów nie zdradzę, bo nazbyt zmysłowo.

cdn.

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

O autorze
EdwardSkwarcan
U�ytkownik - EdwardSkwarcan

O sobie samym:
Ostatnio widziany: 2019-04-29 22:46:58