last layer - wiersz

Autor: haiku-art
Czy podobał Ci się ten wiersz? 0

I. Prolog buduję sieć a w sieci śmierć rozbite szkło uważaj, bo przy mnie, jest lęk w księżycu - szept spaczony szum obłędny twór litanii czas... II. Bunt to było jak sen a może miało tak być obraz wyryty, nabrzmiały dojrzały owoc i skaza, skaza, dziecinna skaza gdy w modłach, wręcz traumie, krzyż proroczy twe puste, tak puste oczy pycha? rozbita dusza i jęk ...zmilkł, zmarniał, ścichł. a później był sen o świątyniach a w nich tuman trupów co grzmiał kościoła siedem praw: ofiara - na pyche, żal niczym haracz pokuta - cichy szept, onanistyczny jęk rytuał - banda heretyków, obłedna bzdura kasa - aż ołtarz popękał, wiekowa skaza wzniosłe słowa - ale gdzie? ktoś ukrywa? niemowa? ciepłe gadanie - módl się i nie proś, tu nic nie dostaniesz niepewność - najcieplejsza chwila, może ten cały koszmar, niczym zmyślona żmija wieczorny szept chodnik i skręt kościoła lico oh świątynio, kaplico kolejny człek w bastionie klękł a w oczach strach kadzidła, zbladł ofiary, kły wieczności drzwi rozgrzeszeń śpiew spróchniałych drzew. a ja? szczekać, niczym dziki pies na jesień, uczucia, letni deszcz oddać ostatni, ciepły koc cholernie zimna, cicha noc kammienna płyta, na której śpię cela - mych myśli, marzeń - już nie proszę, potulnie proszę, cichutko bądź ja nie chcę już, niczyich słów bo nie wiem gdzie jest mój świat, rodzinny ląd III. Obłęd a kiedy już nic poprostu tu masz nie cieszy cię świt niebo, władza, głaz sam już nie wiesz po co? dlaczego? trwasz poprostu nadszedł obłędu czas... as, w górę as chodź ze mna może i dla mnie odrobinę szczęścia wskaż as, w górę as znienawidzony przez fatum przypadkowy fart as, w górę as czarno-białe, nietrwałe zakopane w norze po pas as, w górę as jeżeli mamy naprawde istnieć to nawet czas wymierny i taki w pełni nasz ale, co na to as? as, w górę as on nigdy nie zrozumie znaczenia nieba, gwiazd bez świadomości jutra obietnicy istnienia as, ja już wolę samotny strach "...wieczorne niebo, rozświetlone fajerwerki puszcza as. świętuje narodziny obłędu on zawsze będzie w talii kart a ja, spokojem przytruty tak nieobecny, poniżony pod nosem w kółko burcze: "cztery ściany i strach cztery ściany i dach cztery ściany i strach cztery ściany i dach"." chodź, poskromimy aż plemiona ich rdzawy las czujesz jak pulsuje? połamali ogniwo monochromatycznie pchać, pchać bo szaman wydał płodem dzieląc na wpół uświęcony - mdławym ja IV. Puste Ogrody uroczyste twarze na pokaz formalina, cukier, sól dzięki tobie bez ciebie o ile tylko odwrócisz wzrok donośne nic potokiem, potokiem słowa widzisz, ale nie czujesz przenika oprawca, masowy igła - zmysłowa, trująca skulony odorem myśli bezimienne, zbrukane mnogością posiniaczona pierś, dumnie rozpala gniew, oczy oprawcy cienie samych siebie uroniona wartość zbrukana, przeklęta zarys duszy, rozmyty ależ hoduj, szklarniany ogród obłędu czas zatapiając zasiać w kimś swój chwast lubicie gdy was wielbią? mówcy od niepotrzebnych spraw zbrukane dusze, tysiące oplątane umysły kłamliwym nadmiarem brut pustych pochwał jad nieistotnych, cudzych spraw obsesja, rozbić stereotyp ludzkich barw pobudzać ciszę szkło, krwii skrzep rozdarte usta lepka, slodka ciecz naoczny świadek, poza obłudą, oprawcą niema gra oddaj indywidualistyczny sens ani jednego dotyku, łakome oczy polowanie na sztuczną chwilę radości pusty, dwulicowy ściek zatrute zmysły karmione padliną odpadki z ludzkich uczuć, zakłamane tysiace dusz tłumionych droga brudem struta skazana powolny sąd xxx sklepienie stoickiej dumy ascetyczna wolność, minimalizm zdobiony nie dotykaj wielokrotna eutanazja ciszy, obcych głos więcej wyczytanych słów zrodził cień ciągle przeświadczony tłum, obłąkani głodem posłuchu raz, zachwyt ciszą postaci rozbita wartość, aż ból i zawsze czyjaś cierpiąca twarz na chwilę, niczym rozkosz okłamany wyjątkowością wtłoczonych marzeń grzeszna poprzez swą obłudę iluzja wartości stracony sens sprzedanych ról tani teatr, straconych dusz za cudzy świat chorej pychy - ołtarz i ofiara - spleśniałe zmysły i sny widz stereotypem odbiorcy a wasz głód? rozbudza pasożytniczy triumf słuchaj, ilekroć szepcze strach wyłącz, sumienia udręki szalone masz dość pokaż, czują się kimś gdy zawieszone ślepia melodią pustych dzwonów otępiały słuch powolne wyniszczenie obrzydliwy, niemoralny rozkład uczuć tak, powoli wtłoczą was pusty, upiorny świat leć! na samo dno zatrzyma się czas zaprzedać swą duszę zdrada, sumienia gwałt talar za zbrodnie ofiara to wasza nagroda wieczysta kara zniszczony nadzieją po cichu, ktoś za ciebie wykonał już ruch teraz tylko rozdzierasz noc wyciszony ludzki akt demoniczny bunt, kolejny raz i tylko strach, omamów syk już czas zgasł ty nie chcesz nic i nie masz jak marzenia, na stos ofiara gubiąca duszę rozdartym wykiem upiornym zlękniony ale to już dno prawdziwy strach wieczność stłumiona dusza zdradzona talara, talara tak chciałeś talara teraz go masz na dnie zrodzony twój skarb plugawy gaj nocą ciemnica opętana nieprzenikniona czerń niebo - nikt nie pamięta już znaczenia barw pomarszona nadzieja, sprzedana obłudzie zazdrość spłodzona desperacko, komicznie okłamywać lustro twoim obrazem bezpłciowe, rozbite w omamach czasem sen, zdradzonej duszy cień usta blade, deklaracja uczuć odrzuconych łkanie rozpaczą za ulotnością rozmytych snów rozlany kształt, niemych twarzy stos chwila niczym niedostępny raj choć malutka odskocznia, podmuch wiatru roznegliżowana cisza, tak zimna wieczność naznaczona przez czas nawet on nie potrafił trwać samobójstwo popełnione wraz z ostatnią myślą swobodną ukłon, cisza, coś trwa pomnik z wyrwanym sercem oprawca swym własnym mordercą nazwany tanio zdradził swój świat kaprysem skruszył ostatni dziecięcy dech, zabity za grosz, gniew wplątany znudzenie i pustka cudzy raj powielony, zasłyszany okłamane sumienie tanie lekarstwo - zabite uczucia słowo wydobywa się z ust zupełnie obcy głos a z niego zaproszenie na bal obłęd rozleniwiony, namolny grzech paranoiczna twarz ciekawe czy dla nich odważysz się pokazać od tak, oprawcy twarz zdrajca własnej duszy złożona, chojna ofiara ołtarz twego buntu przyjął chojny talar szkoda, iż nie zrozumiałeś żeś w złości oszalał teraz, zawieszony w nicości upiornym zmysłem opętany po wietrzność oby całą twa dusza się nad toba zmiłowała a puki co cierp, jako przykład dla tych co pustką zaczną pałać. monochromatyczny upiór, cisza zimych rąk ucieczka okrutna, zdradzone uczucia, los tam nie ma nic, zapach pustki i nawet czas zbyt żywy, ogarnia go strach dla duszy przeklętej na wieczność zgasł szalony lęk, lustrzanych omamów sen i dziki jego pokaleczony sens lecz głos nie sprzedany przez siebie bunt, znudzenia gniew za talara do męczarni wieczności oddał swą duszę pustka, obłed i czerń

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

O autorze
haiku-art
Użytkownik - haiku-art

O sobie samym: "Zawsze pamiętaj: Chodzimy nad piekłem, oglądając kwiaty."
Ostatnio widziany: 2007-08-20 19:14:46