margines słoneczny - wiersz

Autor: Bielan
Czy podobał Ci się ten wiersz? 0

Pomiędzy nieoznakowanymi oddziałami

szliśmy w parach bez adoracji świętych śladów.

Bez ognia, błota, szorstkiej wody pod stopami.

 

Mijając dyżurkę widzieliśmy jak piasek sypie się z ich oczu;

są przypisani do innych podmiotów, obcym ciałom składani w ofierze.

Było słychać kołatki w piersiach i swobodną rytmikę krtani.

Żadnych wzierników i sond.

 

Jedno zbiorowe wrażenie, wspólne dźwięki

Powtarzalne.

 

Jak co rano przychodzili ci sami felczerzy,

Kradli im ciepło z herbaty, kofeinę z kawy,

Zdrapywali ze scian słoneczne plamy.

 

Przy schodach stał człowiek nieruchomy od pół wieku

otoczony smugą kredy na posadzce.

Mówił szeptem o zaginionych wspomnieniach,

które chiał ukryć w kieszeniach

przed uzbrojonym tłumem przyjaciół.

 

Nikt nie będzie szukał naszych notatek

zamiecionych za parawan, za którym siedzieliśmy

w otoczeniu lamp.

 

Stworzyliśmy pozorny tłum. Każdy z nas

przyglądał się swojemu szaleństwu.

Najpopularniejsze wiersze
Inne wiersze tego autora

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

O autorze
Bielan
Użytkownik - Bielan

O sobie samym:
Ostatnio widziany: 2021-04-29 22:27:12