Quantcast

Matnia - wiersz

Autor: Radjo
Czy podobał Ci się ten wiersz? 0

Mam taki sen, który ciągle się powtarza.

Stary rzutnik dostarcza sceny bez zmian.

Ja w szadzi, we mgle nocy mknę sam,

Aż nie zbudzą mnie oczy puste, bez mocy.

 

 

 

Stara wieża, gdzie cegła wybrana gnije.

Pełznę tam bez lęku, przy blaknącym świetle.

Mnie chłod zmierza, co z mgłą ciało kryje.

Hram bezduszny na pustkowiu niczym piekle.

 

Schody widziały najstarsze kampanie,

Wody i robactwa pełne, drzwi gnilne.

Bez dechu zapalam świece kolejne.

Cechu nazwa wyblakła, lecz że to młyn to pewne.

 

Sztych rylca na ścianach, skrawki modlitw sprzed lat.

Pulsują już skronie, a ręce parzy wosk.

Nie narzędzi to rysy, lecz paznokci ślad !

Jakby kto chciał ostrzec, że lśni tu czarny blask.

 

„Nie znam ilości pajęczyny co łknąłem.

Nie znam dnia, czy godziny bez strachu i łzy.

Wiem, dlaczego tu jestem, ile zła dałem.

Nie wiem ile już bram płaczu zszedłem,

By uciszyć monstra w głowie, większe nad cisy.”

 

 

 

Epitafium pulsuję, karząc cofać chód.

Głos metalu rośnie jak w piersi serce.

Położę swój los na pieńku, wdychając smród

Ostatkiem, co będzie i tak jak me bycie.

 

Idę do pokoju, nie udając że nie wiem

Gdzie jestem, czemu i kto wykreślił słowa.

 

Z zapałem, bez poślizgu prosto wyjdę,

Na spotkanie tego, co szykuję głowa.

 

 

 

 

Inne wiersze tego autora

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeśeli jeszcze go nie posiadasz.