Pamiętnik kochliwego młodzieńca(11) - wiersz

Autor: EdwardSkwarcan
Czy podobał Ci się ten wiersz? 0

*

po lekcjach potrafiła koleżanki spławić

więc mogę się czarując przytulnie zalecać

wprawdzie brat jej jak chochlik psikusa nam sprawił

jednak inteligentnie umiała go przegnać

 

siłą za rękę ciągnie by iść do kościoła

uśmiecha się znacząco widzę oka kątem

tam w półmroku świątyni zaczyna całować

ulegam i bezwstydnie tracimy rozsądek

 

czy to nie profanacja całusy na klęczkach

zastanawiam się w ciszy gdy razem wracamy

chyba wie o czym myślę jednak uśmiechnięta

więc ten wybryk celowo był zaplanowany

 

długi czas obydwoje idziemy bez słowa

pocałunek wyciszył tak jakby był szokiem

oddalał miast przyciągać choć pierś zagotował

w wymownej ciszy pierwsze spotkały się dłonie

 

po głębokim oddechu doszliśmy do siebie

ona jest rozluźniona wyczuwam przewagę

i we wszystkim ulegam aprobując biernie

na życzenie dziewczyny pod wierzby się kładę

 

oddaje mi całusy obiecane w szkole

niczym w święty obrazek zaglądam w jej oczy

i wielbiąc nawet myślą oddaję w niewolę

żeby panienka mogła intymnie się droczyć

 

w końcu wyszedł z ukrycia mój młodzieńczy zapał

z uśmiechem spacer ręki zgodę w piersi wiercił

oczy mrużąc wstydliwie jednak pokazała

błękitnej szmatki trójkąt uchylając kiecki

 

po solennej przysiędze że w szkole nie powiem

w zielnym ustroniu mogłem sekretnie pogłaskać

od słodkich pocałunków kręciło się w głowie

lecz skromność nieściągalna została w nawiasach

 

zdominowała całkiem rządzi jako starsza

oddaję się bezwstydnie władzy bezgranicznej

zbyt intymne zachcianki dostają po palcach

choć pozwala bez wstydu zerkać pod spódnicę

 

oczywiście z wyczuciem bez śpiesznej przesady

nawet udo odwiedził krótki pocałunek

niczym w targach sercowych kradziony romantyzm

w zamian czuła partnerka zburzyła fryzurę

 

podziwiam w błysku siłę dyskretnego ognia

i reakcje na bodźce raczej spontaniczne

ręce mi kontroluje bym się nie zapomniał

w pokusie zachwyt skrywa bo jej urok widzę

 

gest mej ręki pod bluzkę jednak nie ucieszył

głowę mi odciągnęła z miną nieszczególną

jakby w cichym proteście kryła wstyd największy

choć guziki rozpiąłem nie dała go uszczknąć

 

z gniazdka nas wypłoszyła ciekawość chłopaków

szkoda bo straciliśmy miejsce tak ustronne

umówiła się ze mną w jasienickim parku

pożegnanie dostrzegła jej mama pod domem

 

skupiając się na sobie straciliśmy moment

gdy patrząc lustrowała nasze sploty czułe

więc gestem wyjaśniłem spotkanie z Amorem

cichym skinieniem głowy oddając szacunek

 

cdn.

Najpopularniejsze wiersze
Inne wiersze tego autora

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

O autorze
EdwardSkwarcan
Użytkownik - EdwardSkwarcan

O sobie samym:
Ostatnio widziany: 2019-03-24 23:27:58