Pamiętnik kochliwego młodzieńca(16) - wiersz

Autor: EdwardSkwarcan
Czy podobał Ci się ten wiersz? 0

30 maja 1966

przez szybkie dorastanie trudną mam naturę

skusiłem nastolatkę na przytulny relaks

drżącym ogniem rozpalał długi kontakt z udem

spędziliśmy godzinę na nieśmiałych grzechach

 

rozum nie chciał i nie mógł umiaru przywołać

dla ust rozkapryszonych w gorączce bezwstydnej

w uściskach namiętności zamiast do kościoła

zatrzymał jak natchniony u piersi dziewczynę

 

w tych pieszczotach panienka nie była mi dłużna

czułem intymnie bliską ciał temperaturę

ręce długo błądziły przy sklejonych ustach

zachciankę nasz rozsądek wyhamował z trudem

 

w czułostkach zawiniła rąk inicjatywa

rozkazała przygarnąć by czuć biust na piersi

ciągot nie potrafiłem w gorączce zatrzymać

i ich dotyk kompletnie pannę rozanielił

 

wcale się nie dziwiłem przecież nie jest z drewna

na szczęście w naszych głowach siedział dobry duszek

i nie pozwolił chęciom niczego rozebrać

w ten sposób powolutku wyciszył pokusę

 

błędne oczy błyszczały wielkim pożądaniem

kończyła akt niebyły długa chwila ciszy

dla mnie fakt upomnieniem i przestrogą dla niej

by rąk nie trzymać blisko gorącej spódnicy

 

wracaliśmy z tej randki nieśmiało skruszeni

popatrując na siebie zachwytem intymnym

niosąc wstydliwy pośpiech chciałem się rumienić

w zamian za czuły uśmiech pąsowo niewinny

 

1 czerwca 1966

dzisiaj w beztroskiej labie wszyscy na Michałku

obiecująco widzę dzień dużego dziecka

odwaga podpowiada - panienkę oczaruj

wspinamy się więc patrzę po wesołych kieckach

 

złości mnie durny pomysł żeby iść klasami

nawet w święto dzieciarni rządzi dyscyplina

podziwiam jak rumieniec beztroskę zabarwił

widząc rozochocone policzki w malinach

 

na górze wszystkich pełno wszędzie gdzie się ruszę

starsze lato poczuły i darmowy wybieg

wdzięki porozkładały chłopcom na pokusę

umęczone wspinaczką leżą erotycznie

 

niczym seks błyskawice łyskają się uda

cichaczem bezustannie na bok oczka lecą

inne chcą romantycznie w niebie się zadumać

i w błękicie utopić młodości kobiecość

 

ja lubię u panienek kształty elastyczne

więc nudzi mnie bezczynność zamulona w trawie

wolę takie co w życiu chcą dopaść przyczynę

i biegają za szczęściem gdy je czas rozdaje

 

słychać nawoływania wesołej dzieciarni

spragnieni krętą ścieżką lecą do źródełka

inni chcą poziomkami podlizać się pani

harmider niemożebny jak to na wycieczkach

 

leniwe od chłopaków kupują wesołość

ja do nich przez nieśmiałość nawet nie podchodzę

zbyt dużo wścibskich gapiów kręci się wokoło

choć przykro się pogodzić z tajemniczym lodem

 

idę w diabły i błądzę rozmyślając w lesie

szkoda że nie kupiłem na górę cukierków

trudno znaleźć się w grupie kiedy pusta kieszeń

marząc żałuję niczym towarzyski nieuk

 

nagle zauważyłem leżący słoiczek

i wpadła mi do głowy myśl jak błyskawica

słodkimi poziomkami do serca się zbliżę

myję w biegu pojemnik żeby się podlizać

 

daleko od gromady znam ukryte miejsce

w niecałe pół godzimy mam w szkle woń zamkniętą

i na skrzydłach do damy mego serca lecę

żeby zaimponować kuszącą czerwienią

 

klękam w kręgu odważnie i wesoło kuszę

- może któraś z was kupi słoiczek poziomek

przejadłem się więc oddam za jeden całusek

wyrywa mi go moja z okrzykiem – kupione

 

zachęcony policzek daremnie nadstawiam

znika sprzedany towar który jedzą wszystkie

panna w geście odmowy wstydem się zasłania

i goni do źródełka mówiąc – wody przynieś

 

zasmucenie udaję - ktoś mnie tutaj okpił

i przyciągam za rękę by ją z grupy wyrwać

gestem warg podpowiada jedno słowo - plotki

reszta broniąc nie puszcza - razem z nami przyszła

 

pozostaje posłusznie niczym wiatr po wodę

żeby leśnym kryształem lenistwo napoić

tym sposobem znów mogłem w gronie złapać oddech

i zaglądając w oczy do niej się pomodlić

 

bawią się moim kosztem więc ja też korzystam

wzrok bada zgrabne nogi porównuje kształty

pod modrzewiem znalazłem urokliwą przystań

nie przeżywam choć dzisiaj nie udał się zamysł

 

próbowałem do lasu wyciągnąć gromadę

lecz po krótkim spacerze znudziło się pannom

więc wróciłem prowadząc nastoletni harem

śmiejąc się że na randki jest jeszcze zbyt jasno

 

dyskretnie chichotały – musisz z Konopielką

i mol książkowy wiedział że pragną już więcej

choć naturę wciąż mają w połowie dziecięcą

to w umysłach kiełkują zachcianki kobiece

 

panna ze mną raz poszła by skryć się w zagajnik

bo konieczność zmusiła spódnicę podkasać

wcześniej wymogła żebym okolicę sprawdził

potem w tył zwrot i oczu nie mogłem odwracać

 

dodatkowo kucała za grubym modrzewiem

ciągle przypominając – Edek tylko nie patrz

- majteczki już widziałem – mówiłem do siebie

- grzeczny chłopak – szepnęła gdy wyszła zza drzewa

 

w nagrodę za cierpliwość dostałem całusy

z przytulaniem lecz w biegu bo czas nam wyliczą

więc zapomnieć musiałem miłosne zakusy

słuchając – gdzie tak długo – z uśmiechniętą miną

 

wracałem z tej wycieczki trochę zawiedziony

nadzieje były większe wprawdzie bez obietnic

jednak przez brak czułostek przygasł w oczach płomyk

i żal do domu drogę potrafił rozdzielić

 

w noc długo nie zasnąłem myśląc o Michale

przecież nie chcę natychmiast chociaż ją pożądam

zachowuję się niczym pokrętny kawaler

mam wiecznie muchy w nosie by się o nic dąsać

cdn.

Najpopularniejsze wiersze
Inne wiersze tego autora

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

O autorze
EdwardSkwarcan
Użytkownik - EdwardSkwarcan

O sobie samym:
Ostatnio widziany: 2019-04-29 22:46:58