Pamiętnik kochliwego młodzieńca(8) - wiersz

Autor: EdwardSkwarcan
Czy podobał Ci się ten wiersz? 0

12 maj 1966

umierałem z tęsknoty przez deszczowy tydzień

niebo krytykowało zakazaną miłość

błądziłem wspomnieniami tuląc zwid bezczynnie

układając treść w sercu niepisanym listom

 

czasem się zastanawiam czy to nie pomyłka

w końcu dziewczyny lubią chłopców za nos wodzić

ale pierś buntownicza rad tych się nie trzyma

podszeptem przyzwalając – co cię to obchodzi

 

13 maj 1966

nadzieja jest jak słońce co zza chmur wychodzi

a jej dzisiejszy uśmiech był niczym słonecznik

spotkany przypadkowo serce mi roznosił

i wszystkie zakamarki w głębi ja wypełnił

 

przez dziewczynę kontrolę nad rozsądkiem tracę

dobrze że nad nim czuwa klasa i korytarz

dobry duszek strzegł jednak gdy byliśmy razem

mogłem ostrzec jedynie – idzie skarżypyta

 

z paluszkiem sza na ustach zmyłem się na pięcie

wiem mniej więcej gdzie mieszka więc w szkole odpuszczę

odprowadziłem wzrokiem przepełniony szczęściem

słodząc namiętne ego czarującym jutrem

 

14 maj 1966

chcę wypróbować na niej swych sił w telepatii

wzrok z wyciszoną prośbą skupiam na jej głowie

wszystko hen odpłynęło umysł się zatracił

- obejrzyj się - powtarzam bez mrugnięcia powiek

 

zamiast modlitw ślę rozkaz by się obejrzała

i nagle jest reakcja jakby ruch nerwowy

twarz odwrócił do tyłu więc numer zadziałał

kilkakrotnie sprawdziłem mój szalony pomysł

 

dziewczyna zrozumiała zaczepne intencje

uśmiech jej twarz rozjaśnił ciut wcześniej skupioną

by nie zrazić do siebie nie słałem ich więcej

męski wzrok ją uwiedzie naturalną bronią

 

dziwne bo dla rozrywki sprawdziłem na innych

nie udało się z żadną mimo moich skupień

czyżby mózg kontrolował telepatii listy

przekazując jedynie wspierane uczuciem

 

15 maj 1966

naprędce przed majówką wymyśliłem numer

że dyskretnie ukryty wpadnę na nią w bramie

potem adoratorki sposobem usunę

udając przeprosiny za brak dobrych manier

 

pomysł jest znakomity stoi zaskoczona

nadrabiam dobrą miną bo udał się wybieg

przepraszam obejmując prawie w jej ramionach

i gonię koleżanki – idźcie zaraz przyjdzie

 

swoją grzeczność popieram słonecznym uśmiechem

wzrokiem ślę jej błagalne – na pięć minut zostań

sukces święcę i ciągnę w neutralną strefę

czując w cieple jej dłoni kobiecości posmak

 

krew uderza do głowy palą się policzki

więc ostatkiem wysiłku obejmuję w talii

dobrze że grzeszny Amor wzroku mi nie przyćmił

tylko miłosną strzałą celnie w skronie trafił

 

pulsują pod spojrzeniem co chce ból uśmierzyć

bo serce się wyrywa jak pociąg pośpieszny

drżącą rękę w spadaniu ku pośladkom grzesznym

hamuje szept z przeciwka – to jest plac kościelny

 

trzeźwieję uderzony jak w głowę obuchem

czas goni więc wypraszam pilne wiadomości

zachwyca mnie gorący w policzek całusek

w myślach się upominam – idioto dorośnij

 

dlaczego patrzy na mnie jak nauczycielka

zamiast modlić się długo nad tym rozmyślałem

szczyl gwałtownie doroślał by odważnie czekać

ćwicząc w gronie panienek swój rozmowny talent

 

chichocząc chciałem sprawdzić czy ma guz na czole

każdy sposób jest dobry żeby musnąć usta

cieszył sekretny moment bo smarkacz nie poległ

i wiem że przy spódnicach odwadze zaufam

 

cdn.

Najpopularniejsze wiersze

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

O autorze
EdwardSkwarcan
Użytkownik - EdwardSkwarcan

O sobie samym:
Ostatnio widziany: 2019-10-07 22:53:31