Życie jest tak fascynujące dlatego, że każdy człowiek jest inny, a ta odmienność pozwala nam odkrywać, interesować się, wymieniać doświadczeniami i poglądami więcej...
Miasto przypływówpragnień nabrzmiałych
miasto westchnieńokrzykówuniesieńdelektowania sie smakiem nieznanym
wzrokiem przywoływanieuwagi ulotnej
zagarniania świateł i spojrzeń dla siebie
w tym więcej...
Chyba Kacper nie zdawał sobie sprawy z tego, że bardzo mnie zranił tymi słowami. Bez słowa odeszłam, zalewając się łzami. Wiem, że to, co powiedział było wypowiedziane w gniewie. Niestety nie jestem w stanie zrozumieć, dlaczego strata naszego dziecka jest dla niego sprawą niegodną pamięci. Zapłakana weszłam do mieszkania Hipa. Byłam sama. Pospiesznie weszłam do sypialni więcej...
Wciąż mam plany! Wywiad z Małgorzatą Kalicińską
- Po pięćdziesiątce, po wyfrunięciu dzieci z gniazda, zaczyna się dla nas nowy, dobry czas – to czas dla nas! Nie są konieczne totalne zmiany, rozwody etc, ale można się wówczas skupić na sobie, swoich potrzebach więcej...
Siedziałam tam i patrzyłam. Po policzkach spływały mi łzy, a ja siedziałam i patrzyłam. Nie mogłam wydobyć z sie-bie ani słowa. A nawet gdybym mogła - co z tego? Przecież i tak by mnie nie usłyszeli... Gardło po chwili odmówiło mi posłuszeństwa i się rozpłakałam. Zawsze byłam czuła. Głupia! głupia! głupia! romantyczka... A mama też płakała. Obie siedziałyśmy przy moim grobie i płakałyśmy. Nie było sposobu, żeby przestać. Po chwili pojawiła się kolejna postać. Serce zabiło mi szybciej. Co on tu robił? Dlaczego? Przecież... twierdził, że mnie nienawidzi... Gdy tylko podszedł zerwałam się na równe nogi robiąc mu miejsce na ławce. Była idealna na trzy osoby, ale nie chciałam, żeby mnie wyczuł. Byłby zdolny. Mama spojrzała na niego. Najwidoczniej nie poznała go. Właściwie i dla mnie twarz z lekka obca, ale serce znajome tak dobrze, jakby było całe życie przy mnie. Chociaż mówił, że nie ma serca. Przetarłam oczy i uśmiechnęłam się z niedowierzaniem. A jednak przyszedł. Spełnił obietnicę. Wiedziałam, że teraz mogę odejść już w spokoju. Ale stałam. Nie dlatego, że nie chciałam wracać do - jak to mówiło się w mojej rodzinie - czyśćca. Przecież nie byłam skrajnie dobra ani skrajnie zła. Musiałam odpokutować za błędy. Ale nie mogłam wró-cić. Jeszcze czegoś nie zrobiłam? Wtedy mama wstała i odezwała się. Do niego. Spytała kim jest. Nie chciała wiedzieć, dlaczego do mnie przyszedł. Chyba imię miało jej wszystko powiedzieć. Ale on tylko odpowiedział, że jest moim najlepszym przyjacielem. Byłam wdzięczna, że nie okłamał matki. Z ciekawością dalej słuchałam ich rozmowy. Słowa padały z serca nie z ust. Patrzyli się na siebie dobre pół godzi-ny. To była tak zacięta wymiana zdań, że aż zrobiło mi się gorąco. Choć to był chłodny dzień. Uśmiechnęłam się, gdy mama zaprosiła go do domu. Stwierdziła, że ma coś dla niego. Zaciekawiło mnie to. Przecież go nie znała. W czasie podróży do domu wciąż ciągnęli dialog. Tym razem słowa były konieczne. Nazwała go kilka razy po imie-niu. A on nie wydawał się tym zaskoczony. Dotarli do domu. Wpuścił mamę przodem, chociaż ona prosiła, żeby wszedł pierwszy. Zaryzykowałam. Widziałam, że wodził wzrokiem chwilę zanim wszedł. Odwróciłam się i poszłam na spacer. Odwiedzić miejsca, w które pewnie nie wrócę. Pojechałam do gimnazjum. Szczęście mnie wypełniło, gdy zauważyłam ulu- bione postacie. Chociaż epickie zawsze ważne. Dodające otuchy. Ukojenia. Ciekawe, ile można stracić przez taką śmierć. W sumie to i tak tylko opuszczenie ciała przez duszę. Tu-dzież ducha. Korytarzami biegały dzieci. Śmiały się. Biły. Któraś nauczycielka starała się ich rozdzielić. Nie znałam jej. Po moim odejściu z tej szkoły bardzo dużo się zmieniło. Aczkolwiek gdy tylko przyszła polonistka i padło kilka słów z jej strony na korytarzu zapadła cisza, jak makiem zasiał. Nie było to nic wielkiego. Kwestia przyzwyczajenia. Chociaż... to miłe wspomnienia. Bardzo miłe. Uśmiechnęłam się więc do niej. Nie licząc na odpowiedź. Przeszłam korytarzami jeszcze raz. Zajrzałam do biblioteki. Każda przerwa... Czas mimo wszystko mijał, więc wyszłam ze szkoły i przeszłam się osiedlem. Aż napotkałam kościół. Nie było to moje ulubione miejsce, chociaż wiele wspomnień miałam z nim związanych. Wielkanoc. Boże Narodzenie. Zaśmiałam się na myśl, że więcej nie dostanę prezentu Gwiazdkowego. Ale co tam. Chciałam tam wejść, mimo wszystko nie zrobiłam tego. Podobno Bóg jest wszędzie. Zbędnym symbolem są więc takie budowle. Chociaż. Może bez nich ludzie zapomnieliby o Stwórcy? Nie, to zbyt piękne. Oni po prostu muszą mieć kogoś, kto będzie nimi sterował. Natknęłam się na podstawówkę podczas przemyśleń. Urocze miejsce. Zawsze się chyba miło wraca w takie miej-sca... Tak uważam. Poszłam na tyły. Jak zwykle. Cicho. Spokojnie. I dobrze. To moje miejsce. Spodziewałam się zastać tu tatę. To symboliczne miejsce, gdzie miałam wrażenie, że zawsze jest. Jest ciągle ze mną, ale tu szczególnie. Chyba właśnie tak ludzie pojmują Boga. Jako przyjaciela. Który jest. Pomaga. Ogarnął mnie wielki śmiechy, gdy to pomyślałam. Skoro pomaga to dlaczego mnie zabrał? Przez chwilę ogarnęła mnie panika. Przed oczami stanął mi mój najlepszy przyjaciel. Przecież on... powiedział, że jeśli umrę pójdzie za mną nawet do piekła. Ale uspokoiłam się, przypominając sobie, że jest z matką. Chyba nie powinno być źle. Nikogo. Więc poszłam w stronę domu. Nie miałam ochoty widzieć nauczycieli z tej szkoły. Budynek był miły, ale tak naprawdę dobrze dogadywałam się tylko z jedną nauczycielką. Neutralne emocje co do reszty ludzi i placówki. Było zimno. Z chwili na chwilę coraz bardziej. Pomyślałam, że skoro on jest w domu to mnie przytuli. Ale nie mógł. Ducha się nie tula. Ducha. Byłam nim? To dlatego nie mogłam wrócić? W sumie czym się różni dusza od ducha. Dusza zostaje, gdy ma do załat-wienia jeszcze jakieś sprawy. Duch – na zawsze. Albo aż odkupi winy. Albo by czuwać nad bliskimi. Ale nie mogłam być obok wszystkich na raz. Miałam pilnować jednej osoby? Nie bacząc na to, czy dobrze rozumuję zaczęłam biec ile sił w nogach i płucach. Nagle wybiegłam na ulicę. I usły-szałam klakson. Nie mógł na mnie... bo przed nim stała mała dziewczynka – nienawidzę dzieci, ale cóż... ta mała ma przed sobą życie – z głupiutką, przerażoną miną. Skupiłam się na tym, że chcę ją złapać za rękę. Wystawiłam swoje, ale zamiast tego popchnęłam ją i wpadła w kałużę. Przynajmniej samochód jej nie potrącił. Zaś zatrzymał się na poboczu i wybiegła z niego młoda kobieta. Złapała dziewczynkę w objęcia i zaczęła płakać, przepraszając ją. Ta, dalej nie wiedząc o co chodzi, spojrzała na nią i powiedziała „nie martw się, mamusiu, kocham cię". To było tak urocze, że zrobiło mi się niedobrze. I zaczęłam dalej biec. Do domu już tylko kawałek. Zoba- czyłam dwie postacie wychodzące z domu. Gdy przybiegłam wcale nie byłam zmęczona. W końcu nie żyłam. Nie potrzebowałam tlenu do zasilania „baterii" tylko potrzeby. A moją potrzebą było zobaczenie go. Znowu. Po śmierci jakoś zapomnia- łam o wszystkim. Może gdybym poszła od razu do nieba to bym była bardzo, bardzo szczęśliwa. W końcu nowe życie. Nie
Autor:shatti O sobie samym: Napisz, a się dowiesz? Oczywiście pod warunkiem, że mnie zainteresujesz.
Przyjaciele twierdzą, że jestem Ostatnio widziany:2012-05-23
Ostatni komentarz:
EmnildaAmelberga :
Ciekawy pomysł, ale popracuj trochę nad narratorem. Opowiadanie przypomina notatkę z pamiętnika, a szkoda. Gdyby je rozwinąć, przybliżyć czytelnikowi bohaterów i to o czym chcesz opowiedzieć bardziej by wciągało. Początek jest ważny, często decyduje o tym czy czytelnik będzie śledził przygody twoich bohaterów czy też zrezygnuje. Tak więc opisuj wszystko dokładnie od początku stopniowo wprowadzając w całą historię. Stać Cię na więcej. Życzę weny.