Opis ksiązki
Kup Teraz

Ognie Świętego Wita

Ocena ( 2 osoby )
3.5
Wydawnictwo: MG
Data wydania: 2011-10-13
Kategoria: Historyczne
ISBN: 978-83-7779-003-8
Liczba stron: 208
Dodał/a książkę:czytam
Recenzja - Ognie Świętego Wita

Najlepsza książka na jesień 2011 - kategoria: fantasy, science - fiction - wybór Jury

 

Dla tych, którzy sięgnęli wcześniej po „Tajemnicę świętego Wormiusa” będzie oczywiste, że „Ognie świętego Wita” to kolejna brawurowa powieść historyczna osadzona całkowicie w realiach polskich autorstwa Jarosława Klonowskiego.



Rzecz dzieje się w ogarniętej sennością, średniowiecznej Kruszwicy, którą wstrząsają zagadkowe morderstwa. Jedynym śladem jest zawierający hebrajski wzór medalion, pozostawiony przez mordercę oraz słowo „Adonai”, wypowiadane przez szaleńca do każdej z ofiar.



Alfred Ostenwald odkrywa, że serii morderstw towarzyszy przedziwna, kabalistyczna symbolika, a ofiary nie są przypadkowe. Usiłując wyjaśnić zagadkę, trafia na ślad jeszcze większego sekretu, który przez wieki skrywali zamieszkali w Kruszwicy duchowni.

 


Jaki związek z morderstwami dokonywanymi nad Gopłem ma tajemniczy pożar, który piętnaście lat wcześniej strawił kruszwicki zamek, wraz z mieszkającym w nim starostą oraz jego nadwornym alchemikiem? Czy czeski czarnoksiężnik, Bohumil naprawdę straszy jako duch, pokutując za swoje winy w Mysiej Wieży? Czy prawdą jest – co opowiadają mieszczanie - jakoby Bohumil przyzywał na zamek samego diabła?

 


I co ma z tym wspólnego Katarzyna Kucharczykowa, bydgoska czarownica, rzekomo spalona w wyniku procesu o czary oraz jej syn, cysterski mnich, którego nawiedzają wizje na temat apokalipsy mającej wstrząsnąć Kruszwicą?

 


Nad miastem płonie ogień świętego Wita. Ugasi go dopiero zemsta.

Recenzja
justa21 Linia koment
Na półkach:

Adonai

Nie ma chyba osoby, która nie słyszałaby o królu Popielu, który wraz z rodziną został zjedzony przez mściwe myszy. Ta legenda rozsławiła Mysią Wieżę w Kruszwicy, ale to nie jedyna historia o tej ceglanej budowli, będącej częścią zamku zbudowanego przez Kazimierza Wielkiego ok. 1350 roku. Niektórzy uważają, że nazwa wieży pochodzi od rodu Myszków, którzy panowali nad ludem goplańskim, jeszcze inna wersja mówi, że określenie jest pozostałością po Krzyżakach, którzy wieżę kojarzyli z  Mysią Wieżą w Bingen na wyspie

szara_linia
Opinie
Ocena 1 2 3 4 5 6
Komentarz
zuzankawes plusminus Linia koment
Przeczytane:2013-03-23, Ocena: 4, Na półkach: Przeczytałem,czytam regularnie w 2013 roku,

Po przeczytaniu udanego debiutu literackiego Jarosława Klonowskiego „Tajemnica świętego Wormiusa”, przyszedł czas, by sięgnąć po kolejną jego książkę, która opisuje dalsze przygody znanych z pierwszej powieści bohaterów (przynajmniej ich części). Naturalnym rzeczy torem, sięgnęłam zatem po drugą z cyklu trzech powieści, „Ognie świętego Wita”.


Jak na tak małe zagęszczenie tytułów, w oczy uderza duża ilość świętych. Nie będzie to dziwić, jeśli zajrzy się do biografii autora. Bardzo szybko wyjaśni się skąd taki pomysł na pisanie. Zatem? Wzięło się ono z zafascynowania autora, przypieczętowanego napisaniem pracy magisterskiej na temat Kultu Świętych w średniowiecznych miastach kujawskich. To zauroczenie przeniosło się do świata powieści, w którym Jarosław Klonowski wykorzystał swoją szeroką wiedzę historyczną na obmyślenie intrygi kryminalnej. Wokół spraw związanych ze świętym Witem, wokół czarów i czarnoksięstwa skupiła się fabuła „Ogni świętego Wita”. Z jakim efektem? Już opowiadam.


                Jak już wspomniałam, cała historia kręci się wokół ciemnych, piekielnych mocy. Niejaka Katarzyna Kucharczykowa, zostaje oskarżona o czary. Unika stosu, bo od śmierci ratuje ją jej wpływowy kochanek, starosta bydgoski Andrzej Kościelecki i jego poplecznicy. Gdy na świat przychodzi syn Katarzyny i Andrzeja, chłopiec zostaje natychmiast odebrany matce, której wmawia się, że dziecko zmarło podczas porodu. W jakim celu? Tego oczywiście dowiecie się z książki. Ja ze swojej strony dorzucę tylko, że cel będzie iście piekielny.


                Czytelników, którzy mieli okazję przeczytać „Tajemnicę świętego Wormiusa”, pewnie ucieszy fakt, że w centrum wydarzeń ponownie znajdą się Alfred Ostenwald, Miriam, czy stary, niedobry Plotzlish. Dla mnie bomba, zwłaszcza że Miriam wraca jeszcze bardziej temperamentna, jeszcze bardziej niezależna i jeszcze bardziej intrygująca. Niestety, na wyrazistości straciła pozostała dwójka, przygaszona i przytłamszona gdzieś pośród wydarzeń. Być może kreacja taka związek ma z dość nieczytelną , miejscami trudną w odbiorze intrygą.


Magia, mrok i diabelskie sprawki wywołują ciarki na plecach. Okrutne i makabryczne zbrodnie sprawiają, że czyta się na jednym wdechu. Ale całość rozmyta jest poprzez zbyt duże zagmatwanie fabuły i słabą przejrzystość. Nie można zarzucić niczego językowi, bo tym autor posługuje się dobrze, jednak sam język choćby najbardziej plastyczny, bez zmyślnie poprowadzonego wątku kryminalnego, to zbyt mało, by książkę uznać za wybitną, czy przynajmniej bardzo dobrą. A u Jarosława Klonowskiego jeden wątek pogania drugi, wypiera trzeci, pędząc z kolei za czwartym na złamanie karku. Trochę to chaotyczne i jakby sklejone bez wcześniejszego przemyślenia, co powinno stanowić dla czytelnika clue. Trochę tak, jakby autor pisał wyłącznie pod wpływem impulsu i chwili, nie wracając do tego, co już się pojawiło.


Szybkie tempo jest hamowane przez zbyt nieczytelną i nie do końca zrozumiałą intrygę, czy może raczej próbę powiązania jej z elementami mistycyzmu. Przynajmniej dla mnie stanowiło to problem.


Co na plus? Nieszablonowe myślenie autora, rozwiązania które zaskakują i dekoncentrują, odsyłają podejrzenia czytelnika na zupełnie inne tory, zwodzą na manowce. Sprawne posługiwanie się językiem i duży potencjał pisarski, sprawiający, że po przeczytaniu jego tekstu, ma się ochotę na jeszcze. A okazję ku temu daje „Miriam”. Z pewnością sięgnę po trzecią część cyklu, zwłaszcza że postać tej rudowłosej Żydówki niezmiennie mnie zachwyca.

lustitia plusminus Linia koment
Przeczytane:2014-10-12, Ocena: 3, Na półkach: Przeczytałem,mam na półce,
Czego oczekujemy po zapoznaniu się ze streszczeniem na okładce? Wielu tajemnic, wartkiej akcji, sekretów skrywanych przez kruszwickich zakonników, kabalistycznej symboliki obiecywanej przez autora, prawdziwej polskiej czarownicy, nadwornego alchemika, czeskiego czarnoksiężnika Bohumila, pogańskich obrzędów, przyzywania samego diabła, zagadkowych morderstw nad którymi będziemy głowić się niecałe 200 stron i oczywiście tych tajemniczych, tytułowych ogni świętego Wita. Zapowiada się fantastycznie, prawda? Czarownica, czarnoksiężnik, alchemik, do tego zamieszani w intrygi cystersi z opactwa w Koronowie i to wszystko na naszej polskiej ziemi! Niestety im dalej w las... tym mniej zagadkowo, mniej "wciągająco" i ogólnie na czytanie chęci mniej.
Startujemy z datą 4 marca 1488 - w Bydgoszczy toczy się sąd nad młodą wdową, Katarzyną Kucharczykową. Starosta Andrzej Kościelecki i burgrabia Bartłomiej Nieciszewski przewodniczą sądowi. Andrzej jest kochankiem Katarzyny, Bartłomiej knuje przeciw staroście - a Katarzyna oskarżona o otrucie męża? Czy rzeczywiście jest czarownicą? Szybko okazuje się, że Katarzyna nosi dziecko Andrzeja Kościeleckiego. Co stanie się z okrzykniętą wiedźmą dziewczyna i jej dzieckiem? Czy starosta dowie się o potomku?
Akcja przenosi się do Kruszwicy, na zamek starosty - Jana z Oporowa. To tu przebywa czarnoksiężnik Bohumil, który terminował u samego nieśmiertelnego Nicolasa Flamela. Poza księgami alchemicznymi w komnacie znajdowała się także wykradziona z Krakowa kronika Wincentego Kadłubka, a w niej... wzmianki o świętym Wicie zwanym Światowidem! To tu rozpoczynają się nawiązania do poglądów Flamela, Światowida, świętego Wita, anielskiego Światła Natchnienia, kabalistycznego Ucha Boga, nawiązań w kronikach Kadłubka i Galla Anonima, Świętego Graala (tak, w Polsce!), który przechowywany jest w Kościele św. Wita i wielu innych. Jak widzicie - sam pomysł na książkę był wręcz GENIALNY!
Mamy tu sporo pojedynków, zasadzek, tajemniczego, zakapturzonego mordercę, promieniującego jasnym światłem, który w trakcie zabijania swych ofiar wyrzeka zagadkowe: "Adonai. Przyjmij moją ofiarę."
Akcja czasami zwalnia, wręcz dłuży się i nudzi, czasem przyspiesza i na prawdę wciąga tajemniczymi symbolami i magicznymi praktykami - a mimo wszystko na prawdę spodziewałam się po tej pozycji znacznie więcej. Coraz nowsi bohaterowie, sporo imion, nazwisk i zajmowanych pozycji odrobinę miesza czytelnikowi w głowie i przeszkadza w łatwym odbiorze treści. W niektórych miejscach język stylizowany na średniowiecze, w większości jednak bohaterowie zachowują się zbyt beztrosko, są zbyt pewni siebie (szczególnie kobiety, od których wymagało się jednak innych wzorców zachowań).



Polecić mogę chyba jedynie tym, którzy zamieszkują okolice wspomnianych na początku miast i będą rozpoznawać bliskie sobie tereny, nazwy, budynki... no i oczywiście fanom czarowników/c, tajemnicy Świętego Graala i innych nadprzyrodzonych elementów.
gendun Linia koment
Na półkach: Chcę przeczytać,
ajrin Linia koment
Na półkach: Chcę przeczytać,
Linia koment
Przeczytane:, Na półkach:
Dizzy Linia koment
Na półkach: Chcę przeczytać,
break
POLUB NAS!
WYDAWCY POLECAJĄ
Zwyczajna łaska
Książka Racheli
Sekret Wesaliusza
 
STRONA GŁÓWNA

MOJE GRANICE
Dodaj/Opublikuj
Wirtualna biblioteczka
Ustawienia
Więcej opcji
KSIĄŻKI
recenzje
premiery, nowości
zapowiedzi wydawnicze
audiobooki
patronaty
rankingi
autorzy
rekomendacje
wyzwania czytelnicze
WIERSZE

OPOWIADANIA

KONKURSY

SPOŁECZNOŚĆ
forum
blogi
zdjęcia
filmy
kalendarz
książki za aktywność
PUBLICYSTYKA
wywiady
eseje
sylwetki twórców
recenzje filmów