Okładka książki - Cień gejszy

Cień gejszy

Wydawnictwo: Replika
Data wydania: 2011
Kategoria: Kryminał, sensacja, thriller
ISBN: 9788376740959
Liczba stron: 252
Tytuł oryginału:
Język oryginału:
Tłumaczenie:
Ilustracje:
Dodał/a recenzje: Justyna Gul

Ocena: 4.75 (12 głosów)

Przemijający świat 

Drzeworyty japońskie, w Polsce praktycznie nieznane, ostatnio przeżywają w Europie swój renesans. Będący grafiką wysokonakładową drzeworyt stanowi rodzaj dawnego druku i nazwany jest ukiyo-e, czyli „przemijający świat”. W historii sztuki ten termin używany jest na określenie twórczości i szkoły malarskiej oraz drzeworytniczej, która powstała z początkiem okresu Edo, trwającego od połowy dziewiętnastego wieku. Edo – dawna nazwa Tokio odgrywało decydującą rolę w dziedzinie kultury. Tu też powstawały największe wydawnictwa jak Hasegawa - działające od lat pięćdziesiątych dziewiętnastego wieku do 1938 roku. Wydawnictwo to wydawało luksusowe książki zdobione... drzeworytami.

Wbrew pozorom nie jest to wykład z historii druku czy też dziejów Japonii, ale kanwa fascynującej książki Anny Klejzerowicz „Cień gejszy”. Autorka, w mistrzowski sposób splatająca fikcję z prawdziwymi wydarzeniami, stworzyła genialną powieść kryminalną z wątkami: politycznym, historycznym, a nawet miłosnym. Przeniesiemy się wraz z Emilem Żądło, znanym gdańskim dziennikarzem śledczym w sam środek mrożącej krew w żyłach historii, nierozerwalnie połączonej z wydarzeniami z 1905 roku, drzeworytami, piękną gejszą oraz lokalnym politykiem.

Dziennikarz, pod którego ostatnimi czasy ktoś podszywa się na forach internetowych, próbuje rozwikłać zagadkę dziwnych wpisów o charakterze pogróżek, głuchych telefonów oraz morderstw i kradzieży wstrząsających środowiskiem antykwariuszy. Szybko okazuje się, że przedmiotem pożądania jest cykl japońskich drzeworytów autorstwa nieznanego twórcy, przedstawiających piękną, niezwykle eteryczną kobietę. Owa kolekcja należała wcześniej do wykładowcy uniwersyteckiego, który został zabity, podobnie jak jego bliski przyjaciel. Sygnatura, którą opatrzone są drzeworyty, przypomina sygnaturę znanego malarza z epoki Meiji, ale na rynku nie pojawiają się ani jego wcześniejsze, ani późniejsze dzieła.

Co łączy ludzi, którzy giną w zastraszającym tempie w Trójmieście? Jaka zagadka może tkwić w przeszłości drzeworytów? Czy sekret ma jakiś związek z piękną, smutną gejszą, utrwaloną na starym papierze? Te tajemnice tropi nie tylko Emil i jego partnerka, historyk sztuki, ale i lokalna policja. Śledztwo zatacza coraz szersze kręgi, a o tym, że Żądło jest blisko rozwiązania zagadki, przekonują nieudane na szczęście zamachy na Martę i dziennikarza. Kolejne tropy wiodą w różnych kierunkach, dochodzenie toczy się kilkoma torami, obejmując zarówno współczesne środowisko i powiązania ofiar, historię drzeworytów jak i.... rozszyfrowanie tajemniczych dokumentów, które były ukryte za oprawą dzieł.

Autorka z wielkim wyczuciem buduje napięcie, mamy przeświadczenie, że wszystko zmierza do określonego celu, ale jednocześnie kolejne fakty wzburzają przyjęte koncepcję rozwiązania zagadki. Pojawia się też historia o oficerze niemieckiej marynarki i motyw kolei transsyberyjskiej w Mandżurii, ale w jaki sposób może się to wiązać ze zjawiskowymi drzeworytami? Tego dowiemy się z książki „Cień gejszy”, choć przedtem będziemy musieli nie lada się natrudzić by połączyć wszystkie elementy w logiczny ciąg zdarzeń i rozwiązać tajemnicę. Na uwagę zasługuje nie tylko wspaniale zbudowana akcja, w pasjonujący sposób przywołana historia Japonii i drzeworytów, ale i  sami bohaterowie, niesamowicie sympatyczni, kompetentni i dociekliwi. Pozostaje tylko sobie życzyć kolejne książki, w której ten wspaniały duet wytropi wszystkich podejrzanych w sprawach z pogranicza kultury i sztuki.

przesuń

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Avatar użytkownika - natkawes
natkawes
Przeczytane:, Ocena: 6,

Nigdy nie przepadałam za twórczością polskich autorów. Zdarzali się jedynie czasami pisarze, którzy potrafili zachwycić mnie swoimi książkami. Ostatnio do tej listy dołączyła Anna Klejzerowicz. Jest ona autorką dwóch zbiorów opowiadań z cyklu „Złodziej dusz. Opowieści niesamowite” oraz powieści kryminalnych: „Sąd ostateczny”, „Ostatnią kartą jest Śmierć”, oraz licznych tekstów prasowych, beletrystycznych i publicystycznych. Klejzerowicz współpracowała z teatrem Atelier im. Agnieszki Osieckiej w Sopocie jako fotograf i redaktor publikacji teatralnych. W tym roku została wydana jej kolejna książka: „Cień gejszy”. Ta powieść wyjątkowo mnie urzekła.

 

Akcja rozpoczyna się w roku 1905 w Japonii. Mężczyzna zamordował małżeństwo i służącą. To, dlaczego zginęli i co ukryte jest w ich domu, na razie pozostaje tajemnicą. Po takim wstępie przenosimy się do współczesności. W Gdańsku zabito mężczyznę. Te dwie sprawy, jak się później okazuje, mają ze sobą wiele wspólnego. Głównym bohaterem powieści jest Emil Żądło. Pod znanego dziennikarza ktoś podszywa się na forach internetowych. Pozostawione wypowiedzi dotyczą japońskich drzeworytów. Zainteresowany sprawą Emil rozpoczyna rozwiązywać zagadkę, jednak jego małe śledztwo przeradza się w naprawdę poważną sprawę. Co łączy japońskie drzeworyty ze śmiercią kolejnych ludzi?

 

„Ludzie tylko z pozoru się różnią, a tak naprawdę to tylko forma, bo w głębi duszy wszyscy jesteśmy do siebie podobni.”

 

 

Książkę przeczytać można w parę godzin. Tajemnicze morderstwa sprawiają, że pragniemy jak najszybciej dowiedzieć się, kto jest za nie odpowiedzialny. Wartka akcja i intrygujące sprawy sprawiają, że trudno oderwać się od lektury. „Cień gejszy” nie jest przewidywalny. Starałam się sama znaleźć zabójcę, ale okazało się to niemożliwe. Autorka napisała tę książkę w taki sposób, że do ostatnich stron trudno domyślić się, kto tak naprawdę jest odpowiedzialny za kolejne zbrodnie. Dodatkowym atutem książki jest to, że można się z niej wiele dowiedzieć o Japonii. Żona głównego bohatera przekazuje nam informacje o drzeworytach, gejszach i japońskich tradycjach. Koloryt tego kraju, wspaniale ukazany w książce, sprawi, że czytać ją będą z przyjemnością zarówno osoby interesujące się już wcześniej Japonią i jej kulturą, jak i te, które o kraju kwitnącej wiśni niewiele jeszcze wiedzą. Japonia ma w sobie wielki urok i „Cień gejszy” emanuje tą magiczną aurą.

 

„Cień gejszy” z pewnością wart jest przeczytania. Polecić warto tę książkę każdemu, nie tylko fanom kryminałów. Autorka wykonała solidną pracę i podczas lektury będziemy musieli naprawdę ją docenić. Spędziłam z tą książką miłe chwile i z chęcią zapoznałabym się z innymi powieściami Anny Klejzerowicz.

Link do recenzji
Avatar użytkownika - justa21
justa21
Przeczytane:, Ocena: 6,

Przemijający świat 


Drzeworyty japońskie, w Polsce praktycznie nieznane, ostatnio przeżywają w Europie swój renesans. Będący grafiką wysokonakładową drzeworyt stanowi rodzaj dawnego druku i nazwany jest ukiyo-e, czyli „przemijający świat”. W historii sztuki ten termin używany jest na określenie twórczości i szkoły malarskiej oraz drzeworytniczej, która powstała z początkiem okresu Edo, trwającego od połowy dziewiętnastego wieku. Edo – dawna nazwa Tokio odgrywało decydującą rolę w dziedzinie kultury. Tu też powstawały największe wydawnictwa jak Hasegawa - działające od lat pięćdziesiątych dziewiętnastego wieku do 1938 roku. Wydawnictwo to wydawało luksusowe książki zdobione... drzeworytami.

Wbrew pozorom nie jest to wykład z historii druku czy też dziejów Japonii, ale kanwa fascynującej książki Anny Klejzerowicz „Cień gejszy”. Autorka, w mistrzowski sposób splatająca fikcję z prawdziwymi wydarzeniami, stworzyła genialną powieść kryminalną z wątkami: politycznym, historycznym, a nawet miłosnym. Przeniesiemy się wraz z Emilem Żądło, znanym gdańskim dziennikarzem śledczym w sam środek mrożącej krew w żyłach historii, nierozerwalnie połączonej z wydarzeniami z 1905 roku, drzeworytami, piękną gejszą oraz lokalnym politykiem.

Dziennikarz, pod którego ostatnimi czasy ktoś podszywa się na forach internetowych, próbuje rozwikłać zagadkę dziwnych wpisów o charakterze pogróżek, głuchych telefonów oraz morderstw i kradzieży wstrząsających środowiskiem antykwariuszy. Szybko okazuje się, że przedmiotem pożądania jest cykl japońskich drzeworytów autorstwa nieznanego twórcy, przedstawiających piękną, niezwykle eteryczną kobietę. Owa kolekcja należała wcześniej do wykładowcy uniwersyteckiego, który został zabity, podobnie jak jego bliski przyjaciel. Sygnatura, którą opatrzone są drzeworyty, przypomina sygnaturę znanego malarza z epoki Meiji, ale na rynku nie pojawiają się ani jego wcześniejsze, ani późniejsze dzieła.

Co łączy ludzi, którzy giną w zastraszającym tempie w Trójmieście? Jaka zagadka może tkwić w przeszłości drzeworytów? Czy sekret ma jakiś związek z piękną, smutną gejszą, utrwaloną na starym papierze? Te tajemnice tropi nie tylko Emil i jego partnerka, historyk sztuki, ale i lokalna policja. Śledztwo zatacza coraz szersze kręgi, a o tym, że Żądło jest blisko rozwiązania zagadki, przekonują nieudane na szczęście zamachy na Martę i dziennikarza. Kolejne tropy wiodą w różnych kierunkach, dochodzenie toczy się kilkoma torami, obejmując zarówno współczesne środowisko i powiązania ofiar, historię drzeworytów jak i.... rozszyfrowanie tajemniczych dokumentów, które były ukryte za oprawą dzieł.

Autorka z wielkim wyczuciem buduje napięcie, mamy przeświadczenie, że wszystko zmierza do określonego celu, ale jednocześnie kolejne fakty wzburzają przyjęte koncepcję rozwiązania zagadki. Pojawia się też historia o oficerze niemieckiej marynarki i motyw kolei transsyberyjskiej w Mandżurii, ale w jaki sposób może się to wiązać ze zjawiskowymi drzeworytami? Tego dowiemy się z książki „Cień gejszy”, choć przedtem będziemy musieli nie lada się natrudzić by połączyć wszystkie elementy w logiczny ciąg zdarzeń i rozwiązać tajemnicę. Na uwagę zasługuje nie tylko wspaniale zbudowana akcja, w pasjonujący sposób przywołana historia Japonii i drzeworytów, ale i  sami bohaterowie, niesamowicie sympatyczni, kompetentni i dociekliwi. Pozostaje tylko sobie życzyć kolejne książki, w której ten wspaniały duet wytropi wszystkich podejrzanych w sprawach z pogranicza kultury i sztuki.

Link do recenzji
Avatar użytkownika - KsiazkowoLC
KsiazkowoLC
Przeczytane:2016-04-01, Ocena: 4, Przeczytałem, 2016, Mam, Recenzenckie/Autorskie, Wyzwanie 2016,
Powieści autorstwa Anny Klejzerowicz do tej pory były mi znane wyłącznie ze słyszenia lub opinii innych czytelników, kiedy więc nadarzyła się ku temu okazja z ciekawością sięgnęłam po wznowienie ksiązki ,,Cień gejszy". Akcja powieści toczy się dwutorowo na przestrzeni od roku 1905 do chwili obecnej. Jej głównym bohaterem jest niezwykle inteligentny i spostrzegawczy były dziennikarz śledczy Emil Żądło. Tłem zaś jest zagmatwana i bardzo niejasna historia japońskich drzeworytów, z którymi jak dowiadujemy się w toku lektury nierozerwalnie łączą się morderstwa, do jakich dochodzi w Trójmieście. Emil wraz ze swoją życiową partnerką Martą oraz komisarzem Zebrą próbują rozwiązać zagadkę dotyczącą tego, komu i dlaczego tak bardzo zależy na niepozornych, choć pięknych japońskich drzeworytach, iż jest w stanie posunąć się do dokonania zbrodni. Tropów i ślepych uliczek jest w tej sprawie bardzo wiele... Tym czasem giną kolejne osoby... A Emil i Marta stają się obiektami zaskakujących wydarzeń, które stają się ich udziałem - ktoś ewidentnie próbuje ich nastraszyć i zgasić w ten sposób zainteresowanie bohaterów tą sprawą. Jednakże bezkompromisowy i obdarzony niebagatelną intuicją Żądło nie ma zamiaru odpuścić dopóki nie pozna całej prawdy na temat intrygujących go z każdą chwilą coraz bardziej orientalnych typografii, napisów, jakie wraz z Martą na nich odkrywają oraz enigmatycznej postaci japonki, która również na nich widnieje. Jeśli więc macie ochotę na przyjemną opowieść, której osnowa zakorzeniona jest w kraju kwitnącej wiśni wraz z jego historią i obyczajowością, a dodatkowej pikanterii całości dodaje wątek kryminalny to koniecznie prześledzicie poczynania Emila Żądło i sami przekonajcie się jakie jest rozwiązanie rozpracowywanej przez naszych bohaterów zagadki. Autorka nakreśliła swoje postacie bardzo wyraziście, więc na pewno nie będziecie się z nimi nudzić. Powieść czyta się lekko, szybko i z dużym zainteresowaniem. Dodatkowym jej atutem jest także to, że, mimo, iż jest to drugi tom cyklu o Emilu Żądło książki te są skonstruowane w taki sposób, że całkiem swobodnie można je czytać oddzielnie lub nie po kolei bez uszczerbku dla zawartych w niech treści. Za udostępnienie egzemplarza do recenzji dziękuję Wydawnictwu Replika. * https://www.facebook.com/Ksiazkowoczyta * http://ksiazkowoczyta.blogspot.com/2016/05/emil-zado-na-tropie-tajemnicy.html
Link do opinii
Avatar użytkownika - martucha180
martucha180
Przeczytane:2016-03-29, Ocena: 5, Przeczytałem, 52 książki w 2016 r.,
Dziennikarz śledczy z Gdańska, Emil Żądło znowu w akcji, tym razem w powieści ,,Cień gejszy" Anny Klejzerowicz. Pierwszy prolog przenosi czytelnika do 1905 roku, do Japonii. Na Ginza ktoś morduje gejszę Yukasan i Europejczyka oraz służącą, lecz nie znajduje tego, po co przyszedł. Okazuje się, że jeszcze do niedawna morderca był przyjacielem Europejczyka. Prolog drugi to już czasy współczesne czytelnikowi i znajomy Gdańsk. Ktoś chce coś sprzedać. Daje nabywcy kopię, po chwili już nie żyje. Wkrótce ktoś zaczyna się podszywać pod znanego gdańskiego dziennikarza i na różnych forach internetowych wypisuje bzdury o drzeworytach japońskich. Znajomi Emila dziwią się, że on wrzuca do sieci dziwne teksty i się podpisuje nazwiskiem. Emil czuje się zaintrygowany i zaczyna prywatne śledztwo. Tajemniczy wpis widniał niemal na każdym [forum internetowym], był wszechobecny, powtarzał się, jakby ktoś z uporem maniaka pragnął zostać zauważonym. (s. 29) Prawda jest taka, że ktoś trolluje. Wkrótce dziennikarz otrzymuje głuche telefony i jeden z pogróżkami. Prosi o pomoc podkomisarza policji Marka Zebrę. Zaczyna się śledztwo pełne zwrotów akcji. Czyli mamy kryminalną aferę, za która kryje się niebezpieczna tajemnica z drzeworytami japońskimi w tle? Brzmi atrakcyjnie. Tylko trochę jak bajka. Bo niby co, do cholery, może mieć z nami wspólnego jakaś stara japońska historia? (s. 98) Okazuje się, że całkiem sporo! Fabuła tej powieści to splot różnych wątków (sztuka, miłość, polityka, pieniądze i śmierć), z których powstaje wielobarwna tkanina. Oprócz obrazków ze współczesnego Gdańska czytelnik otrzymuje solidną dawkę wiedzy o drzeworytach japońskich i ich twórcach z epoki Meiji (XIX/XX w.); dowiaduje się, kim tak naprawdę były gejsze; poznaje historię wojny rosyjsko-japońskiej z silnym gdańskim akcentem; towarzyszy wszechwiedzącemu narratorowi i bohaterom w kolejnych etapach śledztwa związanego z dalszymi wydarzeniami kryminalnymi, a do tego wątek obyczajowy i miłosny. Czuć powiew Dalekiego Wschodu, a Kaj Kwitnącej Wiśni ukazuje swe kulturalne oblicze. Autorka pięknie połączyła historię burzliwej japońskiej miłości sprzed lat ze współczesnymi kryminalnymi wydarzeniami. W mini wykładach Marty przybliżyła czytelnikowi wiedzę o sztuce i kulturze Japonii, co z jednej strony bardzo ciekawi, ale niektórych może też nudzić. Autorka szczegółowo opisała również wygląd znalezionych drzeworytów japońskich. Ale nawet plastyczność opisu i jego drobiazgowość nie oddadzą tego, co by oczy zobaczyły, dlatego tak bardzo brakowało mi ilustracji (znalazłam drzeworyty w internecie, lecz to nie było to samo). A Marta w tej powieści dołącza do śledztwa, jest równorzędnym partnerem Emila i specjalistą dla Marka. Jako historyk sztuki i pasjonatka swego zawodu z rozległymi znajomościami bardzo się przydaje w śledztwie Emila i policji (np. ma kontakt e-mailowy z japońskim specjalistą od drzeworytów). Aczkolwiek dla niej 'sensacja' oznacza co innego niż dla panów. Czytelnik poznaje nietuzinkową kobietę z naukowym zacięciem i zawodowym instynktem, upartą i zdecydowaną, z temperamentem. Jej życie u boku Emila to życie w nieustającym poczuciu zagrożenia i sporą dawką adrenaliny. Ale i na kocią łapę, bowiem Marta... To wolny ptak. Nie przepada za klatkami, jak określa wszelkie związki miedzy ludźmi. I jest uparta jak wszyscy diabli. (s. 98) Bohaterka pali papierosy, wprawdzie mniej niż Emil, ale mimo wszystko dla mnie ta powieść jest przesycona dymem papierosowym. W pewnym momencie stwierdziłam także, że trochę za dużo dziwnych przypadków, że nadmiar nieszczęść spada na Emila i Martę, na szczęście jest też rudy kot Bolero i jego miłość do właścicieli. Aczkolwiek jak to w kryminale trup ściele się gęsto, a akcja ma różne tempo. W pewnym momencie dochodzenia nawet staje w miejscu. Na szczęście wszystkie wątki zostają wyjaśnione, między innymi w dwóch epilogach, dzięki temu czytelnik wie, co się wydarzyło w Japonii w 1905 roku. ,,Cień gejszy" to kryminał z rozbudowanym wątkiem kulturalno-obyczajowym, łączący w sobie brutalne morderstwa i piękno drzeworytów japońskich, miłość i pazerność, politykę i sztukę, historię ze współczesnością.
Link do opinii
Avatar użytkownika - mandy
mandy
Przeczytane:2015-05-05, Ocena: 5, Przeczytałem,
Bardzo ciekawa lektura.
Link do opinii
Avatar użytkownika - Mysza_99
Mysza_99
Przeczytane:2015-03-26, Ocena: 5, Przeczytałem, 52 książki - 2015,
Kolejne spotkanie z książką autorstwa Anny Klejzerowicz. I to zdecydowanie najlepsze spotkanie. Z przyjemnością wróciłam do starych, dobrych znajomych, których poznałam w "Sądzie ostatecznym". Emil Żądło, razem ze swoją partnerką Martą zapadli mi w pamięć, jako przesympatyczna para, która hobbystycznie pakuje się w kłopoty. Tak jest i tym razem. Wszystko zaczyna się w momencie, w którym do Emila dobiegają niepokojące wieści, że publikuje na forach internetowych idiotyzmy dotyczące japońskich drzeworytów. Potem zaczyna się seria dziwnych telefonów - to głuchych, to z pogróżkami. Wszystko komplikuje się w chwili, kiedy chłopak podszywający się pod Emila na forach zostaje zamordowany. Giną kolejne osoby, a wszystko kręci się dookoła sztuki japońskiej z początku XX wieku. Emil z Martą, Zebra z małżonką Marią i cała pozostała gdańska policja próbują dowiedzieć się, kto za tym wszystkim stoi, dlaczego popełniane są te przestępstwa i jaki mają związek z gejszą znajdującą się na drzeworytach. W książce przeszłość miesza się ze współczesnością. Autorka nawiązuje do historii Japonii, dostarcza informacji o sztuce tego kraju (zwłaszcza o drzeworytach barwnych), a także wplata tragiczną historię jednej miłości i niewyjaśnionych śmierci sprzed wieku. Całość czyta się dobrze, akcja wciąga, przeplatające się wątki są sensowne, a czołowe postaci prowadzone są konsekwentnie i niezmiennie uroczo. Książka ma dobre tempo, nie dłuży się, nie ma zbędnych i nużących opisów. Godna polecenia powieść, bardzo klimatyczna. Z niecierpliwością czekam na kolejną książkę o perypetiach Emila i jego przyjaciół.
Link do opinii
Avatar użytkownika - nasturia
nasturia
Przeczytane:2014-11-10, Ocena: 4, Przeczytałem, Czytam regularnie w 2014 roku,

... Prawda nawet po latach powinna zatryumfować, bo ofiary zasługują na nią, niezależnie od upływu czasu.*

 

 

Znany z Sądu ostatecznego Emil Żądło wiedzie spokojne życie u boku Marty. Niegdyś uroczo zaniedbany, roztaczający aurę tajemniczości, teraz powraca w Cieniu gejszy. Aura odchodzi w zapomnienie, jak i niechlujny wygląd, a to wszystko za sprawą ukochanej, historyka sztuki, z którą Emil tworzy szczęśliwy związek. Sielanka trwa do chwili, kiedy w internecie zaczynają pojawiać się podejrzane wpisy, których autorem jest rzekomo sam Emil. Jednocześnie w Gdańsku ginie Alfred Zagórny, kolekcjoner sztuki, co tylko powoduje lawinę kolejnych zbrodni, budząc do życia zamierzchłą przeszłość. A ta przeszłość to japońskie drzeworyty, które w tajemniczy sposób trafiają do Gdańska i zdają się być głównym bohaterem wydarzeń. Czyżby to właśnie japońska sztuka, która nie może poszczycić się dużą wartością rynkową, jest winna śmierci coraz większej liczby trójmiejskich obywateli? Co wspólnego ma związek gejszy z niemieckim oficerem z dzisiejszymi morderstwami? I czemu Emil zostaje w to wszystko z premedytacją wplątany?

 

Anna Klejzerowicz przyzwyczaiła mnie do tego, że jej kryminały oprócz doskonałej intrygi, charakteryzują także odniesienia historyczne, przez co ich wartość niesamowicie wzrasta. Nie bez znaczenia jest umiejętność, być może wypracowana przez wieloletnie pisanie, a może po prostu wrodzona, łączenia tych dwóch rzeczy w taki sposób, że czytelnik wnika w opowieść bez reszty, nawet jeśli nie lubi tej dziedziny wiedzy. W Cieniu gejszy mamy okazję przyjrzeć się z bliska japońskiej sztuce, która kraju kwitnącej wiśni nie zdobyła aż takie popularności, co nie przeszkadza zdobywać jej uznania na świecie. Drobiazgowość opisów drzeworytów pozwala na dokładne wyobrażenie sobie ich rzeczywistego wyglądu. Dostajemy coś jeszcze, mianowicie krótki rys historyczny kraju kwitnącej wiśni z przełomu XIX i XX wieku, śledzimy jego rozwój i europeizację. Za sprawą Marty, bohaterki książki, odnajdujemy przekaz, jaki niosły ze sobą rysunki artystów ukiyo-e. Opisy techniki powstawania tych dzieł sztuki, które mamy okazję poznać, to zasługa pracy reasercherskiej autorki, jej zainteresowania tym tematem i chęcią podzielenia się swoją wiedzą z czytelnikiem. I jeszcze coś, co Klejzerowicz opanowała do perfekcji - lektura pozostawia lekki niedosyt, co powoduje, że czytelnik chce sięgnąć po więcej informacji.

 

Subtelność pisarska dodaje powieściom Klejzerowicz uroku. Uwielbiam, kiedy kryminał pozostaje w swoim gatunku, nie epatuje złem i bezzasadnym okrucieństwem, za to pobudza intelektualnie i zmusza czytelnika do poszukiwania wraz z bohaterami sedna sprawy. Wyznaję bowiem zasadę, że siłą książki jest inteligentny autor, nie zaś morze krwi na jej kartach. Nie ma nadmiaru wydarzeń, które odwracałyby uwagę, nie ma zbędnych wątków, więc nie sposób się pogubić. Wszystko jest zaplanowane i rozpisane krok po kroku. Każda, wydawałoby się, drobna sprawa, ma uzasadnienie w dalszej części. Po raz kolejny zauważamy umiejętność autorki do powodowania w czytelniku uczucia osaczenia. Wchodzimy w jej opowieść i pozostajemy do końca, niezmiennie ciekawi co dalej. W Cieniu gejszy historia zatoczyła koło, zamykając szczelną klamrą przeszłość, która pozostała na pięknych drzeworytach Baisona.

 

 

* cytat pochodzi z książki

Link do opinii
Avatar użytkownika - Iwona067
Iwona067
Przeczytane:2014-11-02, Ocena: 5, Przeczytałem, 52 ksiązki 2014,
awno nie czytałam takiego dobrego kryminału. Chociaż zastanawiam się czy to faktycznie książka z gatunku kryminalnych. Kryminał kojarzy mi się wyłącznie ze zbrodnią i śledztwem... Książka Anny Klejzerowicz łączy w sobie wątek kryminalny, wątek historyczny, romantyczną miłość oraz wątek kulturalny. Emil Żądło jest dziennikarzem, jego żona Marta historykiem sztuki. Pewnego dnia okazuje się, że ktoś podszywa sie pod naszego bohatera wypisując na forach internetowych komentarze dotyczące japońskich drzeworytów. Nasza para rozpoczyna prywatne śledztwo. W krótce staje się właścicielami 5 tajemniczych drzeworytów, któe, jak magnes przyciągają swoją tajemniczością. Niestety, śledztwo wydaje się dość skomplikowane, co rusz coś staje na przeszkodzie, nikt nie potrafi rozwiązać tajemnicy japońskich dzieł sztuki. Splot tajemniczych zdarzeń, ginący ludzie interesujący się tematem, próba morderstwa Marty, nieudana kradzież wszystko to przeplatane ciekawostkami ze świata japońskiej sztuki i kultury powoduje, że mamy do czynienia z lekturą z serii tych, od których nie można się oderwać. W lekturze w mistrzowski sposób autorka przeplata przeszłość i teraźniejszość, jakże odmienne kultury współczesnej Polski i dalekiego Wschodu. Do tego historyczny wątek miłosny - piękne uczucie łączące japońską gejszę i oficera niemieckiej Kriegsmarine (marynarki wojennej). Lektura z gatunku tych, które na długo pozostają w pamięci a na dodatek potrafią zainspirować. Anna Klejzerowicz zaraża w niej swoją miłością do japońskiego drzeworytu ukiyo-e.
Link do opinii
Avatar użytkownika - Ewfor
Ewfor
Przeczytane:2014-10-18, Ocena: 6, Przeczytałem, Wyzwanie czytelnicze 2014,
Cień gejszy to powieść sensacyjna, kryminał z nutką thrillera. Na forach internetowych zaczynają się pojawiać dziwne komentarze, podpisywane imieniem i nazwiskiem byłego policjanta, a obecnie znanego gdańskiego dziennikarza śledczego Emila Żądło. Komentarze skupiają się prawdopodobnie na zaszyfrowanej informacji, bądź też groźbie, tylko nikt nie wie, do kogo jest skierowana. Dotyczą starych drzeworytów japońskich. Emil Żądło oczywiście próbuje rozszyfrować tę sprawę chociaż nie jest to łatwe. Przy współpracy policji i zatrudnionego tam przyjaciela oraz dzięki pomocy swojej partnerki, krok po kroku, razem próbują znaleźć rozwiązanie zagadki. Niestety każdy kolejny trop, a może każda kolejna wskazówka dotycząca tajemnicy związanej z japońskimi drzeworytami kończy się śmiercią kolejnej osoby. No cóż to by było na tyle, jeśli chodzi o zdradzenie treści, więcej nie napiszę, bo kto zabija i dlaczego, trzeba samemu doczytać. Książka, mimo iż jej fabuła przepełniona jest trupami, nie należy do tych z gatunku ,,mocny kryminał". Czyta się ją szybko i z wielkim zainteresowaniem, dzięki stylowi, jakim pisze autorka. Poważne sprawy, są przedstawione poważnie, ale nutka humoru wplecionego w treść, dodatkowo powoduje, że czytelnik się nie nudzi. Do tego ciekawe wiadomości dotyczące egzotyki japońskiego życia i interesująco przedstawiona sztuka wykonywania japońskich drzeworytów dodają fabule odrobinę tajemniczości. Treść podzielona jest na krótkie rozdziały, co w moim przypadku dość istotnie wpływa na czas czytania danej lektury. Każdy, kto lubi czytać, zna to uczucie: ,,jeszcze jeden rozdział i..." zanim się obejrzy już ma za sobą połowę książki. Sam bohater trochę mnie irytował, ale miałam już okazję poznać go w jednej z wcześniejszych książek tej autorki, i tak właściwie wiedziałam, jakim człowiekiem jest Emil Żądło. Stanowczo za dużo pali papierosów i chyba to jest główny powód, że nie czuję do niego pełnej sympatii. Bardzo podoba mi się okładka tej książki, i gdybym wybierała książki wyłącznie po ich oprawie, to byłaby ona pretekstem do kupienia. Fragment tajemniczego drzeworytu przedstawiającego gejszę, na tle mojego ukochanego Gdańska... no cóż, dla mnie nic dodać nic ująć. Fabuła książki tak mnie wciągnęła, że po jej przeczytaniu postanowiłam zasięgnąć więcej informacji o sztuce japońskiej, a w szczególności w temacie drzeworytów, to chyba o czymś świadczy.
Link do opinii
Avatar użytkownika - papetka
papetka
Przeczytane:2013-05-27, Ocena: 4, Przeczytałem, Czytam regularnie w 2013 roku,
W bibliotece zwróciła moją uwagę fascynująca okładka, na której tajemnicza kobieta ubrana w tradycyjny strój japoński patrzy na znajdujące się w tle miasto. Książka, której okładkę opisałam to "Cień Gejszy" Anny Klejzerowicz. Kryminał, bo z tym gatunkiem mamy do czynienia, przenosi nas w czasie. Jest rok 1905. W Tokio, w tajemniczych okolicznościach ginie gejsza, jej europejski narzeczony i służąca. Dlaczego zginęli? Kto im zgotował ten los? Z rozwiązaniem tej zagadki musimy poczekać, gdyż akcja przenosi nas do współczesnego Gdańska. To tutaj ktoś podszywa się pod znanego dziennikarza śledczego-Emila Żądło i w jego imieniu, na różnych stronach internetowych, wstawia dziwny komentarz dotyczący drzeworytu japońskiego. Do tego dochodzą głuche telefony i zabójstwa osób w mniejszym lub większym stopniu związanych z tajemniczymi drzeworytami. Emil postanawia rozwiązać zagadkę. Pomagają mu w tym narzeczona Marta-historyk sztuki i kolega Marek Zebra-policjant. Czytając "Cień Gejszy" można zauważyć fascynację autorki Krajem Kwitnącej Wiśni. Widać ją w wywodach Marty, która próbuje przybliżyć swojemu ukochanemu informacje na temat drzeworytów japońskich, wojny rosyjsko-japońskiej, udziału w niej gdańskiej Kriegsmarine i roli gejszy w japońskim społeczeństwie. Informacje te sprawiają, że czytelnik ma ochotę poszerzyć swoją wiedzę na temat kultury Dalekiego Wschodu. "Cień Gejszy" to niewątpliwie warta uwagi powieść, która zgrabnie łączy przeszłość z teraźniejszością, kryminał z historią i sztuką. Dla mnie osobiście, było to pierwsze, ale nie ostatnie spotkanie z tą autorką.
Link do opinii
Avatar użytkownika - jarzebina22
jarzebina22
Przeczytane:, Ocena: 6,
CIEŃ GEJSZYMoja nocna podróż.A teraz czas, na książkę ‘Cień Gejszy” Anny Klejzerowicz. Był wieczór, za oknem księżyc rozpoczął dość mozolne wdrapywanie na nieboskłon. Jego walka z szarością i gęstością chmur była widoczna. A ja zerkając od czasu do czasu na ten widok trzymałam w rękach książkę. Właśnie tę książkę. Okładka. Tajemnicza, spokojna a jednocześnie intrygująca. Kim jest ta kobieta?-myślę. Jej strój. Piękny, kimono tak misterne…A te włosy?…Bajka. Podziwiam ją. Wydawnictwu REPLIKA naprawdę należą się wielkie brawa. Zamyślam się, już sama okładka spowodowała, iż przeniosłam się do Kraju Kwitnącej Wiśni. I lekko, jakby rozgoryczona spoglądam w okno…U mnie na moim podwórku rośnie jedynie stary, schorowany kasztan. To nie te same klimaty, więc tym prędzej zabieram się do czytania. I nagle czuję się jakbym wsiadła w Wehikuł Czasu. Niesamowite, myślę. Przyglądam się uważnie -czytam i cierpnie mi skóra. Dlaczego? Brr, śmierć? Kim są? I dlaczego? Poprawiam się nerwowo, na fotelu, [ dziś jest mój, kotki śpią w swojej „kociej antresoli” ] Czytam dalej, przyłapując się na tym, że przerzuciłam aż dwie strony. Dlaczego? Przez przypadek. Wracam, ale o dziwo…Jestem w moim, naszym czasie- Wehikuł tym razem poszybował do … dziś?. I jest. On. Znam go, myślę. Fajnie jest. Zerkam przez jego ramię, poprzez małe litery, coś czyta? Ekran mieni się błękitną łuną. Czuję, że mój znajomy bohater zaczyna się denerwować. Dlaczego? -myślę. Ah no tak. I mnie by to zagniewało i zaintrygowało…Ktoś wchodzi. O, o kobieta? I znów coś znajomego. Imię. Jakże bliskie memu sercu. Uśmiecham się i z aprobatą kiwam głową. Mokro tam u nich, pada. A u mnie? Księżyc wygrał z szarymi, mglistymi chmurami. Raźnie i dziarsko zagląda mi w okno. Ale jest wielki, myślę i przez ułamki sekund podziwiam go. I znów…Książka i oni. Oni oboje. Już wiem, kim są i ile znaczą dla siebie. I zaczyna się robić ciekawie. Bardzo ciekawie. To, co ukazuje ekran, na co patrzymy wspólnie, choć ja wciąż poprzez rzędy liter, jest nie tylko zastanawiające, ale i mówiąc dosadnie, wkurzające. Ja bym nie chciała tego zaznać. To niemiłe, myślę. Mój znajomy bohater i ja przeżywamy szok. Ale nie…Tylko ja. On czegoś się domyśla. Ma teorię? Podążam, więc za torem jego myśli. Poddaję się i przestaję sama dedukować. On to zrobi lepiej, choć czasem mnie kusi, wyprzedzić fakty. Ale jakie? Jak sądzicie? Oj nie…Sami musicie się tego dowiedzieć. W każdym razie ja i oni sięgamy po papierosa. Nerwy? Moje i jej, na pewno, ale on? …On jest spokojny. Może. A może tylko tak mi się zdaje? Krok po korku, strona po stronie za jego i jej sprawą sięgam do najpiękniejszej i dla mnie części…Historii? Czy najmroczniejszej części afery? Nie czytam a łykam kolejne strony. Pies na sekundę odwrócił moją uwagę, położył się u moich stóp. Lecz tym razem nie pogłaszczę Maksia. Musi poczekać. Książka. Następna i następna strona. Emocje i nerwy, ciekawość mnie zżera a czasem we władanie bierze mnie niezrozumienie. Dlaczego?-myślę. Śmierć. Zagadka i one…To powód tego całego zamieszania? Śmierci? Chyba tak, ale nie daję wam 100 % pewności. Niby są tylko pamiątką przeszłości, niby nie mają wielkiej wartości, ale chyba to nie prawda, myślę. Coś muszą znaczyć. Zastanawiam się i mój bohater oraz ona, pomagają mi zrozumieć. Wiele osób, bohaterów mi pomaga. Jestem pośród nich. Przysłuchuję się -czytam- dzięki liniom, rzędom liter, i każdej kolejnej rozmowie. Nagle pozwalają mi zrozumieć. Naprowadzają na trop. Dobrze jest. Już wiem. Rozpiera mnie radość, ale krótko? Czyżbym znów się pomyliła w osiądzie?- Zastanawiam się. Lecz nie…Znów przychodzą mi w sukurs, cieszę się. Sporo ludzi, bohaterów ukazuje mi prawdę, tę jej część, o której nie wiele wiedziałam. Och ten piękny Wiśniowy Kraj…I oni wtedy, tak dawno temu i to, co im zabrano? Stłamszono? Zabito? Robi mi się smutno. Ale zaczynam rozumieć, choć boli. Wtedy wiecie, co robię? Wątpię abyście się domyślali…Tym razem zdradzę Wam, co wywołuje uśmiech, aż mam ochotę zatańczyć – mimo wszystko- Bolero… A może już to Wam zdradziłam? Wzdycham z lekką nutką ubawienia? Być może. Gra słów, czy też „wspólne” nazwy” Dowiecie się tego tylko w jednym przypadku…Wiecie jakim? Na pewno tak. Jak weźmiecie tę książkę do ręki i wnikniecie, tak jak ja wtedy, w ten świat… Spoglądam raz jeszcze na okładkę i spontanicznie pytam tej kobiety, stojącej do mnie tyłem i niechcącej ukazać mi swojej twarzy. Ale ja niezrażona po chwili szepczę: „ To ty? To twój fragment życia? I jego? Tego, którego kochałaś? „ Parę sekund zadumy, w mój umysł wkrada się nostalgia za czymś…Za czym?-myślę. Za miłością? Chyba tak, ale również za prawdą? I ja chcę ją poznać. Szybko wracam do zakładki, małego piórka {prezent od synów} Czytam…I znów otrzymuję fantastyczna, pisaną ręką Anny Klejzerowicz dawkę historii i sztuki, ale nie tylko. Wierzcie mi. Jej bohaterka, o jakże znajomym i lubianym przeze mnie imieniu, jest skarbnicą wiedzy. Niemal czuję dumę. Czy wszystkie kobiety o tym imieniu są takie? Zastanawiam się i od razu sobie odpowiadam nieskromnie: „Pewnie, że tak Marto” Znów uśmiech. Czujecie się zaintrygowani? Nie chcę słyszeć: „ NIE” {Oczywiście żartuję.} Ale jeśli nie sięgnięcie po tę książkę, w sposób nieodwracalny, stracicie jedyną okazję na to, aby dopiero na jej końcu krzyknąć: ” To ten bohater {ka}?! A może bohaterowie? Nie wiecie? Pewnie, że nie…Ale możecie to nadrobić. Wiecie jak? Czytając powieść. A ja? W mojej głowie kłębią się myśli….Nie możliwe, mówię prawie na głos. I czytam kolejną stronę. Nic w tej powieści nie jest przewidywalne, aż do ostatniej strony. I jest w niej jeszcze, te moje ulubione, złoto miedziane Bolero. Uśmiecham się. Żal mi się żegnać z bohaterami, wracam do przedostatniej strony. Czytam raz jeszcze. I Wzdycham. Szkoda, że to już koniec, naprawdę. Tyle się dowiedziałam, poznałam i zrozumiałam…Przeszłam przez tyle zawiłych, krętych dróg, dzięki moim książkowym bohaterom. Przeprowadzili mnie, najsubtelniej jak umieli, po labiryncie intryg, kłamstwa, i… Znów odsyłam Was do powieści…A ja się zastanawiam bo przecież być może Ona to zrobiła, Anna Klezerowicz? Siedzę zamyślona. Do pokoju wchodzi mąż :” Martusiu, jeszcze nie śpisz? Niemożliwe. Spojrzyj na zegarek…Jest niemal czwarta nad ranem „ – mówi a ton jego głosu brzmi tak, jakby sam nie wierzył, że to już ta pora. Ja również. Patrzę zdziwiona. Nie czułam upływających minut, godzin. Byłam tam, z nimi, moimi przyjaciółmi.Zapomniałam się, zatraciłam. Gdy odkładam książkę, nasycona wiedzą i przesycona emocjami, tym fajny wibrującym po moim ciele dreszczykiem, cicho mówię: ” Jeszcze do was wrócę” Bo do takich książek się wraca. To Wam gwarantuję Wy również tak uczynicie. Dziś, może z mniejszą dawką tajemniczości, enigmatyczności napisałam o mojej przygodzie, jaką odbyłam dzięki książce „Cień gejszy” Anny Klejzerowicz, ale wiecie dlaczego? Z pewnością nie zgadniecie. Znów Wam podszepnę. 252 stron, czytanych z zapartym tchem, zapominając o spływającej ku brzasku nocy…Powinno Wam dać coś dać do zrozumienia. I to miasto. Jej miasto. Kogo? {Uśmiecham się rozbawiona} Znów tajemniczo piszę?. Jak sądzicie, co mam na myśli pisząc o mieście? Ono jest równie piękne, co moje i równie kochane przeze mnie jak Jej przez Nią…Wiecie, czego jeszcze doświadczyłam oprócz tego, że Anna Klezerowicz i oni, Jej bohaterowie, zabrali mnie Wehikułem Czasu w te i z powrotem? Zakochałam się w Kraju nie tylko Kwitnącej czy też Pachnącej Wiśni, ale zakochałam się w Jej mieście. Mieście z równie wspaniałą historią. {Jak moje} Nawet gdybym i ja teraz, napisała nie 252 stron, tej recenzji, eseju…a 25252 stron, nie oddałabym ani jednym słowem tego, co dane mi było tak naprawdę doświadczyć. Więc powiem krótko- tej książki nie można nie przeczytać. Za dużo stracicie. Wierzcie mi. A wracając do tamtych chwil…Idę do sypialni za mężem, za mną drepczą pies i trzy kotki a ja nadal mam ochotę się cofnąć do dużego pokoju, do mojej półki z książkami i spojrzeć na okładkę, zerknąć choćby pobieżnie na tekst. Przeżyć to raz jeszcze. Czy to Wam nie daje do myślenia? Daje, daje…Wiem to. Jak szybko nastaje świt, myślę patrząc w okno mojej sypialni. Kładę się do łóżka. Ale nie zasypiam od razu…Wciąż ze mną i pod moimi powiekami są oni…Moi przyjaciele z tej powieści. Przy ostatnim głośnym westchnieniu zasypiam. Sen jest dziwny…Stoję na zielonej łące, przesycona jest tą barwą. Do uszu dochodzi delikatny pomruk wody…Po chwili staje się coraz głośniejszy. Spoglądam w dal. Moim oczom ukazuje się błękit morza i biel, niczym welon panny młodej, fal…I one tańczą poddając się płynnemu szumowi i subtelnej sile wiatru. W oddali widzę coś jeszcze…Dziwne i niemożliwie, myślę. To „Mikasa”. Aż mi dech zapiera. Spoglądam z niedowierzaniem. Kręcę głową i nagle doznaję olśnienia. A może to tylko ogromne, czerwono pomarańczowe słonce, rzuca ogniste promienie wprost w źrenicę moich szaro niebieskich oczu? Nie wiem. Nie ważne. Teraz to nie ma znaczenia. Wciąż patrzę na potężny, ogromny i jakże lśniący w słońcu okręt. Nie to nie okręt? –myślę. Dochodzę do wniosku, że nie znam się na tym. A szkoda. Dodaję nieco rozgoryczona. Ale wciąż patrzę na niewiarygodnie piękny pancernik. Nagle mam wrażenie, że unoszą mnie mewy…Lecę nad grzbietami fal, nad spienionym morzem, z dala dostrzegam kontury miasta. Znam to miasto, myślę…Znów unoszą mnie ptaki…oddalam się od linii brzegowej, od miasta. Jestem nad pancernikiem. Spoglądam na biegających po nim ludzi. Są jak mrówki. Ale ja dostrzegam ich rysy, a nawet kolor oczu. Już wiem, kim są i wiem, dlaczego tu są. Morze zaczyna mnie nagle kołysać. Mam wrażenie, że niosą mnie fale, jakbym została uwolniona przez mewy. Ale nie. To złudzenie. Mimo to wiem, że jestem pośród nich, tych ludzi. I widzę, lecz nie odczuwam bólu, jak „Mikasa” płynie. Nagle ogień…czuję potężny wstrząs. A może to fale? Nie, to wybuch…Już wiem. Wojna. Tylko, kto, z kim walczy?…I znów czuję jak unoszą mnie mewy, w górę, wysoko, wysoko… Wtulam się w miękkie, jakże delikatne ich skrzydła. Wtedy dostrzegam tych drugich…Oni są wrodzy, wściekli. Kim są? Flaga? Tak flaga imperium…Romanowie są wszędzie myślę. Znów czuję kołysanie. Morze, choć wciąż wzburzone, spienione i gnające każde ziarno piachu już mnie nie przeraża…Czuję się bezpieczna. Znów łąka…Znów muskający moja twarz zefirek i miękka, soczysta barwą, trawa. Kładę się na nią, przytulam do każdego niemal źdźbła. Zasypiam…A może właśnie się budzę? Mój mąż stoi nade mną ” Wstań kochanie. Kawkę ci zrobiłem” – mówi a ja się przeciągam, uśmiecham i zrzucając kruszynki snu z powiek mówię: ” Ale miałam sen. Był niewiarygodny”A jeśli chcecie wiedzieć, dlaczego miałam taki sen i co on mógł oznaczać, zadziwię Was, ponieważ odsyłam do książki Anny Klejzerowicz” Cień gejszy” Wówczas pojmiecie, każdą zawiłość moich słów i mojego snu. Zapraszam Was do lektury, ja i oni…Bohaterowie, dzięki którym poszybowałam po błękicie i bezkresie nieba na skrzydłach mew. A może to dzięki Annie Klejzerowicz? Jak sądzicie? Ja już wiem.Marta Grzebuła.
Link do opinii
Avatar użytkownika - agoosiaczek
agoosiaczek
Przeczytane:2013-02-01, Ocena: 4, Przeczytałem, 52 książki 2013, Mam,
Anna Klejzerowicz uznawana jest za jedną z lepszych autorek kryminałów w Polsce. Do tej pory przeczytałam dwie książki, które wyszły spod jej pióra: „Ostatnią kartą jest śmierć” i „Cień gejszy”. Przyznam szczerze, że ta druga pozycja podobała mi się bardziej. Autorka włożyła mnóstwo trudu, aby przedstawić czytelnikom „japońską” stronę powieści. Z wywodów Marty – historyk sztuki – dowiadujemy się wielu ciekawych rzeczy odnośnie kultury Kraju Kwitnącej Wiśni oraz japońskiego drzeworytnictwa z początków XX wieku. Japońskie drzeworyty odgrywają bowiem w powieści ważną rolę – można pokusić się i stwierdzenie, że wokół nich oscyluje akcja i one stanowią jej główną oś. Na marginesie, warto wspomnieć, że owe dziełka sztuki odnaleźć można w Internecie (m.in. na stronie autorki) i przyjrzeć im się na własne oczy. Nie czytuję zbyt dużo polskiej literatury, wiec nie mam porównania twórczości Anny Klejzerowicz z pozostałymi rodzimymi pisarzami kryminałów, jednak spotkanie z Emilem Żądło uważam za udane – jest to miła rozrywka na jeden, dwa wieczory. „Cień gejszy” jest drugą, po „Sądzie ostatecznym”, książką opowiadającą o przygodach byłego policjanta, Emila Żądło. Okładka idealnie nawiązuje do treści – wzrok przyciąga odwrócona plecami gejsza w tradycyjnym kimonie, w tle dostrzec można zabudowania Gdańska. Autorka w ciekawy sposób połączyła wątek kryminalny z historycznym i miłosnym, doprawiając całość polityką. Trup ściele się gęsto, może nawet zbyt gęsto, ale jeśli bohaterom zaczyna zagrażać niebezpieczeństwo, to znak, że są na dobrej drodze do rozwiązania zagadki. Pomysł na kryminał świetny – może nawet nie do końca wykorzystany, bo miałam wrażenie, że książka za szybko się skończyła, a bohaterowie zbyt szybko rozwikłali tajemnicę. Niemniej, po „Sąd ostateczny” sięgnę na pewno – aby zapoznać się z częścią pierwszą perypetii Emila Żądło, bo przypadł mi facet do gustu. (http://missfeather.wordpress.com/2013/02/03/anna-klejzerowicz-cien-gejszy/)
Link do opinii
Inne książki autora
Top 5 książek
Złodziejka książek
Markus Zusak
Okładka książki - Złodziejka książek
Ostatnia królowa
Gortner C.W.
Okładka książki - Ostatnia królowa
Dziewczyny z Syberii
Anna Herbich
Okładka książki - Dziewczyny z Syberii
Reklamy