Dalej boisz się mojej kosy? Fragment książki „Żniwo ognia. Ostrze sierpa"

Data: 2026-03-13 09:50:28 | artykuł sponsorowany | Ten artykuł przeczytasz w 8 min. Autor: Piotr Piekarski
udostępnij Tweet

Dla jednych świat skończył się we wrześniu 1939 roku, dla innych był zaledwie przedsionkiem piekła. Sowiecki reżim zgotował tysiącom ludzi okrutny los - bydlęcymi wagonami wywieziono ich do obozów pracy przymusowej i kołchozów. Pamięć o nich miała rozpłynąć się w nicości.

Jednym z tysięcy zesłanych był Teofil Kłosek. Tam, gdzie przetrwanie to codzienna walka, a zachowanie człowieczeństwa graniczy z niemożliwością, rozpoczyna się kolejny etap jego tułaczki. Z okupowanego Lwowa przez koszmar syberyjskich łagrów, bezkresne kazachskie stepy aż po Morze Kaspijskie.

„Żniwo ognia. Ostrze sierpa" Andrzeja H. Wojaczka

Andrzej H. Wojaczek, twórca bestsellerowego cyklu Wrzeciono Boga, wraca z drugą częścią trylogii Żniwo Ognia. Akcja powieści Ostrze sierpa rozgrywa się w świecie mrozu, głodu i wszechobecnego strachu. Autor odsłania dwoistość tytułowego sierpa – w realiach syberyjskich łagrów jego ostrzem jest człowiek zmuszony do wyboru: karmić i wspierać albo wykonywać wyroki systemu, który doprowadził do masowej zagłady.

Do przeczytania powieści zaprasza Wydawnictwo Szara Godzina. W ubiegłym tygodniu na naszych łamach zaprezentowaliśmy fragment książki Żniwo Ognia. Ostrze sierpa. Dziś czas na kolejną odsłonę tej historii:

Ciężarówki powiozły więźniów na dworzec kolejowy. Silniki ryczały, gdy konwój ruszył ulicami Lwowa. Teofil, wciśnięty w ludzką ciżbę, czuł, jak stalowe ściany więźniarki napierają na niego ze wszystkich stron. Widok, który ukazał się jego oczom po dotarciu na miejsce, pozbawił go tchu i zawrócił pamięcią do dnia, w którym rozstawał się z Klarą. Żegnali się wtedy pełni nadziei, zakochani jak nowożeńcy, bliscy sobie jak nigdy dotąd.

Tamtego dnia okolica lwowskiego dworca również roiła się od żołnierzy NKWD, którzy kierowali ludzi na tory zatłoczone wagonami towarowymi. Jedyną różnicą była pora roku – mroźny styczeń skrzył się bielą śniegu, podczas gdy upalny lipiec porażał duchotą i skwarem.

Ponaglani przez enkawudzistów więźniowie pomaszerowali wzdłuż peronu. Gdy ich kolumna mijała grupę kobiet nadchodzących z przeciwka, jedna z więźniarek wyrwała się z szeregu, rozpoznawszy w tłumie bliskiego sobie mężczyznę. Objęła go ramionami i zasypała pocałunkami. Teofil ze ściśniętym gardłem przyglądał się, jak eskortujący więźniów bojec z krzykiem wpadł między małżonków, usiłując ich rozdzielić. Na nic zdały się jego protesty. Kobieta uczepiła się męża i rozpaczliwym głosem zawodziła, że już go nie opuści. Wartownik ponowił ostrzeżenie, a kiedy to nie poskutkowało, wrzasnął na pozostałych więźniów, by się odsunęli, po czym rąbnął z pepeszy do pary splecionej w rozpaczliwym uścisku. Krew zabitych rozlała się po betonie, ale prędko przywarła do butów więźniów, którzy w ponurym zobojętnieniu przechodzili obok.

Nagła śmierć tych dwojga wstrząsnęła Teofilem być może bardziej niż pozostałymi. Na ustach martwej kobiety zastygł krzyk, gdy leżała okryta nieruchomym ciałem męża. Dla nich wojna dobiegła końca, a wraz z nią wszystkie udręki. Teofil nie oparł się pokusie pochylenia się nad kwestią istnienia życia po śmierci. Daleki był od jego negacji. Wyraźne oziębienie relacji łączących go z Bogiem nie oznaczało ich końca. Dla Teofila istniały prawdy niepodważalne. Jedną z nich było życie w przyszłym świecie, bez którego cała ludzka egzystencja straciłaby sens. Pytanie o to, co dzieje się z człowiekiem po jego śmierci, kiedyś mało istotne, dziś nabierało szczególnej wagi. Mając w pamięci słowa księdza Janoty, Teofil zaczynał obawiać się, że prawda na ten temat również mogła różnić się od tego, co zostało mu wpojone. Banalność śmierci odbierała jej całe dostojeństwo. Widząc, w jaki sposób ludzie tracili życie, trudno było wyobrazić sobie, aby seria z pepeszy czy kula w potylicę były wstępem do niebiańskiego ceremoniału związanego z sądem nad duszą. Inni – wprost przeciwnie – upatrywali w tym jedynej nadziei na sprawiedliwość. Gdy jedni z pogardą odrzucali choćby myśl o życiu po śmierci, drudzy drżeli z trwogi przed karą ognia piekielnego. Wszyscy bez wyjątku dawali wiarę temu, w co wierzyli, ale jaka była prawda, nie wiedział nikt.

Chęć dotarcia do prawdy jeszcze nigdy nie była u Teofila tak silna jak w tych dniach, kiedy balansował na cienkiej linie rozpiętej między życiem a śmiercią. Liczyło się już nie tylko to, dokąd trafi, gdy nadejdzie jego koniec, ale i to, kogo tam spotka. Największy niepokój zawsze wzbudzało w nim to, czego nie potrafił przewidzieć, o czym nie był przekonany albo czego nie brał za pewnik – owo nieznośne oczekiwanie, po stokroć gorsze niż świadomość.

Zmierzając w kierunku otwartego wagonu, który miał zawieźć go na drugi koniec świata, Teofil poprzysiągł sobie, że zrobi wszystko, aby dotrzeć do źródeł prawdy, bo wtedy porzuci cały swój dotychczasowy lęk, zakorzeniony we własnych i cudzych wyobrażeniach. Wewnątrz wagonu zwanego „stołypinką” znajdowały się po obu stronach trzypiętrowe drewniane prycze, które trzeszczały pod ciężarem tych, którzy zdążyli je zająć. Nazwa wagonów pochodziła od nazwiska rosyjskiego premiera Stołypina, za którego rządów na początku dwudziestego wieku nasilił się ruch migracyjny Rosjan za Ural.

Teofil, który maszerował na tyłach kolumny, nie miał najmniejszych szans na miejsce na pryczy, co w dłuższej perspektywie okazało się raczej zaletą niż wadą. W wagonie panował nieznośny ścisk, a lipcowe upały zamieniały wnętrze w duszną, lepką pułapkę. Powietrze było gęste od potu i stęchlizny, przesycone zapachem wilgotnego drewna, które wchłaniało brud i ludzkie wydzieliny. Prycze gwarantowały wprawdzie odrobinę więcej swobody, ale niepodobna było na nich wytrzymać ze względu na straszliwą duchotę oraz kolonie pluskiew i wszy, które wypełzały spomiędzy desek, szukając nowych żywicieli.

– Jak nie urok, to sraczka – skwitował sytuację człowiek siedzący plecami do Teofila. – W lutym, jeśli ktoś nieopatrznie zasnął z głową opartą o burtę wagonu, budził się z włosami przymarzniętymi do ściany. Trzeba było ciąć je nożem albo szkłem lub rwać razem z cebulkami.

Teofil nie od razu zorientował się, że siedzący obok mężczyzna był tym samym, którego znokautował kilkanaście dni temu. W pierwszym odruchu postanowił się nie ujawniać, ale po krótkim namyśle uznał to za głupi pomysł. W końcu byli skazani na swoje towarzystwo przez trudny do oszacowania czas.

Obrócił się przez ramię i posłał sąsiadowi życzliwy uśmiech.

– Jak twoja szczęka?

– To ty… – Facet był nie mniej zaskoczony od Teofila. Nachmurzył się jak niebo przed gradobiciem, ale nie wykazywał chęci odwetu.

– Mów mi Teofil.

– Czego chcesz?

– Przywitać się i pogodzić.

– Strach cię obleciał, że na spaniu wsadzę ci kosę pod żebra?

– Żeby to zrobić, musiałbyś ją najpierw mieć.

Mężczyzna posłał Teofilowi wyzywające spojrzenie.

– Kto powiedział, że nie mam?

– A masz?

– Co ci do tego? – Twarz mężczyzny stężała, oczy zwęziły się w nieufnym błysku. – Chcesz mnie zakapować?

– Wyglądam na takiego, co kapuje?

– Nie wyglądasz też na takiego, który umie dać po mordzie nie gorzej niż stary grandziarz.

– Radzę ci o tym pamiętać i więcej nie sugerować mi kapusiostwa.

Mężczyzna zawahał się, po czym wyciągnął dłoń.

– Buzenko. Siergiej.

Teofil uścisnął ją mocno.

– Nie gorsz się za tamto – powiedział, starając się, by skrucha w jego głosie była wystarczająco czytelna. – Nie było w tym nic osobistego. Musiałem odreagować pobyt w karcerze. Wybacz, że padło na ciebie.

– Wybaczam.

– Na pewno?

– Dalej boisz się mojej kosy?

Teofil wzruszył ramionami.

– Skoro mnie udało się przemycić zegarek, ty równie dobrze możesz mieć nóż.

Na twarzy Buzenki, okolonej gęstwiną czarnego zarostu, po raz pierwszy zagościł cień uśmiechu.

– Kto wie – mruknął. – Kto wie.

Książkę Żniwo Ognia. Ostrze sierpa kupicie w popularnych księgarniach internetowych:

Tagi: fragment,

Zobacz także

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Książka
Żniwo Ognia. Ostrze sierpa
Andrzej H. Wojaczek0
Okładka książki - Żniwo Ognia. Ostrze sierpa

Dla jednych świat skończył się we wrześniu 1939 roku, dla innych był zaledwie przedsionkiem piekła. Sowiecki reżim zgotował tysiącom ludzi okrutny los...

Wydawnictwo
Recenzje miesiąca Pokaż wszystkie recenzje