Borggia & Black to lekki w czytaniu i ciężki w trzymaniu kryminał, idealny do lektury w ciepłe, deszczowe popołudnia na zadaszonej werandzie.
Akcja powieści rozgrywa się w malowniczej Lombardii. Pewnego dnia ktoś strzela do seniora Blacka na jego farmie. Jaki sekret ukrywa staruszek i czy jego rodzina naprawdę wie o wszystkim?

Dzieło p.t. Borggia & Black to fikcja literacka, a seria Prozin to osobny cykl dedykowany utworom prozatorskim. Zapraszamy do lektury nowej powieści Helen de Lorre. Dziś na naszych łamach prezentujemy premierowy fragment książki Borggia & Black:
„Wnętrze świątyni było prawie puste, tak że przybysze słyszeli odgłosy swoich kroków, których echo zakłócało ciszę panującą w kościele. Pod samym ołtarzem stał jednak ksiądz w otoczeniu dwóch ministrantów, asystujących mu podczas nabożeństwa. Kapłan ubrany był w długą albę z przełożoną przez szyję złotą stułą i skupiał się na czytaniu Listu Apostolskiego.
Tony, Bella i Frank cichaczem przemykali się w kierunku przednich ławek po prawej stronie ołtarza, żeby sobie w nich usiąść. Zorientowali się, że udzielany będzie niebawem sakrament małżeństwa znajdującej się na ślubnym kobiercu parze. Tony nie miał wątpliwości. Tuż przed księdzem siedziała jego siostra, ubrana w skromną, białą sukienkę, a w rękach trzymała bukiet róż w tym samym kolorze. Obok niej był Jack, wystrojony w czarny garnitur i białą koszulę. Tuż za parą młodą siedziała dwójka świadków i przysłuchiwała się mszy świętej. W jednej z tych osób Tony rozpoznał Annę, przyjaciółkę Katy, trzymającą w dłoniach wiązankę z czerwonych róż. W pobliżu znajdował się przystojny, ciemnowłosy mężczyzna, będący w wieku pana młodego. Tony wywnioskował, że musiał to być Giuseppe, przyjaciel Jacka, o którym ten mu kiedyś opowiadał.
Wtem w świątyni rozległy się kroki kolejnych, spóźnionych osób. Byli to dziadkowie Blackowie i doktor Grey, którzy usadowili się w ławce bezpośrednio za Tonym. Wnuczek doskonale wiedział, że seniorzy są przeciwni małżeństwu Katy z Jackiem, więc zastanawiał się, jak powinien zareagować, kiedy ci będą próbowali zakłócić ceremonię ślubną. Irytował się, bo wiedział, że dziś będzie musiał się wreszcie opowiedzieć i zdecydować, czy stanie po stronie dziadków, by rozłączyć definitywnie młodą parę, czy wesprze siostrę w walce o własne szczęście. Wyjął po cichu z kieszeni chusteczkę i przetarł nią krople potu, które niespodziewanie pojawiły mu się na czole.
Kiedy ksiądz rozpoczął czytanie Ewangelii, wszyscy wstali. Jego słowa wzmocnione przez mikrofon odbijały się wielokrotnie echem od ścian, a rozchodząc po nawach, otaczały dźwiękiem stare religijne obrazy, ołtarzyki oraz drewniane ławki z wiernymi, by ostatecznie wnikając do uszu słuchających, zostać wchłoniętymi przez dusze zgromadzonych.
Tony pamiętał, że na jego ślubie świątynia ta przepełniona była gośćmi, reporterami, a znalezienie wolnego miejsca do siedzenia graniczyło prawie z cudem. Wszystkie możliwe zakątki w kościele przyozdobione zostały wtedy białymi kwiatami ze złotymi wstęgami, a kolejne etapy obrzędu były wcześniej kilkakrotnie ćwiczone z kapłanem i dokładnie omówione z niektórymi gośćmi, dając wrażenie starannego przygotowania się do ceremonii zawarcia małżeństwa i dogłębnego przemyślenia decyzji.
Aktualna uroczystość, poprzez surowość świątyni i ogólną pustkę, sprawiała wrażenie mało dopracowanego wydarzenia, ale jednocześnie właśnie poprzez swój minimalizm, stawała się bardziej prawdziwa i mocna, podkreślając upór młodej pary w walce o swoje szczęście.
Tak, zakochani są wreszcie u celu, jeszcze delektują się byciem narzeczonymi, ale za chwilę wymienią się obrączkami ślubnymi i będą zbierali życzenia szczęścia i gratulacje. Młoda para powoli zaczęła napełniać się uczuciem tryumfu i przeświadczenia, że jeśli się prawdziwie kocha, to nic nie jest w stanie powstrzymać zdeterminowanych przed zwycięstwem. Narzeczeni siedzieli w skupieniu, przyglądając się, jak ksiądz przygotowuje się do udzielenia im sakramentu małżeństwa.
Było bardzo cicho, toteż każdy z obecnych usłyszał odgłos powolnych, ale stanowczych kroków jakieś spóźnionej osoby, której stuk obcasów odbijał się od ścian budynku i unosił wysoko pod kopułę świątyni.
W Katy obudziło się nagle dziwne uczucie niepokoju. Będąc skupioną na modlitwie, słuchała szybkiego bicia swojego serca, do którego teraz dołączył się powolny, ale narastający rytm szpilek zbliżającej się kobiety. Był to intensywny, przenikliwy odgłos, który zagłuszał nie tylko ciszę w kościele, ale i spokój w głowach obecnych. Szczególnie mocno kłuł on serce panny młodej, z każdym ostrym, ale pewnym i głębokim stukiem obcasów o posadzkę kościoła.
Co to za dziewczyna? – zastanawiała się Katy. – Przecież na ślubie oprócz kapłana i ministrantów miało być tylko sześć osób: narzeczeni, dwójka świadków oraz jej brat z żoną. Może to jednak bratowa, bo ona lubi nosić szpilki? Ale teraz w ciąży nie jest to dla niej za wygodne…
Nagle pannę młodą ogarnęły wątpliwości, kłócące się z uczuciem strachu, o dominację w jej umyśle. Czy pan młody był zawsze z nią szczery? A może w jego życiu jest jednak inna kobieta? W końcu wyjechał na kilka miesięcy na tę dziwną i niespodziewaną delegację… – A co, jeśli to nie był wyjazd służbowy, tylko Jack prowadzi podwójne życie?
Pomimo narastającego stuku kobiecych obcasów, nikt jednak się nie odwrócił, by sprawdzić, kto nadchodzi. Akurat ksiądz zbliżył się do narzeczonych i nakazał im, by powstali, a następnie zwrócił się z pytaniami o wolność i intencje.
– Czy przyszliście tu z własnej i nieprzymuszonej woli? – spytał kapłan przez mikrofon.
– Tak – wyznali młodzi jednocześnie.
– Czy jesteście zdecydowani wytrwać w tym małżeństwie do końca życia?
– Tak – odpowiedzieli stanowczo.
– Czy jesteście gotowi z miłością przyjąć i po katolicku wychować potomstwo, którym Bóg was obdarzy?
– Tak – odrzekli zapatrzeni w siebie.
Młodzi byli tak przekonywujący w swoich odpowiedziach, tak bardzo skupieni na sobie i wzajemnej miłości, że nawet Frank, który od lat podkochiwał się w Katy, doznał przy tym silnego uczucia w głębi ciała, tak jakby duchowego odpuszczenia, że daje dziewczynie wolność i zgodę na jej małżeństwo z innym mężczyzną. Za chwilę jednak dopadły go wątpliwości, a serce zaczęło kołatać, ze zdenerwowania.
Co się dzieje? – zastanawiał się. Niespodziewanie bowiem naszła go myśl, że to on zamiast Jacka powinien teraz stać na ślubnym kobiercu obok Katy. Właśnie dopadły go obawy, że dziś traci miłość swojego życia, gdyż uświadomił sobie, że jak dotąd nie spotkał żadnej innej dziewczyny, która potrafiłaby skraść jego uczucia do Katy. Nagle zrozumiał, że przegrywa swoje szczęście i traci sens życia. Zaczął bardzo zazdrościć panu młodemu. Serce kołatało mu coraz mocniej i poczuł, że oblał się potem na całym ciele. Może jednak teraz ma ostatnią szansę, żeby zawalczyć o ukochaną? Ale przecież wszystko wyjaśnili sobie z Katy… No właśnie, czy aby na pewno? To ona pierwsza poprosiła go o rozmowę. Może dlatego, że chciała być pewna, iż na niego nie ma co liczyć? W przypadku Jacka, też czekała na ruch mężczyzny. Czy aby dziewczyna zdecydowała się na innego, bo już dłużej nie mogła czekać na niego, Franka? – Chłopie, obudź się! – kołatało jego serce. – Chociaż raz zagraj va banque!
Z zadumy wyrwały go słowa kapłana skierowane do narzeczonych stojących przed ołtarzem.
– Podajcie sobie prawe ręce.
Kiedy Jack uchwycił Katy, poczuł, że dziewczyna drży, więc uścisnął ją mocniej, chcąc tym przekonać ukochaną, że dobrze wybiera i rozwiać jej wszelkie wątpliwości.
Ksiądz delikatnie i powoli owinął ich mocno trzymające się dłonie kapłańską stułą, a kiedy skończył, zapytał powolnym głosem przez mikrofon, chcąc przed przystąpieniem do udzielenia sakramentu ślubu, definitywnie rozwiać wszelkie niejasności:
– Jeżeli ktoś zna jakąkolwiek przeszkodę, która uniemożliwia zawarcie tego małżeństwa, niech przemówi teraz albo zamilknie na wieki…"
Książkę kupicie w Amazonie!
Tagi: fragment,
