Zakochana w Polsce. Rozmowa z Barbarą Wachowicz

Autor: Beata
Okładka publicystyki dla Zakochana w Polsce. Rozmowa z Barbarą Wachowicz z kategorii Brak kategorii

Dom jest dla człowieka jakby częścią jego istoty... Słowami Stefana Żeromskiego zaczerpniętymi z listu do narzeczonej Oktawii chciałabym zaprosić Panią do krótkich wspomnień o krainie dzieciństwa. Co Pani czuje, kiedy myśli o swoim gnieździe rodzinnym?

 

Tak tu jest wszędzie bez Ciebie nieswojo

że mi częstokroć po nocach się śni

Twa droga w prochu. Lipy obok stoją, 

Widać sad, studnię i otwarte drzwi (…)

Bądź zdrów mój domie!

Schylam się, całuję

Twój nabijany podkowami próg.


Ten „List do domu” Kazimierza Wierzyńskiego niechaj będzie poetycką odpowiedzią na pytanie, co czuję, gdy myślę o domu mych lat dziecinnych. Jedna z bohaterek Przedwiośnia mówi: Każdy ma swoje miejsce ulubione w dzieciństwie – to jest Ojczyzna duszy. Wspomnijmy słowa Mickiewicza: Jest u mnie kraj, Ojczyzna myśli mojej.

Ojczyzną mojej duszy, Ojczyzną mojej myśli jest Podlasie – ziemia leśna, łąkowa, nadbużańska, otwarta szerokimi błoniami ku rzekom Bug i Liwiec, kwitnąca dziewannami i macierzanką. Nie ma już domu mojego dzieciństwa. Nie ma progu nabijanego podkowami na szczęście. Ale trwa on i żyje w mojej wiernej i wdzięcznej pamięci. Tradycja rodzinna zawęźlona z historyczną – oto mój rodowód. Powiedział nasz wielki Rodak – Podlasiak Henryk Sienkiewicz – że po Powstaniu Styczniowym zgaszono wielki znicz na Forum, ale domowe ogniska płonęły jasno i by zabić Polskę – trzeba było by zabijać ją w każdym polskim domu osobno. Miałam szczęście wychować się w takim domu, gdzie płonęło ognisko pamięci i tradycji. Moi wspaniali dziadowie wprowadzali mnie i mojego starszego brata Bogdana (harcerza, który uratował mi życie, a nasz dwór ocalił przed spaleniem) w świat – gdzie ziemia wołała głosem Tych, którzy w niej spoczęli.

To moi dziadowie uczyli nas, że przeszłość to jest dziś, nawet nie cokolwiek dalej jak w wierszu Cypriana Kamila Norwida. To były opowieści o moim prapradziadzie, który jedyny uratował się na podlaskich styczniowych polach, a jego czterej bracia polegli. To były pieśni „Hej strzelcy wraz, nad nami orzeł biały”. To było składanie kwiatów pod pomnikiem legendy naszych podlaskich borów – Księdza Stanisława Brzóski. W Maciejowicach przyklękaliśmy, całując proch ziemi, w którą wsiąkła krew Kościuszki. I zrozumieliśmy, że ziemię ucałować można jak dłoń człowieka, którego się kocha... Na biurku mego ojca – podsztandarowego 2 Pułku Ułanów Grochowskich i żołnierza Armii Krajowej – stała miniatura sławnej legionowej czwórki. To do nich powiedział komendant Józef Piłsudski: Żołnierze!… Spotkał was ten zaszczyt niezmierny, że pierwsi przestąpicie granicę rosyjskiego zaboru jako czołowa kolumna wojska polskiego, idącego walczyć za oswobodzenie ojczyzny. (…). Nie chciałem dopuścić, by na szalach losów, na które miecze rzucono, zabrakło szabli polskiej. Idźcie budzić Polskę do zmartwychwstania!. Wielcy umarli byli dla nas zawsze Wielkimi Żywymi. 

Wyrażana przez Panią niestrudzenie i w różnych formach ogromna miłość do literatury romantycznej ma także źródło w domu rodzinnym?

Pierwsza zasłyszana od dziada ojczystego baśń zaczynała się słowy Mickiewicza: Ktokolwiek będziesz w nowogródzkiej stronie… Przeżywaliśmy mroczną chwilę wywożenia chłopców na Sybir z Dziadów i zachwycali świetlistymi strofy o Soplicowie. Dziad wymyślił wspaniałą zabawę – porównywanie zjawisk przyrody, która nas otaczała z Mickiewiczowskim opisem. 

Rozwijał się przed naszymi olśnionymi oczyma złotolity, słucki pas Trylogii. Odkrywaliśmy moc odnowicielskiej siły romantycznego słowa dzięki Żeromskiemu i genialnej scenie recytacji „Reduty Ordona” w Syzyfowych pracach, która stała się wyzwaniem i oskarżeniem rzuconym przez polskiego ucznia zniewoleniu i przemocy. 

Czy romantyzm jest nam potrzebny w dzisiejszych czasach?

To tylko dzieło coś warte, z którego człowiek może się poprawić lub mądrości nauczyć –  mówi Mickiewicz. Iluż mądrości nauczyć by nas mogli nasi romantycy, gdybyśmy ich chcieli posłuchać. Po pierwsze – nie zdradzać! Bo cóż jest zdrada? –  pyta autor Ksiąg narodu i pielgrzymstwa polskiego –  zdradzić jest to opuścić ideę trudną do zrealizowania dla korzyści namacalnych, widocznych i łatwo uchwytnych.

Mogą nas uczyć zrozumienia i tolerancji. Przy wszystkich różnicach światopoglądowych, jakie ich dzieliły, umiał Krasiński rzec o Mickiewiczu: My wszyscy z niego, a Norwid o Krasińskim: Szlachetnie różniący się przyjaciel.

Czy dzisiaj – gdy nasi politycy syczą na siebie wzajemnie – nie przydaliby się Polsce tacy różniący się, ale szlachetnie, przyjaciele, dla których miłość Rzeczy-pospolitej Polskiej nie stawałaby się miłością rzeczy-prywatnej-polskiej? (jak by rzekł Norwid). Nasz romantyzm to nie tylko żar słowa, lecz i prawdziwy treści rozsądek (to oczywiście znowu Norwid). Zazwyczaj romantyzm jawi nam się szalony, mroczny, tragiczny, powstańczy... A przecież ilu romantyków potrafiło się wpisać w życie kraju równie bohatersko jak w walkę. Wspomnijmy całą plejadę Wielkopolan – romantycznych powstańców listopadowych, a potem zwycięzców najdłuższej wojny nowoczesnej Europy (czy pamiętamy ten świetny serial im poświęcony?) –  którzy budowali potęgę ekonomiczną zniewolonej Ojczyzny.

Jakże chcielibyśmy przełamać gorzką aktualność Norwidowego memento: Żyjemy w wieku, kiedy ludzie nienawidzą się jak diabły, ale nikt nie ma odwagi kochać. Nasi romantycy mieli tę odwagę. Kochałem tam – mówi Mickiewicz – w Ojczyźnie serce me zostało. A Norwid jak zwykle mądrze i celnie przykazuje: W Matce swej Ojczyźnie kochać się należy powinnie i synowsko, stale, czynnie, obowiązkowo....

 

Podobnie – w duchu romantycznym – pojmował służbę Ojczyźnie Tadeusz Kościuszko, którego śladami bitewnymi przewędrowała Pani Polskę i Stany Zjednoczone. Wyprawa należy do prekursorskich, szalenie odważnych oraz kluczowych dla przetarcia walecznego szlaku, którym podążał generał Tadeusz Kościuszko w trakcie wojny o niepodległość Stanów Zjednoczonych. Czy dla współczesnej młodzieży Kościuszko może być żywym i atrakcyjnym wzorem do naśladowania, a nie tylko pomnikową postacią z zamierzchłej − polskiej i amerykańskiej − przeszłości? 

Kościuszko to także przecież wielki romantyk i jakże aktualny jest jego apel do Rodaków: Łączmy serca, łączmy ręce najściślej. Narodowi i Ojczyźnie waszą wierność winniście.

Marzyła mi się zawsze wędrówka Kościuszkowskimi tropy od Polesia, gdzie przyszedł na świat, po bitewne, amerykańskie szlaki. W Mereczowszczyźnie w roku 1988 zastałam chropowaty kamień, gdzie rosyjski napis wieścił, iż tu urodził się widnyj politiczieskij diejatiel Polszy. Nie przypuszczałam, że dożyję chwili, gdy w tym miejscu stanie piękny dwór przypominający gniazdo rodu Kościuszków i będą doń pielgrzymować nawet kadeci z West Point. Opowiadam o tym z satysfakcją w mej książce Siedziby wielkich Polaków

Przez ponad piętnaście lat walczyłam o szansę wyprawy amerykańskim tropem Naczelnika. Kto przyszedł mi z pomocą? Nie Kongres Polonii, nie Departament Stanu, ale skromni, niezamożni Rodacy z nauczycielami z najstarszej szkoły polskiej na obczyźnie – im. Tadeusza Kościuszki w Chicago. Dzięki ich pomocy przewędrowałam 15 stanów i 15 tysięcy mil od granicy kanadyjskiej po Charleston. Dane mi było odwiedzić wszystkie miejsca, gdzie Kościuszko przeżył 8 lat barwnych, walecznych, chłodnych i głodnych, brawurowych, pełnych niebezpieczeństw, triumfów, radości i przyjaźni. Od rzeki Delaware pod Filadelfią, która była debiutem fortyfikacyjnym młodego inżyniera, poprzez wielkie zwycięstwo pod Saratogą, legendę West Point – którą to twierdzę wzniesioną przez Kościuszkę nazwał Waszyngton najważniejszym posterunkiem Ameryki i gdzie dziś istnieje najważniejsza Akademia Militarna USA z pięknym Ogrodem Kościuszki, który założył na skałach... Przejechałam przepiękne amerykańskie Południe, dotarłam do rzek Yadkin i Dan, które stałyby się mogiłą Armii Południowej, gdyby Kościuszko nie zorganizował brawurowej przeprawy... 

Przed Białym Domem w Waszyngtonie stoi majestatyczny pomnik Kościuszki ufundowany przez Polaków. Naczelnik nie jest na nim samotny. Ma obok swoich towarzyszy broni z kosynierami na czele. Od razu powiem, że udało nam się w roku 2010 przenieść replikę tego pomnika do Warszawy, która nawet nie ma ulicy Tadeusza Kościuszki. U stóp monumentu waszyngtońskiego dane mi było stanąć z potomkiem prezydenta Thomasa Jeffersona – twórcy Deklaracji Niepodległości i dozgonnego przyjaciela Kościuszki. Onże potomek powiedział, że wyryłby na cokole słowa swego wielkiego protoplasty do Kościuszki: Od jednego człowieka tylko jedno życie wziąć można, a Ty dałeś nam najcenniejszą część swego i my teraz zbieramy owoce. Każdy prawy Amerykanin kocha Cię i czci. I to prawda. Wszędzie spotykałam się ze wzruszającymi dowodami pamięci o naszym bohaterze. W mieście Kosciusko w stanie Missisipi młode Murzynki wygłosiły mi wykład na temat Kościuszki, a podczas Dnia Dziedzictwa Polsko-Amerykańskiego dziatwa wywijała krakowiaki i mazury, śpiewając hymn miasta poświęcony patronowi. Jaka szkoda, że w naszej TV nigdy tego miasteczka nie pokazano.  

Czy Kościuszko jeszcze dziś może być wzorem dla młodych Polaków? Przygotowując moją wystawę poświęconą zwycięzcy spod Racławic – zawsze ogłaszam konkurs na list do patrona szkół kościuszkowskich. W Krakowie działa najlepsze w Polsce Liceum im. Tadeusza Kościuszki, które otrzymało zaszczytny tytuł „Kuźnia Mistrzów Mowy Polskiej”. Oto fragmenty listów do Kościuszki napisanych przez uczniów tej szkoły w roku 2012: 

Kochany Panie Naczelniku, tęsknię za takimi ludźmi jak Pan. Wierzę że ktoś taki pojawi się jeszcze wśród nas i zechce poprowadzić, nasz wielki przecież naród do pełnienia roli o jakiej Pan marzył. W hymnie narodowym jest taka zwrotka: ”/Na to wszystkich jedne głosy /dosyć tej niewoli /mamy racławickie kosy /Kościuszkę Bóg pozwoli!".

- Anna Wilkoszewska, lat 17.

Drogi Panie Kościuszko, Bohaterze, Patrioto, Patronie naszej szkoły.
 

Patrząc na Wawel, zastanawiam się jaką Polskę stamtąd widać. Czy taką z jakiej mógłby Pan być dumny? Może spoglądając na Polskę z okien Zamku Królewskiego smuci się Pan widząc, jak do głosu dochodzi cwaniactwo, niezgoda, niegospodarność. My młodzi ludzie chcemy ten obraz zmienić, nie chcemy wstydzić się za nasz Kraj, nie chcemy obrzucać naszych przodków błotem schowanym w tajemnych zakamarkach IPN-u, nie chcemy być uczestnikami debaty w której nie ważne jest co się powie, tylko kogo się tymi słowami ośmieszy czy obrazi. Nie chcemy żyć w państwie, w którym demokracja przypominać będzie zdemolowany skarbiec, z którego każdy wziął dla siebie tyle, ile pomieściły jego kieszenie. 

Z dumą chodzę do szkoły, która nosi Pańskie imię. Z sentymentem słucham o Wielkim Polaku – Tadeuszu Kościuszce – i gorąco wierzę,  że znajdzie Pan nie jednego godnego siebie następcę, który realizując Mickiewiczowską wizję Ojczyzny będącej jak zdrowie - weźmie w swe ręce stery narodu i poprowadzi go w kierunku, który będzie napawał nas radością z faktu, że jesteśmy Polakami. 

- Mateusz Kumorowski, lat 18.   

Na drogach Kościuszki, Mickiewicza, Słowackiego, Krasińskiego, Norwida, Żeromskiego, Conrada poznała Pani młodych i starych mieszkańców ziem, w których wybitni Polacy pozostawili cząstkę siebie. Z niektórymi spotkanymi na szlakach ludźmi utrzymuje Pani stały kontakt. Czego uczą podróże? Która z wypraw zapadła Pani szczególnie w pamięć?

Kto chce poznać poetę – musi pójść w jego kraj. Jakież to mądre przesłanie! Każda z moich podróży przyniosła przeżycia niezapomniane. Nasze Kresy! Tropy Mickiewicza na Litwie i Białorusi. Niezwykła szansa, by popatrzeć na pejzaże Pana Tadeusza, Ballad i romansów –  które nie utraciły nic ze swojej urody. Sfotografowałam całą inwokację z Pana Tadeusza ze świerzopem bursztynowym włącznie... W Tuhanowiczach przetrwał park, który był świadkiem czułych spotkań Maryli z Mickiewiczem i dziewczęta świętojańską nocą szukają tam nie kwiatu paproci, a brzozy płaczącej, którą Mickiewicz zasadził na pamiątkę rozstania z ukochaną. Legenda powiada, że ta dziewczyna, która ją odnajdzie, rychło za mąż wyjdzie i syna urodzi – poetę. Na cmentarzu w Solecznikach Wielkich, gdzie Mickiewicz ujrzał po raz pierwszy obrządek Dziadów, spotkałam Polaków, którzy prosili, by przysłać im książkę, w której napisano: Ile Cię trzeba cenić, ten tylko się dowie, kto Cię stracił

A Niemen domowa rzeka. Dotarłam do Bohatyrowicz. Ostatni mieszkańcy tej, niestety zamierającej już, a tak pięknej wsi, przypomnieli mi wzruszające motto Elizy Orzeszkowej – Gniazdo nasze – wszystko nasze. Przeżyliśmy wspólnie uroczystość poświęcenia pomnika powstańców w miejscu kurhanu opisanego w Nad Niemnem i słuchaliśmy ech, które tam naprawdę są... 

Wyprawę do Narwiku szlakiem Brygady Strzelców Podhalańskich zawdzięczam memu przyjacielowi góralowi – Antoniemu Marmolowi, który gościł w Zakopanem profesorów z Uniwersytetu w Oslo i uzyskał dla mnie ich zaproszenie. O dziwo – im bliżej było koła polarnego, tym majowe dni były gorętsze. To urzekający, fascynujący kraj. Srebrzyste góry, fiordy purpurowe i złote w słońcu, które nie gaśnie. A w Narwiku Polaków witają jak najserdeczniejszych przyjaciół. Cmentarz polskich żołnierzy jest otoczony najczulszą opieką; w Muzeum Wojennym możemy ze wzruszeniem oglądać pamiątki pozostałe po tych, którzy tu walczyli... Kiedy wspięłam się na górskie ścieżki, gdzie toczyli bój Podhalanie (co opisał tak mistrzowsko Ksawery Pruszyński w swym wspaniałym reportażu Droga wiodła przez Narwik) – towarzyszyła mi fraza z wiersza Broniewskiego (Pruszyńskiemu przypisanego): Droga wiedzie przez fiordy, droga wiedzie przez śniegi, droga wiedzie do Polski ze wszystkich na świecie Norwegii

Bardzo często spotykam się ze zdumionymi pytaniami – „To Chopin był w Szkocji?”. A przecież to bardzo ważna epoka w jego życiu, udokumentowana obszernymi, barwnymi listami.

Miałam niezwykłą szansę wysłuchania koncertu Chopinowskiego w pałacu w Keir, na tym samym fortepianie, na którym on grywał. Wiele miejsc można było zwiedzać z jego listami w dłoni jak z przewodnikiem, bo nic od 1848 roku tam się nie zmieniło. Marzył mi się album prezentujący te pałace, parki, wrzosowiska, które opisał. Niestety, nie udało mi się zdobyć szansy na realizację tego marzenia.

Rzym. Niestety zwiedzający wieczne miasto Polacy nie wiedzą, że w najpiękniejszym parku Villa Borghese jest Piazza Enrico Sienkiewicz, reprezentacyjna aleja wiodąca do Placu Hiszpańskiego to Viale Adamo Mickiewicz, a wokół placu jest prawdziwe polskie zagłębie z tablicami poświęconymi Słowackiemu, Norwidowi, Sienkiewiczowi. 

Na Capri udało mi się odnaleźć hotelik, gdzie mieszkał Stefan Żeromski, a w szwajcarskim Rapperswilu, gdzie pełnił funkcję bibliotekarza, zlokalizowałam dom, w którym pisał swą nowelę Mogiła – o ziemi, w którą wsiąkła krew Tadeusza Kościuszki.

Wielkim przeżyciem były także dla mnie wędrówki z synami Josepha Conrada – Johnem i Borysem, którzy pokazali mi wszystkie miejsca, w jakich mieszkał i tworzył ich genialny ojciec.

Ale obok podróży po świecie – najbliższe memu sercu są podróże do Polski.

Podróże i wędrówki sprzyjają więc pisarstwu i wżyciu się w daną tematykę lub biografię. Jakie są, oprócz tego, imponderabilia warsztatu pisarskiego? Co by Pani poradziła początkującym adeptom tej sztuki? 

Nigdy nie odważyłabym się formułować żadnych wytycznych dotyczących warsztatu pisarskiego, mogę tylko powiedzieć, że zaczynam zawsze moją pracę od precyzyjnej dokumentacji w archiwach i bibliotekach. Z ogromną pomocą przychodzą mi ofiarni bibliotekarze z panią kustosz Michaliną Byrą z Biblioteki Narodowej na czele. I zawsze staram się dotrzeć do miejsc związanych z życiem i twórczością moich bohaterów.

Chcąc napisać powieść polską, trzeba całą Polskę przewędrować, zobaczyć, zrozumieć i odczuć – te słowa młodego Żeromskiego uczyniłam mottem i przykazaniem mego warsztatu pracy. Lata wędrówek tropami Żeromskiego przez Kielecczyznę, Sandomierskie, Podlasie uważam za najpiękniejsze w życiu. Trwała tam uroda ziemi i uroda ludzi. Najpiękniejszy związek między człowiekiem a ziemią-rodzicielką. Fascynujące legendy, w których pojawiali się bohaterowie Żeromskiego. Chłop ze wsi Występa Stara pod Suchedniowem – opowiadając mi swoją legendarną wersję powrotu do polskości Piotra Rozłuckiego, bohatera Urody życia, syna powstańca z noweli Echa leśne – powiedział: A ta ziemia, w którą krew jego ojca wsiąkła, zawołała nań jak matka. Staruszki nad rzeką, która otrzymała imię Wiernej, opowiadały mi, że nad jej brzegami o północy bohater Powstania Styczniowego, który Wiernej zawierzył skarby Powstania, spotyka się z majorem Hubalem i obadwa o Polsce se uradzają. Żywi ludzie stali się bohaterami Żeromskiego. Bohaterowie literaccy wracają w legendzie jako żywi ludzie. Ile pięknych słów polskich, gwarowych można jeszcze było w czasie moich wędrówek ułowić. Na przykład „seremno” – co znaczy smutno, tęsknie…

Zastanawiałam się, jak wniknąć w codzienne życie ludzi, o których autor Urody życia powiedział bracia moi i od nich brał nazwiska swoich bohaterów. Wpadłam na pomysł, by dzieci ze wsi rodzinnej Żeromskiego – Ciekot w Górach Świętokrzyskich – pisały przez rok dzienniki. Otrzymałam w ten sposób wierny wizerunek ich życia, w którym jak pszczoły w bursztynie przechowały się najpiękniejsze wartości: szacunek dla ludzi starych, miłość rodzinna i miłość ziemi rodzinnej.

Robiłam wywiady z najstarszymi mieszkańcami Ojczyzny-Żeromszczyzny i myślę z wdzięcznością do losu, że dzięki moim książkom Ciebie jedną kocham i Ogród młodości udało mi się ocalić ich od zapomnienia. 

 

Jest pani autorką wspaniałych biografii wielkich Polaków, propaguje Pani postawy honoru, patriotyzmu, prawości. W czasach, kiedy można odnieść wrażenie, że takie wartości „sięgają bruku”. W każdym razie wydają się niemodne. Czy to ma wobec tego sens?

Moda to jest coś, co przemija. A wartości prezentowane przez Wielkich Rodaków ufam, iż nie przeminą nigdy. Druh Aleksander Kamiński, autor Kamieni na szaniec, apelował: Mimo całej miłości i wiary, jaką darzysz swoją partię – zdobądź się na lojalną postawę wobec wszystkich innych partii stojących na gruncie niepodległego państwa polskiego

 

Zarówno w książkach, jak i w trakcie licznych spotkań z młodzieżą wyborną polszczyzną, dostosowaną do danej epoki, opowiada Pani o Wielkich Rodakach. Wydawać się może, że dziś Polacy za słabo kochają swój język ojczysty…

Nasz język nigdy nie był skamieliną ani wyschniętym kałamarzem. Przyjmowaliśmy ochoczo nowe barwy do rodzimej tęczy. Ale inny jest walor pięknego, nowego słowa, a czym innym jest zalew brudnego nurtu pokracznej cudzoziemszczyzny. Naród odarty ze skarbów języka narodem być przestaje. Widziałam to na Białorusi. Pielęgnujmy tę miłość. Ojciec święty Jan Paweł II powiedział: Jeśli Ojczyzna jest naszym domem, to język nasz jest dachem ten dom osłaniającym, a dom najczęściej obumiera od dachu. Chrońmy go i brońmy.  Wielki mistrz daru słowa – Sienkiewicz – zapytany, gdy otrzymywał nagrodę Nobla, o największą miłość życia odrzekł: Jeśli się kocham to w języku polskim. Ja dodaję – że z wzajemnością. Jakże słusznie powiedział Norwid: Nie miecz, nie tarcz bronią języka, lecz – arcydzieła!

W nawiązaniu do przywołanych przez Panią Norwidowskich słów można powiedzieć, że arcydzieła broniące nasz język ojczysty i naród przed utratą tożsamości stworzył między innymi Henryk Sienkiewicz. Obchodzimy teraz ustanowiony przez Senat Rok poświęcony autorowi Trylogii. Czy żywotna jest nadal jego twórczość?

Przede wszystkim oddajmy sprawiedliwość i przekażmy słowa wdzięczności prawdziwemu Hetmanowi Wielkiemu Sienkiewiczowskiej sławy i chwały – profesorowi Lechowi Ludorowskiemu, prezesowi Towarzystwa Sienkiewiczowskiego, kreatorowi bezcennych Studiów Sienkiewiczowskich i dziesiątków genialnych książek analizujących twórczość ”Wizjonera Przeszłości” - jak celnie nazwał Autora Trylogii. To wielka zasługa starań pana profesora Ludorowskiego, który od początku 2015 roku zabiegał o ustanowienie roku 2016 – Rokiem Sienkiewicza. To jego pismom i apelom do Prezydenta, Sejmu i Senatu ten Rok zawdzięczamy. 

Sądzę, że do dziś aktualne są oceny Autora Trylogii takie jak Stanisława Witkiewicza, który powiedział, że naród jak człowiek, żeby żyć i działać, musi mieć wiarę w swą moc na przekór klęskom, poniżeniom, niewoli. Z dzieła Sienkiewicza buchnęła ta siła narodowego życia z taką mocą, że zniewolony naród wysoko wzniósł głowę. Żeromski powiedział, że kiedy nie mieliśmy rządu – ten jeden człowiek samotny, a przemożny, był naszym rządem i naszą polityczną i państwową siłą. Jest wspaniały w swej ofiarnej walce o polskość. Uderza słowem jak szpadą w obronie Rodaków. Swą niebywałą światową sławę wykorzystuje, by rzucić oskarżenie Cesarzowi Niemiec otwartym listem, który drukuje cała prasa świata, pokazując dramat dzieci polskich, którym zabroniono modlitwy w języku ojczystym. Górale nazwali go – jakże słusznie – opiekunem narodu. To przecież Trylogia zbłądziła pod strzechy. I Sienkiewicz pisał z głębokim wzruszeniem, że wszędzie przychodzą doń chłopi, by powiedzieć – Tyś nas zrobił Polakami

Przypomnijmy, że czytelnicy „Polityki” u progu XXI wieku uznali Sienkiewicza za największego pisarza polskiego XX wieku, a Trylogię obwołali dziełem wszech czasów. Kiedy walczyłam o szansę realizacji filmu biograficznego poświęconego losom Autora Trylogii, dostałam setki listów od ludzi prostych i uczonych intelektualistów, mówiące, jak ważkim w ich życiu było i jest dzieło Sienkiewicza.

Mam także wspaniałe dowody, co jeszcze dzisiaj nasza młodzież odnajduje na kartach jego twórczości. Zawsze realizując moją wystawę Sienkiewiczowską (aktualnie prezentowaną w warszawskim Muzeum Niepodległości) – ogłaszam konkurs. I na przykład uczeń z miejscowości Wąsosz w Wielkopolsce napisał: "W pustyni i w puszczy" to najpiękniejsza książka o przyjaźni dzieci, a z przyjaźnią nierozerwalna jest odpowiedzialność za drugiego człowieka. Tak wielu ludzi o tym zapomina, zwłaszcza politycy, którzy powinni czuć się odpowiedzialni za losy narodu, tak jak czuł się odpowiedzialny Sienkiewicz. A uczennice z Wrześni – tej Wrześni, której dzieci walczyły o prawo do ojczystego języka – napisały list zaczynający się słowy Panie Sienkiewiczu, czarodzieju najukochańszy i nazwały Trylogię dziełem, które potrafi przebić mur agresywnej nowoczesności, budząc narodową wspólnotę dusz.

Krąży wciąż plotka, że Sienkiewicz nazwał Wesele Wyspiańskiego „grafomanią”.

Wierutne kłamstwo. Niestety, często się powtarzające, na przykład w naszej telewizji. A jak wyglądała prawda? Po ukończeniu Trylogii Sienkiewicz otrzymał tajemniczą przesyłkę zawierającą 15 tysięcy rubli w złocie (za Ogniem i mieczem otrzymał 800). Przesyłka była opatrzona dedykacją: Henrykowi Sienkiewiczowi – Michał Wołodyjowski. Obdarowany uczynił z tej ogromnej sumy stypendium imienia swej ukochanej, zmarłej żony dla artystów ubogich, zagrożonych chorobą. Korzystali zeń Konopnicka, Tetmajer, a nawet Przybyszewski, który zrewanżował się Sienkiewiczowi paskudnym paszkwilem. W 1899 roku Sienkiewicz został zaalarmowany wiadomością, że pewien krakowski malarz wpadł w nędzę i chorobę. Ten malarz tak wyjątkowo utalentowany, a tak głodny i chory spać mi nie daje – martwił się Sienkiewicz. Zorganizował doraźną pomoc i zainterweniował, by temu malarzowi jak najszybciej przyznano jego stypendium. Że je otrzymał – świadczy list proszący o przedłużenie wypłaty stypendium na przeciąg roku 1901/02. Podpisano – Stanisław Wyspiański. W 1901 powstało Wesele. Taka jest prawda.

Osobnym nurtem Pani pracy twórczej jest utrwalanie etosu harcerstwa, który uosabiali bohaterowie Kamieni na szaniec i Powstania Warszawskiego. Czy nie jest tak, że wartości, które oni wyznawali, odsyła się w czasach globalizmu i komercjalizmu do lamusa jako staroświecki, zaściankowy przeżytek?

Ideały harcerskie są do dziś aktualne i jakże nam potrzebne. Czuj! Czuj! Czuwaj! – to hasło zawiera przecież myśl: czuj – czyli miej serce i patrzaj w serce po Mickiewiczowsku. Czuwaj – nad sobą, byś rósł mądrze i szlachetnie. Czuwaj nad tymi, którzy potrzebują pomocy, i Tą, o której mówi harcerska piosenka Niech nam skrzydła wyrosną, aby czuwać nad Polską!. Katechizm Szarych Szeregów mówił: Życiem moim – Polska cierpiąca i walcząca. Wiarą moją – Polska zwycięska i tryumfująca. Do dzisiaj harcerstwo polskie walczy, by była zwycięska i tryumfująca, odwołując się do tradycji swoich rówieśników z epoki Alka, Rudego, Zośki, Anody. To wielkie szczęście, że mamy jeszcze wśród nas garstkę bohaterów Szarych Szeregów i Armii Krajowej. Czołowymi bohaterami mojego cyklu Wierna Rzeka Harcerstwa są żołnierze harcerskiego Batalionu Armii Krajowej „Zośka”. Ci, którzy etos harcerski przenieśli przez wszystkie kręgi piekieł. Ta garstka, która przeżyła 5 lat okupacji, śmierci, biedy, walki, nauki i pracy. Przeżyła 63 dni Powstania, gdy braterstwo było bohaterstwem. I przeżyła czas powojennych więzień w PRL. Nie załamali się, nie zrejterowali w nałogi, nie uciekli za granicę. Po ukończeniu studiów z najwyższymi odznaczeniami stali się znamienitymi architektami, lekarzami, instruktorami harcerskimi. To najwspanialsi ludzie naszej epoki, zadający kłam gorzkiej konstatacji Norwida, że Polak w Polaku to olbrzym, lecz człowiek w Polaku to bardzo często karzeł. Dowiedli, że i Polak w Polaku, i człowiek w Polaku może być olbrzymem.

 

W ramach cyklu Wierna rzeka harcerstwa ukazał się w ubiegłym roku kolejny tom opowiadający o ideałach harcerskich. W formie wspaniałej gawędy przypomniała Pani sylwetkę Janka Rodowicza „Anodę” − ułana wspomnianego Batalionu „Zośka”. W książce oddała Pani głos przede wszystkim jego matce, Zofii, która obdarowała Panią przyjaźnią i zaufaniem. Jej wspomnienia stanowią niezwykle przejmujące świadectwo wojennej i powojennej tragedii oraz macierzyńskiego bólu po stracie dwóch synów…

Marek Perepeczko, mój wielki i nieodżałowanej pamięci przyjaciel, a przy tym erudyta, rozmiłowany w historii i literaturze polskiej, zapytał mnie w wywiadzie, jaka jest moja ulubiona bohaterka historyczna. Jest taki wiersz Lilki Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej – „Zwykłe polskie matczysko” z frazą: władcy wojny prowadzą na ofiary ku przyszłym chwałom, ale matka za to wszystko zapłaci, kiedy syn jej nie powróci cało. I to jest moja bohaterka historyczna – zwykłe polskie matczysko. Bohaterkami moich książek są właśnie takie matki, które straciły synów. Matula polskich harcerzy – matka Rudego z Kamieni na szaniec, matka braci Romockich, matka Krzysia Baczyńskiego, matka Anody... Te matki są wzorem hartu, odwagi i nadziei mimo wszystko. Los często wyznaczył im bardzo długie życie. Panią Zofię Rodowiczową odwiedzałam w ponurym domu starców. Była do końca dzielna, pogodna i cierpliwa. Godna miłości. A ileż takich matek zapisały karty naszej historii, począwszy od pani Teofilii Sobieskiej, która opłakiwała swego ukochanego syna Marka, skończywszy na Barbarze Sadowskiej, matce Grzesia Przemyka. I oby już historia nie dopisała niczego do tej dramatycznej, matczynej litanii.

Z okładki poruszającej książki Bohaterki powstańczej Warszawy. My musimy być mocne i jasne! uśmiecha się do nas dziewczyna śliczna i pszeniczna, Lidia Daniszewska ps. „Lidka”, której marzenia i losy poznajemy ze wspomnień jej siostry. Czego nas, niewiast, uczą biografie dziewcząt powstańczych i jaki jest według Pani ideał kobiecości?

 Druh Aleksander Kamiński we wstępie do wspomnień Harcerek Warszawy Pełnić służbę napisał: Wśród pocisków, wybuchów, ogni przebiegają łączniczki, czołgają się do rannych sanitariuszki, padają zranione, cierpią, giną…
Tamte dziewczęta stały się chlubą naszej historii. Dowiodły niezwykłej mocy ducha, twardej woli obowiązku, nieustępliwego poczucia odpowiedzialności… My, którzyśmy wyszli żywi z tych czasów, oraz wy, którzy otworzyliście oczy na świat już po latach wojny – schylmy nisko głowy przed dziewczętami z tamtych lat.

Wspaniałe Dziewczęta walczącej, powstańczej Warszawy – symbole największej ofiarności, poświęcenia i męstwa. Ratowały rannych i trwały przy nich, wiedząc, że zginą, bo Niemcy palili szpitale i rozstrzeliwali rannych. Przenoszenie pod ostrzałem rozkazów i meldunków groziło także śmiercią. I było tak, że jeśli jedna padła, druga natychmiast porywała meldunek i niosła go dalej. Zdarzały się często momenty iście heroiczne, na przykład jedna z najmłodszych sanitariuszek Batalionu „Zośka” – Lidka Markiewicz-Ziental – nie mająca 16 lat, gdy sama została ranna, opatrzyła sobie rany i nadal biegła czy czołgała się do rannych kolegów. Wielokrotnie i słusznie historycy Powstania zwracają uwagę na ten prawdziwy cud braterstwa

Patrząc na nie – doceniajmy, że nam los oszczędził takich tragedii. Ale nie pozwólmy, by te dziewczęta ogarnął mrok zapomnienia. 

W moim życiu był piękny ideał kobiecości – moja babunia Anna. Nic, co rani człowiecze serce, nie zostało jej oszczędzone. Wczesne sieroctwo, zesłanie na Sybir, utrata ukochanego syna rozstrzelanego 24 godziny po ślubie, wyrzucenie z majątku rodzinnego, bieda i tułaczka. A ileż w niej było pogody, braku pretensji do losu, życzliwości dla ludzi, uśmiechu... Takie są też te dziewczęta powstańcze, które przeżyły. Ich przyjaźń jest wielkim skarbem mego życia.

Jedna z „dziewcząt powstańczych” – Danuta Zdanowicz-Rossmanowa, opowiadając Pani o harcerskiej „Akcji M”, która polegała na niesieniu pomocy najbiedniejszej młodzieży spoza Szarych Szeregów, wspomina o tym, jak kolportowali wśród niej wartościowe książki pod hasłem: Książka postawiona na półce umiera. Dopiero w Twoim ręku, w ręku czytelnika, żyje i pracuje. Praca dobrej książki tworzy w Tobie nowe wartości, wzbogaca Twą pomysłowość, dodaje siły. Nie pozwolimy książce umierać. W ostatnich latach alarmuje się, iż w naszym kraju więdnie czytelnictwo. Pozwalamy książce umierać. Jakie są tego przyczyny i jaka byłaby Pani recepta?

Pociecho moja – książeczko! – mówi Stanisław Wyspiański. Kiedy wyrzucono nas z domu mego rodzinnego na Podlasiu, nastała wielka dziecięca samotność. Jedyni przyjaciele – to byli bohaterowie książek. Nie wyobrażam sobie życia bez nich. Jakże ubodzy są ci, których szczęścia obcowania z literaturą pozbawiono. Sądzę, że gdyby nasza telewizja zamiast głupawych programów, serialików i filmideł więcej czasu poświęcała prezentacjom naszej literatury – chętniej sięgano by po książki. Jaka szkoda, że ta kształtująca gusty instytucja nie zdobyła się na żaden serial poświęcony wspaniałym twórcom naszej literatury. Na szczęście mamy genialną adaptację Nocy i dni, znakomicie zrobiony film z Nad Niemnem. Kiedy zaprezentowano je w telewizji – momentalnie w bibliotekach ludzie sięgnęli po te dzieła. 

Oburzające jest wyrzucanie z lektur arcydzieł takich jak Syzyfowe prace. Trudno także zrozumieć fakt, że w wolnej Polsce młodzież nie ma w lekturach ani jednej książki o bohaterstwie ich rówieśników w Powstaniu Warszawskim. Od wielu lat żołnierze Batalionu „Zośka” składają apele do kolejnych ministrów edukacji narodowej o wpisanie na listę lektur świetnej książki druha Aleksandra Kamińskiego Zośka i Parasol – opowieści o dwóch harcerskich batalionach – w której udało się druhowi Kamykowi fenomenalnie stopić warstwę dokumentalną z fascynującą fabułą. Jest to także ciąg dalszy Kamieni na szaniec, którą to niezwykłą gawędę pozbawiono gwiazdki oznaczającej lekturę obowiązkową. Ale na szczęście nasza młodzież czyta tę książkę z nieustającym przejęciem, o czym świadczą dziesiątki listów, które ciągle do mnie napływają z całej Polski. 

Na swojej stronie internetowej napisała Pani do czytelników: Cieszy mnie każdy Wasz list, każde z Wami spotkanie. (…) Piszcie swój adres także w liście, nie jedynie na kopercie, a jeśli już przysyłacie te maile, niech w nich nie będzie tylko wrrrrrrr@brrr – ale jakiś ludzki adres i telefon, na który można Wam odpowiedzieć…. Taka chęć bezpośredniego kontaktu nie jest częstym zjawiskiem wśród osób, które tworzą. Co Panią cieszy i zaskakuje najbardziej w kontaktach korespondencyjnych i bezpośrednich z miłośnikami Pani każdej twórczości? 

 Z żalem myślę, że nie jestem w stanie odpowiadać na wszystkie listy, co niechaj wybaczonem mi będzie. Każdy list jest radością. A radością szczególną są listy naszej młodzieży. Ona jest wrażliwa, twórcza i odpowiedzialna. Wiele razy tak młodych Polaków opisując, słyszałam – to elitarna garsteczka, a prawdziwe jest chamstwo, arogancja, bandytyzm. Mam szczęście obcowania z młodymi Polakami nie za pośrednictwem telewizji, taki właśnie obraz z lubością kreującej, lansującej margines, omijającej piękną i cenną stronicę życia zapisywaną przez młodzież wartościową.

Przypomnijmy sobie papieskie marsze wdzięczności. Wreszcie taka młodzież została pokazana tysiącami. Prawa, dobra, szlachetna. Jan Paweł II nazwał ją strażnikami poranka. Twórczyni harcerstwa polskiego – druhna Oleńka Małkowska, którą miałam szczęście jeszcze poznać – napisała: Mój Boże, cóż to za cudna młodzież! Komunizm spłynął po niej jak woda z piór kaczki. Jak młody las wyrastają nowe dorodne pokolenia, oni Polskę uporządkują, stworzą harcerskie zmartwychwstanie!.

W każdej mojej książce cytuję młodzieńcze listy. Z liceum im. Marynarki Wojennej w Gdyni młodzież napisała mi, że stworzyli Bractwo Poszukiwaczy Pereł. Pereł historii, kultury polskiej, bohaterów, bo nie możemy dopuścić by o nich zapomniano. Ania Strzelec z Chorzowa napisała: Krzyś Baczyński powiedział – Trzeba nam teraz umierać by Polska umiała znów żyć!. My nie musimy pięknie umierać jak Oni, ale możemy pięknie żyć – za Nich!. Dominika Makówka z Piotrkowa Trybunalskiego pisze: Możemy wołać do Niej, za którą Oni polegli – Jeszcze nie zginęłaś póki my żyjemy, a my nie zginęliśmy póki Ty żyjesz w nas!. Po raz pierwszy w Krakowie zacytowałam odnalezioną, nieznaną piosenkę Baczyńskiego kończącą się słowy: Gdy mnie kula roztratuje w proch i gruz – kto Cię Polsko będzie kochał, w sercu niósł? I wtedy obecna na widowni młodzież krzyknęła: My!. 

Obecnie przygotowuje Pani dwie książki. Proszę zdradzić swojej rzeszy admiratorów szczegóły swoich planów pisarskich…

Kończę książkę dla wydawnictwa Muza o Matkach wielkich Polaków. Będzie ich dziesięć. Od pani Teofili Sobieskiej do Stefanii Baczyńskiej. Ze świętą cierpliwością prezes wydawnictwa Iskry, pan Wiesław Uchański, czeka natomiast na wywiad-rzekę ze mną.

Jaki będzie miała tytuł?

Podczerpnięty z pięknego eseju, jaki poświęcił mi młody dziennikarz Szymon Babuchowski –  Zakochana w Polsce.

 

wystawa

Wystawa Sienkiewiczowska w Katowicach. Z uczniami Liceum im. Henryka Sienkiewicza.

 

wigilie

Przez lat 15 – od Roku Mickiewiczowskiego 1998 ta młodzież poznańska współtworzyła z Barbarą Wachowicz spektakl „Wigilie Polskie”. Dopiero nowa pani dyrektor ten jedyny spektakl w Polsce poświęcony Wielkim Polakom wyrzuciła z repertuaru.

 

kolednicy

 

Najmłodsi kolędnicy z „Wigilii Polskich” - urocze poznańskie zuchy.

 

starsi

 

W postaci ułanów i promienistych przyjaciół Mickiewicza wcielili się w „Wigiliach Polskich” uczniowie i studenci poznańskich szkół.

 

episkopat

Z nagrodą Episkopatu zwaną „polskim Noblem”. Pisarka towarzyszy dwóm Prymasom – Prymasowi Seniorowi Józefowi Glempowi i Prymasowi Józefowi Kowalczykowi.

 

warszaw

Uroczystość przyznania na Zamku Królewskim tytułu Honorowy Obywatel Warszawy. Obok pisarki – profesor Marek Kwiatkowski, wspaniały, wieloletni dyrektor Łazienek Królewskich – także obywatel honorowy stolicy i zaprzyjaźnione harcerki.

 

gory

Z dziećmi z Gór Świętokrzyskich – „najściślejszej Ojczyzny” Stefana Żeromskiego i Tomaszem Lato – wieloletnim dyrektorem Szkoły im. Żeromskiego, obecnie Wójtem Gminy Masłów, inicjatorem i kreatorem budowy dworu i Szklanego Domu na Żeromszczyźnie w Ciekotach – rodzinnej wsi autora „Syzyfowych prac”.

 

harcerki

 

 

Z harcerkami Związku Harcerstwa Rzeczypospolitej biorącymi udział w spektaklu „Wigilie Polskie”

 

mlodziez

Ta wspaniała młodzież występuje we wszystkich spektaklach Barbary Wachowicz otwierających jej wystawy. Od lewej – Ania Roczkowska (Komitet Opieki nad Mogiłami Żołnierzy Batalionu „Zośka”), harcmistrzyni Emilka Kulczyk (Związek Harcerstwa Polskiego), harcmistrzyni Ania Dudzik (Związek Harcerstwa Rzeczypospolitej), Maciek Malinowski (Hufiec im. Szarych Szeregów ZHP, dwukrotny laureat Grand Prix konkursu „Arsenał Warszawa”, któremu przewodniczy Barbara Wachowicz). Na drugim planie – Damian Wyrzykowski (Grupa Historyczna „Radosław”)

 

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy