Czuł się naprawdę dziwnie, jak sparaliżowany, na pewno nie byłby w stanie ruszyć się z miejsca i zrobić choćby jednego kroku przed siebie. Serce waliło mu jak młot w kuźni. Ten strach był całkowicie irracjonalny. Od strony Mrągowa jechał chyba jakiś kolejny pojazd szynowy. Chyba. Nie widać było ani trzech białych świateł, ani nawet dwóch, jak w niektórych drezynach. Przemieszczał się w absolutnej ciszy. Wyglądał jak… hmmm... jak świetlista biało-żółta kula, niewiele mniejsza niż wagon kolejowy. To była jakby łuna światła, wewnątrz której dostrzec można było trochę ciemniejszy, ale również świecący, niewyraźny, obły kształt, coś jakby gruby dysk. Poruszało się to dokładnie po torach, drogą, którą niedawno przyjechał pociąg i z podobną do niego prędkością. Może nawet trochę wolniej. Kiedy znalazło się jakieś dwieście metrów od Marka, zauważył, że nie dotyka torów, ale unosi się jakiś metr, no może nawet półtora metra, nad nimi. Dokładnie tak! To „coś” unosiło się nad ziemią! Kula przeleciała pomiędzy kilkoma brzózkami okalającymi torowisko. Nadal zmierzała ku przejazdowi, czyli także w stronę chłopaka. Poczuł, że włosy powoli stają mu dęba ze strachu.
Czuł się naprawdę dziwnie, jak sparaliżowany, na pewno nie byłby w stanie ruszyć się z miejsca i zrobić choćby jednego kroku przed siebie. Serce waliło mu jak młot w kuźni. Ten strach był całkowicie irracjonalny. Od strony Mrągowa jechał chyba jakiś kolejny pojazd szynowy. Chyba. Nie widać było ani trzech białych świateł, ani nawet dwóch, jak w niektórych drezynach. Przemieszczał się w absolutnej ciszy. Wyglądał jak… hmmm... jak świetlista biało-żółta kula, niewiele mniejsza niż wagon kolejowy. To była jakby łuna światła, wewnątrz której dostrzec można było trochę ciemniejszy, ale również świecący, niewyraźny, obły kształt, coś jakby gruby dysk. Poruszało się to dokładnie po torach, drogą, którą niedawno przyjechał pociąg i z podobną do niego prędkością. Może nawet trochę wolniej. Kiedy znalazło się jakieś dwieście metrów od Marka, zauważył, że nie dotyka torów, ale unosi się jakiś metr, no może nawet półtora metra, nad nimi. Dokładnie tak! To „coś” unosiło się nad ziemią! Kula przeleciała pomiędzy kilkoma brzózkami okalającymi torowisko. Nadal zmierzała ku przejazdowi, czyli także w stronę chłopaka. Poczuł, że włosy powoli stają mu dęba ze strachu.
Książka: Nocna Służba 1992