Dlaczego

Autor: annakowalczak
Czy podobał Ci się to opowiadanie? 0

   Spojrzał na Łukasza i pokiwał głową.

  -Fakt, że jestem biedny, jednak nie oznacza to, że muszę być głupcem – powiedział bardzo wolno i wyszedł z namiotu.

  Łukasz też wyszedł i dołączył do kolegów, którzy mścili się nad rozpaleniem ogniska.  

   Na następny dzień, zaraz po śniadaniu – spytał wychowawcę, czy może pojechać do Piły.

  - Możesz, tylko musisz przed obiadem wrócić. Czym w ogóle masz zamiar jechać?

 - Autobusem – skłamał, chociaż dobrze wiedział, że nie ma pieniędzy na przejazd i pojedzie autostopem.

 - Chyba ktoś jedzie do Piły, tak mi się przynajmniej wydaje. Jeżeli to pewne, możesz się zabrać, a wrócisz autobusem. Obiad jest nieco wcześniej, bo około piętnastej wyjeżdżamy. Podniesieniem dłoni zatrzymał samochód. – Możecie podrzucić, tego młodzieńca do Piły – spytał.

 - Nie ma sprawy, wskakuj – powiedział kierowca.

 Łukasz w podziękowaniu skiną głową, usadowił się na tylnim siedzeniu i zaczął ćwiczył w myślach, jak się zachować, wobec mężczyzny, którego pierwszy raz widział na oczy. Nie wiedział, czym to wytłumaczyć. Wczoraj wydawał mu się zupełnie obcym człowiekiem, a dzisiaj jakaś nadprzyrodzona siła, popychała go w jego ramiona.

 - Gdzie wysiadasz chłopcze, bo dojeżdżamy do Piły – wyrwał go głos kierowcy.

Ocknął się jakby z popołudniowej drzemki i spojrzał przez częściowo zaparowaną szybę.

  - Właśnie tutaj – rzekł wskazując palcem znajomy sklep. Kiedy samochód zatrzymał się przy krawężniku, pospiesznie wysiadł i pomachał w stronę kierowcy.

 Gdy wszedł do wewnątrz, ujrzał tą samą sprzedawczynie, z którą rozmawiał wczoraj – uśmiechnął się do niej z wdzięcznością.

 - Dziękuję – powiedział nieśmiało.

 - Twój ojciec był pewien, że przyjedziesz. Więc pospiesz się, bo  na ciebie czeka. Chciałam ci jeszcze powiedzieć, że to dobry człowiek; postaraj się być dla niego miłym. Wiesz, dokąd pójść? Pokręcił przecząco głową. - To jest ten wieżowiec, naprzeciwko – wskazała dłonią. - Możesz podjechać na szóste piętro windą. Przytaknął oczami i ruszył w stronę wyjścia. – Łukasz! – zawołała, kiedy już był w połowie sklepu. Odwrócił się raptownie. – Chyba czegoś zapomniałeś? – spytała i rzuciła w niego puszką coli, którą on pochwycił w locie.

 - Dzięki, uwielbiam colę – rzekł i pospiesznie wyszedł ze sklepu.

 Nie rozglądając się na boki, na przełaj przebiegł jezdnie, a kiedy zbliżył się do wieżowca, przy wejściu - ujrzał ojca. Stanął przed nim, lekko uniósł brwi i powiedział:

- Nie potrzeba było wiele czasu, by nabrać zaufania. Faktycznie powinniśmy porozmawiać, żeby niektóre sprawy wyjaśnić. Przepraszam, za wczorajszy dzień. Ale to niespodziewane spotkanie, było dla mnie prawdziwym szokiem – dodał.

 - Dla mnie też – przytaknął i jak przystało na ojca, objął syna ramieniem. – Tuż za rogiem, była maleńka cukierenka ‘’Złoty rój’’ – wskazał dłonią. - Kiedy szliśmy na spacer, kupowałem ci pączka. Jadłeś go tak łapczywie, a ja się bałem, żebyś się nie udławił. Jeszcze lubisz pączki? – spytał, kierując się do windy.

  - Uwielbiam wszystko, co słodkie. Właśnie przed chwilą dostałem prezent – powiedział, pokazując puszkę coli. Kiedy weszli do windy, nie patrząc na ojca - nacisnął przycisk szóstki. Tak naprawdę nie wiedział, jak się odezwać; czuł się spięty i nieporadny, jak mały chłopiec zagubiony w wielkim mieście. Gdy wysiadali - spojrzał w oczy ojca i powiedział: - Nie mogę zbyt długo zostać, przed trzynastą muszę być z powrotem. Sądzę jednak, że starczy czasu, by co nieco sobie powiedzieć.

Najpopularniejsze opowiadania
Inne opowiadania tego autora

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Forum - opowiadania
Reklamy
O autorze
annakowalczak
Użytkownik - annakowalczak

O sobie samym: Napisz kilka słów o sobie
Ostatnio widziany: 2018-12-26 19:20:59