reklama

„O kraju zgnilizną płynącym”

Autor: zytold
Czy podobał Ci się to opowiadanie? 0

Za piekielną rzeką, siódmym kręgiem i gnijącym borem powstało państwo Króla, Złota i „Boga”. W krainie tej istniał dostatek, zasady oraz wartości, które w połączeniu z władzą i Ludem tworzyły mieszankę wyzwalającą płomienie trwałe niczym grecki ogień. Należałoby zastanowić się, gdzie winniśmy umiejscowić haniebną datę początku tej krainy. Może byłyby to moje narodziny, a może mojej siostry Zemsty. Może wystarczyło jedno słowo, a może potrzebne było wiele, ociekających trującym jadem zdań, wypowiedzianych przez zatracony w bezmyślności tłum. Nie wiem, chociaż jestem pewna, że to ja stałam się tam jednym z największych bóstw, któremu pomniki stawiają liczni wyznawcy, każdego dnia, każdej nocy, w marzeniach sennych i w ostrej dyskusji. Jestem celem i sensem życia, fundamentem, na którym wznoszą się fasady pokoleń, w których żyłach nieustannie przelewa się czarna, gorzka krew. Jak dumna matka przemierzam miasta, wsie i doliny, doglądając rozrastającej się epidemii zepsucia. Zapraszam na wspólną wędrówkę. Król Ach, podziwiam wytrwałość jaką wykazuje się król mego państwa. Nie sądzę abym nawet ja mogła włożyć tyle energii w stworzeniu tak zawiłej, pajęczej nici, ukrywającej fakt, iż w rzeczywistości prowadzi on swoją własną krucjatę. Działania podejmowane „dla państwa”, są jedynie złowieszczym chichotem, który wydobywa z siebie zasiadając na trupim tronie. Genialne. Tworząc swoją małą armię ryjących ziemię insektów, wydaje rozkazy, nie wydając rozkazów. Któż może mieć dowody na siłę jego zasięgu, kto wie jak daleko sięga jego ociekająca chciwością dłoń. Zawsze na czarno, zawsze przygotowany na wygłoszenie kolejnej fali propagandy. Jeśli chodzi o wcześniej wspomniane wartości istniejące w państwie, to właśnie on stworzył nową piramidę Maslowa. Po pierwsze tylko to co powie Król jest prawdą – jedynie jego mądrość jest prawdziwą mądrością, a inni uznający się za bardziej światłych, głoszą niedopuszczalną herezję. Po drugie, każdy ma swoje stałe, niezależne od rozwoju świata, miejsce. Mężczyzna to najlepsze co mogło spotkać kobietę, każda która dostąpiła zaszczytu bycia zauważoną, winna jest podarować swoją duszę i ciało w łaskę i nie łaskę pana swego (czytaj męża). Myślę, że pewnego dnia pod wpływem jasności spływającej na Króla, stworzy on nowy dekalog, normujący relację pan- żona. Stworzenie, w którego ciele buzuje testosteron, rodzi się mądre, wartościowe i zdolne podejmować samodzielne decyzje. W kraju Króla to on – On nie ona, ma jedyne i słuszne prawo głosu. Przecież rząd, rodzaj męski, już w swojej pisowni składa hołd patriarchatowi. Kobieta – nic. Jedynie poruszająca się kreatura z żył, płynów, skóry naciągniętej na paskudnie nęcące ciało. Prowokatorka, kłamczucha, jedyną nadzieją na jej sprawne funkcjonowanie jest syczący w ciemności bat. Zniszczona przez dążenie do niedorzecznej wolności i kariery. Próbująca swoją miernotą sprostać inteligencji władcy. Śmieszne stworzenie. Tak butne w stosunku do naturalnej przynależności do kuchni i sali porodowej. Jest potrzebna tylko i wyłącznie do skompletowania jedynej istniejącej rodziny – On, ona i 1500+. W królewskim prawie możemy wyczytać, iż każde pseudo stworzenie, próbujące przynależeć do rodzaju ludzkiego powinno natychmiastowo dokonać samodestrukcji (z przyjemnością przyjmujemy formę samobójstwa). Chociaż w całej swojej mądrości, dobry władca dopuszcza możliwość uczłowieczenia się – ideologie należy leczyć. Jak pięknie zepsute są te kwaczące rządy. Złoto To cel sam w sobie. Śnią o nim mieszkańcy państwa, szczególnie ci, żyjący na spływających niczym manna z nieba zasiłkowych pieniądzach. Kraj jest dobry, bo kraj daje. Jaka bieda i złodziejstwo. Przecież to rządowe pieniądze, a jak się skończą to przecież zawsze można dodrukować, lasów mamy pod dostatkiem. Jeszcze tyle tej niepotrzebnej puszczy jest, miejsce tylko zajmuje, a można by było tam coś wartościowego robić. Tlen, jaki tam tlen, przecież lata tyle tego w powietrzu, na co więcej. Nic się nie skończy, co ma się skończyć. Jak się skończy to se wyrobimy. I o. Bo można. Bo tak. Bo tak powiedzieli. Bo oni to mają przecież zawsze rację. Bo kto nam zabroni. A głupcy, żyjący z pracy rąk własnych, świadomie zapracowują się dla elit tego kraju. Dostarczają im możliwości samorozwoju – więcej na konsumpcje („ To dziś sześciopak kierowniczko!”), możliwość spędzania czasu z dziećmi („Rusz się pasożycie”), kontemplację sztuki („Zenka włancz!”) oraz odżywczy sport („Ustawka po meczu”). To właśnie te elity są wiernymi wyznawcami Króla. Oślepiło ich złoto spływające z trzech dostojnych liter, które determinują rządy bezprawia oraz niesprawiedliwości. Niewielu zauważa, że ten blask, to jedynie odpady kopalniane, pokryte cienką warstwą manipulacji. Może ten Lud lubi czuć się niczym n orwidowska marionetka? Fascynujące, jak człowiek z łatwością oddaje kawałek po kawałku cząsteczki swojej wolności. Systematycznie zaprzedaje duszę diabłu, odwracając wzrok od fał skaz na wykreowanym obrazie władzy, dzięki czemu może stale być beneficjentem szywego złota. Przecież kradzione nie tuc zy. Jaki cel ma K ról w tym, mogłoby się zdawać, odważnym rozdawnictwie? Bynajmniej nie robi tego z dobroci i czystości serca. On niczym stara Mojra przędzie nić żywota tego kraju, powoli nawleka coraz więcej stworz eń pseudoludzkich, którzy swoim rozwojem intelektualnym upodabniają się do naszych młodszych braci w Darwinie. I to owa elita decyduje co jest wartością w nowym, z kraju. To oni są odpowiedzialni za to, iż berło gniłym dzierżą stworzenia uzurpujące sobie wł adzę do decydowania o tym, kto może zwać się człowiekiem, bezwstydnie głoszące słowa, które materializują się w postaci żyletki w rękach niedoświadczonych jeszcze dorosłą pracą. To im możemy zawdzięczać mój szczerzący się kult. Diabelnie dobrzy i diabels Demoniczne kaczątka. ko skuteczni. „Bóg” Kto sieje wiatr ten zbiera burze. A jakie żniwo chcą zbierać ci żyjący w obłudzie? Ich działania są raczej próbą przywołania Lewiatana, aniżeli duchowym wsparciem dla pokładających ufność w Bogu. Kochając pie niądze nawołują do skromności. Jakże przykładnie Ojciec Narodu przemieszcza duży autorytet dostrze się w najnowszych osiągnięciach motoryzacji. Jak gam w tych, którzy besztając w zapachu ostatnich, emerytalnych pienięd zy. prawdziwie wierzących, rozmiłowali się Wyciągając mokre z podniecenia łapska, straszą piekłem kochających się z miłości. Odbierając niewinność, potępiają za brak skromności. cych ciałach, Ci, którzy Ci, których oddech zabija niczym niszczący huragan, Ci, którzy zsuwają swoje palce po drżą wszelkie wyrządzane zło tłumaczą opętaniem, stali się ziemskim Szatanem. W tym kraju nie możecie oczekiwać wyrozumiałości od powołanych do niej przez Boga. Nie zaznacie oczyszczenia, nie znajdziecie ukojenia, a przede wszystkim nie poczujecie się akceptow ani. To chyba jest ogólna skaza wyznawców fałszywego Boga nie są zdolni do człowieczeństwa. Ich tragicznie ograniczone pseudorozumy zatraciły możliwość empatii, na rzecz wykształcenia perfekcyjnej zdolności manip ulacji wycinkami wiary, co umożliwia im os iągnięcie własnych korzyści. Stali się maszynami naoliwionymi fałszywością. Wyciągają gruby paluch i kolejną grupę istniejącą w społeczeństwie stygmatyzują, skazując na wieczne cierpienie. Przyjmują rolę Erynii, torturujących bez litości na polach karych, tych którzy winni są bycia autonomiczną jednostką, nie wpasowującą się w ich paramoralny kodeks . Powracają czasy świętej inkwizycji. Odważ się przeciwstawić = odważ się zawisnąć. Czy mogę stwierdzić, iż jakiś niezrównoważony kleryk postanowił poświęconym nożem wymordować cześć społeczeństwa? Otóż tak, przyjmując, że metaforycznym ostrzem jest każde dyskryminujące słowo głoszone z kościelnej ambony, każde oświadczenie episkopatu, w którym można wyczytać niczym nie potwierdzone konfabulacje, podział społecz eństwa na ludzi godnych i szerzących zarazę podludzi. Przyzwalają na duchową śmierć i odrzucenie piękna wiary. Zmieniają to co zostało stworzone na obraz i podobieństwo, w wydzielającą odór stertę odpadów. Kto ma wierzyć? Młodzi, którzy widzą cierpienie pr zyjaciół ideologii? Może rodzice, których dzieci popełniły samobójstwa spowodowane wszelką nietolerancją? Czy zgwałco ne kobiety, które zostały pozbawione dostępu do kompletnej pomocy medycznej, ponieważ są postrzegane za zbyt ograniczone, aby były w sta nie same decydować o swoim ciele . Tym stał się w moim kraju kościół. Wylęgarnią robactwa. Profanacją Boga. Pożeraczem miłości. Wielbicielem patriarchatu i poniżania kobiet. To oni niczym Prometeusz ulepili mój Lud. Dlatego nie można się dziwić, że proste masy wychowywane w małomiasteczkowej mentalności, porywane są z nurtem kościelnej antypatii. Jeżeli największe bóstwo błotnistej wsi, wypowie się negatywnie na temat ziemniaków pochodzących z pola rodziny posiadając ej czerwony płot, to nikt nie odważy się zjeść ziemniaka ani użyć czerwonej farby. Posiadając tak dominujący wpływ na funkcjonowanie społeczności, możemy stworzyć własny świat, w którym rządzić będą jedynie wymyślone przez nas zasady. T ak postępują duchown i, zamieniając miasteczk a w kościelne igrzyska śmierci. W takim miejscu nikt nie może czuć się w pełni wolny, ponieważ ograniczony jest nie tylko przez własne sumienie, ale również prze z wie najlepiej jak powinno wyglądać życie znane j, a najlepiej sumienia innych. Każdy nieznanej, osoby. Rady, plotki, szyderstwa. Jad, trucizna, śmierć. Z takim schematem musi zmagać się wiele nieszczęśników egzystujących w przycywilizacyjnych osadach. Tańczą oni do kaczej melodii. Chyba nadszedł czas zdradzić moje imię . Jestem Nienawiść i właśnie opisałam wam moje największe dzieło. Moją niechlubną, ocierającą się o siebie, dążącą do samodestrukcji, pozbawioną moralności dzicz. Oni patrzą na siebie odczuwając nienawiść, mówią do siebie napędzani najgorszymi uczuciami, p oruszają się zatracenie w próżni zawistności. Nie kochają, nie znają przebaczenia, nie doświadczają współczucia. Stali się jedynie napełniającymi mną czerepami, funkcjonującymi pod bat drobiu. Nie odnajdziecie w nich tych wzniosłych wartości, które wy znawały minione pokolenia. Na próżno będziecie poszukiwać bezinteresowności, zadowolenia z życia i ludzkiej dobroci. utą Tym razem nie nadejdzie czterdzieści i cztery. Tym razem Mefistofeles podpisał pakt z każdą duszą zgniłego kraju. Narodziły się Bestie. 

Najpopularniejsze opowiadania
Inne opowiadania tego autora

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Forum - opowiadania
O autorze
zytold
Użytkownik - zytold

O sobie samym:
Ostatnio widziany: 2020-10-24 10:22:52