Pijana logika

Autor: Radjo
Czy podobał Ci się to opowiadanie? 0

Dokończył czwarte piwo. W lodówce ostatnia Perła lśniła blaskiem produktu, który człowiek przeznacza na ostatni posiłek danego dnia. Ten wybrany, ten konkretny, z całej reszty dostępnych. Głowa lekka nie pozwalała przebić się złym nastrojom w granice jego percepcji. Poczuł wtedy symbiozę z wszystkimi ludzkimi cytatami na temat alkoholu, które wywołują szczery uśmiech w trakcie picia z bliskimi, lecz wydają się karkołomne na trzeźwo. Ziewnął mocno, jakby chciał przegonić zepsute powietrze, strawione przez papierosy i żal, lecz nie jego. Przymknął powieki, by poczuć znowu ten spokój pojawiający się, gdy kontempluję swoją samotnie. Był zimny jak człowiek nienawidzący każdego kto by mu wtargnął w drogę, nienawistnie oczekujący dennego pytania o to czy chcę porozmawiać. Nie miał siły na ludzkie poczucie odpowiedzialności, które przychodzi, gdy osoba nieskażona światem czuję się w misji poradzenia, oraz wysłuchania czyjejś spowiedzi, mającej  zrzucić bagaż z człowieka, ciążący i ciągnący się za nim. Chciał zerwać oczekiwania niczym smycz z szyi psa, dumnego ze świadomości, że ktoś bierze za niego trud wyboru i nie musi się martwić. Jak coś się stanie, to nie jego wina. Trzeba wziąć odpowiedzialność, uniezależnić się od ludzi, żyć swoim życiem, nieważne że nudnym. Ujął podbródek w geście swego nauczyciela od języka polskiego z liceum, którego zawsze szczerze podziwiał za te lekkość przerywaną ostrymi tonami, gdy lekceważące słowa dotykały materii jego  sacrum, które nie podlega skalaniu. Roztopił się w przeszłości dawno minionej i począł skupiać się na świecie wokół siebie. Sześcian, w który wrzucił tyle emocji, że dawno czarne tony powinny były poderżnąć gardła tym szczerozłotym, pełnym nadziei. Otępienie zatrzymuję wojnę półkul – cielesnych i metaforycznych, prywatnych i uzewnętrznionych. Dłonie drżą przy natłoku przywoływanych sytuacji, gdzie wystarczyłyby proste zamilknięcia, nie nadwrażliwość na siłę pchana osobie nieczułej na drgania zmęczonej duszy, która pragnie być zrozumiana. Ta wyczerpana, rozemocjonowana na przyszłą jedność z drugą, która zjawiła się niespodziewanie, była za słaba. Nic to. Gnicie w okowach swych pragnień, pustego skowytu za przyszłymi sytuacjami pełnymi opanowania i siły. Dalekosiężne plany, gorejące od pietyzmu wkładanego w szczegóły, rozpadają się, przy wyrzucanych oddechach ze zmęczonego przełyku. Bo to niezależne od jego chęci, postanowień poprawy. Odchylił głowę. Nie żałował, po prostu ilustrował sobie te zdarzenia, bo lepiej wtedy rozumiał w tym siebie, a dzika przyjemność z zadawania sobie ran z powodu rzeczy które go dotykają częściowo bez jego kontroli, wywoływały stany na które czuł, że zasłużył. Zła energia przepoławiała go na cząsteczki, tak, by czuł się mniejszy, łatwiejszy do wgniecenia w glebę. Te sztuczne ruchy palców na jego twarzy z góry na dół, jakby miał sobie udowodnić że gryźć siebie o to wszystko nie będzie, były na tyle sztuczne, że uśmiech zabłyszczał na jego ciemnej twarzy. Lecz nie była ona styrana ciężką pracą, lecz wyjałowieniem wynikającym z przekraczania siebie każdego wieczora, przy którym podłogowa szmata nabiera czystości nad śnieg.

1
Najpopularniejsze opowiadania
Inne opowiadania tego autora

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Forum - opowiadania
O autorze
Radjo
Użytkownik - Radjo

O sobie samym:
Ostatnio widziany: 2021-03-30 14:40:16