Po stronie cienia ( początek )

Autor: zibi16
Czy podobał Ci się to opowiadanie? 0

Biedny zakonnik stał spokojnie, nieświadomy groźby ataku na świętość, którą uosabiała jego szata. Natomiast groźny przeciwnik zatrzymał się o krok przed swoją ofiarą, i wbił swe straszne oczy – w nareszcie bladą twarz zakonnika, który ze strachu cofnął się o krok do tyłu. Nie rozumiał nagłego zainteresowania sobą tego dzikiego człowieka.  Lecz dziki człowiek zatrzymał się,  gwałtownie rozwarł ramiona i pijackim głosem wykrzyczał swoją prawdę, swoją tajemnicę: „ Koo-chch-aaam cię! „

Ludzie na przystanku zaczęli się śmiać. Ale nie zakonnik. Teraz on zamachał dłońmi w kierunku - jak się okazało -  wielbiciela jego cnoty, i odszedł kilka kroków, w stronę kiosku ruchu, stojącego przy trawniku.

…Tak więc, i ta scenka, i data śmierci na klepsydrze – sprawiły, że zapomniałem na chwilę o Joannie, i zrobiło mi się lekko na duszy. A przecież, kierując się teraz w stronę Supersamu, mieszała się we mnie radość ze strachem, że znowu nasze spotkanie zakończy się moimi zdawkowymi pytaniami o córeczkę, i – czy nie jest głodna, bo jak tak, to zaraz skoczę do sklepu.

Stojąc już na przystanku, w oczekiwaniu na swój autobus, próbowałem swe myśli przenieść z mojej ukochanej, na spotkanego przed chwilą zakonnika i pijanego wielbiciela szat zakonnych.

Skąd u tego pijaka ta pijacka miłość do trzeciej płci? I skąd u zakonnika ten pęd do zamknięcia się w murach klasztornych, skazując się na jałowe życie bez baby, bez rozrywek, w których gustuje młodość? Czyżby doznał objawienia i poznał jedyną prawdę, za którą warto życie przeklęczeć będąc oplecionym drutem kolczastym?

Mój znajomy alkoholik powiedział mi kiedyś w zaufaniu,  że prawda nie istnieje, bo to tylko takie słówko, które każdy zawłaszcza, by było mu koroną.  To, co istotne: żołądek i odbyt, fiut i pipka – to ślepy pomiot ewolucji. A najbardziej oszukańczy są politycy; dla nich nie ma zmiłuj się nad słówkiem „prawda”. Używają je jak się kurwę używa, dla zmyłki obnosząc ją z welonem dziewicy. No, a wiara, to inna para kaloszy. Z rozumem nigdy się nie zbrata.

Kiedy zacząłem się wgłębiać w swój ulubiony temat: „skąd i dlaczego to wszystko?”, i - kiedy jeszcze raz z przyjemnością stwierdziłem, że wszechświat, no i my, wyskoczyliśmy z próżni jak królik z kapelusza - nadjechał mój autobus, nr 820.

III
Lubię stare kamienice, familoki, podwórka, gdzie i gołębniki, i komórki na węgiel. Idąc sztolnią uliczek, mając po bokach buro-szare, ceglane  mury budynków, rozglądam się ciekawie, sycąc swój wzrok ich swojskim pięknem, ich ciszą. Spoglądam do góry, na gzymsy kamienic i na przybrudzone, karminowe dachy; tak odpoczywam. To świat, który jeszcze oddycha, lecz – widać to wyraźnie – stoi z boku, i czeka aż los się dopełni.

Tak wędruję, zbliżając się do Joanny.

Inne opowiadania tego autora

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Forum - opowiadania
Reklamy
O autorze
zibi16
Użytkownik - zibi16

O sobie samym: Napisz kilka słów o sobie
Ostatnio widziany: 2023-05-04 18:17:38